HomeStandard Blog Whole Post (Page 8)

13 stycznia przypada rocznica śmierci Jana Chruckiego (1810–1885) – malarza, którego obrazy do dziś przyciągają precyzją, spokojem i niezwykłą umiejętnością opowiadania o świecie bez patosu. Akademik petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych, twórca wybitnych martwych natur i portretów, a zarazem artysta głęboko związany z Wilnem i ziemiami dzisiejszej Białorusi. Jego dorobek należy do wspólnego dziedzictwa Europy Środkowo-Wschodniej – polskiego, białoruskiego i rosyjskiego kręgu kulturowego.

Artysta z pogranicza kultur

Jan Chrucki urodził się 8 lutego 1810 roku w Ulle na Witebszczyźnie (według części źródeł – w Połocku), w rodzinie szlacheckiej o tradycjach greckokatolickich. Ojciec, Tomasz, był duchownym unickim, represjonowanym przez władze carskie za obronę unii – fakt, który wpisuje biografię artysty w dramatyczną historię XIX-wiecznych ziem litewsko-białoruskich.

Edukację rozpoczął w szkole pijarów w Połocku, gdzie poznał podstawy rysunku i malarstwa. Już wtedy ujawniał się jego talent do obserwacji natury i zamiłowanie do szczegółu – cechy, które z czasem staną się znakiem rozpoznawczym jego twórczości.

Petersburg – szkoła rzemiosła i sukcesu

W 1827 roku Chrucki trafił do Petersburga – jednego z najważniejszych centrów artystycznych Imperium Rosyjskiego. Studiował w Cesarskiej Akademii Sztuk Pięknych, początkowo jako wolny słuchacz, a następnie jako regularny student. Kształcił się pod okiem najwybitniejszych mistrzów epoki, m.in. Karła Briullowa, Fiodora Bruniego i Maksyma Worobjowa, a równolegle kopiował dzieła dawnych mistrzów w Ermitażu, szczególnie martwe natury niderlandzkie XVII wieku.

Jan Chrucki. Owoce i ptaszek, 1833 rok. Fot.: ru.wikipedia.org

To właśnie w Petersburgu powstały jego najsłynniejsze obrazy wczesnego okresu. Martwe natury Kwiaty i owoce oraz Staruszka robiąca na drutach przyniosły mu srebrny i dwa złote medale Akademii, a w 1839 roku – tytuł akademika. Krytycy i historycy sztuki podkreślają, że Chrucki osiągnął mistrzostwo w „szlachetnej prostocie kompozycji, precyzji faktury i żywej, lecz niekrzykliwej kolorystyce”. Jego obrazy cieszyły się ogromną popularnością wśród mieszczaństwa i elit, co zapewniło mu stabilną pozycję artystyczną.

Jan Chrucki. Staruszka robiąca na drutach, 1838 rok. Fot.:ru.wikipedia.org

Wilno i Zaharnicze

Majątek Zacharnicze, 1910 rok. Fot.: wikipedia.org

Po śmierci ojca Chrucki opuścił Petersburg i związał się z Wilnem oraz Połocczyzną. W 1844 roku kupił majątek Zacharnicze w powiecie połockim, gdzie rok później osiadł na stałe. Ten etap przyniósł istotną zmianę w jego twórczości: obok martwych natur coraz częściej pojawiały się portrety i sceny wnętrzarskie.

Jan Chrucki. Portret Michała Józefa Römera (1778-1853) marszałka szlachty wileńskiej

Jan Chrucki. Portret rodzinny, 1854 rok. Fot.: meisterdrucke.pl

Jan Chrucki. Martwa natura z kwiatami i owocami,1839 rok. Fot.: meisterdrucke.pl

Powstały wówczas m.in. Portret Ilji I. Głazunowa, Portret Mikołaja Malinowskiego, Portret Michała Józefa Römera, a także Portret rodziny. Szczególne miejsce zajmują obrazy wnętrz – W pokoju oraz W pokojach dworu w Zacharniczach – kameralne, nastrojowe, skupione na codzienności ziemiańskiego życia. Historycy sztuki wskazują, że po opuszczeniu Petersburga malarstwo Chruckiego zaczęło wykazywać cechy późnoromantycznego realizmu: mniej akademickiej dekoracyjności, więcej obserwacji życia i psychologii postaci.

Malarz Wilna i ziem białoruskich

Jan Chrucki. Portret Adama Mickiewicza. Fot.: meisterdrucke.pl

Jan Chrucki. Metropolita Józef Siemaszko w swoim gabinecie. Fot.: meisterdrucke.pl

Chrucki był również cenionym twórcą sztuki sakralnej. Dla unickiego metropolity Józefa Siemaszki wykonał ikony m.in. do soboru św. Aleksandra Newskiego w Kownie oraz cerkwi św. Józefa Oblubieńca w Trynopolu pod Wilnem. Malował widoki Wilna i jego okolic, wnętrza świątyń i dworów, tworząc wizualny zapis świata, który wkrótce miał bezpowrotnie się zmienić.

Jan Chrucki. Madonna z Dzieciątkiem. Fot.: meisterdrucke.pl

Jego twórczość z tego okresu bywa dziś interpretowana jako świadectwo kultury pogranicza – świata, w którym przenikały się tradycje polskie, białoruskie i litewskie, a artysta pełnił rolę uważnego obserwatora, nie ideologa.

Rodzina, śmierć i pamięć

Znaczek pocztowy ZSRR. Jan Chrucki. Portret żony z kwiatami i owocami, 1838 rok. Fot.: wikipedia.org

Jan Chrucki. Dzieci przeglądające książkę z obrazkami. Fot.: meisterdrucke.pl

W 1845 roku Chrucki ożenił się z Anną Odrowąż Bębnowską, córką kapitana z czasów insurekcji kościuszkowskiej. Miał z nią dwoje dzieci.

Rodzinny grobowiec Chruckich w Zacharniczach. Fot.: wikipedia.org

Zmarł 13 stycznia 1885 roku w Zaharniczach i został pochowany na rodzinnej nekropolii.

Jan Chrucki. Chłopiec w słomkowym kapeluszu, 1830 rok. Fot.: meisterdrucke.pl

Jan Chrucki. Portret nieznanej kobiety w białej sukni, 1850 rok. Fot.: wikipedia.org

Dziś jego obrazy znajdują się w najważniejszych muzeach regionu: w Państwowym Muzeum Rosyjskim w Petersburgu, muzeach Białorusi i Ukrainy oraz w Muzeum Narodowym w Warszawie. Współczesna Białoruś szczególnie mocno upamiętnia artystę – fragment Portretu nieznanej kobiety z owocami znalazł się na białoruskim banknocie o nominale 1 000 000 rubli białoruskich sprzed denominacji 2000 roku, a rok 2010 ogłoszono na Białorusi Rokiem Jana Chruckiego.

Jan Chrucki. Pejzaż nadmorski z rybakami i żaglowcami, 1832 rok

Dziedzictwo spokojnej uważności

Jan Chrucki nie był rewolucjonistą formy. Jego siłą była uważność: zdolność dostrzegania piękna w prostych przedmiotach i ludzkich twarzach. W epoce wielkich manifestów i gwałtownych przemian stworzył malarstwo ciszy i skupienia. W rocznicę jego śmierci warto przypomnieć sobie tego „naszego krajana” – artystę, który potrafił opowiedzieć historię całego regionu jednym bukietem kwiatów i jednym, dobrze uchwyconym spojrzeniem.

Opr. Waleria Brażuk/Znadniemna.pl/Na zdjęciu: Jan Chrucki, Autoportret,wikipedia.org

13 stycznia przypada rocznica śmierci Jana Chruckiego (1810–1885) – malarza, którego obrazy do dziś przyciągają precyzją, spokojem i niezwykłą umiejętnością opowiadania o świecie bez patosu. Akademik petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych, twórca wybitnych martwych natur i portretów, a zarazem artysta głęboko związany z Wilnem i ziemiami

12 stycznia na portalu Wirtualna Polska ukazał się poruszający wywiad ze Stanisławem Poczobutem – ojcem Andrzeja Poczobuta, dziennikarza i działacza polskiej mniejszości narodowej na Białorusi, od ponad czterech lat więzionego przez reżim Łukaszenki. To rozmowa o codziennym życiu rodziny, która trwa w niepewności, o miłości wyrażanej w drobnych kłamstwach i o nadziei, której nie zdołały zniszczyć kolejne rozczarowania.

Stanisław Poczobut mówi wprost: życie rodziny od lat toczy się w rytmie listów z kolonii karnej. Każdy z nich jest jednocześnie ulgą i ciężarem. Ojciec przyznaje, że on i syn „trochę się okłamują” – Andrzej pisze, że ma się dobrze, rodzice odpowiadają, że są spokojni i zdrowi. Wszyscy wiedzą, że to nie do końca prawda, ale w tych drobnych zafałszowaniach kryje się coś głębszego: próba ochrony siebie nawzajem przed bólem, którego nie da się wypowiedzieć wprost.

Szczególnie trudnym momentem dla rodziców Andrzeja Poczobuta była grudniowa lista więźniów politycznych, wypuszczonych przez białoruskiego dyktatora i deportowanych za granicę – na Ukrainę i na Litwę. Wśród 123 osób, które opuściły  w grudniu białoruskie więzienia, znalazły się znane postaci opozycji – od Alesia Bialackiego po Marię Kalesnikową – ale nie było tam Andrzeja Poczobuta. Rodzina przyjęła tę wiadomość z bólem, choć – jak podkreśla ojciec – nie pozwala sobie na utratę nadziei.

W słowach Stanisława Poczobuta pobrzmiewa duma z syna, który pozostał wierny swoim zasadom, ale też bezsilność wobec braku informacji o jego stanie zdrowia i warunkach, w jakich przebywa. Mimo to rodzina trwa – w modlitwie, w czekaniu, w przekonaniu, że przyzwoitość i prawda mają sens nawet wtedy, gdy świat zdaje się temu przeczyć.

Stanisław Poczobut odnosi się również do wyróżnień, które ostatnio przyznano Andrzejowi – zarówno Orderu Orła Białego, jak i Nagrody Sacharowa. Mówi o nich z mieszaniną wzruszenia i bólu. Z jednej strony jest to potwierdzenie, że świat widzi w jego synu człowieka zasad, który nie ugiął się pod presją autorytarnego państwa. Z drugiej – każde takie odznaczenie ma dla rodziny gorzki smak, bo Andrzej nie może go odebrać, nie może nawet w pełni dowiedzieć się o nim w normalnych warunkach. Ojciec podkreśla jednak, że te gesty mają ogromne znaczenie moralne i dają rodzinie poczucie, że sprawa syna nie została zapomniana.

Ważnym elementem rozmowy są także informacje przekazywane przez Andżelikę Borys, jedną z nielicznych osób, które widziały Andrzeja w kolonii karnej. Stanisław Poczobut mówi o jej relacjach z wdzięcznością i ulgą. Z jej słów wynika, że Andrzej dobrze trzyma się psychicznie, jest spokojny, pogodny, nie skarży się i nie prosi o nic dla siebie. Dla rodziny, która od miesięcy nie ma z nim bezpośredniego kontaktu, te krótkie sygnały są bezcenne – pozwalają bowiem wierzyć, że Andrzej zachował siłę i godność mimo prób złamania go przez system.

Pełny wywiad ze Stanisławem Poczobutem można przeczytać w serwisie Wirtualna Polska „Stanisław Poczobut: Trochę się z synem okłamujemy, ale robimy to z miłości”.

 Znadniemna.pl za wiadomości.wp.pl, źródło kolażu przedstawiającego Andrzeja Poczobuta i jego tatę: Wirtualna Polska

12 stycznia na portalu Wirtualna Polska ukazał się poruszający wywiad ze Stanisławem Poczobutem – ojcem Andrzeja Poczobuta, dziennikarza i działacza polskiej mniejszości narodowej na Białorusi, od ponad czterech lat więzionego przez reżim Łukaszenki. To rozmowa o codziennym życiu rodziny, która trwa w niepewności, o miłości

Od dziś, 12 stycznia, do 14 stycznia osoby z Białorusi, Ukrainy i Rosji, a także osoby posiadające w tych krajach status tzw. bezpaństwowca, mogą rejestrować się w Podlaskim Urzędzie Wojewódzkim w Białymstoku w celu ubiegania się o Kartę Polaka. Informację przekazał Polskiej Agencji Prasowej urząd wojewódzki.

Rejestracja wyłącznie drogą elektroniczną

Zgłoszenia przyjmowane są wyłącznie w formie elektronicznej, zgodnie ze szczegółową instrukcją zamieszczoną na stronie internetowej urzędu. Dopiero po dokonaniu rejestracji urząd kontaktuje się z zainteresowanymi w celu ustalenia terminu osobistej wizyty. Bez bezpośredniego stawiennictwa w urzędzie uzyskanie Karty Polaka nie jest możliwe. Wizyty mają się rozpocząć w marcu. Wcześniej pisaliśmy o szczególach rejestracji.

Gdzie można złożyć wniosek

W 2022 roku Podlaski Urząd Wojewódzki był jedynym urzędem wojewódzkim w Polsce – obok placówek dyplomatycznych – który wydawał Karty Polaka. Obecnie wnioski można składać w każdym urzędzie wojewódzkim w kraju. Jak podkreśliła rzeczniczka wojewody podlaskiego Inga Januszko-Manaches, urząd w Białymstoku pozostaje jednym z najbardziej obciążonych, co wynika z przygranicznego położenia regionu.

Kto może otrzymać Kartę Polaka

Karta Polaka jest dokumentem potwierdzającym przynależność do narodu polskiego. Podczas wizyty w urzędzie osoba ubiegająca się o kartę musi m.in. przedstawić informacje dotyczące swoich polskich korzeni oraz złożyć deklarację przynależności do narodu polskiego. W trakcie procedury można przedłożyć dokumenty potwierdzające znajomość języka polskiego, np. certyfikat wydany przez Państwową Komisję do spraw Poświadczania Znajomości Języka Polskiego jako Obcego. Rzeczniczka wojewody zaznaczyła, że spełnienie formalnych warunków nie oznacza automatycznego przyznania karty – każdy wniosek rozpatrywany jest indywidualnie.

Jakie prawa daje Karta Polaka

Posiadacze Karty Polaka mogą korzystać z szeregu uprawnień. Należą do nich m.in. prawo do bezpłatnej rocznej wizy krajowej, możliwość osiedlenia się w Polsce poprzez uzyskanie karty stałego pobytu, a po roku – ubiegania się o obywatelstwo polskie. Karta umożliwia także podejmowanie pracy na takich samych zasadach jak obywatele polscy, naukę w polskich szkołach i na uczelniach wyższych oraz korzystanie z ułatwień w dostępie do stypendiów. Dodatkowo przysługują ulgi na przejazdy kolejowe, bezpłatny wstęp do państwowych muzeów oraz nieodpłatna opieka medyczna w nagłych przypadkach.

Statystyki z Podlasia

W 2025 roku Podlaski Urząd Wojewódzki wydał łącznie 1 393 Karty Polaka, w tym 1 334 osobom z Białorusi, 50 z Ukrainy i 9 z Rosji. Od połowy lipca do końca 2025 roku przyjmowanie wniosków było czasowo wstrzymane z powodu remontu sali obsługi cudzoziemców. Rok wcześniej, w 2024 roku, wydano ponad 3,3 tys. kart osobom z Białorusi, 56 z Ukrainy i 20 z Rosji.

Znadniemna.pl/PAP/Fot.: commons.wikia

Od dziś, 12 stycznia, do 14 stycznia osoby z Białorusi, Ukrainy i Rosji, a także osoby posiadające w tych krajach status tzw. bezpaństwowca, mogą rejestrować się w Podlaskim Urzędzie Wojewódzkim w Białymstoku w celu ubiegania się o Kartę Polaka. Informację przekazał Polskiej Agencji Prasowej urząd

Maria Żodzik, reprezentantka Polski w skoku wzwyż i nasza krajanka urodzona w Baranowiczach na Białorusi, zajęła 6. miejsce w Plebiscycie Sportowców Roku, kończąc sezon, w którym zdobyła jedyny medal dla polskiej lekkoatletyki na Mistrzostwach Świata w Tokio.

W tegorocznym rankingu zwyciężyła Klaudia Zwolińska ( medalistka olimpijska 2024 r. w kajakarstwie górskim i dwukrotna mistrzyni świata 2025 r. w tejże dyscyplinie), drugie miejsce zajęła Iga Świątek (druga rakieta świata w tenisie), a kolejne pozycje przypadły: Wilfredo Leonowi (reprezentant Polski  w siatkówce,  wicemistrz olimpijski 2024 r. i wielokrotny medalista międzynarodowych turniejów w składzie reprezentacji ), Bartoszowi Zmarzlikowi (sześciokrotny indywidualny mistrz świata w żużlu) i Robertowi Kubicy (pierwszy w historii Polak – zwycięzca wyścigu 24h Le Mans w klasie hypercarów). Tuż za nimi uplasowała się Maria Żodzik, jedyna lekkoatletka w czołowej szóstce i jedyna przedstawicielka królowej sportu, która w 2025 roku stanęła na podium globalnej imprezy.

Najważniejszym momentem ubiegłorocznego sezonu dla Marii był srebrny medal Mistrzostw Świata w Tokio. W dramatycznym finale, rozgrywanym w ulewnym deszczu, Żodzik pokonała poprzeczkę zawieszoną na wysokości 2,00 m, ustanawiając rekord życiowy i zapewniając Polsce jedyny medal tych mistrzostw. Konkurs Polka z Baranowicz rozpoczęła od zrzutki na 1,88 m, ale później była bezbłędna na 1,93 i 1,97. W trzeciej próbie pokonała dwa metry – po raz pierwszy w karierze – wyprzedzając m.in. Jarosławę Mahuczich, rekordzistkę świata i główną faworytkę zawodów. Lepsza w sektorze skoków wzwyż okazała się tego dnia jedynie Australijka Nicola Olyslagers, która również zaliczyła 2,00 m, lecz bez wcześniejszych błędów.

Po konkursie Maria nie kryła wzruszenia, podkreślając, jak wiele znaczy dla niej możliwość reprezentowania Polski. „Ten medal to podziękowanie dla Polski za to, że przyjęła mnie z Białorusi i pozwoliła realizować marzenia” – mówiła, a jej słowa poruszyły zarówno kibiców, jak i koleżanki z kadry, które świętowały sukces urodzonej Baranowiczanki w strefie wywiadów.

Dla Marii Żodzik, która polskie obywatelstwo otrzymała w 2024 roku, srebro z Tokio jest przełomem i potwierdzeniem, że jej droga – od młodzieżowych startów na Białorusi po reprezentowanie biało‑czerwonych barw – była właściwym wyborem. W sezonie, w którym polska lekkoatletyka nie błyszczała, to właśnie ona, nasza krajanka z Białorusi, uratowała honor biało‑czerwonych.

Zajęcie 6. miejsca w Plebiscycie Sportowców Roku stanowi piękne podsumowanie niezwykłego dla Marii roku i jednocześnie jest zapowiedzią tego, że w kolejnych sezonach nasza krajanka może sięgnąć jeszcze wyżej – zarówno sportowo, jak i w każdym innym wymiarze. Jej historia już dziś inspiruje, a najlepsze momenty tej kariery wciąż są przed nią.

 Znadniemna.pl na podstawie przegladsportowy.onet.pl źródło ilustracji: x.com/przeglad

Maria Żodzik, reprezentantka Polski w skoku wzwyż i nasza krajanka urodzona w Baranowiczach na Białorusi, zajęła 6. miejsce w Plebiscycie Sportowców Roku, kończąc sezon, w którym zdobyła jedyny medal dla polskiej lekkoatletyki na Mistrzostwach Świata w Tokio. W tegorocznym rankingu zwyciężyła Klaudia Zwolińska ( medalistka olimpijska

Aleksander Oskierka należał do tych XIX-wiecznych działaczy, którzy rzadko stawali na barykadach, lecz bez których żadne powstanie ani reforma nie mogłyby się udać. Publicysta, ziemianin, organizator instytucji kredytowych i jeden z przywódców obozu „białych” w czasie powstania styczniowego – wierzył, że wolność narodu rodzi się z edukacji, odpowiedzialności gospodarczej i dobrze przygotowanych struktur państwowych. Jego życie to opowieść o pracy u podstaw, dramatycznych wyborach i wysokiej cenie, jaką przyszło zapłacić za wierność idei.

Szlacheckie korzenie

Pałac w Rudakowie z 1910 roku. Własność Wańkowiczów. Fot.: wikipedia.org

Aleksander Oskierka wywodził się ze starego katolickiego rodu szlacheckiego herbu „Murdelio”, od pokoleń należącego do regionalnej elity Mozyrskiego i Rzeczyckiego powiatu dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Był prawnukiem mińskiego kasztelana Adama Michała Rokickiego, właściciela Bragina, a jego rodzina łączyła tradycję służby publicznej z odpowiedzialnością majątkową.

Urodził się w 1830 roku w majątku Rudakowo w guberni mińskiej, wówczas w granicach Imperium Rosyjskiego. Jego ojciec, Władysław Ignacy Oskierka, był właścicielem kilku majątków ziemskich i pełnił liczne funkcje sądowe oraz administracyjne, zarówno jeszcze w realiach Rzeczypospolitej Obojga Narodów, jak i później – w strukturach carskich. Matka, Jadwiga z Gecewiczów, była córką mińskiego gubernatora, co dodatkowo sytuowało rodzinę w kręgu elit urzędniczych.

Takie pochodzenie oznaczało nie tylko prestiż, lecz także obowiązek – wobec wspólnoty lokalnej i tradycji publicznej służby.

Edukacja i doświadczenie wojskowe

Młodość Oskierki upłynęła pod znakiem solidnego wykształcenia. Uczył się w Wilnie w prywatnym pensjonacie, a następnie ukończył Państwowy Uniwersytet Petersburski – jedną z najważniejszych uczelni imperium. Wykształcenie akademickie otworzyło mu drogę zarówno do kariery urzędniczej, jak i wojskowej.

W latach 1853–1857 Aleksander służył w pułku grenadierów im. króla Fryderyka Wilhelma. W czasie wojny krymskiej pełnił służbę wartowniczą na wybrzeżach Bałtyku. Choć nie był to front walk, doświadczenie wojskowe ukształtowało w młodym człowieku dyscyplinę, poczucie hierarchii i odpowiedzialności. Ze służby odszedł w stopniu porucznika, zwolniony ze względu na stan zdrowia.

Po zakończeniu kariery wojskowej Aleksander Oskierka wrócił do życia cywilnego i osiadł w dziedzicznym majątku Rajewszczyzna w powiecie wilejskim. Tam rozpoczął działalność społeczną, która miała stać się głównym nurtem jego życia.

Reforma chłopska i myślenie ekonomiczne

Oskierka wyróżniał się liberalnymi poglądami, choć były to poglądy pragmatyczne, a nie rewolucyjne. W okresie przygotowań do zniesienia pańszczyzny od 1858 roku pracował w Mińskim Gubernialnym Komitecie do Spraw Chłopskich. Co istotne, nie został do niego wybrany przez szlachtę, lecz mianowany przez gubernatora – jako przedstawiciel władzy gubernialnej.

Brał udział w pracach komisji redakcyjnych w Petersburgu, a po 1861 roku kontynuował przygotowania reformy w Wilnie jako członek instytucji do spraw chłopskich. Podobnie jak wielu ziemian z Litwy i Białorusi, sprzeciwiał się nadaniu chłopom ziemi po zniesieniu pańszczyzny, obawiając się destabilizacji gospodarczej. W zamian propagował ideę kredytu ziemskiego, który miał umożliwić modernizację rolnictwa i ochronę interesów właścicieli.

Równolegle angażował się w działalność Wileńskiej Komisji Archeologicznej oraz instytucji zajmujących się opieką nad dziećmi, łącząc zainteresowania historyczne z praktycznym działaniem społecznym.

Edukacja jako fundament narodu

Jednym z najważniejszych elementów myślenia Oskierki była edukacja. Na łamach „Kuriera Wileńskiego” apelował o tworzenie szkół wiejskich i bibliotek dla ludności białoruskiej, polskiej i litewskiej. Uważał, że bez powszechnego dostępu do nauki nie ma mowy o nowoczesnym społeczeństwie ani o przyszłej niepodległości.

Wyrazem tej idei było zorganizowanie w 1862 roku w Warszawie wydania białoruskojęzycznego elementarza-katechizmu pt. „Elementarz dla dobrych dzieci-katolików”. Niewielka, czterdziestostronicowa broszura zawierała alfabet, podstawy arytmetyki i nauki religijne, podkreślała obowiązek rodziców w kształceniu dzieci. Był to gest nie tylko edukacyjny, lecz także polityczny – uznanie języka białoruskiego za narzędzie formowania świadomej wspólnoty.

„Biali” i strategia instytucjonalna

W przededniu powstania styczniowego Oskierka znalazł się w gronie przywódców stronnictwa „białych” w Litwie i Białorusi. Obóz ten odrzucał spontaniczną rewolucję, stawiając na przygotowanie społeczne, gospodarcze i dyplomatyczne.

Po ogłoszeniu manifestu znoszącego pańszczyznę w 1861 roku Oskierka objął kierownictwo w  stworzonym przez siebie Litewskim Ziemskim Towarzystwie Kredytowym. Instytucja ta miała skupić wszystkich ziemian litewsko-białoruskich i zjednoczyć kapitał oraz ziemię poza kontrolą państwa carskiego. Był to projekt nie tylko ekonomiczny, lecz także polityczny – zalążek przyszłej administracji niepodległego państwa.

„Biali” liczyli, że równolegle z budową takich struktur uda się wywrzeć nacisk dyplomatyczny na Rosję ze strony Wielkiej Brytanii i Francji, osiągając niezależność bez totalnej wojny.

Powstanie styczniowe i represje

Na początku 1863 roku Oskierka wszedł w skład powstańczego organu zarządzającego prowincjami litewskimi. Odpowiadał za sprawy wojskowe i pełnił funkcję naczelnika Wilna. Nie podzielał radykalizmu „czerwonych”, a Wincenty Konstanty Kalinowski – początkowo jego pomocnik – z czasem przejął jego stanowisko.

31 maja (12 czerwca) 1863 roku Oskierka został aresztowany. Skazano go na śmierć, lecz wyrok zamieniono na 15 lat katorgi syberyjskiej, połączonej z utratą stanu szlacheckiego i konfiskatą majątku. Zesłano go do warzelni soli w Ussolu, w guberni irkuckiej.

Syberyjskie lata

Na zesłanie dobrowolnie udała się z nim narzeczona Teodora Grabowska. W Ussolu para wzięła ślub w skromnej ceremonii odprawionej przez zesłańca-kapłana. Oskierka szybko zyskał autorytet wśród współwięźniów – został wybrany starostą i zabiegał o poprawę ich warunków bytowych.

Po zamianie katorgi na osiedlenie rodzinie pozwolono przenieść się do Irkucka. W drodze zmarł jednak ich mały syn – tragedia, która na zawsze naznaczyła jego życie.

Powrót do pracy publicznej

Willa „Podgórze” przy ul. Armatnia Góra 16 w Nałęczowie. Fot.: wikipedia.org

W 1868 roku Oskierka otrzymał zgodę na powrót do europejskiej części imperium, z wyłączeniem Litwy i Białorusi. Mieszkał kolejno w Solikamsku i Jekaterynosławiu, a od 1872 roku w Warszawie. Redagował tam czasopismo „Ateneum” i publikował artykuły społeczno-ekonomiczne.

Portret Aleksandra Oskierki autorstwa Stanisława Bohusz-Siestrzeńcewicza, 1911 rok. Fot.: wikipedia.org

W Nałęczowie zbudował willę „Podgórze”, która stała się miejscem spotkań ludzi kultury i weteranów powstania. Po śmierci żony w 1884 roku przeniósł się do Wilna, gdzie przez niemal 20 lat kierował miejscowym oddziałem Warszawskiego Towarzystwa Ubezpieczeń od Ognia. Miał syna (który zmarł w Irkucku) i trzy córki: Jadwigę, Zofię i Marię.

Zofia Rostworowska z Oskierkow (1873-1953) corka Aleksandra, 1917 rok. Fot.: wikipedia.org

Ostatnie lata i pamięć

Grób Aleksandra Oskierki na cmentarzu na Rossie. Fot.: wikipedia.org

Ostatnie lata życia spędził w majątku córki Marii – Widze Ławczyńskie. Zmarł w styczniu 1911 roku i został pochowany na cmentarzu na Rossie w Wilnie. Jego pogrzeb, mimo policyjnego kordonu, przerodził się w wielką patriotyczną manifestację.

Choć spoczął w Wilnie, pamięć o nim utrwalono także w Narowli, gdzie ufundowano symboliczny kenotaf z napisem „Grobowiec Aleksandra Oskierki”.

Jak pisał Jakub Gieysztor, Oskierka nie był trybunem ani romantycznym wodzem. Był „głową, która porządkowała, i ręką, która pracowała najwięcej”. Jego siła tkwiła w konsekwencji, odpowiedzialności i zdolności do budowania struktur, bez których niepodległość pozostaje tylko marzeniem.

Historia Aleksandra Oskierki pokazuje, że czasem to właśnie cisi architekci idei kształtują losy narodów. Nasz bohater pozostaje symbolem takiej właśnie, często zapomnianej, drogi do wolności.

Opr. Waleria Brażuk/Znadniemna.pl

Aleksander Oskierka należał do tych XIX-wiecznych działaczy, którzy rzadko stawali na barykadach, lecz bez których żadne powstanie ani reforma nie mogłyby się udać. Publicysta, ziemianin, organizator instytucji kredytowych i jeden z przywódców obozu „białych” w czasie powstania styczniowego – wierzył, że wolność narodu rodzi się

8 stycznia br. w Mińsku odbyła się konferencja  pt. „Katolicki Kościół na Białorusi: przez stulecia”, poświęcona setnej rocznicy odnowienia struktur kościelnych na ziemiach białoruskich. Wydarzenie zgromadziło duchownych katolickich, prawosławnych przedstawicieli innych wyznań, m.in. muzułmanów oraz historyków, którzy podsumowali najważniejsze etapy obecności Kościoła na Białorusi.

W pierwszej części konferencji przypomniano proces odbudowy Kościoła po 1917 roku oraz dramatyczne losy wspólnot katolickich w okresie sowieckim. Prelegenci podkreślali, że mimo masowych represji, zamykania świątyń i likwidacji parafii, życie religijne przetrwało dzięki wiernym, którzy przekazywali wiarę w rodzinach i małych wspólnotach.

Szczególne miejsce w programie zajęła refleksja nad rokiem 1989, który stał się przełomem dla Kościoła na Białorusi. Wskazano na kluczową rolę abp. Tadeusza Kondrusiewicza, mianowanego wówczas administratorem apostolskim dla katolików w europejskiej części ZSRR. Jego posługa umożliwiła odbudowę struktur kościelnych, powrót kapłanów, tworzenie nowych parafii oraz odnowienie życia sakramentalnego po dziesięcioleciach prześladowań. Podkreślano, że to właśnie jego działalność stała się fundamentem współczesnego odrodzenia Kościoła na Białorusi.

W dalszej części konferencji omówiono wyzwania, z jakimi Kościół mierzy się dziś: migrację młodych, sekularyzację oraz ograniczenia administracyjne wpływające na działalność duszpasterską. Zwrócono uwagę, że Kościół pozostaje ważnym ośrodkiem kultury i tradycji, szczególnie dla społeczności polskiej, która od pokoleń zachowuje swoją tożsamość poprzez wiarę i język.

Wydarzenie zakończyło się apelem o dalsze badania nad historią Kościoła na Białorusi oraz o dokumentowanie świadectw ostatnich świadków represji. Uczestnicy podkreślali, że pamięć o minionym stuleciu jest nie tylko obowiązkiem historycznym, lecz także źródłem siły dla współczesnych wspólnot katolickich w kraju i w diasporze.

 Znadniemna.pl na podstawie Catholicminsk.by, na zdjęciu: uczestnicy konferencji podsumowali najważniejsze etapy obecności Kościoła na Białorusi, fot.: CatholicMinsk.by

8 stycznia br. w Mińsku odbyła się konferencja  pt. „Katolicki Kościół na Białorusi: przez stulecia”, poświęcona setnej rocznicy odnowienia struktur kościelnych na ziemiach białoruskich. Wydarzenie zgromadziło duchownych katolickich, prawosławnych przedstawicieli innych wyznań, m.in. muzułmanów oraz historyków, którzy podsumowali najważniejsze etapy obecności Kościoła na Białorusi. W pierwszej

Dzisiaj, 10 stycznia 2026 roku, mija 119. rocznica śmierci Celestyna Ciechanowskiego – lekarza, powstańczego naczelnika Grodna, zesłańca i jednego z najbardziej szanowanych Polaków na Syberii. Jego życie, naznaczone służbą, cierpieniem i niezłomną solidarnością, stało się symbolem moralnej siły polskich zesłańców.

Młodość, edukacja i droga do medycyny

Celestyn Ciechanowski urodził się w 1835 roku w Horłowie, w powiecie czausowskim guberni mohylewskiej, w rodzinie Michała i Tekli z Mackiewiczów. Dorastał w środowisku ziemiańskim, w którym tradycja patriotyczna i odpowiedzialność społeczna były naturalną częścią wychowania. Ukończył gimnazjum w Mohylewie. Początkowo rozważał wstąpienie do seminarium duchownego.

W 1853 roku rozpoczął studia medyczne w Akademii Medyko‑Chirurgicznej w Warszawie, a następnie kontynuował je w Moskwie. Dyplom lekarza uzyskał w 1857 roku. Po studiach przeniósł się do Grodna, gdzie mieszkała jego matka. Szybko zdobył tam opinię lekarza oddanego ludziom, skromnego i pracowitego.

W Grodnie związał się z kręgami patriotycznymi przygotowującymi powstanie styczniowe. Współcześni zapamiętali go jako człowieka o wyjątkowej charyzmie i energii. Jakub Gieysztor, znakomity pamiętnikarz, publicysta i uczestnik wydarzeń 1863 roku, pisał o nim: „Dusza organizacji, wielbiony, kochany przez młodzież, w samej rzeczy niepospolita osobistość.”

Powstańczy naczelnik Grodna

W 1863 roku Ciechanowski został mianowany powstańczym naczelnikiem miasta Grodna. Łączył obowiązki administracyjne z pracą lekarza oddziałów powstańczych. Organizował zaplecze medyczne, dbał o rannych, a jednocześnie utrzymywał łączność między oddziałami i strukturami cywilnymi.

Został aresztowany podczas udzielania pomocy rannym powstańcom. Osadzono go najpierw w więzieniu w Grodnie, potem w Wilnie. Został skazany na karę śmierci przez rozstrzelanie, którą następnie zamieniono na 20 lat katorgi. Miał wówczas zaledwie 28 lat.

Wyrok oznaczał dla niego nie tylko utratę wolności, lecz także początek najtrudniejszego etapu życia – syberyjskiej katorgi, która dla wielu była wyrokiem śmierci.

Katorga w Aleksandrowsku – lekarz w kajdanach

Grodzieńskiego lekarza-powstańca zesłano guberni irkuckiej, do Aleksandrowska, gdzie skierowano do pracy w gorzelni – jednym z najcięższych zakładów katorżniczych. Warunki były skrajnie brutalne: praca ponad siły, głód, choroby, nieludzki rygor. Ciechanowski przez lata nosił ciężkie kajdany, które raniły mu nogi i utrudniały każdy ruch.

Mimo własnego cierpienia od pierwszych dni zaczął leczyć współwięźniów. Jego pomoc była bezpłatna, a wdzięczność ogromna. Jak wspominał radny irkuckiej dumy Szczukin: „Wielu katorżników wymieniało jego imię w codziennej modlitwie.”

Wieść o niezwykłym lekarzu szybko rozeszła się poza mury zakładu karnego. Mieszkańcy okolicznych wsi prosili władze, by pozwolono mu choć na chwilę przyjechać do chorych. Otrzymał zgodę na wyjazdy – zawsze pod eskortą – i stał się znany w całej okolicy. W relacjach zesłańców zapisano słowa: „Przy nim człowiek nie czuł się jak w piekle.” „Jego obecność była dla nas jak światło.”

Gdy władze chciały zdjąć mu kajdany, odmówił, mówiąc, że uczyni to dopiero wtedy, gdy i jego towarzysze zostaną uwolnieni. Przez 19 lat niósł pomoc, brzęcząc łańcuchami na nogach.

Irkuck – lekarz ubogich i autorytet moralny

Wolność odzyskał w 1882 roku. Wielu zesłańców wracało wówczas do kraju, lecz Ciechanowski podjął inną decyzję – pozostał w Irkucku, gdzie był potrzebny. Zbudował drewniany dom i ambulatorium, w którym przyjmował wszystkich: Sybiraków, zesłańców, biedotę miejską, chłopów z okolicznych wsi.

Jego praktyka lekarska szybko zdobyła ogromne uznanie. Cytowany już radny Szczukin pisał o nim: „Trudno było wręczyć mu honorarium. Najczęściej przyjmował tylko miedziane monety, kołacz lub głęboki ukłon.”

Mieszkańcy Irkucka wspominali: „Nie znam drugiego takiego lekarza. On nie leczy za pieniądze – on leczy z serca.”

Po latach pracy duma miejska Irkucka chciała przyznać mu emeryturę jako wyraz wdzięczności za to czego dokonał dla mieszkańców miasta i regionu. Ciechanowski odmówił, pozostając wierny zasadzie, że jego praca jest służbą, a nie drogą do osobistych korzyści. Zmarł 28 grudnia 1906 roku (czyli – 10 stycznia 1907 roku według kalendarza gregoriańskiego) w Irkucku, pozostawiając siedmioro dzieci – trzech synów i cztery córki.

„Wielki człowiek”

Celestyn Ciechanowski należy do grona najwybitniejszych polskich zesłańców na Syberii. Jego życie pokazuje, jak ogromny wpływ – społeczny, gospodarczy i moralny – mieli powstańcy styczniowi na rozwój Syberii. Podobnie jak Czerski, Dybowski czy Czekanowski – Ciechanowski zdobył szacunek miejscowej ludności i pozostawił trwały ślad w pamięci regionu.

Był lekarzem z powołania, człowiekiem o niezwykłej empatii i sile charakteru. W warunkach, które łamały najsilniejszych, on potrafił zachować człowieczeństwo i nieść pomoc innym. Współcześni mówili o nim krótko, ale wymownie: „Wielki człowiek.”

Opr. Adolf Gorzkowski na podstawie Rodacynasyberii.pl, na zdjęciu: Celestyn Ciechanowski w Irkucku, źródło: Rodacynasyberii.pl

Dzisiaj, 10 stycznia 2026 roku, mija 119. rocznica śmierci Celestyna Ciechanowskiego – lekarza, powstańczego naczelnika Grodna, zesłańca i jednego z najbardziej szanowanych Polaków na Syberii. Jego życie, naznaczone służbą, cierpieniem i niezłomną solidarnością, stało się symbolem moralnej siły polskich zesłańców. Młodość, edukacja i droga do medycyny Celestyn

Telewizja Polonia została włączona do Ośrodka Mediów dla Zagranicy i przestała funkcjonować jako samodzielna jednostka TVP. Choć władze Telewizji Polskiej zapewniają, że kanał nadal będzie nadawał całą dobę, część posłów alarmuje o faktycznym ograniczaniu jego roli i drastycznym zmniejszeniu budżetu.

Telewizja Polonia nie została zlikwidowana – od 2 grudnia funkcjonuje jako jedna z redakcji Ośrodka Mediów dla Zagranicy. Taką informację podczas posiedzenia sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu przekazał dyrektor Ośrodka Mediów dla Zagranicy TVP Michał Broniatowski. Posiedzenie komisji odbyło się na wniosek grupy posłów, którzy domagali się omówienia działań rządu wobec TVP Polonia i TVP Wilno.

W imieniu wnioskodawców głos zabrała posłanka Prawa i Sprawiedliwości Joanna Lichocka. Jej zdaniem Telewizja Polonia ulega obecnie faktycznej likwidacji. – Program jest nadawany, ale nie jest to zawartość odpowiadająca misji tej stacji. Brakuje rzetelnej i szerokiej informacji o życiu polskiej wspólnoty poza granicami kraju – podkreśliła.

Posłanka zwróciła uwagę na znaczące ograniczenie finansowania. Jak zaznaczyła, roczny budżet TVP Polonia został obniżony do 4 mln zł. – To działanie antypolskie i antywspólnotowe. Przy takich środkach Telewizja Polonia nie jest w stanie realizować zadań zapisanych w ustawie – oceniła.

Do zarzutów odniósł się dyrektor Michał Broniatowski, podkreślając, że zmiany mają charakter organizacyjny, a nie likwidacyjny. – Telewizja Polonia przestała być samodzielną jednostką, podobnie jak wcześniej Telewizja Biełsat, i weszła w skład Ośrodka Mediów dla Zagranicy. Dla widzów nie oznacza to żadnej zmiany – marka TVP Polonia nadal istnieje na antenie – wyjaśnił. Poinformował również, że budżet stacji w 2026 roku wyniesie 4,4 mln zł, a kanał będzie nadawał programy 24 godziny na dobę. Redakcją kieruje Krzysztof Tadej, wieloletni dziennikarz Telewizji Polonia.

W trakcie posiedzenia poruszono także kwestię TVP Wilno. Broniatowski przypomniał, że jest to samodzielny kanał działający w strukturze TVP SA i finansowany ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Jednocześnie poinformował, że jego budżet został obniżony o 40 proc. – z 36 mln zł w ubiegłym roku do 20 mln zł obecnie.

Dyskusja ujawniła podziały także wśród innych parlamentarzystów. Poseł PSL–TD Tadeusz Samborski wyraził zaniepokojenie skutkami cięć finansowych dla podtrzymywania polskości i tożsamości narodowej za granicą. – Cztery miliony złotych na TVP Polonia to środki znikome – stwierdził. Posłanka niezrzeszona Paulina Matysiak oceniła, że dużym błędem jest rezygnacja z programów adresowanych do konkretnych środowisk polonijnych.

Z kolei Urszula Augustyn z Koalicji Obywatelskiej podkreśliła, że zarówno Telewizja Polonia, jak i TVP Wilno są ważnymi ośrodkami medialnymi. – Trzeba je chronić, ale jednocześnie racjonalnie gospodarować środkami i unikać powielania tych samych treści przez różne redakcje – zaznaczyła.

Debata w sejmowej komisji pokazała, że przyszłość mediów publicznych skierowanych do Polonii pozostaje tematem spornym, a kluczowym problemem pozostaje skala finansowania i sposób realizacji ich misji.

Znadniemna.pl na podstawie PAP

Telewizja Polonia została włączona do Ośrodka Mediów dla Zagranicy i przestała funkcjonować jako samodzielna jednostka TVP. Choć władze Telewizji Polskiej zapewniają, że kanał nadal będzie nadawał całą dobę, część posłów alarmuje o faktycznym ograniczaniu jego roli i drastycznym zmniejszeniu budżetu. Telewizja Polonia nie została zlikwidowana –

Od stycznia 2026 r. zaczął obowiązywać zaktualizowany zestaw zasad polskiej ortografii. Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” (ODN SWP) zaprasza na trzy praktyczne szkolenia online, które pomogą przygotować się do zmian i wdrożyć je w codziennej pracy z tekstem.

Proponowane szkolenia pomogą lepiej poznać największa od lat aktualizację w dziedzinie polskiej ortografii, obejmującą zarówno pisownię zapożyczeń, nazw własnych, jak i liczne reguły stosowane na co dzień przez nauczycieli, uczniów, redaktorów i wszystkie osoby pracujące z tekstem.

Aby ułatwić przygotowanie do obowiązujących już zmian, Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” organizuje trzy warsztaty online „Nowe zasady polskiej ortografii w praktyce szkolnej i codziennej”, prowadzone przez prof. Danutę Krzyżyk, przewodniczącą Zespołu Ortograficznego RJP.

Terminy szkoleń

Wszystkie spotkania odbywają się online o godz. 20:00:

  • 13 stycznia 2026 r.
  • 20 stycznia 2026 r.
  • 27 stycznia 2026 r.

Koszt udziału w szkoleniu wynosi: 140 zł.

Zapisy

Formularz zgłoszeniowy dostępny jest na stronie ODN SWP.

Liczba miejsc jest ograniczona. Rejestracja trwa do 12 stycznia 2026 r. do godz. 20:00.

Znadniemna.pl na podstawie odnswp.pl 

Od stycznia 2026 r. zaczął obowiązywać zaktualizowany zestaw zasad polskiej ortografii. Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” (ODN SWP) zaprasza na trzy praktyczne szkolenia online, które pomogą przygotować się do zmian i wdrożyć je w codziennej pracy z tekstem. Proponowane szkolenia pomogą lepiej poznać największa od

Urodził się na kresowym pograniczu dawnej Rzeczypospolitej – w Brzostowicy Wielkiej, gdzie łacina spotykała się z cerkiewnym śpiewem, a polska tradycja współistniała z rosyjskim imperium. To właśnie z tej ziemi wyszedł Józef Szczepan Kowalewski: filomata z Wilna, zesłaniec caratu i uczony, który jako pierwszy w Europie opisał język i duchowość Mongolii. Jego biografia prowadzi od lokalnej prowincji po centra światowej nauki – i mówi wiele nie tylko o nim samym, lecz także o losie polskich elit XIX wieku.

Dziecko kresowego świata

Ratusz brzostowicki na ilustracji z 1899 roku. Fot.: histmag.org

Józef Szczepan Kowalewski urodził się 28 grudnia 1800 roku (9 stycznia 1801 według kalendarza gregoriańskiego) w Brzostowicy Wielkiej, w rodzinie unickiego duchownego. Była to przestrzeń pogranicza – kulturowego, religijnego i językowego – gdzie tradycja Rzeczypospolitej trwała jeszcze w pamięci, lecz realna władza należała już do Imperium Rosyjskiego.

Wychowany w rodzinie duchownej, Kowalewski od wczesnych lat obcował z księgą i słowem. Język łaciński, literatura antyczna i teologia były naturalnym elementem jego formacji. Edukację rozpoczął w renomowanym gimnazjum w Świsłoczy – szkole, która wydała całe pokolenie przyszłych inteligentów kresowych.

Wilno – kuźnia charakterów i idei

Wielki Dziedziniec Uniwersytetu Wileńskiego w 1850 roku. Litografia z „Albumu Wileńskiego” J. Wilczyńskiego

W 1817 roku młody Kowalewski rozpoczął studia filologii klasycznej na Uniwersytecie Wileńskim. Wilno było wówczas jednym z najważniejszych ośrodków życia intelektualnego na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej. To tu krystalizowały się idee romantyczne, tu rodziła się nowoczesna polska inteligencja.

Kowalewski związał się z Towarzystwem Filomatów – tajnym stowarzyszeniem studenckim, którego członkami byli m.in. Adam Mickiewicz, Tomasz Zan i Jan Czeczot. Nie należał do liderów ruchu, ale wyróżniał się niezwykłą pracowitością i erudycją. Koledzy wspominali go jako cichego uczonego, niemal całkowicie pochłoniętego studiami nad greką i łaciną.

Już wtedy publikował pierwsze prace naukowe i przekłady autorów antycznych, zapowiadając karierę filologa klasycznego najwyższej próby.

Z Wilna na zesłanie

Panorama Urgi, namalowana w tradycyjnym stylu. Mnich-malarz Żugder, 1913 r.

Represje carskie po wykryciu działalności filomatów w 1823 roku brutalnie przerwały tę drogę. Kowalewski został aresztowany i osadzony w klasztorze bazylianów. Choć uniknął najcięższego wyroku, został skierowany do Kazania – formalnie na studia, faktycznie na zesłanie.

To, co miało być karą, stało się punktem zwrotnym. W Kazaniu zetknął się z orientalistyką i językami Wschodu. Filolog klasyczny z kresowej prowincji wchodził stopniowo w świat Azji.

W latach 1828–1833 Kowalewski odbył wieloletnią podróż naukową po Syberii, Buriacji, Mongolii i Chinach. Studiował język mongolski u lamów, kopiował rękopisy buddyjskie, poznawał religię, filozofię i strukturę społeczną ludów stepowych. Przebywał w Urgii (dzisiejszy Ułan Bator) oraz w Pekinie jako sekretarz rosyjskiej misji dyplomatycznej.

Jego pochodzenie z pogranicza – świata wielojęzycznego i wielokulturowego – okazało się atutem. Łatwiej niż wielu rosyjskich uczonych nawiązywał kontakt z miejscową ludnością, szybciej przyswajał język i mentalność badanych społeczności.

Ojciec europejskiej mongolistyki

Budynek Uniwersytetu Kazańskiego. Litografia V. S. Turina, 1832 r.

Po powrocie do Kazania Kowalewski objął pierwszą w Europie katedrę mongolistyki. Jego dorobek naukowy stał się fundamentem nowej dyscypliny. Najważniejsze dzieło – „Słownik mongolsko-rosyjsko-francuski” – do dziś pozostaje jednym z podstawowych źródeł dla badaczy.

Portret profesora Józefa Kowalewskiego, pędzla nieznanego artysty, 1839–1842. Olej na płótnie. 36 × 30,5 cm, Państwowe Muzeum Rosyjskie

Równie istotne były prace poświęcone gramatyce języka mongolskiego, tekstom źródłowym oraz buddyjskiej kosmologii. Kowalewski należał do pierwszych Europejczyków, którzy potraktowali buddyzm nie jako egzotyczną ciekawostkę, lecz jako spójny system filozoficzny.

Kariera akademicka przyniosła mu wysokie stanowiska i odznaczenia. Został rektorem Uniwersytetu Kazańskiego i laureatem prestiżowej Nagrody Demidowa. Jednocześnie coraz mocniej wiązał się z aparatem państwowym Imperium Rosyjskiego.

Po powrocie do Warszawy w latach 60. XIX wieku przyjął postawę lojalną wobec władz carskich, co wzbudziło kontrowersje wśród polskiej inteligencji. Utrata archiwum i zbiorów naukowych w 1863 roku była dla niego osobistą tragedią i symbolicznym końcem etapu badań nad Azją.

Uczony z Brzostowicy

Portret Józefa Kowalewskiego, namalowany po jego powrocie do Polski. Autor: Polikarp Jutejka, znajduje się w Litewskim Muzeum Sztuki

Stan rodzinny Józefa Szczepana Kowalewskiego jest słabo udokumentowany w zachowanych źródłach, a znaczna część jego prywatnej korespondencji i dzienników uległa zniszczeniu w czasie powstania styczniowego w 1863 roku. Około 1839 roku Kowalewski ożenił się w Kazaniu; jego żona była Rosjanką, wyznania prawosławnego. Znane jest jedynie jej imię – Anna Sokołowa.

Małżonkowie mieli czworo dzieci: trzech synów i córkę, przy czym jeden z synów, Michał, zmarł w niemowlęctwie. Dzieci Kowalewskiego uważały się za Rosjan i były wychowane w obrządku prawosławnym. Największą sławę zdobyli dwaj najstarsi synowie: Mikołaj (1840–1891), profesor fizjologii, który w 1880 roku objął funkcję rektora Uniwersytetu Kazańskiego, oraz Paweł (1843–1903), malarz batalista i akademik malarstwa.

W źródłach pojawia się również wzmianka o córce Marii. W 1869 roku spotkał się z nią w Rydze W. Grigorjew, gdy przebywała tam wraz z matką na kuracji; fakt ten odnotował w liście skierowanym do Kowalewskiego. W 1883 roku wdowa po uczonym przekazała zachowane po nim materiały i dokumenty do biblioteki Uniwersytetu Wileńskiego.

Józef Szczepan Kowalewski zmarł w 1878 roku w Warszawie. Materiały Kowalewskiego zachowały się na Uniwersytecie Wileńskim, w Instytucie Rękopisów Orientalnych w St. Petersburgu i Państwowym Archiwum Republiki Tatarstanu w Kazaniu. Jego życie – od Brzostowicy Wielkiej po stepy Mongolii – pokazuje los uczonego z kresów: człowieka pogranicza, zdolnego do przekraczania granic języka, kultury i cywilizacji, lecz zmuszonego do trudnych wyborów politycznych.

Pozostaje jednym z najwybitniejszych polskich orientalistów XIX wieku i postacią, bez której europejska wiedza o Mongolii wyglądałaby zupełnie inaczej. Jeśli chcesz, mogę też zaproponować kilka alternatywnych tytułów – bardziej literackich albo bardziej publicystycznych.

Opr. Walery Kowalewski

Znadniemna.pl

Urodził się na kresowym pograniczu dawnej Rzeczypospolitej – w Brzostowicy Wielkiej, gdzie łacina spotykała się z cerkiewnym śpiewem, a polska tradycja współistniała z rosyjskim imperium. To właśnie z tej ziemi wyszedł Józef Szczepan Kowalewski: filomata z Wilna, zesłaniec caratu i uczony, który jako pierwszy w

Przejdź do treści