HomeStandard Blog Whole Post

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl, zablokowali także szefowi „GP” dostęp do tweetdecka – aplikacji do zarządzania Twitterem. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl – atak na powiązany z Telewizją Republiką serwis „Poland Daily” został dokonany z Rygi, stolicy Łotwy.

Rasa Jakilaitiene, rzeczniczka litewskiego ministra spraw zagranicznych, powiedziała, że fałszywa wiadomość została umieszczona na polskiej stronie internetowej.

Fałszywe wiadomości pojawiły się na Polanddaily.com. W zamieszczonym tam artykule znalazła się uwaga ministra Linkeviciusa, w której twierdził, że na Białoruś trzeba wysłać siły pokojowe – powiedziała rzeczniczka.

Rzeczniczka litwewskiego MSZ zwróciła uwagę, że dla podniesienia wiarygodności fake newsa w artykule pojawiała się także wzmianka na temat polskiego ministra spraw zagranicznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy wydało oświadczenie zaprzeczające fałszywym informacjom. Potwierdzono, że odpowiednie służby wszczęły już w tej sprawie dochodzenie.

Jest wysoce prawdopodobne, że trwa cyberatak informacyjny, który jest obecnie badany przez władze litewskie – czytamy w komunikacie.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stracił dostęp do konta (zmieniono hasło), na którym wstawiono odnośnik do artykułu zamieszczonego na portalu Znadniemna.pl, który prowadzi Związek Polaków na Białorusi. Ów artykuł to także cyberprowokacja. Dowiadujemy się z niego, że „Polska i Litwa wzywają NATO do wysłania wojsk na Białoruś”.

Podrobiony artykuł na portalu „Poland Daily” nosił tytuł „Polska i Litwa naciskają na wysłanie wojsk na Białoruś”. Napisany był w języku angielskim i podobnie jak publikacja wrzucona na Znadniemna.pl, dezinformował o rzekomych naciskach Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych na NATO. W tekście pojawiły się też nazwiska ministra spraw zagranicznych Polski Zbigniewa Rau oraz Swiatłany Cichanouskiej. Na zdjęciu głównym umieszczono szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa.

To nie pierwszy rosyjski atak na media związane ze „Strefą Wolnego Słowa”. Przypomnijmy: w maju 2020 r. portal Niezalezna.pl dwukrotnie padł ofiarą rosyjskich hakerów, którzy zmieniali treść naszych publikacji.

Na naszą stronę (a także na portale Telewizji Republika, Radia Szczecin, olsztyn24.pl oraz stronę gminy Orzysz, gdzie znajduje się garnizon) wstawiono artykuł pt. Amerykanie „chwalą” pobyt w Drawsku. „Jedyne czym mogą strzelić to gumki od majtek”

Gdy opublikowaliśmy informację o tym ataku, Rosjanie dokonali kolejnego włamania, zmieniając ją na „newsa”, że Niezalezna.pl przyznaje się do autorstwa wcześniejszego artykułu.

To nie koniec działań Moskwy przeciwko naszym mediom. Pod koniec maja na anglojęzycznym prorosyjskim portalu „The Duran” ukazał się „wywiad”, przeprowadzony rzekomo przez Katarzynę Gójską dla „Gazety Polskiej”. Rozmówcą wicenaczelnej tygodnika miał być amerykański generał broni Christopher G. Cavoli, dowódca sił amerykańskich w Europie. Nie trzeba chyba dodawać, że rozmowa, w której Cavoli twierdzi, że Polska i kraje bałtyckie są fatalnie zorganizowane pod względem militarnym, została w całości wymyślona.

Znadniemna.pl za niezalezna.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na

107 lat temu, 3 lipca 1919 roku, Flotylla Pińska – rzeczny oddział Wojska Polskiego, stworzony do działań na rzekach i kanałach Polesia – odniosła swoje pierwsze zwycięstwo w wojnie polsko‑bolszewickiej, zdobywając Horodyszcze i przełamując bolszewicką obronę. Wśród oficerów, którzy nadali Flotylli Pińskiej jej charakter i kresową tożsamość, był późniejszy dowódca formacji, komandor Witold Zajączkowski, nazywany przez marynarzy „Księciem Polesia”. Jego intuicja, znajomość rzek i bagien oraz wizja wojny prowadzonej na wodach stały się fundamentem legendy tej niezwykłej jednostki.

Flotylla Pińska powstała jako odpowiedź na realia wojny na Polesiu – krainie rzek, mokradeł i bezdroży, gdzie klasyczne działania lądowe często były niemożliwe. Motorówki, uzbrojone łodzie i improwizowane jednostki rzeczne miały zastąpić mobilność kawalerii, umożliwiając szybkie uderzenia wzdłuż wodnych szlaków. Była to formacja Wojska Polskiego, ale o charakterze głęboko kresowym: dostosowana do rytmu Prypeci, Piny i Jasiołdy, do mgieł, mielizn i zdradliwych zakoli.

Bitwa pod Horodyszczem była pierwszym poważnym sprawdzianem tej koncepcji. Wczesnym rankiem 3 lipca 1919 roku polskie jednostki ruszyły w stronę Horodyszcz, gdzie bolszewicy przygotowali zasadzki na brzegach, licząc, że ostrzał z ukrycia zatrzyma motorówki. Stało się inaczej. Flotylla posuwała się naprzód, wspierając natarcie 34. Pułku Piechoty ogniem i manewrem. Zaskoczenie przeciwnika było całkowite – Horodyszcze zostało zdobyte, a Flotylla Pińska pokazała, że potrafi przełamywać front tam, gdzie wojska lądowe nie mają szans.

Witold Zajączkowski, choć nie dowodził jeszcze całością flotylli, należał do grona oficerów, którzy tworzyli jej kresową doktrynę. Znał Polesie jak własną kieszeń – jego rzeki, kanały, mielizny, mgły i wodne pułapki. Marynarze mówili o nim „Książę Polesia”, bo miał w sobie coś z władcy tej krainy: intuicję, pewność ruchu, umiejętność czytania wody jak mapy. Jego koncepcja szybkich rajdów, śmiałych uderzeń i wykorzystania rzek jako naturalnych korytarzy operacyjnych była fundamentem zwycięstwa pod Horodyszczem.

Ale Zajączkowski zasłużył na pamięć nie tylko jako taktyk. W latach międzywojennych wyrósł na najważniejszego dowódcę Flotylli Pińskiej – człowieka, który potrafił połączyć wojskową dyscyplinę z kresową fantazją. Dbał o wyszkolenie marynarzy, rozwój infrastruktury, modernizację jednostek i budowę etosu służby na wodach Polesia. To za jego czasów Flotylla Pińska stała się formacją nie tylko sprawną, lecz także dumną ze swojej odrębności i tradycji.

Symbolika przydomka walecznego komandora nabrała później dodatkowego znaczenia. Jedna z jednostek flotylli otrzymała nazwę ORP „Książę Polesia”, jakby sama formacja chciała oddać hołd ludziom, którzy tworzyli jej legendę. Ta nazwa odzwierciedlała pamięć o oficerach, którzy na wodach Kresów bronili Rzeczypospolitej – a wśród nich Witold Zajączkowski był jedną z najbardziej znanych postaci.

Wojna 1939 roku przerwała jego służbę. Po agresji sowieckiej Flotylla Pińska została zniszczona lub przejęta przez wroga, a jej oficerowie rozproszyli się po świecie. Zajączkowski trafił na emigrację – najpierw do Wielkiej Brytanii, a później do Kanady. Tam, z dala od rzek Polesia, żył jak wielu polskich oficerów: skromnie, pracowicie, wierny pamięci o kraju, którego nie mógł zobaczyć ponownie. Nie zabiegał o rozgłos, nie budował legendy wokół własnego nazwiska. A jednak legenda przyszła sama – wraz z pamięcią marynarzy, historyków i tych, którzy po latach odnaleźli jego grób na cmentarzu Mount Pleasant w Toronto.

Nagrobna płyta komandora Witolda Zajączkowskiego i jego żony na cmentarzu Mount Pleasant w Toronto, fot.: facebook.com/krzysztof.grzelczyk.3

Dziś to miejsce jest jednym z tych cichych punktów na mapie polskiej pamięci, które przypominają, że historia Flotylli Pińskiej nie skończyła się wraz z utratą Kresów. Żyje w rocznicach, w opowieściach o ludziach, którzy na rzekach Polesia bronili polskiej wolności – i w postaci jej „Księcia”, komandora Witolda Zajączkowskiego.

Opr. Walery Kowalewski, na zdjęciu: komandor Witold Zajączkowski „Książe Polesia”, fot.: Wikipedia

107 lat temu, 3 lipca 1919 roku, Flotylla Pińska – rzeczny oddział Wojska Polskiego, stworzony do działań na rzekach i kanałach Polesia – odniosła swoje pierwsze zwycięstwo w wojnie polsko‑bolszewickiej, zdobywając Horodyszcze i przełamując bolszewicką obronę. Wśród oficerów, którzy nadali Flotylli Pińskiej jej charakter i

Prawa człowieka na Białorusi znalazły się w stanie głębokiego kryzysu — wynika z najnowszego raportu pt. „Ukryte represje w Białorusi 2020–2026”, który zaprezentowało Centrum Praw Człowieka „Wiasna”. Dokument pokazuje, że w ciągu sześciu lat reżim całkowicie zmienił taktykę: zamiast demonstracyjnych zatrzymań i głośnych procesów stosuje dziś model tzw. „niewidzialnego” prześladowania, oparty na blokadzie informacji, zamkniętych sądach i systemowym zastraszaniu społeczeństwa.

Raport opisuje wyraźny zwrot w sposobie działania władz. Obrońcy praw człowieka zaznaczają, że w latach 2020–2021 represje były publiczne i ostentacyjne — masowe zatrzymania na ulicach, pokazowe procesy, brutalne pacyfikacje protestów. Jednak od 2022–2023 roku reżim przeszedł do strategii tak zwanych „schowanych represji”. Jak podkreśla prawnik „Wiasny” Paweł Sapiełka, obserwowany w kraju zewnętrzny spokój jest jedynie pozorem: statystyki dotyczące spraw „ekstremistycznych” zostały utajnione, procesy sądowe odbywają się za zamkniętymi drzwiami, a adwokaci i rodziny oskarżonych są zmuszani do milczenia pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Autorzy raportu zwracają uwagę, że państwowe instytucje — takie jak Prokuratura Generalna, Komitet Śledczy, czy MSW — przestały publikować dane, które wcześniej pozwalały ocenić skalę prześladowań. W oficjalnej statystyce sądowej brakuje informacji o większości artykułów wykorzystywanych w sprawach politycznych, a dostęp do materiałów procesowych jest systemowo ograniczany. W efekcie represje nie znikają, lecz stają się coraz mniej widoczne dla społeczeństwa i międzynarodowych instytucji.

Według danych „Wiasny”, każdego roku na Białorusi wszczynanych jest około 5 000 nowych spraw politycznych. W bazie organizacji znajduje się już niemal 8,5 tysiąca osób skazanych z powodów politycznych, podczas gdy na państwowej liście osób „zaangażowanych w działalność ekstremistyczną” widnieje około 6,6 tysiąca nazwisk. Obrońcy praw człowieka podkreślają, że bez niezależnego monitoringu opinia publiczna nie poznałaby ponad dwóch tysięcy przypadków politycznie motywowanego prześladowania.

Raport zwraca uwagę na rosnącą rolę wyroków zaocznych, które stały się narzędziem represji wobec osób przebywających za granicą. To mechanizm pozwalający władzom ścigać migrantów politycznych, wpisywać ich na listy poszukiwanych i konfiskować majątek tych ludzi.

Osobny rozdział raportu poświęcono sytuacji w miejscach pozbawienia wolności. Autorzy wskazują, że władze systemowo ograniczają możliwości przekazywania informacji z kolonii i aresztów: zwężają kanały komunikacji, utrudniają dostęp do adwokatów po etapowaniu, a także represjonują internetowe społeczności rodzin więźniów. W praktyce oznacza to niemal całkowite odcięcie społeczeństwa od wiedzy o warunkach, w jakich przetrzymywani są więźniowie polityczni.

„Wiasna” podkreśla, że represje dotykają nie tylko osób oskarżonych w sprawach politycznych, lecz także prawników, dziennikarzy, obserwatorów sądowych, działaczy społecznych oraz Białorusinów w emigracji. Coraz częściej stosowane są mniej widoczne formy nacisku: problemy z zatrudnieniem, zawodowa izolacja, presja administracyjna i rosnąca autocenzura.

Raport zwraca również uwagę na zmianę interpretacji społecznego milczenia. W warunkach pełnej blokady informacyjnej i ryzyka represji brak publicznego sprzeciwu nie jest już oznaką bierności, lecz staje się racjonalną strategią przetrwania. Ta wymuszona adaptacja może prowadzić do głębokiego rozłamu wartości między Białorusinami, żyjącymi w kraju a diasporą białoruską żyjącą w wolnym świecie. Zjawisko to może także prowadzić do niebezpiecznej „normalizacji” represji.

W podsumowaniu autorzy raportu stwierdzają, że w latach 2025–2026 represyjny system na Białorusi wszedł w nową fazę. Udział otwartych represji zmalał, lecz codzienna presja nie zniknęła, ale stała się mniej widoczna, co utrudnia jej dokumentowanie i może prowadzić do powstania fałszywego wrażenia złagodzenia sytuacji.

„Wiasna” alarmuje, że tradycyjne metody monitorowania naruszeń praw człowieka przestają działać, a konieczna jest głęboka przebudowa sposobów dokumentowania prześladowań, aby nie dopuścić do zafałszowania obrazu rzeczywistości.

Znadniemna.pl na podstawie Spring96.org, fot.: picture-aliance/dpa

Prawa człowieka na Białorusi znalazły się w stanie głębokiego kryzysu — wynika z najnowszego raportu pt. „Ukryte represje w Białorusi 2020–2026”, który zaprezentowało Centrum Praw Człowieka „Wiasna”. Dokument pokazuje, że w ciągu sześciu lat reżim całkowicie zmienił taktykę: zamiast demonstracyjnych zatrzymań i głośnych procesów stosuje

Tegoroczny fest w Budsławiu zgromadził 2680 pielgrzymów, najwięcej od ponad dekady. Wydarzeniu towarzyszyły uroczystości upamiętniające pionierów odrodzenia Kościoła katolickiego na Białorusi,  których wkład w odbudowę życia religijnego został szczególnie podkreślony.

Tegoroczne uroczystości maryjne w Budsławiu zgromadziły 2680 pielgrzymów, najwięcej od ponad dekady. Wydarzeniu towarzyszyły uroczystości upamiętniające pionierów odrodzenia Kościoła katolickiego na Białorusi, w tym ks. Tadeusza Kondrusiewicza, ks. Zbigniewa Chmielewskiego, ks. Antoniego Koczana i ks. Wiktora Misiewicza, których wkład w odbudowę życia religijnego został szczególnie podkreślony.

Rekordowa dla ostatnich lat liczba pielgrzymów dotarła w 2026 roku na katolicki fest w Budsławiu pieszo i na rowerach. Łącznie 2680 osób wyruszyło w drogę, by uczestniczyć w jednym z najważniejszych wydarzeń religijnych na Białorusi. To więcej niż w 2025 roku (2484 uczestników) i znacznie więcej niż w 2024 roku (1982). Wynik niemal dorównuje „złotym latom”, takim jak 2014, gdy do Budsławia przybyło około 2700 osób.

Najliczniejszą grupą okazało się pielgrzymstwo z Mińska, które dotarło do sanktuarium w składzie 379 osób. Wśród pielgrzymek wyróżniających się formą znalazła się „pierwsza nowoczesna pielgrzymka” na monokole, prowadzona przez księdza Władysława Zawalniuka – na tym nietypowym środku transportu dotarło 15 osób. Ojciec z synem pokonali 185 kilometrów na rowerach w trzy dni, wyruszając ze Stołpców. Jedna z grup mińskich odbyła natomiast „postną pielgrzymkę”, podczas której większość uczestników przez pięć dni piła wyłącznie wodę.

Najbardziej międzynarodowy charakter miała pielgrzymka dominikanów z Witebska, gromadząca wiernych z Białorusi, Polski, Rosji, Ekwadoru i Hondurasu. W Budsławiu pojawiło się również 114 rodzin, które wyruszyły w jedniodniową pielgrzymkę rodzinną. Najdłuższą trasę – niemal 300 kilometrów w dziewięć dni – pokonali tradycyjnie pielgrzymi z Baranowicz.

Tegoroczne uroczystości w Budsławiu miały jednak nie tylko wymiar pielgrzymkowy. W ich trakcie oddano hołd pionierom odrodzenia Kościoła katolickiego na Białorusi, wspominając duchownych, którzy w latach 80. i 90. XX wieku odbudowywali struktury kościelne po dekadach represji. Wymieniono m.in.:

  • ks. Tadeusza Kondrusiewicza – pierwszego po latach prześladowań biskupa katolickiego na Białorusi,
  • ks. Zbigniewa Chmielewskiego – jednego z najważniejszych organizatorów życia parafialnego w Mińsku,
  • ks. Antoniego Koczana – zaangażowanego w odzyskiwanie świątyń i tworzenie wspólnot,
  • ks. Wiktora Misiewicza – jednego z kapłanów, którzy jako pierwsi wrócili do pracy duszpasterskiej.

Wśród pionierów powojennego odrodzenia pielgrzymek do Budsławia — tych, którzy po 1991 roku odbudowywali rangę narodowego sanktuarium maryjnego — wymieniani są hierarchowie szczególnie związani z pierwszymi latami reaktywacji Kościoła na Białorusi. Należą do nich: bp Aleksander Kaszkiewicz, abp Tadeusz Kondrusiewicz, bp Antoni Dziemianka, bp Władysław Blin, bp Henryk Drozdowicz oraz bp Jerzy Kasabucki. To właśnie oni, poprzez swoją obecność, organizacyjne wsparcie i konsekwentne podkreślanie znaczenia kultu Matki Bożej Budsławskiej, odegrali kluczową rolę w przywróceniu ogólnokrajowego charakteru uroczystości maryjnych.

Ich udział w pierwszych pielgrzymkach po odzyskaniu wolności religijnej był nie tylko symbolem odrodzenia Kościoła, lecz także fundamentem, na którym zbudowano współczesną tradycję narodowego odpustu w Budsławiu. Dzięki ich zaangażowaniu sanktuarium odzyskało rangę centralnego miejsca kultu maryjnego na Białorusi, a coroczne uroczystości stały się jednym z najważniejszych wydarzeń religijnych w kraju.

W homiliach podkreślano, że współczesne pielgrzymowanie – w swojej różnorodności, od tradycyjnych marszów po nowoczesne formy mobilności – jest kontynuacją tamtego wysiłku i świadectwem żywotności wiary na Białorusi.

Znadniemna.pl ma podstawie Katolik.life oraz Ekai.pl, fot.: Katolik.life

Tegoroczny fest w Budsławiu zgromadził 2680 pielgrzymów, najwięcej od ponad dekady. Wydarzeniu towarzyszyły uroczystości upamiętniające pionierów odrodzenia Kościoła katolickiego na Białorusi,  których wkład w odbudowę życia religijnego został szczególnie podkreślony. Tegoroczne uroczystości maryjne w Budsławiu zgromadziły 2680 pielgrzymów, najwięcej od ponad dekady. Wydarzeniu towarzyszyły uroczystości upamiętniające

Po piętnastu latach od podpisania i nigdy niewdrożenia umowy o małym ruchu granicznym Litwa zdecydowała o jej formalnym wypowiedzeniu. Dokument, który miał ułatwić życie mieszkańcom pogranicza, od początku pozostawał martwy – Mińsk nie wykonał żadnych kroków, by go uruchomić, a obecna sytuacja bezpieczeństwa całkowicie przekreśliła sens jego dalszego utrzymywania.

Litewski Sejm przyjął decyzję o wypowiedzeniu umowy jednogłośnie, uznając, że w warunkach zamkniętych przejść granicznych, braku współpracy ze strony reżimu Łukaszenki oraz trwających działań hybrydowych dokument nie ma już żadnej wartości praktycznej. Wiceminister spraw zagranicznych Vidmantas Verbickas przypomniał, że choć umowę podpisano w 2010 roku, a Litwa ratyfikowała ją rok później, Białoruś nigdy nie zakończyła własnych procedur – nie wdrożyła rozwiązań technicznych, nie przygotowała infrastruktury i faktycznie zablokowała cały projekt.

Decyzja Wilna wpisuje się w szerszy kontekst zaostrzonej polityki wobec Mińska. W ostatnich latach Litwa zamknęła większość przejść granicznych, ograniczyła ruch osobowy i towarowy, a także wprowadziła dodatkowe środki bezpieczeństwa w odpowiedzi na kryzys migracyjny wywołany przez Białoruś. W litewskich mediach szeroko komentowano również nowe formy przemytu – m.in. balony meteorologiczne przenoszące paczki papierosów, które doprowadziły do czasowego zamknięcia przestrzeni powietrznej nad Wilnem i Kownem.

Wypowiedzenie umowy o małym ruchu granicznym jest więc nie tylko formalnym domknięciem nieistniejącej współpracy, lecz także symbolicznym gestem: Litwa nie pozostawia już żadnych złudzeń co do możliwości normalizacji relacji z reżimem Łukaszenki w przewidywalnej przyszłości.

Znadniemna.pl na podstawie zw.lt, na zdjęciu: granica litewsko-białoruska fot.: Sputnik/RIA Novosti

Po piętnastu latach od podpisania i nigdy niewdrożenia umowy o małym ruchu granicznym Litwa zdecydowała o jej formalnym wypowiedzeniu. Dokument, który miał ułatwić życie mieszkańcom pogranicza, od początku pozostawał martwy – Mińsk nie wykonał żadnych kroków, by go uruchomić, a obecna sytuacja bezpieczeństwa całkowicie przekreśliła

W kolejnych parafiach na Białorusi wierni żegnają polskich kapłanów, którym władze odmówiły przedłużenia zezwoleń na dalszą posługę. W ostatnich dniach kraj opuścili m.in. ks. Marian Szerszeń, ks. Bogusław Madżejewski oraz o. Zbigniew Dragula. Inni – jak wynika z relacji wiernych – próbują ratować możliwość pozostania, decydując się na krok ostateczny: złożenie wniosku o białoruskie obywatelstwo.

W parafii w Nalibokach wierni z bólem przyjęli wiadomość o wyjeździe ks. Mariana Szerszenia, dziekana dekanatu stołpeckiego, który po 36 latach posługi cicho opuścił Białoruś. Kapłan, znany z odbudowy miejscowego kościoła i wieloletniej pracy duszpasterskiej, był jednym z duchownych, którym w ostatnim czasie nie przedłużono pozwolenia na służbę. Jego odejście – jak podkreślają parafianie – oznacza, że tym razem nie udało się wywalczyć zmiany decyzji władz, jak bywało w poprzednich latach.

Z podobną sytuacją mierzą się wierni w Iwieńcu, gdzie pielgrzymi idący do Budsławia ze smutkiem zauważyli, że nie czekał na nich o. Lech Bahanek, kapłan z Polski posługujący na Białorusi od ponad 25 lat. On również znalazł się w grupie księży, którym odmówiono dalszej pracy. Według informacji przekazywanych przez wiernych, o. Bahanek – podobnie jak kilku innych polskich duchownych – zamierza ubiegać się o białoruskie obywatelstwo, aby móc pozostać w kraju. Taki warunek, jak twierdzą parafianie, miał być stawiany przez władze duchownym z Polski pracującym w archidiecezji mińsko‑mohylewskiej.

Nie wszyscy jednak mają pewność, że otrzymają obywatelstwo. Znane są przypadki księży, którzy mimo wieloletniej posługi i realizacji ważnych projektów społecznych otrzymali odmowę. Gdy pozwolenie na służbę wygasa, a kwestia obywatelstwa pozostaje nierozstrzygnięta, duchowni muszą zawiesić działalność duszpasterską i nie pojawiają się publicznie.

W parafii w Świrze wierni przygotowują się do pożegnania kolejnego kapłana – ks. Bogusława Madżejewskiego, dziekana dekanatu miedelskiego. Jak ustalili parafianie, również on wkrótce opuści Białoruś.

Do pożegnania doszło także w diecezji grodzieńskiej. W Starych Wasiliszkach uroczyście żegnano o. Zbigniewa Dragulę, michalitę, który posługiwał tam 27 lat. W oficjalnym komunikacie diecezji nie podano przyczyny jego wyjazdu, jednak – jak twierdzą wierni – również on nie otrzymał zgody na dalszą posługę. W pożegnalnym wystąpieniu kapłan wspomniał, że takich księży jest pięciu, choć nie wiadomo, czy chodzi o duchownych z całej diecezji grodzieńskiej, czy o szerszą grupę.

Sytuacja polskich księży na Białorusi pozostaje napięta. Coraz więcej duchownych zmuszanych jest do wyjazdu, a ci, którzy chcą pozostać, podejmują działania o charakterze ostatecznym – starając się o obywatelstwo, które miałoby uchronić ich przed kolejnymi odmowami. Wierni, pozbawiani swoich duszpasterzy, mówią o poczuciu niepewności i smutku, który towarzyszy kolejnym pożegnaniom.

Znadniemna.pl na podstawie: KAI oraz Katolik.life, fot.: Karol Porwich/East News

W kolejnych parafiach na Białorusi wierni żegnają polskich kapłanów, którym władze odmówiły przedłużenia zezwoleń na dalszą posługę. W ostatnich dniach kraj opuścili m.in. ks. Marian Szerszeń, ks. Bogusław Madżejewski oraz o. Zbigniew Dragula. Inni – jak wynika z relacji wiernych – próbują ratować możliwość pozostania,

Mija 99 lat od dnia, w którym Wilno stało się świadkiem jednej z najbardziej uroczystych chwil swojej historii: koronacji cudownego obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej, wydarzenia z udziałem najwyższych władz państwowych i tysięcy wiernych.

Dokładnie 99 lat temu, 2 lipca 1927 roku, u stóp Ostrej Bramy zgromadziły się tłumy mieszkańców Wilna i całej Wileńszczyzny. Uroczystość koronacji cudownego obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej była wydarzeniem o wyjątkowym znaczeniu religijnym i narodowym, a jej rangę podkreślała obecność najwyższych władz II Rzeczypospolitej. W Wilnie pojawili się prezydent Ignacy Mościcki oraz Marszałek Józef Piłsudski — ten ostatni jako szczególny czciciel Ostrobramskiej Pani, której wizerunek nosił przy sobie przez całe życie.

Relacje świadków tamtego dnia tworzą niezwykłą mozaikę obrazów, które do dziś poruszają wyobraźnię. W chwili koronacji nad miastem rozpętała się gwałtowna ulewa. Deszcz spadał strumieniami, a zgromadzeni wierni stali nieporuszeni, jakby chcieli dać świadectwo, że żadna przeciwność nie jest w stanie zakłócić tego historycznego momentu. Jeden z księży, widząc przemokniętego Marszałka, rozpostarł nad nim parasol. Piłsudski miał wówczas odpowiedzieć słowami, które przeszły do historii:

„Schowaj ksiądz ten parasol. Jak koronują Królową Polski, można stać na deszczu.”

Ta scena, utrwalona na fotografii, stała się jednym z najbardziej symbolicznych obrazów tamtego dnia — świadectwem zarówno osobistej czci Marszałka, jak i niezwykłej powagi chwili. Ulewa, która mogła wydawać się przeszkodą, została przez uczestników odczytana jako znak błogosławieństwa, a nie przeciwności.

Scena, kiedy Józef Piłsudski miał powiedzieć, stojącemu obok księdzu: Schowaj ksiądz ten parasol. Jak koronują Królową Polski, można stać na deszczu.”, fot.: facebook.com

Koronacja obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej była manifestacją jedności, wiary i wdzięczności. Wileńszczyzna, wówczas część II Rzeczypospolitej, przeżywała czas odbudowy po latach wojny i niepewności. Uroczystość stała się przypomnieniem, że Ostra Brama od wieków była miejscem, gdzie Polacy, Litwini i Białorusini modlili się wspólnie, prosząc o opiekę nad swoimi rodzinami i ojczyzną.

Dziś, w 99. rocznicę koronacji, pamięć o tamtym dniu pozostaje żywa. Za rok minie sto lat od tego wydarzenia — jubileusz, który z pewnością stanie się okazją do jeszcze głębszego przypomnienia roli Ostrej Bramy w dziejach naszej duchowości i kultury.

Znadniemna.pl na podstawie archiwalnych publikacji „Kuriera Wileńskiego” z 1927 roku oraz materiałów Archidiecezji Wileńskiej, na zdjęciu: zrzut ekranu z filmu o koronacji Matki Bożej Ostrobramskiej, źródło: Ninateka.pl

Mija 99 lat od dnia, w którym Wilno stało się świadkiem jednej z najbardziej uroczystych chwil swojej historii: koronacji cudownego obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej, wydarzenia z udziałem najwyższych władz państwowych i tysięcy wiernych. Dokładnie 99 lat temu, 2 lipca 1927 roku, u stóp Ostrej Bramy zgromadziły

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała w Warszawie 27‑letniego obywatela Białorusi oraz 44‑letniego obywatela Polski. Według służb obaj mieli wykonywać odpłatne zadania zlecone przez zagraniczne służby specjalne, polegające m.in. na fotografowaniu i filmowaniu wydarzeń organizowanych przez diasporę białoruską w polskiej stolicy. Materiały te były później wykorzystywane w propagandzie panującego na Białorusi reżimu Łukaszenki.

Jak ustaliła Prokuratura Krajowa, zatrzymani to obywatel Białorusi Aliaksei B. oraz obywatel Polski Rafał G.. Obaj usłyszeli zarzuty działania na rzecz obcego wywiadu w latach 2024–2025, zarówno w Warszawie, jak i w innych miejscowościach w kraju. Śledczy podkreślają, że ich aktywność była elementem szerszej operacji prowadzonej za pośrednictwem komunikatora Telegram, gdzie werbowano osoby różnych narodowości do działań dywersyjnych wymierzonych przeciwko Polsce.

Według prokuratury zatrzymani mieli wykonywać zadania polegające nie tylko na dokumentowaniu protestów, spotkań i wydarzeń białoruskiej mniejszości, lecz także na fotografowaniu obiektów infrastruktury krytycznej oraz miejsc kluczowych dla bezpieczeństwa państwa. Za realizację zleceń otrzymywali wynagrodzenie w kryptowalutach, a zdobyte materiały trafiały do białoruskich służb i były wykorzystywane w działaniach propagandowych reżimu.

Sąd Rejonowy Lublin‑Zachód zdecydował o trzymiesięcznym areszcie dla Aliakseia B., który legalnie mieszkał w Polsce i pracował w Warszawie jako kelner. Wobec Rafała G. zastosowano środki zapobiegawcze w postaci zakazu opuszczania kraju, zatrzymania paszportu oraz dozoru Policji.

Prokuratura przypomina, że zatrzymania z 25 czerwca są kolejnym etapem szeroko zakrojonego śledztwa. W jego ramach w listopadzie 2025 roku zatrzymano już pięć osób – obywateli Ukrainy i Białorusi. Trzech z nich przebywa w areszcie, jedna osoba została umieszczona w schronisku dla nieletnich, a jeden z podejrzanych zmarł, co skutkowało umorzeniem postępowania w jego sprawie.

Śledztwo prowadzone przez Lubelski Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej obejmuje działania obcego wywiadu prowadzone od marca 2024 r. do lutego 2025 r. w Rzeszowie, Warszawie, Łodzi oraz innych miejscowościach. Według ustaleń, werbowane osoby miały wykonywać zadania dywersyjne, dokumentować obiekty o znaczeniu strategicznym, rozwieszać plakaty i wykonywać graffiti, a także pozostawać w gotowości do realizacji kolejnych poleceń.

ABW nie wyklucza kolejnych zatrzymań w tej sprawie.

Znadniemna.pl ma podstawie Warszawawpugułce.pl, na zdjęciu: akcja Białorusinów w centrum Warszawy, fot.: Reform.news

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała w Warszawie 27‑letniego obywatela Białorusi oraz 44‑letniego obywatela Polski. Według służb obaj mieli wykonywać odpłatne zadania zlecone przez zagraniczne służby specjalne, polegające m.in. na fotografowaniu i filmowaniu wydarzeń organizowanych przez diasporę białoruską w polskiej stolicy. Materiały te były później wykorzystywane w

Władze Białorusi poinformowały o ułaskawieniu 32 osób, z których 28 więźniów politycznych, skazanych za tzw. „przestępstwa ekstremistyczne”. Decyzja przyniosła ulgę rodzinom części więźniów, ale według Centrum Praw Człowieka „Wiasna” w białoruskich więzieniach nadal pozostaje 864 więźniów politycznych.

Według danych Centrum Praw Człowieka „Wiasna”, wśród ułaskawionych znalazło się 20 kobiet i 12 mężczyzn. Administracja Alaksandra Łukaszenki przekonuje, że decyzję podjęto „na podstawie zasady humanizmu”, a wszyscy zwolnieni „zwrócili się o ułaskawienie, uznając winę i okazując skruchę”.

Ułaskawienia na Białorusi często pojawiają się przed państwowymi świętami — 3 lipca, 17 września, 7 listopada czy 15 marca — i zazwyczaj obejmują dwa–trzy dziesiątki osób skazanych z artykułów politycznych, w tym skazańców, odbywających tzw. „domową chemię”, którzy nie są wliczani do oficjalnej liczby więźniów politycznych.

Znacznie większe fale zwolnień miały miejsce przy okazji wizyt delegacji amerykańskich: 11 września 2025 roku na wolność wyszło 51 osób, 13 grudnia 2025 roku — 123, a 19 marca 2026 roku — aż 250 więźniów politycznych.

Swiatłana Cichanouska, liderka Zjednoczonego Gabinetu Przejściowego białoruskiej opozycji, komentując dzisiejsze wydarzenia, podkreśliła, że mimo ulgi dla rodzin zwolnionych, sytuacja pozostaje dramatyczna.

„W białoruskich więzieniach pozostają setki więźniów politycznych i wszyscy powinni zostać uwolnieni. Czekamy na powrót każdego i każdej” — oświadczyła.

Znadniemna.pl na podstawie Reform.news, na zdjęciu: Więzienie nr 1 w Grodnie, fot.: Wikipedia

Władze Białorusi poinformowały o ułaskawieniu 32 osób, z których 28 więźniów politycznych, skazanych za tzw. „przestępstwa ekstremistyczne”. Decyzja przyniosła ulgę rodzinom części więźniów, ale według Centrum Praw Człowieka „Wiasna” w białoruskich więzieniach nadal pozostaje 864 więźniów politycznych. Według danych Centrum Praw Człowieka „Wiasna”, wśród ułaskawionych znalazło

Dzisiaj, 1 lipca 2026 roku, mija 120 lat od urodzin podpułkownika Macieja Kalenkiewicza „Kotwicza”, jednego z najwybitniejszych oficerów polskiego podziemia na Kresach. Jego grób w Surkontach, miejsce symboliczne dla pamięci Armii Krajowej, został 8 lipca 2022 roku zrównany z ziemią wskutek barbarzyńskich działań władz białoruskich.

Droga do służby

Maciej Kalenkiewicz urodził się 1 lipca 1906 roku w Pacewiczach na Grodzieńszczyźnie. Od najmłodszych lat wyróżniał się zdyscyplinowaniem i ambicją, które skierowały go ku karierze wojskowej. Edukację rozpoczął w Korpusie Kadetów w Modlinie, gdzie szybko dał się poznać jako jeden z najzdolniejszych uczniów.

Po ukończeniu szkoły kadetów kontynuował naukę w Oficerskiej Szkole Inżynierii, zdobywając specjalizację saperską. Jego talent organizacyjny i techniczny sprawił, że w 1939 roku rozpoczął studia w Wyższej Szkole Wojennej, przygotowując się do służby sztabowej. Wybuch wojny przerwał te plany, ale nie zatrzymał jego determinacji.

W kampanii wrześniowej nasz krajan walczył jako oficer saperów, a po klęsce dołączył do oddziału mjr. Henryka Dobrzańskiego „Hubala”. To doświadczenie umocniło go w przekonaniu, że walka o niepodległość musi być prowadzona konsekwentnie, niezależnie od okoliczności.

Cichociemny i wizjoner

Po przedostaniu się na Zachód Kalenkiewicz stał się jednym z kluczowych twórców koncepcji lotniczej łączności z krajem. Jego analizy i projekty dotyczące szkolenia spadochronowego stworzyły fundament przyszłej formacji cichociemnych. Był nie tylko żołnierzem, lecz także strategiem o wyjątkowej przenikliwości.

W nocy z 27 na 28 grudnia 1941 roku został zrzucony do okupowanej Polski w ramach operacji „Jacket”. Jego powrót do kraju był momentem przełomowym – od tej chwili całkowicie poświęcił się pracy konspiracyjnej. W strukturach Armii Krajowej szkolił kadry, opracowywał instrukcje walki partyzanckiej i dywersyjnej. Jako cichociemny wyróżniał się nie tylko odwagą, lecz także zdolnością przewidywania i planowania działań na dużą skalę. Jego koncepcje były wykorzystywane w wielu akcjach AK, a on sam stał się autorytetem dla młodszych oficerów.

Dowódca Nowogródzki i współautor „Ostrej Bramy”

W 1944 roku Kalenkiewicz objął dowództwo Podokręgu Nowogródek Armii Krajowej. Region ten był jednym z najtrudniejszych obszarów walki – pełnym napięć, operacji sowieckich i brutalnych działań NKWD. „Kotwicz” potrafił jednak zjednoczyć rozproszone oddziały i nadać im jasny kierunek działania.

W tym samym czasie rozpoczęły się przygotowania do operacji „Burza”, w ramach której Armia Krajowa zamierzała wystąpić wobec nadciągającej Armii Czerwonej jako gospodarz na własnym terytorium. Jednym z najważniejszych celów była operacja „Ostra Brama” – uderzenie na Wilno i wyzwolenie miasta własnymi siłami AK.

Maciej Kalenkiewicz odegrał w tych przygotowaniach rolę kluczową. Był współautorem i zdecydowanym propagatorem koncepcji uderzenia na Wilno. Uważał, że manifestacja polskości miasta wobec aliantów i Sowietów jest konieczna, a w razie wrogiego nastawienia władz radzieckich oddziały AK nie powinny dopuścić do rozbrojenia. Jego plan zakładał współdziałanie dwóch okręgów – Wileńskiego i Nowogródzkiego – oraz szybkie, skoordynowane uderzenie na miasto.

W połowie kwietnia 1944 roku „Kotwicz” zreferował swoją koncepcję na naradzie w Wilnie, w której uczestniczyli ppłk Aleksander Krzyżanowski „Wilk”, mjr Lubosław Krzeszowski „Ludwik” oraz dr Jerzy Dobrzański „Maciej”. Jego argumenty dotyczące politycznego znaczenia operacji oraz konieczności współdziałania okręgów zostały włączone do ostatecznego planu „Ostrej Bramy”.

Maciej Kalenkiewicz podczas operacji Ostra Brama (1944), fot.: Wikipedia

Choć przebieg operacji odbiegał od pierwotnych założeń, a jej finał przyniósł tragiczne konsekwencje w postaci rozbrojenia polskich oddziałów przez NKWD, wkład Kalenkiewicza w jej przygotowanie pozostaje niepodważalny. Jego wizja Wilna wyzwolonego przez Polaków była wyrazem głębokiego patriotyzmu i strategicznego myślenia o przyszłości Kresów.

Śmierć i pamięć

21 sierpnia 1944 roku Kalenkiewicz poległ w bitwie pod Surkontami, dowodząc 72-osobowym oddziałem zaatakowanym przez przeważające siły NKWD. Jego śmierć stała się jednym z najbardziej symbolicznych momentów walk Armii Krajowej na Kresach.

Cmentarz AK w Surkontach przed zniszczeniem przez władze białoruskie

Po wojnie Kalenkiewicz spoczął w zbiorowej mogile wraz ze swoimi żołnierzami w Surkontach. Miejsce to przez dziesięciolecia było jednym z najważniejszych punktów polskiej pamięci narodowej na Grodzieńszczyźnie. Odwiedzali je kombatanci, historycy i rodziny poległych.

Tabliczka na grobie ppłk. Macieja Kalenkiewicza na cmentarzu w Surkontach przed barbarzyńską akcją białoruskich władz

Władze białoruskie od lat prowadziły politykę systematycznego niszczenia polskich miejsc pamięci. Kulminacją tych działań było zrównanie z ziemią grobu Kalenkiewicza i jego żołnierzy 8 lipca 2022 roku. Buldożery usunęły mogiłę, krzyże i tablice, pozostawiając pusty teren – akt barbarzyństwa, który odbił się szerokim echem w Polsce i wśród światowej Polonii.

Zaorany przez władze białoruskie teren Cmentarza AK w Surkontach

Zniszczenie grobu miało charakter demonstracyjny: było próbą wymazania historii Armii Krajowej z przestrzeni publicznej Białorusi. Mimo to pamięć o „Kotwiczu” trwa – w rodzinach, w środowiskach kombatanckich, w badaniach historyków i w świadomości Polaków, dla których jego postawa pozostaje wzorem służby.

Spontaniczne upamiętnienie „Kotwicza” i jego żołnierzy przez Polaków z okolic Surkontów po barbarzyńskiej akcji zniszczenia cmentarza przez władze Białorusi

Oprac. Adolf Gorzkowski/Znadniemna.pl, źródło ilustracji tytułowej: Patriashop.pl

Dzisiaj, 1 lipca 2026 roku, mija 120 lat od urodzin podpułkownika Macieja Kalenkiewicza „Kotwicza”, jednego z najwybitniejszych oficerów polskiego podziemia na Kresach. Jego grób w Surkontach, miejsce symboliczne dla pamięci Armii Krajowej, został 8 lipca 2022 roku zrównany z ziemią wskutek barbarzyńskich działań władz białoruskich. Droga

Kościół obchodzi dziś uroczystość świętych Piotra i Pawła – dwóch Apostołów, których życie, misja i męczeństwo ukształtowały chrześcijaństwo i na trwałe związały je z Rzymem. Wspólne święto, obchodzone od połowy III wieku, przypomina o ich wyjątkowej roli: Piotra jako Skały, na której Chrystus zbudował swój Kościół, oraz Pawła – Apostoła Narodów, niestrudzonego głosiciela Ewangelii.

Dzisiejsze wspomnienie dwóch najważniejszych Apostołów kieruje uwagę wiernych ku początkom Kościoła i jego apostolskim korzeniom. Święty Piotr, rybak z Betsaidy, powołany przez Jezusa do pełnienia posługi prymatu, stał się pierwszym biskupem Rzymu. To jemu Chrystus powiedział: „Ty jesteś Piotr, Skała, i na tej Skale zbuduję mój Kościół”, powierzając władzę „związywania i rozwiązywania”. Jego życie, naznaczone zarówno słabością, jak i odwagą, zakończyło się męczeństwem – ukrzyżowaniem głową w dół około 64 roku podczas prześladowań Nerona.

Święty Paweł, wcześniej Szaweł z Tarsu, faryzeusz i prześladowca chrześcijan, po spotkaniu ze Zmartwychwstałym w drodze do Damaszku stał się jednym z najgorliwszych misjonarzy. Odbył trzy wielkie podróże apostolskie, zakładał wspólnoty, prowadził dialog z kulturą grecko‑rzymską i pozostawił trzynaście listów, które weszły do kanonu Nowego Testamentu. Jako obywatel rzymski poniósł śmierć przez ścięcie mieczem około 67 roku, również w Rzymie.

Obaj Apostołowie – różni temperamentem, historią życia i drogą powołania – spotykają się dziś w jednym święcie, które podkreśla jedność Kościoła zbudowanego na świadectwie wiary i męczeństwa. Ich kult, obecny od pierwszych wieków, jest żywy do dziś: Bazylika św. Piotra i Bazylika św. Pawła za Murami pozostają miejscami pielgrzymek milionów wiernych z całego świata.

W uroczystość świętych Piotra i Pawła papież wręcza metropolitom paliusze – znak jedności z Następcą Piotra i odpowiedzialności za powierzony Kościołowi lud Boży. To symboliczne przypomnienie, że misja Apostołów trwa, a ich świadectwo pozostaje fundamentem wiary chrześcijańskiej.

Znadniemna.pl na podstawie eKAI.pl, ilustracja: Jusepe de Ribera „Święty Piotr i święty Paweł” źródło: Wikipedia

Kościół obchodzi dziś uroczystość świętych Piotra i Pawła – dwóch Apostołów, których życie, misja i męczeństwo ukształtowały chrześcijaństwo i na trwałe związały je z Rzymem. Wspólne święto, obchodzone od połowy III wieku, przypomina o ich wyjątkowej roli: Piotra jako Skały, na której Chrystus zbudował swój

Przejdź do treści