HomeStandard Blog Whole Post (Page 16)

Choć Dzień Matki jest obchodzony w ponad 140 krajach świata Polska jest jedynym krajem, który świętuje go 26 maja.  Tego dnia dzieci obdarowują swoje ukochane mamy kwiatami, prezentami oraz milionem uścisków w podziękowaniu za ich bezwarunkową miłość. Dzień Matki przypomina nam, jak ważną rolę w naszym życiu pełni ta jedyna, a 26 maja nadarza się idealna okazja na wyrażenie swojej wdzięczności wobec mamy.

Historia święta

Dzień Matki swoje źródła czerpie z wielu antycznych kultur. Starożytni Egipcjanie czcili boginię Izydę – matkę Horusa, która według ówczesnych wierzeń była ucieleśnieniem doskonałej matki oraz żony. W starożytnym Egipcie matka była osobą niezwykle szanowaną. Z jej zdaniem liczono się do tego stopnia, że podczas procesu sądowego, sędzia był skłonny uzależnić werdykt od faktu, czy pozwany zadowolił „matczyne serce”.

Starożytni Grecy wraz z nadejściem wiosny oddawali ofiary bogini Rei, żonie Kronosa. Według mitologii była ona matką wszechświata oraz wszystkich bóstw. Nieco inaczej świętowali Rzymianie. Oddawali oni cześć bogini Cybele. Uroczystości nazywano Hilariami (Święto Radości), a Rzymianie obchodzili je przez trzy dni – najprawdopodobniej między 15 a 18 maja.

Powrót tradycji

Zapomniana nieco tradycja święta matki powróciła w XVII wieku. W Anglii oraz Szkocji zaczęto na nowo oddawać cześć matkom pod nazwą „Mothering Sunday” („Niedziele Matki). Obchody odbywały się w 4 niedzielę Wielkiego Postu. Do powstania tego święta przyczynił się fakt, iż w tamtych czasach wiele ubogich dzieci służyło w domach bogatych Anglików. Dzieci pracowały codziennie, zarówno w dni powszednie jak i weekendy, przez co kontakt z rodziną był ograniczony – wręcz niemożliwy, ponieważ dzieci mieszkały u swoich pracodawców. W „Niedzielę Matki” dzieci dostawały dzień wolnego, dzięki czemu mogły udać się w rodzinne strony, by spędzić trochę czasu z najbliższymi. Symbolem święta było matczyne ciasto, które córki piekły dla swoich mam i przywoziły do domu na znak szacunku oraz miłości. Dzieci obdarowywały mamy również kwiatami oraz słodyczami. W zamian otrzymywały błogosławieństwo. Święto „Mothering Sunday” przetrwało do ok. XIX w. Następnie do obchodów powrócono po zakończeniu II wojny światowej.

Dzień Matki w Polsce

W Polsce Dzień Matki zawsze obchodzony jest 26 maja. Dlaczego akurat wtedy? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Majowa data związana jest prawdopodobnie z religią i kalendarzem liturgicznym, w którym miesiąc ten poświęcony jest Matce Bożej. Maj jest miesiącem intensywnego rozkwitu przyrody, co łączy się z ideą macierzyństwa.

Źródła historyczne wskazują, że w Polsce Dzień Matki obchodzono po raz pierwszy w 1914 roku. Początkowo data ta nie była stała. W następnych latach celebrowano w różnych dniach. Data 26 maja utrwaliła się dopiero w okresie dwudziestolecia międzywojennego.

Życzenia od pary prezydenckiej

Para Prezydencka. Fot.: Grzegorz Jakubowski/KPRP

– Składamy Paniom serdeczne gratulacje i najlepsze życzenia. Prosimy przyjąć wyrazy wielkiej wdzięczności za dar życia, matczyną miłość, opiekę i troskę, której doświadczamy na wszystkich etapach swojej życiowej drogi – wskazała para prezydencka Andrzej Duda i Agata Kornhauser–Duda w życzeniach z okazji przypadającego dziś Dnia Matki.

Na stronie Kancelarii Prezydenta RP opublikowano życzenia od pary prezydenckiej dla wszystkich mam w związku z przypadającym dziś Dniem Matki.

26 maja 2025

Życzenia

z okazji Dnia Matki

Wielce Szanowne Panie – Drogie Mamy!

W Dniu Matki składamy Paniom serdeczne gratulacje i najlepsze życzenia. Prosimy przyjąć wyrazy wielkiej wdzięczności za dar życia, matczyną miłość, opiekę i troskę, której doświadczamy na wszystkich etapach swojej życiowej drogi. Tak naprawdę Dzień Matki, podobnie jak czuła obecność Mam w naszym życiu, trwa stale – przez cały rok. Ale dzisiejsze święto jest wyjątkową okazją, by wypowiedzieć słowa podziękowania i w szczególny sposób odpowiedzieć miłością na miłość, sprawić Mamie radość i zapewnić o nieustannej pamięci.

Dziękujemy Mamom za wszystkie starania. Za codzienny trud wychowania dzieci, objaśniania im świata, przekazywania fundamentalnych wartości, wskazywania właściwych postaw i życiowych dróg. Za umiejętność budowania rodzinnej wspólnoty, domu przepojonego atmosferą ciepła, wzajemnej życzliwości i solidarności, do którego zawsze – także w dorosłych już latach – wracamy wspomnieniami i chętnie przyjeżdżamy, przekonani o głębokiej prawdziwości stwierdzenia, że „nie ma jak u Mamy”. Dziękujemy za otrzymaną od naszych kochanych Mam, stale inspirującą lekcję dobroci, pracowitości, uczciwości i godności, a także ofiarności i empatii.

Życzymy Paniom wszystkiego, co najlepsze – zdrowia, rodzicielskiego, zawodowego i życiowego spełnienia, dumy, satysfakcji i radości z osiągnięć dzieci oraz powodzenia w realizacji wszelkich zamierzeń na przyszłość. Niech w dniu tego pięknego święta wszystkie Mamy otacza wdzięczność i życzliwość dzieci.

Z wyrazami głębokiego szacunku i sympatii

Andrzej Duda i Agata Kornhauser–Duda

Dzień Matki na świecie

W zależności od danego kraju sposób świętowania Dnia Matki jest inny. W niektórych miejscach związany jest z legendami, zdarza się również, że nabiera religijnego, historycznego bądź komercyjnego charakteru.

Niemcy

Dzień Matki (Muttertag) obchodzony był po raz pierwszy 1922 roku. Dziesięć lat później Niemcy ogłosili go świętem narodowym, które po dziś dzień obchodzone jest w drugą niedzielę maja. Tego dnia dzieci obdarowują swoje ukochane mamy kwiatami, kartkami lub drobnymi upominkami. Zdarza się, że w drugą niedzielę maja w Niemczech przypadają Zielone Świątki, wówczas Dzień Matki obchodzi się tydzień wcześniej.

Francja

W tym kraju zwyczaj świętowania Dnia Matki został zapoczątkowany przez Napoleona. W 1950 roku uznano oficjalnie Dzień Matki, jako święto przypadające w ostatnią niedzielę maja. Podobnie jak w Niemczech zdarza się, że ów dzień przypada w Zielone Świątki, wówczas obchody święta mamy przenoszone są na pierwszą niedzielę czerwca. We Francji dzieci obdarowują swoje mamy głównie kosmetykami lub książkami. Młodsze pociechy szykują dla swoich mam laurki, wierszyki lub drobne upominki. Tego dnia mamy nie gotują! Zadaniem dzieci jest przygotowanie wyjątkowego obiadu oraz obdarowanie ukochanej mamy samodzielnie upieczonym ciastem.

Kanada

W Kanadzie Dzień Matki przypada na drugą niedzielę maja. Symbolem tego święta są goździki oraz piękne kartki z życzeniami, które zwyczajowo dzieci wręczają swoim mamom. Do popularnych prezentów należą również bilety do teatru, bony do markowych sklepów czy własnoręcznie przygotowane upominki. Podobnie jak we Francji, nie może zabraknąć eleganckiego posiłku w gronie najbliższych. Kanadyjskie mamy zapraszane są zazwyczaj na rodzinne przyjęcia. Poza tym otrzymują od pociech samodzielnie przygotowane potrawy – głównie ciasta lub ciasteczka, przyrządzone ze specjalnego przepisu, dedykowanego na ten wyjątkowy dzień.

USA

Założycielką Dnia Matki w Stanach Zjednoczonych była Anna Jarvis. Wywalczyła ona ustanowienie tego dnia świętem narodowym, dzięki czemu amerykanie świętują Dzień Matki w sposób bardzo doniosły. W tym dniu domy oraz budynki instytucji publicznej wzbogacane są o flagi narodowe, które mają za zadanie podkreślić ważność tego święta oraz oddać hołd matkom narodu. W USA Dzień Matki obchodzony jest w drugą niedzielę maja, a dzieci obdarowują swoje rodzicielki kwiatami, słodyczami oraz pięknymi kartkami.

Indie

W Indiach kult matki od zawsze był mocno zakorzeniony w tradycji. Co roku w październiku Hindusi obchodzą kilkudniowe święto Durga Puja. Jest ono dedykowane Matce Bogów Durga Puja i Wielkiej Matce Kali Ma. Jednak dopiero od niedawna Hindusi świętują także Dzień Matki, który w Indiach przypada na drugą niedzielę maja. Tego dnia hinduskie mamy dostają od swoich pociech kwiaty, drobne upominki oraz zaproszenie na obiad poza domem, by spędzić czas z rodziną i odpocząć od zajęć w kuchni.

RPA

W Południowej Afryce Dzień Matki obchodzony jest w drugą niedzielę maja. Tego dnia dzieci wkładają ubrania w kolorach czerwieni oraz różu, zaś na biało ubierają się ci, których mamy już odeszły z tego świata. Ukochane mamy obdarowywane są tradycyjnymi goździkami oraz rozmaitymi upominkami. Co ciekawe, w RPA Dzień Matki świętują również babcie oraz inne bliskie sercu kobiety.

Znadniemna.pl/

 

Choć Dzień Matki jest obchodzony w ponad 140 krajach świata Polska jest jedynym krajem, który świętuje go 26 maja.  Tego dnia dzieci obdarowują swoje ukochane mamy kwiatami, prezentami oraz milionem uścisków w podziękowaniu za ich bezwarunkową miłość. Dzień Matki przypomina nam, jak ważną rolę w

Muzeum Emigracji w Gdyni w dniu 24 maja 2025 roku gościło czternastą już doroczną Galę wręczenia Nagród im. Macieja Płażyńskiego dla mediów służących Polonii.Wśród tegorocznych laureatów prestiżowego wyróżnienia znaleźli się: redaktor naczelna Polskiego Radia Lwów Maria Pyż, korespondent szwajcarskiego „Neue Zürcher Zeitung” Paul Flückiger i dziennikarka Polskiego Radia Białystok Joanna Sikora. W kategorii redakcja medium polonijnego uhonorowano internetową gazetę „Razem Norge”.

Jarosław Włodarczyk, członek rady Press Club Polska, przyznającego wyróżnienie, wspominając postać Macieja Płażyńskiego podkreślił, że był on jednym z nielicznych mężów stanu w polityce.

Przemawia Jarosław Włodarczyk, fot.: screenshot z nagrania Wideo na YouTube

„Dziś po latach, między pierwszą a drugą turą wyborów, doskonale widzimy, jak brakuje nam takich polityków w życiu publicznym. Jak nieczęsto spotykamy polityków, którzy są przywiązani do wartości, do wspólnoty, do uczciwości, do odpowiedzialności. Dziś świętujemy wyjątkowe dziennikarstwo, ale też pamięć człowieka, który potrafił się wzbijać ponad podziały polityczne, potrafił ze wszystkimi rozmawiać, który łączył a nie dzielił” – mówił Jarosław Włodarczyk.

Przewodniczący jury, syn Macieja Płażyńskiego – Jakub powiedział z kolei, że nagroda jest docenieniem trudu, który wyróżnieni dziennikarze wkładają w informowanie.

Przemawia Jakub Płażyński, fot.: Facebook.com

„Mam przyjemność kierować pracami jury. Przy każdej edycji mamy taką samą dyskusję, kogo wybrać. Mam nadzieję, że będziemy mieli ją jeszcze przez wiele lat i będziemy mogli doceniać osoby, które publikują, które na co dzień zajmują się dziennikarstwem polonijnym, jak i również dziennikarstwem zagranicznym i pokazywać Polskę taką, jaka ona w rzeczywistości jest. Cenimy autentyczność i doceniamy pracę codziennie wykonywaną przez setki osób” – zaznaczył Jakub Płażyński.

 Laureaci Nagrody

Laureaci Nagrody im. Macieja Płażyńskiego 2025: Joanna Sikora, Katarzyna Karp (Razem Norge), Maria Pyż i Paul Fluckiger, fot.: Facebook.com

W kategorii dziennikarz medium polonijnego laureatką została Maria Pyż, redaktor naczelna Polskiego Radia Lwów, wydawczyni i autorka licznych publikacji dokumentujących stan polskiego dziedzictwa kulturalnego Lwowa, a także opisujących codzienne życie polskiej społeczności tego miasta w warunkach wojny.

Dziękując za wyróżnienie laureatka powiedziała, że nie spodziewała się, iż jej praca zostanie zauważona przez kolegów w Polsce.

Przemawia Maria Pyż, fot.: Facebook.com

„Kiedy dzwonił pan Marcin (Lewicki, prezes Press Club Polska – red.) i informował o tym, że wygrałam, wsiadałam do taksówki. Jechałam z myślą, że zrobiłam najlepszy w życiu reportaż, bardzo ważny dla miejscowych Polaków we Lwowie. I byłam w szoku, miałam mieszane uczucia… Oczywiście nagroda jest zwieńczeniem mojej dotychczasowej pracy. Jestem bardzo wdzięczna i dumna z tego powodu” – przyznała laureatka.

W kategorii dziennikarz zagraniczny, publikujący na temat Polski, Polaków i Polonii laureatem został dziennikarz ze Szwajcarii Paul Fluckiger. W jego przypadku Jury doceniło „rzetelne i obrazowe przedstawianie polskiej rzeczywistości politycznej i społecznej oraz roli Polski w regionie i w Europie” na łamach „Neue Zürcher Zeitung”, a także weekendowego dodatku „NZZ am Sonntag” oraz innych gazet niemieckojęzycznych.

Przemawiając do zgromadzonych na Gali, laureat powiedział:

Przemawia Paul Fluckiger, fot.: Facebook.com

„Jestem korespondentem od Bułgarii aż do Estonii, a także na Białorusi, do której mnie już nie wpuszczą, Ukrainie, gdzie nie chcę iść na front i w Mołdawii, gdzie we wrześniu będą bardzo ważne wybory… Czuję się bardzo zaszczycony i jestem szczęśliwy, że dostałem tę nagrodę, bardzo dziękuję” – mówił Paul Fluckiger.

W kategorii dziennikarz krajowy publikujący na tematy polonijne nagrodę przyznano Joannie Sikorze z Polskiego Radia Białystok za reportaż „Między słowami” o tożsamości młodych Łotyszy polskiego pochodzenia, którzy jako uczniowie polskich szkół na Łotwie biorą udział w Polskim Dyktandzie.

Przemawia Joanna Sikora, fot.: Facebook.com

„To zupełnie niespodziewane wyróżnienie. Jestem bardzo dumna i szczęśliwa, że moja wieloletnia praca została doceniona – mówiła do zgromadzonych laureatka. – Myślę, że nagroda jest wyjątkowa, stworzona właśnie z myślą o tych dziennikarzach, którzy zajmują się tematyką Polaków na Białorusi, Litwie, Łotwie, Ukrainie i to jest taka misja, którą również czuję. Myślę, że od wielu lat robiąc reportaże, audycje na ten temat, przyczyniam się do tego, aby o problemach naszych rodaków, którzy zostali po drugiej stronie granicy, mówić głośniej, żeby tym samym ich wspierać i promować to, jak oni postrzegają siebie i swoją polskość”.

W kategorii redakcja medium polonijnego uhonorowano redakcję internetowej gazety „Razem Norge” za stworzenie platformy integracyjnej, łączącej społeczności: norweską, polską i ukraińską, dlatego też artykuły ukazujące się na tej stronie, publikowane są właśnie w tych trzech językach. Głównym celem gazety jest budowanie mostów międzykulturowych. Redakcja koncentruje się również na przełamywaniu stereotypów, które są obecne w norweskiej przestrzeni publicznej.

Katarzyna Karp z redakcji Razem Norge, fot.: Facebook.com

Przedstawicielka wyróżnionej redakcji Katarzyna Karp dziękując Jury zauważyła:

„Nagroda należy się całej naszej redakcji. Myślę, że tytuł naszej gazety „Razem Norge” jest tutaj bardzo symboliczny i rzeczywiście prezentuje tę ideę wspólnego działania. To jest pierwsza nagroda, jaką redakcja odbiera. Gazeta powstała w 2021 roku. Chcielibyśmy, żeby była to gazeta inna niż wszystkie. Oprócz tego, że informujemy na przykład o prawie pracy, czy też piszemy o zdrowiu psychicznym, to umożliwiamy nawiązanie rozmowy z profesjonalistami. Tym samym zapewniamy wsparcie, które wykracza poza działalność zwykłych mediów” – mówiła laureatka.

Statuetka oraz nagroda finansowa

Nagrody w indywidualnych kategoriach dziennikarskich to: statuetka oraz nagroda finansowa w wysokości 10 tys. zł; nagrodę w kategorii redakcja medium polonijnego stanowi statuetka. Nagrodą im. Macieja Płażyńskiego jest honorowana praca dziennikarzy i mediów służących Polonii. Jest ona przyznawana co roku za pracę dziennikarską w roku poprzednim, w czterech kategoriach: dziennikarz medium polonijnego, dziennikarz krajowy publikujący na tematy polonijne, dziennikarz zagraniczny publikujący na temat Polski, Polaków i Polonii oraz redakcja medium polonijnego.

 

Nagroda Macieja Płażyńskiego dla dziennikarzy i mediów służących Polonii powstała z inicjatywy Press Club Polska, Jakuba Płażyńskiego, prezydentów Gdańska, Gdyni i Sopotu oraz marszałka województwa pomorskiego. Po raz pierwszy została wręczona w roku 2012. Maciej Płażyński był działaczem opozycji antykomunistycznej, pierwszym niekomunistycznym wojewodą gdańskim, Marszałkiem Sejmu RP i wicemarszałkiem Senatu RP oraz prezesem Stowarzyszenia Wspólnota Polska. Zginął w katastrofie polskiego Tu-154 w Smoleńsku w 2010 r.

Wideo z Gali

Press Club Polska tradycyjnie prowadził na żywo relację wideo z Gali wręczania Nagród. Im. Macieja Płażyńskiego.

Udostępniamy to nagranie:

Znadniemna.pl za Press Club Polska

Muzeum Emigracji w Gdyni w dniu 24 maja 2025 roku gościło czternastą już doroczną Galę wręczenia Nagród im. Macieja Płażyńskiego dla mediów służących Polonii.Wśród tegorocznych laureatów prestiżowego wyróżnienia znaleźli się: redaktor naczelna Polskiego Radia Lwów Maria Pyż, korespondent szwajcarskiego „Neue Zürcher Zeitung” Paul Flückiger i

W dniach 23–25 maja 2025 roku w Wilnie odbył się XI Światowy Zjazd Nauczycieli Polonijnych. Forum zgromadziło pedagogów i liderów edukacji polonijnej z około trzydziestu państw. Uczestnicy spotkali się pod hasłem „Wschód, Zachód – Łączy nas Polska”, by wspólnie celebrować 15-lecie wyjątkowej inicjatywy, jaką są zjazdy nauczycieli, wymienić doświadczenia i czerpać inspiracje do dalszej pracy.

Tematem przewodnim tegorocznej edycji nauczycielskiego forum był projekt „Polacy światu: Nobliści”, który przypomina sylwetki tak wybitnych postaci, jak Maria Skłodowska-Curie, Władysław Reymont, Czesław Miłosz czy Olga Tokarczuk. Organizatorzy chcieli pokazać, że dorobek tych osób może stać się inspirującym narzędziem dydaktycznym, także dla nauczycieli pracujących poza Polską.

„To nie tylko konferencja – to święto wspólnoty, która mówi jednym głosem: głosem troski o polską kulturę, tradycję i tożsamość” – podkreślali organizatorzy. Podczas inauguracji Zjazdu uczestnicy podziwiali występ Zespołu Wilia, najstarszego polskiego zespołu ludowego na Litwie, a wieczorem delegatów zaproszono na nastrojowy koncert plenerowy na zamku w Trokach, po którym wszyscy popłynęli symbolicznym rejsem po jeziorze Galvė.

Kolejne dni forum obfitowały w działania edukacyjne. Zjazd rozpoczęły zajęcia terenowe „Śladami Czesława Miłosza” w Wilnie oraz warsztaty w Gimnazjum im. J.I. Kraszewskiego. Dzień drugi otworzył wyjątkowy spektakl „Wybrańcy gwiazd” w wykonaniu Anny Dymnej i Jacka Romanowskiego, przenoszący widzów w poetycki świat Wisławy Szymborskiej i Zbigniewa Herberta.

Uczestnicy mieli także możliwość wzięcia udziału w warsztatach metodycznych, m.in. prowadzonych przez prof. Łukasza Tischnera, Agnieszkę Kaczmarczyk oraz Aleksandrę Głowacz z Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie, w ramach projektu edukacyjnego „Polacy światu: Nobliści”.

Miejscem następnego – XII Światowego Zjazdu Nauczycieli Polonijnych 2026 – zostanie miasto Gdańsk. Podczas ceremonii symboliczną flagę Zjazdów przejęli: wiceprezydent Gdańska Monika Chabior, senator Bogdan Boruszewicz oraz poseł Piotr Adamowicz.

Organizatorami Zjazdu byli Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”, Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli SWP oraz Fundacja Dobroczynności i Pomocy „Dom Kultury Polskiej w Wilnie”.

Znadniemna.pl/odnswp.pl/Fot.: Facebook.com

W dniach 23–25 maja 2025 roku w Wilnie odbył się XI Światowy Zjazd Nauczycieli Polonijnych. Forum zgromadziło pedagogów i liderów edukacji polonijnej z około trzydziestu państw. Uczestnicy spotkali się pod hasłem „Wschód, Zachód – Łączy nas Polska”, by wspólnie celebrować 15-lecie wyjątkowej inicjatywy, jaką są

25 maja 1948 roku w więzieniu na Mokotowie w Warszawie strzałem w tył głowy wykonano wyrok śmierci na rotmistrzu Witoldzie Pileckim – oficerze Wojska Polskiego, dobrowolnym więźniu i organizatorze ruchu oporu w niemieckim obozie koncentracyjnym KL Auschwitz. Na rocznicę śmierci bohatera przypada Międzynarodowy Dzień Bohaterów Walki z Totalitaryzmem.

Dzisiaj w kilkudziesięciu miejscach w całej Polsce zapłoną znicze pamięci.

Wykaz tych miejsc można znaleźć TUTAJ.

Witold Pilecki (1901-1948) – rotmistrz Wojska Polskiego, wybitny działacz Polskiego Podziemia, zasłynął dobrowolnym pobytem w obozie Auschwitz, skąd następnie uciekł. Używał pseudonimów „Druh”, „Witold” oraz przybranych nazwisk Tomasz Serafiński i Roman Jezierski.

Urodził się 13 maja 1901 roku w Ołońcu na terenie carskiej Rosji. Jego ojciec Julian pracował tam w charakterze rewizora leśnego. Matka, Ludwika Osiecimska, pochodziła z rodziny o silnych tradycjach niepodległościowych, której przodkowie zostali zesłani do Rosji. Warto wspomnieć, iż w 1910 roku Ludwika Pilecka przeprowadziła się do Wilna, gdzie Witold osiadł na stałe. Tam podjął się edukacji. Od 1915 roku uczył się w Szkole Handlowej. Rok wcześniej zaangażował się w działalność tajnego skautingu. Szybko dał się poznać jako działacz ambitny i wyjątkowo aktywny, który już w 1916 roku zorganizował zastęp harcerski w Orle. W 1918 roku Wileńszczyzna znalazła się na szlaku niemieckich żołnierzy. W samym mieście organizowały się silne polskie grupy, w których miejsce znalazł także Witold Pilecki, służąc pod komendą gen. Wejtki. Następnie trafił do oddziału konnego mjr Jerzego Dąbrowskiego. Jeszcze w 1919 roku został zwolniony ze służby jako uczeń. W czerwcu skończył szóstą klasę w Gimnazjum im. Lelewela, po czym przerwał ten etap edukacji. Następnie kontynuował naukę eksternistycznie i w 1921 roku zdał maturę. W międzyczasie po raz kolejny zaangażował się w działalność niepodległościową. Najpierw zorganizował 8. Wileńską Drużynę Harcerzy i wreszcie w lipcu 1920 roku zaciągnął się do Wojska Polskiego. W sierpniu awansował do stopnia starszego ułana w 211. pułku ułanów Dąbrowskiego, pod którym służył już wcześniej. W styczniu następnego roku został urlopowany. Po zakończeniu edukacji zdaniem matury na krótko rozpoczął studia na Wydziale Sztuk Pięknych na Uniwersytecie im. Stefana Batorego w Wilnie. Szybko zrezygnował z artystycznego kierunku i zdecydował się na obranie innej ścieżki kariery, kierując się w stronę wojskowości. Uczył się w Szkole Podoficerskiej, a w 1922 roku objął komendę nad oddziałem Związku Bezpieczeństwa Kraju w Nowych Święcianach. W 1923 roku zrezygnował z harcerstwa. W 1922 roku ponownie postanowił podjąć się studiów, tym razem na Wydziale Rolnym Uniwersytetu Poznańskiego w charakterze wolnego słuchacza (do 1924 roku). Krótko pracował w Związku Kółek Rolniczych Ziemi Wileńskiej, w 1925 roku pełnił funkcję śledczego II Okręgu w Wilnie. Wreszcie w 1926 roku podjął się zarządzania majątkiem, który nabyła rodzina Pileckich w miejscowości Sukurcze. Właściwie na tym kończy się przedwojenna historia Witolda Pileckiego.

Po rozpoczęciu działań wojennych wszedł w skład kawalerii 19. Dywizji Piechoty, a następnie walczył w charakterze dowódcy plutonu w jednym ze szwadronów 41. Dywizji Piechoty. W październiku przedostał się do Warszawy. Tam szybko rozpoczął działalność konspiracyjną, organizując chociażby Tajną Armię Polską dowodzoną przez mjr Jana Włodarkiewicza, byłego dowódcę szwadronu dywizyjnego, w którym służył Pilecki podczas kampanii wrześniowej. Warto podkreślić, iż organizacja ta dość szybko rozrosła się, sięgając kilku tysięcy członków (według różnych danych mogło to być do 8000 ludzi), zdobywając pokaźne zasoby sprzętu. Pod koniec 1941 roku nastąpiło scalenie ze Związkiem Walki Zbrojnej. Orędownikiem takiego rozwiązania był sam Pilecki, który uważał, iż w ten sposób walka z okupantem będzie bardziej wydatna i spójna. Z TAP wiążą się kolejne miesiące podziemnej działalności „Witolda”. Uzyskał on stopień podporucznika rezerwy, wykazał się umiejętnościami organizacyjnymi. Od maja 1940 roku pełnił zresztą funkcję szefa Oddziału I Organizacyjno-Mobilizacyjnego. W sierpniu został mianowany zastępcą szefa Oddziału I Sztabu Głównego. Z tym też okresem łączy się najważniejsza z akcji, w jakie zaangażował się Witold Pilecki.

Doniesienia o rozbudowie kompleksu Auschwitz dochodziły do członków Polskiego Podziemia bez niezbędnej weryfikacji. Proces eksterminacji ludności nie był zresztą prowadzony na tak wielką skalę, jak to miało miejsce w latach późniejszych. Wydawało się jednak, iż wcielany w życie barbarzyński plan hitlerowskich Niemiec powinien zostać dokładnie przebadany przez żołnierzy podziemia. Pilecki, nie zważając na zagrożenie, zaproponował, iż może zgłosić się na ochotnika jako więzień obozu koncentracyjnego, aby zbadać grunt, przekazać odpowiednie informacje na zewnątrz, skąd następnie miałyby zostać przesłane do Polskiego Rządu Emigracyjnego w Londynie. Dodatkowo chciał zorganizować ewentualną siatkę konspiracyjną wewnątrz obozu, co mogłoby w przyszłości przysłużyć się misji uwolnienia więźniów. W związku z tym spotkał się z przełożonymi i przedstawił im śmiały, można powiedzieć, szalony plan, który postanowił wcielić w życie jeszcze w tym samym roku. Po uzyskaniu zgody dowódców zdecydował się dobrowolnie dołączyć do jednego z transportów. 19 września 1940 roku wszedł w skład jednej z grup wywożonych do Auschwitz. Dwa dni później trafił do Oświęcimia, gdzie otrzymał numer 4859. Jest to prawdopodobnie jedyny taki przypadek, gdy żołnierz Polskiego Podziemia świadomie poszedł do obozu koncentracyjnego, aby tam działać w konspiracji. Za drutem kolczastym natychmiast przystąpił do organizowania obozowego podziemia, aktywizując część więźniów. Co ciekawe, wkrótce do Auschwitz zaczęli trafiać pochwyceni członkowie Tajnej Armii Polskiej, którzy niegdyś współpracowali z Pileckim. W Oświęcimiu powstała utworzona przez Pileckiego organizacja Związek Organizacji Wojskowej. Sam żołnierz nie załamał się w obliczu niemieckiego barbarzyństwa, z którym zetknął się w Auschwitz. Mimo iż trzykrotnie zachorował, za każdym razem powracał do zdrowia pod czujnym okiem dr Jana Deringa, który także angażował się w podziemną działalność. Pilecki zorganizował system „piątek”, które miały działać niezależnie od siebie, bez wiedzy o pozostałych konspiratorach. Chroniło to żołnierzy przed ewentualną wsypą. Wreszcie w 1942 roku przekształcono organizację na modłę wojskową, choć daleko było do odpowiedniego podziału na przeniesione wprost z armii sekcje militarne. Mimo wszystko siatka konspiracyjna stale się rozwijała, a w szczytowym okresie podczas pobytu Pileckiego, miała charakter militarny, formując kompanie, bataliony. W listopadzie 1941 roku Pilecki został awansowany do rangi porucznika. Nominacji dokonał ówczesny dowódca Związku Walki Zbrojnej, gen. Stefan Rowecki ps. „Grot”. Potwierdziło to ostatecznie niejasne wówczas wiadomości o dobrowolnym marszu za drut kolczasty. Świeżo mianowany porucznik co i rusz słał kolejne raporty do przełożonych, informując o trudnej sytuacji w Auschwitz. Informacje te przekazywano następnie na zachód, aby uświadamiać Rząd Emigracyjny oraz sojuszników alianckich o rozmiarach tragedii narodów ciemiężonych przez okupanta niemieckiego. Pilecki sporo ryzykował, organizując cyklicznie ucieczki z obozu, podczas których przemycano sporą ilość informacji i raportów porucznika.

Wreszcie nadszedł moment, w którym Pilecki musiał opuścić obóz. Zebrał niezbędne informacje, a siatka konspiracyjna zaczynała funkcjonować coraz lepiej. Co gorsza, groziła mu dekonspiracja, a sprawy zaczęły przybierać niekorzystny obrót. W nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 roku zbiegł z Auschwitz. Towarzyszyli mu dwaj inni więźniowie – Jan Redzej i Edward Ciesielski. Sama ucieczka nie miała w sobie wiele ze spektakularności. Więźniowie przedostali się do Wisły, stamtąd ruszyli aż do Nowego Wiśnicza. W sierpniu 1943 roku Pilecki dostał się do stolicy, tym razem jako Roman Jezierski. Został włączony w bieżącą działalność konspiracyjnąKierownictwa Dywersji „Kedyw”, gdzie rozpoczął służbę w Oddziale II Informacyjnym. Dane o przyjęciu Pileckiego do „Kameleona” budziły swego czasu pewne kontrowersje, jednak w świetle dokumentów, co stwierdza także Tomasz Strzembosz („Oddziały szturmowe konspiracyjnej Warszawy”), nie ulega wątpliwości, iż Pilecki był obecny w życiu Oddziału II Informacyjnego, przyjmując pseudonim „Druh”. Pilecki namawiał również przełożonych do zorganizowania ataku na obóz Auschwitz, jednakże plan ten zarzucono ze względu na zbyt liczne siły SS-mańskie pilnujące obiektu. 23 lutego 1943 roku uciekinier otrzymał promocję do stopnia rotmistrza ze starszeństwem z listopada 1943 roku. Po okresie służby w Kierownictwie Dywersji Pilecki wszedł w skład oddziałów walczących w Powstaniu Warszawskim. Zaciągnął się do Batalionu „Chrobry II”. Najpierw był zastępcą dowódcy, następnie objął dowodzenie 2. kompanii. Zmiany te podyktowane były brakiem rozeznania dowództwa – Pilecki zaciągnął się do walki jako szeregowy, zatajając swój prawdziwy stopień. Dopiero po ujawnieniu tej informacji otrzymał stanowisko dowódcze. Przez większą część okresu trwania Powstania Warszawskiego walczył na Śródmieściu. Po kapitulacji oddziałów powstańczych dostał się do niewoli niemieckiej w dniu 5 października 1944 roku. Został przetransportowany do Oflagu Lamsdorf, następnie przeniesiono go do Murnau, skąd został wyzwolony w maju 1945 roku. W tym czasie był już działaczem organizacji niepodległościowej NIE, którą kierował Emil Fieldorf. W czerwcu 1945 roku porozumiał się z siłami 2. Korpusu Polskiego we Włoszech i wstąpił w skład jednostki dowodzonej przez gen. Władysława Andersa. We wrześniu rozmawiał z dowódcą, który zezwolił mu na powrót do kraju, gdzie organizowano kolejne podziemie, tym razem antykomunistyczne. Pilecki otrzymał wcześniej polecenie zdobycia większej sumy pieniędzy niezbędnych do funkcjonowania tego typu organizacji. Wreszcie w październiku Pilecki przedostał się do Polski, a 8 grudnia 1945 roku po raz kolejny dotarł do Warszawy.

Na miejscu czekała go zupełnie nowa rzeczywistość – stara okupacja została zastąpiona przez inną, radziecką. Żołnierze Armii Krajowej, którzy niegdyś ofiarnie walczyli za ojczyznę, byli represjonowani przez utworzone służby bezpieczeństwa, które szybko wypowiedziały otwartą wojnę podziemiu. Pilecki po raz kolejny zaczął gromadzić informacje, które przekazywał na zachód. Wydawało się, iż jego działalność może być niezwykle niebezpieczna, co między innymi skłoniło gen. Andersa do kategorycznego nakazu wyjazdu z kraju. Pilecki zignorował polecenie. Informacje o tym, że Pilecki zagrożony jest ewentualną wsypą docierały do Włoch. Kurierka 2. Korpusu Polskiego kpt. Jadwiga Mierzejewska ps. „Danuta” zachęcała rotmistrza do opuszczenia kraju, przywożąc mu we wrześniu 1946 roku kolejną z instrukcji zza granicy. W 1947 roku władze komunistyczne ogłosiły amnestię, zachęcając żołnierzy Polskiego Podziemia do ujawniania się. Rotmistrz nie zdecydował się na podobny krok, obawiając się kolejnych represji. Chciał tez kontynuować swoją podziemną pracę konspiratora, gromadząc cenne informacje o życiu w Polsce Ludowej. Warto podkreślić, iż instrukcje przysyłane z zewnątrz nakazywały zaprzestanie części działalności podziemnej w związku ze stałym zagrożeniem dekonspiracją. Dopiero w kwietniu 1947 roku, za pośrednictwem kuriera Stanisława Kuczyńskiego, Pilecki otrzymał polecenie gromadzenia danych dotyczących aresztowań i wywózki polskich więźniów. Wreszcie 8 maja 1947 roku Pilecki został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa. Komunistyczne służby torturowały rotmistrza, a wraz ze znalezieniem jego skrytki do wiadomości komunistów przedostały się ściśle tajne informacje o części konspiratorów. Śledztwo prowadzone w sprawie Pileckiego mocno doświadczyło zahartowanego w boju żołnierza. Obraz jego zmaltretowanego ciała na trwałe zapisał się w pamięci świadków, którzy opisywali, iż torturujący funkcjonariusze dotarli do granic sadyzmu. Pilecki nie załamał się jednak, choć wiedział, iż grozi mu śmierć. Nie zaczął sypać, a śledczym podsuwał mylne tropy. Wreszcie rotmistrz miał stanąć przed sądem wraz z tzw. „Grupą Witolda”. Postawiono mu kilka zarzutów, które w realiach Polski Ludowej i prześladowań byłych AK-owców mogły doprowadzić do wyroku śmierci. W pierwszej kolejności oskarżono go o nielegalny pobyt w kraju i przekroczenie granicy, posługiwanie się fałszywymi dokumentami, szpiegostwo na rzecz Rządu Emigracyjnego i zachodnich mocarstw, przygotowywanie zamachu. Te i inne zarzuty sprawiły, iż 3 marca 1948 roku rozpoczęto proces przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie, którego wynik był z góry przesądzony. Przewodniczącym składu sędziowskiego został ppłk Jan Hryckowian, sędzią trybunału kpt. Józef Badecki, ławnikiem został kpt. Stefan Nowacki. Oskarżeniem zajął się mjr Czesław Łapiński. Jak pisze Tadeusz M. Płużański („Dziennik Polski”, numer 9, sierpień 2006): „Wymienieni sędziowie, choć cieszyli się wyjątkowo złą sławą, byli jedynie pionkami. Godzili się na rolę figurantów, realizujących zbrodniczy plan postawionych wyżej mocodawców, którzy działali w zaciszu gabinetów – nadając ich decyzjom pozory praworządności. Nad właściwym przebiegiem śledztwa i procesu czuwał zastępca naczelnego prokuratora wojskowego do spraw szczególnych (oskarżenie Pileckiego i jego współpracowników miało charakter szczególny) ppłk Henryk Podlaski”. Obok Pileckiego na ławie oskarżonych znaleźli się Tadeusz Płużański, Maria Szelągowska, Makary Sieradzki, Ryszard Jamontt-Krzywicki, Maksymilian Kaucki, Jerzy Nowakowski, Witold Różycki. Jak można się było spodziewać, proces był jedynie mistyfikacją, a wyroki wydano już wcześniej. Linia obrony oskarżonych nie miała większego znaczenia, bowiem całość procesu, co słusznie podkreślił Tadeusz M. Płużański, opierała się na sfingowaniu wyobrażenia o demokracji. 15 marca 1948 ogłoszono pierwszy werdykt, w myśl którego Pilecki, Szelągowska i Płużański zostali skazani na karę śmierci. Obrońcy natychmiast interweniowali. 3 maja 1948 roku zapadł ostateczny wyrok, skutek apelacji złożonej przez obronę. Najwyższy Sąd Wojskowy utrzymał w mocy wyrok skazujący Pileckiego na karę śmierci. W ramach zmian Szelągowska otrzymała wyrok więzienia, podobnie rzecz się miała z Płużańskim, który dostał dożywocie. Wyroki reszty oskarżonych prezentowały się następująco: Makary Sieradzki – dożywotnie więzienie, Witold Różycki – 15 lat więzienia, Maksymilian Kaucki – 12 lat więzienia, Ryszard Jamontt-Krzywicki – 8 lat więzienia i Jerzy Nowakowski – 5 lat więzienia. Obrona odwołała się do Bolesława Bieruta z prośbą o ułaskawienie rotmistrza. Na niewiele się to zdało – Bierut nie skorzystał z prawa łaski, wobec czego wykonano wyrok śmierci. 25 maja 1948 roku rotmistrz Pilecki został zamordowany strzałem w tył głowy w więzieniu na Mokotowie. Ciało nie został wydane w rodzinie, a miejsce pochówku rotmistrza nie jest znane.

W kolejnym okresie Pilecki traktowany był jak zdrajca, który poniósł słuszną karę w myśl sprawiedliwości PRL-owskiej. Dopiero po upadku komunizmu rozpoczęło się rozliczenie z przeszłością. We wrześniu 1990 roku Sąd Najwyższy uniewinnił Pileckiego i współoskarżonych, rehabilitując ich w oczach narodu. W 1995 roku rotmistrz został pośmiertnie odznaczony Orderem Odrodzenia Polski. 30 lipca 2006 roku prezydent Lech Kaczyński nadał mu Order Orła Białego.

 Znadniemna.pl na podstawie Warhist.pl/Dzieje.pl, na zdjęciu: Witold Pilecki przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie, fot.: Archiwum IPN

 

25 maja 1948 roku w więzieniu na Mokotowie w Warszawie strzałem w tył głowy wykonano wyrok śmierci na rotmistrzu Witoldzie Pileckim – oficerze Wojska Polskiego, dobrowolnym więźniu i organizatorze ruchu oporu w niemieckim obozie koncentracyjnym KL Auschwitz. Na rocznicę śmierci bohatera przypada Międzynarodowy Dzień Bohaterów

Andrzej Poczobut, dziennikarz i działacz polskiej mniejszości narodowej na Białorusi, odsiadujący karę 8 lat więzienia za rzekome „sianie nienawiści i rehabilitację faszyzmu”, został wspomniany w amerykańskiej ustawie „Belarus Democracy, Human Rights and Sovereignty Act of 2025”.

Jest to m.in. efekt licznych listów Fundacji Joachima Lelewela do Kongresu Polonii Amerykańskiej (KPA). W sprawę zaangażował się osobiście pan Tomasz Kołodziej, szef KPA w Waszyngtonie, a także Tim Kuzma, wiceprezes KPA ds. amerykańskich oraz Leszek Pawlik z Koalicji Polonii Amerykańskiej i nasz kolega ze Światowego Stowarzyszenia Mediów Polonijnych Waldemar Biniecki, będący redaktorem naczelnym „Kuryera Polskiego” w Milwaukee.

Oto kluczowy fragment ustawy:

Od kwietnia 2024 r. rząd Białorusi, kierowany nielegalnie przez Aleksandra Łukaszenkę, bezprawnie przetrzymuje blisko 1300 osób jako więźniów politycznych, w tym dziesiątki dziennikarzy, pokojowych demonstrantów, liderów biznesu i działaczy na rzecz demokracji, w tym dziennikarzy Radia Wolna Europa/Radia Swoboda Ihara Łosika i Ihara Karneja, Andrzeja Poczobuta, polsko-białoruskiego dziennikarza, a także Arcioma Liabiedźkę, syna Anatola Liabiedźki, żyjącego na wygnaniu lidera opozycji demokratycznej. 

Znadniemna.pl za Fundacja  Joachima Lelewela, źródło ilustracji: Wikipedia.org

Andrzej Poczobut, dziennikarz i działacz polskiej mniejszości narodowej na Białorusi, odsiadujący karę 8 lat więzienia za rzekome „sianie nienawiści i rehabilitację faszyzmu”, został wspomniany w amerykańskiej ustawie „Belarus Democracy, Human Rights and Sovereignty Act of 2025”. Jest to m.in. efekt licznych listów Fundacji Joachima Lelewela do

Rodzina, przyjaciele, przedstawiciele samorządu oraz kadeci z dąbrowskiego liceum pożegnali w czwartek, 22 maja, śp. Stefana Chocieja – jednego z ostatnich obrońców Grodna z września 1939 roku.

Miałem zaszczyt poznać pana Stefana i wysłuchać jego wspomnień w kwietniu 2021 roku. Głęboko zapadły mi one w pamięć. Trudno pogodzić się z myślą, że dzieci musiały stawać w obronie Ojczyzny. Pan Stefan był jednym z takich młodych bohaterów – miał zaledwie 12 lat, gdy z butelką benzyny ruszył przeciw sowieckim czołgom – wspominał Piotr Rećko, starosta sokólski.

Starosta podkreślił także niezwykły dar zmarłego do opowiadania o rodzinnym mieście:

W dzisiejszych czasach rzadko spotyka się ludzi, którzy z takim uczuciem mówią o miejscu swojego dzieciństwa. Pan Stefan miał tę umiejętność. Kiedy opowiadał, że wróciłby do Grodna na kolanach, gdyby nie granice, i że chciałby tam umrzeć – trudno było powstrzymać łzy.

 Losy pana Stefana przez długi czas pozostawały nieznane. O jego udziale w obronie miasta przed sowiecką inwazją świat dowiedział się dopiero po latach – za czasów PRL nie wolno było mówić o takich wydarzeniach.

Nigdy nie chełpił się swoim bohaterstwem. O tym, że zniszczył sowiecki czołg, dowiedziałem się dopiero z jednego z wywiadów opublikowanych w internecie – powiedział jeden z jego znajomych.

Jerzy Białomyzy, członek Zarządu Powiatu Sokólskiego, zaznaczył, że pan Stefan odegrał ważną rolę w kształtowaniu postaw patriotycznych młodzieży z Zespołu Szkół im. gen. Nikodema Sulika w Dąbrowie Białostockiej.

Wywiady i nagrania z jego udziałem stanowią dziś niezwykle cenną lekcję historii – o obronie Grodna i o sowieckiej okupacji tych ziem – mówił Białomyzy.

Msza święta żałobna została odprawiona w kościele pw. Przemienienia Pańskiego w Sokolanach przez proboszcza ks. Wojciecha Tekielaka. Po uroczystości trumna ze szczątkami Stefana Chocieja spoczęła na miejscowym cmentarzu parafialnym.

Podczas ceremonii nad grobem pochylił się sztandar Zespołu Szkół im. gen. Nikodema Sulika. Oddano wojskowe honory, a na zakończenie zabrzmiała „Cisza” – melodia towarzysząca ostatniemu pożegnaniu żołnierzy Wojska Polskiego.

 Znadniemna.pl za Sokolka.tvfot.: powiat sokólski

 

Rodzina, przyjaciele, przedstawiciele samorządu oraz kadeci z dąbrowskiego liceum pożegnali w czwartek, 22 maja, śp. Stefana Chocieja – jednego z ostatnich obrońców Grodna z września 1939 roku. Miałem zaszczyt poznać pana Stefana i wysłuchać jego wspomnień w kwietniu 2021 roku. Głęboko zapadły mi one w pamięć.

Na dzisiaj przypada 272. rocznica śmierci późnobarokowej polskiej dramatopisarki z Kresów, pierwszej tłumaczki na język polski dzieł francuskiego komediopisarza Moliera ( właśc. Jean-Baptiste Poquelina) – Franciszki Urszuli Radziwiłłowej z domu Wiśniowieckiej.

Franciszka Urszula urodziła się w 1705 roku w Czartorysku na Wołyniu w rodzinie wojewody wołyńskiego Janusza Antoniego Wiśniowieckiego i Teofili z Leszczyńskich.

Była jedynaczką i dziedziczką całkiem sporej fortuny. Do jej ręki ustawiali się w kolejce liczni zalotnicy, jednak panna miała charakterek i podsuwanych jej przez ojca kandydatów odrzucała, posuwając się nawet do płaczów i omdleń. Ostatecznie w 1725 roku wyszła za Michała Kazimierza Radziwiłła, który zakochał się w niej bez pamięci i z wzajemnością. Ich przepełnione czułością listy małżeńskie stanowią przykład wyjątkowej, bo bardzo intymnej korespondencji damsko-męskiej. A są tylko skromną próbką możliwości Franciszki Urszuli.

Księżniczka Wiśniowiecka odziedziczyła talent literacki po swoich męskich przodkach. Zarówno jej ojciec, jak i wuj zajmowali się amatorsko pisaniem. Poza tym dziewczyna  odebrała staranne, zapewne domowe wykształcenie, a wytrwała praca własna i lektura niezliczonych książek wyszlifowały jej umiejętności.

Inspirację dla panienki  stanowiła literatura francuska, z dużym zaangażowaniem tłumaczyła więc tamtejszych autorów, w tym Moliera.

Niektóre dzieła dramatopisarki mogą być w istocie przekładami na polski jakichś mało znanych dziś utworów francuskich autorów. Co do wielu z dzieł, które wyszły spod pióra naszej bohaterki, nie ma jednak wątpliwości, że napisała je ona sama.

Jest to twórczość nie tylko oryginalna, ale też bardzo różnorodna: poczynając od pobożnych przestróg dla dorastających córek, poprzez moralizatorskie utwory dotyczące powinności skromnej i poddanej mężowi kobiety, skończywszy na wierszu opisującym „białogłowskie piersi” czy dowcipnych wierszowanych pouczeniach, jak mężczyźni mają dbać o zadowolenie żony w alkowie i poza nią.

Była więc Franciszka autorką o ciętym i odważnym języku. Znawca barokowego pamiętnikarstwa, polonista Alojzy Sajkowski pisał o niej, że „miewała koncepty dość grubiańskie, aż dziw bierze, jak panny z fraucymeru bez żenady wysłuchać tego mogły”.

Sporą część twórczości Radziwiłłowej stanowiły sztuki teatralne i to ta działalność przyniosła jej chyba największy rozgłos. Autorka pisane przez siebie utwory wystawiała bowiem w amatorskim teatrze, który zorganizowała w rodzinnej rezydencji Radziwiłłów w Nieświeżu. Przedstawienia, w których występowali członkowie rodziny, przyjaciele i służba, odgrywano od 1746 roku, średnio dziesięć razy do roku. Stały zespół aktorski stanowili kadeci z akademii rycerskiej w Nieświeżu, głównym reżyserem i aktorem zaś był kapitan radziwiłłowskiej milicji – J. Fryczyński. Na nieświeskim zamku powstał specjalny budynek, tak zwany komedyhaus (pol. dom komedii – red.), a przy ładnej pogodzie grano na scenie w plenerze, obok pałacyku Konsolacja. Oprawa sceniczna była przeważnie barokowa, inspirowana teatrem włoskim, a każda sztuka kończyła się baletem. Oprócz elementu aktorskiego koniecznie należało przygotować muzykę i choreografię. Muzyków rekrutowano wśród poddanych z dóbr Radziwiłłów i profesjonalnie ich szkolono. Każde przedstawienie stanowiło więc spore i wymagające przedsięwzięcie.

Aktywność Franciszki Radziwiłłowej na niwie dramaturgii doczekała się uznania ze strony Domu Habsbursko-Lotaryńskiego. W maju 1744 roku dramatopisarka z Nieświeża mianowana została damą Orderu Krzyża Gwiaździstego (do roku 1918 najwyższy order kobiecy Austrii i Austro-Węgier – red.)

Franciszka Urszula zmarła 23 maja 1753 roku w majątku Pucewicze koło Nowogródka. Rok później wydano drukiem jej sztuki, zarówno oryginalne, jak i te zaadaptowane z Moliera.

Oprac. Walery Kowalewski, na portrecie: Franciszka Urszula Radziwiłłowa z Wiśniowieckich, fot.:Wikipedia.org

Na dzisiaj przypada 272. rocznica śmierci późnobarokowej polskiej dramatopisarki z Kresów, pierwszej tłumaczki na język polski dzieł francuskiego komediopisarza Moliera ( właśc. Jean-Baptiste Poquelina) - Franciszki Urszuli Radziwiłłowej z domu Wiśniowieckiej. Franciszka Urszula urodziła się w 1705 roku w Czartorysku na Wołyniu w rodzinie wojewody wołyńskiego

W kwietniu 2025 roku Państwowy Urząd Statystyczny Białorusi – Belstat – po pięciu latach „milczenia” ujawnił oficjalną statystykę o liczbie urodzin i zgonów. Jak podaje białoruski portal Zerkalo opublikowane zostały wprawdzie tylko dane za rok 2024, a statystyki z czterech poprzednich lat zostały przez Belstat pominięte. Pozwalają one jednak konstatować, iż sytuacja demograficzna na Białorusi jest katastrofalna.

Rekordowo niska dzietność

Według danych  Belstatu w 2024 roku na Białorusi urodziło się 58 938 dzieci, wskaźnik urodzeń wynosi 6,5‰ (‰ to symbol promila – pokazuje liczbę urodzeń na tysiąc osób).

Liczba ta jest niemal identyczna z tą, którą wcześniej opublikowało Zerkalo, bazując na wewnętrznych dokumentach Ministerstwa Zdrowia, uzyskanych przy pomocy działającej na emigracji opozycyjnej organizacji BELPOL.

Jednocześnie Belstat bez tłumaczenia przyczyn „pominął” statystyki za lata 2020, 2021, 2022 i 2023 ( są one jednak znane  dzięki przeciekom z Ministerstwa Zdrowia – red.).

Poniżej za portalem Zerkalo zamieszczamy zaktualizowane wykresy, które pokazują jak zmieniała się liczba urodzonych dzieci na przestrzeni ostatnich kilku lat (dla lat „pominiętych” przez Biełstat podajemy dane z dokumentów Ministerstwa Zdrowia).

Liczba urodzeń (2012–2024)


Liczba urodzeń (1990–2024)

Przypomnijmy, że wskaźnik urodzeń na rok 2024 jest historycznym antyrekordem. Liczba dzieci urodzonych na Białorusi plasuje się na najniższym poziomie w całej historii białoruskich statystyk – od 1950 roku.

Liczba urodzeń (1950–2024)

Śmiertelność

Kolejną liczbą, która nie była publikowana od kilku lat, jest liczba zgonów. Według najnowszych danych Belstatu w 2024 r. na Białorusi zmarło 115 124 osób, a współczynnik śmiertelności wyniósł 12,6 ‰ (w przeliczeniu na promile, oznacza to liczbę zgonów na tysiąc osób-red.).

Urząd statystyczny, podobnie jak w przypadku statystyk urodzin, „pominął” dane dotyczące liczby zgonów z lat 2020–2023.

Opierając się na przeciekach danych, Zerkalo podaje następujące wartości, dotyczące  liczby zgonów na Białorusi w poszczególnych latach: w 2020 r. – 149 339, w 2021 r. – 177 825, w 2022 r. – 130 064, w 2023 r. – 119 823.

Biorąc pod uwagę te dane, sytuacja ze zgonami według lat wygląda następująco:

Liczba zgonów (2012–2024)

Liczba zgonów (1990–2024)

Liczba zgonów (1950–2024)

Belstat publikuje tymczasem wartość naturalnego przyrostu (a właściwie ubytku) ludności Białorusi w 2024 roku. „Przyrost” ten stanowi minus 56 186 osób. Liczba ta stanowi różnicę między wskaźnikami urodzeń i zgonów i nie uwzględnia procesów migracyjnych.

Według Belstatu  w roku 2024 173 dzieci zmarło na Białorusi przed ukończeniem pierwszego roku życia. W ten sposób wskaźnik śmiertelności niemowląt wynosi 2,9‰.

Co się stało z oficjalnymi statystykami?

Przypomnijmy, że informacje o wskaźnikach urodzeń i umieralności przestały być aktualizowane przez Belstat w maju 2020 r. Urząd wydał raport oparty na danych z 2019 r. a następnie regularnie aktualizował informacje o populacji Białorusi, jako całości. Nie podawał jednak liczby urodzeń i zgonów, ani danych dotyczących migracji. W związku z powyższym ciężko było ocenić w jakim stopniu na zmniejszenie liczby ludności wpływają na Białorusi procesy migracyjne, a w jakim – przewaga liczby zgonów nad liczbą urodzin.

Według statystyk ONZ, w czerwcu 2020 r. wskaźnik śmiertelności na Białorusi w pierwszym półroczu pobił pięcioletni rekord – 66,9 tys. zgonów. Po tym, jak białoruskie media zwróciły uwagę na te statystyki, baza danych ONZ również przestała  aktualizować dane, dotyczące kraju rządzonego przez reżim Łukaszenki.

 Znadniemna.pl za Zerkalo.io

 

W kwietniu 2025 roku Państwowy Urząd Statystyczny Białorusi – Belstat - po pięciu latach "milczenia" ujawnił oficjalną statystykę o liczbie urodzin i zgonów. Jak podaje białoruski portal Zerkalo opublikowane zostały wprawdzie tylko dane za rok 2024, a statystyki z czterech poprzednich lat zostały przez Belstat

Zakończyły się prace ekshumacyjne w Puźnikach – miejscu jednej z najokrutniejszych zbrodni UPA. Odnalezione szczątki Polaków zostaną wkrótce godnie pochowane.

W dniach 23 kwietnia – 10 maja 2025 r. na terytorium Ukrainy, w dawnej wsi Puźniki, zostały przeprowadzone prace ekshumacyjne. W toku prac zostały odnalezione i zabezpieczone szczątki ofiar zbrodni dokonanej w lutym 1945 roku przez oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii. Celem prac jest identyfikacja ofiar oraz organizacja ich godnego pochówku zgodnie z wolą rodzin.

W pracach koordynowanych przez Fundację „Wolność i Demokracja” wzięli udział eksperci z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie, Instytutu Pamięci Narodowej oraz firmy „Wołyńskie starożytności”. Prace w całości sfinansowano z budżetu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Na miejscu pracował 32 osobowy zespół specjalistów, którego pracami kierował Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie. Zespół przeprowadził prace na obszarze o powierzchni 115 m². Powierzchnia całkowita mogiły wyniosła 8,2 m². Wydobyto szczątki 42 osób. Na podstawie przeprowadzonej analizy ustalono, że wśród ekshumowanych ofiar jest co najmniej 11 osób małoletnich (poniżej 18. roku życia), 16 kobiet i 10 mężczyzn. Znaleziono także 172 przedmioty osobiste.

Obecnie prowadzone są badania genetyczne materiałów pobranych ze szczątków. Po ich zakończeniu możliwe będzie podanie dokładnej liczby ofiar. Proces identyfikacji prowadzony jest na podstawie próbek DNA uzyskanych od 50 krewnych ofiar. Analizy potrwają do końca 2025 roku.

Zakończone w Puźnikach prace są ważnym etapem na drodze do realizacji kolejnych działań poszukiwawczych i ekshumacyjnych na terenie Ukrainy.

W toku pozyskiwania zgód na prace poszukiwawcze lub ekshumacyjne jest 26 wniosków złożonych przez Instytut Pamięci Narodowej oraz 3 wnioski z Ukrainy.

W sierpniu br., w porozumieniu z bliskimi, ma się odbyć uroczysty pogrzeb odnalezionych w Puźnikach ofiar zbrodni UPA.

 Znadniemna.pl na podstawie Gov.pl, na zdjęciu: miejsce prowadzenia prac ekshumacyjnych, fot.: Facebook.com/pumszczecin

 

Zakończyły się prace ekshumacyjne w Puźnikach – miejscu jednej z najokrutniejszych zbrodni UPA. Odnalezione szczątki Polaków zostaną wkrótce godnie pochowane. W dniach 23 kwietnia - 10 maja 2025 r. na terytorium Ukrainy, w dawnej wsi Puźniki, zostały przeprowadzone prace ekshumacyjne. W toku prac zostały odnalezione i

Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski poinformował wczoraj, że pomnik zamordowanych polskich jeńców w Miednoje został zdewastowany. Chodzi o ofiary zbrodni katyńskiej pochowane na terenie Polskiego Cmentarza Wojennego w Miednoje w Rosji. Z pomnika usunięto polskie krzyże Virtuti Militari i Wojny Obronnej 1939 roku.

„Niestety doszło do dewastacji naszego pomnika zamordowanych polskich więźniów wojennych w Miednoje, z pomnika nagrobnego usunięto krzyż Virtuti Militari i krzyż wojny obronnej 1939 r. Nie zrobili tego wandale, zrobiły to władze kompleksu cmentarnego na polecenie lokalnej twerskiej prokuratury, a więc na polecenie państwa rosyjskiego. Będziemy tych krzyży bronić, bo nie zgadzamy się na rosyjskie kłamstwa historyczne” – powiedział min. Sikorski na briefingu prasowym w Brukseli, gdzie uczestniczył w spotkaniu ministerialnym UE-Afryka.

Dodał, że na cmentarzu w Miednoje pochowanych jest 6300 polskich oficerów, oficerów rezerwy i członków innych służb państwowych II Rzeczpospolitej.

„Przypomnę też, że w Polsce na cmentarzach tolerujemy symbole państwa sowieckiego, tolerujemy czerwone gwiazdy, a tu zdjęto symbole państwa polskiego na polskim cmentarzu wojskowym. To jest nie do przyjęcia. Rosja w swojej argumentacji przyjmuje linię narracyjną nazistowskich Niemiec, jakoby to Polska sprowokowała II wojnę światową. Przypominam, to nie składnica na Westerplatte zaatakowała pancernik Schleswig-Holstein, tylko to on zaczął strzelać na polskie terytorium” – powiedział Sikorski.

Brak szacunku dla zmarłych i zakłamywanie prawdy historycznej

„To nie polskie lotnictwo zbombardowało Berlin, tylko Luftwaffe zbombardowała Wieluń. I to nie polskie wojska wkroczyły do Związku Radzieckiego, tylko wojska sowieckie w porozumieniu z wojskami hitlerowskimi wkroczyły do Polski, zresztą odbywając w Brześciu paradę zwycięstwa. Polska nie sprowokowała hitlerowskich Niemiec, tak samo jak hitlerowskich Niemiec nie sprowokowała Francja, nie sprowokowała Belgia, nie sprowokowała Holandia, Dania, Norwegia, Grecja, Jugosławia, Albania. Jest to niedopuszczalne ingerowanie w prawdę historyczną, w szacunek dla zmarłych” – kontynuował polski minister.

Dodał, że ma przekaz dla tych, którzy w Rosji widzą obecnie ostoję konserwatyzmu. „Czy to jest przykład szacunku dla zmarłych? Czy to jest przykład konserwatywnych wartości? I mam jeszcze zapytanie. Dlaczego o tych sprawach dowiaduję się tylko z MSZ i z Urzędu Kombatantów, a dlaczego nic w tej sprawie do tej pory wedle moich informacji nie zrobił Instytut Pamięci Narodowej? Domagam się od Instytutu Pamięci Narodowej energicznych działań w tej sprawie” – podsumował.

Toksyczna polityka historyczna Rosji

Sikorski został zapytany o kolejne kroki w sprawie dewastacji.

„Oczywiście wystosujemy odpowiednią notę, ale nie wiemy, dlaczego Rosjanie akurat teraz to zrobili, czy to jest próba ingerencji w nasze wybory, czy jest to kompletnie nieuzasadniona reakcja na zamknięcie konsulatu w Krakowie, który – przypomnę – zamykamy dlatego, że Rosjanie dokonali podpalenia, zlecili podpalenie sklepów na Marywilskiej (w Warszawie – PAP), czy też (to jest – PAP) po prostu kolejny akt tej toksycznej polityki historycznej, która zaprzecza oczywistym faktom i która próbuje odbudować stalinowską narrację historyczną” – odpowiedział.

Rzecznik MSZ Paweł Wroński, który wystąpił obok Sikorskiego na konferencji prasowej w Brukseli, pokazał zdjęcia zdewastowanego pomnika.

Dopytywany przez PAP po konferencji, kiedy przedstawiciel Rosji zostanie wezwany do MSZ, Wroński odparł, że „w odpowiednim czasie”. Nie chciał też podać szczegółów dotyczących treści noty, która zostanie przekazana stronie rosyjskiej.

Ambasador RP w Rosji Krzysztof Krajewski powiedział PAP, że z Polskiego Cmentarza Wojennego w Miednoje usunięto elementy upamiętniające: Krzyż Virtuti Militari i Krzyż Kampanii Wrześniowej.

Polskie MSZ oświadczyło, że domaga się od Rosji natychmiastowego przywrócenia pierwotnego stanu Cmentarza Wojennego w Miednoje.

Polski Cmentarz Wojenny w Miednoje

Polski Cmentarz Wojenny w Miednoje istnieje od 2000 roku. Tworzy go 25 zbiorowych mogił, w których spoczywają szczątki 6,3 tys. polskich jeńców obozu specjalnego NKWD w Ostaszkowie, w tym 5 tys. policjantów, funkcjonariuszy Straży Granicznej, żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza, Żandarmerii Wojskowej, Oddziału II Sztabu Głównego WP i pracowników wymiaru sprawiedliwości. Miednoje to druga, obok Polskiego Cmentarza Wojennego w Katyniu, nekropolia na terenie Rosji kryjąca szczątki ofiar zbrodni katyńskiej.

Podjęta 5 marca 1940 roku decyzja Biura Politycznego KC WKP(b) (zatwierdzona własnoręcznym podpisem przez Józefa Stalina) o rozstrzelaniu polskich jeńców, przetrzymywanych w trzech obozach: w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie, uruchomiła proces ich zagłady. Trwał on przez marzec i kwiecień 1940 roku. W wyniku likwidacji tych trzech obozów rozstrzelano 14 587 polskich jeńców. Jak wynika z zeznań złożonych w 1991 roku przez Dmitrija Tokariewa, byłego szefa NKWD obwodu kalinińskiego, jeńcy obozu w Ostaszkowie zostali rozstrzelani w wewnętrznym więzieniu Zarządu NKWD w Kalininie (obecnym Twerze). Ciała zabitych przewożono do pobliskiego Miednoje, gdzie zakopywano je w wydrążonych koparkami rowach.

Polski Cmentarz Wojenny w Miednoje jest częścią Zespołu Memorialnego, na którego terenie znajduje się także część rosyjska. W tej rosyjskiej części spoczywa około 5 tys. ofiar represji – obywateli ZSRR zamordowanych przez NKWD w latach 30. XX wieku.

 

Znadniemna.pl/Łukasz Osiński/PAP/ Na zdjęciu minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski (po prawej) i rzecznik prasowy MSZ Paweł Wroński (po lewej) podczas konferencji prasowej w Brukseli, na której minister poinformował o dewastacji w Miednoje pomnika zamordowanych polskich jeńców. Fot. PAP/Wiktor Dąbkowski

Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski poinformował wczoraj, że pomnik zamordowanych polskich jeńców w Miednoje został zdewastowany. Chodzi o ofiary zbrodni katyńskiej pochowane na terenie Polskiego Cmentarza Wojennego w Miednoje w Rosji. Z pomnika usunięto polskie krzyże Virtuti Militari i Wojny Obronnej 1939 roku. „Niestety doszło do

Przejdź do treści