HomeStandard Blog Whole Post (Page 6)

Urodził się na kresowym pograniczu dawnej Rzeczypospolitej – w Brzostowicy Wielkiej, gdzie łacina spotykała się z cerkiewnym śpiewem, a polska tradycja współistniała z rosyjskim imperium. To właśnie z tej ziemi wyszedł Józef Szczepan Kowalewski: filomata z Wilna, zesłaniec caratu i uczony, który jako pierwszy w Europie opisał język i duchowość Mongolii. Jego biografia prowadzi od lokalnej prowincji po centra światowej nauki – i mówi wiele nie tylko o nim samym, lecz także o losie polskich elit XIX wieku.

Dziecko kresowego świata

Ratusz brzostowicki na ilustracji z 1899 roku. Fot.: histmag.org

Józef Szczepan Kowalewski urodził się 28 grudnia 1800 roku (9 stycznia 1801 według kalendarza gregoriańskiego) w Brzostowicy Wielkiej, w rodzinie unickiego duchownego. Była to przestrzeń pogranicza – kulturowego, religijnego i językowego – gdzie tradycja Rzeczypospolitej trwała jeszcze w pamięci, lecz realna władza należała już do Imperium Rosyjskiego.

Wychowany w rodzinie duchownej, Kowalewski od wczesnych lat obcował z księgą i słowem. Język łaciński, literatura antyczna i teologia były naturalnym elementem jego formacji. Edukację rozpoczął w renomowanym gimnazjum w Świsłoczy – szkole, która wydała całe pokolenie przyszłych inteligentów kresowych.

Wilno – kuźnia charakterów i idei

Wielki Dziedziniec Uniwersytetu Wileńskiego w 1850 roku. Litografia z „Albumu Wileńskiego” J. Wilczyńskiego

W 1817 roku młody Kowalewski rozpoczął studia filologii klasycznej na Uniwersytecie Wileńskim. Wilno było wówczas jednym z najważniejszych ośrodków życia intelektualnego na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej. To tu krystalizowały się idee romantyczne, tu rodziła się nowoczesna polska inteligencja.

Kowalewski związał się z Towarzystwem Filomatów – tajnym stowarzyszeniem studenckim, którego członkami byli m.in. Adam Mickiewicz, Tomasz Zan i Jan Czeczot. Nie należał do liderów ruchu, ale wyróżniał się niezwykłą pracowitością i erudycją. Koledzy wspominali go jako cichego uczonego, niemal całkowicie pochłoniętego studiami nad greką i łaciną.

Już wtedy publikował pierwsze prace naukowe i przekłady autorów antycznych, zapowiadając karierę filologa klasycznego najwyższej próby.

Z Wilna na zesłanie

Panorama Urgi, namalowana w tradycyjnym stylu. Mnich-malarz Żugder, 1913 r.

Represje carskie po wykryciu działalności filomatów w 1823 roku brutalnie przerwały tę drogę. Kowalewski został aresztowany i osadzony w klasztorze bazylianów. Choć uniknął najcięższego wyroku, został skierowany do Kazania – formalnie na studia, faktycznie na zesłanie.

To, co miało być karą, stało się punktem zwrotnym. W Kazaniu zetknął się z orientalistyką i językami Wschodu. Filolog klasyczny z kresowej prowincji wchodził stopniowo w świat Azji.

W latach 1828–1833 Kowalewski odbył wieloletnią podróż naukową po Syberii, Buriacji, Mongolii i Chinach. Studiował język mongolski u lamów, kopiował rękopisy buddyjskie, poznawał religię, filozofię i strukturę społeczną ludów stepowych. Przebywał w Urgii (dzisiejszy Ułan Bator) oraz w Pekinie jako sekretarz rosyjskiej misji dyplomatycznej.

Jego pochodzenie z pogranicza – świata wielojęzycznego i wielokulturowego – okazało się atutem. Łatwiej niż wielu rosyjskich uczonych nawiązywał kontakt z miejscową ludnością, szybciej przyswajał język i mentalność badanych społeczności.

Ojciec europejskiej mongolistyki

Budynek Uniwersytetu Kazańskiego. Litografia V. S. Turina, 1832 r.

Po powrocie do Kazania Kowalewski objął pierwszą w Europie katedrę mongolistyki. Jego dorobek naukowy stał się fundamentem nowej dyscypliny. Najważniejsze dzieło – „Słownik mongolsko-rosyjsko-francuski” – do dziś pozostaje jednym z podstawowych źródeł dla badaczy.

Portret profesora Józefa Kowalewskiego, pędzla nieznanego artysty, 1839–1842. Olej na płótnie. 36 × 30,5 cm, Państwowe Muzeum Rosyjskie

Równie istotne były prace poświęcone gramatyce języka mongolskiego, tekstom źródłowym oraz buddyjskiej kosmologii. Kowalewski należał do pierwszych Europejczyków, którzy potraktowali buddyzm nie jako egzotyczną ciekawostkę, lecz jako spójny system filozoficzny.

Kariera akademicka przyniosła mu wysokie stanowiska i odznaczenia. Został rektorem Uniwersytetu Kazańskiego i laureatem prestiżowej Nagrody Demidowa. Jednocześnie coraz mocniej wiązał się z aparatem państwowym Imperium Rosyjskiego.

Po powrocie do Warszawy w latach 60. XIX wieku przyjął postawę lojalną wobec władz carskich, co wzbudziło kontrowersje wśród polskiej inteligencji. Utrata archiwum i zbiorów naukowych w 1863 roku była dla niego osobistą tragedią i symbolicznym końcem etapu badań nad Azją.

Uczony z Brzostowicy

Portret Józefa Kowalewskiego, namalowany po jego powrocie do Polski. Autor: Polikarp Jutejka, znajduje się w Litewskim Muzeum Sztuki

Stan rodzinny Józefa Szczepana Kowalewskiego jest słabo udokumentowany w zachowanych źródłach, a znaczna część jego prywatnej korespondencji i dzienników uległa zniszczeniu w czasie powstania styczniowego w 1863 roku. Około 1839 roku Kowalewski ożenił się w Kazaniu; jego żona była Rosjanką, wyznania prawosławnego. Znane jest jedynie jej imię – Anna Sokołowa.

Małżonkowie mieli czworo dzieci: trzech synów i córkę, przy czym jeden z synów, Michał, zmarł w niemowlęctwie. Dzieci Kowalewskiego uważały się za Rosjan i były wychowane w obrządku prawosławnym. Największą sławę zdobyli dwaj najstarsi synowie: Mikołaj (1840–1891), profesor fizjologii, który w 1880 roku objął funkcję rektora Uniwersytetu Kazańskiego, oraz Paweł (1843–1903), malarz batalista i akademik malarstwa.

W źródłach pojawia się również wzmianka o córce Marii. W 1869 roku spotkał się z nią w Rydze W. Grigorjew, gdy przebywała tam wraz z matką na kuracji; fakt ten odnotował w liście skierowanym do Kowalewskiego. W 1883 roku wdowa po uczonym przekazała zachowane po nim materiały i dokumenty do biblioteki Uniwersytetu Wileńskiego.

Józef Szczepan Kowalewski zmarł w 1878 roku w Warszawie. Materiały Kowalewskiego zachowały się na Uniwersytecie Wileńskim, w Instytucie Rękopisów Orientalnych w St. Petersburgu i Państwowym Archiwum Republiki Tatarstanu w Kazaniu. Jego życie – od Brzostowicy Wielkiej po stepy Mongolii – pokazuje los uczonego z kresów: człowieka pogranicza, zdolnego do przekraczania granic języka, kultury i cywilizacji, lecz zmuszonego do trudnych wyborów politycznych.

Pozostaje jednym z najwybitniejszych polskich orientalistów XIX wieku i postacią, bez której europejska wiedza o Mongolii wyglądałaby zupełnie inaczej. Jeśli chcesz, mogę też zaproponować kilka alternatywnych tytułów – bardziej literackich albo bardziej publicystycznych.

Opr. Walery Kowalewski

Znadniemna.pl

Urodził się na kresowym pograniczu dawnej Rzeczypospolitej – w Brzostowicy Wielkiej, gdzie łacina spotykała się z cerkiewnym śpiewem, a polska tradycja współistniała z rosyjskim imperium. To właśnie z tej ziemi wyszedł Józef Szczepan Kowalewski: filomata z Wilna, zesłaniec caratu i uczony, który jako pierwszy w

Urodzony na Kresach, ukształtowany przez wojnę i powojenną odbudowę kraju – Jerzy Kuczyński należał do pokolenia, które z ruin budowało nową rzeczywistość. Inżynier, organizator wielkich inwestycji, wojewoda szczeciński, a zarazem świadek dramatycznych wyborów XX wieku, swoją drogą życiową połączył wschodnie korzenie z historią Szczecina i Pomorza Zachodniego.

Berezyna. Fot.: planetabelarus.by

Urodził się 8 stycznia 1926 roku w Berezynie nad rzeką Berezyną (obecnie miasto na Białorusi w obwodzie mińskim, stolica rejonu berezyńskiego) na Kresach. Jerzy Kuczyński był jednym z tych ludzi, których życiorys w szczególny sposób splata losy Kresów Wschodnich z powojenną historią Polski, a zwłaszcza Szczecina – miasta, z którym związał niemal całe dorosłe życie.

Berezyna – miasto na Białorusi w obwodzie mińskim, stolica rejonu berezyńskiego nad rzeką Berezyną. Fot.: planetabelarus.by

Kresowe korzenie i wojenne doświadczenia

Pochodził z rodziny o silnych tradycjach patriotycznych – jego matka Jadwiga była członkiem Polskiej Organizacji Wojskowej. W 1932 roku rodzina Kuczyńskich przeniosła się do Wilna, gdzie Jerzy spędził lata dzieciństwa i młodości. II wojna światowa brutalnie przerwała spokojne życie. W czasie okupacji pracował fizycznie – w pralni oraz jako drwal.

W sierpniu 1944 roku wstąpił do oddziału Armii Krajowej, który miał ruszyć na pomoc Powstaniu Warszawskiemu. Choć jego udział w konspiracji trwał krótko, doświadczenia te odcisnęły trwałe piętno na jego losach. Przed aresztowaniem przez NKWD uratował się, symulując zachorowanie na tyfus i „przechowując się” w szpitalu zakaźnym. Ostatecznie uniknął zesłania, wstępując do Wojska Polskiego (armii Berlinga). Służył m.in. w 19. Zapasowym Pułku Artylerii Ciężkiej oraz w Pierwszym Pułku Artylerii Lekkiej. Z wojska został zdemobilizowany w 1947 roku.

Szczecin – miasto wyboru

Po wojnie los skierował go na Ziemie Zachodnie. W 1947 roku Jerzy Kuczyński osiadł w Szczecinie, mieście, które wówczas dopiero budowało swoją nową tożsamość. Początkowo pracował jako mierniczy w Urzędzie Ziemskim, jednocześnie nadrabiając edukacyjne zaległości – ukończył wieczorową szkołę średnią, a następnie w 1952 roku Szkołę Inżynierską.

Jako inżynier budownictwa morskiego przez 17 lat pracował przy kluczowych inwestycjach prowadzonych przez Zjednoczenie Budownictwa Morskiego. Brał udział m.in. w powojennej odbudowie portu w Szczecinie, mającej fundamentalne znaczenie dla rozwoju miasta i regionu.

Budowniczy w kraju i za granicą

Kompetencje i doświadczenie zaprowadziły go także poza granice Polski. Kierował dużymi projektami budowlanymi m.in. na Cyprze, gdzie przez trzy lata prowadził budowę portu morskiego, a także w Korei, Gwinei i Iraku. Był inżynierem, który potrafił działać w różnych realiach politycznych i gospodarczych, łącząc wiedzę techniczną z umiejętnościami organizacyjnymi.

Szczególne miejsce w jego zawodowym życiorysie zajmują Zakłady Chemiczne w Policach. W latach 1966–1969 pełnił tam funkcję naczelnego inżyniera, a następnie dyrektora zespołu generalnego wykonawcy budowy – jednej z największych inwestycji przemysłowych Pomorza Zachodniego.

Wojewoda szczeciński

W 1960 roku wstąpił do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, a w 1973 roku został mianowany przewodniczącym Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Szczecinie. Od 17 grudnia 1973 roku pełnił funkcję wojewody szczecińskiego, którą sprawował do 24 kwietnia 1980 roku.

W czasie jego kadencji zrealizowano lub rozpoczęto wiele kluczowych inwestycji: zintensyfikowano budowę Zakładów Chemicznych w Policach, zakończono budowę ujęcia wody pitnej z jeziora Miedwie i rurociągu do Szczecina, rozpoczęto budowę Trasy Zamkowej, powstało kilka dużych osiedli mieszkaniowych.

Jego odwołanie ze stanowiska było wynikiem narastających konfliktów z aparatem partyjnym Komitetu Wojewódzkiego PZPR.

Dyplomacja i ostatnie lata aktywności

1 sierpnia 1980 roku Jerzy Kuczyński został mianowany konsulem PRL w Bratysławie. Po dwóch latach odwołano go z tej funkcji – nieoficjalnie jako „karę” za emigrację syna do Kanady. W latach 1983–1988 pełnił funkcję pełnomocnika ministra ds. budowy Zakładów Chemicznych Police.

Jeszcze po przejściu na emeryturę w 1990 roku pozostawał aktywny zawodowo – brał udział m.in. w budowie basenu Wyższej Szkoły Morskiej w Szczecinie oraz jako konsultant przy remoncie i rozbudowie Książnicy Pomorskiej.

Człowiek pogranicza historii

Jerzy Kuczyński zmarł 12 marca 2013 roku w Szczecinie. Spoczął na Cmentarzu Centralnym. Jego biografia jest świadectwem losów pokolenia urodzonego na Kresach, doświadczonego wojną, przesiedleniami i trudnymi wyborami powojennej Polski. Inżynier, urzędnik państwowy, wojewoda – a zarazem człowiek, którego życie od Berezyny po Szczecin wpisuje się w szeroką historię XX wieku.

Opr. Waleria Brażuk

Znadniemna.pl

Urodzony na Kresach, ukształtowany przez wojnę i powojenną odbudowę kraju – Jerzy Kuczyński należał do pokolenia, które z ruin budowało nową rzeczywistość. Inżynier, organizator wielkich inwestycji, wojewoda szczeciński, a zarazem świadek dramatycznych wyborów XX wieku, swoją drogą życiową połączył wschodnie korzenie z historią Szczecina i

Setki tysięcy stron historii Grodna i okolic przetrwały w miejscu, którego nikt by nie podejrzewał — w wykutym w skale archiwum w amerykańskim stanie Utah. Jak podaje Hrodna.life, dziś te bezcenne księgi metrykalne można przeglądać bezpłatnie w Internecie, korzystając z jednej z największych genealogicznych baz danych na świecie.

Portal Hrodna.life informuje, że ogromna część grodzieńskich ksiąg metrykalnych — obejmujących parafie z Grodna, Pińska, Mińska i wielu innych miejscowości dawnej guberni grodzieńskiej — została zdigitalizowana już w latach 90. XX wieku. Kopie tych dokumentów trafiły do jednego z najlepiej strzeżonych archiwów na świecie: Granite Mountain Records Vault w stanie Utah, wykutego głęboko w górskiej skale i zabezpieczonego jak obiekt strategiczny.

Jak podkreśla Hrodna.life, digitalizacja była częścią szerokiego projektu genealogicznego prowadzonego przez Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. To właśnie ta wspólnota stworzyła platformę, która dziś umożliwia każdemu bezpłatny dostęp do milionów akt metrykalnych — w tym dokumentów z terenów dawnej guberni grodzieńskiej.

Zgodnie z informacjami przytoczonymi przez portal Kresy24.pl za Hrodna.life, aby korzystać ze zdigitalizowanych ksiąg, wystarczy założyć darmowe konto na portalu FamilySearch.org. Po zalogowaniu użytkownik może przeglądać skany ksiąg, wyszukiwać nazwiska, filtrować wyniki według parafii, dat i rodzaju dokumentu. Wiele materiałów jest dostępnych od razu, a część — ze względu na ograniczenia archiwalne — można przeglądać wyłącznie w tzw. centrach historii rodzinnej, które działają w wielu krajach.

Dla osób poszukujących rodzinnych korzeni to ogromne ułatwienie. Dostęp do archiwów na Białorusi bywa utrudniony, a profesjonalne badania genealogiczne są kosztowne. Tymczasem cyfrowe kopie ksiąg metrykalnych, przechowywane w amerykańskim skarbcu, można przeglądać z dowolnego miejsca na świecie — często w znacznie lepszej jakości niż w oryginale.

Znadniemna.pl na podstawie Hrodna.life 

Setki tysięcy stron historii Grodna i okolic przetrwały w miejscu, którego nikt by nie podejrzewał — w wykutym w skale archiwum w amerykańskim stanie Utah. Jak podaje Hrodna.life, dziś te bezcenne księgi metrykalne można przeglądać bezpłatnie w Internecie, korzystając z jednej z największych genealogicznych baz

Wojewoda Podlaski informuje, że w dniach 12–14 stycznia 2026 roku odbędzie się przyjmowanie zgłoszeń na Kartę Polaka. Jest to szansa dla obywateli Białorusi, Ukrainy i Federacji Rosyjskiej oraz osób posiadających w tych krajach status bezpaństwowca na rozpoczęcie procedury przyznania tego dokumentu.

Szczegóły rejestracji

Rejestracja rozpocznie się 12 stycznia o godzinie 8:00 i potrwa do 14 stycznia do godziny 22:00. Zgłoszenia będą przyjmowane wyłącznie drogą elektroniczną pod adresem e-mail: [email protected].

Forma zgłoszenia jest ściśle określona i nieprzestrzeganie instrukcji spowoduje odrzucenie wiadomości. W e-mailu należy podać wyłącznie:

  • Temat wiadomości: Zapisy KP (imię i nazwisko 4 ostatnie cyfry numeru paszportu), np. „Zapisy KP (Jan Nowak 0000)”.
  • Treść wiadomości: imię i nazwisko, data urodzenia, 4 ostatnie cyfry numeru paszportu oraz numer telefonu.

Możliwe jest zgłoszenie kilku osób z najbliższej rodziny w jednej wiadomości (mąż, żona, dzieci). W przypadku małoletnich, wniosek o Kartę Polaka dziecka można dołączyć do wniosku rodzica – postępowanie rozpoczyna się z dniem przyznania Karty rodzicowi.

Wymagane dokumenty

Do wniosku o Kartę Polaka należy dołączyć:

  • wypełniony w języku polskim wniosek,
  • aktualną fotografię 35×45 mm,
  • oryginał ważnego dokumentu tożsamości oraz jego kopię,
  • dokumenty potwierdzające polskie pochodzenie przodków,
  • w przypadku działalności w organizacjach polskich – zaświadczenie o aktywności w ciągu ostatnich 3 lat.

Dla małoletnich wymagane są dodatkowo: akt urodzenia, dokumenty tożsamości rodziców, Karta Polaka rodzica oraz – jeśli jeden z rodziców nie uczestniczy w wizycie – oświadczenie wyrażające zgodę na przyznanie Karty dziecku oraz uwierzytelniona kopia paszportu nieobecnego rodzica.

Wszystkie dokumenty w języku obcym muszą być przetłumaczone przez tłumacza przysięgłego na język polski.

Terminy wizyt i kontakt

Terminy wizyt zostaną wyznaczone od marca 2026 roku. Informacja o terminie wizyty zostanie przesłana e-mailem najpóźniej 30 dni przed wizytą. Nie ma możliwości zmiany danych zgłoszenia ani wyznaczonego terminu wizyty.

Wszelkie pytania dotyczące procedury można kierować pod numery telefonów:
+48 857 439 407, +48 857 439 312, +48 857 439 273.

Więcej informacji

Szczegółowe informacje o Karcie Polaka, świadczeniach dla jej posiadaczy oraz wzory wniosków dostępne są na stronie: www.gov.pl/web/uw-podlaski/informacja-dot-karty-polaka-oraz-wzor-wniosku.

Znadniemna.pl/gov.pl

Wojewoda Podlaski informuje, że w dniach 12–14 stycznia 2026 roku odbędzie się przyjmowanie zgłoszeń na Kartę Polaka. Jest to szansa dla obywateli Białorusi, Ukrainy i Federacji Rosyjskiej oraz osób posiadających w tych krajach status bezpaństwowca na rozpoczęcie procedury przyznania tego dokumentu. Szczegóły rejestracji Rejestracja rozpocznie się 12

Dokładnie 231 lat temu Stanisław August Poniatowski został zmuszony do opuszczenia Warszawy. W asyście rosyjskich wojsk wyruszył do Grodna, gdzie pod presją polityczną podpisał akt abdykacji. To wydarzenie zamknęło dzieje Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Wyjazd z Warszawy: początek końca

Stanisław August Poniatowski opuścił Warszawę na rozkaz Katarzyny II w dniu 5 stycznia 1795 roku. Jak podaje Muzeum Historii Polski, „opuścił na zawsze swoją ukochaną Warszawę i w asyście dragonów rosyjskich wyjechał do Grodna”. Dwa dni później był już w drodze, pozbawiony realnej władzy i politycznego znaczenia.

Wyjazd ten nie był decyzją dobrowolną. Po klęsce insurekcji kościuszkowskiej i przygotowaniach do III rozbioru Rzeczypospolitej Rosja dążyła do całkowitego unieszkodliwienia monarchy. Historycy podkreślają, że „król mógł przydać się już tylko do przypieczętowania losu podzielonego kraju abdykacją”.

W tym sensie podróż do Grodna była elementem szerszego planu politycznego. Król miał zostać odizolowany, pozbawiony wpływu na wydarzenia i przygotowany do podpisania aktu, który ostatecznie zakończy istnienie państwa polsko‑litewskiego.

Grodno: areszt domowy nazywany „opieką”

Po przybyciu do Grodna 12 stycznia 1795 roku król został umieszczony w Nowym Zamku, gdzie — jak podają źródła — pozostawał pod stałą strażą. Choć oficjalnie mówiono o „opiekuńczej trosce” Katarzyny II, faktycznie była to forma aresztu domowego. Król miał ograniczoną swobodę przemieszczania się nawet po mieście, kontrolowano jego korespondencję i ruchy, a każdy kontakt z zewnętrznym światem odbywał się pod nadzorem.

Współcześni królowi nie szczędzili mu krytyki, co dobrze oddaje atmosfera epoki. Jeden z obserwatorów wydarzeń sprzed ponad 230 lat, złośliwie drwił z króla, celowo zniekształcając dane o jego pochodzeniu: „Babka jego była siostrą Karola XII, matka córką Piotra Wielkiego, a jednak był to urodzony tchórz, pasibrzuch, i tak pocieszna figura, że widząc go, niepodobna było nie powiedzieć sobie w duszy: ‘toż to istny arlechino finto principe’” (włoskie wyrażenie „arlechino finto principe” po polsku oznacza: „arlekin przebrany za księcia” – red.). Choć opinia ta jest stronnicza, pokazuje, jak nisko oceniano monarchę w schyłkowym okresie jego panowania.

Mimo ograniczeń król starał się zachować pozory normalności. Utrzymywał niewielką świtę, prowadził korespondencję i próbował wpływać na swój los, choć jego działania miały już niewielkie znaczenie. Grodno stało się miejscem oczekiwania — na decyzję, która miała przesądzić o jego przyszłości i ostatecznie o losie państwa.

Abdykacja i ostatnie lata na obczyźnie

25 listopada 1795 roku, w dniu imienin Katarzyny II i w 31. rocznicę własnej koronacji, Stanisław August podpisał akt abdykacji. Dokument przygotował książę Nikołaj Repnin, a król — pod presją polityczną — zaakceptował jego treść. W akcie pisał: „opuścić należy tron w okolicznościach, w których rozumieliśmy, że oddalenie Nasze przyłoży się do powiększenia szczęścia współziomków Naszych”.

Abdykacja była formalnym zakończeniem istnienia monarchii w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Po jej podpisaniu król pozostał jeszcze w Grodnie, a jego los zależał od decyzji dworu petersburskiego. Dopiero po śmierci Katarzyny II nowy car, Paweł I, złagodził politykę wobec byłego monarchy.

W 1797 roku pozwolono mu przenieść się do Petersburga, gdzie otrzymał na rezydencję Pałac Marmurowy. Tam spędził ostatnie miesiące życia, zmarł w 1798 roku i został pochowany na rosyjskiej ziemi. Jego wyjazd z Warszawy w styczniu 1795 roku okazał się początkiem drogi, z której nie było już powrotu — drogi kończącej epokę polskiej państwowości.

 Opr. Adolf Gorzkowski/Znadniemna.pl

Dokładnie 231 lat temu Stanisław August Poniatowski został zmuszony do opuszczenia Warszawy. W asyście rosyjskich wojsk wyruszył do Grodna, gdzie pod presją polityczną podpisał akt abdykacji. To wydarzenie zamknęło dzieje Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Wyjazd z Warszawy: początek końca Stanisław August Poniatowski opuścił Warszawę na rozkaz Katarzyny II

Obchody Bożego Narodzenia według kalendarza juliańskiego, przypadające 7 stycznia, są jednym z najstarszych i najgłębiej zakorzenionych świąt w tradycji Kościołów wschodnich. Ich rytm wyznacza czterdziestodniowy post, który nie jest jedynie wstrzemięźliwością kulinarną, lecz przede wszystkim czasem duchowego wyciszenia i przygotowania na przyjście Chrystusa. Wigilia, obchodzona 6 stycznia, rozpoczyna się od podzielenia prosfory — chleba, który symbolizuje jedność wspólnoty i pokój. Na Białorusi, w odróżnieniu od wielu innych krajów prawosławnych, wieczerza ta ma wyjątkowo spokojny, niemal kontemplacyjny charakter.

Z dawnych zwyczajów przetrwał również gest pozostawienia nakrytego stołu do rana oraz karmienia zwierząt sianem spod obrusa — echo przekonania, że w noc Narodzenia Pańskiego całe stworzenie uczestniczy w radości z przyjścia Zbawiciela. Po wieczerzy wierni udają się na nocne nabożeństwa, będące odpowiednikiem katolickiej pasterki, a następnie świętują w gronie rodzinnym. Na Białorusi okres Kaliadów trwa aż do 19 stycznia, do święta Chrztu Pańskiego, tworząc długi, pełen symboliki czas radości, kolędowania i duchowego odnowienia.

Redakcja Znadniemna.pl składa wszystkim prawosławnym, grekokatolickim i staroobrzędowym Czytelnikom serdeczne życzenia pokoju, zdrowia i nadziei. Niech narodzenie Chrystusa przyniesie Wam umocnienie, radość ze wspólnego świętowania oraz błogosławieństwo na każdy dzień Kaliadów. Niech ten czas będzie źródłem światła, które towarzyszy przez cały nadchodzący rok.

Znadniemna.pl, ilustracja: ikona Narodzenia Pańskiego, źródło: cerkiew-sokolka.pl

Obchody Bożego Narodzenia według kalendarza juliańskiego, przypadające 7 stycznia, są jednym z najstarszych i najgłębiej zakorzenionych świąt w tradycji Kościołów wschodnich. Ich rytm wyznacza czterdziestodniowy post, który nie jest jedynie wstrzemięźliwością kulinarną, lecz przede wszystkim czasem duchowego wyciszenia i przygotowania na przyjście Chrystusa. Wigilia, obchodzona

Osiemdziesiąte urodziny Janusza Laskowskiego to moment, który skłania do refleksji nad drogą artysty urodzonego w Pożarkach koło Wołkowyska, a dziś należącego do najtrwalszych głosów polskiej muzyki rozrywkowej. Jego twórczość – pełna melancholii, prostoty i emocjonalnej prawdy – towarzyszy kilku pokoleniom słuchaczy, a takie utwory jak „Świat nie wierzy łzom”, „Beata z Albatrosa” czy „Kolorowe jarmarki” stały się częścią polskiej pamięci zbiorowej.

Dorobek artystyczny Janusza Laskowskiego (ur. 5 stycznia 1946 r.) na trwałe wpisał się w pejzaż polskiej muzyki rozrywkowej. Jego biografia jest jak opowieść o człowieku, który z prowincjonalnego dzieciństwa wyniósł nie tylko wrażliwość, lecz także upór i cichą determinację. To one poprowadziły go z Kresów do Białegostoku, gdzie stawiał pierwsze kroki jako muzyk, a później dalej – na estrady całego kraju.

Laskowski zawsze był twórcą osobnym. Nie gonił za modami, nie próbował na siłę dopasować się do oczekiwań rynku. Jego piosenki – melodyjne, proste w formie, ale pełne emocjonalnej prawdy – trafiały do ludzi, bo mówiły o tym, co najbliższe: o tęsknocie, przemijaniu, miłości, o miejscach, które nosi się w sobie nawet wtedy, gdy dawno zniknęły z mapy. „Świat nie wierzy łzom” stał się hymnem niespełnionych uczuć, „Beata z Albatrosa” – opowieścią o wakacyjnej fascynacji, która przetrwała w zbiorowej wyobraźni, a „Kolorowe jarmarki” – nostalgicznym powrotem do świata dzieciństwa i prostych radości.

Jako kompozytor i wykonawca Laskowski potrafił łączyć pokolenia. Jego piosenki śpiewali rodzice, dziś śpiewają je ich dzieci – nie z nostalgii, lecz dlatego, że wciąż brzmią prawdziwie. To rzadki dar: tworzyć muzykę, która nie starzeje się wraz z modami, lecz dojrzewa razem ze słuchaczami. W tym tkwi siła jego twórczości i powód, dla którego pozostaje obecny w polskiej kulturze mimo upływu dekad.

Redakcja portalu Znadniemna.pl z okazji 80. urodzin składa Januszowi Laskowskiemu najserdeczniejsze życzenia zdrowia, pogody ducha i wielu pięknych chwil.

Pańskie piosenki od lat towarzyszą kolejnym pokoleniom, niosąc wzruszenie, ciepło i autentyczność. Dziękujemy za muzykę, która łączy ludzi i pozostaje w sercach słuchaczy.

Wszystkiego najlepszego!

Znadniemna.pl, Na zdjęciu: Jubilat Janusz Laskowski z tortem urodzinowym, fot.: Facebook Janusza Laskowskiego

Osiemdziesiąte urodziny Janusza Laskowskiego to moment, który skłania do refleksji nad drogą artysty urodzonego w Pożarkach koło Wołkowyska, a dziś należącego do najtrwalszych głosów polskiej muzyki rozrywkowej. Jego twórczość – pełna melancholii, prostoty i emocjonalnej prawdy – towarzyszy kilku pokoleniom słuchaczy, a takie utwory jak

Choć Polska pozostaje jednym z najważniejszych kierunków edukacyjnych dla młodych Białorusinów, większość z nich nie może pozwolić sobie na studiowanie bez równoległego chodzenia do pracy. Stypendia rządowe i uczelniane wynoszą zwykle od 1500 do 2500 zł miesięcznie, co pokrywa jedynie część kosztów życia. Tymczasem realne wydatki studenta — od 2200 do 3500 zł miesięcznie — zmuszają wielu do podejmowania pracy w gastronomii, handlu czy usługach, często kosztem pełnego zaangażowania w studia.

Studenci z Białorusi stanowią drugą największą grupę cudzoziemców na polskich uczelniach. To młodzi ludzie, którzy przyjeżdżają do Polski zarówno po lepszą edukację, jak i po bezpieczeństwo — część z nich ucieka przed represjami, inni szukają stabilniejszej przyszłości. Choć polskie instytucje deklarują wsparcie, a Narodowa Agencja Wymiany Akademickiej (NAWA) prowadzi programy skierowane do Białorusinów, stypendia wypłacane w ramach tych programów nie są powszechne. Obejmują jedynie część studentów, a ich wysokość — zwykle  wynosi 1500–2500 zł miesięcznie, czego nie wystarcza na pełne utrzymanie.

Tymczasem koszty życia w Polsce rosną. Wynajęcie pokoju jednoosobowego w dużym mieście akademickim to dziś 1200–1800 zł, a miejsce w pokoju dwuosobowym kosztuje 700–1000 zł. Do tego dochodzą wydatki na jedzenie (800–1200 zł), transport (100–150 zł), materiały akademickie i podstawowe potrzeby. W praktyce oznacza to, że student potrzebuje co najmniej 2200–3500 zł miesięcznie, aby funkcjonować na minimalnym poziomie. Stypendium — jeśli w ogóle je otrzyma — pokrywa więc tylko część tej kwoty.

Dane ekonomiczne dotyczące migrantów z Białorusi pokazują, że praca jest dla nich koniecznością. Ponad 122 tysiące Białorusinów w Polsce opłaca składki ZUS, a 12 tysięcy prowadzi działalność gospodarczą. To dowód, że aktywność zawodowa jest normą, nie wyjątkiem. W przypadku studentów oznacza to łączenie nauki z pracą, najczęściej w sektorach niewymagających wysokich kwalifikacji: gastronomii, sklepach, magazynach czy usługach. Elastyczne grafiki pozwalają im utrzymać się na powierzchni, ale odbierają czas i energię potrzebne na studia.

W efekcie tylko nieliczni — ci, którzy otrzymują pełne stypendia lub mają wsparcie rodzinne — mogą w pełni poświęcić się nauce. Dla większości studia stają się nieustannym balansowaniem między ambicją a ekonomiczną koniecznością. To zjawisko coraz wyraźniej kształtuje obraz białoruskiej młodzieży akademickiej w Polsce: ambitnej, pracowitej, ale zmuszonej do walki o każdy dzień studiowania.

Znadniemna.pl na podstawie Raport NBP pt. „Sytuacja życiowa i ekonomiczna migrantów z Białorusi w Polsce w 2024 r.”, zdjęcie ilustracyjne – źródło: theworldgrad.com

Choć Polska pozostaje jednym z najważniejszych kierunków edukacyjnych dla młodych Białorusinów, większość z nich nie może pozwolić sobie na studiowanie bez równoległego chodzenia do pracy. Stypendia rządowe i uczelniane wynoszą zwykle od 1500 do 2500 zł miesięcznie, co pokrywa jedynie część kosztów życia. Tymczasem realne

Zwyczaj zapisywania na drzwiach domów liter „C + M + B” jest znany w całym chrześcijańskim świecie, lecz jego znaczenie bywa błędnie tłumaczone wyłącznie jako inicjały Trzech Króli. Tymczasem tradycja i źródła liturgiczne wskazują na znacznie głębszą, teologiczną i historyczną etymologię tego znaku.

Litery „C, M i B”, zapisywane wraz z datą roku na drzwiach domów w uroczystość Objawienia Pańskiego, mają podwójne znaczenie: ludowe i teologiczne. Choć powszechnie kojarzy się je z imionami mędrców — Kacprem, Melchiorem i Baltazarem — pierwotnie nie odnosiły się one do postaci Trzech Króli. Najstarsza interpretacja wskazuje, że jest to skrót od łacińskiej formuły błogosławieństwa Christus Mansionem Benedicat, czyli „Niech Chrystus błogosławi temu domowi”. W niektórych tradycjach spotyka się również wariant Christus Multorum Benefactor — „Chrystus dobroczyńcą wielu”. To właśnie ta modlitewna formuła, a nie imiona mędrców, stanowi źródło zapisu C + M + B. Znak na drzwiach jest więc przede wszystkim publicznym wyznaniem wiary i prośbą o Bożą opiekę nad domem.

Dopiero w średniowieczu litery zaczęto odczytywać jako inicjały mędrców, których imiona nie pochodzą z Pisma Świętego, lecz z późniejszych tradycji i komentarzy. Biblia nie podaje ani ich liczby, ani imion — liczba trzech mędrców wywodzi się z liczby darów, a imiona pojawiły się dopiero w średniowieczu. Warto też pamiętać, że znaki „+” obok liter nie są znakami matematycznymi, lecz symbolami krzyża, co dodatkowo podkreśla modlitewny charakter zapisu.

Korzenie samego zwyczaju oznaczania wejścia do domu są znacznie starsze niż chrześcijaństwo. W Księdze Wyjścia Izraelici znaczą odrzwia krwią baranka, aby anioł śmierci ominął ich domy. Chrześcijańska tradycja przejęła ten symboliczny gest, zastępując krew poświęconą kredą, a znaczenie — prośbą o Bożą ochronę. Współczesny zapis ma formę „C + M + B 2026” (z aktualnym rokiem) i pozostaje przede wszystkim formułą błogosławieństwa, a nie skrótem od imion mędrców.

Znadniemna.pl na podstawie Grodnensis.by, fot.: Niedziela.pl

Zwyczaj zapisywania na drzwiach domów liter „C + M + B” jest znany w całym chrześcijańskim świecie, lecz jego znaczenie bywa błędnie tłumaczone wyłącznie jako inicjały Trzech Króli. Tymczasem tradycja i źródła liturgiczne wskazują na znacznie głębszą, teologiczną i historyczną etymologię tego znaku. Litery „C, M i B”, zapisywane wraz

Święto Objawienia Pańskiego na terenach dzisiejszej Białorusi łączyło religijność, sąsiedzką wspólnotę i bogatą mądrość ludową. Wileńszczyzna, Polesie i Grodzieńszczyzna żyły wówczas rytmem dwóch tradycji – łacińskiej i wschodniej – a obrzędy, kolędowanie i pogodowe wróżby tworzyły niepowtarzalny krajobraz kresowego świętowania.

Wspólnota świętowania na styku tradycji

Święto Objawienia Pańskiego należało na Kresach do tych dni, w których religijność splatała się z codziennością, a dawne wierzenia przenikały się z liturgią. Na terenach dzisiejszej Białorusi – od Wileńszczyzny po Polesie i okolice Grodna – 6 stycznia był nie tylko datą w kalendarzu, lecz także momentem szczególnego skupienia, domowego ciepła i sąsiedzkiej wspólnoty.

Gwiazda kolędników i strój króla na Święto Trzech Króli, fot.: Belcentre.by

Na ziemiach dzisiejszej Białorusi święto Trzech Króli miało wyjątkowy charakter, bo stykały się tu tradycje łacińskie, unickie i prawosławne. W wielu wsiach i miasteczkach procesje wychodzące z kościołów rzymskokatolickich mijały cerkwie, w których trwały przygotowania do Wigilii Bożego Narodzenia według kalendarza juliańskiego.

Ten podwójny rytm świętowania był czymś naturalnym: jedni kończyli okres Bożego Narodzenia, gdy drudzy dopiero go rozpoczynali. W rodzinach mieszanych obchodzono często oba terminy, a ludowe powiedzenie „kto dwóch tradycji się trzyma, ten dwa razy radość ma” dobrze oddawało kresową codzienność.

Obrzędy, kolędnicy i domowe zwyczaje

W kościołach święcono kredę, kadzidło i wodę, a ich znaczenie w surowym klimacie Kresów było szczególnie mocne. Na Polesiu wierzono, że „dym z kadzidła drogę złemu zasłania”, dlatego okadzano nie tylko izby, ale też stajnie, obory i pasieki. Kreda służyła do kreślenia znaków ochronnych nie tylko na drzwiach domów, lecz także na belkach stodół i skrzyniach ze zbożem.

Tradycyjny zestaw na Trzech Króli, fot.: quovadis.sklep.pl

W okolicach Grodna mówiono, że „kreda Trzech Króli trzyma dom w całości”, a gospodarz, który zaniedbał ten zwyczaj, narażał się na sąsiedzkie uwagi. Obrzęd ten traktowano nie jako formalność, lecz jako realną ochronę przed chorobami, nieszczęściem i „złym powietrzem”.

Napisane na drzwiach inicjały Trzech Króli miały chronić domostwa przed nieszczęściem, chorobami i złym powietrzem, fot.: jerzyslupsk.pl

Kolędnicy pojawiali się w wielu wsiach jeszcze przed świtem. Na terenach dzisiejszej Białorusi szczególnie popularne były grupy niosące gwiazdę – często misternie wykonaną z kolorowego papieru, szkła i folii, obracaną na osi, tak by odbijała światło świec. W niektórych miejscowościach do orszaku dołączali „królowie”, aniołowie, pastuszkowie, a czasem także postacie z lokalnego folkloru, jak „koza” czy „dziad”.

Współczesny orszak Trzech Króli na Grodzieńszczyźnie, fot.: Belcentre.by

Mądrość ludowa i pamięć przesiedleńców

W wielu domach dzień 6 stycznia był czasem ostatnich świątecznych odwiedzin. Na stołach pojawiały się potrawy łączące polską tradycję z lokalnymi wpływami: kutia, makowce, pieczone ryby, a w niektórych regionach także dania, które dziś kojarzymy z kuchnią białoruską czy ukraińską. Gospodynie powtarzały, że „jak Trzej Królowie hojni, tak i rok hojny będzie”.

Wycięte z drewna figurki Trzech Króli z darami, fot.: Shutterstock.com

Ważną częścią święta były także wróżby pogodowe. Na Polesiu mówiono: „Gdy na Trzech Króli słońce świeci, rolnik w lecie się nie zleci” (co oznaczało pogodne, gorące i suche lato, czyli – rolnik „się nie zleci” – a więc nie będzie się ślizgał, nie będzie grzązł w błocie, nie będzie walczył z ulewami i rozmokłymi polami – red.), a na Mińszczyźnie podkreślano: „Mróz na Trzech Króli – lato będzie woli” (czyli – jeśli 6 stycznia trzyma silny mróz, to lato zapowiada się łagodne, spokojne i sprzyjające rolnikom. Słowo „woli” dawniej używano w znaczeniu „łagodniejsze, spokojniejsze, bardziej przychylne” – red.). Te obserwacje, przekazywane z pokolenia na pokolenie, były częścią dawnej mądrości ludowej, w której rytm natury wyznaczał rytm życia.

Dla wielu Kresowiaków, zwłaszcza tych, którzy po wojnie znaleźli się na ziemiach odzyskanych, święto Trzech Króli stało się jednym z najbardziej wyrazistych wspomnień rodzinnych. W relacjach przesiedleńców powracają obrazy skrzypiącego śniegu, zapachu kadzidła, kolędników pukających do drzwi i procesji w mroźne poranki. „Kto Trzech Króli pamięta, ten pamięta dom” – mawiano wśród tych, którzy musieli opuścić swoje rodzinne strony.

Opr. Emilia Kuklewska, ilustracja tytułowa – źródło: Pixabay.com

Święto Objawienia Pańskiego na terenach dzisiejszej Białorusi łączyło religijność, sąsiedzką wspólnotę i bogatą mądrość ludową. Wileńszczyzna, Polesie i Grodzieńszczyzna żyły wówczas rytmem dwóch tradycji – łacińskiej i wschodniej – a obrzędy, kolędowanie i pogodowe wróżby tworzyły niepowtarzalny krajobraz kresowego świętowania. Wspólnota świętowania na styku tradycji Święto Objawienia

Przejdź do treści