HomeStandard Blog Whole Post (Page 5)

Rok 2026 będzie w Polsce czasem szczególnych rocznic i ważnych przypomnień. Senat RP przyjął uchwały ustanawiające pięciu patronów nadchodzącego roku, oddając hołd zarówno wybitnym postaciom polskiej kultury i życia publicznego, jak i wydarzeniom, które na trwałe wpisały się w historię kraju.

Decyzja senatorów obejmuje następujące patronaty: Miasto Gdynia, Robotnicze Protesty Czerwca 1976, Andrzej Wajda, Jerzy Giedroyc oraz bł. Matka Elżbieta Róża Czacka.

Gdynia – stulecie miasta z morza i marzeń

plakat okolicznościowy do 100-lecia Gdyni, źródło: gdynia.pl

W 2026 roku Gdynia obchodzi 100-lecie nadania praw miejskich. Senat podkreślił, że jest to miasto-symbol: nowoczesności II Rzeczypospolitej, odwagi w budowaniu własnej tożsamości i otwartości na świat. Jubileusz ma stać się okazją do przypomnienia o niezwykłej historii portu, który w ciągu kilku lat zmienił się z rybackiej osady w jedno z najważniejszych miejsc na mapie Polski.

Czerwiec ’76 – pamięć o robotniczym sprzeciwie

Robotnicze protesty Czerwca 1976 – jedno z kluczowych wydarzeń oporu społecznego w PRL, fot.: se.pl

Drugim patronatem są Robotnicze Protesty Czerwca 1976, które wybuchły w Radomiu, Ursusie i Płocku. Senat przypomniał, że wydarzenia te były jednym z kluczowych momentów oporu społecznego wobec władzy komunistycznej, a represje wobec uczestników stały się impulsem do powstania Komitetu Obrony Robotników. Rok 2026 ma być czasem upamiętnienia odwagi zwykłych ludzi, którzy zapłacili wysoką cenę za sprzeciw wobec niesprawiedliwości.

Andrzej Wajda – mistrz polskiego kina

Andrzej Wajda, fot.: Mariusz Kubik, Wikimedia commons

Wśród patronów znalazł się również Andrzej Wajda, jeden z najwybitniejszych reżyserów w historii polskiej kultury. Senat podkreślił jego wkład w budowanie międzynarodowego wizerunku Polski oraz niezwykłą umiejętność opowiadania o polskich losach w sposób zrozumiały dla świata. Rok 2026 będzie okazją do przypomnienia jego filmów, nagród i wpływu na kolejne pokolenia twórców.

Jerzy Giedroyc – redaktor, który zmieniał myślenie

Jerzy Giedroyc, fot.: Bohdan Paczowski, Culture.pl

Kolejnym patronem został Jerzy Giedroyc, twórca paryskiej „Kultury”, redaktor, który przez dekady kształtował polską myśl polityczną i intelektualną na emigracji. Senat zwrócił uwagę na jego konsekwencję, wizjonerstwo i wkład w budowanie dialogu z narodami Europy Środkowo‑Wschodniej. Patronat ma przypomnieć o aktualności jego idei w dzisiejszej debacie publicznej.

Bł. Matka Elżbieta Róża Czacka – świadectwo służby i empatii

Bł. Matka Elżbieta Róża Czacka, fot.: laski.edu.pl

Rok 2026 będzie również poświęcony bł. Matce Elżbiecie Róży Czackiej, założycielce Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach. Senat podkreślił jej niezwykłą działalność społeczną, duchową i edukacyjną, która do dziś inspiruje środowiska pracujące z osobami z niepełnosprawnościami. Jej życie ma przypominać o sile empatii i odpowiedzialności za drugiego człowieka.

 Znadniemna.pl na podstawie Senat RP

Rok 2026 będzie w Polsce czasem szczególnych rocznic i ważnych przypomnień. Senat RP przyjął uchwały ustanawiające pięciu patronów nadchodzącego roku, oddając hołd zarówno wybitnym postaciom polskiej kultury i życia publicznego, jak i wydarzeniom, które na trwałe wpisały się w historię kraju. Decyzja senatorów obejmuje następujące patronaty:

Dziś, w 80. rocznicę śmierci Sługi Bożego ojca Fabiana Abrantowicza MIC (1884–1946), pochylamy się nad życiem człowieka, którego losy stały się symbolem niezłomności, wierności i duchowej odwagi w czasach, gdy zło próbowało odebrać ludziom nie tylko wolność, lecz także godność i nadzieję.

Ojciec Fabian wyrósł z prostych, nowogródzkich korzeni — z domu, w którym uczono, że prawda jest wartością większą niż jakikolwiek ludzki lęk. Ta lekcja dzieciństwa stała się osią całego jego życia. Od pierwszych lat kapłaństwa imponował powagą, intelektualną dojrzałością i pragnieniem służby. Studiował w Petersburgu i Leuven (Belgia), zgłębiał filozofię i teologię, ale nigdy nie traktował wiedzy jako celu samego w sobie. Dla niego zdobywana erudycja stawała się narzędziem prowadzenia ludzi ku dobru.

Jako rektor seminarium duchownego w Mińsku kształtował pokolenia duchownych, ucząc, że wychowanie zaczyna się od formowania serca i sumienia. W czasach zamętu narodowego i religijnego dbał o język, kulturę i duchową tożsamość swoich wiernych, łącząc wymagania z ojcowską troską i spokojną stanowczością.

Jego życie nabrało nowego wymiaru, gdy jako marianin został wysłany na misję do Mandżurii. W Harbinie, na krańcu świata. Tutaj budował szkoły, sierocińce, internaty — struktury, które miały nieść nie tylko edukację, lecz także nadzieję. Dla ludzi zagubionych w obcym kraju był pasterzem, nauczycielem i ojcem. Wierzył, że Kościół jest tam, gdzie człowiek potrzebuje światła.

A potem przyszła ciemność. Aresztowany przez NKWD w 1939 roku, poddany brutalnym przesłuchaniom, torturom i nieludzkiemu traktowaniu, pozostał wierny temu, co wyznawał od dziecka: prawdzie. Nie złamały go ani oskarżenia o szpiegostwo, ani próby wymuszenia fałszywych zeznań. Przebywając w więziennych celach modlił się sam i zarażał pragnieniem modlitwy innych. Jego cierpienie stało się świadectwem, a jego milczenie wobec kłamstwa — aktem odwagi większym niż jakiekolwiek słowa.

W styczniu 1941 roku został przewieziony do więzienia Butyrki w Moskwie. Dnia 23 kwietnia 1942 roku specjalna komórka NKWD skazała go na 10 lat łagru w Karagandzie (Kazachstan), ale – z niewiadomych powodów – nigdy więzienia nie opuścił.

2 stycznia 1946 roku zmarł w Moskwie ex aerumnis carceris (wskutek cierpień doznanych w więzieniu – tłum. z łac.). Wycieńczony, ale nie pokonany – umierając dał przejmujące świadectwo swojej wiary nie tylko wobec innych współwięźniów, ale nawet w stosunku do swoich oprawców, którzy go okrutnie dręczyli, doprowadzając do śmierci.

W roku 1992, w toku rewizji spraw sądowych celem rehabilitacji byłych więźniów politycznych na mocy decyzji z 24 grudnia wydanej przez Kolegium Orzekające w Sprawach Karnych Sądu Najwyższego Federacji Rosyjskiej, z powodu braku oznak przestępstwa w działalności Abrantowicza Fabiana, postanowienie NKWD ZSRR z dnia 23 września 1942 roku zostało uchylone, a sprawa zamknięta.

W maju 2003 roku z kolei Kościół rozpoczął proces beatyfikacyjny o. Fabiana i czterech innych księży, będących męczennikami czasów komunizmu.

Dziś pamiętamy Sługę Bożego o. Fabiana Abrantowicza MIC, jako męczennika komunizmu, człowieka, który nie zgodził się na kompromis z bezbożnością, który nie wyrzekł się wiary, choć kosztowało go to życie.

Wspominając błogosławionego o. Fabiana, wspominamy nie tylko historię jednego kapłana. Wspominamy świadectwo, które pozostawił: że prawda jest silniejsza niż przemoc, że wiara może przetrwać nawet w najciemniejszym więzieniu, a odwaga jednego człowieka może stać się światłem dla wielu.

Niech jego życie będzie dla nas przypomnieniem, że wierność wartościom nigdy nie jest anachronizmem. A jego męczeństwo — wezwaniem, byśmy i my nie rezygnowali z prawdy, nawet gdy świat proponuje łatwe kompromisy.

Opr. Walery Kowalewski, fot.: marianum.sklep.pl

Dziś, w 80. rocznicę śmierci Sługi Bożego ojca Fabiana Abrantowicza MIC (1884–1946), pochylamy się nad życiem człowieka, którego losy stały się symbolem niezłomności, wierności i duchowej odwagi w czasach, gdy zło próbowało odebrać ludziom nie tylko wolność, lecz także godność i nadzieję. Ojciec Fabian wyrósł z

Aleksander Milinkiewicz, były kandydat zjednoczonej białoruskiej opozycji w wyborach prezydenckich w 2006 roku, wygrał najtrudniejszą walkę w swoim życiu – walkę o przetrwanie. Po dramatycznych komplikacjach po operacji w Warszawie przez tygodnie balansował między życiem a śmiercią, a jego rodzina żyła w ciągłym napięciu. Dziś, jak podkreśla jego żona Ina Kulej, stan polityka powoli się stabilizuje, choć droga do pełnego powrotu do zdrowia będzie długa.

Minął miesiąc od „przerażających, nieoczekiwanych konsekwencji planowanej operacji”, które – jak relacjonuje Kulej – zamieniły codzienność bliskich w huśtawkę emocjonalną. Lekarze przechodzili od ostrzeżeń, by „przygotować się na najgorsze”, do pierwszych sygnałów nadziei. „Z Bożą pomocą Aleksander pokonał śmierć i zapalenie płuc i teraz jest na dobrej drodze. Wierzę bezwarunkowo i bezgranicznie” – napisała na Facebooku. 25 listopada 2025 roku Milinkiewicz przeszedł operację tętnicy szyjnej, której światło było w 80 procentach zablokowane przez skrzep. Jego stan określano jako bardzo ciężki.

Aleksander Milinkiewicz od lat pozostaje jednym z najważniejszych głosów białoruskiej demokratycznej emigracji. Jest społecznym doradcą Swiatłany Cichanouskiej, a po represjach po wyborach 2020 roku wyjechał z kraju i w Polsce stworzył Wolny Uniwersytet Białoruski, przygotowujący przyszłe elity państwowe. Jego życiorys głęboko zakorzeniony jest w tradycjach polsko-białoruskiego pogranicza. Rodzice przed wojną mieszkali w Warszawie i pracowali w domu dziecka Janusza Korczaka, pradziadek był represjonowany za udział w powstaniu styczniowym, a dziadek działał na rzecz białoruskiej mniejszości w II RP. Po wojnie rodzina osiadła w Grodnie, gdzie Milinkiewicz został wykładowcą fizyki, a w 1990 roku objął funkcję wiceprzewodniczącego miejskiego komitetu wykonawczego.

W Grodnie zasłynął jako samorządowiec otwarty na dialog i kulturę. Za jego kadencji miasto jako pierwsze na Białorusi zaczęło zwracać wiernym świątynie różnych wyznań, otwarto pierwsze katolickie seminarium, a opuszczone lokale w centrum przekazywano artystom. Wspierał inicjatywy, które przerodziły się w Festiwal Kultur Narodowych i festiwal „Rock-Gubertalia”. Pomógł także w powstaniu Polskiej Szkoły w Grodnie, za co został Honorowym Członkiem Związku Polaków na Białorusi.

W 2017 roku opowiedział Radiu Svaboda o swoim wcześniejszym odkryciu w Wołczynie – fragmentach szat i trumny Stanisława Augusta Poniatowskiego, które przewieziono do Polski. Za to wyróżniono go odznaką „Zasłużony dla Kultury Polskiej”. Zabiegał również o partnerstwa miast (dzięki niemu Grodno stał się m.in. miastem partnerskim francuskiego Limoges – red.), dbał o przywracanie historycznych nazw ulic i ochronę zabytków, m.in. cerkwi pw. św. Borysa i Hleba na Kołoży. W 1996 roku odszedł z urzędu w proteście przeciw referendum Łukaszenki i założył organizację „Ratusz”, ważną dla rozwoju białoruskiego społeczeństwa obywatelskiego. W 2006 roku został laureatem Nagrody Sacharowa, a środki z niej przeznaczył na stworzenie białoruskiej Nagrody im. Wasyla Bykowa.

Dziś, po kolejnej życiowej próbie, Milinkiewicz znów walczy – tym razem o własne zdrowie. Jego bliscy wierzą, że i tę walkę wygra.

Znadniemna.pl na podstawie Svaboda.org, fot.: Svaboda.org

Aleksander Milinkiewicz, były kandydat zjednoczonej białoruskiej opozycji w wyborach prezydenckich w 2006 roku, wygrał najtrudniejszą walkę w swoim życiu – walkę o przetrwanie. Po dramatycznych komplikacjach po operacji w Warszawie przez tygodnie balansował między życiem a śmiercią, a jego rodzina żyła w ciągłym napięciu. Dziś,

W kościele Matki Bożej Anielskiej w Grodnie ponownie można zobaczyć jedną z najstarszych i najbardziej niezwykłych bożonarodzeniowych atrakcji na Białorusi. Mechaniczna batlejka, czyli – tradycyjny białoruski teatrzyk kukiełkowy, związany ze świętami Bożego Narodzenia, stworzona ponad pół wieku temu przez franciszkanina o. Arkadiusza Valtosa, znów zachwyca wiernych i odwiedzających świątynię.

To wyjątkowe dzieło łączy tradycję białoruskiego teatrzyka bożonarodzeniowego z kunsztem artystycznym i techniczną pomysłowością, która w latach 60. była prawdziwą sensacją.

Batlejka przedstawia klasyczną scenę narodzenia Chrystusa: w centrum znajdują się żłóbek, Maryja i Józef, a wokół nich poruszają się figurki muzykantów i artystów, oddających cześć nowo narodzonemu Zbawicielowi. Ruchome postacie wykonują różne gesty – kłaniają się, obracają, poruszają instrumentami – co nadaje całej kompozycji niezwykłą dynamikę. Dla mieszkańców Grodna lat 60. było to widowisko, jakiego wcześniej nie widziano. Wspominano, że ludzie przychodzili do kościoła specjalnie po to, by zobaczyć to mechaniczne cudo, a dzieci potrafiły stać przed nim długie minuty, wpatrzone w poruszające się figurki.

Po śmierci o. Valtosa batlejka przestała być uruchamiana, a z czasem trafiła na strych, gdzie przeleżała wiele lat. Odnalazła się przypadkiem w latach 90., a jej renowacja zajęła niemal disięciolecie. Nie wszystkie elementy udało się odtworzyć, jednak zasadnicza część mechanizmu przetrwała i została przywrócona do życia. W 2000 roku batlejka wróciła na swoje miejsce w kościele i od tamtej pory co roku jest montowana na czas świąt. Z biegiem lat została rozbudowana: pojawili się Trzej Królowie, pasterze, zwierzęta, niewielka szopa, a nawet miniaturowa projekcja samego kościoła. Całość stała się większa, bogatsza i jeszcze bardziej sugestywna.

Montaż batlejki, fot.: Belta.by

Dziś grodzieńska batlejka uchodzi za jedną z najstarszych zachowanych mechanicznych konstrukcji tego typu na Białorusi. Jej historia, sięgająca ponad półwiecza, czyni ją nie tylko atrakcją świąteczną, lecz także ważnym elementem lokalnego dziedzictwa kulturowego. Wyróżnia ją unikatowe połączenie tradycji białoruskiej batlejki z polską i franciszkańską tradycją ruchomej szopki, co odzwierciedla wielokulturowy charakter Grodna.

Przygotowanie batlejki do prezentacji zajmuje około tygodnia i wymaga pracy dwóch parafian, którzy co roku składają konstrukcję z ogromną starannością. Batlejka jest prezentowana w kościele Matki Bożej Anielskiej (franciszkańskim) w Grodnie codziennie, rano i wieczorem, przed i po nabożeństwach. Będzie eksponowana aż do 2 lutego. Dla wielu mieszkańców Grodna wizyta przy batlejce stała się nieodłącznym elementem świątecznego czasu, a dla najmłodszych – jednym z najbardziej magicznych wspomnień zimy.

Podziwiać batlejkę w kościele Matki Bożej Anielskiej w Grodnie można do 2 lutego 2026 roku, fot.: Belta.by

Znadniemna.pl na podstawie Catholicnews.by, fot.: Belta.by

W kościele Matki Bożej Anielskiej w Grodnie ponownie można zobaczyć jedną z najstarszych i najbardziej niezwykłych bożonarodzeniowych atrakcji na Białorusi. Mechaniczna batlejka, czyli - tradycyjny białoruski teatrzyk kukiełkowy, związany ze świętami Bożego Narodzenia, stworzona ponad pół wieku temu przez franciszkanina o. Arkadiusza Valtosa, znów zachwyca

Szanowni Czytelnicy,

z okazji Świąt Bożego Narodzenia pragniemy złożyć Państwu najserdeczniejsze życzenia. Niech Narodziny Zbawiciela przyniosą pokój sercom, umocnią nadzieję i rozświetlą każdy dzień blaskiem Betlejemskiej Nocy.

Niech Boże Dziecię obdarzy Państwa zdrowiem, zgodą, radością i wszelką pomyślnością, a nadchodzący Nowy Rok 2026 niech stanie się czasem dobra, spełnienia i błogosławieństwa.

Radosnych, pełnych światła Świąt Bożego Narodzenia życzy redakcja portalu Znadniemna.pl

Szanowni Czytelnicy, z okazji Świąt Bożego Narodzenia pragniemy złożyć Państwu najserdeczniejsze życzenia. Niech Narodziny Zbawiciela przyniosą pokój sercom, umocnią nadzieję i rozświetlą każdy dzień blaskiem Betlejemskiej Nocy. Niech Boże Dziecię obdarzy Państwa zdrowiem, zgodą, radością i wszelką pomyślnością, a nadchodzący Nowy Rok 2026 niech stanie się czasem

Rosja zakazała działalności trzech polskich fundacji: Fundacji Wolność i Demokracja, Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego oraz Fundacji im. Stefana Batorego. Według rosyjskich śledczych, organizacje te zajmują się projektami i programami rozszerzenia NATO na wschód.

“Prowadzona jest celowa polityka fałszowania historii II wojny światowej i roli Związku Radzieckiego w kształtowaniu powojennej Europy. Fundacje aktywnie współpracują z przedstawicielami radykalnej opozycji, zagranicznymi agentami i niepożądanymi organizacjami” – czytamy w komunikacie.

W ocenie Moskwy organizacje te miały opracowywać strategie powstrzymywania rozwoju gospodarczego i militarnego Federacji Rosyjskiej oraz prowadzić przeciwko Rosji „wojnę informacyjną”.

Zakazując działalności Fundacji Wolność i Demokracja (WiD) – wydawcy portalu Kresy24.pl, a także szeregu mediów polskiej mniejszości narodowej na Ukrainie oraz w innych krajach za wschodnią granicą Polski, m.in. portalu Znadniemna.pl oraz gazety Głos znad Niemna na uchodźstwie – Prokuratura Generalna Federacji Rosyjskiej uderza pośrednio w zależne od WiD podmioty i inicjatywy. Władze w Moskwie uzasadniają swoją decyzję rzekomą „antyrosyjską działalnością” zakazanej organizacji, która od lat wspiera środowiska polskie na Wschodzie i dokumentuje represje wobec niezależnych inicjatyw obywatelskich.

Jeszcze wcześniej Fundacja WiD została wpisana na listę „ekstremistycznych formacji” przez panujący na Białorusi reżim Aleksandra Łukaszenki. Podobny los spotkał redakcję portalu Znadniemna.pl, którą białoruskie służby uznały za „ekstremistyczną” wraz z jej redaktorami – Andrzejem Pisalnikiem i Iness Todryk-Pisalnik. Wpisanie na listę oznacza, że każda osoba związana z tymi organizacjami może być ścigana na podstawie art. 361-1 kodeksu karnego Białorusi, grożącego wieloletnim więzieniem.

Choć głównym celem ostatniej decyzji Moskwy jest Fundacja WiD, już wcześniej Federacja Rosyjska wydała list gończy za Andrzejem Pisalnikiem, redaktorem portalu Znadniemna.pl. To pokazuje, że represje wobec organizacji idą w parze z personalnym ściganiem ich przedstawicieli.

Decyzje Moskwy i Mińska wobec Fundacji Wolność i Demokracja oraz portali Znadniemna.pl i Kresy24.pl są częścią szerszej strategii tłumienia niezależnych głosów i zastraszania środowisk polskich na Wschodzie. Wpisanie na listę „ekstremistów” i zakaz działalności w Rosji oznaczają nie tylko formalne ograniczenia, ale także realne zagrożenie dla dziennikarzy i działaczy, którzy od lat dokumentują łamanie praw człowieka w regionie.

Znadniemna.pl na podstawie Kresy24.pl

Rosja zakazała działalności trzech polskich fundacji: Fundacji Wolność i Demokracja, Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego oraz Fundacji im. Stefana Batorego. Według rosyjskich śledczych, organizacje te zajmują się projektami i programami rozszerzenia NATO na wschód. “Prowadzona jest celowa polityka fałszowania historii II wojny światowej i roli Związku Radzieckiego

Boże Narodzenie na dawnych Kresach Wschodnich, zwłaszcza na terenach dzisiejszej Białorusi, należało do najważniejszych wydarzeń roku. Święta te łączyły religijność, rodzinne ciepło, przywiązanie do ziemi oraz głęboką więź z przodkami. W regionie, gdzie przez stulecia przenikały się tradycje katolickie, prawosławne i unickie, obrzędy bożonarodzeniowe nabierały wyjątkowego, wielokulturowego charakteru.

Dla mieszkańców Kresów święta Bożego Narodzenia były nie tylko czasem radości, lecz także potwierdzeniem ciągłości wspólnoty i tożsamości — szczególnie ważnej w okresach historycznych zawirowań, gdy codzienność bywała niepewna, a tradycja stawała się ostoją.

Wigilijny stół – serce domu i rodzinnej opowieści

Przygotowania do Wigilii zaczynały się długo przed 24 grudnia. W powietrzu unosił się zapach suszonych grzybów, maku, pieczonego chleba i kompotu z suszu, który powoli pyrkotał na kuchni. Gospodynie krzątały się od świtu, a dzieci z przejęciem pomagały w dekorowaniu izby. Stół przykrywano białym obrusem, pod który wkładano siano — szorstkie, pachnące letnią łąką, przypominające o betlejemskim żłóbku. W wielu domach siano wysypywano również na podłogę, a w kącie izby ustawiano snop zboża, symbol dostatku i błogosławieństwa. Ten snop, często owinięty czerwoną wstążką, miał strzec domowników przez cały nadchodzący rok.

Tradycyjny stół wigilijny, fot.: ukryty-palacyk.pl

Liczba potraw była nieprzypadkowa: siedem u chłopów, dziewięć u średniozamożnej szlachty, trzynaście u magnatów. Każda potrawa miała swoje znaczenie, a ich obecność na stole była wyrazem szacunku dla tradycji. Najważniejsza była kutia — gęsta, słodka, lepka od miodu, pełna maku i orzechów. Jej pierwszą łyżkę odkładano „dla dusz przodków”, wierząc, że w tę noc zmarli odwiedzają domy swoich bliskich. Ten gest, wykonywany z powagą i czułością, był jednym z najgłębszych symboli kresowej Wigilii.

Wielu mieszkańców wspominało, że zanim rozpoczęto wieczerzę, gospodarz brał do ręki opłatek i w milczeniu obchodził izbę, dotykając nim drzwi, okien i belek stropowych. Był to rodzaj błogosławieństwa domu — prosty, ale pełen znaczenia. Dopiero potem dzielono się opłatkiem, składając sobie życzenia, które często miały formę krótkich, rytmicznych formułek przekazywanych z pokolenia na pokolenie. W niektórych domach życzenia wypowiadano półgłosem, jakby obawiając się, że zbyt głośne słowa mogłyby spłoszyć świąteczną magię.

Wróżby, znaki i cicha magia Wigilii

Wigilia była nocą pełną znaków. Dzieci z przejęciem wyciągały źdźbła siana spod obrusa — długie wróżyło długie życie, zielone pomyślność, a pożółkłe zapowiadało zmianę losu. Wierzono, że zwierzęta w stajni mówią tej nocy ludzkim głosem, dlatego należało je nakarmić najlepiej, jak się dało. Gospodynie zostawiały na stole część potraw, aby „dusze domowników, którzy odeszli, mogły się posilić”. W niektórych wsiach wierzono, że jeśli w noc wigilijną śnieg skrzypi pod stopami wyjątkowo głośno, nadchodzący rok przyniesie obfite plony.

Sianko pod obrusem. Dzieci wyciągały źdźbła siana spod obrusa, wierząc, że ich długość i kolor wróżą różne sytuacje losowe i życiowe, fot.: Adobe Stock/dawros

W wielu domach praktykowano też wróżby matrymonialne. Panny wychodziły przed dom i nasłuchiwały, z której strony zaszczeka pies — stamtąd miał nadejść przyszły mąż. Inne rzucały but za siebie, sprawdzając, czy czubek skieruje się ku drzwiom. Jeszcze inne liczyły gwiazdy na niebie, wierząc, że ich blask zdradzi, czy nadchodzący rok przyniesie zmiany. Te drobne rytuały, choć dziś mogą wydawać się zabawne, były ważnym elementem świątecznej atmosfery — łączyły powagę religijnego święta z ludową wrażliwością na znaki i symbole.

Kolędnicy – barwny orszak zimowej radości

Gdy tylko minęła Wigilia, a pierwsze światła poranka rozjaśniły śnieg, w drogę ruszali kolędnicy. Ich przybycie było wydarzeniem, na które czekały całe wsie. Przebrani za anioły, diabły, pastuszków, a czasem za zwierzęta, wchodzili do domów z przyśpiewkami, życzeniami i drobnymi scenkami. W wielu inscenizacjach pojawiała się koza — drewniana lub słomiana konstrukcja z ruchomą szczęką, symbol płodności i urodzaju. Jej taniec, często nieco niezdarny, wywoływał śmiech dzieci i dorosłych.

Kolędnicy na obrazie Nikołaja Pimonienki, fot.: Wikipedia

Kolędowanie było nie tylko zabawą, lecz także formą społecznego spoiwa. Kolędnicy przynosili do domów radość, ale też poczucie, że wspólnota jest żywa i silna. W zamian otrzymywali szczodraki — wypiekane głównie w okresie świątecznym, drożdżowe bułeczki lub rogale, które symbolizowały obfitość i szczęście.

Kolędnicy z okolic Mohylewa z 1903 roku, fot.: Wikimedia/domena publiczna

Jeśli pani domu, bądź gospodarz nie mieli szczodraków (na przykład, wszystkie co mieli zjedli, bądź – rozdali), to płacili kolędnikom drobnymi monetami. W niektórych wsiach kolędnicy odwiedzali wszystkie domy bez wyjątku, aby nikt nie poczuł się pominięty. Często towarzyszyła im muzyka — skrzypce, bębenek, czasem harmonia — a ich śpiew niósł się daleko po mroźnych polach.

Kuligi – świąteczna radość na śniegu

Święta na Kresach nie kończyły się na Wigilii. Gdy tylko pogoda pozwalała, organizowano kuligi — barwne przejazdy saniami, które ciągnęły konie ozdobione dzwonkami i kolorowymi wstążkami. W mroźnym powietrzu dźwięk dzwonków niósł się daleko, a śmiech uczestników odbijał się od śnieżnych pól. Kulig był manifestacją gościnności i radości życia. Wszyscy jechali razem — dzieci, młodzież, dorośli i starcy. Po drodze zatrzymywano się w zaprzyjaźnionych domach, gdzie czekały gorące napoje, ciasta i serdeczne powitania.

Kuligi – pełne radości i śmiechu przejazdy saniami – też miały wymiar symboliczny, fot.: Wikipedia

Kuligi miały też wymiar symboliczny — były znakiem, że święta to czas wspólnoty, w którym nikt nie powinien być sam. W wielu wspomnieniach kresowych kulig jawi się jako najpiękniejszy element świąt: ruch, muzyka, śnieg skrzypiący pod saniami i poczucie, że choć zima jest surowa, ludzie potrafią ją oswoić radością. Często kulig kończył się wspólnym ogniskiem, przy którym śpiewano kolędy i opowiadano historie z dawnych lat.

Pamięć, która trwa

Boże Narodzenie na Kresach było świętem, które łączyło ludzi ponad podziałami i ponad czasem. Wigilijne potrawy, kolędy, wróżby i kuligi były nie tylko elementami obyczaju, lecz także sposobem na zachowanie tożsamości — szczególnie ważnym w regionie, który wielokrotnie doświadczał dramatycznych zmian granic i losów mieszkańców.

Nieprzemijalna pozostaje tradycja łamania się opłatkiem przy wigilijnym stole, fot.: lot.com

Dziś te tradycje wciąż żyją — w domach Polaków na Białorusi, Litwie i Ukrainie, ale także w rodzinach kresowych rozsianych po całym świecie. W smaku kutii, w sianie pod obrusem, w śpiewie kolędników i w pustym nakryciu pozostawionym dla niespodziewanego gościa kryje się pamięć o przodkach i o świecie, który choć minął, nadal trwa w opowieściach, wspomnieniach i świątecznych rytuałach. To właśnie ta pamięć sprawia, że kresowe Boże Narodzenie pozostaje żywe — nie jako muzealny eksponat, lecz jako pulsująca tradycja, która wciąż potrafi poruszyć serca.

Oprac. Adolf Gorzkowski/Znadniemna.pl, zdjęcie tytułowe: obraz autorstwa Nikołaja  Pimonienko pt. „Kolędnicy”

Boże Narodzenie na dawnych Kresach Wschodnich, zwłaszcza na terenach dzisiejszej Białorusi, należało do najważniejszych wydarzeń roku. Święta te łączyły religijność, rodzinne ciepło, przywiązanie do ziemi oraz głęboką więź z przodkami. W regionie, gdzie przez stulecia przenikały się tradycje katolickie, prawosławne i unickie, obrzędy bożonarodzeniowe nabierały

 Dzisiaj, 21 grudnia, z okazji 57. miesięcznicy aresztowania Andrzeja Poczobuta mieszkańcy Białegostoku oraz przedstawiciele środowisk polskich i białoruskich spotkali się przy pomniku bł. ks. Jerzego Popiełuszki, by wyrazić solidarność z więzionym dziennikarzem i wszystkimi więźniami politycznymi na Białorusi.

W wydarzeniu wzięli udział przedstawiciele środowisk polskich i białoruskich, działacze społeczni oraz politycy. Podkreślano, że mimo upływu lat sytuacja więźniów politycznych na Białorusi pozostaje dramatyczna, a Andrzej Poczobut – dziennikarz i działacz Związku Polaków na Białorusi – od blisko pięciu lat przebywa w kolonii karnej w Nowopołocku.

Robert Tyszkiewicz, koordynator ds. Polonii i Polaków za granicą w Kancelarii Senatu, przypomniał, że sprawa Poczobuta jest symbolem walki o podstawowe prawa człowieka.

Podczas akcji w Białymstoku przemówił Robert Tyszkiewicz, koordynator ds. Polonii i Polaków za granicą w Kancelarii Senatu RP, fot.: facebook.com/roberttyszkiewicz

„Nie możemy pozwolić, by świat zapomniał o Andrzeju. Każde takie spotkanie to sygnał, że pamięć i solidarność są silniejsze niż strach” – mówił  Tyszkiewicz podczas zgromadzenia.

Głos zabrała również Anna Kietlińska, prezes Podlaskiego Oddziału Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. „Stoimy tu co miesiąc, bo wiemy, że dla więźniów politycznych najgorsza jest cisza. Nasza obecność to zobowiązanie – wobec Andrzeja, wobec jego rodziny i wobec wszystkich, którzy cierpią za wolność” – podkreśliła.

Uczestnicy przynieśli biało‑czerwono‑białe flagi oraz zdjęcia więźniów politycznych. Wznoszono hasła wzywające do ich uwolnienia, a także przypominano o tegorocznych wyróżnieniach przyznanych Poczobutowi, w tym Nagrodzie Sacharowa i Orderze Orła Białego.

Organizatorzy zapowiedzieli kontynuację comiesięcznych spotkań „tak długo, jak będzie to konieczne”.

Znadniemna.pl na podstawie PAPfot.: Facebook.com

 Dzisiaj, 21 grudnia, z okazji 57. miesięcznicy aresztowania Andrzeja Poczobuta mieszkańcy Białegostoku oraz przedstawiciele środowisk polskich i białoruskich spotkali się przy pomniku bł. ks. Jerzego Popiełuszki, by wyrazić solidarność z więzionym dziennikarzem i wszystkimi więźniami politycznymi na Białorusi. W wydarzeniu wzięli udział przedstawiciele środowisk polskich i

Smutna wiadomość przyszła z Małopolski – dzisiaj, 19 grudnia 2025 roku, w Klasztorze Redemptorystów w Tuchowie, w wieku 90 lat, zmarł ojciec Karol Barnaś CSsR, redemptorysta, którego życie naznaczone było gorliwą służbą Kościołowi, a szczególnie – dwudziestoletnią posługą na Grodzieńszczyźnie, gdzie ojciec Karol stał się filarem wspólnot katolickich w trudnych czasach odradzania się życia religijnego na Białorusi.

Urodził się 1 lutego 1935 roku w Łękawicy na Śląsku. W 1853 roku, w wieku 18 lat, wstąpił do Zgromadzenia Redemptorystów, a święcenia kapłańskie przyjął w 1960 roku. Posługiwał w wielu wspólnotach w Polsce, m.in. w Toruniu, Warszawie, Krakowie, Zamościu, Łomnicy i Mierzynie, gdzie dał się poznać jako gorliwy duszpasterz i katecheta.

Najważniejszy rozdział jego życia rozpoczął się w 1990 roku, kiedy udał się na Grodzieńszczyznę. Tam przez dwadzieścia lat był proboszczem w Wielkich Ejsmontach, Zaniewiczach i Wielkiej Brzostowicy, obejmując opieką duszpasterską tysiące wiernych Kościoła Katolickiego na Białorusi, odradzającego się po dziesięcioleciach panowania w ZSRR ateistycznej władzy komunistycznej. Jako dziekan dekanatu Brzostowica Wielka ojciec Karol Barnaś stał się filarem życia religijnego w regionie, gdzie Kościół potrzebował szczególnej odwagi i wytrwałości.

Kościół Przemienienia Pańskiego w Brzostowicy Wielkiej, gdzie w latach 1990-1991 pełnił posługę proboszcza śp. o. Karol Barnaś, fot.: Wikipedia

Posługa gorliwego kapłana była świadectwem wierności i miłości do ludzi, którym służył z pokorą i oddaniem. W 2013 roku w uznaniu jego pracy papież Benedykt XVI uhonorował go za dwudziestoletnią, ofiarną pracę w diecezji grodzieńskiej i wkład w odrodzenie się Kościoła na Wschodzie, papieskim odznaczeniem – krzyżem zasługi Pro Ecclesia et Pontifice.

Po zakończeniu 1 lipca 2010 roku misji na Grodzieńszczyźnie ojciec Karol Barnaś powrócił do Tuchowa, gdzie spędził ostatnie lata życia w miejscowym Klasztorze Redemptorystów.

Zmarł dzisiaj – 19 grudnia 2025 r. – po 72 latach życia zakonnego i 66 latach kapłaństwa.

Msza święta pogrzebowa odbędzie się w poniedziałek, 22 grudnia, w Tuchowie w sanktuarium Matki Bożej Tuchowskiej.

Ojciec Karol pozostanie w pamięci jako kapłan, który niósł światło Ewangelii tam, gdzie było ono najbardziej potrzebne i jako człowiek, którego życie było świadectwem wiary, odwagi oraz miłości.

Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci…

Znadniemna.pl, na zdjęciu: śp. O. Karol Barnaś CSsR, fot.: Redemptor.pl

Smutna wiadomość przyszła z Małopolski – dzisiaj, 19 grudnia 2025 roku, w Klasztorze Redemptorystów w Tuchowie, w wieku 90 lat, zmarł ojciec Karol Barnaś CSsR, redemptorysta, którego życie naznaczone było gorliwą służbą Kościołowi, a szczególnie - dwudziestoletnią posługą na Grodzieńszczyźnie, gdzie ojciec Karol stał się

Symbol miłości i pojednania, zapalony w Betlejem, dotarł przez granicę w Kuźnicy  Białostockiej do wiernych na Grodzieńszczyźnie.

Betlejemskie Światło Pokoju, zapalone w Grocie Narodzenia Pańskiego, po raz kolejny trafiło na Białoruś. Wieczorem 17 grudnia w Kuźnicy Białostockiej na pasie neutralnym między Polską a Białorusią podlascy harcerze przekazali płomień białoruskim skautom którzy przybyli tu w asyście przedstawicieli Konsulatu Generalnego RP w Grodnie. Symboliczny gest odbył się w niezwykłej scenerii – w ciemności, na tle drutu kolczastego, który od lat dzieli granicę. Jak podkreślają uczestnicy, właśnie w takim miejscu Światło nabiera szczególnego znaczenia, stając się znakiem nadziei i pokoju wbrew trudnym realiom.

Dzisiaj, 18 grudnia, ogień zostanie uroczyście wniesiony do katedry grodzieńskiej, gdzie o godzinie 17:00 polscy harcerze przekażą go katolickim skautom białoruskim. Ci rozpoczną jego dalszą dystrybucję do parafii w całym kraju, aby wierni mogli spotkać się ze Światłem w sobotę 20 grudnia oraz dzień później, w ostatnią niedzielę Adwentu. Każdy chętny będzie mógł zapalić własną lampę i zabrać płomień do domu, aby stał się znakiem Bożej miłości i pokoju w rodzinach.

„To wzruszający gest, szczególnie dla Polaków mieszkających na Grodzieńszczyźnie. Granica została otwarta i możemy spotkać się z harcerzami, aby przejąć Światło” – mówił konsul Bohdan Korzeniowski. Komendant ZHP Chorągwi Białostockiej, harcmistrz Krzysztof Jakubowski, przypomniał z kolei, że przesłanie płomienia brzmi: „pielęgnuj dobro w sobie” – uniwersalne słowa, które mają trafić na wiele wigilijnych stołów po obu stronach granicy.

Światło pokoju co roku odbywa niezwykłą podróż przez Europę. Austriaccy skauci odbierają je w Wiedniu, następnie przekazują słowackim harcerzom, a ci – polskim. Z Polski trafia ono na Białoruś, gdzie od ponad dwóch dekad jest przyjmowane z wielką czcią. W tym roku akcja, choć nie została jeszcze oficjalnie ogłoszona, została już zapowiedziana w wielu parafiach. Symboliczne przekazania odbywają się także w innych krajach regionu – w Kijowie płomień odebrał osobiście prezydent Ukrainy Wołodymyr Zielenski, a Ukraińska Kolej rozwozi go do miast całego kraju. W Rosji Światło trafi do rąk prawosławnych skautów, którzy będą przekazywać je wiernym przygotowującym się do obchodów Bożego Narodzenia 7 stycznia.

Dzięki tej międzynarodowej inicjatywie Betlejemski płomień dociera dziś do ponad 25 państw, stając się wyjątkowym znakiem jedności i nadziei w czasie świąt.

Znadniemna.pl na podstawie radio.bialystok.pl oraz katolik.life,na zdjęciu: moment przekazania Betlejemskiego Światła Pokoju na pasie neutralnym między Polską a Białorusią na przejściu w Kuźnicy Białostockiej, fot.: katolik.life

Symbol miłości i pojednania, zapalony w Betlejem, dotarł przez granicę w Kuźnicy  Białostockiej do wiernych na Grodzieńszczyźnie. Betlejemskie Światło Pokoju, zapalone w Grocie Narodzenia Pańskiego, po raz kolejny trafiło na Białoruś. Wieczorem 17 grudnia w Kuźnicy Białostockiej na pasie neutralnym między Polską a Białorusią podlascy harcerze

Przejdź do treści