HomeStandard Blog Whole Post (Page 5)

Dziś, w dniu 80. urodzin Grażyny Złockiej‑Korzeniewskiej, wspominamy jej śp. ojca, Kazimierza Złockiego – urodzonego w Grodnie muzyka, żołnierza i konspiratora, którego życie stało się jedną z najpiękniejszych, a zarazem najbardziej dramatycznych historii polskiego Podlasia.

Kazimierz Złocki z rodzicami w Grodnie. Fot.: Archiwum rodzinne Grażyny Złockiej-Korzeniewskiej

Szeliga – polski herb szlachecki. Fot.: Archiwum rodzinne Grażyny Złockiej-Korzeniewskiej

Żył szybko, intensywnie i z pasją. Był jednym z tych ludzi, których losy mogłyby stać się kanwą filmu – utalentowany muzyk, żołnierz września, konspirator Armii Krajowej, więzień stalinowski, a po wyjściu na wolność twórca białostockiego życia muzycznego. Historia Kazimierza Złockiego to opowieść o talencie, odwadze i dramatycznym zderzeniu z realiami powojennej Polski.

Dzieciństwo, edukacja i narodziny talentu

Kazimierz Złocki. Fot.: Archiwum rodzinne Grażyny Złockiej-Korzeniewskiej

Kazimierz Złocki urodził się w 1916 roku w Grodnie, w rodzinie o silnych tradycjach muzycznych. Wychowywał się w Lipsku nad Biebrzą, gdzie ukończył szkołę powszechną, a następnie kontynuował naukę u ojców salezjanów w Różanymstoku. Już wtedy wyróżniał się wyjątkową wrażliwością i muzycznym słuchem, które szybko dostrzegli jego nauczyciele.

Kazimierz Złocki. Fot.: Archiwum rodzinne Grażyny Złockiej-Korzeniewskiej

W 1934 roku przeniósł się do Warszawy, gdzie rozpoczął naukę w Państwowym Konserwatorium Muzycznym. Grał w orkiestrze wojskowej i został ulubionym uczniem prof. Bierdiajewa, który widział w nim przyszłego asystenta. Złocki rozwijał się błyskawicznie – pracowity, ambitny, pełen radości życia i wiary w spełnienie marzeń.

Jego młodość zapowiadała karierę muzyczną, która mogła potoczyć się w wielkiej skali. Wojna brutalnie przerwała ten pierwszy, obiecujący akt jego życia.

Wojna, konspiracja i służba w Armii Krajowej

We wrześniu 1939 roku Kazimierz Złocki walczył jako kapral podchorąży. Dwukrotnie ranny, dostał się do niewoli niemieckiej, z której zdołał uciec dzięki pomocy zaprzyjaźnionych lekarzy. Po powrocie na Grodzieńszczyznę włączył się w działalność konspiracyjną Armii Krajowej, przyjmując pseudonim „Radziwiłł”.

W konspiracji działał jako łącznik i uczestnik akcji zbrojnych. Po raz trzeci został ranny, ale nie zrezygnował z walki. Współtowarzysze zapamiętali go jako człowieka odważnego, prawego i wrażliwego – nawet w lesie odmówił wykonania rozkazu zabicia cielaka przeznaczonego na żywność dla oddziału.

Po wejściu Sowietów i zmianie sytuacji na froncie Złocki próbował odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Na rozkaz przełożonych wstąpił do Milicji Obywatelskiej, by zdobywać informacje dla podziemia. Szybko jednak został usunięty jako „niepewny”, po czym trafił do orkiestry Komendy Wojewódzkiej MO w Białymstoku – stanowiska, które umożliwiało mu dalszą pomoc żołnierzom podziemia.

Białystok, Rynek Kościuszki, 1947 rok. Kapelmistrz Złocki prowadzi orkiestrę Komendy Wojewódzkiej MO

Aresztowanie, proces i lata stalinowskiego więzienia

Kazimierz Złocki z żoną Janiną. Fot.: Archiwum rodzinne Grażyny Złockiej-Korzeniewskiej

Noc sylwestrowa 1947/48 roku stała się początkiem tragedii. W mieszkaniu Złockich przeprowadzono brutalną rewizję, podczas której znaleziono pistolet z czasów partyzanckich – bez amunicji, ale wystarczający, by oskarżyć go o „działalność przeciwko państwu”.

Wyrok był surowy: sześć lat więzienia i degradacja. Złocki trafił kolejno do więzień w Warszawie, Rawiczu i Strzelcach Opolskich. Warunki były skrajnie ciężkie – zimno, izolacja, kary dyscyplinarne, praca w kamieniołomach. Z jego listów, pisanych do żony i córki przebija tęsknota, nadzieja i rozpacz człowieka, który mimo cierpienia starał się zachować godność.

W 1952 roku stan zdrowia Kazimierza Złockiego był dramatyczny. Świadkowie wspominali, że w styczniu 1953 roku przewieziono go w „stanie krańcowego wykończenia”. Mimo to przetrwał. Po pięciu latach i czterech miesiącach wyszedł na wolność – wyniszczony, ale nie złamany.

Odbudowa życia i ostatni akt – narodziny białostockiej orkiestry

Po powrocie do Białegostoku Złocki szybko odzyskiwał siły. Podjął pracę w Polskim Radiu jako doradca muzyczny, a następnie został dyrygentem orkiestry, działającej przy służbach łączności MO. Wrócił do komponowania – często nocami, przy biurku, z nutami spadającymi z łóżka, gdy przewracał się z boku na bok.

W 1954 roku doprowadził do powstania pierwszej w historii stolicy Podlasia orkiestry symfonicznej. Organizował muzyków, zdobywał instrumenty, sale prób, fundusze. Jego „Marsz uroczysty” i „Spacerkiem po plantach” zdobyły sympatię białostoczan. Profesor Bierdiajew zapraszał go do Warszawy, lecz Złocki odmówił – uważał, że Białystok potrzebuje go bardziej.

W lutym 1955 roku, w przeddzień ważnego koncertu, Kazimierz Złocki zmarł nagle na zawał serca. Miał zaledwie 39 lat. Pozostawił po sobie nie tylko muzykę, lecz także pamięć o człowieku szlachetnym, odważnym i pełnym pasji – jednym z tych, którzy mimo przeciwności potrafili tworzyć dobro.

Znadniemna.pl na podstawie tekstów prof. Adama Czesława Dobrońskiego w Kurierze Porannym 

Dziś, w dniu 80. urodzin Grażyny Złockiej‑Korzeniewskiej, wspominamy jej śp. ojca, Kazimierza Złockiego – urodzonego w Grodnie muzyka, żołnierza i konspiratora, którego życie stało się jedną z najpiękniejszych, a zarazem najbardziej dramatycznych historii polskiego Podlasia. [caption id="attachment_73097" align="alignnone" width="480"] Kazimierz Złocki z rodzicami w Grodnie. Fot.:

2 maja 2026 roku swoje 80. urodziny obchodzi Grażyna Złocka‑Korzeniewska – córka Kazimierza Złockiego, urodzonego w Grodnie żołnierza Armii Krajowej, muzyka i ofiary represji stalinowskiego aparatu bezpieczeństwa w powojennej Polsce. Jej życie stało się świadectwem wierności wartościom wyniesionym z domu oraz misji pielęgnowania pamięci o ojcu i o polskości na Grodzieńszczyźnie.

Grażyna Złocka-Korzeniewska w młodości

„Był człowiekiem bardzo wrażliwym, delikatnym, czułym” – pamięć o ojcu

Janina i Kazimierz Złoccy, rodzice Grażyny Złockiej-Korzeniewskiej, fot.: Archiwum rodzinne Jubilatki

Kazimierz Złocki, urodzony w 1916 roku w Grodnie, należał do pokolenia, którego losy naznaczyły wojna, konspiracja i powojenne represje. Był wybitnie uzdolnionym muzykiem – ukończył dyrygenturę w Warszawie, a jego profesorowie podkreślali niezwykłą wrażliwość i talent.

W czasie wojny działał w Armii Krajowej pod pseudonimami „Radziwiłł” i „Muzykant”, był trzykrotnie ranny, walczył w Puszczy Augustowskiej i brał udział w akcji „Burza”. Po wojnie został aresztowany i skazany przez komunistyczny sąd na sześć lat więzienia.

Historyk Adam Czesław Dobroński pisał o nim:

„Był pan Kazimierz człowiekiem bardzo wrażliwym, delikatnym, czułym… wyjątkowo uzdolnionym muzycznie… zasłużył na miano człowieka wielkich pasji.”

To właśnie te losy – dramatyczne, ale pełne godności – ukształtowały w Grażynie Złockiej‑Korzeniewskiej poczucie obowiązku wobec pamięci i historii.

Wierność Kresom – spotkania z Polakami na Grodzieńszczyźnie

Lida, 2018 rok. Grażyna Złocka–Korzeniewska, wiceprezes Zarządu Stowarzyszenia Łagierników Żołnierzy Armii Krajowej i płk Weronika Sebastianowicz, prezes Stowarzyszenia Żołnierzy Armii Krajowej przy ZPB

Lida, 2018 rok. Irena Biernacka, członkini Zarządu Głównego ZPB, prezes Oddziału ZPB w Lidzie i Grażyna Złocka–Korzeniewska, wiceprezes Zarządu Stowarzyszenia Łagierników Żołnierzy Armii Krajowej

Jako członkini Stowarzyszenia Łagierników Żołnierzy Armii Krajowej Grażyna Złocka‑Korzeniewska wielokrotnie odwiedzała Grodzieńszczyznę. Spotykała się z tamtejszymi Polakami, wspierała ich inicjatywy i podtrzymywała więzi, które dla wielu z nich są ostatnią żywą nicią łączącą z ojczyzną przodków.

Gala podsumowująca wielkanocną akcję Stowarzyszenia Łagierników Żołnierzy Armii Krajowej „Polacy Kresowym Straceńcom” w Lidzie, 2018 rok

Podczas tych wyjazdów nawiedzała również rozsiane po ziemi grodzieńskiej groby żołnierzy AK – często zapomniane, ukryte w lasach, na dawnych cmentarzach parafialnych. Jej obecność była dla miejscowych Polaków znakiem, że ich historia nie została zapomniana.

Akcja „Polacy Kresowym Straceńcom” pod auspicjami Stowarzyszenia Łagierników Żołnierzy Armii Krajowej w całej Polsce paczek żywnościowych, mających wesprzeć Polaków, mieszkających za wschodnią granicą Polski. Grażyna Złocka-Korzeniewska podczas odwiedzin kombatantów w Lidzie

Delegacja Stowarzyszenia Łagierników Żołnierzy Armii Krajowej wraz z Polakami z Lidy przy grobach rodziny Pileckich w Krupowie

Pomoc dla Polaków wygnanych z Białorusi – solidarność w praktyce

Od lewej: Irena Biernacka, członkini Zarządu Głównego ZPB, prezes Oddziału ZPB w Lidzie, Grażyna Złocka–Korzeniewska, wiceprezes Zarządu Stowarzyszenia Łagierników Żołnierzy Armii Krajowej, ks. Jarosław Wąsowicz, salezjanin i historyk oraz Mariusz Birosz, prezes Stowarzyszenia „Brygada Inki”

Wierność Kresom i troska o ludzi nie kończyły się na symbolicznych gestach. Gdy po 2020 roku rozpoczęła się fala represji wobec działaczy polskich na Białorusi, Grażyna Złocka‑Korzeniewska aktywnie włączyła się w pomoc tym, którzy musieli ratować się ucieczką do Polski.

Delegacja Stowarzyszenia Łagierników Żołnierzy AK na czele z wiceprezes Stowarzyszenia – Grażyną Złocką-Korzeniewską, a także Ireną Biernacką – prezes Oddziału Związku Polaków na Białorusi w Lidzie oraz wolontariuszami ze Stowarzyszenia na wileńskim cmentarzu na Rossie, 2024 rok

Irena Biernacka, siostra Michaela Rak ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego, założycielka i dyrektorka pierwszego i jedynego na Litwie hospicjum i Grażyna Złocka-Korzeniewska, Wilno, 2024 rok

Jednym z najbardziej wymownych przykładów tej solidarności była jej pomoc dla Ireny Biernackiej, prezes Oddziału ZPB w Lidzie, wypędzonej z Białorusi do Polski po dwóch miesiącach spędzonych w więzieniu reżimu Łukaszenki. Grażyna Złocka‑Korzeniewska wspierała ją w pierwszych, najtrudniejszych miesiącach życia na uchodźstwie – pomagała w znalezieniu pracy, w adaptacji w Białymstoku, w odbudowaniu poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji.

Akcja charytatywna Stowarzyszenia Łagierników Żołnierzy AK „Polacy Kresowym Straceńcom” w Ukrainie. Po prawej Grażyna Złocka – Korzeniewska, 2018 rok

Podobną pomoc okazywała również innym Polakom, którzy po latach działalności społecznej i patriotycznej zostali zmuszeni do opuszczenia rodzinnych stron. Dla wielu z nich była pierwszą osobą, która wyciągnęła rękę, wskazała drogę, dodała otuchy. Jej postawa stała się cichym, ale niezwykle ważnym świadectwem, że polskość to nie tylko pamięć – to także odpowiedzialność za drugiego człowieka.

Wiceprezes Stowarzyszenia Grażyna Złocka-Korzeniewska przekazuje pamiątkowe dyplomy i podziękowania za dary w ramach podsumowania akcji „Polacy Kresowym Straceńcom” na Podlasiu, 2018 rok

Życie zawodowe – dyrektor, pedagog, autorytet

Dyrektor I LO w Białymstoku Grażyna Złocka-Korzeniewska, 2011 rok

W życiu zawodowym Grażyna Złocka‑Korzeniewska przez wiele lat kierowała jedną z najważniejszych szkół w regionie – I Liceum Ogólnokształcącym w Białymstoku, należącym do czołówki podlaskich szkół średnich. Jej praca została doceniona na najwyższym szczeblu: została odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski „za zasługi w pracy pedagogicznej i osiągnięcia w rozwijaniu międzypaństwowej współpracy w dziedzinie edukacji”.

Dyrektor I Liceum Ogólnokształcące im. Adama Mickiewicza w Białymstoku Grażyna Złocka-Korzeniewska podczas Święta Szkoły, 2022 rok

Wcześniej otrzymała także tytuł Honorowego Profesora Oświaty, przyznawany za wybitne osiągnięcia dydaktyczne i wychowawcze.

W swojej pracy łączyła profesjonalizm z empatią. Współpracownicy i uczniowie wspominają ją jako osobę, która potrafiła budować mosty między pokoleniami, inspirować młodych i uczyć szacunku do historii – również tej rodzinnej, kresowej.

Strażniczka pamięci rodzinnej i narodowej

Najważniejszym wątkiem jej życia pozostaje jednak pielęgnowanie pamięci o ojcu. Gromadziła dokumenty, fotografie, relacje, a także dbała o to, by historia Kazimierza Złockiego była obecna w rodzinie, wśród przyjaciół i w lokalnych środowiskach.

Dzięki jej pracy i determinacji kolejne pokolenia mogą poznać nie tylko fakty z życia ojca, lecz także wartości, które reprezentował: uczciwość, odpowiedzialność, przywiązanie do polskości i rodzinnego Grodna.

Słowo od redakcji Znadniemna.pl i Polaków z Grodzieńszczyzny

Szanowna Pani Grażyno,

z okazji 80. urodzin składamy Pani najserdeczniejsze życzenia zdrowia, spokoju i nieustającej pogody ducha. Dziękujemy za Pani wieloletnią troskę o pamięć o Kazimierzu Złockim – żołnierzu Armii Krajowej, patriocie i wybitnym muzyku – oraz za Pani obecność i wsparcie dla Polaków na Grodzieńszczyźnie i tych, którzy z powodu represji musieli opuścić Białoruś.

Niech kolejne lata przyniosą Pani wiele radości, życzliwości i satysfakcji z dzieła, które Pani tworzy – z serca, z pasji i z poczucia odpowiedzialności za historię.

Z wyrazami szacunku i serdeczności Redakcja Znadniemna.pl

2 maja 2026 roku swoje 80. urodziny obchodzi Grażyna Złocka‑Korzeniewska – córka Kazimierza Złockiego, urodzonego w Grodnie żołnierza Armii Krajowej, muzyka i ofiary represji stalinowskiego aparatu bezpieczeństwa w powojennej Polsce. Jej życie stało się świadectwem wierności wartościom wyniesionym z domu oraz misji pielęgnowania pamięci o

2 maja 2026 roku biało‑czerwona flaga powiewa w całej Polsce, a w Warszawie odbywają się uroczystości państwowe z udziałem Prezydenta RP. To także dzień, w którym Polska oddaje hołd milionom rodaków żyjących poza krajem, w tym Polakom na Wschodzie, dla których polskość pozostaje nie tylko tradycją, lecz także codziennym wyborem i świadectwem wierności wspólnym wartościom.

Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej, ustanowiony w 2004 roku, przypomina o znaczeniu narodowych barw, które od pokoleń towarzyszą Polakom w chwilach triumfu i próby. W Warszawie centralne obchody rozpoczęły się od uroczystego podniesienia flagi na Wieży Zegarowej Zamku Królewskiego, a następnie od zmiany flagi nad Pałacem Prezydenckim. Prezydent RP wręczył także nominacje generalskie i admiralską dwunastu oficerom Wojska Polskiego, podkreślając rolę sił zbrojnych w umacnianiu bezpieczeństwa państwa.

Tego samego dnia obchodzony jest Dzień Polonii i Polaków za Granicą — święto ustanowione, by uhonorować wkład Polonii w walkę o niepodległość, w pielęgnowanie języka i kultury oraz w budowanie pozytywnego wizerunku Polski na świecie. Według danych MSZ poza granicami kraju żyje około 20 milionów osób polskiego pochodzenia, tworzących jedną z największych diaspor w Europie. W Pałacu Prezydenckim wręczono dziś odznaczenia zasłużonym działaczom polonijnym oraz powołano nowych członków Rady do Spraw Polonii i Polaków za Granicą.

W tym roku obchody mają szczególny wymiar ze względu na wydarzenia związane z Polakami na Wschodzie, zwłaszcza na Białorusi. W ostatnich dniach opinię publiczną poruszyło uwolnienie Andrzeja Poczobuta, dziennikarza i działacza polskiej mniejszości, który od marca 2021 roku był więziony przez białoruskie władze. Jego uwolnienie i obecność w Polsce stały się symbolem nadziei dla całej społeczności polskiej na Białorusi, od lat zmagającej się z represjami reżimu Łukaszenki.

Andrzej Poczobut dochodzi do siebie w warszawskim szpitalu po ponad pięciu latach izolacji w łukaszenkowskich aresztach i kolonii karnej, fot.:facebook.com/andrzej.poczobut.9

Dzisiejsze święto przypomina także, że symbolem wspólnoty narodowej jest biało‑czerwona flaga, która przekracza granice geograficzne i polityczne. Polacy żyjący na Wschodzie, często w trudnych warunkach, pozostają integralną częścią narodu polskiego, a ich wierność polskości nadaje obchodom 2 maja szczególną głębię. To dzień, w którym Polska patrzy na swoje barwy narodowe nie tylko jak na znak państwowości, lecz także jako na symbol więzi łączącej wszystkich Polaków — w kraju i poza nim.

Znadniemna.pl na podstawie oficjalnych komunikatów i materiałów Kancelarii Prezydenta RP, na zdjęciu: 2 maja obchodzimy ustanowiony w 2002 roku Dzień Polonii i Polaków za Granicą, a także zainicjowany w 2004 r. Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej, źródło zdjęcia: X/Karol Nawrocki

2 maja 2026 roku biało‑czerwona flaga powiewa w całej Polsce, a w Warszawie odbywają się uroczystości państwowe z udziałem Prezydenta RP. To także dzień, w którym Polska oddaje hołd milionom rodaków żyjących poza krajem, w tym Polakom na Wschodzie, dla których polskość pozostaje nie tylko

W dniu ogłoszenia uwolnienia Andrzeja Poczobuta z białoruskiego więzienia w Wilnie wręczono mu Nagrodę im. Jerzego Giedroycia, którą w imieniu laureata odebrał inny były więzień polityczny reżimu Łukaszenki Eduard Palczys.

28 kwietnia w Wilnie, podczas forum poświęconego dziedzictwu Jerzego Giedroycia, ogłoszono przyznanie Nagrody im. Jerzego Giedroycia Andrzejowi Poczobutowi — dziennikarzowi i działaczowi polskiej mniejszości na Białorusi, który spędził pięć lat w więzieniu jako więzień polityczny reżimu Alaksandra Łukaszenki. Decyzję o wyróżnieniu podjęto jeszcze wtedy, gdy Poczobut przebywał w kolonii karnej, a informacja o jego uwolnieniu dotarła do uczestników dokładnie w trakcie trwającej dyskusji, co wywołało owację na sali.

Ponieważ sam laureat był już w drodze do Polski, nagrodę odebrał w jego imieniu Eduard Palczys — były białoruski więzień polityczny, który odbywał karę w tej samej kolonii w Nowopołocku. Podkreślił on, że wciąż trudno mu uwierzyć, iż dramat Poczobuta dobiegł końca, przypominając o jego pobytach w karcerze i odmowie napisania prośby o ułaskawienie. „On mógł to zrobić dawno, ale nie odszedł od swoich zasad” — zaznaczył Palczys.

Podczas ceremonii głos zabrała była dyrektor Biełsatu Agnieszka Romaszewska, która przypomniała drogę zawodową Poczobuta: pracę w „Pogoni” i „Narodnej Woli”, pierwszy areszt w 2011 roku, działalność w Związku Polaków na Białorusi oraz wieloletnią współpracę z polskimi mediami. Jak podkreśliła, za wierność zasadom i obronę prawdy zapłacił najwyższą cenę — własną wolnością.

Forum odbywało się w symbolicznym miejscu — w budynku przy ulicy Zamkowej w Wilnie, gdzie w 1918 roku podpisano deklarację niepodległości Litwy. Dyskusje poświęcone były myśli Jerzego Giedroycia, który wskazywał, że losy Polski, Litwy, Ukrainy i Białorusi są ze sobą nierozerwalnie związane. Organizatorzy podkreślili, że historia Poczobuta jest współczesnym dowodem na aktualność tej idei.

W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele życia publicznego Litwy i Polski, m.in. mer Wilna Valdas Benkunskas, wicemarszałek Senatu RP Rafał Grupiński, wiceprzewodnicząca Sejmu Litwy Viktorija Čmilytė‑Nielsen oraz doradca Swiatłany Cichanouskiej Franak Wiaczorka.

Znadniemna.pl na podstawie Budzma Belarusami, na zdjęciu: Eduard Palczys w obecności Agnieszki Romaszewskiej-Guzy odbiera Nagrodę im. Jerzego Giedrojcia w umieniu Andrzeja Poczobuta, fot.: Svaboda.org

W dniu ogłoszenia uwolnienia Andrzeja Poczobuta z białoruskiego więzienia w Wilnie wręczono mu Nagrodę im. Jerzego Giedroycia, którą w imieniu laureata odebrał inny były więzień polityczny reżimu Łukaszenki Eduard Palczys. 28 kwietnia w Wilnie, podczas forum poświęconego dziedzictwu Jerzego Giedroycia, ogłoszono przyznanie Nagrody im. Jerzego Giedroycia

Uwolniony po ponad pięciu latach z białoruskiego więzienia Andrzej Poczobut przebywa w warszawskim szpitalu na szczegółowych badaniach, a jego żona Oksana — publikując zdjęcie ze słowami „Poranek w warszawskim szpitalu. Najmilszy poranek z możliwych” — pokazała ich pierwsze spotkanie po latach izolacji.

Andrzej Poczobut, dziennikarz i działacz polskiej mniejszości na Białorusi, dzień po uwolnieniu z kolonii karnej trafił do szpitala MSWiA w Warszawie, gdzie przechodzi kompleksową diagnostykę. Jego żona Oksana opublikowała w mediach społecznościowych pierwsze wspólne zdjęcie od lat, podpisując je słowami: „Poranek w warszawskim szpitalu. Najmilszy poranek z możliwych”. Fotografia szybko obiegła media i została udostępniona m.in. przez Swiatłanę Cichanouską, która podkreśliła, że „cudownie jest ich znów zobaczyć razem”.

Według relacji osób, które widziały Poczobuta po uwolnieniu, jego stan fizyczny jest bardzo trudny — jest skrajnie wychudzony i wyczerpany wieloletnim pobytem w więzieniu o zaostrzonym rygorze, gdzie był pozbawiany kontaktu z bliskimi i narażony na kary dyscyplinarne. Lekarze prowadzą obecnie szczegółowe badania, a jego żona i rodzina towarzyszą mu w szpitalu.

Poczobut został uwolniony we wtorek w ramach wymiany więźniów na granicy polsko‑białoruskiej, przeprowadzonej na zasadzie „pięciu za pięciu”. Wraz z nim Mińsk zwolnił dwóch innych Polaków i dwóch obywateli Mołdawii. Polska strona przekazała osobę poszukiwaną przez Rosję, co — jak podkreślają komentatorzy — było elementem szerszych negocjacji dyplomatycznych z udziałem kilku państw.

Liderka białoruskiej opozycji Swiatłana Cichanouska przypomniała, że mimo radości z uwolnienia Poczobuta, na Białorusi wciąż przetrzymywanych jest ponad tysiąc więźniów politycznych. „Nie możemy przestać, dopóki każda rodzina nie będzie znów kompletna” — napisała.

Znadniemna.pl na podstawie wiadomosci.wp.pl  oraz tvn24.pl, fot.: x.com/Tsihanouskaya

Uwolniony po ponad pięciu latach z białoruskiego więzienia Andrzej Poczobut przebywa w warszawskim szpitalu na szczegółowych badaniach, a jego żona Oksana — publikując zdjęcie ze słowami „Poranek w warszawskim szpitalu. Najmilszy poranek z możliwych” — pokazała ich pierwsze spotkanie po latach izolacji. Andrzej Poczobut, dziennikarz

W drodze z granicy do Warszawy Andrzej Poczobut opowiedział Bartoszowi Wielińskiemu o pierwszych chwilach w kolonii karnej, o miesiącach spędzonych w karcerze, o dramatycznej nocy uwolnienia i o tym, dlaczego początkowo odmówił wyjazdu z Białorusi. Jego relacja to świadectwo człowieka, którego próbowano złamać — i któremu się to nie udało.

W rozmowie z Bartoszem Wielińskim, prowadzonej w samochodzie ABW tuż po przekroczeniu granicy, Andrzej Poczobut wracał do pierwszych chwil w kolonii w Nowopołocku. Wspominał, jak zaraz po przyjeździe usłyszał krzyki torturowanego więźnia. Kapo kazał nowym osadzonym krzyczeć, by zagłuszyć jęki — Poczobut jako jedyny odmówił. Usłyszał wtedy od zastępcy naczelnika: „Nie potrzebujemy, żebyś był martwy. Potrzebujemy, żebyś był żywy”. Mimo tych słów nikt nie dbał o jego zdrowie.

Opowiadał o dwóch latach spędzonych w celi z otwartym oknem — zimą i latem — oraz o 167 dniach w karcerze, gdzie spał na deskach i nie miał żadnych rzeczy osobistych. W czasie odbywania kary schudł 20 kilogramów.

Wspominał też noc uwolnienia. O trzeciej nad ranem obudzono go z informacją o „przeniesieniu”. Myślał, że jedzie do więzienia w Mohylewie, gdzie warunki są nieco lepsze. Zdziwiło go, że kazano zabrać wszystkie rzeczy. Gdy funkcjonariusze KGB oznajmili, że ma zostać wywieziony do Polski, odmówił. Zażądał gwarancji, że będzie mógł wrócić na Białoruś. Przywieziono urzędnika Administracji Prezydenta, połączono go z polskim chargé d’affaires — obie strony potwierdziły, że powrót będzie możliwy.

Dopiero wtedy zgodził się na wyjazd.

Znadniemna.pl na podstawie relacji Bartosza Wielińskiego opublikowanych w Gazecie Wyborczej oraz jego wpisów w mediach społecznościowych, na zdjęciu: Bartosz Wieliński i Andrzej Poczobut w drodze do Warszawy, fot.: Facebook.com

W drodze z granicy do Warszawy Andrzej Poczobut opowiedział Bartoszowi Wielińskiemu o pierwszych chwilach w kolonii karnej, o miesiącach spędzonych w karcerze, o dramatycznej nocy uwolnienia i o tym, dlaczego początkowo odmówił wyjazdu z Białorusi. Jego relacja to świadectwo człowieka, którego próbowano złamać — i

W ramach wtorkowej wymiany więźniów pomiędzy Polską a Białorusią na wolność wyszedł nie tylko Andrzej Poczobut. Wśród uwolnionych znalazł się również polski duchowny, karmelita Grzegorz Gaweł, którego zatrzymanie w 2025 roku wywołało duże poruszenie w Polsce.

Grzegorz Gaweł został zatrzymany przez białoruskie KGB we wrześniu 2025 roku w Lepelu. Reżimowe media oskarżyły 27-letniego zakonnika z Krakowa o rzekome szpiegostwo i posiadanie dokumentów związanych z ćwiczeniami wojskowymi „Zapad-2025”. Polskie władze od początku odrzucały te zarzuty, wskazując, że sprawa nosi znamiona prowokacji politycznej.

Po zatrzymaniu zakon karmelitów wydał specjalny komunikat, w którym potwierdził, że Gaweł jest członkiem zgromadzenia, i poprosił wiernych o modlitwę za współbrata. Sprawa była szeroko komentowana zarówno w mediach kościelnych, jak i świeckich.

Z czasem białoruskie organizacje praw człowieka, w tym „Wiasna”, uznały Grzegorza Gawła za więźnia politycznego. Według publikowanych danych wśród więźniów politycznych reżimu znajdowali się również obywatele Polski.

Dzisiejsze uwolnienie Andrzeja Poczobuta i Grzegorza Gawła to ważna wiadomość dla Polski oraz rodzin obu mężczyzn. Oznacza zakończenie dramatycznego okresu niepewności, a także sukces działań dyplomatycznych.

Znadniemna.pl

W ramach wtorkowej wymiany więźniów pomiędzy Polską a Białorusią na wolność wyszedł nie tylko Andrzej Poczobut. Wśród uwolnionych znalazł się również polski duchowny, karmelita Grzegorz Gaweł, którego zatrzymanie w 2025 roku wywołało duże poruszenie w Polsce. Grzegorz Gaweł został zatrzymany przez białoruskie KGB we wrześniu 2025

Niezależne białoruskie media poinformowały, że Andrzej Poczobut został uwolniony w ramach wymiany zatrzymanych pomiędzy Białorusią, Rosją a państwami Unii Europejskiej. Operacja, w którą zaangażowanych było siedem krajów, odbyła się według formuły „pięć na pięć”. Na granicy Poczobuta osobiście powitał premier Polski Donald Tusk.

Według relacji „Naszej Niwy” wymiana odbyła się w Puszczy Białowieskiej, na pieszo‑rowerowym przejściu Pererow–Białowieża. Strona białoruska i rosyjska przekazały pięciu zatrzymanych, w tym trzech obywateli Polski i dwóch obywateli Mołdawii. Wśród Polaków znalazł się Andrzej Poczobut, dziennikarz z Grodna, wieloletni korespondent „Gazety Wyborczej” i działacz Związku Polaków na Białorusi. W zamian państwa UE przekazały pięciu więźniów, w tym osoby oskarżane o działalność szpiegowską na rzecz Mińska i Moskwy.

Białoruska agencja BiełTA opisuje operację jako finał długotrwałych negocjacji prowadzonych od jesieni 2025 roku z udziałem służb specjalnych siedmiu państw. Według jej przekazu do włączenia Poczobuta do wymiany miała doprowadzić prośba jego matki oraz Andżeliki Borys.

„Nasza Niwa” przypomina, że Poczobut został zatrzymany w marcu 2021 roku i skazany na osiem lat kolonii karnej pod zarzutami związanymi z jego działalnością dziennikarską, w tym publikacjami o historii Polski, protestach na Białorusi i sytuacji polskiej mniejszości. W trakcie odbywania kary wielokrotnie trafiał do karceru, przeszedł operację i zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi. W czasie uwięzienia został uhonorowany Orderem Orła Białego oraz Nagrodą Sacharowa.

Kluczowym momentem dnia było spotkanie na granicy: premier Donald Tusk osobiście powitał Andrzeja Poczobuta po jego przekroczeniu granicy. W opublikowanym wpisie na platformie X premier zamieścił zdjęcie z dziennikarzem, opatrując je słowami: „Serdecznie witamy w polskim domu, przyjacielu”. Na zdjęciu Poczobut trzymał w ręku białoruski paszport.

Według relacji mediów amerykańskich i białoruskich w proces wymiany uczestniczyli także przedstawiciele Stanów Zjednoczonych, którzy mieli odegrać istotną rolę w koordynacji działań dyplomatycznych.

Znadniemna.pl na podstawie Nasza Niwa oraz X.com/donaldtusk, na zdjęciu: Donald Tusk i Andrzej Poczobut, fot.: x.com/donaldtusk

Niezależne białoruskie media poinformowały, że Andrzej Poczobut został uwolniony w ramach wymiany zatrzymanych pomiędzy Białorusią, Rosją a państwami Unii Europejskiej. Operacja, w którą zaangażowanych było siedem krajów, odbyła się według formuły „pięć na pięć”. Na granicy Poczobuta osobiście powitał premier Polski Donald Tusk. https://twitter.com/donaldtusk/status/2049084209185112412 Według relacji „Naszej

Od 4 maja osoby w wieku 60+ zapraszane do Polski przez bliskich krewnych będą mogły umawiać wizytę wizową bez rejestracji w systemie. Zgłoszenia będą przyjmowane wyłącznie mailowo przez Wydział Konsularny Ambasady RP w Mińsku.

Nowe zasady mają odciążyć przeciążony system rejestracji i ułatwić seniorom podróżowanie do Polski w celach rodzinnych. Zmiana dotyczy wyłącznie mińskiego okręgu konsularnego i nie obejmuje wnioskodawców z okręgów grodzieńskiego ani brzeskiego, które funkcjonują według dotychczasowych zasad.

Aby uzyskać termin wizyty, wnioskodawcy powinni wysłać zgłoszenie na adres: [email protected], wpisując w tytule wiadomości: „zaproszenie UW 60+”. Do maila należy dołączyć skan zaproszenia zarejestrowanego w urzędzie wojewódzkim oraz podać pełne dane kontaktowe, w tym numer telefonu. Na tej podstawie konsulat wyznaczy termin i godzinę wizyty w jednym z punktów przyjmowania wniosków wizowych: w Mińsku, Homlu, Mohylewie lub Witebsku — zgodnie z miejscem zameldowania osoby ubiegającej się o wizę.

Ambasada przypomina, że zgłoszenia niekompletne nie będą rozpatrywane. Nieobecność na wyznaczonym terminie uniemożliwi ponowne skorzystanie z preferencyjnej procedury.

Znadniemna.pl na podstawie Gov.pl, fot.: Shutterstock

Od 4 maja osoby w wieku 60+ zapraszane do Polski przez bliskich krewnych będą mogły umawiać wizytę wizową bez rejestracji w systemie. Zgłoszenia będą przyjmowane wyłącznie mailowo przez Wydział Konsularny Ambasady RP w Mińsku. Nowe zasady mają odciążyć przeciążony system rejestracji i ułatwić seniorom podróżowanie do

Charytatywny long stream Piotra „Łatwoganga” Garkowskiego zakończył się historycznym sukcesem – zebrano ponad 251 mln zł na leczenie dzieci z chorobami nowotworowymi, a wydarzenie oficjalnie pobiło rekord Guinnessa jako największa internetowa zbiórka na żywo. Dziewięciodniową transmisję śledziły setki tysięcy internautów, a akcja stała się jednym z najgłośniejszych wydarzeń charytatywnych w historii polskiego Internetu.

Dziewięciodniowy stream, prowadzony na YouTube przez Piotra „Łatwoganga” Garkowskiego, przerodził się w ogólnopolskie poruszenie. Każda wpłata zasilała Fundację Cancer Fighters, wspierającą dzieci i młodzież walczących z nowotworami. W szczytowych momentach transmisję oglądało ponad milion osób, a licznik darowizn rósł w tempie, które zaskoczyło nawet organizatorów.

W trakcie streamu pojawili się artyści, sportowcy i twórcy internetowi. Wsparcie okazali m.in. Doda, Robert Lewandowski, Adam Małysz, Cezary Pazura, Roksana Węgiel czy Bedoes. Niektóre gwiazdy zdecydowały się na symboliczne gesty solidarności z chorymi dziećmi — jak zgolenie włosów na żywo. Widzowie byli świadkami spontanicznych występów, emocjonalnych rozmów i momentów, które natychmiast obiegały media społecznościowe.

Impulsem do zorganizowania zbiórki była piosenka Bedoesa i Mai Mecan „Ciągle tutaj jestem (diss na raka)”, która nagłośniła temat chorób nowotworowych wśród najmłodszych. Łatwogang zaproponował swoim widzom wyzwanie: długość streamu miała odpowiadać liczbie polubień pod jednym z jego filmów. Internauci odpowiedzieli masowo — transmisja trwała aż dziewięć dni.

Według analiz medialnych akcja była niemal jednogłośnie oceniana pozytywnie, a Internet określał ją jako „historyczną”, „bezprecedensową” i „rekordową”. Oficjalne potwierdzenie pobicia rekordu Guinnessa — jako największej zbiórki internetowej prowadzonej na żywo — nadało wydarzeniu dodatkowy wymiar.

Fundacja Cancer Fighters zapowiedziała pełną transparentność rozliczeń oraz uruchomienie specjalnej strony, na której publikowane będą informacje o wykorzystaniu środków. Pieniądze mają zostać przeznaczone na leczenie, rehabilitację, transport do klinik, konsultacje specjalistyczne, zakup sprzętu medycznego oraz wsparcie rodzin podopiecznych.

Rekordowa zbiórka pokazała, że polska społeczność internetowa potrafi jednoczyć się wokół najważniejszych spraw — a solidarność z dziećmi walczącymi z rakiem ma siłę, która przekracza granice platform i pokoleń.

Znadniemna.pl na podstawie Wilnoteka.lt oraz L24.lt , fot.: Facebook/Cancer Fighters

Charytatywny long stream Piotra „Łatwoganga” Garkowskiego zakończył się historycznym sukcesem – zebrano ponad 251 mln zł na leczenie dzieci z chorobami nowotworowymi, a wydarzenie oficjalnie pobiło rekord Guinnessa jako największa internetowa zbiórka na żywo. Dziewięciodniową transmisję śledziły setki tysięcy internautów, a akcja stała się jednym

Przejdź do treści