HomeStandard Blog Whole Post (Page 5)

Z głębokim smutkiem żegnamy śp. Andrzeja Januszajtisa – wybitnego Gdańszczanina, Honorowego Obywatela Miasta Gdańska, fizyka z wykształcenia, historyka z powołania, człowieka, którego życie i praca stały się trwałą częścią dziedzictwa polskiego Pomorza. Zmarł 22 stycznia 2026 roku w Gdańsku.

Smutną wiadomością o Jego odejściu  podzieliła się  w mediach społecznościowych Agnieszka Owczarczak, Przewodnicząca Rady Miasta Gdańska, podkreślając Jego mądrość, spokój i niezwykłą skromność, które towarzyszyły Mu przez całe życie.

Dla naszej redakcji pozostanie jednak kimś jeszcze więcej: Lidzianinem, który – choć los związał go z Gdańskiem – nigdy nie zapomniał o ziemi swojego urodzenia.  W sierpniu 2023 roku, wspominając Jego 95. urodziny, pisaliśmy o niezwykłej drodze człowieka, który z Kresów wyniósł wrażliwość, pracowitość i głębokie poczucie odpowiedzialności za wspólnotę. Dziś z bólem dopisujemy do tej historii ostatni rozdział.

Śp. Andrzej Januszajtis był autorytetem rzadkiego formatu – cenionym za rzetelność, konsekwencję, kulturę intelektualną i umiejętność łączenia naukowej precyzji z pasją popularyzatora. Jego dorobek naukowy, publicystyczny i społeczny na trwałe wpisał się w dzieje Gdańska, a zarazem stał się ważnym punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń badaczy, samorządowców i mieszkańców miasta.

Nasz krajan był człowiekiem, który potrafił być wielki, pozostając skromnym. Człowiekiem, który budował mosty – między przeszłością a teraźniejszością, między nauką a codziennością, między Gdańskiem a Kresami, z których wyrósł.

Żegnamy Go z wdzięcznością…

Za mądrość. Za spokój. Za wierność korzeniom. Za świadectwo, że służba wspólnocie może być piękną formą życia.

Rodzinie i Bliskim składamy wyrazy najgłębszego współczucia. Pamięć o śp. Andrzeju Januszajtisie pozostanie z nami – w Gdańsku, w Lidzie i wszędzie tam, gdzie żyją ludzie ceniący prawdę, historię i kulturę.

Redakcja Znadniemna.pl, fot.: Gdańsk.pl

Z głębokim smutkiem żegnamy śp. Andrzeja Januszajtisa – wybitnego Gdańszczanina, Honorowego Obywatela Miasta Gdańska, fizyka z wykształcenia, historyka z powołania, człowieka, którego życie i praca stały się trwałą częścią dziedzictwa polskiego Pomorza. Zmarł 22 stycznia 2026 roku w Gdańsku. Smutną wiadomością o Jego odejściu  podzieliła się 

Po latach intensywnych prac konserwatorskich 22 stycznia  uroczyście otwarta została Kaplica Grobowa rodu Orzeszków w Zakozielu – w rejonie drohiczyńskim obwodu brzeskiego na Białorusi. Obiekt odzyskał dawny blask i należne mu miejsce w krajobrazie kulturowym Polesia. Otwarcie kaplicy to finał wieloletniego procesu ratowania jednego z najcenniejszych zabytków neogotyckich Białorusi, który jeszcze kilka lat temu znajdował się na granicy całkowitej ruiny.

Kaplica przed rozpoczęciem restauracji, fot.: Wikipedia

Kaplica, wzniesiona w połowie XIX wieku jako rodowy panteon Orzeszków, przez dziesięciolecia niszczała, tracąc kolejne elementy konstrukcyjne i dekoracyjne. Zniszczone sklepienia, wybite witraże, brak dachu i zawilgocone mury sprawiły, że obiekt stał się niebezpieczną ruiną. Dopiero w 2019 roku, dzięki współpracy strony polskiej i białoruskiej, rozpoczęto prace ratunkowe prowadzone przez Fundację Pomoc Polakom na Wschodzie. Wykonano wtedy najpilniejsze zabezpieczenia konstrukcji, które zatrzymały proces destrukcji. Rok później, dzięki wsparciu Narodowego Instytutu Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą POLONIKA, kaplica odzyskała miedziany dach, odtworzony zgodnie z historycznymi technikami.

Kaplica Grobowa rodu Orzeszków w Zakozielu na malunku Napoleona Ordy, źródło: Wikipedia

Kolejne etapy renowacji realizowali specjaliści z „Brestrestawracji”. W 2023 roku ruszyła trzecia faza prac, obejmująca rekonstrukcję dekoracji fasadowych, tynkowanie cokołu, malowanie ścian oraz wykończenie krypty. Władze rejonu drohiczyńskiego przeznaczyły na ten cel pół miliona rubli, co pozwoliło kontynuować działania mimo trudnych warunków finansowych. Jak podkreślał naczelnik wydziału kultury rejonu Igor Proniewicz, celem było „zakończenie najważniejszych prac przed nadejściem jesiennych przymrozków”, aby nie dopuścić do ponownego zawilgocenia murów.

Kaplica w trakcie restauracji – 2023 rok, fot.: Polesie.org

Eksperci zaangażowani w renowację podkreślają, że była to jedna z najbardziej wymagających realizacji konserwatorskich ostatnich lat. Przedstawiciele „Brestrestawracji” wielokrotnie zwracali uwagę, że mury kaplicy były tak mocno przesycone wilgocią i solami, iż zwykłe tynki nie miały szans się utrzymać. Konieczne było długotrwałe osuszanie wnętrza oraz zastosowanie specjalistycznych tynków renowacyjnych. Jak mówił jeden z kierowników prac, cytowany przez agencję BelTA, „ściany trzeba było ratować centymetr po centymetrze, zanim można było myśleć o przywracaniu dekoracji”.

2023 rok – przygotowane do ponownego wykorzystania elementy dekoracji sklepień i ścian, fot.: Polesie.org

Wielkim wyzwaniem okazała się rekonstrukcja witraży. Konserwatorzy, jak relacjonowała gazeta Zarya.by, dobierali kolor szkła na podstawie mikroskopijnych fragmentów znalezionych podczas prac ziemnych. Podobnie odtwarzano elementy żeliwnych ram okiennych, które odlewano w lokalnym zakładzie w Drohiczynie, co eksperci określali jako „powrót do XIX‑wiecznych technologii w XXI wieku”.

Najbardziej spektakularnym efektem prac jest odtworzenie neogotyckich sklepień z charakterystycznymi nervurami (nervury – żebrowania sklepienne – red. ). Znany rzeźbiarz Paweł Rabow, cytowany przez dziennik SB „Беларусь сегодня”, podkreślał, że „każdy element trzeba było modelować ręcznie, często zaczynając od plastelinowego prototypu”. Oryginalnej sztukaterii zachowało się jedynie około 40 procent, resztę odtworzono na podstawie archiwalnych rysunków i analogii.

Odrestaurowane sklepienie z nervurami i odnowione witraże znowu zachwycają swoim pięknem, fot.: nashaniva.com

Dziś kaplica w Zakozielu jest nie tylko uratowanym zabytkiem, lecz także nową atrakcją turystyczną regionu. Wnętrze funkcjonuje jako „zimne muzeum”, bez ogrzewania, aby nie zaburzać mikroklimatu. Zwiedzający mogą zobaczyć zarówno odtworzone dekoracje, jak i ekspozycję artefaktów odnalezionych podczas badań archeologicznych, w tym fragment pasa słuckiego i elementy dawnego wyposażenia krypty.

Otwarcie odnowionej kaplicy jest dowodem na to, że nawet najbardziej zagrożone zabytki mogą odzyskać życie, jeśli znajdą się specjaliści gotowi podjąć trud ich ratowania. Dzięki współpracy polskich i białoruskich instytucji, zaangażowaniu konserwatorów i determinacji lokalnych władz, neogotycka perła Polesia znów zachwyca i przypomina o bogatej historii regionu.

Znadniemna.pl na podstawie Nashaniva.com i Polesie.org, na zdjęciu tytułowym: otwarcie Kaplicy Grobowej rodu Orzeszków w Zakozielu, fot.: Drahiczyn.by

Po latach intensywnych prac konserwatorskich 22 stycznia  uroczyście otwarta została Kaplica Grobowa rodu Orzeszków w Zakozielu - w rejonie drohiczyńskim obwodu brzeskiego na Białorusi. Obiekt odzyskał dawny blask i należne mu miejsce w krajobrazie kulturowym Polesia. Otwarcie kaplicy to finał wieloletniego procesu ratowania jednego z

Choć Jerzy Wołkowicki urodził się w Proszewie, to młodość spędzona w Grodnie ukształtowała jego charakter i ambicje. To tutaj zdobywał wiedzę w gimnazjum klasycznym, zanim związał swoje życie z morzem, wojną i walką o niepodległość Polski. Jego historia łączy dramat wojny rosyjsko-japońskiej, heroizm kampanii wrześniowej, cud ocalenia z Katynia oraz długie życie w służbie dla Ojczyzny.

Młodość i nauka w Grodnie

Jerzy Wołkowicki przyszedł na świat 22 stycznia 1883 roku w majątku Proszew, w rodzinie szlacheckiej o korzeniach grodzieńskich. Jego ojciec Tadeusz był agronomem, matka Maria z Muchlińskich – troskliwą opiekunką domu. Po latach wspominał Grodno jako miejsce, gdzie ukształtowały się jego wartości i zamiłowanie do dyscypliny. W 1901 roku ukończył gimnazjum klasyczne w Grodnie, a już wkrótce podjął decyzję, która zaważyła na całym jego życiu – wstąpił do Morskiego Korpusu Kadeckiego w Petersburgu.

Bitwa pod Cuszimą i sława w Rosji

Japończycy w bitwie pod Cuszimą. Heihachiro Togo na mostku okrętu flagowego Mikasa. Fot.: wikipedia.org

W 1904 roku Wołkowicki rozpoczął służbę na pancerniku „Imperator Nikołaj I”. Wybuchła wojna rosyjsko-japońska, a jego jednostka została wysłana na Daleki Wschód, by wesprzeć oblężony Port Artur. Majowa bitwa pod Cuszimą w 1905 roku była decydującym starciem tej wojny – rosyjska eskadra została niemal całkowicie zniszczona.

Jerzy Wołkowicki (po lewej) – jako starszy porucznik armii rosyjskiej z kolegą Wasilijem Grigorienko po dekoracji serbskimi orderami Gwiazdy Jerzego Czarnego z mieczami 4. klasy. Lato 1915 r. Napis boczny mówi, że zdjęcie pochodzi z archiwum rodziny pozostawionym wnukom Wasilija Grigorienki – w oryginale: Aleksandrom Borysowiczom Żewachowym (Francja).

Podczas narady u admirała Nikołaja Niebogatowa, gdy zaproponowano kapitulację, Wołkowicki, jeden z młodszych oficerów, odważnie sprzeciwił się ustaleniom dowództwa: „walczyć do końca, a potem wysadzić okręt w powietrze i ratować się”. Za swoją postawę został odznaczony Orderem św. Jerzego i okrzyknięty bohaterem narodowym Rosji. Jego historia trafiła później do powieści Aleksieja Nowikowa-Priboja „Cuszima”.

Po nieudanej próbie ucieczki z japońskiej niewoli Wołkowicki trafił na dwa lata do więzienia, by po zwolnieniu kontynuować naukę w Morskiej Szkole Artyleryjskiej w Kronsztadzie i Morskiej Szkole Inżynieryjnej w Petersburgu.

Służba w Wojsku Polskim i wojna polsko-bolszewicka

Gen. Jerzy Wołkowicki – w środku przed Grobem Nieznanego Powstańca w Katowicach, 16 kwietnia 1939 roku

Po rewolucji październikowej Wołkowicki opuścił Rosję i dotarł do Francji. W 1918 roku wstąpił do Armii Polskiej we Francji, by wkrótce wrócić do Polski i wstąpić do Wojska Polskiego. Brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, dowodził Flotyllą Pińską, a w 1921 roku został szefem sztabu 1. Dywizji Litewsko-Białoruskiej.

Jego kariera wojskowa rozwijała się dynamicznie: pełnił funkcje szefa sztabu Okręgów Korpusu w Przemyślu i we Lwowie, dowodził piechotą dywizyjną 11. i 27. Dywizji Piechoty, a w 1927 roku został generalem brygady.

Wrzesień 1939 – heroizm i niewola

Gen. Jerzy Wołkowicki – przed 1939 r. Fot.: wikipedia.org

W sierpniu 1939 roku Wołkowicki wrócił do czynnej służby w Armii „Prusy”. 10 września objął stanowisko komendanta garnizonu w Chełmie Lubelskim, a 13 września został dowódcą Kombinowanej Dywizji Piechoty, którą sformował z niedobitków rozbitych jednostek. Dywizja walczyła do 23 września pod Tomaszowem Lubelskim w ramach II bitwy pod Tomaszowem Lubelskim i bitwy pod Krasnobrodem.

Pod naporem niemieckich wojsk wycofał się za Bug, gdzie 28 września 1939 roku dostał się do niewoli sowieckiej. Początkowo osadzono go w obozie przejściowym w Putywlu, a od listopada 1939 w obozie w Kozielsku. Jako jeden z nielicznych oficerów uniknął zbrodni katyńskiej, prawdopodobnie dzięki sławie zdobytej podczas bitwy pod Cuszimą i wspomnianej powieści Nowikowa-Priboja. W 1940 roku został przeniesiony do obozu w Griazowcu.

Po zawarciu układu Sikorski-Majski w 1941 roku i ogłoszeniu amnestii dla Polaków przebywających w ZSRR, Wołkowicki został zwolniony z obozu. Od sierpnia 1941 do maja 1942 roku pełnił funkcję zastępcy dowódcy 6. Dywizji Piechoty wchodzącej w skład Armii Polskiej w ZSRR. Po ewakuacji Armii Andersa do Iranu pozostał w stanie nieczynnym do końca wojny.

Lata powojenne i życie w Wielkiej Brytanii

Po wojnie Wołkowicki osiedlił się w Wielkiej Brytanii wraz z żoną Anną Średzińską. Początkowo mieszkał w Penrhos – polskim osiedlu dla starszych i schorowanych weteranów w hrabstwie Herefordshire, a później w Domu Kombatanta „Antokol” w Chislehurst (hrabstwo Kent). Zmarł 7 stycznia 1983 roku, niemal w wieku 100 lat, i został pochowany na cmentarzu Elmers End.

Odznaczenia i wyróżnienia

Wołkowicki był wielokrotnie odznaczany zarówno przez państwa zaborcze, jak i Polskę: Rosyjskie medale morskie, Order św. Jerzego (1906), Order św. Stanisława III kl. (1912), Order św. Stanisława II kl. z mieczami (1916), Broń św. Jerzego (1916), Tunezyjska Gwiazda Komandorska Nischana Iphtickara (1914), Serbska Gwiazda Karagiorgiewiczów z mieczami IV kl. (1915).

Polskie odznaczenia: Krzyż Komandorski Orderu Polonia Restituta, czterokrotny Krzyż Walecznych, Medal Niepodległości, Złoty Krzyż Zasługi.

Jerzy Wołkowicki pozostaje symbolem niezłomności, odwagi i poświęcenia – historia człowieka, którego młodość w Grodnie, służba na morzu, walka w dwóch wojnach światowych i przetrwanie Katynia tworzą niezwykłą opowieść o polskim bohaterze.

Opr. Emilia Kuklewska/Znadniemna.pl

 

Choć Jerzy Wołkowicki urodził się w Proszewie, to młodość spędzona w Grodnie ukształtowała jego charakter i ambicje. To tutaj zdobywał wiedzę w gimnazjum klasycznym, zanim związał swoje życie z morzem, wojną i walką o niepodległość Polski. Jego historia łączy dramat wojny rosyjsko-japońskiej, heroizm kampanii wrześniowej,

Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało białoruskiego chargé d’affaires po serii incydentów na granicy, gdzie w miniony weekend wykryto balony meteorologiczne przenoszące duże ilości nielegalnych papierosów. Warszawa domaga się od Mińska wyjaśnień i ostrzega, że dalsze prowokacyjne działania nie będą tolerowane.

W nocy z 16 na 17 stycznia polskie służby graniczne i policja przechwyciły kilkadziesiąt obiektów, które wtargnęły w przestrzeń powietrzną Polski od strony Białorusi. W kilku miejscowościach w powiatach sokólskim i białostockim odnaleziono balony meteorologiczne wykorzystywane do przerzutu tysięcy paczek papierosów bez polskich znaków akcyzy.

Rzecznik MSZ Maciej Wewiór poinformował, że Polska kwestionuje deklaracje Mińska, jakoby białoruskie władze nie miały wiedzy o skali takich działań. Podkreślił, że Warszawa oczekuje jasnych wyjaśnień i natychmiastowego zaprzestania podobnych praktyk. Białoruski dyplomata usłyszał, że kontynuowanie takich operacji będzie wiązało się z konsekwencjami.

Do sytuacji odniósł się również doradca prezydenta RP Stanisław Żaryn, który zaapelował do premiera Donalda Tuska o ponowne zamknięcie przejść granicznych z Białorusią, twierdząc, że tylko zdecydowane działania mogą powstrzymać Mińsk i Moskwę. Przejścia w Bobrownikach i Kuźnicy zostały otwarte ponownie 17 listopada 2025 roku, jednak oczekiwane gesty ze strony Białorusi – w tym uwolnienie Andrzeja Poczobuta – nie nastąpiły.

Znadniemna.pl na podstawie Kresy24.pl, PAP, na zdjęciu: tak wygląda ładunek przemytniczy z Białorusi, fot.: strazgraniczna.pl

Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało białoruskiego chargé d’affaires po serii incydentów na granicy, gdzie w miniony weekend wykryto balony meteorologiczne przenoszące duże ilości nielegalnych papierosów. Warszawa domaga się od Mińska wyjaśnień i ostrzega, że dalsze prowokacyjne działania nie będą tolerowane. W nocy z 16 na 17

163 lat temu, 22 stycznia 1863 roku, Manifestem wydanym w Warszawie przez Tymczasowy Rząd Narodowy, rozpoczęło się Powstanie Styczniowe, największy w XIX wieku polski zryw narodowy.

Powstanie Styczniowe było sprzeciwem wobec narastającego rosyjskiego terroru. Wybuchło 22 stycznia w Królestwie Polskim i 1 lutego w byłym Wielkim Księstwie Litewskim. Było największym polskim powstaniem narodowym. Stoczono w nim ok. 1200 bitew. Mimo początkowych sukcesów, zakończyło się klęską powstańców, z których kilkadziesiąt tysięcy zostało zabitych w walkach, blisko 1 tys. pojmanych i straconych, ok. 38 tys. skazanych na katorgę lub zesłanych na Syberię, a ok. 10 tys. wyemigrowało. Wilno zostało spacyfikowane przez oddziały Murawjowa Wieszatiela.

Już po upadku powstania, w roku 1867 zniesiono autonomię Królestwa Polskiego, jego nazwę i budżet. W 1869 zlikwidowano Szkołę Główną Warszawską. W latach 1869–1870 miastom wspierającym powstanie odebrano prawa miejskie, doprowadzając je tym samym do upadku. W 1886 zlikwidowano Bank Polski. Skasowano klasztory katolickie w Królestwie, skonfiskowano ponad 1,5 tys. majątków ziemskich i rozpoczęto intensywną rusyfikację ziem polskich. Po stłumieniu powstania znaczna część społeczeństwa Królestwa i Litwy uznała dalszą walkę zbrojną z zaborcą rosyjskim za bezcelową i zwróciła się ku pracy organicznej.

Powstanie pozostawiło trwały ślad w literaturze i sztuce XIX i XX wieku w Polsce, na Litwie i na Białorusi.

Jak zauważa politolog, profesor Uniwersytetu Łódzkiego i doradca prezydenta RP ds polityki zagranicznej dr hab. Przemysław Żurawski vel Grajewski, klęska Powstania Styczniowego przesądziła o rozpadzie narodu politycznego Rzeczypospolitej na współczesne nam narody ukształtowane na bazie etnicznej – Polaków, Litwinów, Białorusinów, Ukraińców, Łotyszy.

Proces ten trwał do I wojny światowej, która go przyspieszyła i zatwierdziła. Powstanie upadło, ale dekret Rządu Narodowego o uwłaszczeniu chłopów równoznaczny z ostatecznym zniesieniem pańszczyzny nie mógł być przez Rosję cofnięty bez ryzyka popchnięcia ludu do masowego udziału w walce.

Uwłaszczenie czyniło zaś z chłopów właścicieli, i to indywidualnych. Odmiennie niż w rdzennej Rosji, gdzie ziemię otrzymali nie indywidualni gospodarze, ale gminy, na terenach dawnej Rzeczypospolitej, z zamiarem złamania polskiego ziemiaństwa reforma wdrażana przez Rosjan była bardziej radykalna, a ziemię otrzymywali poszczególni gospodarze, a nie gminy. Uwłaszczenie stworzyło rynek wewnętrzny, włączyło chłopów prowadzących dotąd gospodarkę naturalną w obieg pieniężny. W oparciu o ten rynek rozwinął się przemysł i urosły miasta. Skutek był taki, że kraj rozwinął się cywilizacyjnie, a w latach 1918–1920 uobywatelnieni chłopi polscy jako właściciele pozostali odporni na bolszewickie hasła.

Na zdjęciu: Obraz „Epizod z powstania 1863 roku” Józefa Chełmońskiego

Znadniemna.pl za Kresy24.pl/

163 lat temu, 22 stycznia 1863 roku, Manifestem wydanym w Warszawie przez Tymczasowy Rząd Narodowy, rozpoczęło się Powstanie Styczniowe, największy w XIX wieku polski zryw narodowy. Powstanie Styczniowe było sprzeciwem wobec narastającego rosyjskiego terroru. Wybuchło 22 stycznia w Królestwie Polskim i 1 lutego w byłym Wielkim

Z wielkim żalem i smutkiem żegnamy śp. Helenę Andrycę z Wojstomia – strażniczkę kultury polskiej, wiary katolickiej i polskiej tradycji na ziemi oszmiańskiej. Odeszła osoba, która całym swoim życiem świadczyła o tym, że polskość trwa dzięki ludziom wiernym swoim korzeniom.

Pani Helena przez wiele lat była prezesem Oddziału Związku Polaków na Białorusi w Wojstomiu, a swoją działalność traktowała jako służbę. Z niezwykłą troską dbała o to, by polskie słowo, zwyczaj i pamięć o przodkach nie zaginęły. Dzięki jej zaangażowaniu wiele dzieci i młodych ludzi mogło poznać i pokochać język swoich dziadków – uczyła języka polskiego, przekazując go z ciepłem, cierpliwością i głębokim przekonaniem o jego wartości.

Była osobą bardzo religijną, a jej wiara przenikała całe życie i twórczość. Pisała wiersze religijno‑patriotyczne, które recytowała podczas uroczystości, spotkań i świąt. Jej głos rozbrzmiewał również na Festiwalu Kultury Kresowej w Mrągowie, gdzie reprezentowała swoją małą ojczyznę i jej duchowe dziedzictwo. Wiersze Pani Heleny – choć często niespisane – pozostawały w pamięci słuchaczy, niosąc przesłanie miłości do Boga, Polski i rodzinnej ziemi.

Publikujemy jedno z ostatnich nagrań, na którym śp. Helena Andryca recytuje swoją poezję:

Była wieloletnią działaczką polską na Białorusi, człowiekiem głębokiej dobroci, skromności i wewnętrznej siły. Dla wielu była autorytetem, dla innych – wsparciem, dla wszystkich – przykładem, jak żyć zachowując wierność wartościom, które się wyznaje.

Dziękujemy Ci, Pani Heleno, za Twoją pracę, Twoje świadectwo i Twoje serce. Za to, że byłaś ostoją polskości w Wojstomiu i że pozostawiłaś po sobie ślad, którego nie zatrze czas.

Wieczny odpoczynek racz Jej dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj Jej świeci. Niech odpoczywa w pokoju. Amen.

Znadniemna.pl

Z wielkim żalem i smutkiem żegnamy śp. Helenę Andrycę z Wojstomia – strażniczkę kultury polskiej, wiary katolickiej i polskiej tradycji na ziemi oszmiańskiej. Odeszła osoba, która całym swoim życiem świadczyła o tym, że polskość trwa dzięki ludziom wiernym swoim korzeniom. Pani Helena przez wiele lat była

Dziś obchodzimy Dzień Babci, a jutro – Dzień Dziadka. Choć wydają się odwieczną tradycją, oba święta mają zaledwie kilkadziesiąt lat i są w pełni polskim pomysłem. Narodziły się z inicjatywy prasy i telewizji, ale szybko stały się jednymi z najbardziej wzruszających dni w naszym kalendarzu.

Dzień Babci pojawił się jako pierwszy. W 1964 roku redakcja „Kobiety i Życia” zaproponowała, by 21 stycznia poświęcić babciom – tym, które trzymają rodzinę w ryzach, pieką najlepsze ciasta i zawsze mają czas na rozmowę. Pomysł podchwyciły inne media, a rok później „Express Poznański”nagłośnił ideę Dnia Babci, wręczając tort Mieczysławie Ćwiklińskiej gwieździe polskiego teatru, kina i estrady z okazji jej 85. urodzin. W 1966 roku „Express Wieczorny” oficjalnie ogłosił 21 stycznia Dniem Babci, a szkoły i przedszkola natychmiast włączyły się w obchody. Tak narodziła się tradycja, która dziś wydaje się oczywista.

Dzień Dziadka dołączył do kalendarza kilkanaście lat później. W latach 70. Telewizja Polska ogłosiła konkurs na wybór odpowiedniej daty. Proponowano różne terminy, ale ostatecznie zwyciężyła najprostsza i najbardziej symboliczna koncepcja: świętować tuż po babciach. W 1978 roku 22 stycznia zaczęto obchodzić jako Dzień Dziadka, a na początku lat 80. święto było już powszechnie znane. Wnuki w całej Polsce zaczęły przygotowywać laurki, wierszyki i przedstawienia – i tak zostało do dziś.

Oba święta przyjęły się błyskawicznie, bo odpowiadały na realną potrzebę. W latach 60. i 70. dziadkowie odgrywali ogromną rolę w wychowaniu dzieci, zwłaszcza w rodzinach, w których oboje rodzice pracowali zawodowo. Media PRL chętnie promowały  wówczas rodzinne wartości, a szkoły i przedszkola natychmiast podchwyciły pomysł. W efekcie Dzień Babci i Dziadka stał się jednym z najbardziej emocjonalnych momentów roku – takim, który łączy pokolenia i przypomina o wdzięczności.

Dziś, gdy obchodzimy Dzień Babci, a jutro Dzień Dziadka, warto pamiętać, że te święta nie są importowane z zagranicy. To polska tradycja, która narodziła się z potrzeby serca i została przyjęta z entuzjazmem. Wnuki wręczają kwiaty, laurki i drobne prezenty, ale najważniejsze pozostaje to, co niewidoczne: czas spędzony razem, rozmowa, wspomnienia. To właśnie one sprawiają, że święta, które powstały z inicjatywy kilku redakcji, stały się jednym z najcieplejszych elementów naszej kultury.

 Znadniemna.pl na podstawie Wikipedia.org, źródło ulistracji: temu.com

Dziś obchodzimy Dzień Babci, a jutro – Dzień Dziadka. Choć wydają się odwieczną tradycją, oba święta mają zaledwie kilkadziesiąt lat i są w pełni polskim pomysłem. Narodziły się z inicjatywy prasy i telewizji, ale szybko stały się jednymi z najbardziej wzruszających dni w naszym kalendarzu. Dzień

Dziś przypada rocznica urodzin Adama Honorego Kirkora (ur. 21 stycznia 1818 r.), jednego z najważniejszych wydawców, archeologów i popularyzatorów historii na ziemiach dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Polak z wyboru, urodzony na Mohylewszczyźnie, przez współczesnych nazywany „pracownikiem niestrudzonym”, przez potomnych – „kronikarzem Kresów”. Jego życie i dorobek pokazują, jak twórczo można łączyć polską tradycję z lokalnym dziedzictwem litewsko‑białoruskim.

Korzenie na Mohylewszczyźnie i polska formacja

Adam Honory Kirkor urodził się w Śliwinie na historycznej Mohylewszczyźnie (obecnie – obwód smoleński Federacji Rosyjskiej) – regionie, który dzisiejsza historiografia białoruska uważa za część własnego dziedzictwa kulturowego. Dorastał w środowisku drobnoszlacheckim, gdzie język polski współistniał z białoruskim i rosyjskim, a wielokulturowość była codziennością. To doświadczenie pogranicza ukształtowało jego późniejszą wrażliwość na lokalne tradycje.

W Wilnie, do którego trafił jako młody człowiek, Kirkor wszedł w krąg polskiej inteligencji i środowiska naukowego. Tu – jak pisał o nim Eustachy Tyszkiewicz – „odnalazł swoje powołanie: służyć krajowi pracą cichą, lecz owocną”. Wileńskie lata stały się fundamentem jego działalności wydawniczej i naukowej, a także miejscem, gdzie w pełni ukształtowała się jego polska tożsamość.

Już w tym okresie Kirkor interesował się historią i kulturą ludową regionu. W jego wczesnych notatkach pojawiają się opisy zabytków, podań i zwyczajów, które późniejsi badacze białoruscy uznają za jedne z pierwszych świadomych prób dokumentowania lokalnej kultury.

Wileński wydawca i popularyzator historii regionu

W Wilnie Kirkor stworzył jedno z najważniejszych centrów polskiej prasy i książki na północno‑wschodnich ziemiach dawnej Rzeczypospolitej. Przejął drukarnię Glücksberga, wydawał literaturę piękną, prace naukowe i czasopisma, w tym „Kurier Wileński”. Jego działalność wydawnicza miała charakter misyjny – służyła utrwalaniu polskiej kultury w regionie.

Adam Honory Kirkor jako wydawca „Kuriera Wileńskiego”, fot.: Wikipedia

Współcześni cenili go za rzetelność i pracowitość. Józef Ignacy Kraszewski pisał o nim: „Kirkor nie mówi – on robi. A robi wiele”. Wileńscy czytelnicy nazywali go „naszym wydawcą”, podkreślając jego przywiązanie do lokalnej społeczności i jej potrzeb. Jego publikacje popularyzatorskie, zwłaszcza „Przechadzki po Wilnie i jego okolicach”, stały się klasyką regionalnej literatury krajoznawczej.

Wydany przez Adama Kirkora przewodnik pt. „Wilno i koleje żelazne z Wilna do Petersburga i Rygi…”, fot.: Wikipedia

Dla wielu mieszkańców Wileńszczyzny była to pierwsza książka, która pokazywała ich miasto i kraj jako przestrzeń bogatą w historię i kulturę. Współcześni badacze białoruscy podkreślają, że Kirkor – choć pisał po polsku – dokumentował również elementy kultury białoruskiej, traktując je jako integralną część dziedzictwa regionu.

Archeolog, który uczył patrzeć na przeszłość

Od połowy lat 50. XIX wieku Kirkor coraz mocniej angażował się w archeologię. Jako członek Tymczasowej Komisji Archeologicznej Wileńskiej i kustosz Muzeum Starożytności prowadził badania na ziemiach litewskich, białoruskich i w Małopolsce. Jego wykopaliska cechowała skrupulatność, którą doceniali współcześni uczeni.

Rosyjskie Cesarskie Towarzystwo Archeologiczne określało go jako „badacza sumiennego, który łączy pasję z metodą”. Jego prace terenowe, zwłaszcza na cmentarzyskach kultury łużyckiej, były cytowane jeszcze wiele dekad po jego śmierci. Potomni archeolodzy widzą w nim jednego z pionierów nowoczesnych badań na ziemiach północno‑wschodnich.

Kirkor dokumentował nie tylko zabytki, lecz także tradycje ludowe. Uważał, że historia regionu obejmuje zarówno zamki i kościoły, jak i kulturę chłopską, język oraz obyczaje. W tym sensie był jednym z pierwszych, którzy dostrzegli wartość białoruskiej kultury ludowej jako części wspólnego dziedzictwa.

Ostatnie lata, dziedzictwo i pamięć trzech narodów

Po klęsce Powstania Styczniowego Kirkor przeniósł się do Petersburga, gdzie kontynuował działalność naukową i wydawniczą. Choć współpracował z rosyjskimi uczonymi, zawsze podkreślał swoje związki z kulturą polską i wileńską. W 1872 roku został członkiem‑założycielem Akademii Umiejętności w Krakowie, co symbolicznie przywróciło go polskiemu życiu naukowemu.

W Krakowie spędził ostatnie lata życia, pracując nad edycjami źródeł i publikacjami archeologicznymi. To właśnie tam, 23 listopada 1886 roku, zakończył swoją drogę — w mieście, które stało się jego ostatnim domem i miejscem, gdzie doceniono jego dorobek. Po jego śmierci „Czas” pisał: „Był to pracownik cichy, lecz niezastąpiony. Jego dzieło pozostanie”.

Grób Adama Kirkora na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie, fot.: Wikipedia

Dziś, w rocznicę jego urodzin, warto przypomnieć, że Kirkor jest postacią ważną dla trzech kultur: polskiej, litewskiej i białoruskiej. Polacy widzą w nim wybitnego wydawcę i archeologa, Litwini – dokumentalistę Wilna, a Białorusini – jednego z pierwszych badaczy ich kultury ludowej. Jego biografia pokazuje, że Kresy były przestrzenią współistnienia, a nie podziałów, a praca jednego człowieka może ocalić pamięć całego regionu.

Opr. Walery Kowalewski/Znadniemna.pl na podstawie Wikipedia.org, na zdjęciu:  Adam Honory Kirkor w 1881 roku na fotografii autorstwa Ignacego Kriegiera, fot.: Wikipedia

Dziś przypada rocznica urodzin Adama Honorego Kirkora (ur. 21 stycznia 1818 r.), jednego z najważniejszych wydawców, archeologów i popularyzatorów historii na ziemiach dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Polak z wyboru, urodzony na Mohylewszczyźnie, przez współczesnych nazywany „pracownikiem niestrudzonym”, przez potomnych – „kronikarzem Kresów”. Jego życie i dorobek

W Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku odbyła się konferencja prasowa zapowiadająca 8. edycję Biegu Pamięci Sybiru. Organizatorzy podkreślali, że to wydarzenie łączy pamięć historyczną z aktywnością fizyczną, a tegoroczna edycja zapowiada się rekordowo — zarówno pod względem liczby uczestników, jak i zasięgu.

Dziś w Muzeum Pamięci Sybiru przedstawiono szczegóły 8. edycji Biegu Pamięci Sybiru, jednego z najważniejszych wydarzeń sportowo-patriotycznych w Polsce. W spotkaniu z mediami udział wzięli prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski, dyrektor Muzeum Pamięci Sybiru Wojciech Śleszyński oraz prezes Fundacji Białystok Biega Grzegorz Kuczyński.

Bieg jako forma pamięci

O idei wydarzenia mówił prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski, podkreślając jego symboliczny wymiar.

— Tych, którzy zostali zesłani na nieludzką ziemię, można upamiętnić również biegiem. Termin jest nieprzypadkowy, bo 10 lutego przypada rocznica pierwszej wielkiej deportacji z 1940 roku. Zapraszam do czczenia pamięci Sybiraków także poprzez aktywność fizyczną. Cieszę się, że bieg odbywa się nie tylko w Białymstoku, ale również we Wrocławiu, a dodatkowo dostępna jest forma wirtualna — zaznaczył prezydent.

Medal z historią

Jak co roku, wyjątkowe znaczenie ma medal, który otrzymają uczestnicy biegu. Dyrektor Muzeum Pamięci Sybiru Wojciech Śleszyński wyjaśnił, że jego wzór nawiązuje do autentycznego muzealnego eksponatu.

— Na tegorocznym medalu znalazła się lokówka należąca do Amelii Sieczko, deportowanej wraz z mężem i szóstką dzieci w nocy z 9 na 10 lutego 1940 roku. Na dalekiej północy nigdy nie była używana, ale stała się symbolem pamięci o normalnym życiu. Wróciła z właścicielką do Polski i dziś jest częścią naszej wystawy — a także tego medalu — mówił dyrektor.

Rekordowa edycja

O szczegółach organizacyjnych opowiedział prezes Fundacji Białystok Biega Grzegorz Kuczyński. Jak podkreślił, tegoroczna edycja zapowiada się wyjątkowo.

— Na liście startowej mamy już prawie 900 zawodników w Białymstoku i ponad 250 we Wrocławiu. Co ciekawe, aż 36 proc. uczestników zadeklarowało udział w biegu na 10 km — w ubiegłym roku było to niespełna 20 proc. To pokazuje, że biegacze są naprawdę twardzi i że decyzja o wprowadzeniu dłuższego dystansu była słuszna — podkreślił.

Organizatorzy zapraszają także kibiców, przypominając, by pamiętać o ciepłym ubraniu.

Gdzie i kiedy pobiegniemy?

BIAŁYSTOK
📍 Las Turczyński
📅 7 lutego 2026 r., godz. 18:00
🏃 5 km i 10 km

WROCŁAW
📍 Las Osobowicki
📅 21 lutego 2026 r., godz. 18:00
🏃 5 km

Dla osób, które nie będą mogły wystartować stacjonarnie, przygotowano bieg wirtualny, trwający od 7 do 28 lutego 2026 roku. Wystarczy zarejestrować się i jednorazowo pokonać co najmniej 5 km — z dowolnego miejsca na świecie.

„Biegnę dla Sybiraka”

Uczestnicy mogą również włączyć się w akcję „Biegnę dla Sybiraka”. Podczas rejestracji należy wskazać imię i nazwisko Sybiraka lub rodziny sybirackiej, w intencji których biegnie zawodnik. Wybrane nazwisko znajdzie się na numerze startowym.

Bieg Pamięci Sybiru jest częścią obchodów 86. rocznicy pierwszej masowej deportacji obywateli polskich na Sybir. Organizatorem obchodów jest Muzeum Pamięci Sybiru, wydarzenie sportowe realizuje Fundacja Białystok Biega, a edycję wrocławską współorganizuje Centrum Historii Zajezdnia.

— Dołączcie do nas. Pobiegnijmy razem w imię pamięci — zachęcają organizatorzy. 

Znadniemna.pl/Muzeum Pamięci Sybiru

W Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku odbyła się konferencja prasowa zapowiadająca 8. edycję Biegu Pamięci Sybiru. Organizatorzy podkreślali, że to wydarzenie łączy pamięć historyczną z aktywnością fizyczną, a tegoroczna edycja zapowiada się rekordowo — zarówno pod względem liczby uczestników, jak i zasięgu. Dziś w Muzeum Pamięci

Wyrósł na białoruskiej ziemi, wykształcił się w polskim Wilnie, a całe życie poświęcił badaniu historii regionu, który był wspólnym domem Polaków, Białorusinów i Litwinów. Michał Homolicki – lekarz, historyk i archeograf – stał się jednym z tych uczonych XIX wieku, którzy potrafili łączyć tradycje i budować mosty między kulturami. Dziś, w rocznicę jego śmierci, wspominamy go jako strażnika dziedzictwa dwóch narodów.

Białoruski rodowód, polska edukacja

Michał Homolicki urodził się w 1791 roku w Białowiczach w powiecie słonimskim – na ziemi, która przez stulecia należała do Rzeczypospolitej, a dziś znajduje się w rejonie iwacewickim obwodu brzeskiego na Białorusi. Dorastał w rodzinie unickiego duchownego, w środowisku, gdzie język polski, ruski i tradycja unicka współistniały naturalnie. Ta wielokulturowość odcisnęła trwałe piętno na jego późniejszej pracy naukowej.

Pierwszą edukację odebrał w Żyrowicach, w szkole bazylianów –  wówczas jednym z najważniejszych ośrodków oświaty w regionie, z którego pochodził. Tam zachwycił się literaturą klasyczną, co otworzyło go na świat humanistyki. Choć rodzina widziała w nim przyszłego duchownego, Homolicki wybrał inną drogę: w 1809 roku rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie Wileńskim, który był wówczas jednym z najważniejszych centrów polskiej nauki.

W Wilnie – mieście, które było duchową stolicą Polaków, a jednocześnie ważnym ośrodkiem kultury białoruskiej – Homolicki szybko zdobył uznanie jako student i wykładowca. Współcześni charakteryzowali go jako człowieka „niezwykle pilnego i skromnego”, a jego wykłady z fizjologii i chirurgii teoretycznej uchodziły za jedne z najlepszych na uczelni.

Lekarz z pasją badacza

Po doktoracie, uzyskanym w 1815 roku, Homolicki rozwijał karierę naukową w Wilnie: został członkiem Wileńskiego Towarzystwa Lekarskiego, sekretarzem wydziału medycznego, a w 1819 roku – kierownikiem katedry fizjologii. Prowadził pionierskie badania nad transfuzją krwi i eksperymentami fizjologicznymi, a jego prace były wysoko oceniane przez środowisko medyczne.

W 1827 roku, z powodu pogarszającego się zdrowia, przeszedł na emeryturę. To właśnie wtedy rozpoczął drugi etap swojej działalności – jako badacz historii Wilna i ziem zachodniej Białorusi. Studiował archiwa, rękopisy, uczył się paleografii i archeologii. Zbierał stare księgi i dokumenty, które później przekazywał do Wileńskiego Muzeum Starożytności.

Jego publikacje – m.in. o katedrze wileńskiej, kaplicy św. Kazimierza, planach Wilna z XVI wieku czy historii miasta – stały się fundamentem badań nad dziedzictwem regionu. Polscy badacze cenili go za rzetelność i precyzję, a współcześni historycy białoruscy podkreślają, że był jednym z pierwszych, którzy traktowali historię Wilna i zachodniej Białorusi jako wspólne dziedzictwo wielu narodów. Wybitny archeolog i wydawca Adam Honory Kirkor, którego Homolicki wspierał jako młodego uczonego, pisał o swoim dobrodzieju: „Człowiek wielkiej wiedzy i jeszcze większej skromności.”

Strażnik pamięci dwóch narodów

Michał Homolicki zmarł 21 stycznia 1861 roku w Wilnie, a więc właśnie dziś przypada rocznica jego odejścia. Współcześni żegnali go jako uczonego „cichego, lecz niezastąpionego”, a jego bogata biblioteka trafiła do Muzeum Starożytności. Śmierć lubianego i cenionego uczonego była stratą dla środowiska naukowego Wilna, ale jego dorobek szybko zaczął żyć własnym życiem.

Współcześni badacze białoruscy określają go jako „pioniera archeografii regionu” i „człowieka, który ocalił pamięć o Wilnie epoki Rzeczypospolitej”. Polscy historycy widzą w nim jednego z najważniejszych dokumentalistów zabytków miasta, które przez stulecia było sercem polskiej kultury na północnym wschodzie. Jego prace do dziś stanowią podstawę badań nad historią Wilna i Wileńszczyzny.

Kamień-pomnik Michała Homolickiego w jego rodzinnych Białowiczach, fot.: orda.of.by

W 200. rocznicę urodzin Michała Homolickiego w  jego rodzinnych Białowiczach ustawiono kamień‑pomnik. Dziś, w rocznicę śmierci uczonego, jawi się on jako postać, którą oba narody mogą uznać za swoją: Polacy – za strażnika dziedzictwa Rzeczypospolitej, Białorusini – za jednego z pierwszych badaczy ich ziem. W czasach, gdy pamięć bywa dzielona, on przypomina, że historia może łączyć.

Opr. Adolf Gorzkowski/Znadniemna.pl na podstawie Wikipedia.org, portret Michała Homolickiego, źródło: slonimsmc.grodno.by

Wyrósł na białoruskiej ziemi, wykształcił się w polskim Wilnie, a całe życie poświęcił badaniu historii regionu, który był wspólnym domem Polaków, Białorusinów i Litwinów. Michał Homolicki – lekarz, historyk i archeograf – stał się jednym z tych uczonych XIX wieku, którzy potrafili łączyć tradycje i

Przejdź do treści