HomeStandard Blog Whole Post (Page 4)

Dzisiaj, 22 kwietnia 2026 r., podczas 57. posiedzenia Senatu RP, marszałek Małgorzata Kidawa‑Błońska przekazała Alesiowi Bialackiemu, laureatowi Pokojowej Nagrody Nobla, uchwałę Senatu RP w 5. rocznicę uwięzienia Andrzeja Poczobuta. Dokument, przyjęty wcześniej przez Izbę, wzywa władze Białorusi do natychmiastowego uwolnienia polskiego dziennikarza i działacza mniejszości polskiej.

Uchwała, której projekt został uzgodniony między wszystkimi klubami senackimi jeszcze przed posiedzeniem, przypomina, że Andrzej Poczobut — dziennikarz, publicysta i laureat Nagrody Sacharowa — od pięciu lat pozostaje więźniem politycznym reżimu Aleksandra Łukaszenki. Senatorowie podkreślają w niej, że jego działalność była wyrazem troski o zachowanie tożsamości narodowej i wolności słowa, a dalsze przetrzymywanie go w kolonii karnej narusza podstawowe standardy prawa międzynarodowego.

W dokumencie Senat wyraża pełną solidarność z białoruskimi działaczami demokratycznymi oraz przypomina o 30. rocznicy powstania Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiosna”. Izba apeluje do władz w Mińsku o powstrzymanie represji, uwolnienie wszystkich więźniów politycznych i rozpoczęcie dialogu politycznego z opozycją w kraju i na emigracji.

Marszałek Senatu wręczyła tekst uchwały Alesiowi Bialackiemu — założycielowi „Wiasny” i laureatowi Pokojowej Nagrody Nobla — który był obecny na sali obrad. Bialacki podziękował Polsce za konsekwentne wsparcie dla białoruskiego społeczeństwa obywatelskiego oraz za pomoc w jego własnym uwolnieniu cztery miesiące wcześniej. Podkreślił, że za kratami nadal pozostaje „prawdziwy bohater” — Andrzej Poczobut — i wyraził wdzięczność za to, że Polska daje Białorusinom przestrzeń do życia i działania na rzecz demokratycznej przyszłości ich kraju.

Znadniemna.pl na podstawie Senat.gov.pl, na zdjęciu: Aleś Bialacki w Senacie RP, fot.: Spring96.org

Dzisiaj, 22 kwietnia 2026 r., podczas 57. posiedzenia Senatu RP, marszałek Małgorzata Kidawa‑Błońska przekazała Alesiowi Bialackiemu, laureatowi Pokojowej Nagrody Nobla, uchwałę Senatu RP w 5. rocznicę uwięzienia Andrzeja Poczobuta. Dokument, przyjęty wcześniej przez Izbę, wzywa władze Białorusi do natychmiastowego uwolnienia polskiego dziennikarza i działacza mniejszości

Kancelaria Prezydenta RP ogłasza konkurs literacki „W imię wolności. Literackie kontynuacje świata Sergiusza Piaseckiego”, skierowany do młodzieży w wieku 14–20 lat. Zadaniem uczestników jest stworzenie własnego opowiadania inspirowanego twórczością jednego z najbardziej niezwykłych polskich pisarzy XX wieku. Prace można nadsyłać do 30 czerwca 2026 r.

Konkurs odbywa się w ramach obchodów Roku Sergiusza Piaseckiego i zaprasza młodych autorów do literackiego dialogu z jego twórczością. Uczestnicy mają za zadanie napisać opowiadanie będące kontynuacją wybranego utworu Piaseckiego — od „Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy”, przez „Żywot człowieka rozbrojonego”, po „Dla honoru organizacji”. Prace nie mogą przekraczać dziesięciu stron formatu A4 i muszą zostać przesłane przez szkołę lub placówkę edukacyjną.

Regulamin konkursu oraz formularze zgłoszeniowe dostępne są na stronie Prezydenta RP.

Finał konkursu odbędzie się w listopadzie 2026 roku w Warszawie, z udziałem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

Kim był Sergiusz Piasecki

Sergiusz Piasecki (1901–1964) urodził się w Lachowiczach koło Baranowicz, na terenie dzisiejszej Białorusi. Pisarz, żołnierz i konspirator, wyrósł w realiach kresowego pogranicza, które na zawsze ukształtowało jego wyobraźnię i styl. Walczył w wojnie polsko‑bolszewickiej, działał w wywiadzie II RP, a po wojnie trafił na emigrację. Jego twórczość — pełna dramatyzmu, humoru i niepowtarzalnego kolorytu Kresów — przyniosła mu status jednego z najbardziej oryginalnych polskich prozaików XX wieku. „Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy” pozostaje do dziś jednym z największych bestsellerów literatury międzywojennej.

Znadniemna.pl na podstawie Prezydent.pl,

Kancelaria Prezydenta RP ogłasza konkurs literacki „W imię wolności. Literackie kontynuacje świata Sergiusza Piaseckiego”, skierowany do młodzieży w wieku 14–20 lat. Zadaniem uczestników jest stworzenie własnego opowiadania inspirowanego twórczością jednego z najbardziej niezwykłych polskich pisarzy XX wieku. Prace można nadsyłać do 30 czerwca 2026 r. Konkurs

W połowie kwietnia na terenie Polskiego Cmentarza Wojennego w Katyniu pod Smoleńskiem, w miejscu upamiętniającym ofiary zbrodni NKWD z 1940 roku, otwarto wystawę „Dziesięć wieków polskiej rusofobii”, przygotowaną przez Rosyjskie Wojskowo‑Historyczne Towarzystwo. Ekspozycja stanęła tuż obok rosyjskiego Memoriału „Katyń” i według organizatorów ma dokumentować rzekomą nienawiść Polski do Rosji. W rzeczywistości stała się niezamierzonym świadectwem tego, jak Kreml, tropiąc rusofobię, odsłonił własną historię przemocy wobec Rosjan.

Za wystawę odpowiada Rosyjskie Wojskowo‑Historyczne Towarzystwo, instytucja państwowa kierowana przez Władimira Miedinskiego, byłego ministra kultury Rosji, dziś doradcę prezydenta i jednego z głównych architektów oficjalnej polityki historycznej Kremla. To środowisko od lat zajmuje się tworzeniem narracji zgodnych z politycznymi potrzebami władzy, a katyńska ekspozycja jest kolejnym przykładem takiej działalności.

Wystawa przedstawia Polskę jako kraj, którego elity od wieków miały żywić nienawiść do Rosji i narodu rosyjskiego. Jej autorzy przekonują, że polska „rusofobia” przejawiała się w rzekomych próbach zajmowania rosyjskich terytoriów oraz „niszczenia rosyjskiego, białoruskiego i małorosyjskiego narodu”. Dużą część ekspozycji poświęcono XX wiekowi i II wojnie światowej, przedstawiając Polskę jako państwo, które po 1999 roku — po wejściu do NATO, a następnie (w 2004 roku) do Unii Europejskiej — miało przejść gwałtowny wzrost nacjonalizmu i rzekomo kontynuować „neonazistowską” politykę. W materiałach towarzyszących wystawie podkreśla się, że Armia Czerwona „wyzwoliła Polskę”, że ZSRR poniósł ogromne ofiary, niosąc jej pomoc, a współczesna Polska ma prowadzić „agresywną antysowiecką i antyrosyjską politykę”, niszczyć pomniki Armii Czerwonej i dostarczać broń Ukrainie. Całość ma — według organizatorów — „przypominać o wspólnej historii obu narodów” i pokazywać fakty, o których rzekomo wcześniej nie mówiono.

Problem polega na tym, że wystawa została ustawiona w miejscu, które samo w sobie jest świadectwem zbrodni państwa sowieckiego — zarówno wobec Polaków, jak i wobec własnych obywateli. W Katyniu spoczywają nie tylko polscy oficerowie zamordowani w 1940 roku, lecz także tysiące Rosjan, Białorusinów i Ukraińców, ofiar Wielkiego Terroru z lat 1936–1938. W takim miejscu narracja o polskiej „nienawiści do Rosji” brzmi jak odwrócenie sensów. Jeśli bowiem trzymać się literalnego znaczenia słowa „rusofobia”, czyli nienawiści do Rosjan i ich systematycznego niszczenia, to trudno znaleźć w historii większego prześladowcę Rosjan niż sowieckie państwo. W latach Wielkiego Terroru rozstrzelano co najmniej 680 tysięcy obywateli ZSRR, przez system Gułagu przeszło ponad 20 milionów ludzi, a w jednym tylko 1942 roku w obozach zmarło tyle osób, ile żołnierzy straciła Wielka Brytania przez całą II wojnę światową. Żadne państwo sąsiednie — ani Polska, ani kraje bałtyckie — nie przeprowadziło wobec Rosjan operacji eksterminacyjnych porównywalnych z tym, co ZSRR zrobił własnym obywatelom. To nie są opinie, lecz fakty potwierdzone przez rosyjskie archiwa i rosyjskie śledztwa z początku XXI wieku.

Jeszcze w 2010 roku rosyjska Duma uznała, że zbrodnia katyńska została dokonana na bezpośredni rozkaz Stalina. W tym samym roku ówczesny premier Rosji mówił w Katyniu, że prawdy o tym przestępstwie nie wolno ukrywać. Dziś ta prawda została oficjalnie unieważniona, a Kreml odciął się od własnych słów, własnych dokumentów i własnych ustaleń. Wystawa RWIO jest elementem tej zmiany — próbą stworzenia alternatywnej wersji historii, w której Rosja zawsze była ofiarą, a nigdy sprawcą.

Tymczasem ziemia w Katyniu pamięta więcej, niż chciałby tego jakikolwiek propagandysta. W tych samych dołach śmierci, gdzie spoczywają polscy oficerowie, leżą także ofiary Wielkiego Terroru — Rosjanie, Białorusini, Ukraińcy, ludzie różnych narodowości, których łączy jedno: zostali zabici przez własne państwo. Próba zanegowania zbrodni na Polakach automatycznie oznacza zanegowanie zbrodni na obywatelach ZSRR. Jedno i drugie ma tego samego sprawcę, tę samą logikę i ten sam aparat przemocy.

Dlatego wystawa o „polskiej rusofobii” działa jak bumerang. Zamiast udowodnić wrogość Polski, przypomina o czymś zupełnie innym: że największym prześladowcą Rosjan w historii było państwo rosyjskie. Że to nie sąsiedzi, lecz własna władza doprowadziła do śmierci setek tysięcy obywateli. Że władza, która dziś oskarża innych o nienawiść, sama od lat wykorzystuje strach, represje i przemoc jako narzędzie polityki. W rosyjskim dowcipie z czasów Wielkiego Terroru śledczy mieli powtarzać, że najważniejsze w trakcie dochodzenia jest to, by nie wyjść na samych siebie. W Katyniu, otwierając wystawę o rzekomej rusofobii sąsiadów, Kreml właśnie wyszedł na samego siebie.

Znadniemna.pl,  na zdjęciu: plansze wystawy o „polskiej rusofobii” fot.: rvio.ru

W połowie kwietnia na terenie Polskiego Cmentarza Wojennego w Katyniu pod Smoleńskiem, w miejscu upamiętniającym ofiary zbrodni NKWD z 1940 roku, otwarto wystawę „Dziesięć wieków polskiej rusofobii”, przygotowaną przez Rosyjskie Wojskowo‑Historyczne Towarzystwo. Ekspozycja stanęła tuż obok rosyjskiego Memoriału „Katyń” i według organizatorów ma dokumentować rzekomą

Przyjęta przez Sejm nowelizacja ustawy o języku polskim oraz ustawy o Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej znacząco zwiększy dostępność egzaminów z języka polskiego jako obcego. Zmiany są szczególnie korzystne dla młodzieży z Białorusi, Ukrainy i innych krajów regionu, która planuje studia lub pracę w Polsce. Dzięki nowym przepisom egzaminy będą organizowane częściej, w większych grupach i w nowych miastach.

Nowelizacja ma rozwiązać problem przeciążenia ośrodków egzaminacyjnych, które od kilku lat nie nadążają za rosnącą liczbą chętnych. W 2018 roku do egzaminów państwowych przystąpiło ponad 5 tys. osób, a w 2024 roku już ponad 21 tys. — głównie cudzoziemców, dla których certyfikat jest przepustką na studia, do pracy lub legalizacji pobytu.

Obecnie kandydaci czekają na egzamin od trzech do sześciu miesięcy. Sesje odbywają się tylko kilka razy w roku, a miejsca w dużych miastach znikają w ciągu kilku minut od otwarcia rejestracji. Wielu młodych ludzi z Białorusi i Ukrainy nie zdąża zdobyć certyfikatu przed rozpoczęciem rekrutacji na studia, co zamyka im drogę do polskich uczelni.

Najważniejszą zmianą jest zwiększenie liczby miejsc egzaminacyjnych. Komisje będą mogły egzaminować jednorazowo 30 osób zamiast dotychczasowych 20, a przy większych grupach powoływani będą dodatkowi egzaminatorzy. To oznacza krótsze kolejki i łatwiejsze znalezienie terminu, zwłaszcza w okresie rekrutacji na studia.

Nowe przepisy rozszerzają także katalog instytucji uprawnionych do organizowania egzaminów. O uprawnienia będą mogły ubiegać się nie tylko uczelnie prowadzące filologię polską, ale również podmioty uczące języka polskiego jako obcego. W praktyce oznacza to, że egzaminy mogą pojawić się w nowych miastach, które dotąd nie miały takich możliwości, choć prowadzą intensywne kursy języka polskiego.

Przykładowe lokalizacje, w których mogą powstać nowe komisje egzaminacyjne:

  • Białystok – silne centrum akademickie, naturalny kierunek dla młodzieży z Białorusi.
  • Lublin – miasto z największą liczbą studentów ze Wschodu, z rozwiniętymi kursami języka polskiego jako obcego (JPJO).
  • Rzeszów – ważny ośrodek dla Ukraińców, z dużą liczbą obcokrajowców na uczelniach.
  • Olsztyn – uczelnia prowadzi kursy JPJO, ale dotąd nie była ośrodkiem egzaminacyjnym.
  • Opole – Uniwersytet Opolski ma własne centrum języka polskiego.
  • Zielona Góra, Koszalin, Słupsk – mniejsze ośrodki, które dzięki nowym przepisom mogą ubiegać się o uprawnienia.

Dla młodzieży z Białorusi, Ukrainy i innych krajów oznacza to bliższy dostęp do egzaminów, niższe koszty podróży i większą liczbę terminów, co ma ogromne znaczenie w okresie rekrutacji.

Nowelizacja przewiduje również zwiększenie liczby egzaminatorów. Do komisji będą mogły dołączać osoby z wykształceniem innym niż filologia polska, jeśli mają doświadczenie w nauczaniu języka polskiego jako obcego. To rozwiązanie ma odciążyć dotychczasowe komisje i przyspieszyć proces egzaminowania.

Zmiany obejmują także usprawnienia organizacyjne: wzmocnienie nadzoru nad jakością egzaminów, zwiększenie liczby prac pisemnych poddawanych ponownej ocenie oraz przekazanie obsługi opłat i duplikatów certyfikatów do NAWA. Wszystko to ma poprawić przejrzystość i sprawność systemu.

Nowe przepisy zaczną obowiązywać w 2027 roku, a część rozwiązań będzie stosowana już w rekrutacji na rok akademicki 2026/2027. Dla młodzieży ze Wschodu oznacza to łatwiejszą, szybszą i tańszą drogę do zdobycia certyfikatu języka polskiego — dokumentu coraz częściej wymaganego przy przyjęciu na studia i w procedurach migracyjnych.

Znadniemna.pl na podstawie Naukawpolsce.pl , zdjęcie ilustracyjne, źródło: Shutterstock

Przyjęta przez Sejm nowelizacja ustawy o języku polskim oraz ustawy o Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej znacząco zwiększy dostępność egzaminów z języka polskiego jako obcego. Zmiany są szczególnie korzystne dla młodzieży z Białorusi, Ukrainy i innych krajów regionu, która planuje studia lub pracę w Polsce. Dzięki

Polacy coraz spokojniej podchodzą do obecności pracujących w Polsce Białorusinów i Ukraińców – wynika z najnowszej edycji „Barometru Polskiego Rynku Pracy”, cyklicznego badania prowadzonego przez firmę Personnel Service. Jednocześnie w szerszych badaniach opinii publicznej widać wyraźne różnice: Ukraińcy mają lepszy bilans sympatii niż Białorusini, na których wizerunek wpływa sytuacja polityczna w ich kraju.

„Barometr Polskiego Rynku Pracy” to regularne badanie analizujące nastroje pracowników i pracodawców, prowadzone przez Personnel Service – jedną z największych firm zajmujących się zatrudnianiem pracowników z zagranicy. W najnowszej edycji aż 79 proc. Polaków deklaruje pozytywne lub neutralne nastawienie do pracujących w Polsce cudzoziemców. 36 proc. badanych ocenia ich obecność pozytywnie, 43 proc. neutralnie, a jedynie 14 proc. negatywnie. Co istotne, 69 proc. respondentów nie obawia się wyparcia z rynku pracy przez obcokrajowców, a tylko 21 proc. przyznaje, że ma takie obawy. Dane GUS potwierdzają skalę zjawiska: w Polsce pracuje ponad 1,1 mln cudzoziemców, z czego około 80 proc. stanowią Ukraińcy. W badaniu 73 proc. pracujących w Polsce obywateli Ukrainy pozytywnie ocenia swoją sytuację zawodową.

Inaczej wygląda obraz, gdy spojrzymy na badania ogólnego stosunku Polaków do narodów. W najnowszym komunikacie CBOS „Stosunek Polaków do innych narodów” Białorusini i Ukraińcy pojawiają się osobno i różnice są wyraźne. Ukraińców darzy sympatią 30 proc. badanych, niechęcią 38 proc., a 27 proc. deklaruje obojętność. W przypadku Białorusinów niechęć jest znacznie wyższa – 48 proc., przy około 24 proc. sympatii i reszcie odpowiedzi obojętnych. Białorusini znajdują się w grupie narodów ocenianych najchłodniej, obok Rosjan i Romów. Ukraińcy, choć notują spadek sympatii w porównaniu z pierwszym okresem po wybuchu wojny, wciąż mają lepszy bilans ocen.

Nowsze analizy IBRiS z 2026 roku pokazują bardziej zniuansowany obraz Białorusinów: 28 proc. ocen pozytywnych, 28 proc. negatywnych i około 45 proc. neutralnych. Białoruski socjolog i emigrant polityczny Gienadź Korszunau zwraca uwagę, że deklarowana w badaniach niechęć wobec Białorusinów często dotyczy reżimu Łukaszenki, a nie samych ludzi. Podkreśla, że w codziennych kontaktach Polacy oceniają Białorusinów znacznie cieplej, niż wynikałoby to z ogólnych sondaży.

Zestawienie danych z różnych źródeł pokazuje więc dwa równoległe obrazy. Na rynku pracy Białorusini i Ukraińcy są postrzegani podobnie – jako pracownicy uzupełniający braki kadrowe, a nie konkurenci Polaków. W badaniach ogólnego stosunku do narodów różnice są jednak wyraźne: Ukraińcy mają lepszy bilans sympatii, natomiast Białorusini są obciążeni wizerunkiem swojego państwa. To napięcie między codziennym doświadczeniem współpracy a politycznym obrazem kraju pochodzenia będzie prawdopodobnie jednym z kluczowych tematów w dalszej debacie o integracji cudzoziemców w Polsce.

Znadniemna.pl na podstawie Bankier.pl, zdjęcie ilustracyjne, fot.: krytykapolityczna.pl

Polacy coraz spokojniej podchodzą do obecności pracujących w Polsce Białorusinów i Ukraińców – wynika z najnowszej edycji „Barometru Polskiego Rynku Pracy”, cyklicznego badania prowadzonego przez firmę Personnel Service. Jednocześnie w szerszych badaniach opinii publicznej widać wyraźne różnice: Ukraińcy mają lepszy bilans sympatii niż Białorusini, na

Anna Paniszewa, działaczka polskiej społeczności na Białorusi i była dyrektorka Polskiej Harcerskiej Szkoły Społecznej im. Romualda Traugutta w Brześciu, została wyróżniona przez Zarząd Okręgu Warszawa ŚZŻAK tytułem Sodalis Honorarius. To gest uznania dla jej odwagi i wieloletniej pracy na rzecz pamięci o Armii Krajowej, za którą trafiła do białoruskiego więzienia.

Zarząd Okręgu Warszawa Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej nadał Annie Paniszewej tytuł Sodalis Honorarius Societas Traditiones Exercitus Domesticus Servantis. To jedno z najważniejszych wyróżnień przyznawanych osobom szczególnie zasłużonym w pielęgnowaniu tradycji Armii Krajowej i upowszechnianiu jej etosu.

Zaświadczenie nadania tytułu Sodalis Honorarius Societas Traditiones Exercitus Domesticus Servantis, fot.: facebook.com/anna.paniszewa

Paniszewa od lat angażuje się w działania na rzecz zachowania pamięci o żołnierzach AK na terenie Brześcia. Jako założycielka i dyrektorka Polskiej Harcerskiej Szkoły Społecznej im. Romualda Traugutta prowadziła intensywną działalność edukacyjną, przybliżając młodzieży historię Polskiego Państwa Podziemnego oraz bohaterstwo żołnierzy Armii Krajowej. Jej praca stała się jednym z najważniejszych punktów odniesienia dla polskiej społeczności w regionie.

Za tę działalność zapłaciła wysoką cenę. W 2021 roku została aresztowana i uwięziona przez reżim Łukaszenki za upamiętnianie żołnierzy AK oraz popularyzowanie ich historii wśród młodzieży. Jej sprawa odbiła się szerokim echem w Polsce i na świecie, stając się symbolem walki o prawo do pamięci i tożsamości narodowej.

Nadanie tytułu Sodalis Honorarius jest wyrazem uznania dla jej odwagi, konsekwencji i niezłomności — zarówno w działalności społecznej, jak i w obliczu prześladowań. To także gest solidarności środowiska kombatanckiego z osobą, która mimo represji nie zrezygnowała z misji przekazywania młodemu pokoleniu prawdy o Armii Krajowej.

Redakcja Znadniemna.pl składa Annie Paniszewej serdeczne gratulacje oraz wyrazy najwyższego szacunku.

Znadniemna.pl, na zdjęciu: Anna Paniszewa odbiera tytuł Sodalis Honorarius Societas Traditiones Exercitus Domesticus Servantis z rąk odczytującego laudację na jej cześć prof. Wiesława Wysockiego, prezesa Okręgu Warszawa Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Fot.: facebook.com/anna.paniszewa

Anna Paniszewa, działaczka polskiej społeczności na Białorusi i była dyrektorka Polskiej Harcerskiej Szkoły Społecznej im. Romualda Traugutta w Brześciu, została wyróżniona przez Zarząd Okręgu Warszawa ŚZŻAK tytułem Sodalis Honorarius. To gest uznania dla jej odwagi i wieloletniej pracy na rzecz pamięci o Armii Krajowej, za

W rocznicę śmierci Wacława Feryńca, zmarłego 18 kwietnia 2017 roku w Warszawie, przypominamy postać urodzonego 25 sierpnia 1924 roku w Brześciu naszego krajana, pancerniaka, instruktora i historycznego dowódcę czołgu o numerze 102 z 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte. Jego wojenne losy, choć często mylone z serialową fikcją, same w sobie są materiałem na film.

Wacław Feryniec dorastał w Brześciu nad Bugiem, w rodzinie związanej z tradycją służby państwowej. Do Wojska Polskiego wstąpił w 1943 roku, w Związku Radzieckim, jako jeden z tysięcy młodych ludzi formujących 1. Korpus Polskich Sił Zbrojnych. Szybko trafił do broni pancernej, gdzie jego talent i odpowiedzialność zostały dostrzeżone niemal natychmiast. Koledzy wspominali, że nasz krajan „miał rękę do czołgu” — rozumiał maszynę, jej rytm i ograniczenia, a jednocześnie potrafił współpracować z załogą tak, jakby od zawsze był częścią pancernej rodziny.

Chrzest bojowy przeszedł w bitwie pod Lenino w październiku 1943 roku. Jego czołg — wówczas jeszcze nieoznaczony numerem 102 — został unieruchomiony ogniem przeciwnika, ale załoga, mimo ostrzału, zdołała dokonać naprawy i powrócić na pozycje. To właśnie tam zaczęła się legenda maszyny, która później otrzymała numer 102. Wbrew późniejszym mitom i serialowym skojarzeniom, czołg 102 nigdy nie nosił pseudonimu „Rudy” — był maszyną realnej wojny, nie telewizyjnej opowieści.

W składzie jego załogi znajdował się również pies — Szarik, owczarek, który towarzyszył żołnierzom w marszach i na postoju. To właśnie obecność psa w ekipie Feryńca stała się jedną z inspiracji dla serialowego wątku Szarika, choć sam Feryniec nigdy nie zabiegał o łączenie go z telewizyjną legendą. Co więcej, nie ma żadnych źródeł potwierdzających, by kiedykolwiek spotkał się z Januszem Gajosem, odtwórcą roli Janka Kosa — Gajos wielokrotnie podkreślał, że jego postać była fikcyjna, a on sam nie znał realnych pancerniaków, którzy mogli inspirować scenariusz.

Po bitwie pod Lenino Feryniec został dowódcą czołgu 102, który wsławił się m.in. podczas walk na przyczółku warecko‑magnuszewskim. 10 sierpnia 1944 roku jego załoga przedarła się przez niemieckie linie, by dostarczyć zaopatrzenie okrążonemu batalionowi radzieckiemu — i wróciła, mimo ostrzału, bez strat. Za odwagę i dowodzenie w boju został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari, a także innymi odznaczeniami bojowymi, które potwierdzają jego miejsce w historii polskich pancerniaków.

Po wojnie nasz krajan pozostał w wojsku, szkoląc kolejne roczniki pancerniaków. Był instruktorem wymagającym, lecz sprawiedliwym. Nie tolerował bylejakości, ale potrafił tłumaczyć trudne rzeczy prostym językiem. Jego podopieczni wspominali, że uczył nie tylko obsługi czołgu, lecz także odpowiedzialności za ludzi — tej szczególnej więzi, która rodzi się w załodze, gdzie każdy zależy od każdego. Wspominano go jako człowieka spokojnego, rzeczowego i niezwykle pracowitego. Nasz krajan nie potrzebował wielkich słów, by budzić szacunek.

Choć serial „Czterej pancerni i pies” przyniósł mu pewną rozpoznawalność, Feryniec pozostał człowiekiem skromnym. Nie udzielał wywiadów, nie zabiegał o obecność w mediach. Dla niego wojna była przede wszystkim wspomnieniem kolegów, którzy nie wrócili, i młodości, która przypadła na najtrudniejsze lata XX wieku. W jednym z powojennych wspomnień zapisano o nim zdanie, które dobrze oddaje jego charakter: „Był człowiekiem, który robił swoje — i robił to dobrze”.

Wacław Feryniec zmarł 18 kwietnia 2017 roku w Warszawie. Spoczął w Polsce, wśród ludzi, z którymi dzielił wojskowe życie i powojenną służbę. Dziś pamiętają go nie tylko miłośnicy serialu, lecz przede wszystkim ci, którzy wiedzą, że za fikcyjnymi bohaterami stoją prawdziwi ludzie — często skromniejsi, cichsi, ale o wiele bardziej niezwykli. A wśród nich nasz krajan z Brześcia, którego historia na zawsze pozostanie częścią tradycji polskich pancerniaków.

Znadniemna.pl, na zdjęciu: płk Wacław Feryniec, weteran II wojny światowej, dowódca czołgu 102 podczas II wojny światowej. fot.: Wojskowa Agencja Fotograficzna/Wikipedia

W rocznicę śmierci Wacława Feryńca, zmarłego 18 kwietnia 2017 roku w Warszawie, przypominamy postać urodzonego 25 sierpnia 1924 roku w Brześciu naszego krajana, pancerniaka, instruktora i historycznego dowódcę czołgu o numerze 102 z 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte. Jego wojenne losy, choć często mylone

Urodzony w sercu dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego Alfred Izydor Römer pozostaje jednym z najważniejszych artystów Kresów — malarzem, grafikiem i dokumentalistą, który ocalił od zapomnienia świat polsko‑białoruskiego pogranicza. Jego portrety, studia etnograficzne i badania nad pasami słuckimi tworzą pomost między kulturami, a w rocznicę jego urodzin powraca pytanie o to, jak wiele zawdzięczają mu zarówno polska, jak i białoruska historia sztuki.

Syn Wilna i Kresów – artysta ukształtowany przez pogranicze

Alfred Izydor Römer urodził się 16 kwietnia 1832 roku w Wilnie, w rodzinie głęboko zakorzenionej w tradycji dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Jego ród, przybyły z Saksonii w XV wieku, od pokoleń współtworzył elitę intelektualną regionu. Ojciec, Edward Jan Römer, był uczestnikiem powstania listopadowego, a dziadek Michał Römer – prezydentem Wilna. W takim środowisku patriotyzm i kultura Kresów były czymś naturalnym.

Dorastając w wielojęzycznym, wielokulturowym Wilnie, młody Alfred chłonął atmosferę pogranicza, w którym polskość, białoruskość i litewskość przenikały się bez konfliktu. Studiował prawo, lecz jego prawdziwą pasją była sztuka. Uczył się u Kanutego Rusieckiego, a następnie w Paryżu u Antoniego Oleszczyńskiego, gdzie zetknął się z europejskimi trendami artystycznymi.

Wileński krytyk sztuki pisał o nim:

„Römer widzi Kresy nie tylko oczami artysty, lecz sercem obywatela, który rozumie ich historię i ból”.

To zdanie trafnie oddaje wrażliwość naszego bohatera i jego misję twórczą.

Twórca „Madonny Pińskiej” i strażnik pamięci Kresów

Po powrocie z Paryża Römer publikował rysunki i grafiki w „Kłosach”, dokumentując życie Kresów — od dworów ziemiańskich po miasteczka i wsie dzisiejszej Białorusi. Jego sztuka była głęboko zakorzeniona w lokalnej tradycji. Do najważniejszych prac należą „Chrystus i sierota” oraz „Madonna Pińska”, jedno z najbardziej rozpoznawalnych przedstawień maryjnych z terenów Polesia.

Obraz „Chrystus i sierota”, źródło: Wikipedia

Obraz „Madonna Pińska”, źródło: Wikipedia

 

Römer był nie tylko malarzem, lecz także etnografem i historykiem sztuki. W Karolinowie, majątku swojej żony Wandy Sulistrowskiej, stworzył centrum dokumentacji kultury Kresów. To tam powstała jego fundamentalna monografia o pasach słuckich — arcydziełach tkactwa Rzeczypospolitej, które dzięki niemu odzyskały należne miejsce w historii sztuki.

Artysta Stanisław Jakub Rostworowski wspominał: „Römer nie maluje Kresów — on je ocala”. W środowisku artystycznym Wilna i Krakowa zdanie to powtarzano jako syntezę jego twórczej misji.

Powstaniec, emigrant, patriota trzech kultur

W 1863 roku Römer wziął udział w Powstaniu Styczniowym, za co został uwięziony w twierdzy dyneburskiej. Po zwolnieniu wyjechał do Monachium, a następnie do Włoch, gdzie utrzymywał się z malarstwa. Jego prace wystawiano w Monachium, Paryżu i Krakowie, co uczyniło go jednym z najbardziej rozpoznawalnych artystów kresowych XIX wieku.

W latach 70. XIX wieku powrócił na Wileńszczyznę, gdzie poświęcił się badaniom etnograficznym i gromadzeniu dokumentów historycznych. Jego kolekcje trafiły później do muzeów w Krakowie, Wilnie i Warszawie, stając się fundamentem badań nad kulturą pogranicza. Współczesny badacz białoruskiej sztuki napisał:

„Römer jest jednym z tych artystów, których dziedzictwo łączy, a nie dzieli — jest wspólne dla Polski, Białorusi i Litwy”.

Alfred Izydor Römer zmarł w Karolinowie, dziś położonym na terenie Białorusi, w rejonie postawskim obwodu witebskiego, i został pochowany w kościele Najświętszej Maryi Panny w Trokach — miejscu symbolicznym dla dziedzictwa dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Opr. Walery Kowalewski/Znadniemna.pl, portret Alfreda Izydora Romera, pędzla Stanisława Jakuba Rostworowskiego, źródło: Wikipedia

 

Urodzony w sercu dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego Alfred Izydor Römer pozostaje jednym z najważniejszych artystów Kresów — malarzem, grafikiem i dokumentalistą, który ocalił od zapomnienia świat polsko‑białoruskiego pogranicza. Jego portrety, studia etnograficzne i badania nad pasami słuckimi tworzą pomost między kulturami, a w rocznicę jego

Wierni z parafii w Ołkowiczach w rejonie wilejskim, którzy znali ks. Anatola Parachniewicza i jego działalność, przedstawili własną wersję możliwych przyczyn zatrzymania proboszcza. Jak relacjonuje portal Katolik.life, zdaniem parafian ksiądz mógł zostać oskarżony o działania związane z ochroną pamięci historycznej na terenie współczesnej Białorusi.

Według wiernych, ks. Parachniewicz od lat dokumentował lokalną historię, w tym miejsca związane z obywatelami Polski, którzy zginęli w pierwszej połowie XX wieku. Wierni podkreślają, że duchowny traktował tę pracę jako element troski o dziedzictwo kulturowe regionu, w którym posługiwał. Nie chcą jednak ujawniać szczegółów, obawiając się, że mogłyby zostać wykorzystane przeciwko kapłanowi. Zdecydowali się jednak nagłośnić sprawę, licząc, że publiczna uwaga pomoże w uwolnieniu proboszcza.

Parafianie przypominają również, że ks. Parachniewicz otwarcie wypowiadał się przeciwko wojnie Rosji z Ukrainą i apelował o pokój. W pierwszych dniach rosyjskiej inwazji, w Środę Popielcową 2022 roku, opublikował refleksję o odpowiedzialności moralnej i potrzebie nawrócenia, co — ich zdaniem — mogło zwrócić na niego uwagę władz.

Ks. Parachniewicz został zatrzymany 16 marca w Ołkowiczach. Po jego aresztowaniu funkcjonariusze przeszukali dom parafialny i kościół pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, opieczętowali budynek i zabrali klucze. Zwrócono je dopiero po tygodniu, co doprowadziło do odwołania niedzielnej Mszy 22 marca. Miejsce pobytu duchownego pozostaje nieznane; według nieoficjalnych informacji może przebywać w areszcie KGB w Mińsku. Brak bliskiej rodziny dodatkowo utrudnia uzyskanie informacji o jego stanie.

Ks. Anatol Parachniewicz urodził się w 1960 roku w rejonie żłobińskim. Wychowywał się w domu dziecka, następnie zdobył wykształcenie teologiczne w Białymstoku. Święcenia kapłańskie przyjął w 1995 roku. Od 2007 roku posługuje w Ołkowiczach, gdzie stworzył niewielkie muzeum parafialne poświęcone historii lokalnej społeczności.

Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life, fot.: Katolik.life

Wierni z parafii w Ołkowiczach w rejonie wilejskim, którzy znali ks. Anatola Parachniewicza i jego działalność, przedstawili własną wersję możliwych przyczyn zatrzymania proboszcza. Jak relacjonuje portal Katolik.life, zdaniem parafian ksiądz mógł zostać oskarżony o działania związane z ochroną pamięci historycznej na terenie współczesnej Białorusi. Według wiernych,

Inicjatywa upamiętnienia białoruskich bojowników o wolność, o której informowaliśmy w ubiegłym roku, zakończyła się pełnym sukcesem. 21 marca 2026 r. na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku uroczyście odsłonięto Krzyż Pamięci — monument poświęcony tym, którzy oddali życie w walce o niepodległą Białoruś.

Krzyż stanął w historycznej części Cmentarza Garnizonowego, miejscu szczególnie ważnym dla pamięci o ofiarach totalitaryzmów. W uroczystości odsłonięcia uczestniczyli przedstawiciele białoruskiej diaspory, mieszkańcy Trójmiasta, działacze społeczni oraz reprezentanci władz samorządowych. Podkreślano, że symboliczne upamiętnienie ma charakter ponadpolityczny i jest wyrazem solidarności z tymi, którzy sprzeciwiali się represjom i walczyli o wolność swojego kraju.

Realizacja projektu była możliwa dzięki zbiórce publicznej prowadzonej przez Białoruskie Towarzystwo Kulturalne „Chatka”. Monument został wykonany zgodnie z przedstawioną wcześniej koncepcją i odsłonięty w ramach obchodów Dnia Wolności Białorusi obchodzonego 25 marca.

Znadniemna.pl, uroczystość odsłonięcia Krzyża Pamięci. fot.: tvp.pl

Inicjatywa upamiętnienia białoruskich bojowników o wolność, o której informowaliśmy w ubiegłym roku, zakończyła się pełnym sukcesem. 21 marca 2026 r. na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku uroczyście odsłonięto Krzyż Pamięci — monument poświęcony tym, którzy oddali życie w walce o niepodległą Białoruś. Krzyż stanął w historycznej części

Przejdź do treści