HomeStandard Blog Whole Post (Page 4)

1 marca Polska oddaje hołd żołnierzom powojennego podziemia niepodległościowego – ludziom, którzy po 1945 roku nie złożyli broni i nie pogodzili się z narzuconą siłą władzą komunistyczną. Data święta upamiętnia rozstrzelanie przywódców IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, jednego z najważniejszych symboli oporu przeciwko sowietyzacji kraju.

Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych ma swoje korzenie w dramatycznych wydarzeniach końca II wojny światowej i pierwszych lat powojennych. Gdy 19 stycznia 1945 roku gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek” rozwiązał Armię Krajową, wydawało się, że konspiracja dobiegła końca. Jednak szybko okazało się, że Polska nie odzyskała pełnej wolności – aresztowania przywódców Polskiego Państwa Podziemnego przez NKWD i ich wywiezienie do Moskwy pokazały, że nowy porządek oznacza kolejną okupację. W tej atmosferze powstawały kolejne struktury oporu: najpierw organizacja „NIE”, później Delegatura Sił Zbrojnych na Kraj, a wreszcie Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”, które stało się najważniejszą powojenną organizacją niepodległościową.

WiN, powołane 2 września 1945 roku, skupiło w swoich szeregach około 30 tysięcy działaczy i żołnierzy. Przez pięć lat istnienia organizacja prowadziła działalność wywiadowczą, propagandową i samoobronną, starając się przeciwstawić sowietyzacji kraju. To właśnie jej przywódcy – Łukasz Ciepliński, Adam Lazarowicz, Mieczysław Kawalec, Józef Rzepka, Franciszek Błażej, Józef Batory i Karol Chmiel – zostali zamordowani 1 marca 1951 roku w więzieniu mokotowskim. Ich śmierć symbolicznie zamknęła dzieje zorganizowanej konspiracji, która trwała od września 1939 roku.

Powojenna walka niepodległościowa była największą formą zorganizowanego oporu społecznego aż do powstania „Solidarności”. Według szacunków MSW z lat 70., w latach 1945–1955 zginęło około 9 tysięcy członków podziemia, choć liczby te są niepełne. Żołnierze ci musieli mierzyć się nie tylko z brutalną machiną represji, ale także z propagandą, która starała się ich zohydzić w oczach społeczeństwa, nazywając „bandami reakcyjnego podziemia”, „zaplutymi karłami reakcji”, czy „wrogami ludu”. Władza ludowa próbowała wymazać ich z pamięci, skazując na zapomnienie, a często także na bezimienne groby.

Termin „Żołnierze Wyklęci” pojawił się dopiero w 1993 roku, kiedy badacz dziejów polskiej konspiracji Leszek Żebrowski użył go jako tytułu wystawy poświęconej antykomunistycznemu podziemiu. Słowo „wyklęci” nawiązywało do listu, w którym komunistyczny dowódca informował rodzinę jednego z zamordowanych żołnierzy, że „wieczna hańba i nienawiść” towarzyszyć mu będzie nawet po śmierci. Z czasem określenie to stało się symbolem przywracania pamięci o ludziach, których PRL próbował wymazać z historii.

Po 1989 roku proces ten postępował powoli. Dopiero działania środowisk kombatanckich, historyków i organizacji patriotycznych – w tym inicjatywy prezesa IPN Janusza Kurtyki – doprowadziły do ustanowienia 1 marca Dniem Pamięci. W 2010 roku prezydent Lech Kaczyński skierował do Sejmu projekt ustawy, podkreślając, że święto ma być wyrazem hołdu dla „męstwa, niezłomnej postawy patriotycznej i krwi przelanej w obronie ojczyzny”. Rok później Sejm przyjął ustawę, a 1 marca na stałe wpisał się do kalendarza państwowych uroczystości.

Dzieje Żołnierzy Wyklętych nie kończą się jednak w 1951 roku. Ostatni z nich, Józef Franczak „Lalek”, zginął dopiero w 1963 roku podczas obławy pod Lublinem. Jego śmierć zamknęła epokę zbrojnego oporu antykomunistycznego, ale pamięć o tych, którzy walczyli o wolną Polskę, przetrwała mimo prób jej zatarcia.

Dziś 1 marca jest dniem refleksji nad losem ludzi, którzy – często samotnie, bez nadziei na zwycięstwo – zdecydowali się pozostać wierni przysiędze i walczyć o niepodległość. To także dzień przywracania im należnego miejsca w historii, miejsca, którego przez dziesięciolecia odmawiano im w oficjalnej narracji. Współczesna pamięć o Żołnierzach Wyklętych jest nie tylko hołdem dla ich odwagi, ale także przypomnieniem, że wolność nigdy nie jest dana raz na zawsze.

Znadniemna.pl

1 marca Polska oddaje hołd żołnierzom powojennego podziemia niepodległościowego – ludziom, którzy po 1945 roku nie złożyli broni i nie pogodzili się z narzuconą siłą władzą komunistyczną. Data święta upamiętnia rozstrzelanie przywódców IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, jednego z najważniejszych symboli oporu przeciwko

Unia Europejska utrzymuje restrykcje wobec reżimu w Mińsku, wskazując na represje, wsparcie dla rosyjskiej agresji oraz działania hybrydowe. Sankcje będą obowiązywać co najmniej do 28 lutego 2027 roku.

Rada Unii Europejskiej zdecydowała o przedłużeniu obowiązujących sankcji wobec Białorusi o kolejny rok. Jak poinformowało Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy, restrykcje pozostają w mocy z powodu trwających represji wewnętrznych, wsparcia udzielanego Rosji w wojnie przeciwko Ukrainie oraz hybrydowych ataków wymierzonych w państwa członkowskie UE.

Obecnie sankcjami objętych jest 312 obywateli Białorusi oraz 57 podmiotów. Obejmują one zamrożenie aktywów na terytorium Unii, zakaz przeprowadzania transakcji finansowych z osobami i organizacjami z listy, a także ograniczenia wjazdu do krajów wspólnoty. Pakiet restrykcji dotyczy również kluczowych sektorów białoruskiej gospodarki, takich jak finanse, handel, energetyka i transport. Celem UE jest ograniczenie dochodów reżimu oraz przeciwdziałanie obchodzeniu sankcji.

W ostatnich dniach Stany Zjednoczone nałożyły dodatkowe sankcje na osoby i podmioty powiązane z działalnością cyberprzestępczą w Rosji i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Ukraina również utrzymuje własne restrykcje wobec Aleksandra Łukaszenki, podkreślając, że – jak stwierdził prezydent Wołodymyr Zełenski – Białoruś funkcjonuje jak „rosyjskie generał-gubernatorstwo”.

Władze w Kijowie i państwa NATO zwracają uwagę, że Rosja wykorzystuje terytorium Białorusi do działań prowokacyjnych wobec Sojuszu, co dodatkowo wzmacnia znaczenie utrzymania presji międzynarodowej na Mińsk.

Znadniemna.pl na podstawie UA.NEWS, źródło ilustracji: ua.news

Unia Europejska utrzymuje restrykcje wobec reżimu w Mińsku, wskazując na represje, wsparcie dla rosyjskiej agresji oraz działania hybrydowe. Sankcje będą obowiązywać co najmniej do 28 lutego 2027 roku. Rada Unii Europejskiej zdecydowała o przedłużeniu obowiązujących sankcji wobec Białorusi o kolejny rok. Jak poinformowało Ministerstwo Spraw Zagranicznych

Karol Stanisław Radziwiłł (1734–1790) to jedna z najbardziej barwnych osobowości XVIII‑wiecznej Rzeczypospolitej. Dzisiaj w rocznicę jego urodzin, postać ta wciąż pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli kresowej kultury. Władca ogromnych dóbr na Kresach, symbol magnackiej niezależności, bohater niezliczonych anegdot i powiedzeń. Jego przydomek „Panie Kochanku”, zaczerpnięty z ulubionego zwrotu, którym witał każdego rozmówcę, stał się synonimem kresowej fantazji, przepychu i nieokiełznanego temperamentu.

Kresowe korzenie i rodowa potęga

Urodzony 27 lutego 1734 roku w Nieświeżu – w samym sercu radziwiłłowskiego „państwa w państwie” – dorastał w atmosferze potęgi i dumy charakterystycznej dla litewsko‑ruskich Kresów. Jego ojciec, Michał Kazimierz „Rybeńko”, był jednym z najpotężniejszych magnatów epoki, a matka, Franciszka Urszula z Wiśniowieckich, wniosła do rodu tradycję literacką i teatralną. Od najmłodszych lat Karol Stanisław obserwował funkcjonowanie ogromnych latyfundiów, które obejmowały Nieśwież, Ołykę, Kiejdany, Birże i dziesiątki mniejszych miejscowości. Wychowany w przekonaniu o wyjątkowości rodu, szybko przyswoił sobie kresowy etos niezależności, gościnności i dumy, który później stał się fundamentem jego legendy.

Polityka i służba publiczna

Radziwiłł pełnił najwyższe urzędy w Wielkim Księstwie Litewskim: był wojewodą wileńskim, generałem lejtnantem wojsk litewskich, marszałkiem Trybunału Głównego WKL oraz ordynatem nieświeskim i ołyckim. Jego działalność polityczna była burzliwa i często kontrowersyjna. W czasie konfederacji radomskiej stał się jednym z jej najbardziej rozpoznawalnych przywódców, a jego konflikt z królem Stanisławem Augustem Poniatowskim doprowadził do czasowego wygnania. Wrócił jednak na Kresy w atmosferze triumfu, witany przez poddanych jak bohater. Współcześni podkreślali, że choć jego polityczne decyzje bywały impulsywne, kierowała nim autentyczna troska o „stare prawa” i kresową wolność.

Anegdoty, obyczajowość i legenda „Panie Kochanku”

Żaden magnat epoki nie obrósł tyloma opowieściami. Radziwiłł słynął z wystawnych uczt w Nieświeżu, na których stoły uginały się od jadła, a goście bawili się do świtu. Jego gościnność była przysłowiowa: potrafił zatrzymać przejezdnego szlachcica tylko po to, by zaprosić go na obiad, a według przekazów współczesnych „nikt nie wyjeżdżał z Nieświeża trzeźwy ani głodny”. W pamiętnikach epoki powtarza się anegdota, że Radziwiłł, widząc chłopa prowadzącego krowę, miał zawołać: „Panie Kochanku, a cóż to za piękna sztuka bydła! Sprzedaj mi ją, a dam ci drugą, lepszą!”. Choć wiele z tych historii ma charakter barwnej przesady, ich rdzeń jest zgodny z opinią współczesnych: był to człowiek o ogromnej fantazji, skłonny do gestów spektakularnych i nieprzewidywalnych.

W oczach współczesnych i potomnych

Współcześni oceniali go skrajnie różnie. Jedni widzieli w nim uosobienie kresowej hojności i odwagi, inni – warchoła i hulakę. Julian Ursyn Niemcewicz pisał o nim z mieszaniną podziwu i krytycyzmu, podkreślając, że „nikt tak nie kochał Rzeczypospolitej, ale nikt też tak jej nie psuł”. Historycy późniejszych epok widzieli w nim postać symboliczną: reprezentanta ginącego świata magnackiej potęgi, w którym prywatne armie, własne mennice i teatralne gesty były codziennością. W kulturze popularnej stał się bohaterem licznych opowieści, a jego powiedzonko „Panie Kochanku” weszło na stałe do języka polskiego jako znak kresowej rubaszności i swobody.

Ostatnie lata i śmierć

Ostatnie lata życia spędził w Białej Podlaskiej, gdzie zmarł w 1790 roku. Choć jego majątek był wówczas poważnie nadwyrężony, a polityczna pozycja osłabła, legenda Radziwiłła przetrwała upadek Rzeczypospolitej. Do dziś pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci Kresów – magnatem, którego życie stało się częścią zbiorowej wyobraźni, a anegdoty o nim krążą w kulturze polskiej niczym opowieści o bohaterach sarmackiej epopei.

Opr. Kazimierz Sadowski/Znadniemna.pl, ilustracja: portret Karola Stanisława Radziwiłła z 1786 roku, pędzla Konstantego Aleksandrowicza, źródło: Wikipedia

Karol Stanisław Radziwiłł (1734–1790) to jedna z najbardziej barwnych osobowości XVIII‑wiecznej Rzeczypospolitej. Dzisiaj w rocznicę jego urodzin, postać ta wciąż pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli kresowej kultury. Władca ogromnych dóbr na Kresach, symbol magnackiej niezależności, bohater niezliczonych anegdot i powiedzeń. Jego przydomek „Panie Kochanku”,

Do redakcji zgłosiła się pani Elżbieta Rzewuska, która poszukuje informacji o losach rodziny Błażeja Cieciury, ur. w 1903 r.

Pan Błażej został aresztowany 22 kwietnia 1944 r. w Baranowiczach, a następnie więziony w Mińsku do 14 października 1944 r. Otrzymał wyrok 10 lat łagru i w grudniu 1944 r. został wysłany do Workutłagu, gdzie przebywał do 21 września 1944 r. (prawdopodobnie chodzi o rok 1945).

Workutłag zimą, fot.: Wikipedia

Później przeniesiono go do Karłagu. Od tego momentu jego ślad urywa się.

W Baranowiczach pozostawił żonę i dwoje dzieci. Ich imiona nie są znane, jednak istnieje nadzieja, że żyją potomkowie tej rodziny, którzy mogliby pomóc w odtworzeniu dalszych losów pana Błażeja.

Osoby posiadające jakiekolwiek informacje proszone są o kontakt z panią Elżbietą Rzewuską: [email protected]

Znadniemna.pl, na zdjęciach: Baranowicze na początku XX stulecia, fot.: Polesie.org

Do redakcji zgłosiła się pani Elżbieta Rzewuska, która poszukuje informacji o losach rodziny Błażeja Cieciury, ur. w 1903 r. Pan Błażej został aresztowany 22 kwietnia 1944 r. w Baranowiczach, a następnie więziony w Mińsku do 14 października 1944 r. Otrzymał wyrok 10 lat łagru i w

Z wdzięczną pamięcią i należną powagą przekazujemy informację o uroczystości pożegnania śp. Elżbiety Dołęgi-Wrzosek, o której odejściu do Pana informowaliśmy wcześniej.

W najbliższy piątek, 27 lutego 2026 r., o godzinie 12:00, w Kościele Podwyższenia Krzyża Świętego w Baranowiczach zostanie odprawiona Msza święta pogrzebowa. Po jej zakończeniu nastąpi odprowadzenie Zmarłej na miejsce wiecznego spoczynku.

Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego w Baranowiczach, fot.: Wikipedia

Uroczystość będzie czasem modlitwy, skupienia i wspólnego towarzyszenia Rodzinie oraz bliskim w ich żałobie. Wszystkich, którzy pragną oddać hołd śp. Elżbiecie i powierzyć jej duszę Bożemu Miłosierdziu, zapraszamy do udziału w ostatnim pożegnaniu.

Osoby, które chciałyby lepiej poznać życie i zasługi śp. Elżbiety Dołęgi-Wrzosek, zachęcamy do zapoznania się z naszą publikacją, wyróżnioną w Konkursie o nagrodę Marszałka Senatu pt. „Polki poza Polską”.

Znadniemna.pl

Z wdzięczną pamięcią i należną powagą przekazujemy informację o uroczystości pożegnania śp. Elżbiety Dołęgi-Wrzosek, o której odejściu do Pana informowaliśmy wcześniej. W najbliższy piątek, 27 lutego 2026 r., o godzinie 12:00, w Kościele Podwyższenia Krzyża Świętego w Baranowiczach zostanie odprawiona Msza święta pogrzebowa. Po jej zakończeniu

Mija 99 lat od chwili, gdy w 1927 roku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Rzeczypospolitej Polskiej wydało okólnik, na mocy którego „Mazurek Dąbrowskiego” został oficjalnie uznany za hymn państwowy. Pieśń napisana w 1797 roku przez Józef Wybicki, przez ponad sto lat towarzyszyła Polakom w walce o wolność, zanim stała się formalnym symbolem państwa.

Pieśń narodzona z nadziei na wolność

„Mazurek Dąbrowskiego”, pierwotnie zatytułowany „Pieśń Legionów Polskich we Włoszech”, powstał między 16 a 19 lipca 1797 roku w mieście Reggio nell’Emilia, gdzie formowały się Legiony Polskie pod dowództwem generała Jana Henryka Dąbrowskiego. Już 20 lipca tego samego roku został wykonany publicznie po raz pierwszy.

Autorem słów był Józef Wybicki – pisarz, patriota i działacz polityczny, który stworzył utwór wyrażający nadzieję Polaków na odzyskanie niepodległości po rozbiorach. Melodia, oparta na rytmie ludowego mazura, ma nieznanego autora, co było częste w przypadku pieśni o charakterze ludowym i wojskowym.

Symbol przetrwania narodu

W XIX wieku „Mazurek Dąbrowskiego” stał się jedną z najważniejszych pieśni patriotycznych Polaków. Towarzyszył żołnierzom, powstańcom i emigrantom, stając się symbolem wiary w odrodzenie państwa. Słowa „Jeszcze Polska nie zginęła” wyrażały przekonanie, że mimo utraty niepodległości naród polski przetrwa.

Po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku odrodzone państwo polskie stanęło przed wyborem oficjalnego hymnu. Rozważano kilka pieśni o charakterze patriotycznym, jednak to „Mazurek Dąbrowskiego”, najbardziej zakorzeniony w tradycji narodowej, cieszył się największym poparciem społecznym.

Oficjalne ustanowienie hymnu

Decyzja zapadła w 1927 roku, kiedy Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wydało okólnik ustanawiający „Mazurek Dąbrowskiego” hymnem narodowym Rzeczypospolitej Polskiej. Tym samym pieśń, która przez pokolenia podtrzymywała ducha narodu, stała się oficjalnym symbolem państwowym.

Dziś, w 99. rocznicę tego wydarzenia, „Mazurek Dąbrowskiego” pozostaje nie tylko hymnem państwowym, lecz także jednym z najważniejszych symboli polskiej tożsamości, historii i dążenia do wolności.

Znadniemna.pl

Mija 99 lat od chwili, gdy w 1927 roku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Rzeczypospolitej Polskiej wydało okólnik, na mocy którego „Mazurek Dąbrowskiego” został oficjalnie uznany za hymn państwowy. Pieśń napisana w 1797 roku przez Józef Wybicki, przez ponad sto lat towarzyszyła Polakom w walce o wolność,

W środę, 25 lutego, mieszkańcy Białegostoku oraz przedstawiciele lokalnej społeczności politycznych uchodźców z Białorusi zebrali się na skwerze przy pomniku ks. Jerzego Popiełuszki, by uczcić 59. miesięcznicę uwięzienia Andrzeja Poczobuta, dziennikarza i działacza polskiej mniejszości narodowej na Białorusi.

Podczas zgromadzenia mieszkańcy oraz polityczni uchodźcy z Białorusi wyrazili solidarność z Andrzejem Poczobutem, przetrzymywanym w jednej z najcięższych białoruskich kolonii karnych w Nowopołocku na północy kraju. Uczestnicy podkreślali znaczenie regularnych spotkań, które mają utrzymywać uwagę opinii publicznej na jego losie oraz na sytuacji osób represjonowanych na Białorusi.

W trakcie wydarzenia przypominano o nieludzkich warunkach, w jakich przebywa dziennikarz, oraz o tym, że jego sprawa stała się symbolem walki o wolność słowa. Zgromadzenie przebiegło spokojnie, a organizatorzy zapowiedzieli kontynuację comiesięcznych akcji solidarności z Andrzejem.

 Znadniemna.pl, fot.: Facebook.com

W środę, 25 lutego, mieszkańcy Białegostoku oraz przedstawiciele lokalnej społeczności politycznych uchodźców z Białorusi zebrali się na skwerze przy pomniku ks. Jerzego Popiełuszki, by uczcić 59. miesięcznicę uwięzienia Andrzeja Poczobuta, dziennikarza i działacza polskiej mniejszości narodowej na Białorusi. Podczas zgromadzenia mieszkańcy oraz polityczni uchodźcy z Białorusi

W 90. rocznicę urodzin przypominamy jedną z najważniejszych postaci legendarnej Piwnicy pod Baranami — Wiesława Dymnego, artystę urodzonego na terenie współczesnej Białorusi.

Wiesław Dymny przyszedł na świat 25 lutego 1936 roku we wsi Poloneczka (dziś w rejonie baranowickim obwodu brzeskiego, a w II RP w powiecie stołpeckim województwa nowogródzkiego), miejscowości o wyraźnie kresowym charakterze, w której znajdował się jeden z majątków rodziny Radziwiłłów. To tam zaczęła się jego biografia, choć sam Dymny rzadko wracał publicznie do wspomnień z najwcześniejszych lat życia.

Po II wojnie światowej rodzina Dymnych, podobnie jak tysiące Polaków z tamtych terenów, została przesiedlona na zachód. Dzieciństwo Wiesława upłynęło w realiach powojennej odbudowy i życia na Ziemiach Odzyskanych, gdzie ukończył szkołę i gdzie zaczęła kształtować się jego artystyczna wrażliwość. Kresowe pochodzenie pozostawało jednak istotnym elementem tożsamości rodzinnej, a świadomość utraty dawnego domu była doświadczeniem pokoleniowym, które towarzyszyło wielu ludziom z jego otoczenia.

Z relacji rodziny wiadomo, że Wiesław od najmłodszych lat przejawiał wyjątkowe zdolności plastyczne, co naturalnie skierowało go ku studiom artystycznym. Po maturze wyjechał do Krakowa i rozpoczął naukę na Akademii Sztuk Pięknych. To właśnie tam związał się z Piwnicą pod Baranami, stając się jedną z jej najbardziej rozpoznawalnych postaci. Jego talent literacki i plastyczny, połączony z niepowtarzalnym temperamentem scenicznym, sprawił, że szybko wyrósł na jednego z najważniejszych twórców kabaretu.

Dymny był znany z ciętego, absurdalnego humoru, który stał się znakiem rozpoznawczym Piwnicy. To on potrafił rzucić ze sceny zdanie, które natychmiast przechodziło do anegdoty, jak choćby:

„Człowiek jest dobry, tylko ludzie są do niczego.”

Innym razem, komentując życiowe komplikacje, stwierdzał z właściwą sobie logiką:

„Jak jest ciemno, to świeć.”

Jego żarty, często oparte na paradoksie, były jednocześnie proste i przenikliwe, a publiczność uwielbiała tę mieszaninę groteski i filozoficznej przekory.

W Piwnicy pod Baranami Dymny pisał teksty, tworzył scenariusze, malował dekoracje, grał w filmach i spektaklach. Jego obecność współtworzyła charakter krakowskiego środowiska artystycznego lat 60. i 70. Był twórcą, który potrafił jednym zdaniem rozbroić powagę sytuacji, jak wtedy, gdy z właściwą sobie nonszalancją oznajmił:

„Nie ma takiego numeru, którego nie dałoby się zrobić.”

Ten rodzaj humoru — przewrotny, lekko anarchiczny, a jednocześnie pełen ciepła — stał się jego znakiem firmowym.

Choć Dymny nie pozostawił wielu osobistych świadectw dotyczących dzieciństwa na Kresach, biografowie podkreślają, że jego pochodzenie stanowiło ważny kontekst jego życia. Wrażliwość na los ludzi wykorzenionych, skłonność do łączenia groteski z melancholią oraz umiejętność dostrzegania tragikomicznego wymiaru codzienności to cechy często przypisywane artystom urodzonym na dawnych wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej. W przypadku Dymnego elementy te wyraźnie współtworzyły jego styl i sposób opowiadania o świecie.

W 90. rocznicę jego urodzin wspominamy Wiesława Dymnego jako twórcę niezwykle oryginalnego, którego biografia łączyła kresowe początki z powojenną historią Krakowa. Jego dorobek pozostaje ważną częścią polskiej kultury, a pamięć o nim wciąż żyje zarówno w środowisku artystycznym, jak i wśród tych, którzy widzą w nim jednego z najciekawszych świadków i uczestników życia kulturalnego drugiej połowy XX wieku.

Opr. Adolf Gorzkowski, na zdjęciu: Tablica pamiątkowa Wiesława Dymnego w Alei Gwiazd Satyrykonu w Legnicy. Autor zdjęcia: Jacek Halicki, licencja CC BY-SA 3.0.

W 90. rocznicę urodzin przypominamy jedną z najważniejszych postaci legendarnej Piwnicy pod Baranami — Wiesława Dymnego, artystę urodzonego na terenie współczesnej Białorusi. Wiesław Dymny przyszedł na świat 25 lutego 1936 roku we wsi Poloneczka (dziś w rejonie baranowickim obwodu brzeskiego, a w II RP w powiecie

Nikt nie zgłosił się do zakupu rodzinnej działki duchownego.

Elektroniczna licytacja działki należącej do księdza Henryka Okołotowicza w Nowej Myszy w rejonie baranowickim nie doszła do skutku. Aukcja, wyznaczona na 24 lutego, została unieważniona z powodu braku chętnych do zakupu.

Niewielki grunt, stanowiący własność rodziców duchownego i położony w pobliżu jego rodzinnego domu, został wcześniej zajęty i wystawiony na sprzedaż „w celu spłaty zadłużenia wynikającego z postępowania egzekucyjnego”. Podobny los spotkał także mikrobus należący formalnie do byłego proboszcza, choć faktycznie będący własnością parafii. Z powodu zajęcia pojazd ten od ponad dwóch lat stoi nieużywany i prawdopodobnie również trafi na aukcję.

To kolejny etap egzekucji majątku księdza Okołotowicza, skazanego wcześniej na 11 lat więzienia pod zarzutem „zdrady państwa” oraz obciążonego obowiązkiem zapłaty rzekomej szkody w wysokości 1,7 mln rubli (około 500 tys. euro). W ramach spłaty zadłużenia sprzedano już prywatny, dwudziestoletni samochód  księdza marki Volkswagen. Rodzinny dom duchownego na razie nie został wystawiony na licytację.

Ksiądz Henryk Okołotowicz przebywa obecnie w Rzymie, dokąd trafił wraz z ojcem Andrzejem Juchniewiczem OMI tuż po uwolnieniu z więzienia. Obaj nadal dochodzą do siebie po długotrwałym pobycie w izolacji, a ich dalszy los pozostaje niepewny.

Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life 

 

Nikt nie zgłosił się do zakupu rodzinnej działki duchownego. Elektroniczna licytacja działki należącej do księdza Henryka Okołotowicza w Nowej Myszy w rejonie baranowickim nie doszła do skutku. Aukcja, wyznaczona na 24 lutego, została unieważniona z powodu braku chętnych do zakupu. Niewielki grunt, stanowiący własność rodziców duchownego i

Gdyby Władimir Wojnowicz żył dziś i zajrzał do Mińska, zapewne zatarłby ręce: oto rzeczywistość znów dogoniła satyrę. W jego antyutopii pt. „Moskwa 2042” wszystko było jasne — władza, duchowieństwo i wojsko tworzyły jedną, szczelnie zgraną konstrukcję, w której Ojciec Gwiazdoni błogosławił rakiety, a rakiety błogosławiły Ojca Gwiazdonia. Każdy znał swoje miejsce, a kto nie znał, temu je wskazywano.

Tymczasem w Mińsku, w lutym 2026 roku, odbyła się Msza, która — jak wynika z milczenia oficjalnych mediów katolickich — odbyć się chyba nie powinna. A jednak się odbyła. I to w samym sercu miasta, w katedrze, gdzie biskup pomocniczy archidiecezji Mińsko-Mohylewskiej Jury Kosobucki modlił się o pokój w Ukrainie, Ziemi Świętej i na całym świecie. Brzmi to jak coś zupełnie normalnego, wręcz oczywistego. Ale nie w rzeczywistości, w której kalendarz liturgiczny musi być zsynchronizowany z kalendarzem politycznym, a każde słowo — z linią ideologiczną.

Wojnowicz przewidział takie sytuacje. W jego powieści modlitwy o pokój były dopuszczalne tylko wtedy, gdy pokój oznaczał „zwycięstwo naszej strony”. Wszelkie inne interpretacje były niebezpieczne, bo mogły sugerować, że świat jest bardziej skomplikowany niż jednowymiarowy komunikat z wieży kontrolnej.

W Mińsku wyglądało to podobnie. Msza o pokój została odprawiona, bo musiała — tak nakazała bowiem Rada Konferencji Episkopatów Europy, która alfabetycznie odprawienie Mszy o pokój na Białorusi wyznaczyła na 21 lutego. Ale już informowanie o niej? To co innego. Oficjalne media katolickie milczały o tej inicjatywie, jakby Msza była czymś wstydliwym, jakby modlitwa o pokój mogła zostać odczytana jako niebezpieczna aluzja. W „Moskwie 2042” takie rzeczy nazywano „ideologiczną mgłą”, która mogła wprowadzić obywateli w stan niepożądanego myślenia.

Za to informacja o Mszy za „obrońców Ojczyzny” (z okazji Święta Sowieckiej Armii, obchodzonego 23 lutego – red.), którą odprawił metropolita Józef Staniewski, pojawiła się bez zwłoki i to na głównym portalu katolickim kraju. Z czerwoną gwiazdą w tle — symbolem, który w powieści Wojnowicza świecił nad każdym urzędem, koszarami i świątynią. Ojciec Gwiazdoni byłby dumny: oto duchowny, który wie, co należy nagłaśniać, a co przemilczeć.

Wojnowicz pisał, że w przyszłości redakcje będą działać jak automaty: publikować to, co trzeba, i nie publikować tego, co nie trzeba. W Mińsku wygląda to dziś podobnie. Redaktorzy — jeśli jeszcze są — nie filtrują, nie wygładzają, nie tłumaczą. Po prostu wrzucają komunikaty, jak leci. A jeśli czegoś wrzucić nie wypada, to znika to w cyfrowej próżni.

Msza o pokój? Odbyła się, ale jakby jej nie było. Msza za obrońców Ojczyzny? Oczywiście, że odprawimy!  I wszyscy będą o tym wiedzieć!

W „Moskwie 2042” bohaterowie żyli w świecie, w którym prawda była jak wosk: miękka, podatna, łatwa do uformowania. W Mińsku roku 2026 wosk ma się dobrze. I wciąż daje się modelować.

A jednak — i tu Wojnowicz pewnie by się uśmiechnął — zawsze znajdzie się ktoś, kto zauważy, że coś tu nie gra. Że modlitwa o pokój nie powinna być powodem do wstydu. Że czerwona gwiazda na katolickim portalu wygląda jak ponury żart, który wymknął się spod kontroli. Że świat nie jest powieścią satyryczną, choć czasem bardzo próbuje nią być.

I że nawet w najbardziej groteskowych czasach ktoś musi odprawić Mszę, której nikt nie chciał zauważyć.

Walery Kowalewski/Znadniemna.pl, ilustracja: właśnie w ten sposób portal Kościoła Katolickiego na Białorusi Catholic.by zilustrował zapowiedź Mszy za „obrońców Ojczyzny” zawierającą życzenia pod adresem ministra obrony Białorusi z okazji święta 23 lutego, które obchodził celebrując okolicznościową Mszę św. w Mińsku arcybiskup metropolita Józef Staniewski, fot.: Catholic.by

Gdyby Władimir Wojnowicz żył dziś i zajrzał do Mińska, zapewne zatarłby ręce: oto rzeczywistość znów dogoniła satyrę. W jego antyutopii pt. „Moskwa 2042” wszystko było jasne — władza, duchowieństwo i wojsko tworzyły jedną, szczelnie zgraną konstrukcję, w której Ojciec Gwiazdoni błogosławił rakiety, a rakiety błogosławiły

Przejdź do treści