HomeStandard Blog Whole Post (Page 4)

W Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku odbyła się konferencja prasowa zapowiadająca 8. edycję Biegu Pamięci Sybiru. Organizatorzy podkreślali, że to wydarzenie łączy pamięć historyczną z aktywnością fizyczną, a tegoroczna edycja zapowiada się rekordowo — zarówno pod względem liczby uczestników, jak i zasięgu.

Dziś w Muzeum Pamięci Sybiru przedstawiono szczegóły 8. edycji Biegu Pamięci Sybiru, jednego z najważniejszych wydarzeń sportowo-patriotycznych w Polsce. W spotkaniu z mediami udział wzięli prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski, dyrektor Muzeum Pamięci Sybiru Wojciech Śleszyński oraz prezes Fundacji Białystok Biega Grzegorz Kuczyński.

Bieg jako forma pamięci

O idei wydarzenia mówił prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski, podkreślając jego symboliczny wymiar.

— Tych, którzy zostali zesłani na nieludzką ziemię, można upamiętnić również biegiem. Termin jest nieprzypadkowy, bo 10 lutego przypada rocznica pierwszej wielkiej deportacji z 1940 roku. Zapraszam do czczenia pamięci Sybiraków także poprzez aktywność fizyczną. Cieszę się, że bieg odbywa się nie tylko w Białymstoku, ale również we Wrocławiu, a dodatkowo dostępna jest forma wirtualna — zaznaczył prezydent.

Medal z historią

Jak co roku, wyjątkowe znaczenie ma medal, który otrzymają uczestnicy biegu. Dyrektor Muzeum Pamięci Sybiru Wojciech Śleszyński wyjaśnił, że jego wzór nawiązuje do autentycznego muzealnego eksponatu.

— Na tegorocznym medalu znalazła się lokówka należąca do Amelii Sieczko, deportowanej wraz z mężem i szóstką dzieci w nocy z 9 na 10 lutego 1940 roku. Na dalekiej północy nigdy nie była używana, ale stała się symbolem pamięci o normalnym życiu. Wróciła z właścicielką do Polski i dziś jest częścią naszej wystawy — a także tego medalu — mówił dyrektor.

Rekordowa edycja

O szczegółach organizacyjnych opowiedział prezes Fundacji Białystok Biega Grzegorz Kuczyński. Jak podkreślił, tegoroczna edycja zapowiada się wyjątkowo.

— Na liście startowej mamy już prawie 900 zawodników w Białymstoku i ponad 250 we Wrocławiu. Co ciekawe, aż 36 proc. uczestników zadeklarowało udział w biegu na 10 km — w ubiegłym roku było to niespełna 20 proc. To pokazuje, że biegacze są naprawdę twardzi i że decyzja o wprowadzeniu dłuższego dystansu była słuszna — podkreślił.

Organizatorzy zapraszają także kibiców, przypominając, by pamiętać o ciepłym ubraniu.

Gdzie i kiedy pobiegniemy?

BIAŁYSTOK
📍 Las Turczyński
📅 7 lutego 2026 r., godz. 18:00
🏃 5 km i 10 km

WROCŁAW
📍 Las Osobowicki
📅 21 lutego 2026 r., godz. 18:00
🏃 5 km

Dla osób, które nie będą mogły wystartować stacjonarnie, przygotowano bieg wirtualny, trwający od 7 do 28 lutego 2026 roku. Wystarczy zarejestrować się i jednorazowo pokonać co najmniej 5 km — z dowolnego miejsca na świecie.

„Biegnę dla Sybiraka”

Uczestnicy mogą również włączyć się w akcję „Biegnę dla Sybiraka”. Podczas rejestracji należy wskazać imię i nazwisko Sybiraka lub rodziny sybirackiej, w intencji których biegnie zawodnik. Wybrane nazwisko znajdzie się na numerze startowym.

Bieg Pamięci Sybiru jest częścią obchodów 86. rocznicy pierwszej masowej deportacji obywateli polskich na Sybir. Organizatorem obchodów jest Muzeum Pamięci Sybiru, wydarzenie sportowe realizuje Fundacja Białystok Biega, a edycję wrocławską współorganizuje Centrum Historii Zajezdnia.

— Dołączcie do nas. Pobiegnijmy razem w imię pamięci — zachęcają organizatorzy. 

Znadniemna.pl/Muzeum Pamięci Sybiru

W Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku odbyła się konferencja prasowa zapowiadająca 8. edycję Biegu Pamięci Sybiru. Organizatorzy podkreślali, że to wydarzenie łączy pamięć historyczną z aktywnością fizyczną, a tegoroczna edycja zapowiada się rekordowo — zarówno pod względem liczby uczestników, jak i zasięgu. Dziś w Muzeum Pamięci

Wyrósł na białoruskiej ziemi, wykształcił się w polskim Wilnie, a całe życie poświęcił badaniu historii regionu, który był wspólnym domem Polaków, Białorusinów i Litwinów. Michał Homolicki – lekarz, historyk i archeograf – stał się jednym z tych uczonych XIX wieku, którzy potrafili łączyć tradycje i budować mosty między kulturami. Dziś, w rocznicę jego śmierci, wspominamy go jako strażnika dziedzictwa dwóch narodów.

Białoruski rodowód, polska edukacja

Michał Homolicki urodził się w 1791 roku w Białowiczach w powiecie słonimskim – na ziemi, która przez stulecia należała do Rzeczypospolitej, a dziś znajduje się w rejonie iwacewickim obwodu brzeskiego na Białorusi. Dorastał w rodzinie unickiego duchownego, w środowisku, gdzie język polski, ruski i tradycja unicka współistniały naturalnie. Ta wielokulturowość odcisnęła trwałe piętno na jego późniejszej pracy naukowej.

Pierwszą edukację odebrał w Żyrowicach, w szkole bazylianów –  wówczas jednym z najważniejszych ośrodków oświaty w regionie, z którego pochodził. Tam zachwycił się literaturą klasyczną, co otworzyło go na świat humanistyki. Choć rodzina widziała w nim przyszłego duchownego, Homolicki wybrał inną drogę: w 1809 roku rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie Wileńskim, który był wówczas jednym z najważniejszych centrów polskiej nauki.

W Wilnie – mieście, które było duchową stolicą Polaków, a jednocześnie ważnym ośrodkiem kultury białoruskiej – Homolicki szybko zdobył uznanie jako student i wykładowca. Współcześni charakteryzowali go jako człowieka „niezwykle pilnego i skromnego”, a jego wykłady z fizjologii i chirurgii teoretycznej uchodziły za jedne z najlepszych na uczelni.

Lekarz z pasją badacza

Po doktoracie, uzyskanym w 1815 roku, Homolicki rozwijał karierę naukową w Wilnie: został członkiem Wileńskiego Towarzystwa Lekarskiego, sekretarzem wydziału medycznego, a w 1819 roku – kierownikiem katedry fizjologii. Prowadził pionierskie badania nad transfuzją krwi i eksperymentami fizjologicznymi, a jego prace były wysoko oceniane przez środowisko medyczne.

W 1827 roku, z powodu pogarszającego się zdrowia, przeszedł na emeryturę. To właśnie wtedy rozpoczął drugi etap swojej działalności – jako badacz historii Wilna i ziem zachodniej Białorusi. Studiował archiwa, rękopisy, uczył się paleografii i archeologii. Zbierał stare księgi i dokumenty, które później przekazywał do Wileńskiego Muzeum Starożytności.

Jego publikacje – m.in. o katedrze wileńskiej, kaplicy św. Kazimierza, planach Wilna z XVI wieku czy historii miasta – stały się fundamentem badań nad dziedzictwem regionu. Polscy badacze cenili go za rzetelność i precyzję, a współcześni historycy białoruscy podkreślają, że był jednym z pierwszych, którzy traktowali historię Wilna i zachodniej Białorusi jako wspólne dziedzictwo wielu narodów. Wybitny archeolog i wydawca Adam Honory Kirkor, którego Homolicki wspierał jako młodego uczonego, pisał o swoim dobrodzieju: „Człowiek wielkiej wiedzy i jeszcze większej skromności.”

Strażnik pamięci dwóch narodów

Michał Homolicki zmarł 21 stycznia 1861 roku w Wilnie, a więc właśnie dziś przypada rocznica jego odejścia. Współcześni żegnali go jako uczonego „cichego, lecz niezastąpionego”, a jego bogata biblioteka trafiła do Muzeum Starożytności. Śmierć lubianego i cenionego uczonego była stratą dla środowiska naukowego Wilna, ale jego dorobek szybko zaczął żyć własnym życiem.

Współcześni badacze białoruscy określają go jako „pioniera archeografii regionu” i „człowieka, który ocalił pamięć o Wilnie epoki Rzeczypospolitej”. Polscy historycy widzą w nim jednego z najważniejszych dokumentalistów zabytków miasta, które przez stulecia było sercem polskiej kultury na północnym wschodzie. Jego prace do dziś stanowią podstawę badań nad historią Wilna i Wileńszczyzny.

Kamień-pomnik Michała Homolickiego w jego rodzinnych Białowiczach, fot.: orda.of.by

W 200. rocznicę urodzin Michała Homolickiego w  jego rodzinnych Białowiczach ustawiono kamień‑pomnik. Dziś, w rocznicę śmierci uczonego, jawi się on jako postać, którą oba narody mogą uznać za swoją: Polacy – za strażnika dziedzictwa Rzeczypospolitej, Białorusini – za jednego z pierwszych badaczy ich ziem. W czasach, gdy pamięć bywa dzielona, on przypomina, że historia może łączyć.

Opr. Adolf Gorzkowski/Znadniemna.pl na podstawie Wikipedia.org, portret Michała Homolickiego, źródło: slonimsmc.grodno.by

Wyrósł na białoruskiej ziemi, wykształcił się w polskim Wilnie, a całe życie poświęcił badaniu historii regionu, który był wspólnym domem Polaków, Białorusinów i Litwinów. Michał Homolicki – lekarz, historyk i archeograf – stał się jednym z tych uczonych XIX wieku, którzy potrafili łączyć tradycje i

Centrum Praw Człowieka „Wiasna” opublikowało najnowsze dane dotyczące cudzoziemców przetrzymywanych w białoruskich więzieniach z powodów politycznych. Wśród 22 obcokrajowców znajdują się również obywatele Polski. W opublikowanym zestawieniu nie jest uwzględniony przypadek Andrzeja Poczobuta, ponieważ – mimo polskiej tożsamości – jest on obywatelem Białorusi, a więc formalnie nie figuruje jako więzień „zagraniczny”. W tym kontekście warto przypomnieć, że polskie MSZ od lat stanowczo odradza polskim obywatelom podróżowanie na Białoruś, ostrzegając, że ryzyko arbitralnego zatrzymania i trafienia za kraty jest tam wyjątkowo wysokie.

Według „Wiasny” w białoruskich więzieniach przebywa obecnie co najmniej 22 cudzoziemców uznanych za więźniów politycznych. Połowa z nich to obywatele Rosji, ale na liście znajdują się również Ukraińcy, Litwini, Francuzi, Łotysze oraz Polacy. Obcokrajowcy są oskarżani o szereg poważnych przestępstw, takich jak „szpiegostwo”, „działalność agenturalna”, „pomoc ekstremistom”, „wzywanie do sankcji”, „dyskredytacja Białorusi”, a nawet „międzynarodowy terroryzm”. Sześciu z nich jest przetrzymywanych w związku z wojną Rosji przeciwko Ukrainie, a pięciu wpisano na tzw. „listę terrorystów”. Od 2020 roku represje dotknęły co najmniej 100 obcokrajowców, z czego 75 trafiło do kolonii karnych, a 29 zostało ułaskawionych i deportowanych.

Wśród więźniów politycznych będących obywatelami Polski znajdują się obecnie dwie osoby. Pierwszą z nich jest o. Grzegorz Gawel z Krakowa, zatrzymany we wrześniu 2025 roku w Lepelu. Białoruskie służby oskarżyły go o szpiegostwo, twierdząc, że miał pozyskać plany manewrów wojskowych „Zachód‑2025”. Polskie MSZ od początku wskazuje, że sprawa o. Hawla może być prowokacją lub całkowicie sfabrykowaną historią. Drugim Polakiem jest Tomasz Bieroza, skazany na 14 lat kolonii karnej za „działalność agenturalną” i „szpiegostwo”. Jego proces odbywał się za zamkniętymi drzwiami, bez dostępu niezależnych obserwatorów.

O. Grzegorz Gawel, karmelita z Krakowa, fot.: karmelici.pl

Obywatel RP Tomasz Bieroza, skazany na 14 lat kolonii karnej, fot: screenshot z propagandowej audycji Telewizji Białoruskiej

Wśród innych cudzoziemców znajdują się m.in. Siergiej Botwicz, obywatel Litwy i Francji, skazany na 13 lat kolonii karnej za „szpiegostwo”. Ten więzień ogłosił głodówkę mimo poważnych problemów zdrowotnych. W białoruskich placówkach przetrzymywany jest również obywatel Łotwy Dmytryj Siwko. Został on skierowany na przymusowe leczenie psychiatryczne, a więc obecne miejsce jego pobytu pozostaje nieznane. Co najmniej sześciu Ukraińców odbywa  obecnie wyroki na podstawie politycznie motywowanych zarzutów. Są wśród nich ojciec i syn Kabarczukowie, skazani na 20 lat więzienia za rzekomy „terroryzm”.

Najliczniejszą grupę zagranicznych więźniów stanowią jednak Rosjanie – aż 11 osób, z których dwie zmarły w więzieniu. Jedyną kobietą na liście jest Rosjanka Jarosława Chromczenkowa, skazana na trzy lata kolonii za „pomoc ekstremistom” i „dyskredytację Białorusi”.

Według stanu na 20 stycznia na Białorusi aż 1444 osoby mają status więźnia politycznego, a od 2020 roku status ten nadano 4356 więźniom reżimu. Dane „Wiasny” pokazują, że reżim Łukaszenki nie tylko brutalnie rozprawia się z własnymi obywatelami, lecz także coraz częściej uderza w cudzoziemców, w tym w obywateli Polski.

Znadniemna.pl na podstawie Spring96.org, na zdjęciu tytułowym: zaproszenie na Białoruś, symbolizujące tragiczne następstwa skorzystania z niego, fot: Spring96.org

Centrum Praw Człowieka „Wiasna” opublikowało najnowsze dane dotyczące cudzoziemców przetrzymywanych w białoruskich więzieniach z powodów politycznych. Wśród 22 obcokrajowców znajdują się również obywatele Polski. W opublikowanym zestawieniu nie jest uwzględniony przypadek Andrzeja Poczobuta, ponieważ – mimo polskiej tożsamości – jest on obywatelem Białorusi, a więc

Noc z 19 na 20 stycznia przyniosła mieszkańcom Białorusi niezwykłe widowisko. Potężna zorza polarna, migocząca wielobarwnymi smugami, była widoczna niemal w całym kraju i na długo pozostanie w pamięci świadków tego rzadkiego zjawiska.

Noc na 20 stycznia okazała się wyjątkowa dla tysięcy obserwatorów nieba. Silna zorza polarna, która pojawiła się nad Białorusią, rozświetliła nocne niebo od zachodu po wschód kraju. Przy bezchmurnej pogodzie zjawisko było widoczne gołym okiem i prezentowało się szczególnie efektownie.

Kolorowe smugi światła – od zieleni, przez róż i czerwień, po fiolet – szybko stały się tematem numer jeden w mediach społecznościowych. Internet zalała fala zdjęć i nagrań wideo dokumentujących to niezwykłe wydarzenie.

Przyczyną tak rozległego i intensywnego zjawiska były wyjątkowo silne burze magnetyczne, jedne z najpotężniejszych w Europie w XXI wieku. Według prognoz podobne widowisko może powtórzyć się również w kolejnej nocy, choć jego intensywność prawdopodobnie będzie nieco słabsza.

Gdzie można było zobaczyć zorzę?

Okolice Mińska

Zasław

Narocz

Okolice Brześcia

Relacje napływały z niemal wszystkich regionów Białorusi – zarówno z dużych miast, jak i z terenów wiejskich, gdzie brak miejskiego oświetlenia sprzyjał obserwacjom. Najlepsze warunki panowały z dala od centrów urbanistycznych, przy czystym niebie i niskiej wilgotności.

Skąd biorą się „kwiaty na niebie”?

Zjawisko znane jako Aurora Borealis, czyli zorza polarna, jest rzadkim gościem nad Białorusią. Powstaje ono w czasie silnych burz słonecznych, gdy strumienie naładowanych cząstek docierają do Ziemi i wchodzą w interakcję z jej polem magnetycznym. W efekcie gazy w górnych warstwach atmosfery zaczynają świecić.

  • zielony kolor powoduje tlen,
  • czerwone i różowe barwy pojawiają się przy szczególnie silnych zaburzeniach geomagnetycznych,
  • fioletowe odcienie mogą być związane z obecnością azotu.

Dlaczego nie wszyscy mogli je zobaczyć?

Nie każdy miał szczęście dostrzec zorzę. Przyczyn było kilka:

  • po pierwsze — zanieczyszczenie światłem w miastach skutecznie tłumi słabe świecenie;
  • po drugie — chmury i mgła tworzyły barierę nie do pokonania;
  • po trzecie — na naszych szerokościach geograficznych zorza często nie przybiera formy wyraźnych „kurtyn”, lecz objawia się jako delikatna, rozmyta poświata nisko nad horyzontem.

Co ciekawe, nowoczesne smartfony wyposażone w tryb nocny często rejestrują zorzę lepiej niż ludzkie oko. Dzięki długiemu czasowi naświetlania aparaty wychwytują kolory i detale niewidoczne w pierwszej chwili, co tłumaczy ogromną liczbę spektakularnych zdjęć publikowanych w sieci.

Dla wielu mieszkańców Białorusi była to noc, która na długo zapisze się w pamięci — dowód na to, że nawet nad pozornie spokojnym niebem potrafią rozegrać się prawdziwie kosmiczne spektakle.

Znadniemna.pl/fot.: Facebook.com

Noc z 19 na 20 stycznia przyniosła mieszkańcom Białorusi niezwykłe widowisko. Potężna zorza polarna, migocząca wielobarwnymi smugami, była widoczna niemal w całym kraju i na długo pozostanie w pamięci świadków tego rzadkiego zjawiska. Noc na 20 stycznia okazała się wyjątkowa dla tysięcy obserwatorów nieba. Silna zorza

18 stycznia w parafii Najświętszego Odkupiciela w Grodnie odbyło się opłatkowe spotkanie pracowników kolei, zrzeszonych w katolickim Duszpasterstwie Kolejarzy Grodna. Udział w spotkaniu wziął m.in. biskup grodzieński Uładzimir Hulaj. Wspólna modlitwa, dzielenie się opłatkiem oraz towarzysząca wydarzeniu wystawa fotograficzna ukazująca wieloletnią działalność Duszpasterstwa Kolejarzy stały się okazją do refleksji nad wiarą i codzienną służbą ludziom.

Sztandar Duszpasterstwa Kolejarzy Grodna, fot.: Grodnensis.by

Spotkanie rozpoczęła Msza św. pod przewodnictwem biskupa. W homilii hierarcha zwrócił uwagę na trzy działania, które – jak podkreślił – stanowią fundament życia chrześcijańskiego: rozpoznać Jezusa, pójść za Nim i dawać o Nim świadectwo. Biskup zauważył, że człowiek często tworzy w swoim sercu własny, wygodny obraz Boga, który nie zawsze odpowiada rzeczywistości. Dlatego prawdziwe rozpoznanie Chrystusa wymaga spotkania z Nim jako żywą Osobą, która zna ludzkie serce, lęki, nadzieje i rany.

Fragment wystawy fotograficznej, przygotowanej przez Duszpasterstwo Kolejarzy, fot.: Grodnensis.by

Biskup grodzieński Uładzimir Hulaj łamie się opłatkiem z przedstawicielem Duszpasterstwa Kolejarzy na tle wystawy, fot.: Grodnensis.by

Hierarcha podkreślił, że współczesny człowiek coraz trudniej dostrzega Bożą obecność nie dlatego, że Bóg milczy, lecz dlatego, że świat stał się zbyt głośny i pełen niepokoju. Tylko ten, kto znajduje w swoim życiu przestrzeń ciszy i modlitwy, potrafi usłyszeć Boży głos. Biskup przypomniał również, że wiara nie jest prywatną własnością – chrześcijanin jest powołany, by być światłem i świadkiem, który swoim życiem ukazuje działanie Boga.

W dalszej części homilii biskup mówił o zaufaniu Bożej woli, nawet gdy prowadzi ona przez trudności i niepewność. Prawdziwe spotkanie z Chrystusem – zaznaczył – zawsze staje się początkiem drogi przemiany, na której człowiek uczy się żyć według logiki Ewangelii. Świadectwo wiary, wyrażone w codziennych gestach wierności, przebaczenia i miłości, jest dziś najbardziej przekonującym znakiem obecności Boga.

Po Mszy św. uczestnicy spotkania podzielili się opłatkiem i złożyli sobie życzenia. Biskup podziękował kolejarzom za ich zaangażowanie i za pracę, którą wykonują dla dobra ludzi, zachęcając ich do dalszej służby bliźnim poprzez codzienne obowiązki. Towarzysząca wydarzeniu wystawa fotograficzna przygotowana przez Duszpasterstwo Kolejarzy przypomniała o bogatej historii ich wspólnoty, wieloletniej działalności i duchowym wymiarze pracy kolejarzy, wśród których jest wielu Polaków i wyznawców katolicyzmu.

Znadniemna.pl na podstawie Grodnensis.by, ilustracja tytułowa: zdjęcie pamiątkowe uczestników spotkania opłatkowego, fot.: Grodnensis.by

18 stycznia w parafii Najświętszego Odkupiciela w Grodnie odbyło się opłatkowe spotkanie pracowników kolei, zrzeszonych w katolickim Duszpasterstwie Kolejarzy Grodna. Udział w spotkaniu wziął m.in. biskup grodzieński Uładzimir Hulaj. Wspólna modlitwa, dzielenie się opłatkiem oraz towarzysząca wydarzeniu wystawa fotograficzna ukazująca wieloletnią działalność Duszpasterstwa Kolejarzy stały

Na placu budowy za kościołem św. Rocha w Mińsku  od jesieni ubiegłego roku trwa wznoszenie nowego obiektu szkoleniowego służb specjalnych. To właśnie podczas pierwszych prac ziemnych robotnicy natrafili na ludzkie szczątki – pozostałości po dawnym Złotogórskim cmentarzu. Po wydobyciu szczątków władze zapewniały, że po tym, jak zostaną przeprowadzone wymagane ekspertyzy, prochy zmarłych przekazane zostaną parafii, aby mogła je godnie pochować na zachowanej części nekropolii. Do dziś jednak szczątki nie wróciły do wspólnoty parafialnej, która od miesięcy czeka na spełnienie tej obietnicy.

Dla wiernych to nie jest kwestia techniczna ani proceduralna. To sprawa elementarnego szacunku wobec zmarłych, którzy spoczywali tu przez dziesięciolecia. W tradycji chrześcijańskiej troska o pochowanych jest obowiązkiem moralnym, a naruszenie grobów – aktem głęboko bolesnym. Tym bardziej, gdy szczątki zostają zabrane, a ich dalszy los pozostaje niejasny. Parafianie pytają, gdzie znajdują się kości ich przodków, dlaczego nie mogą ich pochować i kto odpowiada za milczenie, które trwa mimo wcześniejszych deklaracji.

Obraz krzyża stojącego samotnie na skrawku ziemi pozostawionym parafii, tuż obok dźwigów i ciężkiego sprzętu, stał się symbolem napięcia między pamięcią a siłą państwowych inwestycji. Złotogórski cmentarz był miejscem spoczynku ludzi różnych narodowości i wyznań, a jego likwidacja w czasach sowieckich już wtedy naruszyła ciągłość pamięci o dawnych mieszkańcach Mińska. Dzisiejsza budowa – prowadzona bez pełnej przejrzystości i bez dotrzymania obietnic dotyczących szczątków – dla wielu wiernych jest bolesnym powtórzeniem tamtych praktyk.

Obraz krzyża stojącego samotnie na skrawku ziemi pozostawionym parafii, tuż obok dźwigów i ciężkiego sprzętu, stał się symbolem napięcia między pamięcią a siłą państwowych inwestycji, fot.: Katolik.life

Parafia św. Rocha nie ustaje w modlitwie „aby szczątki naszych przodków nie zostały zniszczone”. To modlitwa o coś więcej niż tylko o zwrot kości. To wołanie o poszanowanie historii, tradycji i godności człowieka – także po śmierci.

Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life, kościół pw. św. Rocha w Mińsku na tle dźwigu budowlanego, fot.: Katolik.life

Na placu budowy za kościołem św. Rocha w Mińsku  od jesieni ubiegłego roku trwa wznoszenie nowego obiektu szkoleniowego służb specjalnych. To właśnie podczas pierwszych prac ziemnych robotnicy natrafili na ludzkie szczątki – pozostałości po dawnym Złotogórskim cmentarzu. Po wydobyciu szczątków władze zapewniały, że po tym,

Papież Leon XIV ogłosił Rok Świętego Franciszka, związany z jubileuszem 800-lecia śmierci świętego z Asyżu. Wraz z nim wiernym na całym świecie został dany szczególny dar – możliwość uzyskania odpustu zupełnego. To wydarzenie nie ma jednak jedynie wymiaru religijnego. Jest także zaproszeniem do głębszego namysłu nad kondycją współczesnego świata, relacją człowieka z przyrodą oraz odpowiedzialnością za drugiego człowieka.

Święty, który przemówił do wszystkich

Święty Franciszek z Asyżu (1181/1182–1226) należy do tych postaci chrześcijaństwa, które dawno przekroczyły granice Kościoła. Jego imię jest rozpoznawalne również wśród ludzi niewierzących – jako symbol pokoju, prostoty, szacunku dla stworzenia i solidarności z ubogimi.

Syn bogatego kupca, Franciszek porzucił dostatnie życie, by – jak sam mówił – „żyć według Ewangelii”. Założył zakon Braci Mniejszych, dał początek wspólnocie klarysek oraz Trzeciemu Zakonowi dla świeckich. Jego duchowość opierała się nie na teoretycznych rozważaniach, lecz na radykalnej konsekwencji życia, ubóstwie i braterstwie.

Dlaczego Rok Świętego Franciszka właśnie teraz?

Decyzja o ogłoszeniu Roku Świętego Franciszka wpisuje się w szerszą tradycję Kościoła, który jubileusze traktuje jako czas szczególnej łaski, refleksji i duchowej odnowy. Współczesny świat – pełen konfliktów, napięć społecznych, kryzysów ekologicznych i samotności – wyjątkowo mocno potrzebuje franciszkańskiego przesłania.

Papież w swoim przesłaniu podkreśla, że św. Franciszek nie jest postacią z przeszłości, lecz prorokiem na nasze czasy. Jego wrażliwość na ubogich, troska o stworzenie i wezwanie do pokoju pozostają aktualne bardziej niż kiedykolwiek.

Odpust zupełny – sens i znaczenie

Jednym z najważniejszych elementów Roku Świętego Franciszka jest możliwość uzyskania odpustu zupełnego. W tradycji Kościoła oznacza on darowanie kar doczesnych za grzechy już odpuszczone w sakramencie spowiedzi. Nie jest to „nagroda”, lecz znak miłosierdzia i zaproszenie do głębokiej przemiany życia.

Aby uzyskać odpust, wierni powinni spełnić zwykłe warunki:

  • przystąpić do sakramentu pojednania,
  • przyjąć Komunię Świętą,
  • odmówić modlitwę w intencjach Ojca Świętego,
  • wykonać określony akt pobożności, np. pielgrzymkę do kościoła franciszkańskiego, udział w nabożeństwie jubileuszowym lub modlitwę inspirowaną duchowością św. Franciszka.

Kościół podkreśla, że z odpustu mogą skorzystać również osoby chore, starsze i te, które nie mogą fizycznie pielgrzymować, jeśli duchowo włączą się w obchody i ofiarują swoje cierpienie.

Jubileusz nie tylko dla wierzących

Rok Świętego Franciszka nie jest wydarzeniem wyłącznie religijnym. To także czas rozmowy o wartościach, które łączą ludzi niezależnie od światopoglądu: o pokoju, odpowiedzialności za świat, relacjach międzyludzkich i granicach konsumpcji.

Nic dziwnego, że do postaci św. Franciszka wielokrotnie odwoływali się papieże XX i XXI wieku, a jego imię stało się symbolem dialogu, ekologii integralnej i troski o najsłabszych.

Franciszkańskie „pokój i dobro” nie jest hasłem – to program życia. Jubileusz przypomina, że nawet osiemset lat po śmierci święty z Asyżu wciąż potrafi mówić do współczesnego człowieka z niezwykłą siłą.

Znadniemna.pl/vaticannews.va

Papież Leon XIV ogłosił Rok Świętego Franciszka, związany z jubileuszem 800-lecia śmierci świętego z Asyżu. Wraz z nim wiernym na całym świecie został dany szczególny dar – możliwość uzyskania odpustu zupełnego. To wydarzenie nie ma jednak jedynie wymiaru religijnego. Jest także zaproszeniem do głębszego namysłu

Dziś przypada rocznica urodzin ks. Adama Lisowskiego (1884–1929) – jednego z tych cichych bohaterów, którzy nie trafiają na pomniki, ale bez których polska i białoruska historia XX wieku wyglądałaby inaczej. Kapłan, społecznik, organizator polskiej oświaty na Mińszczyźnie, stał się dla tysięcy ludzi symbolem oporu wobec sowietyzacji i strażnikiem kultury, która miała zostać wymazana.

Korzenie, które ukształtowały misję

Adam Lisowski urodził się 18 stycznia 1884 roku w Korędach koło Krewa w dzisiejszym rejonie smorgońskim – na ziemi, gdzie od pokoleń przenikały się tradycje polskie i białoruskie. Jego rodzice – Jazep (pol. – Józef) i Franciszka – byli świadomymi narodowo Białorusinami wyznania katolickiego. Ich syn dorastał więc w świecie, w którym codzienność wyznaczały nie tylko rytm natury i pracy, lecz także napięcia polityczne i kulturowe. Współcześni wspominali później Adama Lisowskiego, że „był jednym z nas” – chłopskim synem, który nigdy nie zapomniał o swoich korzeniach.

Po ukończeniu szkoły młody Adam wstąpił do seminarium duchownego, a w 1907 roku przyjął święcenia kapłańskie. Od początku wyróżniał się energią i poczuciem odpowiedzialności. Nie ograniczał się do posługi sakramentalnej – widział, jak bardzo Polacy i Białorusini potrzebują edukacji, książek i przestrzeni, w której mogą mówić własnym głosem. To przekonanie stało się fundamentem jego późniejszej działalności.

Współcześni zapamiętali ks. Adama Lisowskiego jako kapłana, który „nie odmawiał nikomu pomocy”. Wspierał biednych studentów, odwiedzał najuboższych, a jego plebania była miejscem, gdzie można było przyjść po radę, książkę czy zwykłe ludzkie wsparcie. Już wtedy stawał się kimś więcej niż duszpasterzem – stał się przewodnikiem wspólnoty.

Oświata jako tarcza przed sowietyzacją

W 1911 roku Lisowski pełnił obowiązki administratora w kościele św. Szymona i św. Heleny w Mińsku, znanym jako Czerwony Kościół – jednej z najważniejszych świątyń katolickich na Białorusi. To doświadczenie umocniło jego pozycję w lokalnej społeczności i otworzyło mu drogę do szerszej działalności społecznej.

Pełniąc posługę w Mińsku ks. Lisowski stał się jednym z filarów miejscowego Polskiego Towarzystwa „Oświata”, które w realiach narastającej presji politycznej pełniło rolę nieformalnego centrum kultury. Pod jego kierunkiem „Oświata” prowadziła kursy, biblioteki, odczyty i spotkania, które pozwalały Polakom mieszkającym pod jarzmem rosyjskiego caratu zachować język, historię i poczucie wspólnoty. Dla wielu mieszkańców Mińszczyzny ks. Lisowski był tym, który „niósł książki tam, gdzie ich najbardziej brakowało”.

Jego działalność miała jednak wymiar szerszy niż tylko polski. Również Białorusini widzieli w nim człowieka, który szanował ich kulturę i duchowość. W publikowanych współcześnie reportażach i wspomnieniach powtarza się obraz księdza, który rozdawał chłopom „Dudkę białoruską” (wydany w Krakowie zbiór poezji klasyka białoruskiej literatury Franciszka Bahuszewicza – red.), tłumaczył fragmenty Pisma Świętego na język białoruski i nie bał się mówić do ludzi w ich własnym języku. Dla wielu był pierwszym duchownym, który traktował ich język jako pełnoprawny.

To właśnie ta praca – spokojna, konsekwentna, a przez to niebezpieczna – po przewrocie październikowym 1917 roku w Rosji, zwróciła uwagę bolszewików. Władze sowieckie widziały w nim nie tylko księdza, lecz także lidera społecznego, który potrafił mobilizować ludzi i wzmacniać ich odporność na propagandę. Dzisiejsi badacze podkreślają, że jego działalność oświatowa była formą „cichego, ale niezwykle skutecznego oporu wobec sowietyzacji Mińszczyzny”.

Więzienie, wymiana i cicha służba do końca

Aresztowanie ks. Lisowskiego było kwestią czasu. Wraz z innymi duchownymi i działaczami społecznymi trafił do sowieckich więzień, gdzie przesłuchania i izolacja miały złamać jego ducha. Nie złamały. Współcześni wspominali, że nawet w więzieniu zachowywał spokój i troskę o innych, pytając nie o siebie, lecz o tych, których zostawił na Mińszczyźnie.

W latach 20. XX wieku został objęty wymianą więźniów politycznych między ZSRR, a II RP. Jego wyjazd do Polski był dla wielu pozostających w BSRR Polaków i Białorusinów bolesnym symbolem – odchodził ktoś, kto przez lata był ich przewodnikiem, nauczycielem i obrońcą. Dla władz sowieckich ks. Adam Lisowski był jednym z wielu „kontrrewolucjonistów”, dla ludzi – kimś niezastąpionym.

Po powrocie do Polski kapłan, wyrwany ze swojego naturalnego środowiska, nie szukał rozgłosu. Schorowany, ale wierny swojej misji, pracował dalej, choć już w innych warunkach. Zmarł 9 października 1929 roku w Warszawie. Jego grób przez lata pozostawał zapomniany, lecz pamięć o nim przetrwała wśród tych, którzy widzieli w nim pioniera dialogu polsko‑białoruskiego.

Grób ks. Adama Lisowskiego na cmentarzu parafialnym w Kleszczelach (podlaskie), fot.: mostmedia.pl

Opr. Adolf Gorzkowski/Znadnienma.pl na podstawie MOST Media, „Polacy na Białorusi 1918–1939”, red. A. Czarnocki, Archiwum Akt Nowych, na zdjęciu: ks. Adam Lisowski, źródło: Wikipedia

 

Dziś przypada rocznica urodzin ks. Adama Lisowskiego (1884–1929) – jednego z tych cichych bohaterów, którzy nie trafiają na pomniki, ale bez których polska i białoruska historia XX wieku wyglądałaby inaczej. Kapłan, społecznik, organizator polskiej oświaty na Mińszczyźnie, stał się dla tysięcy ludzi symbolem oporu wobec

W nocy z 16 na 17 stycznia na Podlasiu odnaleziono dwa balony przemytnicze z ładunkiem około 3 tys. paczek papierosów bez akcyzy. Według ustaleń portalu Niezależna, cytowanych przez portal wPolityce, tej samej nocy w polską przestrzeń powietrzną mogło wlecieć nawet około 50 balonów, z czego służby potwierdziły ujawnienie dziewięciu obiektów.

W centrum Białegostoku, w rejonie ulicy Włókienniczej, policjanci odnaleźli fragmenty balonu zawieszone na drzewie oraz pakunek z 1500 paczkami papierosów bez polskich znaków akcyzy. Drugi balon wylądował w miejscowości Wierzchłowce w powiecie sokólskim, również z ładunkiem nielegalnych wyrobów tytoniowych. Oba obiekty zostały zabezpieczone przez policję i przekazane do dalszych czynności.

Według informacji podanych przez wPolityce, powołującej się na portal Niezależna, minionej nocy z terytorium Białorusi mogło zostać wypuszczonych nawet około 50 balonów, choć Straż Graniczna i policja potwierdziły odnalezienie zaledwie dziewięciu z nich. To wskazuje na skalę zjawiska, które od miesięcy powtarza się na granicy polsko‑białoruskiej, a w okresie od października po grudzień stało się zmorą dla władz litewskich, które z powodu wlotów w litewską przestrzeń powietrzną balonów musiały kilkakrotnie zawieszać pracę lotniska w Wilnie, aż wreszcie ogłosiły w kraju sytuację ekstremalną.

Straż Graniczna potwierdza, że przemytnicy wykorzystują balony meteorologiczne, wypuszczając je z terytorium Białorusi przy sprzyjającym wietrze. Rzeczniczka Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej, Ilona Dobuszyńska, podkreśla, że jest to metoda stosowana regularnie:

„Przemytnicy wykorzystują odpowiednie warunki pogodowe, w szczególności wiatr wiejący w kierunku Polski, i wypuszczają balony z podczepionym ładunkiem wyrobów tytoniowych”.

Dodaje również, że po każdym takim zdarzeniu wszczynane są czynności mające ustalić zarówno nadawców, jak i odbiorców nielegalnych przesyłek.

Służby analizują trajektorie lotu balonów i sprawdzają możliwe miejsca ich wypuszczenia. Trwa również ustalanie osób, które miały odebrać pakunki po stronie polskiej. Policja i Straż Graniczna przypominają, że odbiór takich przesyłek jest przestępstwem skarbowym i może wiązać się z odpowiedzialnością za udział w zorganizowanej grupie przestępczej.

 Znadniemna.pl na podstawie wPolityce.pl/Strazgraniczna.pl, na zdjęciu: zawartość „przesyłek”, nadlatujących z balonami przemytniczymi z Białorusi, fot.: x.com/podlaska Policja

W nocy z 16 na 17 stycznia na Podlasiu odnaleziono dwa balony przemytnicze z ładunkiem około 3 tys. paczek papierosów bez akcyzy. Według ustaleń portalu Niezależna, cytowanych przez portal wPolityce, tej samej nocy w polską przestrzeń powietrzną mogło wlecieć nawet około 50 balonów, z czego

Od 2026 roku białoruscy mężczyźni w wieku 18–27 lat będą musieli przedstawiać zaświadczenie o stosunku do obowiązku wojskowego, aby otrzymać podstawowe dokumenty państwowe. Nowe regulacje tworzą system nierównego traktowania obywateli ze względu na płeć i wiek, co można traktować jako formę dyskryminacji obywatelskiej.

Władze Białorusi wprowadziły zmiany do dekretu nr 200 dotyczącego procedur administracyjnych. Zgodnie z opublikowanym dekretem z 9 stycznia, od 11 lutego 2026 roku każdy obywatel Białorusi płci męskiej w wieku 18–27 lat będzie zobowiązany przedstawić zaświadczenie wojskowego komisariatu lub organów bezpieczeństwa państwowego potwierdzające jego stosunek do obowiązku wojskowego.

Dokument ten stanie się warunkiem uzyskania szeregu podstawowych usług administracyjnych, w tym:

  • wydania paszportu,
  • uzyskania karty identyfikacyjnej,
  • wymiany paszportu tradycyjnego i ID-karty,
  • wydania lub wymiany paszportu biometrycznego,
  • wydania i wymiany prawa jazdy,
  • przywrócenia uprawnień po okresie ich utraty,
  • uzyskania zezwoleń na nabycie, przechowywanie i noszenie broni.

Zaświadczenie ma być wydawane bezpłatnie w ciągu jednego dnia roboczego i będzie ważne przez sześć miesięcy. Z obowiązku zwolniono jedynie osoby, które wyjechały na stałe za granicę i są zarejestrowane w konsulacie jako stali rezydenci.

Nowe regulacje wprowadzają wyraźne różnicowanie obywateli ze względu na płeć i wiek, a także uzależniają możliwość korzystania z podstawowych praw — takich jak swoboda przemieszczania się czy prawo do prowadzenia pojazdów — od relacji z instytucjami wojskowymi. W praktyce tworzy to mechanizm presji administracyjnej, który można określić jako formę dyskryminacji obywatelskiej.

Zmiany wejdą w życie 11 lutego 2026 roku.

Znadniemna.pl na podstawie Hpravy.org, zdjęcie ilustracyjne, źródło: Hpravy.org

Od 2026 roku białoruscy mężczyźni w wieku 18–27 lat będą musieli przedstawiać zaświadczenie o stosunku do obowiązku wojskowego, aby otrzymać podstawowe dokumenty państwowe. Nowe regulacje tworzą system nierównego traktowania obywateli ze względu na płeć i wiek, co można traktować jako formę dyskryminacji obywatelskiej. Władze Białorusi wprowadziły

Przejdź do treści