HomeStandard Blog Whole Post (Page 4)

5 marca przypada rocznica śmierci Stanisława Tołłoczki, jednego z najwybitniejszych polskich chemików przełomu XIX i XX wieku, profesora Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie i badacza, który znacząco przyczynił się do rozwoju chemii fizycznej oraz edukacji chemicznej w Polsce.

Uczony urodził się 22 sierpnia 1868 roku w Czelejowie koło Brześcia nad Bugiem na historycznym Polesiu. Pochodził z rodziny o silnych tradycjach patriotycznych – jego ojciec Jan był uczestnikiem powstania styczniowego 1863 roku i po jego upadku został zesłany na Sybir.

Swoją drogę naukową Tołłoczko rozpoczął na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim, gdzie w 1893 roku ukończył studia, uzyskując tytuł kandydata nauk przyrodniczych. Kontynuował kształcenie w Niemczech – w 1896 roku zdobył stopień doktora filozofii na Uniwersytecie w Getyndze, jednej z najważniejszych uczelni naukowych w Europie.

Kariera naukowa

Po powrocie do kraju Tołłoczko rozpoczął pracę jako asystent na Uniwersytecie Jagiellońskim. W 1901 roku habilitował się tam, uzyskując tytuł docenta chemii fizycznej.

Kilka lat później, w 1905 roku, został powołany na profesora Uniwersytetu Lwowskiego, gdzie objął kierownictwo Katedry Chemii Nieorganicznej. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości uczelnia została przemianowana na Uniwersytet Jana Kazimierza. Tołłoczko pracował tam aż do śmierci, odgrywając ważną rolę w rozwoju wydziału matematyczno-przyrodniczego.

W latach 1914–1917 pełnił funkcję dziekana Wydziału Filozoficznego tej uczelni. Był także kierownikiem I Instytutu Chemicznego Uniwersytetu Jana Kazimierza.

Badania naukowe i działalność organizacyjna

Członkowie Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Kopernika na przełomie XIX i XX wieku. Maksymilian Tytus Huber (ur. 4 I 1872 w Krościenku nad Dunajcem, zm. 9 XII 1950 w Krakowie) – naukowiec, inżynier mechanik; Stanisław Tołłoczko (ur. 22 VIII 1868 w Czelejowie koło Brześcia, zm. 5 III 1935 we Lwowie) – chemik, profesor (prezes PTP im. Kopernika 1913); Marian Smoluchowski (Marian Ritter von Smolan Smoluchowski, ur. 28 V 1872, zm. 5 IX 1917) – fizyk, pionier fizyki statystycznej, alpinista i taternik (prezes PTP im. Kopernika 1906–1907); Stanisław Sokołowski senior (ur. 19 X 1865 w Młoszowej koło Chrzanowa, zm. 31 VIII 1942 w Zakopanem) – pionier polskiego leśnictwa, rzecznik utworzenia Tatrzańskiego Parku Narodowego (prezes PTP im. Kopernika 1912, 1914–1917); Eugeniusz Mikołaj Romer (ur. 3 II 1871 we Lwowie, zm. 28 I 1954 w Krakowie) – geograf, kartograf i geopolityk, twórca nowoczesnej kartografii polskiej, współzałożyciel wyd. Książnica–Atlas brat Jana, ojciec Witolda i Edmunda (prezes PTP im. Kopernika 1910–1911);  Stanisław Opolski (1876–1918) – profesor chemii (sekretarz PTP im. Kopernika 1912–1913);  Henryk Karol Klemens Kadyi (ur. 23 V 1851 w Przemyślu, zm. 25 X 1912 we Lwowie) – profesor anatomii opisowej oraz patologii (prezes PTP im. Kopernika 1894–1895). Fot.: pauza.krakow.pl

Najważniejszym obszarem badań Stanisława Tołłoczki była kinetyka reakcji chemicznych, czyli nauka badająca szybkość przebiegu reakcji i czynniki na nią wpływające. Jego prace miały znaczenie dla rozwoju chemii fizycznej w Europie Środkowej.

Był aktywnym członkiem wielu towarzystw naukowych. Należał m.in. do Towarzystwa Naukowego we Lwowie oraz Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. W latach 1912–1913 pełnił funkcję prezesa Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Kopernika, a w 1935 roku został wybrany prezesem Polskiego Towarzystwa Chemicznego.

W latach 1908–1914 był również redaktorem czasopisma naukowego „Kosmos”, jednego z najważniejszych polskich periodyków przyrodniczych tamtego czasu.

Autor podręczników chemii

Ogromny wkład Tołłoczki dotyczył także edukacji chemicznej. Wspólnie z Ludwikiem Brunerem napisał podręczniki chemii nieorganicznej i organicznej, które przez wiele lat były podstawowymi książkami dla studentów i uczniów. W pracach tych uczestniczył również późniejszy wybitny chemik Wiktor Kemula. Podręczniki te doczekały się licznych wznowień, także po II wojnie światowej.

Odznaczenia i ostatnie lata życia

Za swoją działalność naukową i organizacyjną Stanisław Tołłoczko został odznaczony Orderem Odrodzenia Polski.

Nekrolog w Gazecie Lwowskiej w 1935 r. , nr 53

Zmarł 5 marca 1935 roku we Lwowie. Jego pogrzeb odbył się dwa dni później – 7 marca – gromadząc liczne grono uczonych, studentów i przedstawicieli środowiska naukowego. Został pochowany w kaplicy w pobliżu majątku rodzinnego w Rakowicy (obecnie na terenie Białorusi).

Grób Stanisława Tołłoczki, polskiego naukowca, profesora chemii, odznaczonego Orderem Odrodzenia Polski. Położony w Rakowicy Małej (obwód brzeski, Białoruś). Fot.: wikipedia.org

Stanisław Tołłoczko pozostaje jedną z ważnych postaci w historii polskiej chemii. Jego działalność naukowa, dydaktyczna i organizacyjna przyczyniła się do rozwoju badań chemicznych oraz kształcenia kolejnych pokoleń chemików. Pamięć o uczonym z spod Brześcia jest wciąż żywa w historii nauki – a rocznica jego śmierci przypomina o wkładzie polskich badaczy w rozwój światowej chemii.

Opr. Waleria Brażuk/Znadniemna.pl/Fot.: Stanisław Tołłoczko – chemik, profesor Uniwersytetu Lwowskiego. Fotografia portretowa./Narodowe Archiwum Cyfrowe. Sygnatura: 1-N-596-2

5 marca przypada rocznica śmierci Stanisława Tołłoczki, jednego z najwybitniejszych polskich chemików przełomu XIX i XX wieku, profesora Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie i badacza, który znacząco przyczynił się do rozwoju chemii fizycznej oraz edukacji chemicznej w Polsce. Uczony urodził się 22 sierpnia 1868 roku w

Białoruskie media informują o kolejnym ułaskawieniu więźniów politycznych przez Aleksandra Łukaszenkę. Tymczasem dane Centrum Praw Człowieka „Wiasna” wskazują, że od 2020 roku reżim uznał za więźniów politycznych niemal 4500 osób, a ułaskawienia wciąż obejmują jedynie niewielki ułamek represjonowanych.

Według niezależnego portalu Nasza Niwa Łukaszenka podpisał dekret o ułaskawieniu kolejnej grupy więźniów politycznych, co potwierdziły również państwowe media. Informacje te wpisują się w szerszą serię podobnych decyzji, ogłaszanych przez reżim w ostatnich miesiącach. Wcześniejsze doniesienia mówiły o grupach liczących od kilkunastu do kilkudziesięciu osób, często przedstawianych jako skazani za „przestępstwa ekstremistyczne” — termin, którym władze określają przeciwników politycznych.

Z danych Centrum Praw Człowieka „Wiasna” wynika jednak, że gesty te nie zmieniają ogólnego obrazu sytuacji. Organizacja podaje, że od czasu protestów po sfałszowanych wyborach w 2020 roku za więźniów politycznych uznano już prawie 4500 osób, a ułaskawiono jedynie 605. Oznacza to, że zdecydowana większość represjonowanych wciąż przebywa za kratami lub była skazywana na przestrzeni ostatnich lat w procesach o charakterze politycznym.

Choć reżim stara się przedstawiać ułaskawienia jako dowód „humanitarnej polityki”, organizacje praw człowieka podkreślają, że są to działania o charakterze propagandowym, często powiązane z kalendarzem politycznym lub próbami poprawy wizerunku władz. Jednocześnie aparat represji pozostaje aktywny, a liczba więźniów politycznych na Białorusi nadal należy do najwyższych w Europie.

 Znadniemna.pl na podstawie Nasza Niwa i Viasna’96

Białoruskie media informują o kolejnym ułaskawieniu więźniów politycznych przez Aleksandra Łukaszenkę. Tymczasem dane Centrum Praw Człowieka „Wiasna” wskazują, że od 2020 roku reżim uznał za więźniów politycznych niemal 4500 osób, a ułaskawienia wciąż obejmują jedynie niewielki ułamek represjonowanych. Według niezależnego portalu Nasza Niwa Łukaszenka podpisał dekret o

W rocznicę jego urodzin wspominamy twórcę, który wyrósł z duchowej i kulturowej gleby Witebszczyzny, a całe życie pozostał wierny Kresom – ich językowi, tradycji i pamięci.

Józef Morelowski przyszedł na świat 5 marca 1777 roku na Witebszczyźnie, nieopodal Orszy, w rodzinie szlacheckiej herbu Prus. Od najmłodszych lat związany był z ziemią białoruską, której krajobraz, duchowość i kultura na zawsze ukształtowały jego wrażliwość. Już jako trzynastolatek wstąpił do nowicjatu jezuitów w Połocku, wówczas jednego z najważniejszych ośrodków polskiej kultury na Kresach. To właśnie tam – w „Atenach Białej Rusi”, jak nazywano Akademię Połocką – dojrzewał jako poeta, retor i nauczyciel. Wychowanie jezuickie nadało jego życiu kierunek: dyscyplina, praca, umiłowanie języka polskiego i troska o duchowy rozwój młodzieży stały się fundamentem jego działalności.

Morelowski należał do ostatniego pokolenia pisarzy polskiego oświecenia, a jego młodzieńcza twórczość – zwłaszcza Treny na rozbiór Polski, napisane w latach 1794–1796 – była przejmującą reakcją osiemnastoletniego kleryka na upadek ojczyzny. W Połocku, Mścisławiu i Mohylewie dojrzewał jako poeta, którego mistrzami byli: Horacy, Jan Kochanowski i Piotr Skarga. Jego wiersze, choć publikowane rzadko, krążyły w środowisku jezuickim, przynosząc mu miano „polskiego Amfijona”. Współbracia Morelowskiego wspominali, że „Dźwina stawała w biegu zadumiona”, gdy recytował swoje utwory. Było to świadectwo szacunku, jakim darzono talent młodego jezuity.

Po kasacie jezuitów w Imperium Rosyjskim Morelowski wraz z zakonem przeniósł się do Galicji. Pracował we Lwowie, Brzozowie, Tarnopolu, Tyńcu, Nowym Sączu i Starej Wsi. Wszędzie, gdzie się pojawiał, pozostawiał po sobie ślad jako wybitny dydaktyk: profesor retoryki i poetyki, nauczyciel języka francuskiego i rosyjskiego, rektor kolegiów, mistrz nowicjatu, kaznodzieja i spowiednik. Jego wykłady – m.in. „Krótkie prawidła o robieniu kazań”– były owocem wieloletniej pracy i troski o formację młodych ludzi. W czasach, gdy polszczyzna na Kresach była zagrożona, Morelowski świadomie traktował nauczanie jako misję zachowania języka i kultury.

W jego twórczości odbija się świat Kresów: Połock, brzegi Połoty, letnia rezydencja jezuitów w Spasie – te miejsca stawały się dla poety arkadyjskimi enklawami, przestrzeniami natchnienia i odpoczynku. W jego pieśniach i poematach powraca motyw lutni, Muz i Parnasu, ale także troska o czystość języka polskiego. W satyrycznym utworze pt. ”Nowa polszczyzna” piętnował kaleczenie mowy ojczystej, makaronizmy i niechlujność stylistyczną, broniąc tradycji, którą uważał za dobro narodowe.

Choć marzył o sławie poety, był świadomy, że jego twórczość może pozostać w cieniu murów jezuickich kolegiów. W wierszach powracał lęk, że „lutnia po śmierci nie przyniesie mu sławy”, ale też nadzieja, że rymy „wisząc na cyprysie” zapewnią mu nieśmiertelność. Jednocześnie – jako kapłan – Moralewski wiedział, że prawdziwa wartość życia nie leży w doczesnych zaszczytach, lecz w pracy nad sobą i służbie innym. Dlatego w „Lutni zawieszonej przed rozpoczęciem ćwiczeń duchownych” pisał, że poeta „nie na śpiewanie przed Wszechmocnym sędzią stanie”, a lutnia musi czasem ustąpić miejsca modlitwie i rachunkowi sumienia.

Zmarł w Starej Wsi w 1845 roku, pozostawiając po sobie bogaty dorobek literacki i dydaktyczny. Jego życie – rozpięte między Witebszczyzną, Połockiem, Galicją i Wołyniem – jest świadectwem wierności Kresom, pracy nad sobą i miłości do polskiej kultury. W rocznicę urodzin nieco zapomnianego literata warto przypomnieć tę postać: poetę, który wierzył, że słowo ma moc kształtowania człowieka; nauczyciela, który całe życie poświęcił młodzieży; kapłana, który w trudnych czasach strzegł polskiej tożsamości na wschodnich rubieżach dawnej Rzeczypospolitej.

 Znadniemna.pl na podstawie pracy pt. „Józef Morelowski jako dydaktyk, perfekcjonista i literat cyzelator”, autorstwa Magdaleny Górowskiej-Mitrus/Uniwersytet Łódzki, ilustracja: kolaż łączący rysunek Napoleona Ordy z wizerunkiem Kolegium Jezuickiego w Połocku i tytułową stronę wydanego przez Ossolineum tomiku wierszy Józefa Morelowskiego

W rocznicę jego urodzin wspominamy twórcę, który wyrósł z duchowej i kulturowej gleby Witebszczyzny, a całe życie pozostał wierny Kresom – ich językowi, tradycji i pamięci. Józef Morelowski przyszedł na świat 5 marca 1777 roku na Witebszczyźnie, nieopodal Orszy, w rodzinie szlacheckiej herbu Prus. Od najmłodszych

5 marca przypomina o heroizmie, który wydarzył się po cichu, z dala od wielkich trybun historii — o jedenastu kobietach, które w okupowanym Nowogródku oddały życie „za wielu”, odpowiadając miłością na dramat własnego miasta.

Latem 1943 roku Nowogródek żył w cieniu terroru. Niemcy aresztowali około 120 mieszkańców miasta — głównie ojców rodzin, jedynych żywicieli domów. W realiach okupacji taki areszt oznaczał niemal pewną śmierć. W mieście panowało przekonanie, że egzekucja jest kwestią godzin. W klasztorze Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu nie słychać było jednak odgłosów ucieczki ani przygotowań do ukrycia się. Siostry trwały na modlitwie, prosząc Boga, by to one mogły ponieść śmierć zamiast aresztowanych. Znały tych ludzi, ich żony i dzieci. Ich decyzja nie była odruchem rozpaczy, lecz świadomym wyborem zakorzenionym w wierze i w przekonaniu, że miłość Boga i miłość bliźniego stanowią nierozerwalną jedność.

1 sierpnia 1943 roku jedenaście Nazaretanek zostało wywiezionych do lasu pod Nowogródkiem i rozstrzelanych. Zginęły razem, pogrążone w modlitwie. Ich śmierć została potwierdzona świadectwami, dokumentami i procesem beatyfikacyjnym. Po egzekucji stało się coś, co mieszkańcy uznali za odpowiedź na ich ofiarę: aresztowani mężczyźni nie zostali straceni. Przeżyli wojnę i wrócili do swoich rodzin. Bilans był bolesny, ale wymowny — jedenaście istnień oddanych za około sto dwadzieścia ocalonych.

Kościół zna ich imiona i wymienia je z czcią: s. Maria Stella (Adela Mardosewicz), s. Maria Imelda (Jadwiga Karolina Żak), s. Maria Rajmunda (Anna Kukołowicz), s. Maria Daniela (Eleonora Aniela Jóźwik), s. Maria Kanuta (Józefa Chrobot), s. Maria Sergia (Julia Rapiej), s. Maria Gwidona (Helena Cierpka), s. Maria Felicyta (Paulina Borowik), s. Maria Heliodora (Leokadia Matuszewska), s. Maria Boromea (Weronika Narmontowicz), s. Maria Kanizja (Eugenia Mackiewicz). Były zwykłymi kobietami — nauczycielkami, opiekunkami chorych, osobami znającymi codzienny trud i lęk. Nie były postaciami z marmuru, lecz ludźmi z krwi i kości, którzy mimo strachu podjęli decyzję ostateczną i świadomą.

Dwadzieścia sześć lat temu, 5 marca 2000 roku, św. Jan Paweł II ogłosił je błogosławionymi, uznając ich śmierć za męczeństwo z miłości. Papież przypomniał, że w tym samym czasie, gdy w Auschwitz św. Maksymilian Kolbe oddał życie za jednego człowieka, w Nowogródku jedenaście kobiet oddało je za wielu. Ich czyn stał się jednym z najczystszych znaków chrześcijańskiego heroizmu XX wieku. Dziś, gdy wojna znów przestaje być abstrakcją, a ludzkie życie bywa sprowadzane do statystyki, ich historia brzmi szczególnie mocno. Nie wzywa do szukania śmierci, lecz do szukania miłości — konkretnej, odpowiedzialnej, wymagającej. Jest pytaniem skierowanym do nas: czy potrafimy kochać Boga i człowieka naprawdę, także wtedy, gdy cena może być najwyższa?

Tablica upamiętniająca błogosławione siostry Nazaretanki w kościele farnym w Nowogródku, fot.: Wikipedia

Znadniemna.pl na podstawie Ekai.pl, ilustracja: obraz pt. ”Męczennice z Nowogródka” autorstwa Adama Styki (1890-1959) źródło: Wikimedia Commons

5 marca przypomina o heroizmie, który wydarzył się po cichu, z dala od wielkich trybun historii — o jedenastu kobietach, które w okupowanym Nowogródku oddały życie „za wielu”, odpowiadając miłością na dramat własnego miasta. Latem 1943 roku Nowogródek żył w cieniu terroru. Niemcy aresztowali około 120

Dzisiejsze wspomnienie świętego Kazimierza Królewicza rozbrzmiewa wyjątkową powagą i duchową głębią. W liturgii Kościoła powraca postać młodego władcy, którego życie stało się świadectwem wierności, pokory i troski o ubogich. Tegoroczne obchody nabrały szczególnego znaczenia dzięki słowom papieża Leona XIV, który podczas audiencji generalnej w Watykanie przypomniał o duchowym dziedzictwie królewicza i wezwał wiernych do modlitwy o pokój na świecie.

Święty Kazimierz – królewicz, który uczył miłości, czystości i odpowiedzialności

Kazimierz, syn Kazimierza Jagiellończyka, wychowany w królewskim otoczeniu, wybrał drogę skromności i głębokiej pobożności. Jego codzienność była przeniknięta modlitwą, troską o potrzebujących i pragnieniem życia zgodnego z Ewangelią. Z czasem stał się patronem Polski i Litwy, młodzieży, osób sprawujących władzę oraz wszystkich, którzy pragną zachować czystość serca i uczciwość w życiu publicznym i prywatnym.

Właśnie do tej duchowej wrażliwości nawiązał dziś papież Leon XIV, mówiąc po polsku:

„Dziś w liturgii wspominamy świętego księcia Kazimierza, chwalebnego opiekuna Polski i Litwy, a także wielu diecezji i parafii. Modlił się codziennie słowami: ‘Omni die dic Mariae’, ucząc synowskiej miłości do Maryi, Matki i Królowej. Niech jego wstawiennictwo pomoże nam odkryć, że w Najświętszej Pannie podziwiamy prawdziwą godność każdej kobiety i jej powołania.”

Ojciec Święty wezwał również wiernych do kontynuowania wielkopostnej drogi w duchu pokuty i nawrócenia, prosząc o Boże miłosierdzie i pokój dla całego świata. Zwrócił się osobno do młodzieży, chorych i małżonków, zachęcając ich do odwagi, cierpliwości i modlitwy w codziennym życiu.

Jarmarki kazimierskie – tradycja, która łączy pokolenia

Wspomnienie świętego Kazimierza od wieków splata się z tradycją jarmarków organizowanych na jego cześć. Najsłynniejsze z nich, Wileńskie Kaziuki, mają korzenie sięgające XVII wieku i do dziś pozostają jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów kultury dawnej Rzeczypospolitej. W ich atmosferze łączą się modlitwa, radość wspólnoty i bogactwo ludowego rzemiosła. Stragany pełne barwnych palm, misternych wyrobów, pachnących pierników i regionalnych przysmaków tworzą przestrzeń, w której tradycja staje się żywa i namacalna.

Z czasem zwyczaj ten przeniknął również do wielu polskich miast, gdzie marcowe jarmarki stały się okazją do spotkań, pielęgnowania lokalnych zwyczajów i budowania wspólnoty. W ich uroczystym charakterze pobrzmiewa echo dawnych czasów, w których święto patrona było nie tylko wydarzeniem religijnym, lecz także świętem kultury i codziennego życia.

Znadinemna.pl na podstawie Vaticannews.va, ilustracja: Święty Kazimierz na obrazie Daniela Schultza, fot.: Wikimedia Commons

Dzisiejsze wspomnienie świętego Kazimierza Królewicza rozbrzmiewa wyjątkową powagą i duchową głębią. W liturgii Kościoła powraca postać młodego władcy, którego życie stało się świadectwem wierności, pokory i troski o ubogich. Tegoroczne obchody nabrały szczególnego znaczenia dzięki słowom papieża Leona XIV, który podczas audiencji generalnej w Watykanie

W 250. rocznicę urodzin Sykstusa Teodora Ludwika Estki pragniemy przywrócić pamięć o jednym z najbardziej charakterystycznych bohaterów polskich Kresów. Urodzony 4 marca 1776 roku w Brześciu nad Bugiem, wyrósł z poleskiej ziemi na oficera, którego losy splotły się z historią Tadeusza Kościuszki, Legionów Polskich we Włoszech i epopei napoleońskiej.

Jego biografia to opowieść o wierności rodzinnej tradycji i o kresowym poczuciu obowiązku, które prowadziło go przez pół Europy aż pod Lipsk. W ciągu tej drogi zdobył najwyższe wojskowe wyróżnienia epoki: Order Virtuti Militari, a także Legię Honorową – najpierw jako kawaler (1809), a następnie jako oficer (1811).

Dorastanie wśród poleskiej szlachty

Estko przyszedł na świat w rodzinie, która – choć nie należała do najzamożniejszych – była głęboko zakorzeniona w tradycji Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Pochodzący z Prus i spolonizowany w XVII wieku niemiecki ród von Estkenów (zmodyfikowali nazwisko na bardziej polskobrzmiące Estko – red.) wtopił się w pejzaż Polesia, a młody Sykstus dorastał w atmosferze, w której służba publiczna i wojskowa była naturalnym wyborem. Jego matka, Anna z Kościuszków, wniosła do domu Estków nie tylko nazwisko, ale i etos rodzinny, który później miał poprowadzić jej syna na pola bitew.

Śmierć ojca – stolnika smoleńskiego Piotra Estki – i utrata majątku sprawiły, że dzieciństwo jego synów – Sykstusa, Stanisława i Tadeusza – naznaczone było koniecznością szybkiego dojrzewania. Wuj, Tadeusz Kościuszko, zadbał o edukację wojskową siostrzeńców, widząc w nich kontynuatorów rodzinnej tradycji. To właśnie z Polesia, z jego surowego klimatu i poczucia odpowiedzialności za wspólnotę, Sykstus Estko wyniósł hart ducha, który miał mu towarzyszyć przez całe życie.

Pierwsze kroki w wojsku

W 1791 roku piętnastoletni Sykstus rozpoczął służbę, jako elew w Korpusie Inżynieryjnym Koronnym w Warszawie. Jako uczeń‑kandydat, był szkolony w matematyce, geometrii, fortyfikacji i rysunku technicznym. Młody Estko szybko wyróżnił się pracowitością i talentem, co zapowiadało w przyszłości błyskotliwą karierę oficerską.

Insurekcja kościuszkowska stała się dla niego pierwszym prawdziwym sprawdzianem. Walczył pod komendą swojego wuja, a za odwagę i zaangażowanie otrzymał pierwszy stopień oficerski – chorążego. To był moment, w którym kresowy elew stał się żołnierzem z prawdziwego zdarzenia.

Droga do Legionów – od Wiednia do Mantui

Po upadku powstania Estko, podobnie jak wielu młodych oficerów z Kresów, udał się na emigrację. Pod koniec 1796 roku wyjechał do Wiednia, skąd – dzięki listom polecającym księcia Kazimierza Nestora Sapiehy – dotarł w kwietniu 1797 roku do Mantui. Tam wstąpił do Legionów Polskich generała Jana Henryka Dąbrowskiego w stopniu podporucznika.

W legionowych szeregach przeszedł kampanię neapolitańską 1798–1799. Walczył pod Civita Castellana, Otricoli, Itri, Fondi, Traetą i Castelforte, a w Neapolu zajmował się werbunkiem Polaków z dawnej armii Burbonów. Odznaczył się przy szturmie Cortony i w bitwie pod Pontremoli, a 3 czerwca 1799 roku został porucznikiem grenadierów 2. batalionu majora Józefa Chłopickiego.

Niewola i powrót do służby

19 czerwca 1799 roku Estko dostał się do niewoli austriackiej w bitwie nad rzeką Trebbią. Osadzono go najpierw w twierdzy Brod, a następnie w klasztorze Kleinzell pod Budą. Dopiero w marcu 1801 roku odzyskał wolność i powrócił do służby, awansując na kapitana.

W kolejnych latach służył w garnizonach północnych Włoch. W kampanii 1805 roku brał udział w blokadzie Wenecji oraz w zwycięstwie pod Castelfranco nad korpusem księcia de Rohan‑Guéméné. W latach 1806–1807 walczył w Kalabrii przeciw wojskom neapolitańskim i brytyjskim, odnosząc sukcesy m.in. pod Campotenese, Santa Eufemią i Cariati. Pod Tiriolo, prowadząc 60 grenadierów, zdobył miasto bronione przez 600 powstańców i dwie armaty, odnosząc przy tym ranę postrzałową w ramię.

W służbie Włoch, Westfalii i Francji

W 1807 roku został oficerem 3. pułku piechoty Legii Polsko‑Włoskiej, którą następnie wcielono do armii Królestwa Westfalii i przeniesiono do Kassel. W 1808 roku jednostka trafiła do Poitiers, a następnie – już jako Legia Nadwiślańska – na służbę francuską.

Estko uczestniczył w kampanii hiszpańskiej: w oblężeniu Saragossy, bitwach pod Marią, Belchite, Estellą, Ville‑Checa oraz w oblężeniu Tortosy. 29 grudnia 1809 roku awansował na pułkownika i objął dowództwo 3. pułku piechoty Legii Nadwiślańskiej, a w maju 1810 roku – 4. pułku tejże Legii. Walczył pod Tarragoną i Sagunto, zdobywając opinię jednego z najzdolniejszych polskich dowódców piechoty.

Ostatnie lata – od obrony Bugu po Lipsk

W grudniu 1812 roku powrócił z pułkiem do Warszawy, gdzie organizował obronę linii Bugu przed rosyjskimi oddziałami. W styczniu 1813 roku ruszył do Królewca, prowadząc ariergardę Wielkiej Armii. 10 lutego wyróżnił się w obronie Rogoźna przed wojskami generała Wintzingerodego.

18 czerwca 1813 roku objął dowództwo dwubatalionowego Pułku Wisły, utworzonego z resztek Legii Nadwiślańskiej. Walczył w obronie Wittenbergi, gdzie został ranny, a 11 lipca 1813 roku otrzymał stopień generała brygady. Następnie przekazał dowództwo pułkownikowi Michałowi Józefowi Kosińskiemu.

W kampanii saskiej dowodził 1. brygadą 26. dywizji piechoty generała Kamienieckiego w VIII korpusie księcia Józefa Poniatowskiego. Walczył pod Dreznem i Kulmem, a 18 października 1813 roku, w bitwie narodów pod Lipskiem, został ciężko ranny postrzałem, który zmiażdżył mu udo. Wzięty do niewoli, zmarł 30 października 1813 roku w szpitalu lipskim, mając zaledwie 37 lat.

Ordery, rodzina i pamięć

Sykstus Estko był kawalerem Orderu Virtuti Militari, kawalerem (1809) i oficerem (1811) Legii Honorowej. W 1812 roku poślubił Wiktorię La Figuera.

Jego biografia to przykład kresowego losu – człowieka, który z Polesia trafił na włoskie, hiszpańskie i niemieckie pola bitew, niosąc ze sobą tradycję Rzeczypospolitej i nadzieję na jej odrodzenie. W 250. rocznicę jego urodzin przywracamy pamięć o oficerze, który łączył w sobie kresową fantazję, europejskie doświadczenie i niezłomną wierność polskiej sprawie.

Opr. Adolf Gorzkowski/ Znadniemna.pl, ilustracja: akwarela autorstwa Ernesta Forta z wizerunkiem oficera Legionów Polskich we Włoszech, przypuszczalnie będąca portretem Sykstusa Teodora Ludwika Estki, fot.: Facebook.com/EpokaNapoleonska

W 250. rocznicę urodzin Sykstusa Teodora Ludwika Estki pragniemy przywrócić pamięć o jednym z najbardziej charakterystycznych bohaterów polskich Kresów. Urodzony 4 marca 1776 roku w Brześciu nad Bugiem, wyrósł z poleskiej ziemi na oficera, którego losy splotły się z historią Tadeusza Kościuszki, Legionów Polskich we

W wigilię przypadającego jutro, 4 marca, wspomnienia św. Kazimierza warto przypomnieć, że patron Litwy i królewicz z dynastii Jagiellonów ma swoje symboliczne miejsce także w przestrzeni kosmicznej. Nazwę Casimir, nadaną na jego cześć przez Międzynarodową Unię Astronomiczną, nosi bowiem jedna z planetoid.

Asteroida Casimir upamiętnia św. Kazimierza jako patrona Litwy i jedną z najważniejszych postaci wspólnej historii Polski i Litwy. Nazwę zaproponował litewski astronom polskiego pochodzenia Kazimierz Czernis, wieloletni badacz związany z Uniwersytetem Wileńskim. Obiekt odkryto w 2013 roku w obserwatorium w Baldone (Łotwa), a po kilku latach obserwacji i potwierdzeń orbitalnych został on oficjalnie wpisany do katalogu Międzynarodowej Unii Astronomicznej (IAU). Planetoida ponownie znajdzie się w dobrych warunkach obserwacyjnych we wrześniu, w rejonie gwiazdozbioru Ryb.

Historia Casimir wpisuje się w szerszy trend nadawania planetoidom nazw związanych z polską kulturą, nauką i historią. W ostatnich latach IAU zatwierdziła kolejne polskie nazwy, wśród nich upamiętniające Henryka Sienkiewicza, wspomnianego już św. Kazimierza Jagiellończyka czy warszawskiego astronoma Jerzego Madeja. To wyraz rosnącej aktywności polskich badaczy w międzynarodowych projektach obserwacyjnych oraz sposób na zachowanie pamięci o wybitnych postaciach w przestrzeni, która staje się globalnym katalogiem ludzkiego dziedzictwa.

Planetoida na cześć królewicza Kazimierza Jagiellończyka, patrona Litwy i świętego Kościoła katolickiego to symboliczny znak wspólnej polsko-litewskiej historii i kultury, która – choć zakorzeniona na ziemi – znajduje swoje odbicie także wśród gwiazd.

Znadniemna.pl na podstawie Wilnoteka.lt oraz Naukawpolsce.pl, na zdjęciu: Św. Kazimierz, fot.: vaticannews.va

W wigilię przypadającego jutro, 4 marca, wspomnienia św. Kazimierza warto przypomnieć, że patron Litwy i królewicz z dynastii Jagiellonów ma swoje symboliczne miejsce także w przestrzeni kosmicznej. Nazwę Casimir, nadaną na jego cześć przez Międzynarodową Unię Astronomiczną, nosi bowiem jedna z planetoid. Asteroida Casimir upamiętnia św. Kazimierza jako

W Muzeum Świętego Jana Pawła II Wielkiego w Krakowie otwarto wystawę pt. „Białoruscy artyści na wygnaniu”, prezentującą twórczość artystów z Białorusi, zmuszonych do opuszczenia ojczyzny. Ekspozycja ukazuje, jak sztuka staje się przestrzenią wolności, pamięci i duchowego oporu wobec przemocy politycznej.

Wernisaż wystawy odbył się 1 marca w muzeum przy ul. Totus Tuus 30 i zgromadził licznych gości – twórców, przedstawicieli środowisk kultury, samorządu oraz osoby wspierające białoruską diasporę. Koordynatorka projektu, Tatiana Sawicz, podkreśliła, że dla wielu artystów emigracja stała się bolesnym, ale twórczo płodnym doświadczeniem, a sztuka jest dla nich sposobem zachowania godności i wewnętrznej wolności. Prezentowane prace – od malarstwa po grafikę i techniki mieszane – łączy refleksja nad tożsamością, utratą i nadzieją.

Wystawa jest częścią międzynarodowego projektu humanitarnego, który otrzymał apostolskie błogosławieństwo papieża Leona XIV oraz wsparcie dziewiętnastu kardynałów z całego świata. Organizatorzy podkreślają, że przedsięwzięcie ma nie tylko prezentować sztukę, lecz także budować solidarność z białoruskimi twórcami żyjącymi na uchodźstwie.

Wśród uczestników otwarcia znalazł się Artur Buszek, Pełnomocnik Prezydenta Miasta Krakowa ds. NGO, który w swoim wpisie zwrócił uwagę na wyjątkowy charakter ekspozycji. Napisał:

„Byłem na otwarciu i mocno polecam! W Muzeum Jana Pawła II Wielkiego można obecnie oglądać wyjątkową wystawę ‘Białoruscy artyści na wygnaniu’. To poruszający projekt pokazujący twórczość artystek i artystów z Białorusi, którzy zostali zmuszeni do życia i pracy poza swoją ojczyzną. Ekspozycja jest opowieścią o wolności, tożsamości i pamięci — o tym, jak sztuka staje się językiem dialogu ponad granicami. Prace są osobiste, mocne i bardzo aktualne w kontekście dzisiejszej sytuacji w regionie.”

Podobne opinie wyrażali inni goście wernisażu. Wielu podkreślało, że wystawa porusza swoją szczerością i emocjonalną intensywnością. Jeden z uczestników zauważył, że to sztuka, która nie tylko opowiada o wygnaniu, ale pozwala je poczuć – w kolorach, fakturach i symbolach niosących zarówno ból, jak i nadzieję. Inni zwracali uwagę na uniwersalność przekazu, który – mimo zakorzenienia w białoruskim doświadczeniu – dotyka każdego, kto zna smak utraty i pragnienie wolności.

Ekspozycja wpisuje się w szersze działania Krakowa na rzecz wspierania kultury i społeczeństwa obywatelskiego Białorusi. Miasto od lat współpracuje z organizacjami pozarządowymi i środowiskami twórczymi, oferując przestrzeń do prezentacji sztuki, debat i inicjatyw społecznych. Wystawa „Białoruscy artyści na wygnaniu” jest kolejnym dowodem na to, że Kraków pozostaje ważnym miejscem dialogu i solidarności z twórcami z Europy Wschodniej.

Ekspozycję można oglądać do 19 kwietnia, a organizatorzy zapowiadają dodatkowe wydarzenia towarzyszące, w tym spotkania z artystami i oprowadzania kuratorskie.

Znadniemna.pl na podstawie Ekai.pl, na zdjęciu: plakat wystawy „Białoruscy artyści na wygnaniu”,fot.: Muzeum Św. Jana Pawła II Wielkiego w Krakowie/Facebook

W Muzeum Świętego Jana Pawła II Wielkiego w Krakowie otwarto wystawę pt. „Białoruscy artyści na wygnaniu”, prezentującą twórczość artystów z Białorusi, zmuszonych do opuszczenia ojczyzny. Ekspozycja ukazuje, jak sztuka staje się przestrzenią wolności, pamięci i duchowego oporu wobec przemocy politycznej. Wernisaż wystawy odbył się 1 marca

1 marca 2026 roku w setkach miejscowości w Polsce i za granicą odbywa się XIV edycja Biegu Tropem Wilczym – największego wydarzenia sportowo‑edukacyjnego poświęconego pamięci Żołnierzy Wyklętych. Tegoroczny bieg, organizowany tradycyjnie przez Fundację Wolność i Demokracja pod Honorowym Patronatem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Karola Nawrockiego, ponownie połączy tysiące uczestników w symbolicznym geście pamięci i wdzięczności wobec bohaterów powojennego podziemia niepodległościowego.

Od lat Tropem Wilczym przyciąga zarówno doświadczonych biegaczy, jak i całe rodziny, które chcą uczcić Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych w sposób aktywny i symboliczny. Centralnym elementem wydarzenia pozostaje dystans 1963 metrów – liczba ta nawiązuje do roku śmierci ostatniego żołnierza antykomunistycznego podziemia w powojennej Polsce – Józefa Franczaka „Lalka”, który zginął w 1963 roku podczas obławy pod Lublinem. W wielu lokalizacjach organizowane są także biegi na 5 i 10 km oraz marsze Nordic Walking, co pozwala uczestniczyć w wydarzeniu osobom w każdym wieku.

Setki lokalizacji w Polsce

W 2026 roku bieg odbywa się w setkach miejscowości – od dużych miast po niewielkie gminy. Na Opolszczyźnie  na przykład biegi zaplanowano m.in. w Grodkowie, Głuchołazach, Głubczycach, Prudniku, Kietrzu, Oleśnie, Nysie, Kluczborku i Opolu. W wielu miejscach, jak Leżajsk, wydarzenie cieszy się ogromnym zainteresowaniem – tam limit 500 miejsc wyczerpał się w zaledwie siedem godzin.

Wydarzenie o charakterze edukacyjnym

Bieg Tropem Wilczym to nie tylko sport. W wielu lokalizacjach towarzyszą mu rekonstrukcje historyczne, pokazy, spotkania edukacyjne oraz wydarzenia dla dzieci. Uczestnicy otrzymują pakiety startowe, często z koszulkami przedstawiającymi bohaterów podziemia niepodległościowego. Wydarzenie organizowane jest przez lokalne instytucje, szkoły, stowarzyszenia oraz samorządy, a jego koordynatorem pozostaje Fundacja Wolność i Demokracja.

Zagraniczne lokalizacje Biegu Tropem Wilczym 2026

Organizatorzy co roku podkreślają, że bieg odbywa się również poza granicami Polski. Choć szczegółowa lista lokalizacji zagranicznych nie została jeszcze oficjalnie opublikowana na stronach organizatora, edycje z poprzednich lat odbywały się m.in. w:

  • Wilnie (Litwa)
  • Lwowie i Kijowie (Ukraina)
  • Chicago i Nowym Jorku (USA)
  • Londynie (Wielka Brytania)
  • Dublinie (Irlandia)
  • Toronto (Kanada)
  • Melbourne i Sydney (Australia)

Znadniemna.pl na podstawie Tropemwilczym.org

1 marca 2026 roku w setkach miejscowości w Polsce i za granicą odbywa się XIV edycja Biegu Tropem Wilczym – największego wydarzenia sportowo‑edukacyjnego poświęconego pamięci Żołnierzy Wyklętych. Tegoroczny bieg, organizowany tradycyjnie przez Fundację Wolność i Demokracja pod Honorowym Patronatem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Karola Nawrockiego, ponownie

1 marca Polska oddaje hołd żołnierzom powojennego podziemia niepodległościowego – ludziom, którzy po 1945 roku nie złożyli broni i nie pogodzili się z narzuconą siłą władzą komunistyczną. Data święta upamiętnia rozstrzelanie przywódców IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, jednego z najważniejszych symboli oporu przeciwko sowietyzacji kraju.

Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych ma swoje korzenie w dramatycznych wydarzeniach końca II wojny światowej i pierwszych lat powojennych. Gdy 19 stycznia 1945 roku gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek” rozwiązał Armię Krajową, wydawało się, że konspiracja dobiegła końca. Jednak szybko okazało się, że Polska nie odzyskała pełnej wolności – aresztowania przywódców Polskiego Państwa Podziemnego przez NKWD i ich wywiezienie do Moskwy pokazały, że nowy porządek oznacza kolejną okupację. W tej atmosferze powstawały kolejne struktury oporu: najpierw organizacja „NIE”, później Delegatura Sił Zbrojnych na Kraj, a wreszcie Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”, które stało się najważniejszą powojenną organizacją niepodległościową.

WiN, powołane 2 września 1945 roku, skupiło w swoich szeregach około 30 tysięcy działaczy i żołnierzy. Przez pięć lat istnienia organizacja prowadziła działalność wywiadowczą, propagandową i samoobronną, starając się przeciwstawić sowietyzacji kraju. To właśnie jej przywódcy – Łukasz Ciepliński, Adam Lazarowicz, Mieczysław Kawalec, Józef Rzepka, Franciszek Błażej, Józef Batory i Karol Chmiel – zostali zamordowani 1 marca 1951 roku w więzieniu mokotowskim. Ich śmierć symbolicznie zamknęła dzieje zorganizowanej konspiracji, która trwała od września 1939 roku.

Powojenna walka niepodległościowa była największą formą zorganizowanego oporu społecznego aż do powstania „Solidarności”. Według szacunków MSW z lat 70., w latach 1945–1955 zginęło około 9 tysięcy członków podziemia, choć liczby te są niepełne. Żołnierze ci musieli mierzyć się nie tylko z brutalną machiną represji, ale także z propagandą, która starała się ich zohydzić w oczach społeczeństwa, nazywając „bandami reakcyjnego podziemia”, „zaplutymi karłami reakcji”, czy „wrogami ludu”. Władza ludowa próbowała wymazać ich z pamięci, skazując na zapomnienie, a często także na bezimienne groby.

Termin „Żołnierze Wyklęci” pojawił się dopiero w 1993 roku, kiedy badacz dziejów polskiej konspiracji Leszek Żebrowski użył go jako tytułu wystawy poświęconej antykomunistycznemu podziemiu. Słowo „wyklęci” nawiązywało do listu, w którym komunistyczny dowódca informował rodzinę jednego z zamordowanych żołnierzy, że „wieczna hańba i nienawiść” towarzyszyć mu będzie nawet po śmierci. Z czasem określenie to stało się symbolem przywracania pamięci o ludziach, których PRL próbował wymazać z historii.

Po 1989 roku proces ten postępował powoli. Dopiero działania środowisk kombatanckich, historyków i organizacji patriotycznych – w tym inicjatywy prezesa IPN Janusza Kurtyki – doprowadziły do ustanowienia 1 marca Dniem Pamięci. W 2010 roku prezydent Lech Kaczyński skierował do Sejmu projekt ustawy, podkreślając, że święto ma być wyrazem hołdu dla „męstwa, niezłomnej postawy patriotycznej i krwi przelanej w obronie ojczyzny”. Rok później Sejm przyjął ustawę, a 1 marca na stałe wpisał się do kalendarza państwowych uroczystości.

Dzieje Żołnierzy Wyklętych nie kończą się jednak w 1951 roku. Ostatni z nich, Józef Franczak „Lalek”, zginął dopiero w 1963 roku podczas obławy pod Lublinem. Jego śmierć zamknęła epokę zbrojnego oporu antykomunistycznego, ale pamięć o tych, którzy walczyli o wolną Polskę, przetrwała mimo prób jej zatarcia.

Dziś 1 marca jest dniem refleksji nad losem ludzi, którzy – często samotnie, bez nadziei na zwycięstwo – zdecydowali się pozostać wierni przysiędze i walczyć o niepodległość. To także dzień przywracania im należnego miejsca w historii, miejsca, którego przez dziesięciolecia odmawiano im w oficjalnej narracji. Współczesna pamięć o Żołnierzach Wyklętych jest nie tylko hołdem dla ich odwagi, ale także przypomnieniem, że wolność nigdy nie jest dana raz na zawsze.

Znadniemna.pl

1 marca Polska oddaje hołd żołnierzom powojennego podziemia niepodległościowego – ludziom, którzy po 1945 roku nie złożyli broni i nie pogodzili się z narzuconą siłą władzą komunistyczną. Data święta upamiętnia rozstrzelanie przywódców IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, jednego z najważniejszych symboli oporu przeciwko

Przejdź do treści