HomeStandard Blog Whole Post (Page 4)

Stało się! Po latach oczekiwań i po ogłoszeniu nowego wydania Księgi grodzkiej oszmiańskiej (1650–1719) pojawiła się możliwość bezpośredniego pobierania tomów tego niezwykle cennego źródła do dziejów szlachty Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Naukowego UMK, za społecznością  „Archiwalia oszmiańskie: edycja ksiąg grodzkich oszmiańskich z lat 1661-1780” na Facebooku, udostępniamy linki do wszystkich trzech tomów:

To wyjątkowa okazja, by sięgnąć do materiałów, które dotąd były dostępne jedynie w archiwach i specjalistycznych opracowaniach. Teraz każdy badacz, genealog, regionalista czy pasjonat historii Wielkiego Księstwa Litewskiego może pobrać je wprost na swój komputer.

Samych przydatnych danych życzymy!

 Znadniemna.pl za Facebook.com/edycja.ksiag.grodzkich.oszmianskich

Stało się! Po latach oczekiwań i po ogłoszeniu nowego wydania Księgi grodzkiej oszmiańskiej (1650–1719) pojawiła się możliwość bezpośredniego pobierania tomów tego niezwykle cennego źródła do dziejów szlachty Wielkiego Księstwa Litewskiego. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Naukowego UMK, za społecznością  "Archiwalia oszmiańskie: edycja ksiąg grodzkich oszmiańskich z lat 1661-1780"

Syn uwolnionego chłopa i szlachcianki zagrodowej, samouk, który dzięki talentowi i pracy wszedł do świata literatury Wilna i Warszawy. Wierny uczeń Władysława Syrokomli, współtwórca jego legendy, płodny poeta i niezmordowany publicysta, który dosłownie umarł nad redakcyjnym biurkiem. 135 lat po jego śmierci jego życiorys wciąż brzmi jak opowieść o awansie społecznym, lojalności i odpowiedzialności za własną ziemię.

Od chłopskiej chaty do literackiego świata

Wincenty Korotyński przyszedł na świat w sierpniu 1831 roku we wsi Sieliszcze pod Nowogródkiem, w rodzinie o niezwykłym jak na XIX wiek statusie społecznym: ojciec był uwolnionym chłopem pańszczyźnianym, matka pochodziła ze szlachty zagrodowej. Data jego urodzenia jest umowna — gdy w 1858 roku potrzebował metryki chrztu, w dokumentach odnaleziono jedynie miesiąc, dlatego przyjęto 15 sierpnia jako datę symboliczną. W dzieciństwie stracił ojca, który utonął w Niemnie, a ciężar wychowania spadł na matkę.

Pierwsze nauki pobierał u miejscowego organisty, nie uczęszczając do żadnej szkoły. Mimo to zdobyta wiedza okazała się na tyle solidna, że mógł uczyć młodszych braci, a później dzieci z okolicznych wsi. Wkrótce został domowym nauczycielem w rodzinach ziemiańskich Nowogródczyzny, co otworzyło mu drogę do środowiska lokalnej inteligencji.

Jego życie mogłoby potoczyć się spokojnie i przewidywalnie, gdyby nie spotkanie z byłym unickim duchownym, ojcem Dawidowiczem. To on, usłyszawszy o poetyckich próbach młodzieńca, postanowił przedstawić go Ludwikowi Kondratowiczowi, znanemu jako Władysław Syrokomla. Ta chwila odmieniła los Korotyńskiego na zawsze.

Uczeń Syrokomli – narodziny literata

Syrokomla szybko dostrzegł talent młodego samouka i zaproponował mu rolę sekretarza oraz pomocnika. Korotyński przepisywał rękopisy, porządkował przekłady, odpowiadał na korespondencję i towarzyszył poecie niemal we wszystkich jego przedsięwzięciach. Wspólna praca, rozmowy i bliskość intelektualna sprawiły, że Korotyński dojrzewał literacko u boku jednego z najważniejszych twórców epoki.

Redakcja gazety „Kurier Wileński”. Jedyne zdjęcie na którym jest zarówno Wincenty Korotyński (pierwszy od prawej w dolnym rzędzie) jak też Władysław Syrokomla (pierwszy od prawej w górnym rzędzie), fot.: novychas.online

W 1856 roku zadebiutował wierszem „Nad kołyską”, a w tym samym roku ukazał się jego pierwszy tom poezji „Czym chata bogata…”. W kolejnych latach wydał następne książki, a jego twórczość spotykała się z życzliwymi recenzjami. Choć korzystał z protekcji Syrokomli, nie był jedynie jego cieniem — miał własny styl, wrażliwość i ambicje.

Strona tytułowa pierwszego tomu poezji Wincentego Korotyńskiego pt. „Czym chata bogata…”, wyd.1857 r., fot.: novychas.online

Wspólnie z Syrokomlą tłumaczył pieśni Pierre’a Jeana de Bérangera, a także planował wydanie tomu poezji w języku białoruskim. Ten projekt nigdy nie doszedł do skutku, choć wiadomo, że obaj twórcy pisali po białorusku znacznie więcej, niż zachowało się do naszych czasów. Ich wspólny „białoruski tom” pozostaje jedną z największych literackich zagadek epoki.

Wierność mistrzowi i droga przez burzliwą epokę

Po śmierci Syrokomli w 1862 roku Korotyński nie tylko opłakiwał przyjaciela, lecz także wziął na siebie obowiązek opieki nad jego rodziną. Organizował pomoc finansową dla wdowy i dzieci, a po latach przygotował monumentalne, dziesięciotomowe wydanie poezji mistrza. Cały dochód z publikacji trafił do rodziny Kondratowiczów — był to gest lojalności, który przeszedł do legendy.

Jednocześnie Korotyński znalazł się w trudnej sytuacji politycznej. Po powstaniu styczniowym władze carskie prowadziły rewizje, podejrzewały go o udział w tworzeniu nielegalnej prasy i ograniczały możliwości publikacji. Atmosfera represji i strachu sprawiła, że w 1866 roku zdecydował się opuścić Wileńszczyznę i przenieść do Warszawy.

W stolicy Królestwa Polskiego rozpoczął nowy etap życia. Co znamienne, przestał pisać poezję — całą energię skierował ku publicystyce. Jego artykuły, szkice historyczne i teksty krajoznawcze ukazywały się w najważniejszych gazetach epoki, a on sam stał się jednym z najbardziej pracowitych warszawskich dziennikarzy.

Ostatnie lata warszawskiego „brodatego Litwina”

W Warszawie Korotyński zyskał przydomek „brodatego Litwina”. Jego charakterystyczna sylwetka — mocna postura, gęsta broda i skupiony wzrok — była stałym elementem redakcji „Gazety Warszawskiej”. „Brodaty Litwin” pracował niemal bez wytchnienia, utrzymując liczną rodzinę: w 1859 roku ożenił się ze Stanisławą Jakubowicz, z którą miał dziesięcioro dzieci. Kilku jego synów poszło w ślady ojca i zostało znanymi dziennikarzami.

Jego publicystyka obejmowała szeroki wachlarz tematów: od biografii Mickiewicza i Domeyki, przez szkice o Tyszkiewiczach, po opisy Nowogródka, Słucka czy Stołpców. Był jednym z tych autorów, którzy dokumentowali kulturę i historię dawnej Litwy i Białorusi w czasach, gdy pamięć o tych krainach była systematycznie wypierana.

7 lutego 1891 roku Wincenty Korotyński zmarł tak, jak żył — przy biurku, pochylony nad kolejnym tekstem. Na jego pogrzebie nikt nie przemówił, ale prasa poświęciła mu pierwsze strony, żegnając go jako człowieka, który całe życie oddał słowu, pracy i pamięci o swojej ziemi.

Nekrolog po Wincentym Korotyńskim, fot.: novychas.online

Dziedzictwo „ostatniego Litwina”

Korotyński należy do pokolenia „ostatnich Litwinów” — ludzi urodzonych między powstaniem listopadowym a styczniowym, którzy wciąż myśleli kategoriami dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. W jego tekstach pobrzmiewa nostalgia za utraconą ojczyzną polityczną, ale też trzeźwe spojrzenie na współczesność i los prostego człowieka.

Jego droga — od syna uwolnionego chłopa do uznanego literata i redaktora — jest przykładem awansu możliwego dzięki pracy, talentowi i wsparciu środowiska. Kluczową rolę odegrała tu relacja z Władysławem Syrokomlą: najpierw jako mistrzem, potem jako przyjacielem, wreszcie jako kimś, komu Korotyński poświęcił ogromną część własnego życia zawodowego.

Dziś pamięć o Wincentym Korotyńskim wraca przede wszystkim dzięki badaczom i inicjatywom przypominającym „zapomnianych Litwinów” XIX wieku. Jego biografia pozostaje nie tylko ciekawą opowieścią o jednostce, lecz także kluczem do epoki, w której polska świadomość narodowa nabierała nowoczesnych form, a litewska i białoruska dopiero wyłaniały się z tradycji dawnego Wielkiego Księstwa.

Rodzinny grobowiec Korotyńskich na cmentarzu Powązkowskim. W tym grobie spoczywają także Wincenty Korotyński, Henryk Korotyński, Bruno Wincenty Korotyński, Elwira Korotyńska i troje innych członków rodziny, fot.: Wikipedia

Opr. Adolf Gorzkowski/Znadniemna.pl, Na zdjęciu: Wincenty Korotyński i jego autograf, fot.: Novychas.online

Syn uwolnionego chłopa i szlachcianki zagrodowej, samouk, który dzięki talentowi i pracy wszedł do świata literatury Wilna i Warszawy. Wierny uczeń Władysława Syrokomli, współtwórca jego legendy, płodny poeta i niezmordowany publicysta, który dosłownie umarł nad redakcyjnym biurkiem. 135 lat po jego śmierci jego życiorys wciąż

Najświeższy sondaż CBOS pokazuje wyraźny wzrost niechęci Polaków wobec części narodowości. Białorusini znaleźli się w grupie trzech najmniej lubianych nacji, z 46‑procentowym poziomem deklarowanej niechęci. Niżej w rankingu plasują się jedynie Rosjanie oraz Romowie.

Z opublikowanego przez CBOS raportu wynika, że w 2026 roku Polacy najczęściej deklarują sympatię wobec Włochów, Czechów i Słowaków. Włosi pozostają liderami zestawienia, budząc pozytywne emocje u 58 procent badanych, a negatywne jedynie u 7 procent. Pozytywnie oceniani są także Anglicy, Amerykanie, Litwini i Węgrzy. Jednocześnie trzeci rok z rzędu pogarsza się stosunek Polaków do narodów, które zyskały w ich oczach tuż po wybuchu wojny w Ukrainie — m.in. do Amerykanów, Anglików i Ukraińców. Największą niechęć Polacy deklarują wobec Rosjan, których negatywnie ocenia aż 74 procent respondentów. Na drugim miejscu znajdują się ex aequo Białorusini i Romowie, wobec których niechęć wyraża po 46 procent ankietowanych. Sympatię wobec Białorusinów deklaruje jedynie 19 procent badanych, co potwierdzają również omówienia sondażu w PAP i RMF24 .

źródło: CBOS

Eksperci zajmujący się opinią publiczną wskazują, że chłodny stosunek Polaków do Białorusinów nie wynika z doświadczeń kulturowych czy historycznych, lecz z wydarzeń politycznych ostatnich lat. Wizerunek Białorusi został silnie obciążony współpracą reżimu Aleksandra Łukaszenki z Rosją, zwłaszcza udostępnieniem terytorium do ataków na Ukrainę.

W polskiej percepcji często dochodzi do utożsamienia państwa z narodem, co obniża sympatię wobec Białorusinów jako grupy. Dodatkowym czynnikiem jest kryzys migracyjny na granicy polsko‑białoruskiej, postrzegany jako element presji hybrydowej, co w naturalny sposób budzi negatywne emocje. Na niekorzyść Białorusinów działa również niska widoczność pozytywnego przekazu o ich społeczeństwie — w przeciwieństwie do Ukraińców, którzy są w Polsce liczni i dobrze obecni w mediach, Białorusini pozostają mniej zauważalni, a ich obraz kształtują głównie informacje o działaniach reżimu.

Psychologowie społeczni zwracają uwagę na tzw. efekt „bliskości negatywnej”: narody sąsiadujące z agresorem często dzielą jego wizerunek, nawet jeśli nie są współwinne. Wszystkie te czynniki razem sprawiają, że Białorusini znaleźli się wśród narodów ocenianych przez Polaków najchłodniej.

Znadniemna.pl na podstawie CBOS.pl, pap.pl, ilustracja: tak wygląda stosunek Polaków do narodów europejskich, źródło: cbos.pl

Najświeższy sondaż CBOS pokazuje wyraźny wzrost niechęci Polaków wobec części narodowości. Białorusini znaleźli się w grupie trzech najmniej lubianych nacji, z 46‑procentowym poziomem deklarowanej niechęci. Niżej w rankingu plasują się jedynie Rosjanie oraz Romowie. Z opublikowanego przez CBOS raportu wynika, że w 2026 roku Polacy najczęściej

Urodzony w Norwidpolu w Gubernii Mińskiej, Witold Eugeniusz Orłowski (1874–1966) stał się jednym z najwybitniejszych polskich internistów XX wieku. Jako pionier fizjopatologii i biochemii, twórca nowoczesnej kliniki i wybitny nauczyciel akademicki, kształcił pokolenia lekarzy, prowadził badania naukowe, a jego dorobek do dziś inspiruje medyków w Polsce, w Rosji, na Białorusi i w Europie Środkowej.

6 lutego (według kalendarza juliańskiego) 1874 roku w Norwidpolu, w Gubernii Mińskiej, na terenie ówczesnego Imperium Rosyjskiego, przyszedł na świat Witold Eugeniusz Orłowski – jeden z najwybitniejszych polskich lekarzy internistów i twórca nowoczesnej polskiej szkoły medycyny wewnętrznej. Był synem Franciszka Orłowskiego, zarządcy majątku Tukałły Milcz i Pauliny z Onichimowskich oraz młodszym bratem Zenona Orłowskiego (lekarz, balneolog, profesor chorób wewnętrznych na Uniwersytecie Wileńskim, wykładowca na Uniwersytecie Łódzkim.

Nasz bohater dorastał w folwarku Norwidpol w powiecie borysowskim, w wielokulturowym środowisku, które ukształtowało jego wrażliwość i ciekawość świata. Już od najmłodszych lat Orłowski wyróżniał się talentem naukowym. W 1891 roku ukończył gimnazjum w Wilnie ze złotym medalem, a następnie podjął studia w prestiżowej Wojskowej Akademii Medycznej w Petersburgu, którą ukończył w listopadzie 1896 roku z wyróżnieniem. Doktorat z medycyny uzyskał 12 marca 1900 roku, tytuł docenta w 1903 roku, profesora nadzwyczajnego w 1907, a profesora zwyczajnego w 1913 roku na Uniwersytecie w Kazaniu.

Przez ponad dziesięć lat pracował w Klinice Chorób Wewnętrznych w Petersburgu, zdobywając doświadczenie kliniczne i naukowe oraz publikując pierwsze prace. W Kazaniu, a następnie w Tomsku (1918–1919), rozwijał nowoczesne metody diagnostyki i leczenia chorób wewnętrznych oraz angażował się w działania społeczne, w tym walkę z gruźlicą.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Orłowski objął w 1920 roku katedrę medycyny wewnętrznej na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie wykładał do 1925 roku. Następnie przeniósł się do Warszawy, gdzie przez 22 lata kierował II Kliniką Wewnętrzną Uniwersytetu Warszawskiego, będąc pionierem fizjopatologii i biochemii w polskiej internie. Wydał rozprawy naukowe z zakresu przemiany materii i przewodu pokarmowego oraz opublikował przeszło 200 prac naukowych, szczególnie z zakresu kardiologii. Był redaktorem naczelnym Polskiego Archiwum Medycyny Wewnętrznej (1928–1948) i członkiem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (1927), Polskiej Akademii Umiejętności (1928) oraz Polskiej Akademii Nauk (1951).

W czasie II wojny światowej Orłowski uczestniczył w tajnym nauczaniu medycyny, a w 1943 roku grupa żydowskich lekarzy przekazała mu wyniki badań nad głodem prowadzonych w Getcie Warszawskim, co umożliwiło ich publikację po zakończeniu wojny. Wykształcił wielu przyszłych lekarzy, którzy kontynuowali jego dorobek w Polsce i Europie. Za swoje osiągnięcia otrzymał liczne doktoraty honoris causa, m.in. Akademii Medycznej w Łodzi (1958) i Uniwersytetu Jagiellońskiego (1964), a w 1959 roku został laureatem nagrody państwowej I stopnia.

Profesor Orłowski był także patronem Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego im. prof. dr. Witolda Orłowskiego w Warszawie. Budynek szpitala przy ul. Czerniakowskiej został wzniesiony w latach 30. XX wieku według projektu Romualda Gutta i Józefa Jankowskiego, pierwotnie jako siedziba biur Zakładu Ubezpieczeń Pracowników Umysłowych. Podczas Powstania Warszawskiego gmach pełnił funkcję szpitala powstańczego, a po wojnie mieściły się w nim m.in. biura ZUS i Ministerstwa Pracy. W 1957 roku budynek ponownie przekazano na potrzeby szpitalne, który uzyskał rangę Szpitala Wojewódzkiego.

Z okazji jubileuszy Szpitala Klinicznego wybito pamiątkowe medale: z okazji 50-lecia (1957–2007) medal złoty z wizerunkiem profesora na awersie i tarczą herbowa z symbolem medycyny na rewersie, a z okazji 40-lecia (1957–1997) medal srebrny z wizerunkiem profesora i budynkiem szpitala na rewersie. Oba medale sygnowane były znakiem menniczym.

Życie prywatne profesora było równie bogate: z małżeństwa z Aliną z Trzeciakowskich miał czworo dzieci – Alinę, lektorkę języka niemieckiego; Witolda, inżyniera chemika; Irenę, stomatologa; oraz Tadeusza, profesora chorób wewnętrznych i dyrektora Instytutu Transplantologii w Warszawie. Był stryjem Olgi Teresy Mioduszewskiej, anatomopatologa w Instytucie Onkologii w Warszawie.

Profesor Orłowski zmarł 2 grudnia 1966 roku w Warszawie, pozostawiając po sobie dorobek dydaktyczny, kliniczny i tradycję empatycznej medycyny. Pochowany na cmentarzu Stare Powązki w Warszawie (kwatera 337-4-1).

Opr. Waleria Brażuk na podstawie: wikipedia.org, czytelniamedyczna.pl

Znadniemna.pl

Urodzony w Norwidpolu w Gubernii Mińskiej, Witold Eugeniusz Orłowski (1874–1966) stał się jednym z najwybitniejszych polskich internistów XX wieku. Jako pionier fizjopatologii i biochemii, twórca nowoczesnej kliniki i wybitny nauczyciel akademicki, kształcił pokolenia lekarzy, prowadził badania naukowe, a jego dorobek do dziś inspiruje medyków w

Przymusowa – zakończona pod koniec 2025 roku – przerejestracja wspólnot wyznaniowych na Białorusi doprowadziła do największego od lat ograniczenia działalności Kościoła Katolickiego. W niektórych regionach zniknęła nawet połowa parafii, a część wspólnot – zwłaszcza mniejszych – nie przetrwała, gdyż nie podołała nowym wymogom.

Po zakończeniu ogólnokrajowej przerejestracji religijnych organizacji, która dobiegła końca w 2025 roku, liczba oficjalnie działających wspólnot katolickich znacząco się zmniejszyła. Najbardziej dotkliwie proces ten uderzył w diecezję mohylewską, gdzie – jak wynika z danych opublikowanych przez tamtejszy komitet wykonawczy – liczba rzymskokatolickich parafii spadła z 24 do 12. Oznacza to likwidację dokładnie połowy dotychczas istniejących wspólnot. Jedyną greckokatolicką parafię w regionie udało się zachować, choć nie podano, które konkretnie rzymskokatolickie parafie zostały wykreślone z rejestru.

Podobne tendencje widać w innych częściach kraju. W obwodzie witebskim liczba parafii Rzymskokatolickiego Kościoła zmniejszyła się z 94 do 85, w Brześciu – z 66 do 60. W Grodnie, choć statystyki podano w sposób bardzo ogólny, wiadomo, że z rejestru zniknęło 37 organizacji religijnych, a jedna katolicka wspólnota zakonna została formalnie zlikwidowana. W obwodzie homelskim Kościół Katolicki stracił jeden parafialny ośrodek, ale w regionie zamknięto również liczne wspólnoty protestanckie i żydowskie.

W skali całego kraju – jak szacują niezależne inicjatywy, w tym „Chrześcijańska Wizja” – z mapy religijnej Białorusi zniknęło około 60 rzymskokatolickich parafii. W wielu przypadkach powodem była zbyt mała liczba wiernych, która według nowych przepisów stała się kluczowym kryterium utrzymania rejestracji. Część wspólnot istniała jedynie formalnie, inne stopniowo traciły wiernych z powodu migracji, starzenia się lokalnych społeczności lub braku możliwości rozwoju.

Choć aparat państwowy nie opublikował dotąd pełnych danych dotyczących sytuacji wyznaniowej po przerejestracji, statystyki ujawniane przez poszczególne obwody pokazują wyraźnie, że Kościół Katolicki znalazł się wśród najbardziej dotkniętych zmianami. W niektórych regionach zniknęły także całe wyznania – w tym Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich (mormoni) oraz wspólnoty bahaickie – co świadczy o głębokiej przebudowie krajobrazu religijnego kraju.

 Znadniemna.pl na podstawie „Chrześcijańska Wizjana zdjęciu: zamknięty przez władze Kościół pw. św. Szymona i Heleny (Czerwony) w Mińsku – wizytówka miasta i jedna z najbardziej rozpoznawalnych świątyń białoruskich katolików, fot.: tuda-suda.by

Przymusowa - zakończona pod koniec 2025 roku - przerejestracja wspólnot wyznaniowych na Białorusi doprowadziła do największego od lat ograniczenia działalności Kościoła Katolickiego. W niektórych regionach zniknęła nawet połowa parafii, a część wspólnot – zwłaszcza mniejszych – nie przetrwała, gdyż nie podołała nowym wymogom. Po zakończeniu ogólnokrajowej

Władysław Bieładzied, alumn seminarium i katecheta z mińskiej archikatedry, opuścił kolonię karną po ponad dwóch i pół roku odsiadki. Jego sprawa stała się jednym z najbardziej wstrząsających przykładów represji wobec osób związanych z Kościołem Katolickim na Białorusi.

Władysław Bieładzied, absolwent Instytutu Teologii Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego i alumn rzymskokatolickiego seminarium duchownego, został zatrzymany 31 maja 2023 roku, gdy odbywał praktyki katechetyczne w mińskiej archikatedrze. Początkowo trafił do aresztu na ponad 30 dni za rzekome rozpowszechnianie „materiałów ekstremistycznych”. W trakcie odsiadki, pod presją śledczych, zmuszono go do nagrania wymuszonego „przyznania się” do udziału w protestach 2020 roku i podżegania do zamieszek. Na propagandowym nagraniu, które miało go skompromitować w oczach wiernych, przedstawiono go również jako osobę o rzekomej orientacji homoseksualnej, co było elementem psychicznej przemocy stosowanej wobec zatrzymanego.

Wkrótce po zakończeniu kary administracyjnej wszczęto przeciwko niemu sprawę karną. Oskarżono go o podżeganie do nienawiści, obrazę Aleksandra Łukaszenki, obrazę przedstawiciela władzy oraz wyrób i rozpowszechnianie materiałów pornograficznych. Proces odbywał się za zamkniętymi drzwiami. Bieładzied został skazany na trzy lata pozbawienia wolności i trafił do kolonii karnej nr 17 w Szkłowie, gdzie — jak informowały inicjatywy chrześcijańskie — jego stan zdrowia uległ znacznemu pogorszeniu.

W styczniu 2026 roku wyszedł na wolność po pełnym odbyciu wyroku. Białoruscy obrońcy praw człowieka uznali go za więźnia politycznego. W systemie penitencjarnym reżimu Łukaszenki wciąż przebywa ponad 1100 osób o tym samym statusie.

Znadniemna.pl na podstawie „Nasza Niwa”, źródło zdjęcia: nashaniva.com

Władysław Bieładzied, alumn seminarium i katecheta z mińskiej archikatedry, opuścił kolonię karną po ponad dwóch i pół roku odsiadki. Jego sprawa stała się jednym z najbardziej wstrząsających przykładów represji wobec osób związanych z Kościołem Katolickim na Białorusi. Władysław Bieładzied, absolwent Instytutu Teologii Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego i

5 lutego wspominamy św. Agatę, dziewicę i męczennicę z Sycylii, której niezłomna wiara i odwaga przetrwały wieki. Jej życie, pełne poświęcenia i wierności Bogu, stało się symbolem ochrony przed ogniem – zarówno dosłownym, jak i tym w ludzkich sercach. W tym dniu tradycyjnie poświęca się chleb, sól i wodę, znaki Bożej opieki i błogosławieństwa dla rodzin i domów.

Urodziła się około 235 roku w Katanii na Sycylii, w zamożnej i głęboko wierzącej rodzinie. Od młodości wyróżniała się niezwykłą urodą, ale jeszcze bardziej – dojrzałą decyzją serca: pragnęła żyć w czystości i całkowicie należeć do Chrystusa.

Jej piękno stało się jednak przyczyną dramatycznych cierpień. Namiestnik Sycylii, Kwincjan, zapałał do niej namiętnością. Gdy Agata stanowczo odrzuciła jego zaloty, kierując się wiernością złożonemu Bogu ślubowi, mężczyzną zawładnęła żądza zemsty. Młoda chrześcijanka została uwięziona, poddana torturom i bestialsko okaleczona. Zginęła 5 lutego 251 roku, spalona na rozżarzonych węglach. Jej męczeńska śmierć uczyniła ją jedną z wielkich świętych Kościoła rzymskiego i trwałym symbolem odwagi oraz niezłomności sumienia.

Historia św. Agaty nie zakończyła się jednak wraz z jej śmiercią. Rok później Katanii zagroziła potężna erupcja Etny. Gdy strumień lawy zbliżał się do miasta, mieszkańcy – pełni wiary – wyszli jej naprzeciw, niosąc całun świętej. Według przekazów, w tym momencie lawa cudownie się zatrzymała. Od tamtego czasu św. Agata czczona jest jako patronka chroniąca przed ogniem, wybuchami wulkanów i innymi kataklizmami.

Jej kult szybko przekroczył granice Sycylii i rozprzestrzenił się w całej Europie, także w Polsce. Do dziś, we wspomnienie św. Agaty – 5 lutego – w wielu kościołach święci się chleb, sól i wodę. Te proste znaki Bożej dobroci i opieki, przechowywane później w domach, mają – za wstawiennictwem świętej – chronić przed pożarami, burzami i powodziami. Ludowa mądrość ujęła tę wiarę w krótkim przysłowiu: „Gdzie święta Agata, tam bezpieczna chata”.

Poświęcony chleb św. Agaty zajmuje w tej tradycji miejsce szczególne. Jest przypomnieniem, że codzienny chleb pochodzi od Boga i że Jego błogosławieństwo obejmuje również najbardziej zwyczajne sprawy ludzkiego życia. W chwilach zagrożenia czy niepokoju wierni sięgają po jego okruszynę, łącząc gest z modlitwą i zawierzeniem.

Liczne świadectwa cudownego zatrzymania ognia sprawiają, że św. Agata pozostaje dla wierzących bliską orędowniczką także dziś. Coraz częściej wzywa się jej pomocy nie tylko w obronie domów przed żywiołami, lecz również z prośbą, by „gasiła” płomień nienawiści, przemocy i nieuporządkowanych pragnień w ludzkich sercach.

W świecie, który nieustannie podważa wartość czystości, wierności i wstydu, postać św. Agaty nabiera wyjątkowej aktualności. Jak przypominał św. Jan Paweł II w katechezach z cyklu Teologia ciała, wstyd nie jest słabością, lecz tarczą ludzkiej godności. Agata – której imię po grecku oznacza „dobra” – uczy, że prawdziwe dobro potrafi zwyciężyć każdy ogień: zarówno ten niszczący miasta, jak i ten, który próbuje spalić ludzkie sumienia.

Jej życie i męczeństwo są wezwaniem, by „nie wstydzić się wstydu”, strzec Bożego obrazu w sobie i z odwagą serca trwać przy Ewangelii. Właśnie wtedy – jak pokazuje historia św. Agaty – nawet lawa może się zatrzymać.

Modlitwa do św. Agaty z 1857 r.

Święta Agato, zacności swojej równająca się cnotą, gardzicielko przyjaźni, i wzgląd ludzkich, a miłośnico Chrystusowa, i czystości. Tyś jest Patronką broniącą od ogniów, pokazałaś to, kiedyś Ojczyznę swoją płaszczem twoim od spalenia zachowała; proszę cię serdecznie, abyś mnie, i bliźnich moich broniła od ognia, i wyjednała u Boga ugaszenie ognia pożądliwości, i zapalczywości w gniewie, a najbardziej, żeby dusza moja ogniem piekielnym nie gorzała, który dla mnie zalej Jezu Ukrzyżowany, Krwią Twoją Najświętszą przez Panieństwo, i męczeństwo Świętej Agaty, obmyj mnie ze wszystkich grzechów, żebym był (była) czystym (czystą) w oczach twoich, jako ta Święta Panna, i z nią Ciebie chwalił (chwaliła) na wieki. Amen.

Znadniemna.pl/Na zdjęciu: obraz Francisco de Zurbarán, Święta Agata 

5 lutego wspominamy św. Agatę, dziewicę i męczennicę z Sycylii, której niezłomna wiara i odwaga przetrwały wieki. Jej życie, pełne poświęcenia i wierności Bogu, stało się symbolem ochrony przed ogniem – zarówno dosłownym, jak i tym w ludzkich sercach. W tym dniu tradycyjnie poświęca się

Pięciu mężczyzn zostało zatrzymanych za udział w grupie przestępczej, która przerzucała papierosy z Białorusi do Polski przy użyciu balonów meteorologicznych. Zjawisko to narasta w całym regionie, a litewskie służby notują rekordowe liczby zatrzymań i ostrzegają, że proceder zaczyna nosić znamiona działań hybrydowych.

Funkcjonariusze Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej, działając pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Siedlcach, rozbili grupę przestępczą operującą na terenie powiatu bialskiego. Jej członkowie wykorzystywali balony meteorologiczne do przerzutu papierosów z terytorium Białorusi. Według ustaleń śledczych od września 2025 do lutego 2026 roku na teren Polski trafiło w ten sposób co najmniej 48 tysięcy paczek papierosów różnych marek o wartości blisko miliona złotych, co przełożyło się na ponad dwa miliony złotych strat dla Skarbu Państwa. Podczas przeszukań w Siedlcach i okolicach zabezpieczono papierosy bez polskich znaków akcyzy oraz urządzenia GPS służące do lokalizowania ładunków.

Zatrzymano pięciu mężczyzn w wieku od 20 do 35 lat — dwóch obywateli Ukrainy, jednego Białorusina i dwóch Polaków. Wszyscy usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, przemytu wyrobów tytoniowych, naruszenia przepisów dotyczących ruchu lotniczego oraz naruszenia ustawy o przeciwdziałaniu wspieraniu agresji na Ukrainę. Grozi im od dziewięciu miesięcy do dwunastu lat pozbawienia wolności. Zatrzymani zostali tymczasowo aresztowani na trzy miesiące. W ostatnim tygodniu podobną metodą posługiwali się również dwaj obywatele Białorusi zatrzymani przez Podlaski Oddział Straży Granicznej — oni także trafili do aresztu.

Skala zjawiska nie ogranicza się jednak do Polski. Na Litwie w 2025 roku służby graniczne przechwyciły ponad 4,4 miliona paczek papierosów pochodzących z przemytu, co stanowi najwyższy wynik w historii tamtejszej straży granicznej. W ciągu roku odnotowano 917 przypadków kontrabandy, a w związku z przemytem z użyciem balonów meteorologicznych zatrzymano 21 osób. Litewskie służby podkreślają, że liczba incydentów naruszania przestrzeni powietrznej przez balony wysyłane z Białorusi sięgała momentami kilkudziesięciu dziennie.

Eksperci cytowani przez litewskie media oceniają, że wykorzystywanie balonów do przerzutu papierosów nie jest już wyłącznie działalnością kryminalną. Zwracają uwagę, że takie obiekty pozwalają testować reakcje systemów obrony powietrznej państw Unii Europejskiej, a masowe naruszenia granicy powietrznej mogą być elementem presji hybrydowej ze strony reżimu w Mińsku. Byli funkcjonariusze litewskich służb podkreślają, że balony są tanie, trudne do wykrycia i pozwalają przemytnikom działać z dużej odległości, co czyni je atrakcyjnym narzędziem zarówno dla grup przestępczych, jak i dla działań o charakterze politycznym. W ich ocenie „balony stały się narzędziem łączącym przestępczość z presją wywieraną na państwa graniczne UE”.

Znadniemna.pl na podstawie Strazgraniczna.pl, LRT.lt, na zdjęciu: jeden z uczestników grupy przemytniczej zatrzymany przez Straż Graniczną RP przy samochodzie z dostawą kontrabandy, będącej dowodem zbrodni, fot.: strazgraniczna.pl

Pięciu mężczyzn zostało zatrzymanych za udział w grupie przestępczej, która przerzucała papierosy z Białorusi do Polski przy użyciu balonów meteorologicznych. Zjawisko to narasta w całym regionie, a litewskie służby notują rekordowe liczby zatrzymań i ostrzegają, że proceder zaczyna nosić znamiona działań hybrydowych. Funkcjonariusze Nadbużańskiego Oddziału Straży

Dziś przypada rocznica śmierci Bronisława Jamontta (1886–1957) – malarza, pedagoga i profesora Uniwersytetów Wileńskiego i Toruńskiego. Przy tej okazji przypominamy życie i twórczość naszego krajana, którego prace utrwaliły piękno Wilna, Wileńszczyzny i Torunia oraz wpłynęły na kolejne pokolenia artystów.

Z Dokudowa w świat sztuki

Bronisław Jamontt urodził się 5 sierpnia 1886 roku w Dokudowie pod Lidą, w rodzinie Kazimierza i Marii ze Świackiewiczów. Z tym miejscem wiąże się także romantyczna historia miłości Konstantego Kalinowskiego i Marysi Jamontt, córki zarządcy pałacu w Dokudowie, Tadeusza Jamontta. To właśnie do narzeczonej Marii Jamontt Kalinowski pisał w „Listach spod szubienicy”: „Maryśka czarnobrewa, gołąbeczka moja”. Marysia miała brata Kazimierza, u którego w tym domu urodził się Bronisław – przyszły malarz i pedagog.

Dokudowo było dla młodego Bronisława pierwszą szkołą obserwacji natury i ludzi. Latem odbywały się tam plenery artystyczne, a nie tak dawno to miejsce przyciąło artystów z całej Europy, którzy uczestniczyli w plenerach imienia Jamontta nad brzegiem Niemna.

Wileńska edukacja i pierwsze podróże

Zaułek św. Kazimierza – Wilno, 1928

Jamontt uczęszczał do I Gimnazjum Klasycznego w Wilnie, równocześnie rozwijając talent w Wileńskiej Szkole Rysunkowej u Iwana Trutniewa i Iwana Rybakowa. W latach 1908–1910 studiował prawo w Petersburgu, przy czym dorywczo kontynuował edukację artystyczną. W tym czasie odbył podróż do Krakowa i Zakopanego, gdzie zetknął się z malarstwem Józefa Stanisławskiego i malował w plenerze wspólnie z malarzami jego „szkoły”.

Po powrocie Jamontt uczył rysunku w okolicznych majątkach ziemiańskich, później w Szkole Realnej Polskiej Macierzy Szkolnej w Homlu, a następnie w Wilnie – m.in. na kursach maturalnych przy Gimnazjum im. Króla Zygmunta Augusta. Równolegle intensywnie malował.

Jego pierwsza wystawa odbyła się już w 1915 roku w Wilnie. W kolejnych latach Jamontt prezentował swoje prace w najważniejszych ośrodkach artystycznych Europy: w Warszawie (Zachęta), Paryżu, Brukseli, Hadze, Amsterdamie, Bukareszcie, Kopenhadze, Berlinie, Monachium, Rydze, a nawet w Moskwie. Był artystą znanym i cenionym jeszcze przed II wojną światową.

Od 1928 do 1934 roku studiował na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, a w 1932 roku został asystentem Ferdynanda Ruszczyca. Po śmierci mistrza przejął obowiązki kierownika katedry pejzażu, a w 1937 roku uzyskał stanowisko profesora nadzwyczajnego.

Wykształcił wielu uczniów, w tym Aleksandra Trojkowicza, a równocześnie podróżował po Europie, uczestniczył w licznych wystawach i zdobywał nagrody. Brał także udział w prezentacji sztuki polskiej na międzynarodowych wystawach malarstwa urządzanych przez Carnegie Institute w USA

Pejzaż jako wybór świadomy

„Pejzaż z drzewami”, 1933 r.

„Cerkiew”, 1936 r.

Twórczość Jamontta można opisać jako podróż przez różne sposoby widzenia świata. Początkowo tworzył drobne szkice i obrazy – swobodne, technicznie perfekcyjne, pozwalające zgłębiać formę i kolor. Stopniowo coraz częściej malował pejzaże miejskie i krajobrazy, wiernie obserwując naturę, ale stosując lekką stylizację dla poprawy kompozycji.

„Dom nad jeziorem”, 1936 r.

Najbardziej wymagające były monumentalne kompozycje, nad którymi pracował miesiącami. To właśnie one w pełni ujawniają jego wirtuozerię, warsztat, ekspresję i zdolność oddania charakteru miejsc, które uwieczniał. Obrazy te, wymagające precyzji i cierpliwości, pozostają świadectwem jego mistrzostwa i artystycznej konsekwencji.

Jamontt niemal całe życie pozostał wierny pejzażowi. Malował Wilno, Wileńszczyznę, Polesie, a po wojnie także Toruń. Posługiwał się różnymi technikami – olejem, akwarelą, gwaszem – jednak szczególne miejsce w jego twórczości zajmowała tempera.

Jak pisał Jerzy Hoppen w 1939 roku, Jamont był artystą, w którego twórczości spotykają się dwa podstawowe elementy sztuki: mistrzostwo i uczucie. Wypracował własną, rozpoznawalną technikę temperową: od malarstwa kryjącego, przez laserunki, aż po odważne zdrapywanie warstw farby nożem czy szpachlą. Nie była to gra formalna, lecz świadome poszukiwanie języka, który pozwalał wyrazić „istotę rzeczy”.

Krytycy podkreślali harmonię jego prac – zgodność rysunku, koloru, światłocienia i kompozycji. Jamontt nie ulegał modom ani pokusie naśladowania Van Gogha, Gauguina czy paryskiej awangardy. Tworzył własny nurt, określany wręcz jako „pejzaż w stylu Jamontta”, który znalazł naśladowców.

„Wiatrak”, 1940 r.

Wojna, Toruń i nowe środowisko

„Podwórko w Wilnie”, 1944

„Zima na Wileńszczyźnie”

W czasie II wojny światowej Jamontt zaangażował się w tajne nauczanie na poziomie uniwersyteckim. Po 1945 roku znalazł się w Toruniu, gdzie odegrał kluczową rolę w tworzeniu Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Organizował Sekcję Sztuk Pięknych, przekształconą w 1946 roku w Wydział Sztuk Pięknych, którego był dziekanem i kierownikiem katedr.

„Drzewa nad stawem”, 1942 r.

W Toruniu kontynuował twórczość pejzażową i działalność pedagogiczną, kształcąc kolejne pokolenia artystów. W 1953 roku uzyskał stopień doktora nauk o sztuce, a wcześniej – w 1930 roku – został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi.

„Kościół na podgórzu w Toruniu”, ok. 1950

Jamontt pozostawił po sobie tysiące obrazów i 158 albumów dokumentujących miasta i krajobrazy II Rzeczypospolitej.

„Wiatrak”, 1954 r.

„Pejzaż – deszcz II”, 1953 r.

Bronisław Jamontt zmarł 4 lutego 1957 roku w Toruniu. Spoczywa na cmentarzu św. Jerzego. Choć los rzucił go z Lidczyzny do Wilna, a potem do Torunia, w historii sztuki pozostał przede wszystkim wilnianinem – artystą pogranicza, który potrafił z pejzażu uczynić nie tylko temat, lecz formę refleksji nad światem.

Nagrobek Bronisława Jamontta na cmentarzu św. Jerzego w Toruniu

Jak trafnie pisał Jerzy Hoppen: „Jamontt jest jeden i nie ma drugiego podobnego. Jamontt jest wilnianinem i dumą Wilna.”

To zdanie do dziś pozostaje jedną z najcelniejszych charakterystyk jego sztuki.

Opr. Waleria Brażuk/Fot.: wikipedia.org, desa.pl, bu.umk.pl /Znadniemna.pl

 

Dziś przypada rocznica śmierci Bronisława Jamontta (1886–1957) – malarza, pedagoga i profesora Uniwersytetów Wileńskiego i Toruńskiego. Przy tej okazji przypominamy życie i twórczość naszego krajana, którego prace utrwaliły piękno Wilna, Wileńszczyzny i Torunia oraz wpłynęły na kolejne pokolenia artystów. Z Dokudowa w świat sztuki Bronisław Jamontt urodził

W styczniu polska Straż Graniczna przechwyciła około 1,75 mln sztuk papierosów przemycanych z Białorusi za pomocą balonów meteorologicznych. Wartość tej kontrabandy oszacowano na blisko 2 mln zł. W tym samym czasie Litwa zmagała się z masowymi naruszeniami swojej przestrzeni powietrznej i zatrzymała 21 osób powiązanych z podobną siatką przemytniczą. Zjawisko, które jeszcze niedawno wydawało się marginalne, dziś urasta do rangi regionalnego problemu bezpieczeństwa.

Polskie służby graniczne poinformowały, że w wyniku działań prowadzonych w styczniu zabezpieczono 1,75 mln sztuk papierosów bez polskich znaków akcyzy, przerzuconych z terytorium Białorusi za pomocą balonów meteorologicznych. Według szacunków Straży Granicznej wartość rynkowa całej partii wynosi niemal 2 mln zł. Przemytnicy wykorzystują balony napełniane lekkim gazem i wyposażone w proste systemy lokalizacyjne, aby omijać fizyczne i elektroniczne zabezpieczenia granicy. Służby podkreślają, że metoda ta jest nie tylko trudna do wykrycia, lecz także potencjalnie niebezpieczna dla ruchu lotniczego.

Podobny problem w jeszcze większej skali dotknął Litwę. W grudniu litewskie służby przeprowadziły szeroko zakrojoną operację, w której udział wzięło ponad 140 funkcjonariuszy policji kryminalnej, jednostek antyterrorystycznych i straży granicznej. Efektem było zatrzymanie 21 osób powiązanych z siecią przemytniczą wykorzystującą balony meteorologiczne do przerzutu papierosów z Białorusi. Litewskie władze podkreślają, że w ostatnich tygodniach balony wielokrotnie naruszały przestrzeń powietrzną kraju, a w jednym z dni odnotowano blisko 60 takich incydentów. Wilno uznało to nie tylko za działalność kryminalną, lecz także za potencjalny element presji hybrydowej ze strony Mińska.

Skala zjawiska zmusiła Litwę do wprowadzenia stanu wyjątkowego na całym terytorium państwa. Władze podkreślają, że balony destabilizowały pracę lotniska w Wilnie, znajdującego się zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od granicy. Eksperci zwracają uwagę, że choć przemytnicy wykorzystują balony głównie do transportu papierosów, to sama metoda może zostać użyta również do innych celów, co budzi dodatkowe obawy w regionie.

Polska i Litwa, choć dotknięte w różnym stopniu, mierzą się dziś z tym samym problemem: nową, trudną do przewidzenia i trudną do zwalczania metodą przemytu, która wymyka się tradycyjnym schematom działania służb. Balony meteorologiczne, jeszcze niedawno kojarzone wyłącznie z badaniami atmosfery, stały się narzędziem przestępczości transgranicznej i elementem gry politycznej prowadzonej przez reżim w Mińsku. W obliczu rosnącej liczby incydentów oba kraje intensyfikują współpracę i analizują możliwości wzmocnienia systemów monitorowania przestrzeni powietrznej, aby powstrzymać ten nietypowy, lecz coraz bardziej uciążliwy proceder.

Znadniemna.pl na podstawie Podlaski.strazgraniczna.pl, na zdjęciu: ładunki z papierosami przemyconymi przy pomocy balonów meteorologicznych, fot.: POSG

W styczniu polska Straż Graniczna przechwyciła około 1,75 mln sztuk papierosów przemycanych z Białorusi za pomocą balonów meteorologicznych. Wartość tej kontrabandy oszacowano na blisko 2 mln zł. W tym samym czasie Litwa zmagała się z masowymi naruszeniami swojej przestrzeni powietrznej i zatrzymała 21 osób powiązanych

Przejdź do treści