HomeStandard Blog Whole Post (Page 2)

W grodzieńskiej dzielnicy Alszanka otwarto nowy kościół pw. Ducha Świętego. Parafia, licząca około 2500 wiernych, po latach modlitwy pod gołym niebem i w tymczasowej kaplicy, wreszcie doczekała się własnej świątyni, w której rozpoczęto regularne nabożeństwa.

Wspólnota Ducha Świętego należy do najmłodszych parafii Grodna. Została powołana w 2012 roku, aby objąć duszpasterską opieką mieszkańców szybko rozbudowującej się Alszanki. Przez ponad dekadę wierni gromadzili się na modlitwie w warunkach polowych, przy niewielkiej kapliczce wzniesionej własnymi siłami.

Tak wyglądały nabożeństwa w Parafii pw. Ducha Świętego na Alszance przed wybudowaniem kościoła, fot.: vgr.by

Zabiegi o zgodę na budowę kościoła trwały długo, jednak determinacja parafian i potrzeby rosnącej dzielnicy doprowadziły do rozpoczęcia inwestycji. Proboszczem parafii, która doczekała się własnej świątyni jest ksiądz kanonik Paweł Sałabuda.

Nowy kościół został już udostępniony wiernym, a w jego murach odprawiane są pierwsze msze święte. Choć prace wykończeniowe mogą jeszcze trwać, kościół pełni już funkcję centrum życia religijnego i wspólnotowego. Parafia na Alszance liczy około 2500 wiernych, w tym ponad 500 dzieci, co czyni ją jedną z najbardziej dynamicznych wspólnot w diecezji grodzieńskiej.

Otwarcie kościoła jest spełnieniem wieloletnich starań i ważnym momentem dla mieszkańców Alszanki, którzy przez lata budowali swoją wspólnotę mimo trudnych warunków. Nowa świątynia ma stać się miejscem modlitwy, katechezy i spotkań, a także przestrzenią integrującą lokalną katolicką społeczność.

Znadniemna.pl, ilustracja: tak prezentuje się wizerunek nowego kościoła i przylegających do niego budynków na stronie Parafii Ducha Świętego na Alszance w Grodnie, fot.: Swduch.by

W grodzieńskiej dzielnicy Alszanka otwarto nowy kościół pw. Ducha Świętego. Parafia, licząca około 2500 wiernych, po latach modlitwy pod gołym niebem i w tymczasowej kaplicy, wreszcie doczekała się własnej świątyni, w której rozpoczęto regularne nabożeństwa. Wspólnota Ducha Świętego należy do najmłodszych parafii Grodna. Została powołana w

W górnym kościele św. Aleksandra w Warszawie odbyła się 4 stycznia wyjątkowa Msza św., celebrowana w trzech językach – polskim, białoruskim i ukraińskim.

W przeddzień święta Objawienia Pańskiego (potocznie zwanego świętem Trzech Króli) w kościele św. Aleksandra w Warszawie zgromadzili się wierni trzech narodów: Polacy, Białorusini i Ukraińcy. Msza została odprawiona w trzech językach, a jej centralnym punktem było poświęcenie figur Trzech Króli, z których każda reprezentuje jeden z bratnich narodów. Figurami, wykonanymi ze składek wiernych, upamiętniono wspólnotę i duchową bliskość społeczności żyjących dziś obok siebie w Polsce.

Liturgii przewodniczył pochodzący z Białorusi i ukrywający się w Polsce przed represjami reżimu Łukaszenki ks. Wiaczesław Barok, a współcelebransami nabożeństwa byli proboszcz parafii  św. Aleksandra ks. Mirosław Jaworski oraz greckokatolicki duchowny o. Piotr Jan Kuszka, reprezentujący społeczność ukraińską. Wypełniona po brzegi świątynia stała się miejscem modlitwy, wzruszenia i gestów solidarności między narodami, które w ostatnich latach szczególnie zbliżyły się do siebie w obliczu wspólnych doświadczeń i wyzwań.

Nabożeństwo było celebrowane przez trzech księży, reprezentujących narody polski, białoruski i ukraiński, fot: Racyja.com

Po zakończeniu liturgii uczestnicy wyszli przed kościół, gdzie odbyło się uroczyste poświęcenie figur. Wierni podkreślali symboliczny wymiar wydarzenia – Trzej Królowie, stojący obok siebie, mieli wyrażać jedność, wzajemny szacunek i gościnność, jakiej doświadczają w Polsce zarówno Białorusini, jak i Ukraińcy. Wielu uczestników robiło pamiątkowe zdjęcia, dzieląc się wrażeniami w swoich językach, ale w atmosferze pełnego zrozumienia i wspólnoty.

Uroczystość poświęcenia figur Trzech Króli w Warszawie, fot: Racyja.com

Jak zauważył jeden z wiernych: „to wydarzenie pokazuje, że mimo różnych historii i doświadczeń, potrafimy być razem – w modlitwie, w codzienności i w nadziei na lepszą przyszłość”.

Znadniemna.pl na podstawie Racyja.com, fot.: Racyja.com

W górnym kościele św. Aleksandra w Warszawie odbyła się 4 stycznia wyjątkowa Msza św., celebrowana w trzech językach – polskim, białoruskim i ukraińskim. W przeddzień święta Objawienia Pańskiego (potocznie zwanego świętem Trzech Króli) w kościele św. Aleksandra w Warszawie zgromadzili się wierni trzech narodów: Polacy, Białorusini

W Grodzieńskim Państwowym Muzeum Historyczno‑Archeologicznym eksponowana jest wyjątkowa kolekcja dawnych starodruków, wydanych przed 1800 rokiem. Wśród nich szczególne miejsce zajmuje kalendarz krakowski na rok 1717, najstarszy w całym zbiorze. Kalendarz przetrwał wojny, zmiany granic i upadek imperiów, by dziś opowiadać o tym, jak ludzie sprzed trzech stuleci rozumieli czas, kosmos i własne życie.

Kalendarz z 1717 roku jest eksponatem, który nie tylko przyciąga wzrok, lecz także otwiera drzwi do minionych epok. To delikatny, ale niezwykle wymowny świadek historii, który pozwala zajrzeć w codzienność człowieka XVIII wieku.

W osiemnastym stuleciu Grodno było ważnym ośrodkiem drukarskim Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Działała tu drukarnia królewska, z której wychodziły książki, broszury, ogłoszenia, a także kalendarze. Dla ówczesnego odbiorcy kalendarz nie był jedynie zestawieniem dni i miesięcy. Stanowił kompendium wiedzy: zawierał bowiem informacje praktyczne, wskazówki dotyczące prac gospodarskich, a nawet elementy astrologiczne, które pomagały przewidywać „pomyślne” i „niepomyślne” dni.

Kalendarz krakowski na 1717 rok jest tego znakomitym przykładem. Choć liczy ponad trzysta lat, wciąż zachwyca czytelnością i bogactwem treści. Oprócz dat znajdują się w nim opisy zjawisk astronomicznych, faz Księżyca, a także wskazówki, które miały ułatwiać planowanie podróży, prac polowych czy ważnych przedsięwzięć. To świadectwo epoki, w której nauka i astrologia wciąż splatały się ze sobą, tworząc obraz świata pełen symboli i zależności.

Szczególną uwagę przyciąga warstwa graficzna tego starodruku. Dawne kalendarze zdobiono bowiem wizerunkami bóstw, utożsamianych ze Słońcem i planetami. Nie były to tylko upiększenia — wspomniane elementy graficzne miały przypominać o kosmicznym porządku, w którym każda planeta miała swój charakter i wpływ na ludzkie życie. W niektórych kalendarzach pojawiały się nawet ruchome elementy: obrotowe tarcze z nazwami świąt, znakami zodiaku czy wskazaniami astronomicznymi. Były to małe, papierowe mechanizmy, które pozwalały „ustawić” kalendarz zgodnie z potrzebami użytkownika.

Patrząc dziś na arkusz kalendarza z 1717 roku, trudno nie poczuć szacunku dla jego twórców. Starodruk przypomina, że nawet w czasach bez elektroniki, aplikacji i cyfrowych plannerów, ludzie starali się uporządkować czas, zrozumieć rytmy natury i odnaleźć swoje miejsce w wielkim kosmosie. A może właśnie w takim starodruku kryje się więcej mądrości, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

 Znadniemna.pl na podstawie Hpravy.org, na zdjęciu: kalendarz krakowski na 1717 rok, fot.: Hpravy.org

W Grodzieńskim Państwowym Muzeum Historyczno‑Archeologicznym eksponowana jest wyjątkowa kolekcja dawnych starodruków, wydanych przed 1800 rokiem. Wśród nich szczególne miejsce zajmuje kalendarz krakowski na rok 1717, najstarszy w całym zbiorze. Kalendarz przetrwał wojny, zmiany granic i upadek imperiów, by dziś opowiadać o tym, jak ludzie sprzed

4 stycznia przypada rocznica urodzin Joachima Litawora Chreptowicza – ostatniego kanclerza Wielkiego Księstwa Litewskiego, reformatora i jednego z najwybitniejszych bibliofilów epoki. Historycy zgodnie podkreślają, że jego największym dziełem była Biblioteka Chreptowiczów w Szczorsach – kolekcja, którą badacze określają jako „jedną z najcenniejszych prywatnych bibliotek dawnej Rzeczypospolitej”.

Polityk, którego ceniono za rozum i charakter

Joachim Litawor Chreptowicz urodził się 4 stycznia 1729 roku. W źródłach historycznych pojawia się jako postać „rozumna, umiarkowana i życzliwa”, a Adam Demby określał go jako jedną z najbardziej sympatycznych i światłych osobowości swojej epoki. Jego kariera polityczna była długa i konsekwentna, a jej zwieńczeniem było objęcie urzędu ostatniego kanclerza Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Jako współtwórca Komisji Edukacji Narodowej Chreptowicz należał do grona tych, którzy rozumieli, że przyszłość państwa zależy od poziomu wykształcenia obywateli. W opracowaniach dotyczących KEN jego nazwisko pojawia się wśród reformatorów, którzy łączyli praktyczną wiedzę z szerokimi horyzontami intelektualnymi. Właśnie ta postawa – przekonanie, że wiedza jest fundamentem państwa – doprowadziła go do stworzenia własnego centrum naukowego.

Choć pełnił najwyższe urzędy, to właśnie praca intelektualna i troska o dziedzictwo kulturowe były dla niego najważniejsze. Z czasem to nie funkcje państwowe, lecz prywatna biblioteka w Szczorsach stała się jego najtrwalszym pomnikiem.

Fasada pałacu Chreptowiczów w Szczorsach, stan sprzed I wojny światowej, źródło: Wikipedia

Powstawanie biblioteki

Jednym z najważniejszych fundamentów szczorsowskiego księgozbioru była słynna biblioteka europejskich starodruków kardynała Giuseppe Renato Imperialiego. Po śmierci hierarchy jego ogromne zbiory trafiły do państwa, a następnie na rynek antykwaryczny. Wśród kolekcjonerów wykupujących te rzadkie woluminy Chreptowicz okazał się największym i najbardziej konsekwentnym nabywcą. To właśnie z tej kolekcji pochodziło niezwykle cenne zestawienie religijnych pamfletów epoki reformacji.

Gmach biblioteki w Szczorsach – stan na koniec XVIII stulecia, fot.: Wikipedia

Drugim wielkim źródłem była część rozproszonej Biblioteki Załuskich – jednego z najambitniejszych projektów bibliotecznych dawnej Rzeczypospolitej. Po aresztowaniu Józefa Andrzeja Załuskiego rosyjski pomocnik bibliotekarza zaczął potajemnie wyprzedawać tomy, co doprowadziło do utraty około 20 tysięcy woluminów. Po zdobyciu Warszawy przez Suworowa cała biblioteka została potraktowana jako trofeum wojenne i wywieziona do Petersburga, a część ksiąg sprzedawano po drodze każdemu, kto chciał je nabyć. Właśnie w ten sposób najcenniejsze egzemplarze trafiały na aukcje, gdzie kupował je Chreptowicz, ratując je przed ostatecznym rozproszeniem.

Trzecim filarem kolekcji były książki z bibliotek skasowanych katolickich klasztorów, które Chreptowicz nabywał podczas podróży po Europie. Szczególne znaczenie miało wykupienie biblioteki hrabiego Michała Rajeckiego, w której znajdowały się prawdziwe skarby: korespondencja Bohdana Chmielnickiego z polskimi hetmanami, oryginał jego manifestu do Kozaków, dziennik polskiego poselstwa w Moskwie z 1686 roku oraz dziennik Maryny Mniszek. Ten zestaw rękopisów stanowił jeden z najcenniejszych segmentów całej kolekcji.

Szczorse – miejsce wizyt badaczy

Biblioteka była otwarta dla uczonych badaczy, co w XVIII wieku nie było oczywistością. Współczesne opracowania podkreślają, że Chreptowicz traktował ją jako dobro publiczne, a nie prywatny skarbiec. Dzięki temu Szczorse stały się ważnym ośrodkiem pracy naukowej, odwiedzanym przez historyków, pisarzy i studentów.

Kompleks pałacowo-parkowy w Szczorsach, źródło: Tygodnik Ilustrowany, 1878 r.

Wśród gości biblioteki znajdowali się m.in. . Joachim Lelewel, Józef Jaroszewicz, Władysław Syrokomla czy Kazimierz Gliński. W tradycji badawczej pojawia się także informacja, że Adam Mickiewicz korzystał tu z materiałów do „Konrada Wallenroda” i „Grażyny”, znajdując w księgozbiorze Chreptowicza kroniki i dokumenty dotyczące historii Litwy.

Biblioteka była więc nie tylko zbiorem książek, lecz także przestrzenią spotkań i wymiany myśli. W czasach, gdy państwo chyliło się ku upadkowi, w Szczorsach trwała praca nad zachowaniem pamięci o jego przeszłości.

Losy biblioteki, po śmierci jej twórcy

Po śmierci Chreptowicza bibliotekę przejął jego syn Adam, który kontynuował dzieło ojca. Jednak XIX i XX wiek przyniosły kolekcji dramatyczne losy. Część zbiorów została wywieziona do Petersburga, gdzie trafiła do zbiorów Cesarskiej Biblioteki Publicznej. Inne segmenty uległy rozproszeniu w wyniku sprzedaży, dziedziczenia i kolejnych zawieruch politycznych.

Gmach biblioteki w Szczorsach – stan współczesny, fot.: Radzima.org

Najtragiczniejszy cios przyszedł w 1941 roku, kiedy podczas działań wojennych znaczna część księgozbioru spłonęła. Zniszczeniu uległy nie tylko druki, lecz także rękopisy i dokumenty, których wartość była nie do przecenienia. To wydarzenie do dziś uznawane jest za jedną z największych strat w historii prywatnych zbiorów na dawnych ziemiach Rzeczypospolitej.

Współczesne instytucje kultury – m.in. Narodowa Biblioteka Ukrainy im. Wernadskiego – określają zbiory chreptowiczowskie jako „fundamentalne dla badań nad historią regionu”. To opinia, która powtarza się w wielu opisach: kolekcja jest nie tylko świadectwem epoki, lecz także źródłem o ogromnej wartości naukowej.

Badacze zgodnie podkreślają, że Biblioteka Chreptowiczów była jednym z najważniejszych prywatnych księgozbiorów dawnej Rzeczypospolitej, a jej twórca – jednym z najwybitniejszych bibliofilów swojej epoki.

Gdzie dziś są rozproszone skarby Chreptowiczów

Losy biblioteki po 1812 roku były burzliwe, a jej rozproszenie – nieuniknione. Największa zachowana część księgozbioru znajduje się dziś w Narodowej Bibliotece Ukrainy im. Wernadskiego w Kijowie, dokąd trafiła po XIX‑wiecznych przenosinach i późniejszych ewakuacjach. To właśnie tam przechowywane są najcenniejsze rękopisy, w tym dokumenty dotyczące XVII‑wiecznej historii Rzeczypospolitej i Ukrainy. Ukraińscy badacze podkreślają, że kolekcja chreptowiczowska jest jednym z najważniejszych zespołów źródłowych do dziejów regionu.

Kolejne części zbioru znajdują się w Rosji, dokąd trafiły w różnych momentach XIX i XX wieku. Znaczący segment rękopisów i druków przechowywany jest w Bibliotece Narodowej w Petersburgu, która odziedziczyła część materiałów wywiezionych jeszcze w epoce carskiej. W wyniku powojennych przesunięć, ewakuacji i konfiskat część tomów trafiła również do bibliotek w Ufie i Saratowie, gdzie do dziś pozostają w zbiorach specjalnych, często nie w pełni skatalogowanych.

Rozproszenie biblioteki Chreptowiczów jest jednym z najbardziej wymownych przykładów losów prywatnych kolekcji na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej. Choć księgozbiór nie istnieje już jako całość, jego fragmenty – rozsiane między Kijowem, Petersburgiem, Ufą i Saratowem – nadal świadczą o ogromnej skali przedsięwzięcia Joachima Litawora Chreptowicza. Badacze podkreślają, że nawet w tej postaci biblioteka pozostaje jednym z najważniejszych pomników kultury polskiej, litewskiej i białoruskiej.

W 2009 roku nastąpił ważny gest symboliczny i naukowy: strona ukraińska przekazała Białorusi pełny wariant elektroniczny zachowanej części księgozbioru Chreptowiczów. Cyfrowa kopia trafiła do Biblioteki Narodowej Białorusi, umożliwiając badaczom dostęp do materiałów, które od dziesięcioleci znajdowały się poza granicami kraju. Ten akt współpracy stał się jednym z najważniejszych momentów w nowożytnych dziejach recepcji biblioteki szczorsowskiej.

W ostatnich latach do Białorusi wróciła także niewielka, lecz symbolicznie niezwykle ważna część księgozbioru, która przez ponad sto lat znajdowała się w Niemczech. Podczas I wojny światowej jeden z niemieckich żołnierzy zabrał ze splądrowanej biblioteki w Szczorsach kilka unikatowych książek. Przechowywał je przez całe życie, nakazując swoim dzieciom, by kiedyś zwróciły je prawowitym właścicielom. W 2020 roku jego wnuk odnalazł Fundację „Szczorsy i Chreptowicze” i przekazał cymelia na Białoruś. Ten gest prywatnej pamięci i odpowiedzialności sprawił, że do kraju wróciły kolejne fragmenty dziedzictwa Chreptowiczów, zamykając po ponad wieku niezwykłą historię ich wojennej tułaczki.

 Przekazane Białorusi unikatowe eksponaty z księgozbioru Chreptowiczów:

Fot.: Narodowa Biblioteka Białorusi

Fot.: Narodowa Biblioteka Białorusi

Fot.: Narodowa Biblioteka Białorusi

Fot.: Narodowa Biblioteka Białorusi

Opr. Adolf Gorzkowski, na zdjęciu tytułowym – Joachim Chreptowicz na obrazie pędzla J. Grassi, 1795 r. źródło: Wikipedia

4 stycznia przypada rocznica urodzin Joachima Litawora Chreptowicza – ostatniego kanclerza Wielkiego Księstwa Litewskiego, reformatora i jednego z najwybitniejszych bibliofilów epoki. Historycy zgodnie podkreślają, że jego największym dziełem była Biblioteka Chreptowiczów w Szczorsach – kolekcja, którą badacze określają jako „jedną z najcenniejszych prywatnych bibliotek dawnej

Arcybiskup Tadeusz Kondrusiewicz, jedna z najważniejszych postaci Kościoła katolickiego na Białorusi i w Rosji, kończy dzisiaj 80 lat. Jego życiorys to opowieść o człowieku, który w czasach historycznych przemian potrafił łączyć odwagę, kompetencję i głęboką wiarę, odbudowując struktury kościelne tam, gdzie przez dziesięciolecia były one niemal nieobecne.

Urodzony 3 stycznia 1946 roku w Odelsku, zanim został kapłanem, ukończył studia inżynierskie na Politechnice Leningradzkiej, uzyskując w 1970 roku dyplom mechanika energetyka. Po kilku latach pracy zawodowej zdecydował się na drogę kapłańską i wstąpił do seminarium w Kownie, gdzie przygotowywał się do święceń, które przyjął 31 maja 1981 roku.

W 1989 roku papież Jan Paweł II mianował go biskupem i osobiście udzielił mu sakry w bazylice św. Piotra. Był to moment przełomowy — Kościół katolicki na terenach ZSRR dopiero odzyskiwał możliwość swobodnego działania. Kondrusiewicz został najpierw administratorem apostolskim Mińska, a od 1991 roku administratorem apostolskim dla katolików obrządku łacińskiego w Rosji. Właśnie tam odegrał kluczową rolę w odbudowie parafii, struktur diecezjalnych i życia religijnego po dekadach represji.

W 2002 roku został metropolitą moskiewskim, a pięć lat później — arcybiskupem metropolitą mińsko‑mohylewskim, którym pozostał do 2021 roku. Kierował także Konferencją Episkopatu Rosji (1999–2005) oraz Konferencją Episkopatu Białorusi (2015–2021). W 2008 roku Katolicki Uniwersytet Lubelski uhonorował go tytułem doktora honoris causa, podkreślając wkład  hierarchy w odrodzenie Kościoła na Wschodzie.

W ostatnich latach arcybiskup otwarcie informował o swoich zmaganiach z chorobą nowotworową, dziękując wiernym za modlitwę i wsparcie. Jego postawa — pełna spokoju i ufności — stała się dla wielu dodatkowym świadectwem wiary.

Dziś, w dniu jego 80. urodzin, wspominany jest jako pasterz, który potrafił łączyć organizatorską konsekwencję z duszpasterską wrażliwością. Jego dorobek pozostaje jednym z najważniejszych rozdziałów w historii współczesnego Kościoła na Białorusi i w Rosji.

Redakcja portalu Znadniemna.pl składa Jego Ekscelencji Arcybiskupowi Tadeuszowi Kondrusiewiczowi najserdeczniejsze życzenia z okazji 80. urodzin. Dziękujemy za lata niezłomnej służby Kościołowi, za troskę o wiernych na Białorusi i w całej przestrzeni postsowieckiej oraz za świadectwo wiary, które pozostaje źródłem inspiracji dla kolejnych pokoleń. Życzymy Ekscelencji zdrowia, pokoju serca i nieustannej opieki Bożej w każdym dniu dalszej drogi.

Znadniemna.pl na podstawie oficjalnego biogramu arcybiskupa Tadeusza Kondrusiewicza opublikowanego przez Konferencję Episkopatu Białorusi oraz materiałów Vatican News, fot.: Facebook.com/WspolnotaiPamiec

Arcybiskup Tadeusz Kondrusiewicz, jedna z najważniejszych postaci Kościoła katolickiego na Białorusi i w Rosji, kończy dzisiaj 80 lat. Jego życiorys to opowieść o człowieku, który w czasach historycznych przemian potrafił łączyć odwagę, kompetencję i głęboką wiarę, odbudowując struktury kościelne tam, gdzie przez dziesięciolecia były one

Od 1 stycznia 2026 roku zaczęła obowiązywać największa od 90 lat reforma polskiej ortografii. Rada Języka Polskiego uprościła i ujednoliciła szereg zasad, likwidując wiele wyjątków i niekonsekwencji, które od lat sprawiały trudność zarówno uczniom, jak i dorosłym. Zmiany obejmują pisownię wielką i małą literą, łączną i rozdzielną, użycie łącznika, a także pisownię nazw mieszkańców miast.

Poniżej przedstawiamy najważniejsze nowe reguły — w formie praktycznego przewodnika:

  1. Wielkie litery w nazwach mieszkańców miast i regionów

To najbardziej medialna i widoczna zmiana. Od 2026 r. nazwy mieszkańców miast, dzielnic i regionów piszemy wielką literą.

Było:

  • krakowianin
  • gdańszczanin
  • nowosądeczanin

Jest:

  • Krakowianin
  • Gdańszczanin
  • Nowosądeczanin

Zmiana dotyczy również form żeńskich i liczby mnogiej: Krakowianka, Krakowianie, Gdańszczanki itd.

  1. Wielkie litery w nazwach ulic, placów, rond, alei

Od teraz pierwszy człon nazw typu „plac”, „rondo”, „aleja”, „ulica” piszemy wielką literą, jeśli jest częścią nazwy własnej.

Było:

  • plac Szczepański
  • rondo Mogilskie

Jest:

  • Plac Szczepański
  • Rondo Mogilskie
  1. Uproszczenia w pisowni z „nie”

Reforma likwiduje wiele wyjątków. Od 2026 r. częściej piszemy łącznie, zwłaszcza w przypadkach, które wcześniej były niejednoznaczne.

Przykłady:

  • nienajsłodszy (zamiast: nie najsłodszy)
  • nienajlepiej (zamiast: nie najlepiej)

Zasada: jeśli wyrażenie ma charakter ocenny i tworzy jedną całość znaczeniową — piszemy łącznie.

  1. Zmiany w pisowni przedrostków: „super-”, „ekstra-”, „pół-”, „ćwierć-”

Rada Języka Polskiego ujednoliciła zasady pisowni przedrostków, które wcześniej były pełne wyjątków.

Najważniejsze reguły:

  • super- i ekstra- piszemy łącznie:
    • supernowoczesny
    • ekstramocny
  • pół piszemy łącznie, jeśli nie ma ryzyka niejednoznaczności:
    • półgodzinny
    • półfinał
  • łącznik stosujemy tylko wtedy, gdy drugi człon zaczyna się od samogłoski lub wielkiej litery:
    • pół-Europy
    • pół-Armii
  1. Nazwy nagród, orderów, wyróżnień

Od 2026 r. nazwy nagród piszemy wielką literą, jeśli odnoszą się do konkretnego wyróżnienia.

Było:

  • nagroda Nobla

Jest:

  • Nagroda Nobla

Podobnie:

  • Nagroda Pulitzera
  • Nagroda Nike
  1. Nazwy lokali, instytucji i wydarzeń

Ujednolicono zasady dotyczące nazw własnych miejsc i wydarzeń.

Przykłady:

  • Kawiarnia Słoneczna (nazwa własna lokalu)
  • Koncert Chopinowski (wydarzenie)
  1. Uproszczenia w pisowni łącznej i rozdzielnej

Reforma eliminuje wiele wyjątków, które dotyczyły wyrażeń złożonych.

Przykłady:

  • zamiast: „na prawdę” → naprawdę
  • zamiast: „po cichu” → pocichu (gdy ma znaczenie przysłówkowe)
  1. Ujednolicenie pisowni nazw własnych

Zmiany obejmują także nazwy geograficzne, kulturowe i historyczne.

Przykłady:

  • Koncert Chopinowski (z wielkiej litery, gdy odnosi się do twórczości Chopina)
  • Epoka Brązu (nazwa epoki)
  1. Zmiany w interpunkcji

Choć mniej nagłaśniane, również istotne.

Najważniejsze:

  • dopuszcza się większą swobodę w stawianiu przecinka przed „i”, gdy poprawia to czytelność tekstu
  • uproszczono zasady dotyczące przecinków przy imiesłowach
  1. Zmiany w pisowni zapożyczeń

Ujednolicono zasady zapisu wyrazów obcego pochodzenia.

Przykłady:

  • email zamiast: e-mail
  • online zamiast: on-line
  1. Zmiany w pisowni nazw zawodów i funkcji

Nazwy stanowisk nadal piszemy małą literą, ale doprecyzowano zasady dotyczące kontekstów oficjalnych.

Przykład:

  • prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
  • minister kultury

Podsumowanie: reforma, która ma ułatwić życie

Rada Języka Polskiego podkreśla, że celem zmian jest uproszczenie, ujednolicenie i zmniejszenie liczby wyjątków, a nie rewolucja dla samej rewolucji. Nowe zasady są bardziej intuicyjne i bliższe temu, jak Polacy faktycznie piszą na co dzień.

Znadniemna.pl na podstawie sjp.pwn.pl, źródło ilustracji: Locatheart.com

Od 1 stycznia 2026 roku zaczęła obowiązywać największa od 90 lat reforma polskiej ortografii. Rada Języka Polskiego uprościła i ujednoliciła szereg zasad, likwidując wiele wyjątków i niekonsekwencji, które od lat sprawiały trudność zarówno uczniom, jak i dorosłym. Zmiany obejmują pisownię wielką i małą literą, łączną

Rok 2026 będzie w Polsce czasem szczególnych rocznic i ważnych przypomnień. Senat RP przyjął uchwały ustanawiające pięciu patronów nadchodzącego roku, oddając hołd zarówno wybitnym postaciom polskiej kultury i życia publicznego, jak i wydarzeniom, które na trwałe wpisały się w historię kraju.

Decyzja senatorów obejmuje następujące patronaty: Miasto Gdynia, Robotnicze Protesty Czerwca 1976, Andrzej Wajda, Jerzy Giedroyc oraz bł. Matka Elżbieta Róża Czacka.

Gdynia – stulecie miasta z morza i marzeń

plakat okolicznościowy do 100-lecia Gdyni, źródło: gdynia.pl

W 2026 roku Gdynia obchodzi 100-lecie nadania praw miejskich. Senat podkreślił, że jest to miasto-symbol: nowoczesności II Rzeczypospolitej, odwagi w budowaniu własnej tożsamości i otwartości na świat. Jubileusz ma stać się okazją do przypomnienia o niezwykłej historii portu, który w ciągu kilku lat zmienił się z rybackiej osady w jedno z najważniejszych miejsc na mapie Polski.

Czerwiec ’76 – pamięć o robotniczym sprzeciwie

Robotnicze protesty Czerwca 1976 – jedno z kluczowych wydarzeń oporu społecznego w PRL, fot.: se.pl

Drugim patronatem są Robotnicze Protesty Czerwca 1976, które wybuchły w Radomiu, Ursusie i Płocku. Senat przypomniał, że wydarzenia te były jednym z kluczowych momentów oporu społecznego wobec władzy komunistycznej, a represje wobec uczestników stały się impulsem do powstania Komitetu Obrony Robotników. Rok 2026 ma być czasem upamiętnienia odwagi zwykłych ludzi, którzy zapłacili wysoką cenę za sprzeciw wobec niesprawiedliwości.

Andrzej Wajda – mistrz polskiego kina

Andrzej Wajda, fot.: Mariusz Kubik, Wikimedia commons

Wśród patronów znalazł się również Andrzej Wajda, jeden z najwybitniejszych reżyserów w historii polskiej kultury. Senat podkreślił jego wkład w budowanie międzynarodowego wizerunku Polski oraz niezwykłą umiejętność opowiadania o polskich losach w sposób zrozumiały dla świata. Rok 2026 będzie okazją do przypomnienia jego filmów, nagród i wpływu na kolejne pokolenia twórców.

Jerzy Giedroyc – redaktor, który zmieniał myślenie

Jerzy Giedroyc, fot.: Bohdan Paczowski, Culture.pl

Kolejnym patronem został Jerzy Giedroyc, twórca paryskiej „Kultury”, redaktor, który przez dekady kształtował polską myśl polityczną i intelektualną na emigracji. Senat zwrócił uwagę na jego konsekwencję, wizjonerstwo i wkład w budowanie dialogu z narodami Europy Środkowo‑Wschodniej. Patronat ma przypomnieć o aktualności jego idei w dzisiejszej debacie publicznej.

Bł. Matka Elżbieta Róża Czacka – świadectwo służby i empatii

Bł. Matka Elżbieta Róża Czacka, fot.: laski.edu.pl

Rok 2026 będzie również poświęcony bł. Matce Elżbiecie Róży Czackiej, założycielce Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach. Senat podkreślił jej niezwykłą działalność społeczną, duchową i edukacyjną, która do dziś inspiruje środowiska pracujące z osobami z niepełnosprawnościami. Jej życie ma przypominać o sile empatii i odpowiedzialności za drugiego człowieka.

 Znadniemna.pl na podstawie Senat RP

Rok 2026 będzie w Polsce czasem szczególnych rocznic i ważnych przypomnień. Senat RP przyjął uchwały ustanawiające pięciu patronów nadchodzącego roku, oddając hołd zarówno wybitnym postaciom polskiej kultury i życia publicznego, jak i wydarzeniom, które na trwałe wpisały się w historię kraju. Decyzja senatorów obejmuje następujące patronaty:

Dziś, w 80. rocznicę śmierci Sługi Bożego ojca Fabiana Abrantowicza MIC (1884–1946), pochylamy się nad życiem człowieka, którego losy stały się symbolem niezłomności, wierności i duchowej odwagi w czasach, gdy zło próbowało odebrać ludziom nie tylko wolność, lecz także godność i nadzieję.

Ojciec Fabian wyrósł z prostych, nowogródzkich korzeni — z domu, w którym uczono, że prawda jest wartością większą niż jakikolwiek ludzki lęk. Ta lekcja dzieciństwa stała się osią całego jego życia. Od pierwszych lat kapłaństwa imponował powagą, intelektualną dojrzałością i pragnieniem służby. Studiował w Petersburgu i Leuven (Belgia), zgłębiał filozofię i teologię, ale nigdy nie traktował wiedzy jako celu samego w sobie. Dla niego zdobywana erudycja stawała się narzędziem prowadzenia ludzi ku dobru.

Jako rektor seminarium duchownego w Mińsku kształtował pokolenia duchownych, ucząc, że wychowanie zaczyna się od formowania serca i sumienia. W czasach zamętu narodowego i religijnego dbał o język, kulturę i duchową tożsamość swoich wiernych, łącząc wymagania z ojcowską troską i spokojną stanowczością.

Jego życie nabrało nowego wymiaru, gdy jako marianin został wysłany na misję do Mandżurii. W Harbinie, na krańcu świata. Tutaj budował szkoły, sierocińce, internaty — struktury, które miały nieść nie tylko edukację, lecz także nadzieję. Dla ludzi zagubionych w obcym kraju był pasterzem, nauczycielem i ojcem. Wierzył, że Kościół jest tam, gdzie człowiek potrzebuje światła.

A potem przyszła ciemność. Aresztowany przez NKWD w 1939 roku, poddany brutalnym przesłuchaniom, torturom i nieludzkiemu traktowaniu, pozostał wierny temu, co wyznawał od dziecka: prawdzie. Nie złamały go ani oskarżenia o szpiegostwo, ani próby wymuszenia fałszywych zeznań. Przebywając w więziennych celach modlił się sam i zarażał pragnieniem modlitwy innych. Jego cierpienie stało się świadectwem, a jego milczenie wobec kłamstwa — aktem odwagi większym niż jakiekolwiek słowa.

W styczniu 1941 roku został przewieziony do więzienia Butyrki w Moskwie. Dnia 23 kwietnia 1942 roku specjalna komórka NKWD skazała go na 10 lat łagru w Karagandzie (Kazachstan), ale – z niewiadomych powodów – nigdy więzienia nie opuścił.

2 stycznia 1946 roku zmarł w Moskwie ex aerumnis carceris (wskutek cierpień doznanych w więzieniu – tłum. z łac.). Wycieńczony, ale nie pokonany – umierając dał przejmujące świadectwo swojej wiary nie tylko wobec innych współwięźniów, ale nawet w stosunku do swoich oprawców, którzy go okrutnie dręczyli, doprowadzając do śmierci.

W roku 1992, w toku rewizji spraw sądowych celem rehabilitacji byłych więźniów politycznych na mocy decyzji z 24 grudnia wydanej przez Kolegium Orzekające w Sprawach Karnych Sądu Najwyższego Federacji Rosyjskiej, z powodu braku oznak przestępstwa w działalności Abrantowicza Fabiana, postanowienie NKWD ZSRR z dnia 23 września 1942 roku zostało uchylone, a sprawa zamknięta.

W maju 2003 roku z kolei Kościół rozpoczął proces beatyfikacyjny o. Fabiana i czterech innych księży, będących męczennikami czasów komunizmu.

Dziś pamiętamy Sługę Bożego o. Fabiana Abrantowicza MIC, jako męczennika komunizmu, człowieka, który nie zgodził się na kompromis z bezbożnością, który nie wyrzekł się wiary, choć kosztowało go to życie.

Wspominając błogosławionego o. Fabiana, wspominamy nie tylko historię jednego kapłana. Wspominamy świadectwo, które pozostawił: że prawda jest silniejsza niż przemoc, że wiara może przetrwać nawet w najciemniejszym więzieniu, a odwaga jednego człowieka może stać się światłem dla wielu.

Niech jego życie będzie dla nas przypomnieniem, że wierność wartościom nigdy nie jest anachronizmem. A jego męczeństwo — wezwaniem, byśmy i my nie rezygnowali z prawdy, nawet gdy świat proponuje łatwe kompromisy.

Opr. Walery Kowalewski, fot.: marianum.sklep.pl

Dziś, w 80. rocznicę śmierci Sługi Bożego ojca Fabiana Abrantowicza MIC (1884–1946), pochylamy się nad życiem człowieka, którego losy stały się symbolem niezłomności, wierności i duchowej odwagi w czasach, gdy zło próbowało odebrać ludziom nie tylko wolność, lecz także godność i nadzieję. Ojciec Fabian wyrósł z

Aleksander Milinkiewicz, były kandydat zjednoczonej białoruskiej opozycji w wyborach prezydenckich w 2006 roku, wygrał najtrudniejszą walkę w swoim życiu – walkę o przetrwanie. Po dramatycznych komplikacjach po operacji w Warszawie przez tygodnie balansował między życiem a śmiercią, a jego rodzina żyła w ciągłym napięciu. Dziś, jak podkreśla jego żona Ina Kulej, stan polityka powoli się stabilizuje, choć droga do pełnego powrotu do zdrowia będzie długa.

Minął miesiąc od „przerażających, nieoczekiwanych konsekwencji planowanej operacji”, które – jak relacjonuje Kulej – zamieniły codzienność bliskich w huśtawkę emocjonalną. Lekarze przechodzili od ostrzeżeń, by „przygotować się na najgorsze”, do pierwszych sygnałów nadziei. „Z Bożą pomocą Aleksander pokonał śmierć i zapalenie płuc i teraz jest na dobrej drodze. Wierzę bezwarunkowo i bezgranicznie” – napisała na Facebooku. 25 listopada 2025 roku Milinkiewicz przeszedł operację tętnicy szyjnej, której światło było w 80 procentach zablokowane przez skrzep. Jego stan określano jako bardzo ciężki.

Aleksander Milinkiewicz od lat pozostaje jednym z najważniejszych głosów białoruskiej demokratycznej emigracji. Jest społecznym doradcą Swiatłany Cichanouskiej, a po represjach po wyborach 2020 roku wyjechał z kraju i w Polsce stworzył Wolny Uniwersytet Białoruski, przygotowujący przyszłe elity państwowe. Jego życiorys głęboko zakorzeniony jest w tradycjach polsko-białoruskiego pogranicza. Rodzice przed wojną mieszkali w Warszawie i pracowali w domu dziecka Janusza Korczaka, pradziadek był represjonowany za udział w powstaniu styczniowym, a dziadek działał na rzecz białoruskiej mniejszości w II RP. Po wojnie rodzina osiadła w Grodnie, gdzie Milinkiewicz został wykładowcą fizyki, a w 1990 roku objął funkcję wiceprzewodniczącego miejskiego komitetu wykonawczego.

W Grodnie zasłynął jako samorządowiec otwarty na dialog i kulturę. Za jego kadencji miasto jako pierwsze na Białorusi zaczęło zwracać wiernym świątynie różnych wyznań, otwarto pierwsze katolickie seminarium, a opuszczone lokale w centrum przekazywano artystom. Wspierał inicjatywy, które przerodziły się w Festiwal Kultur Narodowych i festiwal „Rock-Gubertalia”. Pomógł także w powstaniu Polskiej Szkoły w Grodnie, za co został Honorowym Członkiem Związku Polaków na Białorusi.

W 2017 roku opowiedział Radiu Svaboda o swoim wcześniejszym odkryciu w Wołczynie – fragmentach szat i trumny Stanisława Augusta Poniatowskiego, które przewieziono do Polski. Za to wyróżniono go odznaką „Zasłużony dla Kultury Polskiej”. Zabiegał również o partnerstwa miast (dzięki niemu Grodno stał się m.in. miastem partnerskim francuskiego Limoges – red.), dbał o przywracanie historycznych nazw ulic i ochronę zabytków, m.in. cerkwi pw. św. Borysa i Hleba na Kołoży. W 1996 roku odszedł z urzędu w proteście przeciw referendum Łukaszenki i założył organizację „Ratusz”, ważną dla rozwoju białoruskiego społeczeństwa obywatelskiego. W 2006 roku został laureatem Nagrody Sacharowa, a środki z niej przeznaczył na stworzenie białoruskiej Nagrody im. Wasyla Bykowa.

Dziś, po kolejnej życiowej próbie, Milinkiewicz znów walczy – tym razem o własne zdrowie. Jego bliscy wierzą, że i tę walkę wygra.

Znadniemna.pl na podstawie Svaboda.org, fot.: Svaboda.org

Aleksander Milinkiewicz, były kandydat zjednoczonej białoruskiej opozycji w wyborach prezydenckich w 2006 roku, wygrał najtrudniejszą walkę w swoim życiu – walkę o przetrwanie. Po dramatycznych komplikacjach po operacji w Warszawie przez tygodnie balansował między życiem a śmiercią, a jego rodzina żyła w ciągłym napięciu. Dziś,

W kościele Matki Bożej Anielskiej w Grodnie ponownie można zobaczyć jedną z najstarszych i najbardziej niezwykłych bożonarodzeniowych atrakcji na Białorusi. Mechaniczna batlejka, czyli – tradycyjny białoruski teatrzyk kukiełkowy, związany ze świętami Bożego Narodzenia, stworzona ponad pół wieku temu przez franciszkanina o. Arkadiusza Valtosa, znów zachwyca wiernych i odwiedzających świątynię.

To wyjątkowe dzieło łączy tradycję białoruskiego teatrzyka bożonarodzeniowego z kunsztem artystycznym i techniczną pomysłowością, która w latach 60. była prawdziwą sensacją.

Batlejka przedstawia klasyczną scenę narodzenia Chrystusa: w centrum znajdują się żłóbek, Maryja i Józef, a wokół nich poruszają się figurki muzykantów i artystów, oddających cześć nowo narodzonemu Zbawicielowi. Ruchome postacie wykonują różne gesty – kłaniają się, obracają, poruszają instrumentami – co nadaje całej kompozycji niezwykłą dynamikę. Dla mieszkańców Grodna lat 60. było to widowisko, jakiego wcześniej nie widziano. Wspominano, że ludzie przychodzili do kościoła specjalnie po to, by zobaczyć to mechaniczne cudo, a dzieci potrafiły stać przed nim długie minuty, wpatrzone w poruszające się figurki.

Po śmierci o. Valtosa batlejka przestała być uruchamiana, a z czasem trafiła na strych, gdzie przeleżała wiele lat. Odnalazła się przypadkiem w latach 90., a jej renowacja zajęła niemal disięciolecie. Nie wszystkie elementy udało się odtworzyć, jednak zasadnicza część mechanizmu przetrwała i została przywrócona do życia. W 2000 roku batlejka wróciła na swoje miejsce w kościele i od tamtej pory co roku jest montowana na czas świąt. Z biegiem lat została rozbudowana: pojawili się Trzej Królowie, pasterze, zwierzęta, niewielka szopa, a nawet miniaturowa projekcja samego kościoła. Całość stała się większa, bogatsza i jeszcze bardziej sugestywna.

Montaż batlejki, fot.: Belta.by

Dziś grodzieńska batlejka uchodzi za jedną z najstarszych zachowanych mechanicznych konstrukcji tego typu na Białorusi. Jej historia, sięgająca ponad półwiecza, czyni ją nie tylko atrakcją świąteczną, lecz także ważnym elementem lokalnego dziedzictwa kulturowego. Wyróżnia ją unikatowe połączenie tradycji białoruskiej batlejki z polską i franciszkańską tradycją ruchomej szopki, co odzwierciedla wielokulturowy charakter Grodna.

Przygotowanie batlejki do prezentacji zajmuje około tygodnia i wymaga pracy dwóch parafian, którzy co roku składają konstrukcję z ogromną starannością. Batlejka jest prezentowana w kościele Matki Bożej Anielskiej (franciszkańskim) w Grodnie codziennie, rano i wieczorem, przed i po nabożeństwach. Będzie eksponowana aż do 2 lutego. Dla wielu mieszkańców Grodna wizyta przy batlejce stała się nieodłącznym elementem świątecznego czasu, a dla najmłodszych – jednym z najbardziej magicznych wspomnień zimy.

Podziwiać batlejkę w kościele Matki Bożej Anielskiej w Grodnie można do 2 lutego 2026 roku, fot.: Belta.by

Znadniemna.pl na podstawie Catholicnews.by, fot.: Belta.by

W kościele Matki Bożej Anielskiej w Grodnie ponownie można zobaczyć jedną z najstarszych i najbardziej niezwykłych bożonarodzeniowych atrakcji na Białorusi. Mechaniczna batlejka, czyli - tradycyjny białoruski teatrzyk kukiełkowy, związany ze świętami Bożego Narodzenia, stworzona ponad pół wieku temu przez franciszkanina o. Arkadiusza Valtosa, znów zachwyca

Przejdź do treści