HomeStandard Blog Whole Post (Page 2)

We wsi Konotopie w województwie kujawsko-pomorskim dobiega końca budowa monumentalnego pomnika Matki Bożej Bolesnej, który osiągnie wysokość 55,6 metra. Nowy obiekt sakralny przewyższy dotychczasowe rekordowe figury, w tym Chrystusa Króla w Świebodzinie oraz Chrystusa Odkupiciela w Rio de Janeiro. Inicjatywa jest realizowana w pobliżu lokalnego sanktuarium i ma zostać uroczyście poświęcona 15 sierpnia 2026 roku, w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Imponujący monument składa się z samej figury maryjnej o wysokości 40 metrów oraz potężnego, 15-metrowego cokołu uformowanego na kształt korony. Projekt cokołu zakłada funkcję użytkową – w jego wnętrzu powstanie taras widokowy, z którego pielgrzymi i turyści będą mogli podziwiać panoramę całej okolicy. Do realizacji tej gigantycznej konstrukcji, trwającej od 2025 roku, zaplanowano zużycie tysięcy ton betonu i zaawansowanych paneli osłonowych.

Całość inwestycji finansowana jest prywatnie przez Grażynę i Romana Karkosików, jednego z najzamożniejszych polskich przedsiębiorców. Fundatorzy traktują to monumentalne dzieło jako osobiste wotum wdzięczności za otrzymane łaski, unikając przy tym rozgłosu medialnego. Choć budowa budzi w kraju szerokie dyskusje, wielu mieszkańców liczy na znaczące ożywienie lokalnej gospodarki i rozwój turystyki religijnej.

Wybór lokalizacji we wsi Konotopie nie jest przypadkowy, ponieważ historia tamtejszego kultu maryjnego sięga aż XIX wieku. Tradycja głosi, że ewangelicki właściciel ziemski Schmakteter ufundował tam tę pierwszą kaplicę po cudownym uzdrowieniu swojej córki. Choć pierwotny obiekt został zniszczony przez Niemców w 1939 roku, kult odrodził się po wojnie, a Karkosikowie już wcześniej sfinansowali rozbudowę tutejszego sanktuarium.

Po zakończeniu demontażu rusztowań i sfinalizowaniu ostatnich prac wykończeniowych, nowa statua ma szansę stać się jednym z najważniejszych symboli regionu Kujaw i Pomorza. Twórcy i hierarchowie zakładają, że gigantyczny posąg przyciągnie tysiące wiernych z całego świata, stając się nowym, kluczowym punktem na mapie pielgrzymkowej Polski. Oficjalne otwarcie i inauguracja obiektu nastąpią zgodnie z planem w połowie nadchodzącego miesiąca.

Znadniemna.pl na podstawie RMF24 oraz Fakt, na zdjęciu: Pomnik Matki Bożej w Konotopiu, fot.: media społecznościowe

We wsi Konotopie w województwie kujawsko-pomorskim dobiega końca budowa monumentalnego pomnika Matki Bożej Bolesnej, który osiągnie wysokość 55,6 metra. Nowy obiekt sakralny przewyższy dotychczasowe rekordowe figury, w tym Chrystusa Króla w Świebodzinie oraz Chrystusa Odkupiciela w Rio de Janeiro. Inicjatywa jest realizowana w pobliżu lokalnego

Dokładnie 15 lat temu, 21 lipca 2011 roku, odszedł do Pana kardynał Kazimierz Świątek – pierwszy purpurat w historii powojennej Białorusi, wieloletni metropolita mińsko-mohylewskiego i świadek wiary w czasach sowieckiego terroru. Dziś, w rocznicę jego śmierci, Kościół Katolicki na Białorusi jednoczy się w modlitwie dziękczynnej za życie i dzieło tego niezwykłego kapłana. Główne uroczystości rocznicowe, z udziałem hierarchów, duchowieństwa oraz wiernych, zaplanowano w katedrach w Mińsku i Pińsku, gdzie przez dziesięciolecia biło serce jego posługi.

Droga przez dwa wyroki śmierci i syberyjską tajgę

Kazimierz Świątek urodził się 21 października 1914 roku w estońskiej Valdze w polskiej rodzinie, która już w 1917 roku doświadczyła dramatu carskiego zesłania na Syberię. Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę rodzina osiedliła się na Kresach Wschodnich. Tam młody Kazimierz poczuł głos powołania i w 1933 roku wstąpił do Seminarium Duchownego w Pińsku, kończąc je święceniami tuż przed wybuchem II wojny światowej – 8 kwietnia 1939 roku.

Po wkroczeniu wojsk sowieckich młody wikariusz z Prużan szybko stał się celem dla NKWD, które zaaresztowało go w kwietniu 1941 roku. Przetrzymywany w ciężkim więzieniu w Brześciu i poddawany brutalnym przesłuchaniom, usłyszał ostatecznie wyrok śmierci. Paradoksalnie, przed egzekucją uratował go wybuch wojny niemiecko-sowieckiej w czerwcu 1941 roku i związany z nim chaos odwrotu Armii Czerwonej.

Kolejne lata nie przyniosły jednak spokoju, gdyż powracający do pracy duszpasterskiej kapłan naraził się okupantom niemieckim, którzy również skazali go na śmierć. Ponowne wkroczenie Sowietów w 1944 roku odsunęło to zagrożenie, lecz przyniosło kolejne aresztowanie i wyrok 10 lat ciężkich prac w łagrach Workuty i Syberii Wschodniej. Te ekstremalne doświadczenia, zamiast złamać duchownego, zahartowały go na całe przyszłe życie.

Strażnik pińskiej katedry i architekt odrodzenia Kościoła

Po odzyskaniu wolności w czerwcu 1954 roku, ks. Świątek natychmiast powrócił na Białoruś i w grudniu tego samego roku objął funkcję proboszcza zdewastowanej katedry w Pińsku. Przez ponad 36 lat, w realiach agresywnej ateizacji państwowej, trwał na posterunku, będąc dla tamtejszych katolików symbolem ciągłości Kościoła i duchowym oparciem. Wzorował się na swoim wielkim poprzedniku, bp. Zygmuncie Łozińskim, obok którego po latach miał spocząć.

Prawdziwy przełom przyniósł upadek komunizmu i proces demokratyzacji pod koniec lat 80. Minionego stulecia. Przyszły kardynał aktywnie angażował się nie tylko w życie religijne, ale i społeczne odradzającej się polskiej wspólnoty. Po powstaniu Związku Polaków na Białorusi w 1990 roku Kazimierz Świątek bardzo aktywnie włączył się w działalność tej organizacji, pełnił m.in. funkcję zastępcy prezesa i wszedł do zarządu głównego ZPB.

Niedługo później 13 kwietnia 1991 roku papież Jan Paweł II mianował go arcybiskupem metropolitą mińsko-mohylewskim. Liczący wówczas 76 lat hierarcha z pełną energią przystąpił do tytanicznej pracy nad odbudową zniszczonych struktur diecezjalnych i parafialnych. Wieńcem tej drogi był konsystorz z 26 listopada 1994 roku, kiedy Ojciec Święty podniósł go do godności kardynalskiej jako pierwszego w historii obywatela Białorusi.

Mińsk modli się za swojego pierwszego metropolitę

W diecezji mińsko-mohylewskiej pamięć o zmarłym kardynale pozostaje niezwykle żywa, czego dowodem są oficjalne obchody zorganizowane w stolicy kraju. Zgodnie z oficjalnym komunikatem kurii metropolitalnej, centralnym miejscem modlitwy stała się archikatedra Imienia Najświętszej Maryi Panny w Mińsku. To właśnie w tej historycznej świątyni zaplanowano dwie uroczyste liturgie, mające zgromadzić różne środowiska wiernych.

Pierwsza Msza święta, mająca charakter wybitnie wspólnotowy i liturgiczny, rozpocznie się o godzinie 15:00. Wezmą w niej udział członkowie Mińskiej Kapituły Katedralnej, kapłani posługujący w diecezji oraz licznie zgromadzone osoby zakonne. Będzie to moment refleksji nad kapłańskim i zakonnym dziedzictwem, które kardynał Świątek zaszczepił w sercach młodego pokolenia duchownych po latach komunistycznej pustyni.

Druga liturgia, zaplanowana na godzinę 18:30, ma z kolei wymiar otwarty, skierowany do szerokiej społeczności katolickiej i mieszkańców Mińska. Obecny metropolita mińsko-mohylewski, arcybiskup Józef Staniewski, wystosował serdeczne zaproszenie do wszystkich ludzi dobrej woli, aby wspólnie otoczyć modlitewnym wspomnieniem postać jego wielkiego poprzednika. Wieczorne nabożeństwo będzie okazją dla świeckich do wyrażenia wdzięczności za odzyskaną wolność religijną.

Dziedzictwo Polesia i uroczystości w Pińsku

Równie podniosły charakter mają obchody w diecezji pińskiej, z którą kardynał Świątek związany był od czasów swojej młodości seminaryjnej. Ordynariusz piński, biskup Antoni Dziemianko, wydał z tej okazji specjalny list pasterski do duchowieństwa i wiernych. Podkreślił w nim, że od grudnia 1954 roku aż do ostatnich chwil ziemskiej drogi, posługa ks. Kazimierza była nierozerwalnie spleciona z Ziemią Brzeską i tamtejszym Kościołem.

Biskup Dziemianko wskazał, że w kontekście trwających obchodów 35-lecia odrodzenia hierarchii kościelnej na Białorusi, rola kardynała była absolutnie kluczowa i fundamentalna. Nie da się rzetelnie opowiedzieć historii tamtejszego katolicyzmu bez przywołania postaci hierarchy, który stał bezpośrednio u korzeni tych przełomowych wydarzeń. Pińska bazylika katedralna Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny ugościła główną Mszę świętą rocznicową już o godzinie 9:00 rano.

W swoim słowie ordynariusz piński zachęcił także podległych mu duszpasterzy, aby zorganizowali modlitwy intencyjne we wszystkich lokalnych parafiach. Rekomendował ponadto, by kapłani w miarę możliwości organizowali grupy wiernych i wspólnie nawiedzali kryptę w podziemiach pińskiej katedry, gdzie spoczywa ciało zmarłego kardynała. Czas szczególnej pamięci modlitewnej w diecezji potrwa aż do 25 lipca, czyli do rocznicy uroczystego pogrzebu, który odbył się w 2011 roku.

Opr. Adolf Gorzkowski/Znadniemna.pl, fot.: Kresowiacy.com

Dokładnie 15 lat temu, 21 lipca 2011 roku, odszedł do Pana kardynał Kazimierz Świątek – pierwszy purpurat w historii powojennej Białorusi, wieloletni metropolita mińsko-mohylewskiego i świadek wiary w czasach sowieckiego terroru. Dziś, w rocznicę jego śmierci, Kościół Katolicki na Białorusi jednoczy się w modlitwie dziękczynnej

W języku białoruskim ukazała się nieoficjalna jeszcze biografia arcybiskupa seniora Tadeusza Kondrusiewicza, zatytułowana „Maryjo, rób z nim, co zechcesz… Życie i posługa arcybiskupa Tadeusza Kondrusiewicza od narodzin do pierwszych lat biskupstwa”.

Choć w sieci brakuje oficjalnych komunikatów na temat dystrybucji książki, zasłużony hierarcha osobiście podpisywał jej egzemplarze dla wiernych podczas ostatnich uroczystości odpustowych w Trokielach i Gudogajach. Publikacja, będąca najprawdopodobniej przekładem polskiej książki siostry Marceliny Migacz wydanej w 2024 roku przez wydawnictwo Pro Christo, ukazała się w kontekście niedawnych, 80. urodzin duchownego oraz jego osobistej walki z chorobą nowotworową.

Sformułowanie wykorzystane w tytule książki bezpośrednio nawiązuje do dramatycznego wydarzenia z dzieciństwa arcybiskupa. Jako niemowlę Tadeusz Kondrusiewicz ciężko zachorował, a bezradni lekarze nie dawali mu szans na przeżycie. Wówczas jego matka zaniosła go do kościoła Matki Bożej Anielskiej w Grodnie, położyła na ołtarzu i wypowiedziała słowa zawierzenia, po których dziecko niespodziewanie wyzdrowiało.

Hierarcha wielokrotnie podkreślał, że to właśnie opiece Matki Bożej zawdzięcza nie tylko ocalenie życia, ale również swoje powołanie kapłańskie. Kluczową decyzję o wstąpieniu do seminarium duchownego podjął przed obrazem Matki Bożej w Ostrej Bramie w Wilnie. Co symboliczne, po święceniach kapłańskich przez pewien czas pełnił funkcję proboszcza właśnie w grodzieńskiej parafii Matki Bożej Anielskiej, gdzie jako dziecko został uzdrowiony.

Na ten moment książka nie jest dostępna w tradycyjnej ani internetowej sprzedaży, a jedyną okazją do jej zdobycia było spotkanie z samym arcybiskupem podczas katolickich festynów na Białorusi. Premiera językowa zbiega się w czasie z trudnym momentem w życiu hierarchy, który od ponad roku jest poddawany chemioterapii i zmaga się z chorobą nowotworową.

Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life, fot.: faceboook.com

W języku białoruskim ukazała się nieoficjalna jeszcze biografia arcybiskupa seniora Tadeusza Kondrusiewicza, zatytułowana „Maryjo, rób z nim, co zechcesz

Dokładnie 20 lipca 1926 roku w Moskwie zmarł Feliks Dzierżyński – twórca radzieckiego aparatu terroru, którego nazwisko stało się synonimem bezwzględnego okrucieństwa. Choć historia zapamiętała go jako „Żelaznego Feliksa” stojącego na czele zbrodniczych struktur Czeka, GPU i OGPU, jego własne korzenie, psychologiczne motywacje oraz losy jego rodzeństwa stanowią jeden z najbardziej uderzających paradoksów w dziejach Europy. Podczas gdy on budował totalitarną machinę śmierci, napędzaną osobistą żądzą zemsty, jego najbliżsi oddawali życie za wolną Polskę, walcząc w szeregach Armii Krajowej lub stając się ofiarami dwudziestowiecznych totalitaryzmów.

Krwawy pakt z wodzem rewolucji

Jedno z najbardziej wstrząsających i wiarygodnych świadectw dotyczących psychologicznych motywacji Dzierżyńskiego pozostawił Antoni Ferdynand Ossendowski – naoczny świadek i uczestnik rewolucyjnych wydarzeń w Rosji. W swojej głośnej powieści biograficzno-historycznej pt. „Lenin” autor opisał moment zapoznania się polskiego rewolucjonisty z wodzem przewrotu październikowego. Ścieżki obu mężczyzn skrzyżowały się dzięki rekomendacji Lwa Trockiego, który przedstawił Dzierżyńskiego jako sprawdzonego, doświadczonego i bezwzględnie lojalnego towarzysza partii bolszewickiej, gotowego do realizacji najtrudniejszych zadań.

Słysząc polsko brzmiące nazwisko, Włodzimierz Lenin szczerze się ucieszył i otwarcie przyznał, że niezwykle ceni Polaków za ich historyczną skłonność do wzniecania rewolucji oraz buntów przeciwko uciskowi. Dzierżyński natychmiast potwierdził swoje pochodzenie, jednak zrobił to w sposób, który obnażył jego mroczne wnętrze. Podkreślił z mocą, że nie jest zwykłym Polakiem, lecz człowiekiem całkowicie przepełnionym nienawiścią oraz niszczycielską żądzą zemsty. Zapytany przez zaskoczonego wodza, przeciwko komu kieruje tak potężne i skrajne emocje, „Żelazny Feliks” bez cienia wahania odpowiedział, że jego wrogiem jest Rosja – a dokładnie carat, który przez pokolenia upadlał jego naród i niszczył umiłowanie wolności.

Dostrzegając w swoim rozmówcy fanatyczną, graniczącą z obłędem żądzę zemsty, Lenin podjął decyzję, która przypieczętowała los milionów ludzi, mówiąc: „Oddamy w wasze ręce tropienie wrogów proletariatu i rewolucji”. Słysząc te słowa, polski szlachcic herbu Sulima wyprostował się dumnie i złożył mroczną, ostateczną obietnicę: „Utopię ich we krwi…”. Dzierżyński słowa dotrzymał, a powołany przez niego aparat terroru nie tylko zalał Rosję krwią, ale stał się także szkołą dla całej rzeszy równie bezwzględnych potworów i sadystycznych następców.

Religijny chłopak z polskiego dworku

Ta potworna, destrukcyjna nienawiść narodziła się w środowisku, które w niczym nie zapowiadało przyszłego kata i architekta czerwonego piekła. Feliks Dzierżyński przyszedł na świat 11 września 1877 roku w rodzinnym majątku ziemskim Oziembłowo, który w późniejszych latach przemianowano na Dzierżynowo, położonym w sercu Puszczy Nalibockiej na terenie dzisiejszej Białorusi. Wychowywał się w atmosferze głębokiego patriotyzmu, otoczony miłością ojca Edmunda, szanowanego nauczyciela matematyki i fizyki, oraz matki Heleny z Januszewskich, która zaszczepiła w dzieciach pasję do literatury, muzyki i tradycyjnych polskich wartości.

Zdjęcie przedstawiające młodego Feliksa Dzierżyńskiego z matką Heleną (z domu Januszewską) i braćmi przed domem w rodzinnym majątku Dzierżynowo, fot.: graptolite.net/Facta Biographica

Jako młody chłopak i uczeń gimnazjum w Wilnie, Feliks przejawiał silny opór wobec carskiego aparatu państwowego, co przełożyło się bezpośrednio na jego problemy w szkole. Demonstracyjnie nie potrafił i nie chciał opanować języka rosyjskiego, przez co został zmuszony do powtarzania pierwszej klasy. W tym samym okresie rówieśnicy i bliscy zapamiętali go jako chłopca niezwykle, wręcz chorobliwie religijnego, który całe godziny spędzał na żarliwej modlitwie w kościele i poważnie rozważał wstąpienie do seminarium duchownego, by zostać katolickim księdzem.

Dwór-muzeum w Dzierżynowie na Białorusi, fot.: vedaj.by

Tradycja rodzinna i historyczne przekazy wskazują, że młodzieńczą wiarę utracił bezpowrotnie pod wpływem głębokiej traumy, gdy jako nastolatek stał się świadkiem brutalnej rzezi dokonanej przez carskich kozaków na bezbronnych chłopach. To tragiczne wydarzenie zasiało w nim ziarno ślepego buntu, które zamiast w walkę o niepodległość ojczyzny, przepoczwarzyło się w radykalny, komunistyczny fanatyzm. Dodatkowym cieniem na jego wczesnej młodości położyła się śmierć siostry Wandy w 1892 roku, która zginęła od przypadkowego strzału z broni myśliwskiej podczas domowej zabawy – a tragiczne podejrzenie o nieumyślne pociągnięcie za spust padło właśnie na Feliksa.

Rodzeństwo w służbie Rzeczypospolitej

Podczas gdy Feliks realizował swoją krwawą i bezwzględną misję w Moskwie, ścieżki życiowe jego licznego rodzeństwa potoczyły się w diametralnie innym, pełnym heroizmu kierunku. Pierwszą ofiarą rewolucyjnego chaosu stał się brat Stanisław, który pod koniec 1917 roku został brutalnie zamordowany w rodzinnym majątku przez zbolszewizowanych żołnierzy, niosących hasła, którym patronował jego własny brat. Pozostali członkowie rodziny Dzierżyńskich związali swoje losy z walką o niepodległą i wolną Polskę, stając się wzorami patriotyzmu i poświęcenia.

Brat Kazimierz Dzierżyński, szanowany ziemianin, zaangażował się aktywnie w działalność konspiracyjną jako żołnierz Armii Krajowej, przekształcając rodowy dworek w Dzierżynowie w bezpieczną bazę dla polskich partyzantów. Razem z żoną Łucją z narażeniem życia ratował lokalną ludność przed niemieckimi wywózkami oraz masowymi egzekucjami. Ich patriotyczna misja zakończyła się tragicznie w 1943 roku, kiedy to oboje zostali rozstrzelani przez niemieckich okupantów podczas brutalnej pacyfikacji i blokady operacyjnej Puszczy Nalibockiej.

Równie dramatyczny los spotkał kolejnego brata, Władysława Dzierżyńskiego, który był wybitnym profesorem neurologii i psychiatrii, autorem blisko stu prac naukowych, a przed wybuchem wojny dumnym pułkownikiem Wojska Polskiego. Władysław został aresztowany przez hitlerowców i zamordowany 20 marca 1942 roku w Zgierzu, podczas największej publicznej egzekucji na ziemiach polskich wcielonych do III Rzeszy. Niezwykłą kartę zapisała też najstarsza siostra Aldona, której syn Jerzy Bułhak walczył z bolszewikami w wojnie 1920 roku i dostąpił zaszczytu bycia osobistym adiutantem Marszałka Józefa Piłsudskiego.

Siostra kata kontra system brata

Po zakończeniu II wojny światowej Aldona Bułhak-Kojałłowicz zamieszkała w Łodzi, znajdując się pod stałą i dyskretną obserwacją komunistycznego aparatu bezpieczeństwa – tej samej instytucji, której fundamenty dekady wcześniej wznosił jej rodzony brat. Mimo ogromnego ryzyka i zaawansowanego wieku, kobieta podjęła osobistą misję niesienia pomocy prześladowanym Polakom, w tym byłym żołnierzom Armii Krajowej. Doskonale rozumiała magię i strach, jaki w sercach komunistycznych dygnitarzy budziło nazwisko Dzierżyńska, i postanowiła bezwzględnie wykorzystać ten fakt przeciwko totalitarnemu systemowi.

Aldona zaczęła pisać osobiste, odważne listy do najważniejszych osób w państwie, w tym bezpośrednio do Bolesława Bieruta oraz marszałka Konstantego Rokossowskiego, domagając się sprawiedliwości i łaski dla skazanych. To właśnie jej bezpośrednia, uparta interwencja u Bieruta doprowadziła do ułaskawienia legendarnego mecenasa i oficera AK, Władysława Siły-Nowickiego, uchronionego w ten sposób przed wykonaniem zasądzonego wyroku śmierci. Z determinacją, choć niestety bezskutecznie, Aldona próbowała poruszyć komunistyczne władze, by uratować życie generała Emila Fieldorfa „Nila”.

Świadoma ogromu potwornych zbrodni, jakich dopuścił się Feliks, Aldona do końca swoich dni nosiła w sercu niezatarty ból, nieustannie czyniąc bratu wyrzuty w zachowanej korespondencji. W latach 50. i 60. stała się stałą, cichą postacią w warszawskim kościele Sióstr Wizytek, gdzie regularnie zamawiała msze święte za duszę „Żelaznego Feliksa”. Sto lat po śmierci dyktatora, historia jego rodu pozostaje memento o tym, jak skrajnie różne owoce może wydać jedno domowe gniazdo – gdy jeden syn z nienawiści stał się katem, reszta rodziny oddała życie za wolność bliźnich.

 Opr. Adolf Gorzkowski/Znadniemna.pl, na zdjęciu: Feliks Dzierżyński, źródło: domena publiczna

 

Dokładnie 20 lipca 1926 roku w Moskwie zmarł Feliks Dzierżyński – twórca radzieckiego aparatu terroru, którego nazwisko stało się synonimem bezwzględnego okrucieństwa. Choć historia zapamiętała go jako „Żelaznego Feliksa” stojącego na czele zbrodniczych struktur Czeka, GPU i OGPU, jego własne korzenie, psychologiczne motywacje oraz losy

Sensacyjne odkrycie w Archiwum Głównym Akt Dawnych. Badania dr Emily Peppers z Uniwersytetu Warszawskiego wskazują, że polsko-litewski szlachcic Olbrycht Górecki jako pierwszy na świecie stworzył struny z metalowym oplotem.

Poznaj historię zapomnianego wynalazcy z otoczenia księcia Bogusława Radziwiłła

Olbrycht Górecki, bo o nim mowa, przez stulecia pozostawał jedynie enigmatyczną wzmianką w siedemnastowiecznych zapiskach londyńskiego uczonego Samuela Hartliba. Dziś wiemy już na pewno: ten polsko-litewski szlachcic, lennik i zaufany korespondent księcia Bogusława Radziwiłła, był pionierem, który jako pierwszy owinął jedwabny lub jelitowy rdzeń struny cienkim, srebrnym drutem. Zanim Antonio Stradivari zaczął eksperymentować z otwartym oplotem w dalekiej Cremonie, to właśnie nasz kresowy rodak w listach słanych z Oksfordu do swojego protektora radził, jak okiełznać materię i dźwięk.

Dla badaczy historii ziem dzisiejszej Białorusi i Litwy to odkrycie ma wymiar symboliczny. Bogusław Radziwiłł – Generalny Namiestnik Prus Książęcych, ale przede wszystkim pan na Słucku i Kopysiu – otaczał się ludźmi nieszablonowymi. To na jego dworach, gdzie mieszały się wpływy kalwińskiej Europy Zachodniej z tradycjami unickimi i prawosławnymi Polesia, tętniło życie intelektualne i artystyczne. Górecki, wysłany po naukę na uniwersytety w Wittenberdze i Oksfordzie, nie był jedynie biernym obserwatorem zachodnich nowinek. Był reprezentantem tej unikalnej, kresowej elity, która łączyła sarmacki temperament z technicznym pragmatyzmem.

Książę Bogusław Radziwiłł (1620–1669) – magnat, namiestnik Prus Książęcych i pan na Słucku, do którego Olbrycht Górecki kierował swoje listy opisujące rewolucyjny wynalazek strun z metalowym oplotem. Portret autorstwa nieznanego malarza z XVII wieku. Źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie / Wikimedia Commons (Domena publiczna)

Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że to właśnie kresowa nostalgia i potrzeba wydobycia głębszego, bardziej melancholijnego tonu pchnęły Góreckiego do jego metalowego wynalazku. Tradycyjne struny basowe z baranich jelit, wymagające zużycia surowca z kilkudziesięciu zwierząt, były głuche, nietrwałe i wrażliwe na wilgoć – tak dobrze znaną mieszkańcom nadniemeńskich i nadprypeckich borów. Srebrny oplot Góreckiego dał instrumentom nową gęstość, elastyczność i przede wszystkim – donośność, która potrafiła przebić się przez gwar magnackich sal.

Większość osobistych pism Olbrychta Góreckiego spłonęła bezpowrotnie w Warszawie podczas Powstania Warszawskiego, wraz z bezcennymi zbiorami Biblioteki Załuskich. Pozostał nam jednak pośmiertny inwentarz z Oksfordu: kilka książek, instrumenty i tajemnicza skrzynka z narzędziami, w której kryły się zapewne pilniki i zwoje metalowego drutu. Choć jego korespondencja z Radziwiłłem została przerwana przez bezwzględny bieg historii, to właśnie w tych kilku zachowanych po polsku listach bije serce dawnego Wielkiego Księstwa – krainy, która dała światu nie tylko poetów i żołnierzy, ale, jak się okazuje, również architekta współczesnego brzmienia muzyki. Gdy następnym razem usłyszymy niskie, wibrujące akordy, pamiętajmy o Góreckim z otoczenia księcia Bogusława Radziwiłła, który srebrną nicią połączył Kresy z całym muzycznym światem.

Znadniemna.pl na podstawie Dzieje.pl, na zdjęciu: struny z metalowym oplotem na skrzypcach, źródło: Pixabay

Sensacyjne odkrycie w Archiwum Głównym Akt Dawnych. Badania dr Emily Peppers z Uniwersytetu Warszawskiego wskazują, że polsko-litewski szlachcic Olbrycht Górecki jako pierwszy na świecie stworzył struny z metalowym oplotem. Poznaj historię zapomnianego wynalazcy z otoczenia księcia Bogusława Radziwiłła Olbrycht Górecki, bo o nim mowa, przez stulecia pozostawał

Białoruskie szkolnictwo wyższe przechodzi głęboki kryzys rekrutacyjny, a progi punktowe na kluczowych kierunkach medycznych i pedagogicznych drastycznie spadły, otwierając drzwi uniwersytetów dla osób z najgorszymi wynikami. Katastrofalne skutki likwidacji płatnych studiów medycznych oraz perspektywa przymusowego nakazu pracy sprawiają, że najzdolniejsi młodzi Białorusini masowo wybierają edukację za granicą, w tym na bezpiecznych uczelniach w Polsce.

Zakończony właśnie proces rekrutacji na białoruskie uczelnie obnażył bezsilność tamtejszego systemu edukacji i wywołał falę dyskusji na temat przyszłości krajowych kadr. Najbardziej ucierpiały kierunki pedagogiczne, na których poza nielicznymi wyjątkami – takimi jak psychologia czy historia – dramatycznie brakuje chętnych. Aby studiować za darmo matematykę, fizykę czy edukację wczesnoszkolną na Białoruskim Państwowym Uniwersytecie Pedagogicznym (BDPU), wystarczy zdobyć zaledwie około 270 punktów na 400 możliwych. Na studia płatne, gdzie wymagania są jeszcze niższe, trafią osoby, które z państwowych testów uzyskały zaledwie po kilkanaście punktów.

Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w regionach, gdzie kryzys rekrutacyjny zamienił się w prawdziwą katastrofę jakościową. Na Uniwersytecie w Mohylewie na kierunku „edukacja przedszkolna” próg punktowy spadł do zaledwie 180 punktów. Z kolei w Mozyrzu przyszli nauczyciele chemii i biologii zostaną przyjęci z wynikiem 180 punktów, a matematyki i informatyki – zaledwie 150 punktów. W praktyce oznacza to, że wychowaniem i edukacją najmłodszego pokolenia Białorusinów będą zajmować się osoby, których średnia ocen w szkole wynosiła niewiele ponad 5 w skali 10-punktowej.

Prawdziwym szokiem okazały się jednak wyniki rekrutacji w sektorze medycznym, uważanym dotychczas za najbardziej elitarny. Niedawna decyzja urzędników o całkowitej likwidacji płatnych miejsc w uniwersytetach medycznych miała w teorii zmusić młodzież do obsadzania wakatów w szpitalach, ale przyniosła odwrotny skutek i odstraszyła kandydatów. Jeszcze rok temu progi na bezpłatną medycynę rzadko spadały poniżej 350 punktów. Dzisiaj na prestiżowym kierunku lekarskim Państwowego Uniwersytetu Medycznego w Mińsku (BDMU) studentem można zostać mając poniżej 300 punktów, a pediatrą czy farmaceutą – z wynikiem 260 punktów.

Na prowincji system rekrutacji lekarzy całkowicie się załamał, pozostawiając puste miejsca na listach. Witebski Uniwersytet Medyczny na dobę przed zamknięciem rekrutacji odnotował zaledwie 3 kandydatów na 25 dostępnych miejsc na pediatrii. Zarówno w Grodnie, jak i w Witebsku lekarzami z gwarantowanym państwowym zatrudnieniem zostaną osoby, które zdobyły poniżej 200 punktów na 400 możliwych. System przestał pełnić funkcję jakiejkolwiek selekcji intelektualnej, stawiając pod znakiem zapytania przyszłe bezpieczeństwo zdrowotne obywateli.

Główną przyczyną tego tąpnięcia jest ucieczka młodzieży przed przymusowym skierowaniem do pierwszego miejsca pracy oraz silna konkurencja ze strony Polski. Przekształcenie wszystkich miejsc na medycynie w darmowe oznacza dla studentów obowiązek wieloletniej pracy w wyznaczonych przez państwo, często zacofanych placówkach za minimalne stawki. Najzdolniejsi białoruscy maturzyści masowo wybierają więc studia w Polsce, która oferuje im bezpieczne warunki, europejskie dyplomy i stabilną przyszłość. W rezultacie na Białorusi zostają niemal wyłącznie ci, którzy ze względu na bardzo słabe oceny nie mieli żadnych szans na emigrację edukacyjną.

Znadniemna.pl na podstawie Euroradio.fm, na zdjęciu: młode Białorusinki sprawdzają listy przyjętych na studia, fot.: 1prof.by

Białoruskie szkolnictwo wyższe przechodzi głęboki kryzys rekrutacyjny, a progi punktowe na kluczowych kierunkach medycznych i pedagogicznych drastycznie spadły, otwierając drzwi uniwersytetów dla osób z najgorszymi wynikami. Katastrofalne skutki likwidacji płatnych studiów medycznych oraz perspektywa przymusowego nakazu pracy sprawiają, że najzdolniejsi młodzi Białorusini masowo wybierają edukację

Oficjalne dane polskiego Urzędu do Spraw Cudzoziemców ujawniły drastyczną zmianę polityki azylowej wobec uchodźców uciekających przed reżimem w Mińsku. W czerwcu 2026 roku polskie władze wydały rekordową liczbę 52 decyzji odmownych w sprawach o przyznanie ochrony międzynarodowej dla obywateli Białorusi. W tym samym okresie bezpieczny azyl w postaci statusu uchodźcy lub ochrony uzupełniającej przyznano zaledwie 25 osobom, co wywołało głębokie zaniepokojenie białoruskich sił demokratycznych oraz organizacji broniących praw człowieka.

Statystyki migracyjne z drugiego kwartału 2026 roku pokazują nagłe załamanie dotychczasowej, przychylnej linii orzeczniczej polskich urzędów. Jeszcze w kwietniu tego roku ochronę międzynarodową uzyskało aż 497 Białorusinów przy zaledwie 14 odmowach, a w maju na 86 pozytywnych decyzji przypadło 17 negatywObywatenych. Czerwcowy skok liczby odmów oznacza, że w ciągu jednego miesiąca odrzucono ponad połowę wszystkich wniosków negatywnych wydanych od początku 2026 roku, których łączny bilans wynosi obecnie 83 przypadki przy 608 decyzjach pozytywnych i 109 zawieszonych sprawach.

Polskie władze uzasadniają masowy wzrost negatywnych decyzji argumentem prawnym, według którego upłynęły już terminy przedawnienia odpowiedzialności karnej za udział w demonstracjach opozycyjnych z 2020 roku. Urzędnicy w Warszawie podnoszą również, że Aleksander Łukaszenka podpisał dekrety o ułaskawieniu części więźniów politycznych, co w ocenie strony polskiej ma świadczyć o rzekomym spadku skali zagrożenia represjami na Białorusi. Taka argumentacja spotyka się z ostrym sprzeciwem środowisk niezależnych, które wskazują na całkowite oderwanie tych procedur od realiów dyktatury.

Białoruskie siły demokratyczne oraz Centrum Praw Człowieka „Wiasna” alarmują, że w białoruskim systemie prawnym instytucja przedawnienia jest fikcją, a aparat bezpieczeństwa regularnie przekwalifikowuje zarzuty na znacznie cięższe artykuły kodeksu karnego. Udział w protestach sprzed sześciu lat jest dziś masowo redefiniowany przez milicję i KGB jako rzekomy terroryzm, zdrada stanu lub ekstremizm, za co grożą wieloletnie wyroki kolonii karnej. Przedstawiciele emigracji podkreślają, że powrót jakiegokolwiek aktywisty na Białoruś w obecnej sytuacji oznacza dla niego natychmiastowe aresztowanie i brutalne śledztwo.

Redakcja Znadniemna.pl na podstawie udsc.gov.pl, zdjęcie ilustracyjne, źródło: Hpravy.org

Oficjalne dane polskiego Urzędu do Spraw Cudzoziemców ujawniły drastyczną zmianę polityki azylowej wobec uchodźców uciekających przed reżimem w Mińsku. W czerwcu 2026 roku polskie władze wydały rekordową liczbę 52 decyzji odmownych w sprawach o przyznanie ochrony międzynarodowej dla obywateli Białorusi. W tym samym okresie bezpieczny

Narodowe Centrum Kultury rozpoczęło przyjmowanie zgłoszeń od młodych twórców, pisarzy i tłumaczy z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w szczególności z Białorusi i Ukrainy, którzy chcą zrealizować swoje projekty artystyczne podczas półrocznego pobytu w Polsce. Program gwarantuje uczestnikom comiesięczne wsparcie finansowe w wysokości 5 000 zł brutto, opłacone zakwaterowanie oraz opiekę merytoryczną wybitnych polskich tutorów. Wnioski o przyznanie stypendium na okres od 1 lutego do 31 lipca 2027 roku można składać do 15 października 2026 roku.

Szansa dla artystów i badaczy kultury

O stypendium mogą ubiegać się osoby fizyczne posiadające obywatelstwo jednego z państw postsowieckich lub Europy Środkowo-Wschodniej (niebędące obywatelami RP). Inicjatywa jest skierowana do twórców, którzy spełniają następujące warunki:

  • Wiek: do 40 lat (w uzasadnionych przypadkach do 45 lat).
  • Wykształcenie: ukończone studia wyższe.
  • Język: znajomość języka polskiego przynajmniej na poziomie podstawowym.
  • Dorobek: udokumentowane dotychczasowe osiągnięcia artystyczne.

Wspierane dziedziny

Program obejmuje szeroki zakres aktywności twórczej i naukowej:

  • Sztuki piękne i wizualne: film, fotografia, sztuki wizualne, teatr oraz taniec.
  • Słowo i muzyka: literatura, przekład literacki oraz muzyka.
  • Dziedzictwo i nauka: konserwacja dzieł sztuki, muzealnictwo, a także historia i krytyka filmu, teatru, muzyki i sztuki.

Warunki finansowe i logistyczne

Laureaci konkursu otrzymają kompleksowe zaplecze do pracy twórczej:

  • Stypendium: 5 000 zł brutto wypłacane co miesiąc przez pół roku.
  • Mieszkanie: finansowanie kosztów zakwaterowania do kwoty 3 000 zł miesięcznie.
  • Materiały: do 7 250 zł brutto na zakup niezbędnego sprzętu lub usług.
  • Wsparcie: indywidualna opieka artystyczna polskich ekspertów i instytucji.

Jak złożyć wniosek?

Kompletne zgłoszenie musi zawierać autorską koncepcję projektu stypendialnego oraz minimum dwie rekomendacje od uznanych twórców w danej dziedzinie. Dokumenty można przesyłać elektronicznie na adres e-mail programu lub złożyć w formie papierowej bezpośrednio w siedzibie operatora:

Narodowe Centrum Kultury
ul. Płocka 13, 01-231 Warszawa

Szczegółowy regulamin, kryteria oceny oraz formularze zgłoszeniowe znajdują się na oficjalnej stronie Wnioski i dokumenty Gaude Polonia – Narodowe Centrum Kultury. Ogłoszenie o naborze można zweryfikować również na Portalu Gov.pl Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Znadniemna.pl na podstawie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego,  źródło ilustracji: Gov.pl

Narodowe Centrum Kultury rozpoczęło przyjmowanie zgłoszeń od młodych twórców, pisarzy i tłumaczy z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w szczególności z Białorusi i Ukrainy, którzy chcą zrealizować swoje projekty artystyczne podczas półrocznego pobytu w Polsce. Program gwarantuje uczestnikom comiesięczne wsparcie finansowe w wysokości 5 000 zł brutto,

Instalacja dodatkowego masztu z historyczną, wolną flagą Białorusi na Polach Grunwaldu jest obecnie niemożliwa z przyczyn administracyjnych, poinformował dyrektor Muzeum Bitwy pod Grunwaldem Szymon Drej w odpowiedzi na listy białoruskich sił demokratycznych. Mimo deklarowanej solidarności z dążeniami Białorusinów, ostateczna decyzja zależy od konserwatora zabytków, do którego białoruska opozycja zapowiada skierowanie oficjalnych petycji.

Wniosek o postawienie masztu poparli najważniejsi liderzy białoruskiego ruchu demokratycznego – Swiatłana Cichanouska, Paweł Łatuszka oraz Paweł Barkouski, pełniący funkcję przedstawiciela ds. odrodzenia narodowego w Zjednoczonym Gabinecie Przejściowym Białorusi.

Inicjatywa ta, współtworzona przez Barkouskiego – cenionego filozofa i byłego profesora akademickiego – ma głębokie uzasadnienie historyczne. Opiera się na fakcie, że w bitwie pod Grunwaldem w 1410 roku istotną rolę odegrały pułki z ziem dzisiejszej Białorusi, walczące w strukturach wojsk Wielkiego Księstwa Litewskiego pod wodzą księcia Witolda. Współczesne białoruskie środowiska niezależne od lat walczą o to, by pamięć o udziale ich przodków w tym wielkim triumfie nad Zakonem Krzyżackim była trwale i godnie reprezentowana na historycznych polach.

Dyrektor Muzeum Bitwy pod Grunwaldem wyjaśnił jednak, że pole bitwy podlega szczególnej ochronie prawnej i konserwatorskiej, co stwarza bariery proceduralne dla wzniesienia nowego masztu. Choć dyrekcja wyraziła pełne wsparcie oraz solidarność z dążeniami Białorusinów do zachowania własnej tożsamości narodowej, sprawa musi zyskać akceptację Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Olsztynie. Liderzy opozycji zapowiedzieli już wysłanie oficjalnego pisma bezpośrednio do wojewódzkiego konserwatora z prośbą o koordynację procedur i wydanie zgody.

Stawka tej walki o obecność na Polach Grunwaldu jest wysoka z powodu sytuacji w samym Mińsku, gdzie historyczne, narodowe barwy biało-czerwono-białe są bezwzględnie zwalczane przez reżim Aleksandra Łukaszenki. Flaga ta, będąca oficjalnym symbolem niepodległej Białorusi w latach 1991–1995 oraz głównym znakiem protestów antyreżimowych z 2020 roku, została przez dyktatora uznana za nielegalną, a państwowa propaganda piętnuje ją jako symbol „nazistowski”. Za samo publiczne posiadanie lub wywieszenie tych barw na Białorusi grożą dziś dotkliwe kary finansowe, brutalne represje, a nawet wieloletnie więzienie.

Znadniemna.pl na podstawie REFORM.news, zdjęcie ilustracyjne, fot.: Pozirk.online

Instalacja dodatkowego masztu z historyczną, wolną flagą Białorusi na Polach Grunwaldu jest obecnie niemożliwa z przyczyn administracyjnych, poinformował dyrektor Muzeum Bitwy pod Grunwaldem Szymon Drej w odpowiedzi na listy białoruskich sił demokratycznych. Mimo deklarowanej solidarności z dążeniami Białorusinów, ostateczna decyzja zależy od konserwatora zabytków, do

Z okazji przypadającej dziś 616. rocznicy bitwy pod Grunwaldem, białoruscy aktywiści i środowiska demokratyczne ponawiają apel o oficjalne uznanie wkładu ich przodków w zwycięstwo z 1410 roku. Chcą, aby obok flagi Polski i Litwy nad Muzeum Bitwy pod Grunwaldem w Stębarku załopotał historyczny, biało-czerwono-biały sztandar.

Pomysłodawcą inicjatywy jest białoruski opozycjonista – były więzień polityczny reżimu Łukaszenki – Juraś Mielaszkiewicz. Ostatnio jego pomysł zyskuje coraz większy rozgłos w mediach oraz wsparcie ze strony liderów białoruskiej opozycji, w tym Swiatłany Cichanouskiej. Inicjatorzy akcji zauważyli, że na polach bitewnych obok flagi Polski i Litwy standardowo powiewa także flaga Ukrainy, natomiast brakuje historycznego symbolu reprezentującego pułki z ziem dzisiejszej Białorusi. Podkreślają oni, że przodkowie współczesnych Białorusinów – walczący w ramach chorągwi Wielkiego Księstwa Litewskiego – stanowili integralną część zwycięskiej armii i przelewali krew ramię w ramię z Polakami.

Dla białoruskiej społeczności sprawa ma wymiar nie tylko historyczny, ale i głęboko symboliczny. Biało-czerwono-biała flaga była oficjalnym symbolem niepodległego państwa w 1918 roku oraz w latach 1991–1995, zanim Aleksander Łukaszenka zastąpił ją wersją czerwono-zieloną, nawiązującą do czasów ZSRR. Obecnie historyczny biało-czerwono-biały sztandar uosabia opór wobec dyktatury oraz dążenie do wolnej, europejskiej Białorusi.

Dzisiejsza rocznica to dla aktywistów doskonały moment na nagłośnienie sprawy. Apelują oni do rodaków przebywających na emigracji o masowe podpisywanie petycji kierowanej do dyrekcji muzeum oraz o osobiste przybywanie na coroczne Dni Grunwaldu z własnymi, narodowymi barwami, by w ten sposób zamanifestować swoją tożsamość i pamięć o wspólnym sukcesie sprzed wieków.

Znadniemna.pl na podstawie Reform.news, fot.: ipetitions.com

Z okazji przypadającej dziś 616. rocznicy bitwy pod Grunwaldem, białoruscy aktywiści i środowiska demokratyczne ponawiają apel o oficjalne uznanie wkładu ich przodków w zwycięstwo z 1410 roku. Chcą, aby obok flagi Polski i Litwy nad Muzeum Bitwy pod Grunwaldem w Stębarku załopotał historyczny, biało-czerwono-biały sztandar. Pomysłodawcą

Przejdź do treści