HomeStandard Blog Whole Post (Page 2)

We wtorek, 7 lipca 2026 roku, znany dziennikarz i działacz mniejszości polskiej na Białorusi Andrzej Poczobut odwiedził siedzibę krajowego oddziału Amnesty International. Podczas spotkania dyrektorka organizacji, Anna Błaszczak-Banasiak, wręczyła mu nagrodę specjalną „Pióro Nadziei”. Wyróżnienie to zostało przyznane dziennikarzowi za niezłomność w pracy medialnej na rzecz praw człowieka jeszcze w marcu 2023 roku, jednak z powodu trwającego wówczas uwięzienia w białoruskiej kolonii karnej laureat nie miał możliwości jego wcześniejszego odebrania.

Wydarzenie zorganizowane po niedawnym odzyskaniu wolności przez dziennikarza stało się przestrzenią do podsumowania dotychczasowych wysiłków społeczności międzynarodowej na rzecz jego uwolnienia. Kluczowym punktem spotkania było przekazanie dziennikarzowi oprawionego zbioru listów solidarnościowych, które były systematycznie nadsyłane przez osoby prywatne do biura organizacji w ramach akcji powitalnej.

Odnosząc się bezpośrednio do otrzymanej korespondencji, Andrzej Poczobut przekazał swoje oficjalne podziękowania za pośrednictwem serwisu X:

Rozmowy z zespołem Amnesty International Polska dotyczyły również osobistych doświadczeń opozycjonisty, aktualnej sytuacji w obszarze przestrzegania praw człowieka w Europie Wschodniej oraz systemowych wyzwań związanych z obroną wolności słowa i niezależności mediów.

Znadniemna.pl na podstawie Facebook.com/FPPNW oraz X.com, Na zdjęciu: Andrzej Poczobut odbiera nagrodę specjalną  Amnesty International Polska „Pióro Nadziei”, fot.: Facebook.com/FPPNW

We wtorek, 7 lipca 2026 roku, znany dziennikarz i działacz mniejszości polskiej na Białorusi Andrzej Poczobut odwiedził siedzibę krajowego oddziału Amnesty International. Podczas spotkania dyrektorka organizacji, Anna Błaszczak-Banasiak, wręczyła mu nagrodę specjalną „Pióro Nadziei”. Wyróżnienie to zostało przyznane dziennikarzowi za niezłomność w pracy medialnej na

Fundacja Wolność i Demokracja ogłasza rozpoczęcie rekrutacji do prestiżowego programu „Szkoła Lidera Polonijnego „Ja-Lider”. Kompleksowy projekt szkoleniowy dla organizacji polskich”. Z tej okazji organizator zaprasza wszystkie osoby zaangażowane w działalność na rzecz Polonii oraz zainteresowane podniesieniem swoich kompetencji na specjalne spotkanie informacyjne online. Wydarzenie odbędzie się w najbliższy poniedziałek, 13 lipca 2026 roku o godzinie 16:00.

Podczas 40-minutowego spotkania koordynatorzy z Fundacji Wolność i Demokracja szczegółowo przedstawią założenia projektu, omówią krok po kroku przebieg procesu rekrutacji oraz odpowiedzą na wszystkie pytania uczestników. Program „Ja-Lider” to unikalna szansa dla działaczy polonijnych na świecie, by rozwinąć kluczowe umiejętności z zakresu zarządzania zespołem, komunikacji oraz budowania silnych struktur organizacji polskich za granicą.

Informacje organizacyjne:

  • Organizator: Fundacja Wolność i Demokracja (WID)
  • Data: Poniedziałek, 13 lipca 2026 roku
  • Godzina: 16:00
  • Czas trwania: ok. 40 minut
  • Format: Spotkanie online

Jak wziąć udział?

Warunkiem uczestnictwa jest wypełnienie krótkiego Formularza zgłoszeniowego Jotform. Umożliwi to organizatorom określenie liczby słuchaczy. Bezpośredni link do platformy online zostanie przesłany zarejestrowanym osobom na adres e-mail podany podczas zapisu.

Znadniemna.pl na podstawie Facebook.com/FundacjaWID

Fundacja Wolność i Demokracja ogłasza rozpoczęcie rekrutacji do prestiżowego programu „Szkoła Lidera Polonijnego „Ja-Lider”. Kompleksowy projekt szkoleniowy dla organizacji polskich”. Z tej okazji organizator zaprasza wszystkie osoby zaangażowane w działalność na rzecz Polonii oraz zainteresowane podniesieniem swoich kompetencji na specjalne spotkanie informacyjne online. Wydarzenie odbędzie

W Warszawie odbyła się oficjalna prezentacja poruszającej książki „Archipelag Białoruś. Relacje byłych więźniów politycznych”, wydanej przez Ośrodek Studiów Wschodnich (OSW). Głównym punktem wydarzenia było wystąpienie Andrzeja Poczobuta, wybitnego dziennikarza i działacza mniejszości polskiej na Białorusi, który po latach spędzonych w kolonii karnej napisał kluczowy rozdział prezentowanej książki – wprowadzenie do niej  pt. „Łagier – sedno białoruskiego systemu więziennego”. Spotkanie połączone z debatą ekspertów zgromadziło licznych przedstawicieli mediów, dyplomacji oraz obrońców praw człowieka.

Książka „Archipelag Białoruś. Relacje byłych więźniów politycznych” stanowi wstrząsający zapis systemowych represji stosowanych przez reżim Aleksandra Łukaszenki. Oprócz tekstu programowego Andrzeja Poczobuta pt. „Łagier – sedno białoruskiego systemu więziennego”, publikacja zawiera unikalne wywiady z dwunastoma byłymi więźniami politycznymi, którzy opisują brutalne mechanizmy łamania ludzkiej godności. Tytuł wprost nawiązuje do słów jednej z bohaterek, która nazwała białoruskie kolonie karne „wysepkami niewolnictwa” tworzącymi współczesny archipelag.

Podczas debaty Andrzej Poczobut opisał realia panujące w białoruskich więzieniach oraz postawy tamtejszych funkcjonariuszy, którzy bezwzględnie wykonują każdy rozkaz aparatu władzy. W dyskusji panelowej wzięli udział także współautorzy i bliscy świadkowie opisanych w publikacji wydarzeń, w tym Paweł Mażejka (jego historia znalazła się w książce), była dyrektor Telewizji Biełsat Agnieszka Romaszewska-Guzy oraz Kamil Kłysiński z OSW.

Pełna wersja publikacji została udostępniona bezpłatnie na oficjalnej stronie Ośrodka Studiów Wschodnich, a wydawca zapowiedział już prace nad jej anglojęzyczną wersją.

Znadniemna.pl na podstawie Reform.news, na zdjęciu: okładka książki „Archipelag Białoruś. Relacje byłych więźniów politycznych”, fot.: social media

 

W Warszawie odbyła się oficjalna prezentacja poruszającej książki „Archipelag Białoruś. Relacje byłych więźniów politycznych”, wydanej przez Ośrodek Studiów Wschodnich (OSW). Głównym punktem wydarzenia było wystąpienie Andrzeja Poczobuta, wybitnego dziennikarza i działacza mniejszości polskiej na Białorusi, który po latach spędzonych w kolonii karnej napisał kluczowy rozdział

W nocy z 6 na 7 lipca 1944 roku żołnierze Armii Krajowej rozpoczęli dramatyczną bitwę o Wilno. Polskie podziemie podjęło suwerenną decyzję, by samodzielnie oswobodzić gród nad Wilią z rąk niemieckiego okupanta. Bezpośrednim impulsem do przyspieszenia działań było gwałtowne zbliżanie się do granic miasta Armii Czerwonej. Polacy chcieli wystąpić wobec nadchodzących sił sowieckich w roli gospodarzy i prawnych zarządców tych ziem.

Militarny zryw i polityczna pułapka

Operacja „Ostra Brama” trwała od 7 do 13 lipca 1944 roku. Stanowiła kluczowy element akcji „Burza” – ogólnokrajowego powstania wymierzonego militarnie w hitlerowskie Niemcy, a politycznie w Związek Radziecki. Plan zakładał zjednoczenie sił wileńskiego i nowogródzkiego okręgu AK w celu wspólnego uderzenia na garnizon wroga. Dowództwo nad operacją objął komendant Obszaru Północno-Wschodniego, płk Aleksander Wilk-Krzyżanowski.

Ze względu na dynamikę frontu wschodniego, płk Wilk-Krzyżanowski zdecydował o natychmiastowym ataku, przyspieszając akcję o całą dobę względem pierwotnych założeń. Polskie oddziały uderzyły na Wilno od południa i południowego wschodu. Historycy szacują, że w momencie rozpoczęcia szturmu siły AK liczyły około 5 tysięcy żołnierzy piechoty i kawalerii, a w toku walk wzrosły do 12 tysięcy.

Walka z przeważającym wrogiem

Niemiecki garnizon stacjonujący w Wilnie dysponował ogromną przewagą. Siły okupanta liczyły od 20 do 30 tysięcy żołnierzy wspieranych przez potężną artylerię, czołgi, działa pancerne oraz lotnictwo operujące z lotniska na Porubanku. Mimo to, polscy żołnierze zdołali wyzwolić znaczną część miasta.

Do walk wkrótce włączyły się jednostki Armii Sowieckiej. Najbardziej krwawe starcia toczyły się w okolicach Góry Bouffałowej, w ogrodzie botanicznym oraz w rejonie więzienia na Łukiszkach. Do 13 lipca połączone działania doprowadziły do całkowitego oczyszczenia miasta z sił niemieckich. Symbolem chwilowego triumfu stała się biało-czerwoną flaga wywieszona przez akowców na Górze Zamkowej. Radość była jednak krótka – po zaledwie kilku godzinach żołnierze sowieccy zerwali polskie barwy i zastąpili je czerwonym sztandarem. Tuż po zdobyciu Wilna dowództwo sowieckie podstępnie rozbroiło polskie oddziały, a oficerów i żołnierzy zmuszono do kapitulacji lub uwięziono, wywożąc ich w głąb ZSRR.

Tradycje rocznicowe na Litwie, ale nie na Białorusi

Pamięć o żołnierzach operacji „Ostra Brama” i akcji „Burza” na dawnych ziemiach północno-wschodniej Rzeczypospolitej (dzisiejsza Litwa i Białoruś) do dziś budzi silne emocje. Obecnie tradycje rocznicowe upamiętniające operację „Ostra Brama” są pielęgnowane właściwie tylko przez polską mniejszość narodową na Litwie.

Tegoroczne uroczystości, organizowane przez Związek Polaków na Litwie rozpoczynają się dzisiaj, 7 lipca, i potrwają do 13 lipca. We wtorek o godz. 12.00 w podwileńskich Skorbucianach odbył się apel pamięci w kwaterze poległych w walce o Wilno żołnierzy Armii Krajowej. Na godz. 14.30 w Boguszach (rejon wileński) – zaplanowana jest uroczystość złożenia wieńców przy pomniku, upamiętniającym aresztowanie oficerów sztabu Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej przez NKWD. Kolejny punkt dzisiejszych obchodów to ceremonia składania wieńców w kwaterze poległych w walce o Wilno żołnierzy AK na cmentarzu w Kolonii Wileńskiej o godz. 16.00.

Kulminacją uroczystości w dniu 13 lipca będzie tradycyjny Wiec Pamięci w Krawczunach – z okazji 82. rocznicy bitwy II Zgrupowania Wileńskiej Armii Krajowej stoczonej z Niemcami w miejscowościach: Krawczuny, Płocieniszki, Nowosiółki.

Do roku 2021 każdego roku uroczyste obchody rocznicowe, poświęcone operacji „Ostra Brama”, organizowano także na Białorusi. Niestety, ta wieloletnia tradycja została w ostatnich latach brutalnie przerwana. Wynika to z otwarcie negatywnego stosunku władz Białorusi do Armii Krajowej oraz systematycznego niszczenia pamięci o żołnierzach polskiego podziemia niepodległościowego z czasów II wojny światowej. Represje wymierzone w liderów mniejszości polskiej oraz likwidacja miejsc polskiej pamięci narodowej sprawiły, że publiczne oddanie hołdu bohaterom z 1944 roku na terenie dzisiejszej Białorusi stało się niemożliwe.

Znadniemna.pl na podstawie L24.lt, na zdjęciu: Walki o wyzwolenie Wilna. Patrol żołnierzy Armii Krajowej i radzieckich na ulicy Wielkiej, fot.: Wikipedia

W nocy z 6 na 7 lipca 1944 roku żołnierze Armii Krajowej rozpoczęli dramatyczną bitwę o Wilno. Polskie podziemie podjęło suwerenną decyzję, by samodzielnie oswobodzić gród nad Wilią z rąk niemieckiego okupanta. Bezpośrednim impulsem do przyspieszenia działań było gwałtowne zbliżanie się do granic miasta Armii

107 lat temu, 3 lipca 1919 roku, Flotylla Pińska – rzeczny oddział Wojska Polskiego, stworzony do działań na rzekach i kanałach Polesia – odniosła swoje pierwsze zwycięstwo w wojnie polsko‑bolszewickiej, zdobywając Horodyszcze i przełamując bolszewicką obronę. Wśród oficerów, którzy nadali Flotylli Pińskiej jej charakter i kresową tożsamość, był późniejszy dowódca formacji, komandor Witold Zajączkowski, nazywany przez marynarzy „Księciem Polesia”. Jego intuicja, znajomość rzek i bagien oraz wizja wojny prowadzonej na wodach stały się fundamentem legendy tej niezwykłej jednostki.

Flotylla Pińska powstała jako odpowiedź na realia wojny na Polesiu – krainie rzek, mokradeł i bezdroży, gdzie klasyczne działania lądowe często były niemożliwe. Motorówki, uzbrojone łodzie i improwizowane jednostki rzeczne miały zastąpić mobilność kawalerii, umożliwiając szybkie uderzenia wzdłuż wodnych szlaków. Była to formacja Wojska Polskiego, ale o charakterze głęboko kresowym: dostosowana do rytmu Prypeci, Piny i Jasiołdy, do mgieł, mielizn i zdradliwych zakoli.

Bitwa pod Horodyszczem była pierwszym poważnym sprawdzianem tej koncepcji. Wczesnym rankiem 3 lipca 1919 roku polskie jednostki ruszyły w stronę Horodyszcz, gdzie bolszewicy przygotowali zasadzki na brzegach, licząc, że ostrzał z ukrycia zatrzyma motorówki. Stało się inaczej. Flotylla posuwała się naprzód, wspierając natarcie 34. Pułku Piechoty ogniem i manewrem. Zaskoczenie przeciwnika było całkowite – Horodyszcze zostało zdobyte, a Flotylla Pińska pokazała, że potrafi przełamywać front tam, gdzie wojska lądowe nie mają szans.

Witold Zajączkowski, choć nie dowodził jeszcze całością flotylli, należał do grona oficerów, którzy tworzyli jej kresową doktrynę. Znał Polesie jak własną kieszeń – jego rzeki, kanały, mielizny, mgły i wodne pułapki. Marynarze mówili o nim „Książę Polesia”, bo miał w sobie coś z władcy tej krainy: intuicję, pewność ruchu, umiejętność czytania wody jak mapy. Jego koncepcja szybkich rajdów, śmiałych uderzeń i wykorzystania rzek jako naturalnych korytarzy operacyjnych była fundamentem zwycięstwa pod Horodyszczem.

Ale Zajączkowski zasłużył na pamięć nie tylko jako taktyk. W latach międzywojennych wyrósł na najważniejszego dowódcę Flotylli Pińskiej – człowieka, który potrafił połączyć wojskową dyscyplinę z kresową fantazją. Dbał o wyszkolenie marynarzy, rozwój infrastruktury, modernizację jednostek i budowę etosu służby na wodach Polesia. To za jego czasów Flotylla Pińska stała się formacją nie tylko sprawną, lecz także dumną ze swojej odrębności i tradycji.

Symbolika przydomka walecznego komandora nabrała później dodatkowego znaczenia. Jedna z jednostek flotylli otrzymała nazwę ORP „Książę Polesia”, jakby sama formacja chciała oddać hołd ludziom, którzy tworzyli jej legendę. Ta nazwa odzwierciedlała pamięć o oficerach, którzy na wodach Kresów bronili Rzeczypospolitej – a wśród nich Witold Zajączkowski był jedną z najbardziej znanych postaci.

Wojna 1939 roku przerwała jego służbę. Po agresji sowieckiej Flotylla Pińska została zniszczona lub przejęta przez wroga, a jej oficerowie rozproszyli się po świecie. Zajączkowski trafił na emigrację – najpierw do Wielkiej Brytanii, a później do Kanady. Tam, z dala od rzek Polesia, żył jak wielu polskich oficerów: skromnie, pracowicie, wierny pamięci o kraju, którego nie mógł zobaczyć ponownie. Nie zabiegał o rozgłos, nie budował legendy wokół własnego nazwiska. A jednak legenda przyszła sama – wraz z pamięcią marynarzy, historyków i tych, którzy po latach odnaleźli jego grób na cmentarzu Mount Pleasant w Toronto.

Nagrobna płyta komandora Witolda Zajączkowskiego i jego żony na cmentarzu Mount Pleasant w Toronto, fot.: facebook.com/krzysztof.grzelczyk.3

Dziś to miejsce jest jednym z tych cichych punktów na mapie polskiej pamięci, które przypominają, że historia Flotylli Pińskiej nie skończyła się wraz z utratą Kresów. Żyje w rocznicach, w opowieściach o ludziach, którzy na rzekach Polesia bronili polskiej wolności – i w postaci jej „Księcia”, komandora Witolda Zajączkowskiego.

Opr. Walery Kowalewski, na zdjęciu: komandor Witold Zajączkowski „Książe Polesia”, fot.: Wikipedia

107 lat temu, 3 lipca 1919 roku, Flotylla Pińska – rzeczny oddział Wojska Polskiego, stworzony do działań na rzekach i kanałach Polesia – odniosła swoje pierwsze zwycięstwo w wojnie polsko‑bolszewickiej, zdobywając Horodyszcze i przełamując bolszewicką obronę. Wśród oficerów, którzy nadali Flotylli Pińskiej jej charakter i

Prawa człowieka na Białorusi znalazły się w stanie głębokiego kryzysu — wynika z najnowszego raportu pt. „Ukryte represje w Białorusi 2020–2026”, który zaprezentowało Centrum Praw Człowieka „Wiasna”. Dokument pokazuje, że w ciągu sześciu lat reżim całkowicie zmienił taktykę: zamiast demonstracyjnych zatrzymań i głośnych procesów stosuje dziś model tzw. „niewidzialnego” prześladowania, oparty na blokadzie informacji, zamkniętych sądach i systemowym zastraszaniu społeczeństwa.

Raport opisuje wyraźny zwrot w sposobie działania władz. Obrońcy praw człowieka zaznaczają, że w latach 2020–2021 represje były publiczne i ostentacyjne — masowe zatrzymania na ulicach, pokazowe procesy, brutalne pacyfikacje protestów. Jednak od 2022–2023 roku reżim przeszedł do strategii tak zwanych „schowanych represji”. Jak podkreśla prawnik „Wiasny” Paweł Sapiełka, obserwowany w kraju zewnętrzny spokój jest jedynie pozorem: statystyki dotyczące spraw „ekstremistycznych” zostały utajnione, procesy sądowe odbywają się za zamkniętymi drzwiami, a adwokaci i rodziny oskarżonych są zmuszani do milczenia pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Autorzy raportu zwracają uwagę, że państwowe instytucje — takie jak Prokuratura Generalna, Komitet Śledczy, czy MSW — przestały publikować dane, które wcześniej pozwalały ocenić skalę prześladowań. W oficjalnej statystyce sądowej brakuje informacji o większości artykułów wykorzystywanych w sprawach politycznych, a dostęp do materiałów procesowych jest systemowo ograniczany. W efekcie represje nie znikają, lecz stają się coraz mniej widoczne dla społeczeństwa i międzynarodowych instytucji.

Według danych „Wiasny”, każdego roku na Białorusi wszczynanych jest około 5 000 nowych spraw politycznych. W bazie organizacji znajduje się już niemal 8,5 tysiąca osób skazanych z powodów politycznych, podczas gdy na państwowej liście osób „zaangażowanych w działalność ekstremistyczną” widnieje około 6,6 tysiąca nazwisk. Obrońcy praw człowieka podkreślają, że bez niezależnego monitoringu opinia publiczna nie poznałaby ponad dwóch tysięcy przypadków politycznie motywowanego prześladowania.

Raport zwraca uwagę na rosnącą rolę wyroków zaocznych, które stały się narzędziem represji wobec osób przebywających za granicą. To mechanizm pozwalający władzom ścigać migrantów politycznych, wpisywać ich na listy poszukiwanych i konfiskować majątek tych ludzi.

Osobny rozdział raportu poświęcono sytuacji w miejscach pozbawienia wolności. Autorzy wskazują, że władze systemowo ograniczają możliwości przekazywania informacji z kolonii i aresztów: zwężają kanały komunikacji, utrudniają dostęp do adwokatów po etapowaniu, a także represjonują internetowe społeczności rodzin więźniów. W praktyce oznacza to niemal całkowite odcięcie społeczeństwa od wiedzy o warunkach, w jakich przetrzymywani są więźniowie polityczni.

„Wiasna” podkreśla, że represje dotykają nie tylko osób oskarżonych w sprawach politycznych, lecz także prawników, dziennikarzy, obserwatorów sądowych, działaczy społecznych oraz Białorusinów w emigracji. Coraz częściej stosowane są mniej widoczne formy nacisku: problemy z zatrudnieniem, zawodowa izolacja, presja administracyjna i rosnąca autocenzura.

Raport zwraca również uwagę na zmianę interpretacji społecznego milczenia. W warunkach pełnej blokady informacyjnej i ryzyka represji brak publicznego sprzeciwu nie jest już oznaką bierności, lecz staje się racjonalną strategią przetrwania. Ta wymuszona adaptacja może prowadzić do głębokiego rozłamu wartości między Białorusinami, żyjącymi w kraju a diasporą białoruską żyjącą w wolnym świecie. Zjawisko to może także prowadzić do niebezpiecznej „normalizacji” represji.

W podsumowaniu autorzy raportu stwierdzają, że w latach 2025–2026 represyjny system na Białorusi wszedł w nową fazę. Udział otwartych represji zmalał, lecz codzienna presja nie zniknęła, ale stała się mniej widoczna, co utrudnia jej dokumentowanie i może prowadzić do powstania fałszywego wrażenia złagodzenia sytuacji.

„Wiasna” alarmuje, że tradycyjne metody monitorowania naruszeń praw człowieka przestają działać, a konieczna jest głęboka przebudowa sposobów dokumentowania prześladowań, aby nie dopuścić do zafałszowania obrazu rzeczywistości.

Znadniemna.pl na podstawie Spring96.org, fot.: picture-aliance/dpa

Prawa człowieka na Białorusi znalazły się w stanie głębokiego kryzysu — wynika z najnowszego raportu pt. „Ukryte represje w Białorusi 2020–2026”, który zaprezentowało Centrum Praw Człowieka „Wiasna”. Dokument pokazuje, że w ciągu sześciu lat reżim całkowicie zmienił taktykę: zamiast demonstracyjnych zatrzymań i głośnych procesów stosuje

Tegoroczny fest w Budsławiu zgromadził 2680 pielgrzymów, najwięcej od ponad dekady. Wydarzeniu towarzyszyły uroczystości upamiętniające pionierów odrodzenia Kościoła katolickiego na Białorusi,  których wkład w odbudowę życia religijnego został szczególnie podkreślony.

Tegoroczne uroczystości maryjne w Budsławiu zgromadziły 2680 pielgrzymów, najwięcej od ponad dekady. Wydarzeniu towarzyszyły uroczystości upamiętniające pionierów odrodzenia Kościoła katolickiego na Białorusi, w tym ks. Tadeusza Kondrusiewicza, ks. Zbigniewa Chmielewskiego, ks. Antoniego Koczana i ks. Wiktora Misiewicza, których wkład w odbudowę życia religijnego został szczególnie podkreślony.

Rekordowa dla ostatnich lat liczba pielgrzymów dotarła w 2026 roku na katolicki fest w Budsławiu pieszo i na rowerach. Łącznie 2680 osób wyruszyło w drogę, by uczestniczyć w jednym z najważniejszych wydarzeń religijnych na Białorusi. To więcej niż w 2025 roku (2484 uczestników) i znacznie więcej niż w 2024 roku (1982). Wynik niemal dorównuje „złotym latom”, takim jak 2014, gdy do Budsławia przybyło około 2700 osób.

Najliczniejszą grupą okazało się pielgrzymstwo z Mińska, które dotarło do sanktuarium w składzie 379 osób. Wśród pielgrzymek wyróżniających się formą znalazła się „pierwsza nowoczesna pielgrzymka” na monokole, prowadzona przez księdza Władysława Zawalniuka – na tym nietypowym środku transportu dotarło 15 osób. Ojciec z synem pokonali 185 kilometrów na rowerach w trzy dni, wyruszając ze Stołpców. Jedna z grup mińskich odbyła natomiast „postną pielgrzymkę”, podczas której większość uczestników przez pięć dni piła wyłącznie wodę.

Najbardziej międzynarodowy charakter miała pielgrzymka dominikanów z Witebska, gromadząca wiernych z Białorusi, Polski, Rosji, Ekwadoru i Hondurasu. W Budsławiu pojawiło się również 114 rodzin, które wyruszyły w jedniodniową pielgrzymkę rodzinną. Najdłuższą trasę – niemal 300 kilometrów w dziewięć dni – pokonali tradycyjnie pielgrzymi z Baranowicz.

Tegoroczne uroczystości w Budsławiu miały jednak nie tylko wymiar pielgrzymkowy. W ich trakcie oddano hołd pionierom odrodzenia Kościoła katolickiego na Białorusi, wspominając duchownych, którzy w latach 80. i 90. XX wieku odbudowywali struktury kościelne po dekadach represji. Wymieniono m.in.:

  • ks. Tadeusza Kondrusiewicza – pierwszego po latach prześladowań biskupa katolickiego na Białorusi,
  • ks. Zbigniewa Chmielewskiego – jednego z najważniejszych organizatorów życia parafialnego w Mińsku,
  • ks. Antoniego Koczana – zaangażowanego w odzyskiwanie świątyń i tworzenie wspólnot,
  • ks. Wiktora Misiewicza – jednego z kapłanów, którzy jako pierwsi wrócili do pracy duszpasterskiej.

Wśród pionierów powojennego odrodzenia pielgrzymek do Budsławia — tych, którzy po 1991 roku odbudowywali rangę narodowego sanktuarium maryjnego — wymieniani są hierarchowie szczególnie związani z pierwszymi latami reaktywacji Kościoła na Białorusi. Należą do nich: bp Aleksander Kaszkiewicz, abp Tadeusz Kondrusiewicz, bp Antoni Dziemianka, bp Władysław Blin, bp Henryk Drozdowicz oraz bp Jerzy Kasabucki. To właśnie oni, poprzez swoją obecność, organizacyjne wsparcie i konsekwentne podkreślanie znaczenia kultu Matki Bożej Budsławskiej, odegrali kluczową rolę w przywróceniu ogólnokrajowego charakteru uroczystości maryjnych.

Ich udział w pierwszych pielgrzymkach po odzyskaniu wolności religijnej był nie tylko symbolem odrodzenia Kościoła, lecz także fundamentem, na którym zbudowano współczesną tradycję narodowego odpustu w Budsławiu. Dzięki ich zaangażowaniu sanktuarium odzyskało rangę centralnego miejsca kultu maryjnego na Białorusi, a coroczne uroczystości stały się jednym z najważniejszych wydarzeń religijnych w kraju.

W homiliach podkreślano, że współczesne pielgrzymowanie – w swojej różnorodności, od tradycyjnych marszów po nowoczesne formy mobilności – jest kontynuacją tamtego wysiłku i świadectwem żywotności wiary na Białorusi.

Znadniemna.pl ma podstawie Katolik.life oraz Ekai.pl, fot.: Katolik.life

Tegoroczny fest w Budsławiu zgromadził 2680 pielgrzymów, najwięcej od ponad dekady. Wydarzeniu towarzyszyły uroczystości upamiętniające pionierów odrodzenia Kościoła katolickiego na Białorusi,  których wkład w odbudowę życia religijnego został szczególnie podkreślony. Tegoroczne uroczystości maryjne w Budsławiu zgromadziły 2680 pielgrzymów, najwięcej od ponad dekady. Wydarzeniu towarzyszyły uroczystości upamiętniające

Po piętnastu latach od podpisania i nigdy niewdrożenia umowy o małym ruchu granicznym Litwa zdecydowała o jej formalnym wypowiedzeniu. Dokument, który miał ułatwić życie mieszkańcom pogranicza, od początku pozostawał martwy – Mińsk nie wykonał żadnych kroków, by go uruchomić, a obecna sytuacja bezpieczeństwa całkowicie przekreśliła sens jego dalszego utrzymywania.

Litewski Sejm przyjął decyzję o wypowiedzeniu umowy jednogłośnie, uznając, że w warunkach zamkniętych przejść granicznych, braku współpracy ze strony reżimu Łukaszenki oraz trwających działań hybrydowych dokument nie ma już żadnej wartości praktycznej. Wiceminister spraw zagranicznych Vidmantas Verbickas przypomniał, że choć umowę podpisano w 2010 roku, a Litwa ratyfikowała ją rok później, Białoruś nigdy nie zakończyła własnych procedur – nie wdrożyła rozwiązań technicznych, nie przygotowała infrastruktury i faktycznie zablokowała cały projekt.

Decyzja Wilna wpisuje się w szerszy kontekst zaostrzonej polityki wobec Mińska. W ostatnich latach Litwa zamknęła większość przejść granicznych, ograniczyła ruch osobowy i towarowy, a także wprowadziła dodatkowe środki bezpieczeństwa w odpowiedzi na kryzys migracyjny wywołany przez Białoruś. W litewskich mediach szeroko komentowano również nowe formy przemytu – m.in. balony meteorologiczne przenoszące paczki papierosów, które doprowadziły do czasowego zamknięcia przestrzeni powietrznej nad Wilnem i Kownem.

Wypowiedzenie umowy o małym ruchu granicznym jest więc nie tylko formalnym domknięciem nieistniejącej współpracy, lecz także symbolicznym gestem: Litwa nie pozostawia już żadnych złudzeń co do możliwości normalizacji relacji z reżimem Łukaszenki w przewidywalnej przyszłości.

Znadniemna.pl na podstawie zw.lt, na zdjęciu: granica litewsko-białoruska fot.: Sputnik/RIA Novosti

Po piętnastu latach od podpisania i nigdy niewdrożenia umowy o małym ruchu granicznym Litwa zdecydowała o jej formalnym wypowiedzeniu. Dokument, który miał ułatwić życie mieszkańcom pogranicza, od początku pozostawał martwy – Mińsk nie wykonał żadnych kroków, by go uruchomić, a obecna sytuacja bezpieczeństwa całkowicie przekreśliła

W kolejnych parafiach na Białorusi wierni żegnają polskich kapłanów, którym władze odmówiły przedłużenia zezwoleń na dalszą posługę. W ostatnich dniach kraj opuścili m.in. ks. Marian Szerszeń, ks. Bogusław Madżejewski oraz o. Zbigniew Dragula. Inni – jak wynika z relacji wiernych – próbują ratować możliwość pozostania, decydując się na krok ostateczny: złożenie wniosku o białoruskie obywatelstwo.

W parafii w Nalibokach wierni z bólem przyjęli wiadomość o wyjeździe ks. Mariana Szerszenia, dziekana dekanatu stołpeckiego, który po 36 latach posługi cicho opuścił Białoruś. Kapłan, znany z odbudowy miejscowego kościoła i wieloletniej pracy duszpasterskiej, był jednym z duchownych, którym w ostatnim czasie nie przedłużono pozwolenia na służbę. Jego odejście – jak podkreślają parafianie – oznacza, że tym razem nie udało się wywalczyć zmiany decyzji władz, jak bywało w poprzednich latach.

Z podobną sytuacją mierzą się wierni w Iwieńcu, gdzie pielgrzymi idący do Budsławia ze smutkiem zauważyli, że nie czekał na nich o. Lech Bahanek, kapłan z Polski posługujący na Białorusi od ponad 25 lat. On również znalazł się w grupie księży, którym odmówiono dalszej pracy. Według informacji przekazywanych przez wiernych, o. Bahanek – podobnie jak kilku innych polskich duchownych – zamierza ubiegać się o białoruskie obywatelstwo, aby móc pozostać w kraju. Taki warunek, jak twierdzą parafianie, miał być stawiany przez władze duchownym z Polski pracującym w archidiecezji mińsko‑mohylewskiej.

Nie wszyscy jednak mają pewność, że otrzymają obywatelstwo. Znane są przypadki księży, którzy mimo wieloletniej posługi i realizacji ważnych projektów społecznych otrzymali odmowę. Gdy pozwolenie na służbę wygasa, a kwestia obywatelstwa pozostaje nierozstrzygnięta, duchowni muszą zawiesić działalność duszpasterską i nie pojawiają się publicznie.

W parafii w Świrze wierni przygotowują się do pożegnania kolejnego kapłana – ks. Bogusława Madżejewskiego, dziekana dekanatu miedelskiego. Jak ustalili parafianie, również on wkrótce opuści Białoruś.

Do pożegnania doszło także w diecezji grodzieńskiej. W Starych Wasiliszkach uroczyście żegnano o. Zbigniewa Dragulę, michalitę, który posługiwał tam 27 lat. W oficjalnym komunikacie diecezji nie podano przyczyny jego wyjazdu, jednak – jak twierdzą wierni – również on nie otrzymał zgody na dalszą posługę. W pożegnalnym wystąpieniu kapłan wspomniał, że takich księży jest pięciu, choć nie wiadomo, czy chodzi o duchownych z całej diecezji grodzieńskiej, czy o szerszą grupę.

Sytuacja polskich księży na Białorusi pozostaje napięta. Coraz więcej duchownych zmuszanych jest do wyjazdu, a ci, którzy chcą pozostać, podejmują działania o charakterze ostatecznym – starając się o obywatelstwo, które miałoby uchronić ich przed kolejnymi odmowami. Wierni, pozbawiani swoich duszpasterzy, mówią o poczuciu niepewności i smutku, który towarzyszy kolejnym pożegnaniom.

Znadniemna.pl na podstawie: KAI oraz Katolik.life, fot.: Karol Porwich/East News

W kolejnych parafiach na Białorusi wierni żegnają polskich kapłanów, którym władze odmówiły przedłużenia zezwoleń na dalszą posługę. W ostatnich dniach kraj opuścili m.in. ks. Marian Szerszeń, ks. Bogusław Madżejewski oraz o. Zbigniew Dragula. Inni – jak wynika z relacji wiernych – próbują ratować możliwość pozostania,

Mija 99 lat od dnia, w którym Wilno stało się świadkiem jednej z najbardziej uroczystych chwil swojej historii: koronacji cudownego obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej, wydarzenia z udziałem najwyższych władz państwowych i tysięcy wiernych.

Dokładnie 99 lat temu, 2 lipca 1927 roku, u stóp Ostrej Bramy zgromadziły się tłumy mieszkańców Wilna i całej Wileńszczyzny. Uroczystość koronacji cudownego obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej była wydarzeniem o wyjątkowym znaczeniu religijnym i narodowym, a jej rangę podkreślała obecność najwyższych władz II Rzeczypospolitej. W Wilnie pojawili się prezydent Ignacy Mościcki oraz Marszałek Józef Piłsudski — ten ostatni jako szczególny czciciel Ostrobramskiej Pani, której wizerunek nosił przy sobie przez całe życie.

Relacje świadków tamtego dnia tworzą niezwykłą mozaikę obrazów, które do dziś poruszają wyobraźnię. W chwili koronacji nad miastem rozpętała się gwałtowna ulewa. Deszcz spadał strumieniami, a zgromadzeni wierni stali nieporuszeni, jakby chcieli dać świadectwo, że żadna przeciwność nie jest w stanie zakłócić tego historycznego momentu. Jeden z księży, widząc przemokniętego Marszałka, rozpostarł nad nim parasol. Piłsudski miał wówczas odpowiedzieć słowami, które przeszły do historii:

„Schowaj ksiądz ten parasol. Jak koronują Królową Polski, można stać na deszczu.”

Ta scena, utrwalona na fotografii, stała się jednym z najbardziej symbolicznych obrazów tamtego dnia — świadectwem zarówno osobistej czci Marszałka, jak i niezwykłej powagi chwili. Ulewa, która mogła wydawać się przeszkodą, została przez uczestników odczytana jako znak błogosławieństwa, a nie przeciwności.

Scena, kiedy Józef Piłsudski miał powiedzieć, stojącemu obok księdzu: Schowaj ksiądz ten parasol. Jak koronują Królową Polski, można stać na deszczu.”, fot.: facebook.com

Koronacja obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej była manifestacją jedności, wiary i wdzięczności. Wileńszczyzna, wówczas część II Rzeczypospolitej, przeżywała czas odbudowy po latach wojny i niepewności. Uroczystość stała się przypomnieniem, że Ostra Brama od wieków była miejscem, gdzie Polacy, Litwini i Białorusini modlili się wspólnie, prosząc o opiekę nad swoimi rodzinami i ojczyzną.

Dziś, w 99. rocznicę koronacji, pamięć o tamtym dniu pozostaje żywa. Za rok minie sto lat od tego wydarzenia — jubileusz, który z pewnością stanie się okazją do jeszcze głębszego przypomnienia roli Ostrej Bramy w dziejach naszej duchowości i kultury.

Znadniemna.pl na podstawie archiwalnych publikacji „Kuriera Wileńskiego” z 1927 roku oraz materiałów Archidiecezji Wileńskiej, na zdjęciu: zrzut ekranu z filmu o koronacji Matki Bożej Ostrobramskiej, źródło: Ninateka.pl

Mija 99 lat od dnia, w którym Wilno stało się świadkiem jednej z najbardziej uroczystych chwil swojej historii: koronacji cudownego obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej, wydarzenia z udziałem najwyższych władz państwowych i tysięcy wiernych. Dokładnie 99 lat temu, 2 lipca 1927 roku, u stóp Ostrej Bramy zgromadziły

Przejdź do treści