HomeStandard Blog Whole Post (Page 2)

Nasza krajanka Krystyna Cimanowska, reprezentująca Polskę w lekkoatletycznych biegach sprinterskich, potwierdziła swoją przynależność do absolutnej czołówki polskiego sprintu. Podczas 102. PZLA Mistrzostw Polski w Białymstoku wywalczyła dwa tytuły wicemistrzowskie na dystansach 100 i 200 metrów. Te znakomite występy zagwarantowały jej oficjalną kwalifikację na nadchodzące Mistrzostwa Europy, udowadniając, że po dramatycznych zmianach życiowych i sportowych Polka wciąż biega na najwyższym poziomie.

Finałowe biegi na stadionie „Zwierzyniec” w Białymstoku dostarczyły kibicom ogromnych emocji. Szczególnie dramatyczny przebieg miał finał na 200 metrów. Cimanowska stoczyła pasjonującą walkę ramię w ramię z 20-letnią Wiktorią Gajosz. O złotym medalu zadecydował ułamek sekundy oraz spektakularny rzut na linię mety w wykonaniu debiutantki. Reprezentantka Polski ukończyła bieg na drugim miejscu z bardzo dobrym czasem 23,09 sekundy.

Jestem bardzo zadowolona z tego biegu, bo mogłam mocno przyspieszyć w drugiej części. To mój trzeci start na 200 m w tym sezonie i z każdym biegam szybciej. Wiem, że jestem gotowa na złamanie bariery 23 sekund na Mistrzostwach Europy – zadeklarowała po finale optymistycznie nastawiona Cimanowska dla WP SportoweFakty.

Równie udany okazał się start na dystansie 100 metrów. Sportsmenka po raz kolejny udowodniła, że systematycznie buduje swoją dominującą pozycję na polskiej scenie lekkoatletycznej. Wyniki te dały jej oficjalną przepustkę do startu na obu dystansach (100 m i 200 m) podczas zbliżających się Mistrzostw Europy, które odbędą się w brytyjskim Birmingham.

Przypomnijmy, że biegaczka reprezentuje Polskę na arenie międzynarodowej od sierpnia 2023 roku, kiedy to World Athletics oficjalnie zniosło jej karencję po ucieczce przed białoruskim reżimem podczas Igrzysk Olimpijskich w Tokio w 2021 roku. Od momentu uzyskania polskiego obywatelstwa regularnie zdobywa medale mistrzostw kraju, udowadniając niezłomny charakter i wielką formę.

Znadniemna.pl na podstawie WP SportoweFakty,  na zdjęciu: Krystyna Cimanowska (biegnie po lewej) po dekoracji medalistów Mistrzostw Polski, fot.: Facebook.com/kristina.timanovskaya.1996

Nasza krajanka Krystyna Cimanowska, reprezentująca Polskę w lekkoatletycznych biegach sprinterskich, potwierdziła swoją przynależność do absolutnej czołówki polskiego sprintu. Podczas 102. PZLA Mistrzostw Polski w Białymstoku wywalczyła dwa tytuły wicemistrzowskie na dystansach 100 i 200 metrów. Te znakomite występy zagwarantowały jej oficjalną kwalifikację na nadchodzące Mistrzostwa

W sercu Wilna otwarto ekspozycję, która rzuca zupełnie nowe światło na naszą narodową nekropolię. Muzeum Wilna zaprasza na wystawę pt. „Żywa Rossa”, ukazującą ten wyjątkowy panteon nie tylko jako bezcenny pomnik historii i wspólne dziedzictwo trzech narodów – polskiego, litewskiego i białoruskiego, ale również jako tętniącą życiem ostoję dzikiej przyrody. Dla Polaków związanych z Kresami to poruszające przypomnienie o sile pamięci, która przetrwała najtrudniejsze dziejowe próby.

Założony w 1801 roku Cmentarz na Rossie to jedna z czterech najważniejszych polskich nekropolii narodowych, która przez ponad dwa stulecia stała się miejscem spoczynku kluczowych postaci dla polskiej nauki, kultury i historii. Twórcy jubileuszowej wystawy wyraźnie akcentują jednak, że Rossa to wielowarstwowy panteon łączący Polaków, Litwinów i Białorusinów. Obok tak bliskich polskim sercom miejsc jak Mauzoleum Matki i Serca Syna, gdzie spoczywa serce marszałka Józefa Piłsudskiego, czy groby bohaterów powstań narodowych, Rossa jest domem pamięci dla twórcy litewskiego odrodzenia Jonasa Basanavičiusa oraz wybitnych twórców białoruskich. Z myślą o rodakach i gościach z całego świata, Muzeum Wilna przygotowało całą ekspozycję oraz opisy prezentowanych eksponatów również w języku polskim.

Słynne mauzoleum na Cmentarzu Na Rossie w Wilnie, w którym spoczywa Maria Piłsudska oraz serce jej syna, marszałka Józefa Piłsudskiego. cmentarza na Rossie fot.: TVP Polonia

Największym zaskoczeniem nowej wystawy jest nowatorskie połączenie dawnych dokumentów, planów architektonicznych i starych fotografii z wynikami współczesnych badań przyrodniczych. Ekspozycja udowadnia, że Rossa to nie tylko kamienne pomniki przeszłości, ale też tętniące życiem „żywe archiwum” i zielone korytarze w centrum litewskiej stolicy. Przestrzeń wystawiennicza została zaaranżowana w sposób imitujący cmentarne ścieżki, które przybliżają zwiedzającym sekrety wiekowych drzew, dzikich kwiatów, mchów oraz rzadkich owadów i ptaków. Na początku wystawy działa także specjalna strefa edukacyjna dla dzieci, która w przystępny sposób wprowadza najmłodszych w pojęcie bioróżnorodności i uczy szacunku do otaczającej przyrody.

Zgromadzone pamiątki mocno akcentują również społeczny wymiar ochrony Rossy, która przetrwała celowe, sowieckie dewastacje oraz trudne dekady powojenne dzięki niezłomnym ludziom. Organizatorzy wystawy wprost wyróżniają wieloletnie zasługi Społecznego Komitetu Opieki nad Starą Rossą oraz niezastąpioną postawę polskich harcerzy i wolontariuszy, którzy od pokoleń dbają o to, by pamięć o dawnych mieszkańcach Wilna nie zarosła trawą zapomnienia. Ekspozycja przy ulicy Vokiečių 6 (Niemiecka 6) będzie otwarta dla zwiedzających do 31 grudnia 2026 roku od wtorku do piątku w godzinach od 15 do 19 oraz w weekendy od 11 do 19.

Znadniemna.pl na podstawie TVP Wilno, na zdjęciu: ekspozycja wystawy pt. „Żywa Rossa”, fot.: Facebook.com/tvpwilno

W sercu Wilna otwarto ekspozycję, która rzuca zupełnie nowe światło na naszą narodową nekropolię. Muzeum Wilna zaprasza na wystawę pt. „Żywa Rossa”, ukazującą ten wyjątkowy panteon nie tylko jako bezcenny pomnik historii i wspólne dziedzictwo trzech narodów – polskiego, litewskiego i białoruskiego, ale również jako

Obchodzony 25 lipca Dzień Bezpiecznego Kierowcy, zbiegający się ze wspomnieniem św. Krzysztofa, to dla każdego z nas moment głębokiej refleksji nad tym, jak zachowujemy się na drogach. Tegoroczne święto, przebiegające w ramach Ogólnopolskiego Tygodnia św. Krzysztofa pod hasłem „Uczniowie – misjonarze światłem świata na drogach”, przypomina Polakom w kraju i poza jego granicami, że kultura jazdy oraz szacunek do drugiego człowieka są bezwzględnym obowiązkiem chrześcijanina. Troska o bezpieczeństwo i wspólna odpowiedzialność na drodze łączą nas wszystkich, niezależnie od tego, czy podróżujemy po trasach w Polsce, czy przemierzamy szlaki na Białorusi, odwiedzając tamtejsze sanktuaria i parafie.

W okresie letnim, kiedy na drogach pojawia się znacznie więcej pojazdów oraz pieszych i rowerowych grup podążających do miejsc kultu, przypomnienie zasad bezpiecznego poruszania się staje się kluczowe. Organizatorzy pielgrzymek nieustannie podkreślają, że nadrzędną wartością jest ochrona życia i zdrowia każdego uczestnika ruchu drogowego. Pierwsze przykazanie powszechnie znanego „Dekalogu Kierowców” wzywa wprost, by nie być egoistą na drodze. Ta uniwersalna zasada uczy, że na jezdni nie ma miejsca na brawurę i samolubstwo, a dbałość o bliźniego przejawia się w tak prozaicznych sprawach, jak przestrzeganie przepisów, zachowanie czujności oraz wzajemna życzliwość.

Bezpieczeństwo na drodze wymaga jednak sporej dyscypliny i świadomości tego, co najczęściej usypia naszą czujność podczas podróży. Doświadczeni uczestnicy ruchu drogowego, w tym byli funkcjonariusze policji, zwracają uwagę na pułapki, w które łatwo wpaść zwłaszcza latem. Współczesne, coraz mocniejsze samochody i stale poprawiająca się jakość infrastruktury drogowej paradoksalnie potrafią prowokować do brawury. Dodatkowo codzienne zabieganie, stres, nadmiar obowiązków oraz pośpiech sprawiają, że tracimy pełną koncentrację. Co ciekawe, zgubna bywa także piękna, słoneczna pogoda, która stwarza pozorne poczucie bezpieczeństwa i rozprasza uwagę kierujących. Zrozumienie tych zagrożeń pomaga zachować rozsądek niezależnie od długości pokonywanej trasy.

Dzień św. Krzysztofa to również tradycyjny czas solidarności z polskimi misjonarzami, którzy realizują swoje powołanie w najdalszych i często najtrudniej dostępnych zakątkach świata. Kierowcy włączają się w znaną akcję „1 grosz za 1 kilometr szczęśliwej jazdy”, organizowaną przez stowarzyszenie MIVA Polska. Zebrane fundusze pozwalają na zakup niezbędnych środków transportu dla duchownych pracujących na misjach. Tylko w minionym roku udało się sfinansować 71 różnego rodzaju pojazdów, w tym ambulanse dla szpitali, minibusy o charakterze pastoralno-edukacyjnym oraz szkolny autobus w Demokratycznej Republice Konga, niosąc realną pomoc wszędzie tam, gdzie polscy misjonarze posługują lokalnym społecznościom.

Warto, aby ta dzisiejsza uroczystość zainspirowała nas do ściągnięcia nogi z gazu i spojrzenia na drugiego kierowcę czy pieszego z autentyczną, chrześcijańską empatią. Niech bezpieczna, spokojna jazda i szczęśliwy powrót do domu będą naszym wspólnym celem, a kultura na drodze niech stanie się widocznym znakiem naszej tożsamości i szacunku dla ludzkiego życia, bez względu na to, gdzie aktualnie rzuca nas los.

Znadniemna.pl na podstawie Ekai.pl, źródło ilustracji: Wikipedia

Obchodzony 25 lipca Dzień Bezpiecznego Kierowcy, zbiegający się ze wspomnieniem św. Krzysztofa, to dla każdego z nas moment głębokiej refleksji nad tym, jak zachowujemy się na drogach. Tegoroczne święto, przebiegające w ramach Ogólnopolskiego Tygodnia św. Krzysztofa pod hasłem „Uczniowie – misjonarze światłem świata na drogach”,

Mogiła powstańców styczniowych w Jeziorach to jedno z najważniejszych miejsc pamięci narodowej na Grodzieńszczyźnie. To właśnie tam, w lipcu 1863 roku, rozegrała się zapomniana bitwa, w której powstańcy stawili zacięty opór przeważającym siłom wojsk carskich. Pamięć o bohaterach w 163. rocznicę bitwy uczcił Konsul Generalny RP w Grodnie Grzegorz Stykowski.

Okolice podgrodzieńskich Jezior były w 1863 roku świadkiem dramatycznych walk o niepodległość Rzeczypospolitej. Polskie oddziały partyzanckie dwukrotnie mierzyły się w tym rejonie z regularną armią rosyjską. Pierwsze starcie miało miejsce 3 maja 1863 roku, gdy powstańcy pod wodzą płk. Aleksandra Lenkiewicza zdobyli broń w miasteczku, a następnie stoczyli nierówny bój na Świętych Błotach. Z powodu krytycznych braków w uzbrojeniu – na 136 walczących zaledwie 25 posiadało strzelby – bitwa zakończyła się dotkliwą porażką sił powstańczych.

Do kolejnego, dużego starcia doszło niespełna trzy miesiące później, 25 lipca 1863 roku. Wówczas w rejonie Jezior skoncentrowało się ponad 200 powstańców. Połączone siły partyzanckie ponownie wydały bitwę wojskom carskim. Po niezwykle zaciętej i krwawej wymianie ognia, ze względu na techniczną i liczebną przewagę Rosjan, Polacy zostali zmuszeni do odwrotu. W trakcie lipcowych walk poległo siedmiu polskich żołnierzy.

Pamięć o tamtych wydarzeniach przetrwała do dziś dzięki zbiorowej mogile znajdującej się na cmentarzu w Jeziorach. Z okazji kolejnej rocznicy tych dramatycznych walk, kwiaty na grobie bohaterów złożył osobiście Konsul Generalny RP w Grodnie Grzegorz Stykowski. Choć dokładna liczba pochowanych w tym miejscu osób do dziś pozostaje tajemnicą, historycy przypuszczają, że mogiła skrywa ciała powstańców poległych zarówno w majowej bitwie na Świętych Błotach, jak i podczas lipcowego starcia.

Konsul generalny RP w Grodnie Grzegorz Stykowski oddaje hołd bohaterom przy mogile powstańców styczniowych w Jeziorach, fot.: facebook.com

Znadniemna.pl na podstawie Facebook.com/KGRP.Grodno oraz Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej nr 7-8 (116 – 117) za lipiec – sierpień 2010 roku, fot.: Facebook.com/KGRP.Grodno

Mogiła powstańców styczniowych w Jeziorach to jedno z najważniejszych miejsc pamięci narodowej na Grodzieńszczyźnie. To właśnie tam, w lipcu 1863 roku, rozegrała się zapomniana bitwa, w której powstańcy stawili zacięty opór przeważającym siłom wojsk carskich. Pamięć o bohaterach w 163. rocznicę bitwy uczcił Konsul Generalny

Uwolniony niedawno z kolonii karnej Andrzej Poczobut oraz Amnesty International Polska skierowali list otwarty do premiera Donalda Tuska. Autorzy apelu domagają się pilnych zmian prawnych, które poprawią sytuację ponad 140 tysięcy Białorusinów uciekających przed reżimem Aleksandra Łukaszenki.

Wspólna inicjatywa legendarnego działacza i organizacji humanitarnej ma na celu rozwiązanie kryzysu dokumentowego. W wyniku dekretu reżimu z 2023 roku obywatele Białorusi stracili możliwość odnawiania paszportów w placówkach dyplomatycznych swojego kraju. Powrót do ojczyzny grozi im natychmiastowym aresztowaniem i wieloletnim więzieniem. Z tego powodu tysiące osób żyje obecnie w Polsce w permanentnym zawieszeniu bez ważnych dokumentów. Uniemożliwia im to załatwianie podstawowych spraw urzędowych, takich jak zawarcie ślubu czy wyjazd na pogrzeb bliskich. Skrajnie trudna jest sytuacja białoruskich dzieci urodzonych w Polsce, które aktualnie nie posiadają żadnych dokumentów tożsamości.

Amnesty International wraz z Andrzejem Poczobutem wskazują, że polski rząd może łatwo zmienić ten stan rzeczy. W liście otwartym zaproponowano relatywnie proste i konkretne reformy legislacyjne. Sygnatariusze apelują o wydłużenie okresu ważności polskich dokumentów podróży wydawanych zastępczo Białorusinom do minimum 3 lat. Domagają się również wprowadzenia stałych zmian na poziomie ustawy, co zastąpiłoby uciążliwe i wydawane co pół roku tymczasowe rozporządzenia MSWiA. Autorzy listu podkreślają, że mieszkający w Polsce Białorusini chętnie się integrują i wspierają krajową gospodarkę, dlatego premier powinien podjąć realne działania, aby zapewnić im bezpieczeństwo.

Pełną treść Apelu przeczytasz TUTAJ.

Znadniemna.pl na podstawie Facebook.com/amnestypolska, fot.: Facebook.com/amnestypolska

Uwolniony niedawno z kolonii karnej Andrzej Poczobut oraz Amnesty International Polska skierowali list otwarty do premiera Donalda Tuska. Autorzy apelu domagają się pilnych zmian prawnych, które poprawią sytuację ponad 140 tysięcy Białorusinów uciekających przed reżimem Aleksandra Łukaszenki. Wspólna inicjatywa legendarnego działacza i organizacji humanitarnej ma na

Białoruskie służby bezpieczeństwa rozpoczęły masowe wzywanie na rozmowy nastolatków, którzy studiują lub planują podjąć naukę w Polsce. Jak informuje Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna”, działania te obejmują nawet osoby nieletnie, a ich celem jest inwigilacja kontaktów zagranicznych młodzieży.

Białoruskie Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna” zaalarmowało o nowej praktyce tamtejszych służb. Nastolatkowie studiujący w Polsce oraz ci, którzy dopiero ubiegają się o wizy studenckie, są wzywani na przesłuchania do placówek KGB. W przypadku osób nieletnich procedury te odbywają się w obecności rodziców. Funkcjonariuszy interesują szczegóły dotyczące wybranych uczelni i szkół, kosztów czesnego oraz powodów ewentualnego zwolnienia z opłat. Pytają również o plany na przyszłość i wybraną przez młodego człowieka specjalizację.

Głównym celem pytań jest jednak krąg kontaktów młodzieży w Polsce. Służby zbierają dane o rówieśnikach z roku, nazwiskach znajomych oraz numerach telefonów osób przebywających na emigracji. Ponadto funkcjonariusze przeglądają i fotografują zawartość prywatnych telefonów oraz historię czatów w aplikacji Telegram. Choć rozmowy przebiegają bez jawnej przemocy, obrońcy praw człowieka ostrzegają, że jest to element prewencyjnej inwigilacji. Władze w Mińsku chcą w ten sposób wykrywać wszelkie przejawy aktywności uznawanej przez reżim za destrukcyjną. Zjawisko to nasila się wraz z rosnącą liczbą Białorusinów wybierających polskie licea i uniwersytety.

Znadniemna.pl na podstawie Spring96.org, na zdjęciu: Siedziba KGB Białorusi w Mińsku, fot.: reform.by

Białoruskie służby bezpieczeństwa rozpoczęły masowe wzywanie na rozmowy nastolatków, którzy studiują lub planują podjąć naukę w Polsce. Jak informuje Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna”, działania te obejmują nawet osoby nieletnie, a ich celem jest inwigilacja kontaktów zagranicznych młodzieży. Białoruskie Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna” zaalarmowało o

Z powodu braku zgodności ze współczesnymi wymogami technicznymi rozebrano zabytkowy budynek klasztorny Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu w Nowogródku, co zmusiło zakonnice do opuszczenia swojej dotychczasowej siedziby. Siostry nazaretanki, strażniczki pamięci o jedenastu błogosławionych Męczennicach rozstrzelanych przez nazistów w 1943 roku, pilnie poszukują wsparcia finansowego, aby sfinansować trwające już prace budowlane. Nowy, trzykondygnacyjny obiekt ma zapewnić im odpowiednie zaplecze do dalszej pracy duszpasterskiej, edukacyjnej i charytatywnej.

Decyzja o całkowitym demontażu obiektu zapadła w ramach planowanej rekonstrukcji, a pierwsze prace rozbiórkowe rozpoczęły się w kwietniu 2026 roku. Stan techniczny dawnego domu nie pozwalał na jego bezpieczne użytkowanie i renowację. Choć budynek nie figurował w oficjalnym rejestrze zabytków, dla lokalnej społeczności oraz Kościoła katolickiego miał fundamentalne znaczenie duchowe jako historyczna siedziba nowogródzkich męczennic.

Siostry nazaretanki przybyły do Nowogródka w 1929 roku na zaproszenie biskupa Zygmunta Łozińskiego, przejmując opiekę nad wychowaniem młodzieży oraz kościołem Przemienienia Pańskiego. Po odzyskaniu obiektu w latach 90. XX wieku, zakonnice przez trzy dekady prowadziły tam zajęcia dla dzieci, organizowały „Wakacje z Bogiem” oraz zajmowały się wypiekiem hostii i opłatków dla całego obwodu grodzieńskiego.

Wizualizacja nowego projektu przewiduje duży, funkcjonalny gmach, który pozwoli siostrom na niesienie posługi w znacznie lepszych i bezpieczniejszych warunkach bytowych. Koszty tak potężnej inwestycji budowlanej całkowicie przewyższają bieżące, skromne możliwości finansowe zgromadzenia, przez co powodzenie projektu zależy od hojności darczyńców.

Wizualizacja nowej siedziby sióstr nazaretanek w Nowogródku, fot.: Instagram

W celu zebrania niezbędnych funduszy siostry przygotowały osobiste nagranie, w którym szczegółowo wyjaśniają swoją sytuację. Oficjalny apel zakonnic z instrukcjami dotyczącymi wsparcia oraz form pomocy finansowej można obejrzeć pod tym linkiem na Instagramie.

 Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life, na zdjęciu: rozebrana już historyczna siedziba sióstr nazaretanek w Nowogródku, fot.: Katolik.life

Z powodu braku zgodności ze współczesnymi wymogami technicznymi rozebrano zabytkowy budynek klasztorny Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu w Nowogródku, co zmusiło zakonnice do opuszczenia swojej dotychczasowej siedziby. Siostry nazaretanki, strażniczki pamięci o jedenastu błogosławionych Męczennicach rozstrzelanych przez nazistów w 1943 roku, pilnie poszukują wsparcia finansowego,

22 lipca 1926 roku w Brześciu nad Bugiem urodziła się Aloiza Zacharska-Marcolla – polska malarka i nauczycielka, która po wojnie zapisała się w historii polskiego środowiska artystycznego Opola. W setną rocznicę jej urodzin przypominamy postać artystki, której życiowa droga rozpoczęła się w mieście leżącym dziś na Białorusi.

Aloiza Zacharska-Marcolla przyszła na świat w Brześciu nad Bugiem. W 1926 roku miasto znajdowało się w granicach II Rzeczypospolitej. Dziś Brześć jest częścią Białorusi, dlatego biografia artystki może być szczególnie bliska naszym czytelnikom.

W latach 1948–1954 studiowała w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Jej profesorami byli m.in. Czesław Rzepiński, Zbigniew Pronaszko, Emil Krcha i Hanna Rudzka-Cybis, pod kierunkiem której uzyskała dyplom.

W 1956 roku wyjechała do Zielonej Góry w ramach „akcji osiedleńczej twórców na Ziemiach Zachodnich”. Łączyła tam działalność artystyczną z pracą pedagogiczną. W latach 1959–1965 uczyła przedmiotów plastycznych w Studium Nauczycielskim w Zielonej Górze.

Od 1967 roku związana była z Opolem. Uprawiała malarstwo sztalugowe, zajmowała się grafiką książkową, a w latach 1969–1975 także projektowaniem i wykonywaniem malarstwa ściennego. Jej realizacje powstawały m.in. w Opolu, Strzelcach Opolskich, Blachowni Śląskiej i Prudniku. W swojej twórczości posługiwała się spokojną, wyważoną kreską i często monochromatyczną kolorystyką.

Dużą część swojego życia poświęciła także edukacji artystycznej. W latach 1970–1984 prowadziła pracownię malarstwa w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych w Opolu. Była nauczycielką kilku pokoleń młodych artystów. Jej znaczenie dla opolskiego środowiska artystycznego podkreślała m.in. Galeria Sztuki Współczesnej, nazywając ją „nestorką opolskich malarzy”.

Zacharska-Marcolla brała udział w wystawach zbiorowych w Polsce i za granicą, miała również wystawy indywidualne. Jej prace znajdują się w kolekcjach instytucji kultury. Galeria Sztuki Współczesnej w Opolu wymienia ją wśród ważnych artystów związanych z miastem, których dzieła znajdują się w jej zbiorach. Z kolei Muzeum Śląska Opolskiego informuje, że artystka przekazała muzeum cenny zespół swoich prac.

Artystka była żoną malarza Antoniego Marcolli. Oboje należeli do ważnych postaci opolskiego środowiska artystycznego. W 2020 roku Galeria Sztuki Współczesnej w Opolu zorganizowała wystawę „Don Kichot i Opolanka”, poświęconą twórczości i pamięci artystycznego małżeństwa.

Aloiza Zacharska-Marcolla została również uhonorowana tytułem Zasłużonego Obywatela Miasta Opola. Jej nazwisko znajduje się na oficjalnej liście osób wyróżnionych tym tytułem przez miasto.

Zmarła 14 czerwca 2020 roku w Opolu.

Dziś, w 100. rocznicę jej urodzin, warto przypomnieć ją także w Brześciu i na całej Białorusi. To właśnie nad Bugiem rozpoczęła się historia kobiety, która później przez dziesięciolecia współtworzyła polskie życie artystyczne w Opolu.

Biografia Aloizy Zacharskiej-Marcolli jest jednym z wielu przykładów losów Polaków urodzonych na dawnych Kresach, których życie po wojnie potoczyło się w innych częściach Polski. Jej rodzinny Brześć pozostał jednak ważnym punktem na mapie jej biografii.

Dla Polaków mieszkających dziś na Białorusi jej historia może być przypomnieniem, że ziemia brzeska wydała wielu ludzi, którzy współtworzyli polską kulturę. Aloiza Zacharska-Marcolla, urodzona w Brześciu nad Bugiem, pozostawiła po sobie nie tylko obrazy i grafiki, lecz także pamięć uczniów, których przez lata uczyła sztuki.

Opr. Emilia Kuklewska

Znadniemna.pl/Fot.: „Don Kichot i Opolanka”, fot.: GSP w Opolu

22 lipca 1926 roku w Brześciu nad Bugiem urodziła się Aloiza Zacharska-Marcolla – polska malarka i nauczycielka, która po wojnie zapisała się w historii polskiego środowiska artystycznego Opola. W setną rocznicę jej urodzin przypominamy postać artystki, której życiowa droga rozpoczęła się w mieście leżącym dziś

Jerzy Giedroyc, wybitny redaktor, publicysta, wydawca i myśliciel polityczny, został patronem 2026 roku. Dzisiaj w Senacie RP otwarto wystawę „Jerzy Giedroyc. Gra o Polskę”, przygotowaną przez Bibliotekę Narodową w ramach obchodów Roku Jerzego Giedroycia.

Wystawę otworzyła marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska. Podkreśliła, że Giedroyc był człowiekiem wyjątkowym, który mimo działania przez większość życia poza granicami Polski współtworzył intelektualne fundamenty wolnej i niepodległej Rzeczypospolitej.

– „Gra” nie była grą o osobisty sukces ani o osobiste wpływy, a o przyszłość Polski jako państwa suwerennego, niepodległego, świadomego swoich korzeni – powiedziała marszałek Senatu.

Przemawia wicemarszałek Senatu RP Rafał Grupiński

Inicjator wystawy, wicemarszałek Senatu Rafał Grupiński, zwrócił uwagę na podwójny wymiar działalności Giedroycia. Z jednej strony był on twórcą i redaktorem paryskiej „Kultury”, skupiającej wybitnych polskich pisarzy i intelektualistów, z drugiej – współtwórcą ważnej polskiej myśli politycznej.

Założony przez Giedroycia Instytut Literacki i wydawana w Paryżu „Kultura” przez dziesięciolecia stanowiły ważny ośrodek niezależnej polskiej myśli na emigracji. Szczególne miejsce w dorobku środowiska „Kultury” zajmowała refleksja nad przyszłością Polski i jej relacjami z narodami Europy Środkowo-Wschodniej, w tym z Ukrainą, Litwą i Białorusią.

Wystawa „Jerzy Giedroyc. Gra o Polskę” przybliża patrona roku 2026 jako intelektualistę, redaktora i wydawcę, którego działalność wywarła trwały wpływ na polską kulturę i myśl polityczną. Jest również przypomnieniem, że niezależna kultura i odważna myśl mogą mieć znaczenie dla przyszłości państwa, nawet jeśli tworzone są poza jego granicami.

Znadniemna.pl/senat.gov.pl

Jerzy Giedroyc, wybitny redaktor, publicysta, wydawca i myśliciel polityczny, został patronem 2026 roku. Dzisiaj w Senacie RP otwarto wystawę „Jerzy Giedroyc. Gra o Polskę”, przygotowaną przez Bibliotekę Narodową w ramach obchodów Roku Jerzego Giedroycia. Wystawę otworzyła marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska. Podkreśliła, że Giedroyc był człowiekiem wyjątkowym,

Mija dokładnie 233 lata od jednego z najczarniejszych dni w historii polskiego parlamentaryzmu, gdy 22 lipca 1793 roku sterroryzowany przez carskie wojska sejm grodzieński podpisał traktat cesyjny z Rosją, sankcjonujący II rozbiór Rzeczypospolitej. Pod dyktando rosyjskiego dyplomaty Jakoba Sieversa, posła nadzwyczajnego carycy Katarzyny II w Rzeczypospolitej, posłowie oddali bezbronne państwo w ręce imperium, pieczętując utratę ziem wschodnich i otwierając bezpośrednią drogę do ostatecznego upadku kraju zaledwie dwa lata później.

Ostatni sejm Rzeczypospolitej Obojga Narodów obradował w Grodnie od 17 czerwca do 23 listopada 1793 roku, stając się fasadowym teatrem imperialnej dominacji. Cały proces rozbiorowy przyspieszył w styczniu tamtego roku, gdy Prusy i Rosja zawarły tajne porozumienie dotyczące podziału polskich terytoriów. Niedługo później, dwudziestego piątego marca, król pruski Fryderyk Wilhelm II oficjalnie ogłosił drugi rozbiór Polski. Pełnomocnicy zaborców, pruski Ludwig Heinrich Buchholtz oraz rosyjski Jakob Sievers, zaczęli bezwzględnie domagać się zwołania sejmu ratyfikacyjnego i wymusili to na królu Stanisławie Auguście Poniatowskim. Pierwotny plan zakładał zmuszenie Polaków do podpisania aktu w wyjątkowo cynicznym terminie, czyli trzeciego maja 1793 roku, dokładnie w drugą rocznicę uchwalenia postępowej Konstytucji 3 Maja. Choć ten symboliczny termin przesunięto, zaborcy nie zamierzali rezygnować z pełnego narzucenia swojej woli, wykorzystując do tego potężną armię stacjonującą w grodzie nad Niemnem.

W sali obrad pierwsze skrzypce grali przedstawiciele konfederacji targowickiej, czyli zdrajcy działający pod bezpośrednim patronatem carycy Katarzyny II. Ich głównym celem było unieważnienie wszelkich reform Sejmu Czteroletniego, ze szczególnym uwzględnieniem pierwszej w Europie nowoczesnej konstytucji. Targowiczanie bezwzględnie eliminowali z obrad patriotycznych posłów, żądając wykluczenia każdego, kto popierał wcześniejsze reformy lub nie przystąpił do ich haniebnego spisku. Oporni posłowie byli siłą usuwani z sali obrad, wywożeni do domów i tam pilnowani przez kordony rosyjskich żołnierzy. Równolegle z brutalnym terrorem zaborcy stosowali bezwstydną korupcję, skutecznie przekupując najuboższych przedstawicieli szlachty, którzy w zamian za pieniądze głosowali dokładnie według instrukcji z Petersburga. Ambasador Jakob Sievers z dumą pisał w raportach do carycy, że sejm jest pełnym sukcesem Rosji, a wszystkie plany imperialne zostały zrealizowane. Tragizm sytuacji potęgował fakt, że upokarzające głosowania były regularnie przerywane hucznymi ucztami, podczas których bezwstydnie pito zdrowie imperatorowej. Grodno przez osiem dni świętowało imieniny rosyjskiego posła pod transparentem wychwalającym go za rzekome przyniesienie wolności narodowi polskiemu.

Kluczowy moment dramatu nastąpił w lipcu, gdy Rosja zażądała natychmiastowego podpisania traktatu cesyjnego przekazującego jej rozległe województwa wschodnie. Dwunastego lipca król Stanisław August Poniatowski wyznaczył trzydziestojednoosobową delegację, która miała formalnie negocjować z Rosjanami warunki cesji terytorialnej. W rzeczywistości do żadnych partnerskich negocjacji nie doszło, ponieważ Sievers zagroził bezwzględnym zajęciem prywatnych majątków ziemskich każdego posła, który odważyłby się sprzeciwić woli imperium. Pomimo tak potężnej presji i wszechobecnego strachu, w Grodnie nie zabrakło gorliwych patriotów otwarcie krytykujących rozbiór. Posłowie tacy jak Wincenty Gałęzowski, Antoni Karski, Dionizy Mikorski czy Józef Kimbar z determinacją i ostro atakowali plany zaborców oraz piętnowali tych posłów, którzy bezwolnie zgadzali się na haniebny dyktat. Ich bohaterski opór okazał się jednak niewystarczający wobec przewagi militarnej wroga i ostatecznie dwudziestego drugiego lipca tysiąc siedemset dziewięćdziesiątego trzeciego roku podpisano niszczycielski traktat cesyjny.

Po załatwieniu interesów Petersburga, swoje roszczenia terytorialne natychmiast wysunęły Prusy, domagając się od sterroryzowanego sejmu podpisania analogicznego traktatu rozbiorowego. W tym momencie na sali obrad rozpętała się ogromna awantura, ponieważ polscy posłowie zacisnęli opór i protestowali znacznie żywiej niż w przypadku żądań rosyjskich. Reagując na ten bunt, Jakob Sievers ponownie użył argumentu siły, sprowadzając regularne wojsko bezpośrednio pod mury Nowego Zamku w Grodnie. Miejsce obrad zostało szczelnie otoczone przez carskie oddziały, a pełnomocnik Katarzyny II wydał jasny rozkaz, że żaden z posłów nie opuści budynku, dopóki porozumienie z Prusami nie zostanie ostatecznie zatwierdzone. Ostatecznie siedemnastego sierpnia traktat rozbiorowy z Prusami został przymusowo ratyfikowany, otwierając drogę do powołania piętnastego września konfederacji grodzieńskiej mającej przeprowadzić techniczne aspekty podziału kraju. Posłowie, którzy wcześniej najgłośniej protestowali i byli więzieni we własnych domach, zostali siłą doprowadzeni na salę posiedzeń przez rosyjskich żołnierzy, by dokończyć ten upokarzający proces w atmosferze całkowitego zastraszenia. Cały sejm grodzieński zakończył się dwudziestego trzeciego listopada tysiąc siedemset dziewięćdziesiątego trzeciego roku, pieczętując drugi rozbiór i pozostawiając okrojone państwo jako niesamodzielny protektorat, który zniknął ostatecznie z mapy Europy zaledwie dwa lata później.

Opr. Walery Kowalewski/Znadniemna.pl, ilustracja: Nowy Zamek w Grodnie, miejsce obrad sejmu w 1793. Źródło: Wikimedia Commons

 

Mija dokładnie 233 lata od jednego z najczarniejszych dni w historii polskiego parlamentaryzmu, gdy 22 lipca 1793 roku sterroryzowany przez carskie wojska sejm grodzieński podpisał traktat cesyjny z Rosją, sankcjonujący II rozbiór Rzeczypospolitej. Pod dyktando rosyjskiego dyplomaty Jakoba Sieversa, posła nadzwyczajnego carycy Katarzyny II w

Przejdź do treści