HomeStandard Blog Whole Post (Page 2)

Fundacja Joachima Lelewela prowadzi zbiórkę na realizację filmu dokumentalnego „Lwów 1939”, trzeciej części cyklu poświęconego obronie miast II Rzeczypospolitej we wrześniu 1939 roku. Po „Krwi na bruku. Grodno 1939” i „Fatalnym rozkazie. Wilno 1939” twórcy wracają do historii Lwowa – miasta, które przez dziesięć dni stawiało opór niemieckiej agresji, a następnie znalazło się w dramatycznym położeniu po wkroczeniu Armii Czerwonej. Warto przypomnieć, że pierwszy z filmów, poświęcony obronie Grodna, powstał dzięki wsparciu mieszkańców Grodzieńszczyzny, którzy w lipcu 2014 roku przekazali na jego realizację ponad dziewięć tysięcy złotych.

Nowy film opowie o przebiegu walk, decyzjach dowódcy obrony gen. Władysława Langnera oraz o tragicznym finale kapitulacji przed Sowietami, którzy natychmiast złamali warunki umowy i doprowadzili do zagłady polskich oficerów. Scenariusz jest już gotowy, ekipa filmowa przeprowadziła badania studyjne we Lwowie i wybrała plenerowe lokalizacje. Projekt powstaje we współpracy z wybitnymi historykami – prof. Wojciechem Włodarkiewiczem, autorem książki „Lwów 1939”, oraz prof. Czesławem Grzelakiem, autorem „Kresów w czerwieni”. Partnerem przedsięwzięcia jest także „Kurier Galicyjski”, największe polskie pismo na Ukrainie.

Twórcy podkreślają, że prace nad filmem planowano już sześć lat temu, lecz przeszkodziła pandemia i wojna. Dziś, mimo trudnych warunków, chcą wrócić do projektu – również dlatego, że w czasie rosyjskiej agresji pamięć o polskiej obronie Lwowa nabiera szczególnego znaczenia. W 2026 roku Fundacja zamierza dotrzeć do dokumentów dotyczących gen. Langnera, spróbować zrekonstruować jego drogę ucieczki do Rumunii oraz wykorzystać wrześniowe rekonstrukcje historyczne do nakręcenia scen batalistycznych.

Fundacja dziękuje wszystkim dotychczasowym darczyńcom i zachęca do wsparcia produkcji filmu, który ma przywrócić pamięć o jednym z najważniejszych epizodów obrony Kresów w 1939 roku.

Znadniemna.pl na podstawie Zrzutka.pl, źródło ilustracji: facebook.com/LWOW1939

Fundacja Joachima Lelewela prowadzi zbiórkę na realizację filmu dokumentalnego „Lwów 1939”, trzeciej części cyklu poświęconego obronie miast II Rzeczypospolitej we wrześniu 1939 roku. Po „Krwi na bruku. Grodno 1939” i „Fatalnym rozkazie. Wilno 1939” twórcy wracają do historii Lwowa – miasta, które przez dziesięć dni

Prezydent RP Karol Nawrocki od początku urzędowania rozpatrzył już kilkaset wniosków o nadanie polskiego obywatelstwa. Łącznie wyróżnił 65 cudzoziemców, w tym dwóch Białorusinów i kilkunastu Ukraińców. Część decyzji zapada błyskawicznie, nawet w ciągu kilku dni, ale rośnie również liczba odmów. To pokazuje, że prezydencka ścieżka – choć najszybsza – nie jest dostępna dla wszystkich, a dla wielu osób kluczowe pozostają inne procedury, często długie i nieprzewidywalne.

Tempo rozpatrywania wniosków w Kancelarii Prezydenta bywa bardzo wysokie, jednak nie zawsze kończy się pozytywnie. Białoruski niezależny portal Reform.news zwraca uwagę, że decyzje prezydenckie to tylko jedna z kilku dróg do obywatelstwa. Większość cudzoziemców – w tym Białorusinów – musi korzystać z procedur prowadzonych przez wojewodów: uznania za obywatela, naturalizacji po latach pobytu czy uproszczonych trybów dla osób o polskich korzeniach. To właśnie te ścieżki są najbardziej obciążone biurokracją i niepewnością.

Sytuacja Białorusinów starających się o legalizację swojego pobytu oraz określenia statusu w Polsce pozostaje szczególnie trudna. Tysiące osób, które po 2020 roku uciekły przed represjami reżimu Łukaszenki, od lat czekają na decyzje pobytowe, często bez jasnych terminów i bez możliwości przewidzenia rozstrzygnięcia. Wielu z nich – mimo pracy, działalności społecznej czy naukowej – nadal nie ma stabilnego statusu, który pozwoliłby im bezpiecznie żyć w Polsce.

W środowiskach białoruskich podkreśla się, że choć pojedyncze decyzje prezydenta – jak nadanie obywatelstwa dwóm działaczom – są odbierane jako gest solidarności, nie rozwiązują problemów tysięcy innych osób. System pozostaje nierównomierny: jedni otrzymują obywatelstwo w kilka dni, inni tkwią w zawieszeniu przez lata.

Dlatego coraz częściej w środowiskach przymusowych migrantów pojawia się pytanie, czy polskie procedury obywatelskie są dostosowane do realnych potrzeb ludzi, którzy znaleźli w Polsce schronienie przed autorytarnymi reżimami. Dla wielu Białorusinów obywatelstwo byłoby nie tylko formalnym potwierdzeniem ich obecności w kraju, lecz przede wszystkim gwarancją bezpieczeństwa i stabilności po latach niepewności.

Znadniemna.pl na podstawie Reform.news, fot.: x.com/NawrockiKn/Mikołaj Bujak/KPRP

Prezydent RP Karol Nawrocki od początku urzędowania rozpatrzył już kilkaset wniosków o nadanie polskiego obywatelstwa. Łącznie wyróżnił 65 cudzoziemców, w tym dwóch Białorusinów i kilkunastu Ukraińców. Część decyzji zapada błyskawicznie, nawet w ciągu kilku dni, ale rośnie również liczba odmów. To pokazuje, że prezydencka ścieżka

Ks. Stanisław Mrzygłód, salwatorianin i wieloletni kustosz sanktuarium w Brasławiu, uzyskał kolejne przedłużenie zezwolenia na posługę duszpasterską i nie opuści Białorusi. Informacja ta, potwierdzona oficjalnie podczas uroczystości odpustowych ku czci Matki Bożej Brasławskiej Królowej Jezior, stanowi pierwszy od miesięcy pozytywny sygnał w obliczu narastających represji reżimu Aleksandra Łukaszenki wobec polskiego duchowieństwa.

Podczas uroczystości odpustowych, które odbyły się w dniach 21–22 sierpnia, pielgrzymów ponownie witał ks. Stanisław Mrzygłód. Obecność duchownego u boku biskupa witebskiego Olega Butkiewicza wywołała ogromną radość wiernych, ponieważ termin jego dotychczasowego, tymczasowego pozwolenia na pobyt upłynął bezpowrotnie 15 sierpnia. Z dostępnych informacji wynika, że proboszcz nie tylko zabezpieczył prawo do dalszej pracy duszpasterskiej, ale podjął również formalne kroki i przygotował dokumenty niezbędne do ubiegania się o obywatelstwo białoruskie.

Sprawa ks. Mrzygłoda ciągnie się od maja 2026 roku, kiedy to białoruskie władze państwowe odmówiły trzem polskim kapłanom z diecezji witebskiej prawa do kontynuowania posługi. Podczas gdy dwaj pozostali duchowni – ks. Zenon Szcząchor (saletyn) oraz o. Waldemar Kujawa – zostali ostatecznie zmuszeni do opuszczenia terytorium Białorusi, za kustoszem z Brasławia ujął się ordynariusz diecezji. Zaowocowało to wówczas jedynie trzymiesięcznym, przejściowym pozwoleniem na kontynuowanie posługi.

Decyzje odmowne uderzające w polskich księży wpisują się w szeroko zakrojoną i systematyczną politykę Mińska, nakierowaną na eliminowanie zagranicznego duchowieństwa. Sytuacja ta bezpośrednio zagraża ciągłości pracy duszpasterskiej w regionie. Kościół Katolicki na Białorusi od lat zmaga się z dotkliwym brakiem rodzimych powołań, przez co wydalanie kapłanów z Polski pozostawia dziesiątki lokalnych parafii bez stałej opieki kapłańskiej.

Przypadek sanktuarium w Brasławiu nie odwraca całkowicie negatywnego trendu, ale daje nadzieję katolickiej mniejszości na Białorusi. Wiadomo, że w kraju wciąż przebywa część kapłanów z diecezji grodzieńskiej oraz mińsko-mohylewskiej, którzy pomimo braku zgody na posługę nie zdecydowali się na natychmiastowy wyjazd. Duchowni ci oczekują na ponowne rozpatrzenie swoich spraw na najwyższym szczeblu państwowym. W ich obronie aktywnie interweniuje metropolita mińsko-mohylewski, arcybiskup Józef Staniewski. Lokalni wierni prowadzą nieustanne modlitwy w intencji pomyślnego rozwiązania kryzysu, licząc na to, że urzędniczy precedens z Brasławia otworzy drogę do legalizacji pobytu również dla innych polskich misjonarzy.

Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life, na zdjęciu: ks. Stanisław Mrzygłód i biskup witebski Oleg Butkiewicz, fot.: Katolik.life

Ks. Stanisław Mrzygłód, salwatorianin i wieloletni kustosz sanktuarium w Brasławiu, uzyskał kolejne przedłużenie zezwolenia na posługę duszpasterską i nie opuści Białorusi. Informacja ta, potwierdzona oficjalnie podczas uroczystości odpustowych ku czci Matki Bożej Brasławskiej Królowej Jezior, stanowi pierwszy od miesięcy pozytywny sygnał w obliczu narastających represji

Dzisiaj, 22 sierpnia 2026 roku, w Warszawie odbyły się uroczystości pogrzebowe Aleksandra Milinkiewicza, jednego z najwybitniejszych liderów białoruskiej opozycji demokratycznej, fizyka, samorządowca, działacza narodowego i przyjaciela Polaków. W Archikatedrze św. Jana Chrzciciela oraz na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach gromadzili się bliscy, przedstawiciele środowisk białoruskich i polskich, politycy, działacze społeczni oraz ludzie kultury, by oddać hołd człowiekowi, który całe życie poświęcił wolności, godności i europejskiej przyszłości Białorusi.

Aleksander Milinkiewicz odszedł 11 sierpnia o godzinie 7:15 rano, po wielu miesiącach walki o zdrowie po ciężkiej operacji przeprowadzonej w listopadzie 2025 roku. Jego śmierć poruszyła zarówno Białorusinów, jak i Polaków, dla których był symbolem dialogu, odwagi i niezmiennej wiary w sens pracy na rzecz dobra wspólnego. W sobotę w Warszawie odbyło się jego ostatnie pożegnanie.

Uroczystości rozpoczęły się w Archikatedrze św. Jana Chrzciciela, gdzie wystawiono trumnę i gdzie licznie zgromadzeni Białorusini i Polacy mogli oddać mu hołd. W świątyni panowała atmosfera skupienia i wdzięczności. W przemówieniach podkreślano, że Milinkiewicz należał do pokolenia białoruskich intelektualistów, dla których nauka, kultura i polityka były naturalnymi elementami służby publicznej. Wspominano jego łagodność, życzliwość i niezwykłą kulturę osobistą, które wyróżniały go na tle ostrej, często brutalnej rzeczywistości białoruskiego życia politycznego.

Podczas uroczystości ogłoszono decyzję Prezydenta RP Karola Nawrockiego o pośmiertnym uhonorowaniu Aleksandra Milinkiewicza Krzyżem Oficerskim Orderu Zasługi Rzeczpospolitej. Odznaczenie to, jedno z najwyższych w państwowym systemie wyróżnień, podkreślało znaczenie jego wieloletniej działalności na rzecz wolności, demokracji i praw człowieka oraz jego wyjątkową rolę w budowaniu relacji między Polakami i Białorusinami. Informacja o nadaniu orderu została przyjęta przez zgromadzonych z głębokim wzruszeniem.

Po mszy kondukt żałobny udał się na Cmentarz Wojskowy na Powązkach. Tam, wśród osób zasłużonych dla wolności i demokracji, spoczął człowiek, który przez dekady pozostawał jednym z najważniejszych głosów białoruskiego odrodzenia narodowego. W ostatniej drodze towarzyszyli mu przedstawiciele diaspory białoruskiej, działacze społeczni, politycy, naukowcy i przyjaciele. Wspominano go jako człowieka, który potrafił łączyć środowiska, inspirować młodych i budować mosty między narodami.

Milinkiewicz urodził się 25 lipca 1947 roku w Grodnie, w rodzinie o głębokich tradycjach patriotycznych. Jego pradziadek walczył w Powstaniu Styczniowym i został represjonowany przez władze carskie, a dziadek był działaczem białoruskiej mniejszości narodowej w II Rzeczypospolitej. Rodzice Milinkiewicza pracowali w Domu Sierot Janusza Korczaka i znali wielkiego pedagoga osobiście. Wspomnienia o Korczaku – o jego podejściu do dzieci, o atmosferze domu, o szacunku dla słabszych – były ważną częścią rodzinnej pamięci Milinkiewicza. Jak podkreślał, to właśnie korczakowski duch odpowiedzialności i służby publicznej ukształtował jego wrażliwość, a później całe życie zawodowe i polityczne.

Sam Milinkiewicz był z wykształcenia fizykiem, doktorem nauk, autorem około 65 prac naukowych i monografii. Pracował w Akademii Nauk Białoruskiej SRR, wykładał na Uniwersytecie Grodzieńskim, kierował katedrą na Uniwersytecie w Algierii, odbywał staże we Francji, USA i Polsce.

W latach 1990–1996 był wicemerem Grodna, odpowiadając za edukację, kulturę, służbę zdrowia, młodzież, sport, media, religię, stosunki międzynarodowe i ochronę dziedzictwa historycznego. Kierował organizacją „Ratusz”, która zajmowała się ochroną grodzieńskich zabytków. To on odnalazł miejsce pochówku ostatniego króla Rzeczypospolitej Obojga Narodów, Stanisława Augusta Poniatowskiego w Wołczynie, za co został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi dla Kultury Polskiej. Organizował renowację grodzieńskich zabytków, w tym zabytkowego zegara wieżowego na kościele farnym.

Polacy na Białorusi pamiętają go jako człowieka wyjątkowo zasłużonego dla przyjaźni między narodami. Związek Polaków na Białorusi nadał mu tytuł Członka Honorowego, doceniając jego wsparcie, życzliwość i konsekwentną obronę praw polskiej mniejszości.

Największym wydarzeniem jego działalności politycznej były wybory prezydenckie w marcu 2006 roku, w których był wspólnym kandydatem opozycyjnego Kongresu Sił Demokratycznych. Po brutalnie sfałszowanych wyborach wezwał swoich zwolenników do demonstracji w centrum Mińska, która przerodziła się w protest okupacyjny. Został aresztowany na 15 dni. Po wyborach stworzył ruch „O Wolność”, którym kierował do 2016 roku. Był laureatem Nagrody Sacharowa oraz Nagrody im. Kazimierza Pułaskiego „Rycerz Wolności”.

W ostatnich latach życia, na emigracji w Polsce, współtworzył Wolny Uniwersytet Białoruski i doradzał Swiatłanie Cichanouskiej. Pozostał wierny swoim wartościom: konserwatywno‑chrześcijańskim, republikańskim, głęboko zakorzenionym w tradycji białoruskiego odrodzenia narodowego.

Jego odejście jest bolesne, bo odchodzi człowiek, który potrafił mówić o wolności bez patosu, a o demokracji bez nienawiści. Człowiek, który wierzył, że Białoruś może być domem dla wszystkich — niezależnie od narodowości, języka czy wyznania.

Cześć Jego Pamięci.

Znadniemna.pl, fot.: facebook.com

Dzisiaj, 22 sierpnia 2026 roku, w Warszawie odbyły się uroczystości pogrzebowe Aleksandra Milinkiewicza, jednego z najwybitniejszych liderów białoruskiej opozycji demokratycznej, fizyka, samorządowca, działacza narodowego i przyjaciela Polaków. W Archikatedrze św. Jana Chrzciciela oraz na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach gromadzili się bliscy, przedstawiciele środowisk białoruskich i

Władze rosyjskie nałożyły na polskiego duchownego, ks. Grzegorza Zwolińskiego, praktycznie dożywotni zakaz wjazdu do Federacji Rosyjskiej. Sąd w Kirowie 19 sierpnia odrzucił jego skargę na decyzję służb migracyjnych, potwierdzając obowiązywanie 50‑letniego zakazu. Sprawa, o której oficjalnie nie informowano, wpisuje się w coraz bardziej widoczną praktykę wypychania polskich księży z przestrzeni publicznej zarówno w Rosji, jak i na Białorusi, z którą Federacja Rosyjska tworzy tzw. państwo związkowe.

Ksiądz Grzegorz Zwoliński przez wiele lat był proboszczem rzymskokatolickiej parafii w Kirowie. Zainicjował tam m.in. centrum pomocy dla kobiet w ciąży i matek z dziećmi pod nazwą „Betlejem w Wiatce” – jedno z nielicznych takich miejsc w całym obwodzie kirowskim, liczącym ponad milion mieszkańców. Mimo wieloletniej pracy duszpasterskiej i społecznej duchowny niespodziewanie otrzymał decyzję o zakazie wjazdu do Rosji na 50 lat — okres, który w praktyce oznacza dożywotnie wykluczenie. Rosyjskie instytucje nie podały żadnych oficjalnych powodów, a sprawa nie była komunikowana publicznie. Jak wynika z relacji samego księdza, przyczyny przedstawione mu przez służby migracyjne były nietypowe i nie miały związku z działalnością duszpasterską.

19 sierpnia sąd w Kirowie rozpatrzył jego skargę na działania regionalnej służby migracyjnej. Duchowny potwierdził, że jego odwołanie zostało oddalone, a zakaz pozostaje w mocy. Oznacza to definitywne zakończenie obecności polskiego duchownego w rosyjskim życiu religijnym i społecznym.

W sprawie ks. Zwolińskiego łatwo dostrzec analogię do polityki władz Białorusi, które w ostatnich latach systematycznie wypierają polskich księży z życia religijnego i społecznego. W Mińsku, na Grodzieńszczyźnie i w innych regionach Białorusi cofano pozwolenia na pracę duszpasterską, odmawiano wiz, a niektórych duchownych deportowano bez podania przyczyn. W obu państwach Kościół Katolicki — tradycyjnie związany z polską oraz europejską kulturą i tożsamością — jest postrzegany jako instytucja niezależna, a więc potencjalnie niekontrolowana. Dlatego zarówno Rosja, jak i Białoruś sięgają po podobne narzędzia: administracyjne zakazy, decyzje migracyjne, działania wymierzone w lokalne wspólnoty. Przypadek księdza Zwolińskiego wpisuje się w ten szerszy trend, pokazując, że presja na polskich duchownych nie jest incydentem, lecz elementem konsekwentnej polityki władz obu państw.

Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life, na zdjęciu: ks. Grzegorz Zwoliński, fot.: media społecznościowe duchownego

Władze rosyjskie nałożyły na polskiego duchownego, ks. Grzegorza Zwolińskiego, praktycznie dożywotni zakaz wjazdu do Federacji Rosyjskiej. Sąd w Kirowie 19 sierpnia odrzucił jego skargę na decyzję służb migracyjnych, potwierdzając obowiązywanie 50‑letniego zakazu. Sprawa, o której oficjalnie nie informowano, wpisuje się w coraz bardziej widoczną praktykę

82 lata temu, 21 sierpnia 1944 roku, pod Surkontami doszło do starcia, które w polskiej pamięci historycznej uchodzi za symboliczny początek powojennego konfliktu między Armią Krajową a sowieckim aparatem bezpieczeństwa. Oddział mjr. Macieja Kalenkiewicza „Kotwicza” podjął śmiertelną walkę z przeważającymi siłami NKWD w momencie, gdy na Kresach kończyła się wojna z Niemcami, a zaczynała nowa – o kształt polskiej niepodległości.

Bitwa pod Surkontami była jednym z tych momentów, w których historia nagle odsłania swoją prawdziwą twarz. Dla żołnierzy Armii Krajowej, jeszcze niedawno współdziałających z Armią Czerwoną przeciwko Niemcom, choćby w trakcie wyzwolenia Wilna, czyli – operacji „Ostra Brama”, zderzenie z NKWD było brutalnym przypomnieniem, że „wyzwolenie” przyniesione przez Sowietów oznaczało w praktyce likwidację wszelkich niezależnych polskich struktur. Oddział „Kotwicza”, wyczerpany wcześniejszymi walkami, znalazł się w sytuacji bez wyjścia, ale mimo to podjął bój, który zakończył się śmiercią dowódcy i większości jego ludzi. Kalenkiewicz, jeden z najzdolniejszych oficerów cichociemnych, był świadomy, że konflikt z Sowietami jest nieunikniony — Surkonty stały się miejscem, w którym ta świadomość przybrała formę ostatniego, desperackiego oporu.

Maciej Kalenkiwewicz, źródło ilustracji: ipn.gov.pl

W szerszej perspektywie Surkonty wyznaczają początek nowej epoki. To tam po raz pierwszy tak wyraźnie ujawniła się logika powojennego porządku: polskie podziemie, które przez lata walczyło o wolność, miało zostać uznane za przeszkodę w budowie sowieckiej dominacji. W kolejnych miesiącach podobne starcia powtarzały się na całych Kresach, a żołnierze AK byli systematycznie rozbrajani, aresztowani lub likwidowani. Miejsca ich pochówku często niszczono, a pamięć o nich próbowano wymazać — Surkonty stały się jednym z symboli tej polityki.

Ta próba wymazania pamięci nie zakończyła się wraz z upadkiem Związku Sowieckiego. Cztery lata temu cmentarz w Surkontach, miejsce spoczynku poległych żołnierzy AK, został zrównany z ziemią przez białoruskie służby. Zniszczono krzyże, tablice, betonowe obramowania, a teren wyrównano tak, jakby nigdy nie istniało tam miejsce pamięci. Ten akt barbarzyństwa był nie tylko fizycznym zniszczeniem nekropolii, lecz także symboliczną kontynuacją polityki, która od 1944 roku próbuje odebrać Surkontom ich znaczenie. Współczesna dewastacja dopełnia tragicznej opowieści: walka o pamięć o tej bitwie trwa nadal, a jej przeciwnicy posługują się dziś tymi samymi metodami — przemocą, zastraszaniem, niszczeniem śladów.

Cmentarz w Surkontach – stan sprzed lipca 2022 roku, kiedy nekropolia zostala zniszczona przez władze Białorusi, fot.: facebook.com

Dzisiejsza rocznica przypomina więc nie tylko o dramatycznym wyborze, którego dokonywali żołnierze AK, lecz także o tym, że pamięć o ich walce wciąż jest przedmiotem sporu. Surkonty są jednym z tych miejsc, gdzie historia mówi najgłośniej o cenie, jaką płacono za wierność niepodległości — i o tym, że nawet po dziesięcioleciach prawda o tej walce potrafi być dla niektórych niewygodna.

Znadniemna.pl, na zdjęciach: Cmentarz AK w Surkontach przed barbarzyńskimi działaniami władz Białorusi (po lewej) i po zaoraniu przez nie polskiej nekropolii (po prawej), fot.: facebook.com

82 lata temu, 21 sierpnia 1944 roku, pod Surkontami doszło do starcia, które w polskiej pamięci historycznej uchodzi za symboliczny początek powojennego konfliktu między Armią Krajową a sowieckim aparatem bezpieczeństwa. Oddział mjr. Macieja Kalenkiewicza „Kotwicza” podjął śmiertelną walkę z przeważającymi siłami NKWD w momencie, gdy

16 sierpnia 2026 roku w dawnym polskim majątku ziemskim Suła (w rejonie stołpeckim, obwodzie mińskim na Białorusi) doszło do najbardziej przejmującego wydarzenia w powojennej historii tych ziem. Szczątki wybitnego polskiego malarza Zenona Lęskiego, jego siostry Elżbiety Lęskiej – ostatniej prawowitej właścicielki dóbr – oraz rodzeństwa uroczyście powróciły do odrestaurowanej kaplicy rodowej. Po dekadach komunistycznego barbarzyństwa, profanacji i prób wymazania polskości z mapy Kresów Wschodnich sprawiedliwość dziejowa została przywrócona, a polscy patrioci spoczęli w rodzinnej ziemi.

Przeniesienie szczątków do rodowej krypty w Sułach zamknęło tragiczny rozdział w historii szlacheckiego rodu Lęskich herbu Ostoja. Przez pokolenia rodzina ta stanowiła filar polskiej kultury, gospodarki i tożsamości narodowej na ziemi mińskiej. Najjaśniejszą postacią rodu był Zenon Lęski (1864–1927) – znakomity polski malarz i portrecista, uczeń akademii w Petersburgu i Monachium. Tworzył m.in. w Warszawie i Krakowie, a jego dzieła do dziś zdobią Narodowe Muzeum Sztuki w Mińsku. Dwór Lęskich w Sułach był jednym z najważniejszych ośrodków polskiej kultury na Mińszczyźnie.

Portret Zenona Lęskiego, źródło: Wikipedia

Kres temu światu położył wrzesień 1939 roku. Po zdradzieckim najeździe ZSRR na Polskę sowieccy okupanci splądrowali i wysadzili w powietrze wspaniały, murowany pałac Lęskich. Rodzina stała się celem represji – brat artysty, Konstanty Lęski, został wywieziony do łagru. Siostra Zenona, Elżbieta Lęska, uniknęła wywózki na Syberię dzięki lojalności miejscowych białoruskich chłopów, którzy ukrywali polską dziedziczkę w dowód wdzięczności za dobroć i sprawiedliwość jej rodziny. Elżbieta zmarła w nędzy w 1951 roku w pobliskich Rubieżewiczach, a jej ostatnim marzeniem – niemożliwym do spełnienia w realiach stalinowskiego terroru – było spocząć obok brata w rodowej kaplicy.

Portret Elżbiety Lęskiej – ostatniej właścicielki majątku Suła, źródło: Wikipedia

Kolejny akt komunistycznego zdziczenia nastąpił na początku lat 60. XX wieku. Sowieccy wandale doszczętnie rozgrabili grobowiec Lęskich. Szczątki mistrza Zenona Lęskiego, jego brata Michała Lęskiego (zasłużonego mińskiego przedsiębiorcy) oraz Sabiny Lęskiej zostały bezczeszczone i wyrzucone ze skrzyń grobowych. Polscy mieszkańcy uratowali relikwie: z głębokiego szacunku do dawnych właścicieli potajemnie zebrali ocalałe kości i pochowali je na cmentarzu w Rubieżewiczach, z cichą modlitwą, że polscy dziedzice wrócą kiedyś do swojego gniazda.

Ten moment nadszedł dopiero teraz, po dwudziestu latach żmudnych prac renowacyjnych prowadzonych w Sułach. Dzięki odbudowie monumentalnej kaplicy rodowej szczątki Zenona, Elżbiety, Sabiny i Michała Lęskich zostały ekshumowane i z najwyższymi honorami złożone we właściwym, historycznym miejscu spoczynku.

„Rodzina Lęskich znowu jest razem. W swoich Sułach. W swojej rodowej kaplicy. Na zawsze…” – podkreślają inicjatorzy tego wydarzenia.

Odrestaurowana kaplica rodowa Lęskich w Sułach, fot.: poshyk.info

Powrót Lęskich to nie tylko spełnienie ostatniej woli kresowych wygnańców, ale przede wszystkim symboliczne zwycięstwo trwałej polskiej pamięci nad sowieckim zapomnieniem i brutalnym niszczeniem naszej narodowej historii.

Znadniemna.pl na podstawie facebook.com/parksula.by, na zdjęciu: miejscowy katolicki kapłan odprawia Mszę pogrzebową w kaplicy rodowej Lęskich, fot.: facebook.com/parksula.by

16 sierpnia 2026 roku w dawnym polskim majątku ziemskim Suła (w rejonie stołpeckim, obwodzie mińskim na Białorusi) doszło do najbardziej przejmującego wydarzenia w powojennej historii tych ziem. Szczątki wybitnego polskiego malarza Zenona Lęskiego, jego siostry Elżbiety Lęskiej – ostatniej prawowitej właścicielki dóbr – oraz rodzeństwa

W sobotę, 22 sierpnia 2026 roku, w Warszawie odbędzie się pożegnanie Aleksandra Milinkiewicza — wybitnego działacza demokratycznego, laureata Nagrody Sacharowa, jednego z najważniejszych liderów białoruskiego ruchu wolnościowego. Do udziału w uroczystościach zaproszeni są wszyscy, którzy pragną oddać mu hołd.

Uroczystości rozpoczną się o 10:00 wystawieniem trumny i możliwością osobistego pożegnania w Archikatedrze św. Jana Chrzciciela ul. Świętojańska 8, Warszawa.

O 12:00 zostanie odprawiona Msza Święta w tej samej świątyni.

Ostatnie pożegnanie i złożenie do grobu odbędzie się o 15:00 na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach, adres: ul. Powązkowska 43/45, Warszawa.

Uroczystości mają charakter otwarty. Wspólnota białoruska, przyjaciele, współpracownicy oraz wszyscy, którym bliska była działalność śp. Aleksandra Milinkiewicza, mogą wziąć udział w pożegnaniu.

Cześć Jego pamięci.

Znadniemna.pl, fot.: Facebook.com/ina.kuley

W sobotę, 22 sierpnia 2026 roku, w Warszawie odbędzie się pożegnanie Aleksandra Milinkiewicza — wybitnego działacza demokratycznego, laureata Nagrody Sacharowa, jednego z najważniejszych liderów białoruskiego ruchu wolnościowego. Do udziału w uroczystościach zaproszeni są wszyscy, którzy pragną oddać mu hołd. Uroczystości rozpoczną się o 10:00 wystawieniem trumny

Inicjatywa MALDZIS, tworzona przez białoruskich emigrantów, nabyła rzadką XVII‑wieczną rycinę Brześcia nad Bugiem — jedyny szczegółowy wizerunek miasta sprzed jego całkowitego zniszczenia przez władze Imperium Rosyjskiego w XIX wieku. Zakup wywołał żywe reakcje w diasporze.

Rycina przedstawia Brześć w czasach Rzeczypospolitej Obojga Narodów, z zamkiem, kościołami i rynkiem — elementami, które zniknęły bezpowrotnie po budowie twierdzy brzeskiej. MALDZIS podkreśla, że to jeden z najważniejszych artefaktów ikonograficznych związanych z historią miasta.

Rycina „Miasto i zamek Brześć Litewski (oryginalna nazwa “Urbs et Castellum Brestzie Litewski”), wydana w 1696 roku w Norymberdze, fot.: maldzis.world

Rycina „Miasto i zamek Brześć Litewski (oryginalna nazwa “Urbs et Castellum Brestzie Litewski”), wydana w 1696 roku w Norymberdze, fot.: maldzis.world

W komentarzach pod publikacją członkowie inicjatywy piszą m.in.:

„To prawdziwy skarb dla naszej pamięci.”

Inni dodają, że rycina jest „jedynym wiernym przedstawieniem dawnego Brześcia”. W dyskusji pojawia się też podkreślenie, że odzyskiwanie takich artefaktów jest formą „przywracania tego, co zostało odebrane”.

MALDZIS zapowiada digitalizację ryciny i udostępnienie jej w otwartym archiwum, aby mogła służyć badaczom, historykom i wszystkim zainteresowanym dziedzictwem Białorusi.

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

Znadniemna.pl na podstawie maldzis.world, na zdjęciu: Rycina „Miasto i zamek Brześć Litewski”, wydana w 1696 roku w Norynberdze. Ekipa MALDZIS, od lewej do prawej: Paweł Macukiewicz, Tacciana Kapitonawa, Ryhor Astapienia. Warszawa, sierpień 2026 roku, fot.: Sasza Iwulin/maldzis.world

Inicjatywa MALDZIS, tworzona przez białoruskich emigrantów, nabyła rzadką XVII‑wieczną rycinę Brześcia nad Bugiem — jedyny szczegółowy wizerunek miasta sprzed jego całkowitego zniszczenia przez władze Imperium Rosyjskiego w XIX wieku. Zakup wywołał żywe reakcje w diasporze. Rycina przedstawia Brześć w czasach Rzeczypospolitej Obojga Narodów, z zamkiem, kościołami

W opublikowanej przez rosyjskich dziennikarzy wyszukiwarce „Sota” znalazły się wpisy dotyczące obywateli Białorusi, w tym także osób związanych z polskimi mediami. Wśród nich widnieje redaktor portalu Znadniemna.pl, Andrzej Pisalnik, oznaczony jako „aktywnie poszukiwany” na podstawie artykułu rosyjskiego kodeksu karnego.

Wyszukiwarka, dostępna pod adresem mvd.sotaproject.com, prezentuje dane osób, wobec których rosyjskie służby prowadzą czynne poszukiwania. W przypadku Andrzeja Pisalnika wpis zawiera pełne imię i nazwisko w transkrypcji rosyjskiej, datę urodzenia, numer identyfikacyjny karty (ID 426003) oraz wskazanie regionu prowadzenia sprawy — УВД Гродненской области. Podstawą poszukiwań jest ogólna adnotacja „разыскивается по статье УК РФ”, bez podania konkretnego paragrafu.

To nie pierwszy raz, gdy nazwisko Andrzeja Pisalnika pojawia się w rosyjskich bazach poszukiwanych. Wcześniej jego dane były publikowane m.in. przez niezależny rosyjski portal Mediazona, który od lat dokumentuje przypadki nadużyć, represji i politycznych wpisów do rejestrów policyjnych. Nowa wyszukiwarka „Sota” potwierdza jedynie ciągłość tego wpisu, ujawniając jego aktualny status jako „aktywny”.

 Znadniemna.pl na podstawie mvd.sotaproject.com, ilustracja: screenshot karty poszukiwanego przez MSW Rosji Andrzeja Pisalnika

W opublikowanej przez rosyjskich dziennikarzy wyszukiwarce „Sota” znalazły się wpisy dotyczące obywateli Białorusi, w tym także osób związanych z polskimi mediami. Wśród nich widnieje redaktor portalu Znadniemna.pl, Andrzej Pisalnik, oznaczony jako „aktywnie poszukiwany” na podstawie artykułu rosyjskiego kodeksu karnego. Wyszukiwarka, dostępna pod adresem mvd.sotaproject.com, prezentuje dane

Przejdź do treści