HomeStandard Blog Whole Post (Page 2)

W języku białoruskim ukazała się nieoficjalna jeszcze biografia arcybiskupa seniora Tadeusza Kondrusiewicza, zatytułowana „Maryjo, rób z nim, co zechcesz… Życie i posługa arcybiskupa Tadeusza Kondrusiewicza od narodzin do pierwszych lat biskupstwa”.

Choć w sieci brakuje oficjalnych komunikatów na temat dystrybucji książki, zasłużony hierarcha osobiście podpisywał jej egzemplarze dla wiernych podczas ostatnich uroczystości odpustowych w Trokielach i Gudogajach. Publikacja, będąca najprawdopodobniej przekładem polskiej książki siostry Marceliny Migacz wydanej w 2024 roku przez wydawnictwo Pro Christo, ukazała się w kontekście niedawnych, 80. urodzin duchownego oraz jego osobistej walki z chorobą nowotworową.

Sformułowanie wykorzystane w tytule książki bezpośrednio nawiązuje do dramatycznego wydarzenia z dzieciństwa arcybiskupa. Jako niemowlę Tadeusz Kondrusiewicz ciężko zachorował, a bezradni lekarze nie dawali mu szans na przeżycie. Wówczas jego matka zaniosła go do kościoła Matki Bożej Anielskiej w Grodnie, położyła na ołtarzu i wypowiedziała słowa zawierzenia, po których dziecko niespodziewanie wyzdrowiało.

Hierarcha wielokrotnie podkreślał, że to właśnie opiece Matki Bożej zawdzięcza nie tylko ocalenie życia, ale również swoje powołanie kapłańskie. Kluczową decyzję o wstąpieniu do seminarium duchownego podjął przed obrazem Matki Bożej w Ostrej Bramie w Wilnie. Co symboliczne, po święceniach kapłańskich przez pewien czas pełnił funkcję proboszcza właśnie w grodzieńskiej parafii Matki Bożej Anielskiej, gdzie jako dziecko został uzdrowiony.

Na ten moment książka nie jest dostępna w tradycyjnej ani internetowej sprzedaży, a jedyną okazją do jej zdobycia było spotkanie z samym arcybiskupem podczas katolickich festynów na Białorusi. Premiera językowa zbiega się w czasie z trudnym momentem w życiu hierarchy, który od ponad roku jest poddawany chemioterapii i zmaga się z chorobą nowotworową.

Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life, fot.: faceboook.com

W języku białoruskim ukazała się nieoficjalna jeszcze biografia arcybiskupa seniora Tadeusza Kondrusiewicza, zatytułowana „Maryjo, rób z nim, co zechcesz

Dokładnie 20 lipca 1926 roku w Moskwie zmarł Feliks Dzierżyński – twórca radzieckiego aparatu terroru, którego nazwisko stało się synonimem bezwzględnego okrucieństwa. Choć historia zapamiętała go jako „Żelaznego Feliksa” stojącego na czele zbrodniczych struktur Czeka, GPU i OGPU, jego własne korzenie, psychologiczne motywacje oraz losy jego rodzeństwa stanowią jeden z najbardziej uderzających paradoksów w dziejach Europy. Podczas gdy on budował totalitarną machinę śmierci, napędzaną osobistą żądzą zemsty, jego najbliżsi oddawali życie za wolną Polskę, walcząc w szeregach Armii Krajowej lub stając się ofiarami dwudziestowiecznych totalitaryzmów.

Krwawy pakt z wodzem rewolucji

Jedno z najbardziej wstrząsających i wiarygodnych świadectw dotyczących psychologicznych motywacji Dzierżyńskiego pozostawił Antoni Ferdynand Ossendowski – naoczny świadek i uczestnik rewolucyjnych wydarzeń w Rosji. W swojej głośnej powieści biograficzno-historycznej pt. „Lenin” autor opisał moment zapoznania się polskiego rewolucjonisty z wodzem przewrotu październikowego. Ścieżki obu mężczyzn skrzyżowały się dzięki rekomendacji Lwa Trockiego, który przedstawił Dzierżyńskiego jako sprawdzonego, doświadczonego i bezwzględnie lojalnego towarzysza partii bolszewickiej, gotowego do realizacji najtrudniejszych zadań.

Słysząc polsko brzmiące nazwisko, Włodzimierz Lenin szczerze się ucieszył i otwarcie przyznał, że niezwykle ceni Polaków za ich historyczną skłonność do wzniecania rewolucji oraz buntów przeciwko uciskowi. Dzierżyński natychmiast potwierdził swoje pochodzenie, jednak zrobił to w sposób, który obnażył jego mroczne wnętrze. Podkreślił z mocą, że nie jest zwykłym Polakiem, lecz człowiekiem całkowicie przepełnionym nienawiścią oraz niszczycielską żądzą zemsty. Zapytany przez zaskoczonego wodza, przeciwko komu kieruje tak potężne i skrajne emocje, „Żelazny Feliks” bez cienia wahania odpowiedział, że jego wrogiem jest Rosja – a dokładnie carat, który przez pokolenia upadlał jego naród i niszczył umiłowanie wolności.

Dostrzegając w swoim rozmówcy fanatyczną, graniczącą z obłędem żądzę zemsty, Lenin podjął decyzję, która przypieczętowała los milionów ludzi, mówiąc: „Oddamy w wasze ręce tropienie wrogów proletariatu i rewolucji”. Słysząc te słowa, polski szlachcic herbu Sulima wyprostował się dumnie i złożył mroczną, ostateczną obietnicę: „Utopię ich we krwi…”. Dzierżyński słowa dotrzymał, a powołany przez niego aparat terroru nie tylko zalał Rosję krwią, ale stał się także szkołą dla całej rzeszy równie bezwzględnych potworów i sadystycznych następców.

Religijny chłopak z polskiego dworku

Ta potworna, destrukcyjna nienawiść narodziła się w środowisku, które w niczym nie zapowiadało przyszłego kata i architekta czerwonego piekła. Feliks Dzierżyński przyszedł na świat 11 września 1877 roku w rodzinnym majątku ziemskim Oziembłowo, który w późniejszych latach przemianowano na Dzierżynowo, położonym w sercu Puszczy Nalibockiej na terenie dzisiejszej Białorusi. Wychowywał się w atmosferze głębokiego patriotyzmu, otoczony miłością ojca Edmunda, szanowanego nauczyciela matematyki i fizyki, oraz matki Heleny z Januszewskich, która zaszczepiła w dzieciach pasję do literatury, muzyki i tradycyjnych polskich wartości.

Zdjęcie przedstawiające młodego Feliksa Dzierżyńskiego z matką Heleną (z domu Januszewską) i braćmi przed domem w rodzinnym majątku Dzierżynowo, fot.: graptolite.net/Facta Biographica

Jako młody chłopak i uczeń gimnazjum w Wilnie, Feliks przejawiał silny opór wobec carskiego aparatu państwowego, co przełożyło się bezpośrednio na jego problemy w szkole. Demonstracyjnie nie potrafił i nie chciał opanować języka rosyjskiego, przez co został zmuszony do powtarzania pierwszej klasy. W tym samym okresie rówieśnicy i bliscy zapamiętali go jako chłopca niezwykle, wręcz chorobliwie religijnego, który całe godziny spędzał na żarliwej modlitwie w kościele i poważnie rozważał wstąpienie do seminarium duchownego, by zostać katolickim księdzem.

Dwór-muzeum w Dzierżynowie na Białorusi, fot.: vedaj.by

Tradycja rodzinna i historyczne przekazy wskazują, że młodzieńczą wiarę utracił bezpowrotnie pod wpływem głębokiej traumy, gdy jako nastolatek stał się świadkiem brutalnej rzezi dokonanej przez carskich kozaków na bezbronnych chłopach. To tragiczne wydarzenie zasiało w nim ziarno ślepego buntu, które zamiast w walkę o niepodległość ojczyzny, przepoczwarzyło się w radykalny, komunistyczny fanatyzm. Dodatkowym cieniem na jego wczesnej młodości położyła się śmierć siostry Wandy w 1892 roku, która zginęła od przypadkowego strzału z broni myśliwskiej podczas domowej zabawy – a tragiczne podejrzenie o nieumyślne pociągnięcie za spust padło właśnie na Feliksa.

Rodzeństwo w służbie Rzeczypospolitej

Podczas gdy Feliks realizował swoją krwawą i bezwzględną misję w Moskwie, ścieżki życiowe jego licznego rodzeństwa potoczyły się w diametralnie innym, pełnym heroizmu kierunku. Pierwszą ofiarą rewolucyjnego chaosu stał się brat Stanisław, który pod koniec 1917 roku został brutalnie zamordowany w rodzinnym majątku przez zbolszewizowanych żołnierzy, niosących hasła, którym patronował jego własny brat. Pozostali członkowie rodziny Dzierżyńskich związali swoje losy z walką o niepodległą i wolną Polskę, stając się wzorami patriotyzmu i poświęcenia.

Brat Kazimierz Dzierżyński, szanowany ziemianin, zaangażował się aktywnie w działalność konspiracyjną jako żołnierz Armii Krajowej, przekształcając rodowy dworek w Dzierżynowie w bezpieczną bazę dla polskich partyzantów. Razem z żoną Łucją z narażeniem życia ratował lokalną ludność przed niemieckimi wywózkami oraz masowymi egzekucjami. Ich patriotyczna misja zakończyła się tragicznie w 1943 roku, kiedy to oboje zostali rozstrzelani przez niemieckich okupantów podczas brutalnej pacyfikacji i blokady operacyjnej Puszczy Nalibockiej.

Równie dramatyczny los spotkał kolejnego brata, Władysława Dzierżyńskiego, który był wybitnym profesorem neurologii i psychiatrii, autorem blisko stu prac naukowych, a przed wybuchem wojny dumnym pułkownikiem Wojska Polskiego. Władysław został aresztowany przez hitlerowców i zamordowany 20 marca 1942 roku w Zgierzu, podczas największej publicznej egzekucji na ziemiach polskich wcielonych do III Rzeszy. Niezwykłą kartę zapisała też najstarsza siostra Aldona, której syn Jerzy Bułhak walczył z bolszewikami w wojnie 1920 roku i dostąpił zaszczytu bycia osobistym adiutantem Marszałka Józefa Piłsudskiego.

Siostra kata kontra system brata

Po zakończeniu II wojny światowej Aldona Bułhak-Kojałłowicz zamieszkała w Łodzi, znajdując się pod stałą i dyskretną obserwacją komunistycznego aparatu bezpieczeństwa – tej samej instytucji, której fundamenty dekady wcześniej wznosił jej rodzony brat. Mimo ogromnego ryzyka i zaawansowanego wieku, kobieta podjęła osobistą misję niesienia pomocy prześladowanym Polakom, w tym byłym żołnierzom Armii Krajowej. Doskonale rozumiała magię i strach, jaki w sercach komunistycznych dygnitarzy budziło nazwisko Dzierżyńska, i postanowiła bezwzględnie wykorzystać ten fakt przeciwko totalitarnemu systemowi.

Aldona zaczęła pisać osobiste, odważne listy do najważniejszych osób w państwie, w tym bezpośrednio do Bolesława Bieruta oraz marszałka Konstantego Rokossowskiego, domagając się sprawiedliwości i łaski dla skazanych. To właśnie jej bezpośrednia, uparta interwencja u Bieruta doprowadziła do ułaskawienia legendarnego mecenasa i oficera AK, Władysława Siły-Nowickiego, uchronionego w ten sposób przed wykonaniem zasądzonego wyroku śmierci. Z determinacją, choć niestety bezskutecznie, Aldona próbowała poruszyć komunistyczne władze, by uratować życie generała Emila Fieldorfa „Nila”.

Świadoma ogromu potwornych zbrodni, jakich dopuścił się Feliks, Aldona do końca swoich dni nosiła w sercu niezatarty ból, nieustannie czyniąc bratu wyrzuty w zachowanej korespondencji. W latach 50. i 60. stała się stałą, cichą postacią w warszawskim kościele Sióstr Wizytek, gdzie regularnie zamawiała msze święte za duszę „Żelaznego Feliksa”. Sto lat po śmierci dyktatora, historia jego rodu pozostaje memento o tym, jak skrajnie różne owoce może wydać jedno domowe gniazdo – gdy jeden syn z nienawiści stał się katem, reszta rodziny oddała życie za wolność bliźnich.

 Opr. Adolf Gorzkowski/Znadniemna.pl, na zdjęciu: Feliks Dzierżyński, źródło: domena publiczna

 

Dokładnie 20 lipca 1926 roku w Moskwie zmarł Feliks Dzierżyński – twórca radzieckiego aparatu terroru, którego nazwisko stało się synonimem bezwzględnego okrucieństwa. Choć historia zapamiętała go jako „Żelaznego Feliksa” stojącego na czele zbrodniczych struktur Czeka, GPU i OGPU, jego własne korzenie, psychologiczne motywacje oraz losy

Sensacyjne odkrycie w Archiwum Głównym Akt Dawnych. Badania dr Emily Peppers z Uniwersytetu Warszawskiego wskazują, że polsko-litewski szlachcic Olbrycht Górecki jako pierwszy na świecie stworzył struny z metalowym oplotem.

Poznaj historię zapomnianego wynalazcy z otoczenia księcia Bogusława Radziwiłła

Olbrycht Górecki, bo o nim mowa, przez stulecia pozostawał jedynie enigmatyczną wzmianką w siedemnastowiecznych zapiskach londyńskiego uczonego Samuela Hartliba. Dziś wiemy już na pewno: ten polsko-litewski szlachcic, lennik i zaufany korespondent księcia Bogusława Radziwiłła, był pionierem, który jako pierwszy owinął jedwabny lub jelitowy rdzeń struny cienkim, srebrnym drutem. Zanim Antonio Stradivari zaczął eksperymentować z otwartym oplotem w dalekiej Cremonie, to właśnie nasz kresowy rodak w listach słanych z Oksfordu do swojego protektora radził, jak okiełznać materię i dźwięk.

Dla badaczy historii ziem dzisiejszej Białorusi i Litwy to odkrycie ma wymiar symboliczny. Bogusław Radziwiłł – Generalny Namiestnik Prus Książęcych, ale przede wszystkim pan na Słucku i Kopysiu – otaczał się ludźmi nieszablonowymi. To na jego dworach, gdzie mieszały się wpływy kalwińskiej Europy Zachodniej z tradycjami unickimi i prawosławnymi Polesia, tętniło życie intelektualne i artystyczne. Górecki, wysłany po naukę na uniwersytety w Wittenberdze i Oksfordzie, nie był jedynie biernym obserwatorem zachodnich nowinek. Był reprezentantem tej unikalnej, kresowej elity, która łączyła sarmacki temperament z technicznym pragmatyzmem.

Książę Bogusław Radziwiłł (1620–1669) – magnat, namiestnik Prus Książęcych i pan na Słucku, do którego Olbrycht Górecki kierował swoje listy opisujące rewolucyjny wynalazek strun z metalowym oplotem. Portret autorstwa nieznanego malarza z XVII wieku. Źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie / Wikimedia Commons (Domena publiczna)

Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że to właśnie kresowa nostalgia i potrzeba wydobycia głębszego, bardziej melancholijnego tonu pchnęły Góreckiego do jego metalowego wynalazku. Tradycyjne struny basowe z baranich jelit, wymagające zużycia surowca z kilkudziesięciu zwierząt, były głuche, nietrwałe i wrażliwe na wilgoć – tak dobrze znaną mieszkańcom nadniemeńskich i nadprypeckich borów. Srebrny oplot Góreckiego dał instrumentom nową gęstość, elastyczność i przede wszystkim – donośność, która potrafiła przebić się przez gwar magnackich sal.

Większość osobistych pism Olbrychta Góreckiego spłonęła bezpowrotnie w Warszawie podczas Powstania Warszawskiego, wraz z bezcennymi zbiorami Biblioteki Załuskich. Pozostał nam jednak pośmiertny inwentarz z Oksfordu: kilka książek, instrumenty i tajemnicza skrzynka z narzędziami, w której kryły się zapewne pilniki i zwoje metalowego drutu. Choć jego korespondencja z Radziwiłłem została przerwana przez bezwzględny bieg historii, to właśnie w tych kilku zachowanych po polsku listach bije serce dawnego Wielkiego Księstwa – krainy, która dała światu nie tylko poetów i żołnierzy, ale, jak się okazuje, również architekta współczesnego brzmienia muzyki. Gdy następnym razem usłyszymy niskie, wibrujące akordy, pamiętajmy o Góreckim z otoczenia księcia Bogusława Radziwiłła, który srebrną nicią połączył Kresy z całym muzycznym światem.

Znadniemna.pl na podstawie Dzieje.pl, na zdjęciu: struny z metalowym oplotem na skrzypcach, źródło: Pixabay

Sensacyjne odkrycie w Archiwum Głównym Akt Dawnych. Badania dr Emily Peppers z Uniwersytetu Warszawskiego wskazują, że polsko-litewski szlachcic Olbrycht Górecki jako pierwszy na świecie stworzył struny z metalowym oplotem. Poznaj historię zapomnianego wynalazcy z otoczenia księcia Bogusława Radziwiłła Olbrycht Górecki, bo o nim mowa, przez stulecia pozostawał

Białoruskie szkolnictwo wyższe przechodzi głęboki kryzys rekrutacyjny, a progi punktowe na kluczowych kierunkach medycznych i pedagogicznych drastycznie spadły, otwierając drzwi uniwersytetów dla osób z najgorszymi wynikami. Katastrofalne skutki likwidacji płatnych studiów medycznych oraz perspektywa przymusowego nakazu pracy sprawiają, że najzdolniejsi młodzi Białorusini masowo wybierają edukację za granicą, w tym na bezpiecznych uczelniach w Polsce.

Zakończony właśnie proces rekrutacji na białoruskie uczelnie obnażył bezsilność tamtejszego systemu edukacji i wywołał falę dyskusji na temat przyszłości krajowych kadr. Najbardziej ucierpiały kierunki pedagogiczne, na których poza nielicznymi wyjątkami – takimi jak psychologia czy historia – dramatycznie brakuje chętnych. Aby studiować za darmo matematykę, fizykę czy edukację wczesnoszkolną na Białoruskim Państwowym Uniwersytecie Pedagogicznym (BDPU), wystarczy zdobyć zaledwie około 270 punktów na 400 możliwych. Na studia płatne, gdzie wymagania są jeszcze niższe, trafią osoby, które z państwowych testów uzyskały zaledwie po kilkanaście punktów.

Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w regionach, gdzie kryzys rekrutacyjny zamienił się w prawdziwą katastrofę jakościową. Na Uniwersytecie w Mohylewie na kierunku „edukacja przedszkolna” próg punktowy spadł do zaledwie 180 punktów. Z kolei w Mozyrzu przyszli nauczyciele chemii i biologii zostaną przyjęci z wynikiem 180 punktów, a matematyki i informatyki – zaledwie 150 punktów. W praktyce oznacza to, że wychowaniem i edukacją najmłodszego pokolenia Białorusinów będą zajmować się osoby, których średnia ocen w szkole wynosiła niewiele ponad 5 w skali 10-punktowej.

Prawdziwym szokiem okazały się jednak wyniki rekrutacji w sektorze medycznym, uważanym dotychczas za najbardziej elitarny. Niedawna decyzja urzędników o całkowitej likwidacji płatnych miejsc w uniwersytetach medycznych miała w teorii zmusić młodzież do obsadzania wakatów w szpitalach, ale przyniosła odwrotny skutek i odstraszyła kandydatów. Jeszcze rok temu progi na bezpłatną medycynę rzadko spadały poniżej 350 punktów. Dzisiaj na prestiżowym kierunku lekarskim Państwowego Uniwersytetu Medycznego w Mińsku (BDMU) studentem można zostać mając poniżej 300 punktów, a pediatrą czy farmaceutą – z wynikiem 260 punktów.

Na prowincji system rekrutacji lekarzy całkowicie się załamał, pozostawiając puste miejsca na listach. Witebski Uniwersytet Medyczny na dobę przed zamknięciem rekrutacji odnotował zaledwie 3 kandydatów na 25 dostępnych miejsc na pediatrii. Zarówno w Grodnie, jak i w Witebsku lekarzami z gwarantowanym państwowym zatrudnieniem zostaną osoby, które zdobyły poniżej 200 punktów na 400 możliwych. System przestał pełnić funkcję jakiejkolwiek selekcji intelektualnej, stawiając pod znakiem zapytania przyszłe bezpieczeństwo zdrowotne obywateli.

Główną przyczyną tego tąpnięcia jest ucieczka młodzieży przed przymusowym skierowaniem do pierwszego miejsca pracy oraz silna konkurencja ze strony Polski. Przekształcenie wszystkich miejsc na medycynie w darmowe oznacza dla studentów obowiązek wieloletniej pracy w wyznaczonych przez państwo, często zacofanych placówkach za minimalne stawki. Najzdolniejsi białoruscy maturzyści masowo wybierają więc studia w Polsce, która oferuje im bezpieczne warunki, europejskie dyplomy i stabilną przyszłość. W rezultacie na Białorusi zostają niemal wyłącznie ci, którzy ze względu na bardzo słabe oceny nie mieli żadnych szans na emigrację edukacyjną.

Znadniemna.pl na podstawie Euroradio.fm, na zdjęciu: młode Białorusinki sprawdzają listy przyjętych na studia, fot.: 1prof.by

Białoruskie szkolnictwo wyższe przechodzi głęboki kryzys rekrutacyjny, a progi punktowe na kluczowych kierunkach medycznych i pedagogicznych drastycznie spadły, otwierając drzwi uniwersytetów dla osób z najgorszymi wynikami. Katastrofalne skutki likwidacji płatnych studiów medycznych oraz perspektywa przymusowego nakazu pracy sprawiają, że najzdolniejsi młodzi Białorusini masowo wybierają edukację

Oficjalne dane polskiego Urzędu do Spraw Cudzoziemców ujawniły drastyczną zmianę polityki azylowej wobec uchodźców uciekających przed reżimem w Mińsku. W czerwcu 2026 roku polskie władze wydały rekordową liczbę 52 decyzji odmownych w sprawach o przyznanie ochrony międzynarodowej dla obywateli Białorusi. W tym samym okresie bezpieczny azyl w postaci statusu uchodźcy lub ochrony uzupełniającej przyznano zaledwie 25 osobom, co wywołało głębokie zaniepokojenie białoruskich sił demokratycznych oraz organizacji broniących praw człowieka.

Statystyki migracyjne z drugiego kwartału 2026 roku pokazują nagłe załamanie dotychczasowej, przychylnej linii orzeczniczej polskich urzędów. Jeszcze w kwietniu tego roku ochronę międzynarodową uzyskało aż 497 Białorusinów przy zaledwie 14 odmowach, a w maju na 86 pozytywnych decyzji przypadło 17 negatywObywatenych. Czerwcowy skok liczby odmów oznacza, że w ciągu jednego miesiąca odrzucono ponad połowę wszystkich wniosków negatywnych wydanych od początku 2026 roku, których łączny bilans wynosi obecnie 83 przypadki przy 608 decyzjach pozytywnych i 109 zawieszonych sprawach.

Polskie władze uzasadniają masowy wzrost negatywnych decyzji argumentem prawnym, według którego upłynęły już terminy przedawnienia odpowiedzialności karnej za udział w demonstracjach opozycyjnych z 2020 roku. Urzędnicy w Warszawie podnoszą również, że Aleksander Łukaszenka podpisał dekrety o ułaskawieniu części więźniów politycznych, co w ocenie strony polskiej ma świadczyć o rzekomym spadku skali zagrożenia represjami na Białorusi. Taka argumentacja spotyka się z ostrym sprzeciwem środowisk niezależnych, które wskazują na całkowite oderwanie tych procedur od realiów dyktatury.

Białoruskie siły demokratyczne oraz Centrum Praw Człowieka „Wiasna” alarmują, że w białoruskim systemie prawnym instytucja przedawnienia jest fikcją, a aparat bezpieczeństwa regularnie przekwalifikowuje zarzuty na znacznie cięższe artykuły kodeksu karnego. Udział w protestach sprzed sześciu lat jest dziś masowo redefiniowany przez milicję i KGB jako rzekomy terroryzm, zdrada stanu lub ekstremizm, za co grożą wieloletnie wyroki kolonii karnej. Przedstawiciele emigracji podkreślają, że powrót jakiegokolwiek aktywisty na Białoruś w obecnej sytuacji oznacza dla niego natychmiastowe aresztowanie i brutalne śledztwo.

Redakcja Znadniemna.pl na podstawie udsc.gov.pl, zdjęcie ilustracyjne, źródło: Hpravy.org

Oficjalne dane polskiego Urzędu do Spraw Cudzoziemców ujawniły drastyczną zmianę polityki azylowej wobec uchodźców uciekających przed reżimem w Mińsku. W czerwcu 2026 roku polskie władze wydały rekordową liczbę 52 decyzji odmownych w sprawach o przyznanie ochrony międzynarodowej dla obywateli Białorusi. W tym samym okresie bezpieczny

Narodowe Centrum Kultury rozpoczęło przyjmowanie zgłoszeń od młodych twórców, pisarzy i tłumaczy z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w szczególności z Białorusi i Ukrainy, którzy chcą zrealizować swoje projekty artystyczne podczas półrocznego pobytu w Polsce. Program gwarantuje uczestnikom comiesięczne wsparcie finansowe w wysokości 5 000 zł brutto, opłacone zakwaterowanie oraz opiekę merytoryczną wybitnych polskich tutorów. Wnioski o przyznanie stypendium na okres od 1 lutego do 31 lipca 2027 roku można składać do 15 października 2026 roku.

Szansa dla artystów i badaczy kultury

O stypendium mogą ubiegać się osoby fizyczne posiadające obywatelstwo jednego z państw postsowieckich lub Europy Środkowo-Wschodniej (niebędące obywatelami RP). Inicjatywa jest skierowana do twórców, którzy spełniają następujące warunki:

  • Wiek: do 40 lat (w uzasadnionych przypadkach do 45 lat).
  • Wykształcenie: ukończone studia wyższe.
  • Język: znajomość języka polskiego przynajmniej na poziomie podstawowym.
  • Dorobek: udokumentowane dotychczasowe osiągnięcia artystyczne.

Wspierane dziedziny

Program obejmuje szeroki zakres aktywności twórczej i naukowej:

  • Sztuki piękne i wizualne: film, fotografia, sztuki wizualne, teatr oraz taniec.
  • Słowo i muzyka: literatura, przekład literacki oraz muzyka.
  • Dziedzictwo i nauka: konserwacja dzieł sztuki, muzealnictwo, a także historia i krytyka filmu, teatru, muzyki i sztuki.

Warunki finansowe i logistyczne

Laureaci konkursu otrzymają kompleksowe zaplecze do pracy twórczej:

  • Stypendium: 5 000 zł brutto wypłacane co miesiąc przez pół roku.
  • Mieszkanie: finansowanie kosztów zakwaterowania do kwoty 3 000 zł miesięcznie.
  • Materiały: do 7 250 zł brutto na zakup niezbędnego sprzętu lub usług.
  • Wsparcie: indywidualna opieka artystyczna polskich ekspertów i instytucji.

Jak złożyć wniosek?

Kompletne zgłoszenie musi zawierać autorską koncepcję projektu stypendialnego oraz minimum dwie rekomendacje od uznanych twórców w danej dziedzinie. Dokumenty można przesyłać elektronicznie na adres e-mail programu lub złożyć w formie papierowej bezpośrednio w siedzibie operatora:

Narodowe Centrum Kultury
ul. Płocka 13, 01-231 Warszawa

Szczegółowy regulamin, kryteria oceny oraz formularze zgłoszeniowe znajdują się na oficjalnej stronie Wnioski i dokumenty Gaude Polonia – Narodowe Centrum Kultury. Ogłoszenie o naborze można zweryfikować również na Portalu Gov.pl Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Znadniemna.pl na podstawie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego,  źródło ilustracji: Gov.pl

Narodowe Centrum Kultury rozpoczęło przyjmowanie zgłoszeń od młodych twórców, pisarzy i tłumaczy z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w szczególności z Białorusi i Ukrainy, którzy chcą zrealizować swoje projekty artystyczne podczas półrocznego pobytu w Polsce. Program gwarantuje uczestnikom comiesięczne wsparcie finansowe w wysokości 5 000 zł brutto,

Instalacja dodatkowego masztu z historyczną, wolną flagą Białorusi na Polach Grunwaldu jest obecnie niemożliwa z przyczyn administracyjnych, poinformował dyrektor Muzeum Bitwy pod Grunwaldem Szymon Drej w odpowiedzi na listy białoruskich sił demokratycznych. Mimo deklarowanej solidarności z dążeniami Białorusinów, ostateczna decyzja zależy od konserwatora zabytków, do którego białoruska opozycja zapowiada skierowanie oficjalnych petycji.

Wniosek o postawienie masztu poparli najważniejsi liderzy białoruskiego ruchu demokratycznego – Swiatłana Cichanouska, Paweł Łatuszka oraz Paweł Barkouski, pełniący funkcję przedstawiciela ds. odrodzenia narodowego w Zjednoczonym Gabinecie Przejściowym Białorusi.

Inicjatywa ta, współtworzona przez Barkouskiego – cenionego filozofa i byłego profesora akademickiego – ma głębokie uzasadnienie historyczne. Opiera się na fakcie, że w bitwie pod Grunwaldem w 1410 roku istotną rolę odegrały pułki z ziem dzisiejszej Białorusi, walczące w strukturach wojsk Wielkiego Księstwa Litewskiego pod wodzą księcia Witolda. Współczesne białoruskie środowiska niezależne od lat walczą o to, by pamięć o udziale ich przodków w tym wielkim triumfie nad Zakonem Krzyżackim była trwale i godnie reprezentowana na historycznych polach.

Dyrektor Muzeum Bitwy pod Grunwaldem wyjaśnił jednak, że pole bitwy podlega szczególnej ochronie prawnej i konserwatorskiej, co stwarza bariery proceduralne dla wzniesienia nowego masztu. Choć dyrekcja wyraziła pełne wsparcie oraz solidarność z dążeniami Białorusinów do zachowania własnej tożsamości narodowej, sprawa musi zyskać akceptację Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Olsztynie. Liderzy opozycji zapowiedzieli już wysłanie oficjalnego pisma bezpośrednio do wojewódzkiego konserwatora z prośbą o koordynację procedur i wydanie zgody.

Stawka tej walki o obecność na Polach Grunwaldu jest wysoka z powodu sytuacji w samym Mińsku, gdzie historyczne, narodowe barwy biało-czerwono-białe są bezwzględnie zwalczane przez reżim Aleksandra Łukaszenki. Flaga ta, będąca oficjalnym symbolem niepodległej Białorusi w latach 1991–1995 oraz głównym znakiem protestów antyreżimowych z 2020 roku, została przez dyktatora uznana za nielegalną, a państwowa propaganda piętnuje ją jako symbol „nazistowski”. Za samo publiczne posiadanie lub wywieszenie tych barw na Białorusi grożą dziś dotkliwe kary finansowe, brutalne represje, a nawet wieloletnie więzienie.

Znadniemna.pl na podstawie REFORM.news, zdjęcie ilustracyjne, fot.: Pozirk.online

Instalacja dodatkowego masztu z historyczną, wolną flagą Białorusi na Polach Grunwaldu jest obecnie niemożliwa z przyczyn administracyjnych, poinformował dyrektor Muzeum Bitwy pod Grunwaldem Szymon Drej w odpowiedzi na listy białoruskich sił demokratycznych. Mimo deklarowanej solidarności z dążeniami Białorusinów, ostateczna decyzja zależy od konserwatora zabytków, do

Z okazji przypadającej dziś 616. rocznicy bitwy pod Grunwaldem, białoruscy aktywiści i środowiska demokratyczne ponawiają apel o oficjalne uznanie wkładu ich przodków w zwycięstwo z 1410 roku. Chcą, aby obok flagi Polski i Litwy nad Muzeum Bitwy pod Grunwaldem w Stębarku załopotał historyczny, biało-czerwono-biały sztandar.

Pomysłodawcą inicjatywy jest białoruski opozycjonista – były więzień polityczny reżimu Łukaszenki – Juraś Mielaszkiewicz. Ostatnio jego pomysł zyskuje coraz większy rozgłos w mediach oraz wsparcie ze strony liderów białoruskiej opozycji, w tym Swiatłany Cichanouskiej. Inicjatorzy akcji zauważyli, że na polach bitewnych obok flagi Polski i Litwy standardowo powiewa także flaga Ukrainy, natomiast brakuje historycznego symbolu reprezentującego pułki z ziem dzisiejszej Białorusi. Podkreślają oni, że przodkowie współczesnych Białorusinów – walczący w ramach chorągwi Wielkiego Księstwa Litewskiego – stanowili integralną część zwycięskiej armii i przelewali krew ramię w ramię z Polakami.

Dla białoruskiej społeczności sprawa ma wymiar nie tylko historyczny, ale i głęboko symboliczny. Biało-czerwono-biała flaga była oficjalnym symbolem niepodległego państwa w 1918 roku oraz w latach 1991–1995, zanim Aleksander Łukaszenka zastąpił ją wersją czerwono-zieloną, nawiązującą do czasów ZSRR. Obecnie historyczny biało-czerwono-biały sztandar uosabia opór wobec dyktatury oraz dążenie do wolnej, europejskiej Białorusi.

Dzisiejsza rocznica to dla aktywistów doskonały moment na nagłośnienie sprawy. Apelują oni do rodaków przebywających na emigracji o masowe podpisywanie petycji kierowanej do dyrekcji muzeum oraz o osobiste przybywanie na coroczne Dni Grunwaldu z własnymi, narodowymi barwami, by w ten sposób zamanifestować swoją tożsamość i pamięć o wspólnym sukcesie sprzed wieków.

Znadniemna.pl na podstawie Reform.news, fot.: ipetitions.com

Z okazji przypadającej dziś 616. rocznicy bitwy pod Grunwaldem, białoruscy aktywiści i środowiska demokratyczne ponawiają apel o oficjalne uznanie wkładu ich przodków w zwycięstwo z 1410 roku. Chcą, aby obok flagi Polski i Litwy nad Muzeum Bitwy pod Grunwaldem w Stębarku załopotał historyczny, biało-czerwono-biały sztandar. Pomysłodawcą

Zabytkowe obrazy religijne należące do ks. Henryka Okołotowicza, byłego więźnia politycznego skazanego przez białoruski sąd na 11 lat kolonii karnej, zostały wystawione na sprzedaż. Aukcje zakończyły się sprzedażą wszystkich trzech ikon jednemu nabywcy. Dochód ze sprzedaży majątku duchownego trafi do budżetu państwa – poinformowali działacze z brzeskiego oddziału Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna”.

Represje wobec ks. Henryka Okołotowicza nie zakończyły się wraz z jego uwolnieniem i wyjazdem z Białorusi. Władze nadal przejmują i sprzedają jego majątek. Tym razem na aukcję trafiły trzy zabytkowe ikony należące do kapłana: „Zmartwychwstanie Chrystusa”, „Święta Męczennica Paraskewia”, „Matka Boża Trzech Radości”.

Każdy z obrazów został wystawiony na osobnej aukcji. We wszystkich przypadkach zgłosił się tylko jeden zainteresowany kupiec, który nabył dzieła za cenę wywoławczą. Łącznie za trzy ikony do białoruskiego budżetu miało trafić 4620 rubli białoruskich (ok. 6,1 tys. złotych).

Najstarsza ze sprzedanych ikon pochodzi z XVIII wieku. Jej sprzedaż przez państwo wywołuje szczególne oburzenie, ponieważ nie chodzi jedynie o przedmioty materialne, ale o dzieła związane z historią Kościoła katolickiego na Białorusi i osobą duchownego, który padł ofiarą represji politycznych.

Kolejne aukcje majątku księdza

Sprzedaż ikon jest kolejnym etapem pozbywania się majątku ks. Okołotowicza. Wcześniej białoruskie władze wystawiły na sprzedaż również jego samochód, inne przedmioty należące do kapłana oraz nieruchomości.

2 lipca po raz czwarty próbowano sprzedać działkę należącą do duchownego w miejscowości Nowa Mysz w rejonie baranowickim obwodu brzeskiego. Aukcja ponownie nie doszła do skutku, ponieważ nie znalazł się żaden chętny nabywca.

Kapłan skazany za „zdradę państwa”

Ks. Henryk Okołotowicz

Ks. Henryk Okołotowicz, proboszcz parafii w Nowej Myszy, został zatrzymany 16 listopada 2023 roku. Białoruski sąd uznał go za winnego „zdrady państwa” i skazał na 11 lat pozbawienia wolności.

Duchowny od początku odrzucał oskarżenia. Podczas śledztwa informował, że zarzuty dotyczące rzekomej współpracy z Watykanem i Polską są bezpodstawne i nie mają potwierdzenia w rzeczywistości.

Po niemal dwóch latach spędzonych w więzieniu ks. Okołotowicz został zwolniony w listopadzie 2025 roku w ramach aktu łaski. Jednak wolność oznaczała dla niego konieczność opuszczenia ojczyzny. Razem z innym uwolnionym duchownym – ks. Andrzejem Juchniewiczem – został przewieziony do Rzymu, gdzie obaj kapłani dochodzą do zdrowia po pobycie w więzieniu.

Sprzedaż majątku ks. Henryka Okołotowicza pokazuje, że represje wobec osób uznanych przez władze za przeciwników politycznych nie kończą się nawet po ich uwolnieniu.

Znadniemna.pl/@viasna_brest

Zabytkowe obrazy religijne należące do ks. Henryka Okołotowicza, byłego więźnia politycznego skazanego przez białoruski sąd na 11 lat kolonii karnej, zostały wystawione na sprzedaż. Aukcje zakończyły się sprzedażą wszystkich trzech ikon jednemu nabywcy. Dochód ze sprzedaży majątku duchownego trafi do budżetu państwa – poinformowali działacze

Od trzech tygodni na antenie Pierwszego Programu Białoruskiego Radia nie jest transmitowana niedzielna Msza św. z archikatedry pw. Najświętszej Maryi Panny w Mińsku. Wierni obawiają się, że może to oznaczać kolejne ograniczenie obecności Kościoła katolickiego w przestrzeni publicznej, choć liczą, że przerwa ma jedynie charakter techniczny.

Sprawdzono emisję z niedzieli, 12 lipca. Zamiast Mszy św. słuchacze usłyszeli muzykę klasyczną. Informacje zamieszczone na stronie internetowej radia również wskazują na nieścisłości. W ramówce na godzinę 8.15 zapowiedziano program „Kazanie katolickie”, jednak faktycznie wyemitowano inną audycję.

Dla wielu katolików, zwłaszcza osób starszych, samotnych i chorych, transmisja radiowa była jedyną możliwością uczestniczenia w niedzielnej liturgii.

Jedna z wiernych opowiedziała, że jej ciężko chora, leżąca krewna od wielu lat uczestniczyła we Mszy św. właśnie dzięki radiowej transmisji. Brak nabożeństwa od trzech tygodni jest dla niej źródłem dużego stresu i poczucia duchowej izolacji.

Choć z archikatedry oraz z innych kościołów na Białorusi prowadzone są transmisje internetowe, wielu seniorów nie korzysta z internetu ani nowoczesnych urządzeń, dlatego radio pozostaje dla nich jedynym sposobem uczestniczenia w liturgii.

Jak ustalili wierni, również parafia archikatedralna nie wiedziała o zaprzestaniu emisji. Kapłani nadal odprawiali niedzielną Mszę św. o godz. 8.15 zgodnie z harmonogramem, dostosowując jej przebieg do czasu przeznaczonego na transmisję radiową. Wszystko wskazuje na to, że parafia nie została uprzedzona o wstrzymaniu nadawania.

Wierni próbowali uzyskać wyjaśnienia od kierownictwa rozgłośni. Na stronie internetowej radia nie znaleźli jednak numerów telefonów do redakcji, a połączenia na numery dostępne w internetowych katalogach pozostały bez odpowiedzi. Nie doczekali się również reakcji na wiadomości wysłane za pośrednictwem mediów społecznościowych.

W aktualnym programie Pierwszego Programu Białoruskiego Radia na najbliższą niedzielę ponownie widnieje pozycja „Kazanie katolickie” o godz. 8.15. Wierni mają nadzieję, że tym razem transmisja Mszy św. zostanie przywrócona, a jej wcześniejsze wstrzymanie było jedynie skutkiem problemów technicznych.

Radiowe transmisje Mszy św. z mińskiej archikatedry zostały wznowione w 2021 roku po interwencji ówczesnego administratora apostolskiego archidiecezji mińsko-mohylewskiej, śp. biskupa Kazimierza Wielikosielca. Od tamtej pory były emitowane regularnie przez ostatnich pięć lat.

Brak oficjalnego wyjaśnienia ze strony państwowego nadawcy budzi jednak niepokój wiernych, zwłaszcza w sytuacji, gdy na Białorusi od kilku lat obserwowane są coraz większe ograniczenia działalności Kościoła katolickiego i innych wspólnot religijnych.

Znadniemna.pl/katolik.life

Od trzech tygodni na antenie Pierwszego Programu Białoruskiego Radia nie jest transmitowana niedzielna Msza św. z archikatedry pw. Najświętszej Maryi Panny w Mińsku. Wierni obawiają się, że może to oznaczać kolejne ograniczenie obecności Kościoła katolickiego w przestrzeni publicznej, choć liczą, że przerwa ma jedynie charakter

Przejdź do treści