HomeStandard Blog Whole Post (Page 2)

Wojewoda Podlaski informuje, że w dniach 12–14 stycznia 2026 roku odbędzie się przyjmowanie zgłoszeń na Kartę Polaka. Jest to szansa dla obywateli Białorusi, Ukrainy i Federacji Rosyjskiej oraz osób posiadających w tych krajach status bezpaństwowca na rozpoczęcie procedury przyznania tego dokumentu.

Szczegóły rejestracji

Rejestracja rozpocznie się 12 stycznia o godzinie 8:00 i potrwa do 14 stycznia do godziny 22:00. Zgłoszenia będą przyjmowane wyłącznie drogą elektroniczną pod adresem e-mail: [email protected].

Forma zgłoszenia jest ściśle określona i nieprzestrzeganie instrukcji spowoduje odrzucenie wiadomości. W e-mailu należy podać wyłącznie:

  • Temat wiadomości: Zapisy KP (imię i nazwisko 4 ostatnie cyfry numeru paszportu), np. „Zapisy KP (Jan Nowak 0000)”.
  • Treść wiadomości: imię i nazwisko, data urodzenia, 4 ostatnie cyfry numeru paszportu oraz numer telefonu.

Możliwe jest zgłoszenie kilku osób z najbliższej rodziny w jednej wiadomości (mąż, żona, dzieci). W przypadku małoletnich, wniosek o Kartę Polaka dziecka można dołączyć do wniosku rodzica – postępowanie rozpoczyna się z dniem przyznania Karty rodzicowi.

Wymagane dokumenty

Do wniosku o Kartę Polaka należy dołączyć:

  • wypełniony w języku polskim wniosek,
  • aktualną fotografię 35×45 mm,
  • oryginał ważnego dokumentu tożsamości oraz jego kopię,
  • dokumenty potwierdzające polskie pochodzenie przodków,
  • w przypadku działalności w organizacjach polskich – zaświadczenie o aktywności w ciągu ostatnich 3 lat.

Dla małoletnich wymagane są dodatkowo: akt urodzenia, dokumenty tożsamości rodziców, Karta Polaka rodzica oraz – jeśli jeden z rodziców nie uczestniczy w wizycie – oświadczenie wyrażające zgodę na przyznanie Karty dziecku oraz uwierzytelniona kopia paszportu nieobecnego rodzica.

Wszystkie dokumenty w języku obcym muszą być przetłumaczone przez tłumacza przysięgłego na język polski.

Terminy wizyt i kontakt

Terminy wizyt zostaną wyznaczone od marca 2026 roku. Informacja o terminie wizyty zostanie przesłana e-mailem najpóźniej 30 dni przed wizytą. Nie ma możliwości zmiany danych zgłoszenia ani wyznaczonego terminu wizyty.

Wszelkie pytania dotyczące procedury można kierować pod numery telefonów:
+48 857 439 407, +48 857 439 312, +48 857 439 273.

Więcej informacji

Szczegółowe informacje o Karcie Polaka, świadczeniach dla jej posiadaczy oraz wzory wniosków dostępne są na stronie: www.gov.pl/web/uw-podlaski/informacja-dot-karty-polaka-oraz-wzor-wniosku.

Znadniemna.pl/gov.pl

Wojewoda Podlaski informuje, że w dniach 12–14 stycznia 2026 roku odbędzie się przyjmowanie zgłoszeń na Kartę Polaka. Jest to szansa dla obywateli Białorusi, Ukrainy i Federacji Rosyjskiej oraz osób posiadających w tych krajach status bezpaństwowca na rozpoczęcie procedury przyznania tego dokumentu. Szczegóły rejestracji Rejestracja rozpocznie się 12

Dokładnie 231 lat temu Stanisław August Poniatowski został zmuszony do opuszczenia Warszawy. W asyście rosyjskich wojsk wyruszył do Grodna, gdzie pod presją polityczną podpisał akt abdykacji. To wydarzenie zamknęło dzieje Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Wyjazd z Warszawy: początek końca

Stanisław August Poniatowski opuścił Warszawę na rozkaz Katarzyny II w dniu 5 stycznia 1795 roku. Jak podaje Muzeum Historii Polski, „opuścił na zawsze swoją ukochaną Warszawę i w asyście dragonów rosyjskich wyjechał do Grodna”. Dwa dni później był już w drodze, pozbawiony realnej władzy i politycznego znaczenia.

Wyjazd ten nie był decyzją dobrowolną. Po klęsce insurekcji kościuszkowskiej i przygotowaniach do III rozbioru Rzeczypospolitej Rosja dążyła do całkowitego unieszkodliwienia monarchy. Historycy podkreślają, że „król mógł przydać się już tylko do przypieczętowania losu podzielonego kraju abdykacją”.

W tym sensie podróż do Grodna była elementem szerszego planu politycznego. Król miał zostać odizolowany, pozbawiony wpływu na wydarzenia i przygotowany do podpisania aktu, który ostatecznie zakończy istnienie państwa polsko‑litewskiego.

Grodno: areszt domowy nazywany „opieką”

Po przybyciu do Grodna 12 stycznia 1795 roku król został umieszczony w Nowym Zamku, gdzie — jak podają źródła — pozostawał pod stałą strażą. Choć oficjalnie mówiono o „opiekuńczej trosce” Katarzyny II, faktycznie była to forma aresztu domowego. Król miał ograniczoną swobodę przemieszczania się nawet po mieście, kontrolowano jego korespondencję i ruchy, a każdy kontakt z zewnętrznym światem odbywał się pod nadzorem.

Współcześni królowi nie szczędzili mu krytyki, co dobrze oddaje atmosfera epoki. Jeden z obserwatorów wydarzeń sprzed ponad 230 lat, złośliwie drwił z króla, celowo zniekształcając dane o jego pochodzeniu: „Babka jego była siostrą Karola XII, matka córką Piotra Wielkiego, a jednak był to urodzony tchórz, pasibrzuch, i tak pocieszna figura, że widząc go, niepodobna było nie powiedzieć sobie w duszy: ‘toż to istny arlechino finto principe’” (włoskie wyrażenie „arlechino finto principe” po polsku oznacza: „arlekin przebrany za księcia” – red.). Choć opinia ta jest stronnicza, pokazuje, jak nisko oceniano monarchę w schyłkowym okresie jego panowania.

Mimo ograniczeń król starał się zachować pozory normalności. Utrzymywał niewielką świtę, prowadził korespondencję i próbował wpływać na swój los, choć jego działania miały już niewielkie znaczenie. Grodno stało się miejscem oczekiwania — na decyzję, która miała przesądzić o jego przyszłości i ostatecznie o losie państwa.

Abdykacja i ostatnie lata na obczyźnie

25 listopada 1795 roku, w dniu imienin Katarzyny II i w 31. rocznicę własnej koronacji, Stanisław August podpisał akt abdykacji. Dokument przygotował książę Nikołaj Repnin, a król — pod presją polityczną — zaakceptował jego treść. W akcie pisał: „opuścić należy tron w okolicznościach, w których rozumieliśmy, że oddalenie Nasze przyłoży się do powiększenia szczęścia współziomków Naszych”.

Abdykacja była formalnym zakończeniem istnienia monarchii w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Po jej podpisaniu król pozostał jeszcze w Grodnie, a jego los zależał od decyzji dworu petersburskiego. Dopiero po śmierci Katarzyny II nowy car, Paweł I, złagodził politykę wobec byłego monarchy.

W 1797 roku pozwolono mu przenieść się do Petersburga, gdzie otrzymał na rezydencję Pałac Marmurowy. Tam spędził ostatnie miesiące życia, zmarł w 1798 roku i został pochowany na rosyjskiej ziemi. Jego wyjazd z Warszawy w styczniu 1795 roku okazał się początkiem drogi, z której nie było już powrotu — drogi kończącej epokę polskiej państwowości.

 Opr. Adolf Gorzkowski/Znadniemna.pl

Dokładnie 231 lat temu Stanisław August Poniatowski został zmuszony do opuszczenia Warszawy. W asyście rosyjskich wojsk wyruszył do Grodna, gdzie pod presją polityczną podpisał akt abdykacji. To wydarzenie zamknęło dzieje Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Wyjazd z Warszawy: początek końca Stanisław August Poniatowski opuścił Warszawę na rozkaz Katarzyny II

Obchody Bożego Narodzenia według kalendarza juliańskiego, przypadające 7 stycznia, są jednym z najstarszych i najgłębiej zakorzenionych świąt w tradycji Kościołów wschodnich. Ich rytm wyznacza czterdziestodniowy post, który nie jest jedynie wstrzemięźliwością kulinarną, lecz przede wszystkim czasem duchowego wyciszenia i przygotowania na przyjście Chrystusa. Wigilia, obchodzona 6 stycznia, rozpoczyna się od podzielenia prosfory — chleba, który symbolizuje jedność wspólnoty i pokój. Na Białorusi, w odróżnieniu od wielu innych krajów prawosławnych, wieczerza ta ma wyjątkowo spokojny, niemal kontemplacyjny charakter.

Z dawnych zwyczajów przetrwał również gest pozostawienia nakrytego stołu do rana oraz karmienia zwierząt sianem spod obrusa — echo przekonania, że w noc Narodzenia Pańskiego całe stworzenie uczestniczy w radości z przyjścia Zbawiciela. Po wieczerzy wierni udają się na nocne nabożeństwa, będące odpowiednikiem katolickiej pasterki, a następnie świętują w gronie rodzinnym. Na Białorusi okres Kaliadów trwa aż do 19 stycznia, do święta Chrztu Pańskiego, tworząc długi, pełen symboliki czas radości, kolędowania i duchowego odnowienia.

Redakcja Znadniemna.pl składa wszystkim prawosławnym, grekokatolickim i staroobrzędowym Czytelnikom serdeczne życzenia pokoju, zdrowia i nadziei. Niech narodzenie Chrystusa przyniesie Wam umocnienie, radość ze wspólnego świętowania oraz błogosławieństwo na każdy dzień Kaliadów. Niech ten czas będzie źródłem światła, które towarzyszy przez cały nadchodzący rok.

Znadniemna.pl, ilustracja: ikona Narodzenia Pańskiego, źródło: cerkiew-sokolka.pl

Obchody Bożego Narodzenia według kalendarza juliańskiego, przypadające 7 stycznia, są jednym z najstarszych i najgłębiej zakorzenionych świąt w tradycji Kościołów wschodnich. Ich rytm wyznacza czterdziestodniowy post, który nie jest jedynie wstrzemięźliwością kulinarną, lecz przede wszystkim czasem duchowego wyciszenia i przygotowania na przyjście Chrystusa. Wigilia, obchodzona

Osiemdziesiąte urodziny Janusza Laskowskiego to moment, który skłania do refleksji nad drogą artysty urodzonego w Pożarkach koło Wołkowyska, a dziś należącego do najtrwalszych głosów polskiej muzyki rozrywkowej. Jego twórczość – pełna melancholii, prostoty i emocjonalnej prawdy – towarzyszy kilku pokoleniom słuchaczy, a takie utwory jak „Świat nie wierzy łzom”, „Beata z Albatrosa” czy „Kolorowe jarmarki” stały się częścią polskiej pamięci zbiorowej.

Dorobek artystyczny Janusza Laskowskiego (ur. 5 stycznia 1946 r.) na trwałe wpisał się w pejzaż polskiej muzyki rozrywkowej. Jego biografia jest jak opowieść o człowieku, który z prowincjonalnego dzieciństwa wyniósł nie tylko wrażliwość, lecz także upór i cichą determinację. To one poprowadziły go z Kresów do Białegostoku, gdzie stawiał pierwsze kroki jako muzyk, a później dalej – na estrady całego kraju.

Laskowski zawsze był twórcą osobnym. Nie gonił za modami, nie próbował na siłę dopasować się do oczekiwań rynku. Jego piosenki – melodyjne, proste w formie, ale pełne emocjonalnej prawdy – trafiały do ludzi, bo mówiły o tym, co najbliższe: o tęsknocie, przemijaniu, miłości, o miejscach, które nosi się w sobie nawet wtedy, gdy dawno zniknęły z mapy. „Świat nie wierzy łzom” stał się hymnem niespełnionych uczuć, „Beata z Albatrosa” – opowieścią o wakacyjnej fascynacji, która przetrwała w zbiorowej wyobraźni, a „Kolorowe jarmarki” – nostalgicznym powrotem do świata dzieciństwa i prostych radości.

Jako kompozytor i wykonawca Laskowski potrafił łączyć pokolenia. Jego piosenki śpiewali rodzice, dziś śpiewają je ich dzieci – nie z nostalgii, lecz dlatego, że wciąż brzmią prawdziwie. To rzadki dar: tworzyć muzykę, która nie starzeje się wraz z modami, lecz dojrzewa razem ze słuchaczami. W tym tkwi siła jego twórczości i powód, dla którego pozostaje obecny w polskiej kulturze mimo upływu dekad.

Redakcja portalu Znadniemna.pl z okazji 80. urodzin składa Januszowi Laskowskiemu najserdeczniejsze życzenia zdrowia, pogody ducha i wielu pięknych chwil.

Pańskie piosenki od lat towarzyszą kolejnym pokoleniom, niosąc wzruszenie, ciepło i autentyczność. Dziękujemy za muzykę, która łączy ludzi i pozostaje w sercach słuchaczy.

Wszystkiego najlepszego!

Znadniemna.pl, Na zdjęciu: Jubilat Janusz Laskowski z tortem urodzinowym, fot.: Facebook Janusza Laskowskiego

Osiemdziesiąte urodziny Janusza Laskowskiego to moment, który skłania do refleksji nad drogą artysty urodzonego w Pożarkach koło Wołkowyska, a dziś należącego do najtrwalszych głosów polskiej muzyki rozrywkowej. Jego twórczość – pełna melancholii, prostoty i emocjonalnej prawdy – towarzyszy kilku pokoleniom słuchaczy, a takie utwory jak

Choć Polska pozostaje jednym z najważniejszych kierunków edukacyjnych dla młodych Białorusinów, większość z nich nie może pozwolić sobie na studiowanie bez równoległego chodzenia do pracy. Stypendia rządowe i uczelniane wynoszą zwykle od 1500 do 2500 zł miesięcznie, co pokrywa jedynie część kosztów życia. Tymczasem realne wydatki studenta — od 2200 do 3500 zł miesięcznie — zmuszają wielu do podejmowania pracy w gastronomii, handlu czy usługach, często kosztem pełnego zaangażowania w studia.

Studenci z Białorusi stanowią drugą największą grupę cudzoziemców na polskich uczelniach. To młodzi ludzie, którzy przyjeżdżają do Polski zarówno po lepszą edukację, jak i po bezpieczeństwo — część z nich ucieka przed represjami, inni szukają stabilniejszej przyszłości. Choć polskie instytucje deklarują wsparcie, a Narodowa Agencja Wymiany Akademickiej (NAWA) prowadzi programy skierowane do Białorusinów, stypendia wypłacane w ramach tych programów nie są powszechne. Obejmują jedynie część studentów, a ich wysokość — zwykle  wynosi 1500–2500 zł miesięcznie, czego nie wystarcza na pełne utrzymanie.

Tymczasem koszty życia w Polsce rosną. Wynajęcie pokoju jednoosobowego w dużym mieście akademickim to dziś 1200–1800 zł, a miejsce w pokoju dwuosobowym kosztuje 700–1000 zł. Do tego dochodzą wydatki na jedzenie (800–1200 zł), transport (100–150 zł), materiały akademickie i podstawowe potrzeby. W praktyce oznacza to, że student potrzebuje co najmniej 2200–3500 zł miesięcznie, aby funkcjonować na minimalnym poziomie. Stypendium — jeśli w ogóle je otrzyma — pokrywa więc tylko część tej kwoty.

Dane ekonomiczne dotyczące migrantów z Białorusi pokazują, że praca jest dla nich koniecznością. Ponad 122 tysiące Białorusinów w Polsce opłaca składki ZUS, a 12 tysięcy prowadzi działalność gospodarczą. To dowód, że aktywność zawodowa jest normą, nie wyjątkiem. W przypadku studentów oznacza to łączenie nauki z pracą, najczęściej w sektorach niewymagających wysokich kwalifikacji: gastronomii, sklepach, magazynach czy usługach. Elastyczne grafiki pozwalają im utrzymać się na powierzchni, ale odbierają czas i energię potrzebne na studia.

W efekcie tylko nieliczni — ci, którzy otrzymują pełne stypendia lub mają wsparcie rodzinne — mogą w pełni poświęcić się nauce. Dla większości studia stają się nieustannym balansowaniem między ambicją a ekonomiczną koniecznością. To zjawisko coraz wyraźniej kształtuje obraz białoruskiej młodzieży akademickiej w Polsce: ambitnej, pracowitej, ale zmuszonej do walki o każdy dzień studiowania.

Znadniemna.pl na podstawie Raport NBP pt. „Sytuacja życiowa i ekonomiczna migrantów z Białorusi w Polsce w 2024 r.”, zdjęcie ilustracyjne – źródło: theworldgrad.com

Choć Polska pozostaje jednym z najważniejszych kierunków edukacyjnych dla młodych Białorusinów, większość z nich nie może pozwolić sobie na studiowanie bez równoległego chodzenia do pracy. Stypendia rządowe i uczelniane wynoszą zwykle od 1500 do 2500 zł miesięcznie, co pokrywa jedynie część kosztów życia. Tymczasem realne

Zwyczaj zapisywania na drzwiach domów liter „C + M + B” jest znany w całym chrześcijańskim świecie, lecz jego znaczenie bywa błędnie tłumaczone wyłącznie jako inicjały Trzech Króli. Tymczasem tradycja i źródła liturgiczne wskazują na znacznie głębszą, teologiczną i historyczną etymologię tego znaku.

Litery „C, M i B”, zapisywane wraz z datą roku na drzwiach domów w uroczystość Objawienia Pańskiego, mają podwójne znaczenie: ludowe i teologiczne. Choć powszechnie kojarzy się je z imionami mędrców — Kacprem, Melchiorem i Baltazarem — pierwotnie nie odnosiły się one do postaci Trzech Króli. Najstarsza interpretacja wskazuje, że jest to skrót od łacińskiej formuły błogosławieństwa Christus Mansionem Benedicat, czyli „Niech Chrystus błogosławi temu domowi”. W niektórych tradycjach spotyka się również wariant Christus Multorum Benefactor — „Chrystus dobroczyńcą wielu”. To właśnie ta modlitewna formuła, a nie imiona mędrców, stanowi źródło zapisu C + M + B. Znak na drzwiach jest więc przede wszystkim publicznym wyznaniem wiary i prośbą o Bożą opiekę nad domem.

Dopiero w średniowieczu litery zaczęto odczytywać jako inicjały mędrców, których imiona nie pochodzą z Pisma Świętego, lecz z późniejszych tradycji i komentarzy. Biblia nie podaje ani ich liczby, ani imion — liczba trzech mędrców wywodzi się z liczby darów, a imiona pojawiły się dopiero w średniowieczu. Warto też pamiętać, że znaki „+” obok liter nie są znakami matematycznymi, lecz symbolami krzyża, co dodatkowo podkreśla modlitewny charakter zapisu.

Korzenie samego zwyczaju oznaczania wejścia do domu są znacznie starsze niż chrześcijaństwo. W Księdze Wyjścia Izraelici znaczą odrzwia krwią baranka, aby anioł śmierci ominął ich domy. Chrześcijańska tradycja przejęła ten symboliczny gest, zastępując krew poświęconą kredą, a znaczenie — prośbą o Bożą ochronę. Współczesny zapis ma formę „C + M + B 2026” (z aktualnym rokiem) i pozostaje przede wszystkim formułą błogosławieństwa, a nie skrótem od imion mędrców.

Znadniemna.pl na podstawie Grodnensis.by, fot.: Niedziela.pl

Zwyczaj zapisywania na drzwiach domów liter „C + M + B” jest znany w całym chrześcijańskim świecie, lecz jego znaczenie bywa błędnie tłumaczone wyłącznie jako inicjały Trzech Króli. Tymczasem tradycja i źródła liturgiczne wskazują na znacznie głębszą, teologiczną i historyczną etymologię tego znaku. Litery „C, M i B”, zapisywane wraz

Święto Objawienia Pańskiego na terenach dzisiejszej Białorusi łączyło religijność, sąsiedzką wspólnotę i bogatą mądrość ludową. Wileńszczyzna, Polesie i Grodzieńszczyzna żyły wówczas rytmem dwóch tradycji – łacińskiej i wschodniej – a obrzędy, kolędowanie i pogodowe wróżby tworzyły niepowtarzalny krajobraz kresowego świętowania.

Wspólnota świętowania na styku tradycji

Święto Objawienia Pańskiego należało na Kresach do tych dni, w których religijność splatała się z codziennością, a dawne wierzenia przenikały się z liturgią. Na terenach dzisiejszej Białorusi – od Wileńszczyzny po Polesie i okolice Grodna – 6 stycznia był nie tylko datą w kalendarzu, lecz także momentem szczególnego skupienia, domowego ciepła i sąsiedzkiej wspólnoty.

Gwiazda kolędników i strój króla na Święto Trzech Króli, fot.: Belcentre.by

Na ziemiach dzisiejszej Białorusi święto Trzech Króli miało wyjątkowy charakter, bo stykały się tu tradycje łacińskie, unickie i prawosławne. W wielu wsiach i miasteczkach procesje wychodzące z kościołów rzymskokatolickich mijały cerkwie, w których trwały przygotowania do Wigilii Bożego Narodzenia według kalendarza juliańskiego.

Ten podwójny rytm świętowania był czymś naturalnym: jedni kończyli okres Bożego Narodzenia, gdy drudzy dopiero go rozpoczynali. W rodzinach mieszanych obchodzono często oba terminy, a ludowe powiedzenie „kto dwóch tradycji się trzyma, ten dwa razy radość ma” dobrze oddawało kresową codzienność.

Obrzędy, kolędnicy i domowe zwyczaje

W kościołach święcono kredę, kadzidło i wodę, a ich znaczenie w surowym klimacie Kresów było szczególnie mocne. Na Polesiu wierzono, że „dym z kadzidła drogę złemu zasłania”, dlatego okadzano nie tylko izby, ale też stajnie, obory i pasieki. Kreda służyła do kreślenia znaków ochronnych nie tylko na drzwiach domów, lecz także na belkach stodół i skrzyniach ze zbożem.

Tradycyjny zestaw na Trzech Króli, fot.: quovadis.sklep.pl

W okolicach Grodna mówiono, że „kreda Trzech Króli trzyma dom w całości”, a gospodarz, który zaniedbał ten zwyczaj, narażał się na sąsiedzkie uwagi. Obrzęd ten traktowano nie jako formalność, lecz jako realną ochronę przed chorobami, nieszczęściem i „złym powietrzem”.

Napisane na drzwiach inicjały Trzech Króli miały chronić domostwa przed nieszczęściem, chorobami i złym powietrzem, fot.: jerzyslupsk.pl

Kolędnicy pojawiali się w wielu wsiach jeszcze przed świtem. Na terenach dzisiejszej Białorusi szczególnie popularne były grupy niosące gwiazdę – często misternie wykonaną z kolorowego papieru, szkła i folii, obracaną na osi, tak by odbijała światło świec. W niektórych miejscowościach do orszaku dołączali „królowie”, aniołowie, pastuszkowie, a czasem także postacie z lokalnego folkloru, jak „koza” czy „dziad”.

Współczesny orszak Trzech Króli na Grodzieńszczyźnie, fot.: Belcentre.by

Mądrość ludowa i pamięć przesiedleńców

W wielu domach dzień 6 stycznia był czasem ostatnich świątecznych odwiedzin. Na stołach pojawiały się potrawy łączące polską tradycję z lokalnymi wpływami: kutia, makowce, pieczone ryby, a w niektórych regionach także dania, które dziś kojarzymy z kuchnią białoruską czy ukraińską. Gospodynie powtarzały, że „jak Trzej Królowie hojni, tak i rok hojny będzie”.

Wycięte z drewna figurki Trzech Króli z darami, fot.: Shutterstock.com

Ważną częścią święta były także wróżby pogodowe. Na Polesiu mówiono: „Gdy na Trzech Króli słońce świeci, rolnik w lecie się nie zleci” (co oznaczało pogodne, gorące i suche lato, czyli – rolnik „się nie zleci” – a więc nie będzie się ślizgał, nie będzie grzązł w błocie, nie będzie walczył z ulewami i rozmokłymi polami – red.), a na Mińszczyźnie podkreślano: „Mróz na Trzech Króli – lato będzie woli” (czyli – jeśli 6 stycznia trzyma silny mróz, to lato zapowiada się łagodne, spokojne i sprzyjające rolnikom. Słowo „woli” dawniej używano w znaczeniu „łagodniejsze, spokojniejsze, bardziej przychylne” – red.). Te obserwacje, przekazywane z pokolenia na pokolenie, były częścią dawnej mądrości ludowej, w której rytm natury wyznaczał rytm życia.

Dla wielu Kresowiaków, zwłaszcza tych, którzy po wojnie znaleźli się na ziemiach odzyskanych, święto Trzech Króli stało się jednym z najbardziej wyrazistych wspomnień rodzinnych. W relacjach przesiedleńców powracają obrazy skrzypiącego śniegu, zapachu kadzidła, kolędników pukających do drzwi i procesji w mroźne poranki. „Kto Trzech Króli pamięta, ten pamięta dom” – mawiano wśród tych, którzy musieli opuścić swoje rodzinne strony.

Opr. Emilia Kuklewska, ilustracja tytułowa – źródło: Pixabay.com

Święto Objawienia Pańskiego na terenach dzisiejszej Białorusi łączyło religijność, sąsiedzką wspólnotę i bogatą mądrość ludową. Wileńszczyzna, Polesie i Grodzieńszczyzna żyły wówczas rytmem dwóch tradycji – łacińskiej i wschodniej – a obrzędy, kolędowanie i pogodowe wróżby tworzyły niepowtarzalny krajobraz kresowego świętowania. Wspólnota świętowania na styku tradycji Święto Objawienia

Ponad tysiąc lat historii miasta nad Niemnem znalazło swoje miejsce w jednej publikacji. „Historia Grodna. Encyklopedia” autorstwa historyka Wiaczesława Szweda to pierwsze tak obszerne i systematyczne opracowanie dziejów Grodna — miasta królewskiego, prowincjonalnej stolicy i wielokulturowego ośrodka pogranicza.

Miasto o tysiącletniej historii

Grodno było siedzibą wielkich książąt litewskich i polskich królów, miastem królewskim oraz stolicą prowincji. Przez wieki doświadczało zarówno wojen, jak i długich okresów pokoju, które sprzyjały rozwojowi gospodarki, oświaty i kultury. Jego dzieje to historia wzlotów i upadków, typowa dla miast pogranicza Europy Środkowo-Wschodniej.

Właśnie tej złożonej przeszłości poświęcona jest książka „Historia Grodna. Encyklopedia”. Autor ukazuje w niej nie tylko wydarzenia polityczne, lecz także losy mieszkańców, dzieje ulic, zabytków i architektury, tworzących codzienną tkankę miasta na przestrzeni stuleci.

Jak podkreśla autor, celem publikacji było możliwie wierne i obiektywne przedstawienie historii Grodna — na ile pozwalały dostępne źródła i literatura naukowa. Ich szczegółowy wykaz stanowi drugą część książki. Encyklopedia została napisana w języku białoruskim i ma być dostępna w wersji elektronicznej, co umożliwi szeroki dostęp do publikacji.

Autor pozostawia ocenę swojej pracy czytelnikom, zapraszając ich do samodzielnej refleksji nad dziejami miasta i sposobem ich przedstawienia.

Autor i jego droga naukowa

Autorem encyklopedii jest Wiaczesław Szwed — historyk i profesor, przez ponad trzydzieści lat związany z Grodzieńskim Uniwersytetem Państwowym im. Janki Kupały. Specjalizuje się w historii Białorusi XVIII i XIX stuleci, a znaczną część swojej pracy naukowej poświęcił badaniom nad dziejami Grodna.

W 2013 roku został zwolniony z uniwersytetu po opublikowaniu książki „Grodnoznawstwo. Historia europejskiego miasta” — pierwszego w Białorusi podręcznika poświęconego historii jednego miasta. Publikacja została skonfiskowana, a sam autor wskazywał na polityczny charakter decyzji władz uczelni.

„Historia Grodna. Encyklopedia” stanowi kontynuację wieloletniej pracy badawczej autora i jednocześnie ważny głos w dyskusji o znaczeniu historii lokalnej. To książka, która przypomina, że dzieje miast — ich ludzi, przestrzeni i pamięci — są nieodłączną częścią historii całego regionu.

Emilia Kuklewska na podstawie Hrodna.life

Ponad tysiąc lat historii miasta nad Niemnem znalazło swoje miejsce w jednej publikacji. „Historia Grodna. Encyklopedia” autorstwa historyka Wiaczesława Szweda to pierwsze tak obszerne i systematyczne opracowanie dziejów Grodna — miasta królewskiego, prowincjonalnej stolicy i wielokulturowego ośrodka pogranicza. Miasto o tysiącletniej historii Grodno było siedzibą wielkich książąt

W grodzieńskiej dzielnicy Alszanka otwarto nowy kościół pw. Ducha Świętego. Parafia, licząca około 2500 wiernych, po latach modlitwy pod gołym niebem i w tymczasowej kaplicy, wreszcie doczekała się własnej świątyni, w której rozpoczęto regularne nabożeństwa.

Wspólnota Ducha Świętego należy do najmłodszych parafii Grodna. Została powołana w 2012 roku, aby objąć duszpasterską opieką mieszkańców szybko rozbudowującej się Alszanki. Przez ponad dekadę wierni gromadzili się na modlitwie w warunkach polowych, przy niewielkiej kapliczce wzniesionej własnymi siłami.

Tak wyglądały nabożeństwa w Parafii pw. Ducha Świętego na Alszance przed wybudowaniem kościoła, fot.: vgr.by

Zabiegi o zgodę na budowę kościoła trwały długo, jednak determinacja parafian i potrzeby rosnącej dzielnicy doprowadziły do rozpoczęcia inwestycji. Proboszczem parafii, która doczekała się własnej świątyni jest ksiądz kanonik Paweł Sałabuda.

Nowy kościół został już udostępniony wiernym, a w jego murach odprawiane są pierwsze msze święte. Choć prace wykończeniowe mogą jeszcze trwać, kościół pełni już funkcję centrum życia religijnego i wspólnotowego. Parafia na Alszance liczy około 2500 wiernych, w tym ponad 500 dzieci, co czyni ją jedną z najbardziej dynamicznych wspólnot w diecezji grodzieńskiej.

Otwarcie kościoła jest spełnieniem wieloletnich starań i ważnym momentem dla mieszkańców Alszanki, którzy przez lata budowali swoją wspólnotę mimo trudnych warunków. Nowa świątynia ma stać się miejscem modlitwy, katechezy i spotkań, a także przestrzenią integrującą lokalną katolicką społeczność.

Znadniemna.pl, ilustracja: tak prezentuje się wizerunek nowego kościoła i przylegających do niego budynków na stronie Parafii Ducha Świętego na Alszance w Grodnie, fot.: Swduch.by

W grodzieńskiej dzielnicy Alszanka otwarto nowy kościół pw. Ducha Świętego. Parafia, licząca około 2500 wiernych, po latach modlitwy pod gołym niebem i w tymczasowej kaplicy, wreszcie doczekała się własnej świątyni, w której rozpoczęto regularne nabożeństwa. Wspólnota Ducha Świętego należy do najmłodszych parafii Grodna. Została powołana w

W górnym kościele św. Aleksandra w Warszawie odbyła się 4 stycznia wyjątkowa Msza św., celebrowana w trzech językach – polskim, białoruskim i ukraińskim.

W przeddzień święta Objawienia Pańskiego (potocznie zwanego świętem Trzech Króli) w kościele św. Aleksandra w Warszawie zgromadzili się wierni trzech narodów: Polacy, Białorusini i Ukraińcy. Msza została odprawiona w trzech językach, a jej centralnym punktem było poświęcenie figur Trzech Króli, z których każda reprezentuje jeden z bratnich narodów. Figurami, wykonanymi ze składek wiernych, upamiętniono wspólnotę i duchową bliskość społeczności żyjących dziś obok siebie w Polsce.

Liturgii przewodniczył pochodzący z Białorusi i ukrywający się w Polsce przed represjami reżimu Łukaszenki ks. Wiaczesław Barok, a współcelebransami nabożeństwa byli proboszcz parafii  św. Aleksandra ks. Mirosław Jaworski oraz greckokatolicki duchowny o. Piotr Jan Kuszka, reprezentujący społeczność ukraińską. Wypełniona po brzegi świątynia stała się miejscem modlitwy, wzruszenia i gestów solidarności między narodami, które w ostatnich latach szczególnie zbliżyły się do siebie w obliczu wspólnych doświadczeń i wyzwań.

Nabożeństwo było celebrowane przez trzech księży, reprezentujących narody polski, białoruski i ukraiński, fot: Racyja.com

Po zakończeniu liturgii uczestnicy wyszli przed kościół, gdzie odbyło się uroczyste poświęcenie figur. Wierni podkreślali symboliczny wymiar wydarzenia – Trzej Królowie, stojący obok siebie, mieli wyrażać jedność, wzajemny szacunek i gościnność, jakiej doświadczają w Polsce zarówno Białorusini, jak i Ukraińcy. Wielu uczestników robiło pamiątkowe zdjęcia, dzieląc się wrażeniami w swoich językach, ale w atmosferze pełnego zrozumienia i wspólnoty.

Uroczystość poświęcenia figur Trzech Króli w Warszawie, fot: Racyja.com

Jak zauważył jeden z wiernych: „to wydarzenie pokazuje, że mimo różnych historii i doświadczeń, potrafimy być razem – w modlitwie, w codzienności i w nadziei na lepszą przyszłość”.

Znadniemna.pl na podstawie Racyja.com, fot.: Racyja.com

W górnym kościele św. Aleksandra w Warszawie odbyła się 4 stycznia wyjątkowa Msza św., celebrowana w trzech językach – polskim, białoruskim i ukraińskim. W przeddzień święta Objawienia Pańskiego (potocznie zwanego świętem Trzech Króli) w kościele św. Aleksandra w Warszawie zgromadzili się wierni trzech narodów: Polacy, Białorusini

Przejdź do treści