HomeStandard Blog Whole Post (Page 2)

Szansa dla studentów, doktorantów i badaczy zainteresowanych polonistyką.

Narodowa Agencja Wymiany Akademickiej ogłosiła rozpoczęcie naboru wniosków do programu Polonista NAWA 2026, który od lat wspiera promocję języka polskiego oraz rozwój badań i studiów polonistycznych na świecie. Program jest adresowany do studentów i doktorantów chcących podjąć studia polonistyczne w Polsce, zagranicznych naukowców realizujących projekty badawcze związane z polonistyką, a także polskich badaczy i nauczycieli akademickich planujących wyjazdy do zagranicznych ośrodków polonistycznych.

Uczestnicy mogą podejmować projekty obejmujące m.in. literaturoznawstwo, glottodydaktykę polonistyczną, historię, sztukę czy komparatystykę. Program sprzyja międzynarodowej wymianie doświadczeń, a także budowaniu trwałych relacji akademickich, które wzmacniają obecność polskiej humanistyki na świecie.

Wnioski można składać do 3 kwietnia 2026 r. Dotychczas z programu skorzystało 281 osób z 26 krajów, realizując swoje projekty w najważniejszych polskich ośrodkach akademickich.

Szczegółowe informacje oraz ogłoszenia konkursowe dostępne są na stronie programu Polonista NAWA: KLIKNIJ.

Znadniemna.pl  za nawa.gov.pl

Szansa dla studentów, doktorantów i badaczy zainteresowanych polonistyką. Narodowa Agencja Wymiany Akademickiej ogłosiła rozpoczęcie naboru wniosków do programu Polonista NAWA 2026, który od lat wspiera promocję języka polskiego oraz rozwój badań i studiów polonistycznych na świecie. Program jest adresowany do studentów i doktorantów chcących podjąć studia

W białoruskim parlamencie pojawiła się propozycja, by telewizja państwowa mogła swobodnie korzystać z utworów muzycznych bez zgody autorów i właścicieli praw. Eksperci alarmują, że takie rozwiązanie narusza międzynarodowe standardy ochrony własności intelektualnej i w praktyce oznacza legalizację piractwa na poziomie państwowym.

W białoruskiej Izbie Reprezentantów procedowany jest projekt, który przewiduje przyznanie telewizji państwowej prawa do „swobodnego używania” utworów muzycznych. Zgodnie z propozycją media mogłyby wykorzystywać muzykę bez konieczności uzyskania zgody autorów lub innych właścicieli praw, a jedynym obowiązkiem byłaby wypłata wynagrodzenia według zasad ustalonych przez państwo.

Choć projekt przedstawiany jest jako „ułatwienie pracy redakcji telewizyjnych”, prawnicy zwracają uwagę, że takie rozwiązanie stoi w sprzeczności z podstawowymi zasadami prawa autorskiego. Konwencja berneńska, traktaty WIPO (World Intellectual Property Organization czyli Światowa Organizacja Własności Intelektualnej – red.) oraz standardy WTO (World Trade Organization czyli Światowa Organizacja Handlu – red.) jednoznacznie wymagają, by twórca miał prawo decydować o sposobie wykorzystania swojego dzieła. Odbierając autorom możliwość wyrażenia zgody, państwo narusza ich prawa majątkowe i osobiste.

Eksperci podkreślają, że wprowadzenie tak szerokiej licencji przymusowej może prowadzić do poważnych nadużyć. Telewizja mogłaby wykorzystywać muzykę w dowolnym kontekście — także politycznym lub propagandowym — bez jakiejkolwiek kontroli ze strony twórców. Wynagrodzenie, ustalane jednostronnie przez państwo, mogłoby być symboliczne i nieadekwatne do wartości utworu.

Zdaniem komentatorów takie rozwiązanie oznacza w praktyce państwowe piractwo, czyli legalizację działań, które w innych krajach byłyby traktowane jako naruszenie prawa autorskiego. Może to również doprowadzić do konfliktów z zagranicznymi organizacjami zbiorowego zarządzania oraz ograniczyć dostęp białoruskich mediów do międzynarodowego repertuaru muzycznego.

Projekt wpisuje się w szerszy trend rozszerzania kontroli państwa nad mediami i kulturą na Białorusi. Jeśli zostanie przyjęty, twórcy — zarówno białoruscy, jak i zagraniczni — stracą realny wpływ na to, w jaki sposób ich muzyka jest wykorzystywana w państwowych przekazach.

Znadniemna.pl na podstawie BelTA, źródło ilustracji: satkurier.pl

W białoruskim parlamencie pojawiła się propozycja, by telewizja państwowa mogła swobodnie korzystać z utworów muzycznych bez zgody autorów i właścicieli praw. Eksperci alarmują, że takie rozwiązanie narusza międzynarodowe standardy ochrony własności intelektualnej i w praktyce oznacza legalizację piractwa na poziomie państwowym. W białoruskiej Izbie Reprezentantów procedowany

W dniu 11 lutego, gdy przypada 219. rocznica urodzin wybitnego artysty, kompozytora i oświeceniowca Napoleona Ordy, nadeszła znakomita wiadomość. Inicjatywa kulturalna MALDZIS, dzięki środkom białoruskich darczyńców, wykupiła na aukcji w Polsce kolekcję 30 oryginalnych litografii mistrza.

To symboliczne „powrócenie” dzieł nastąpiło właśnie w dniu, w którym w 1807 roku w wiosce Worocewicze w powiecie pińskim przyszedł na świat Napoleon Orda — późniejszy główny „wizualizator” historii regionu. Zakup tych wyjątkowych prac jest jednym z najważniejszych współczesnych działań na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i przypomnienia dorobku artysty kolejnym pokoleniom.

Co znalazło się w kolekcji?

Zakupione prace to litografie z lat 70. XIX wieku, pochodzące z „Albumu historycznych widoków Rzeczypospolitej”. Dziewiętnaście z nich przedstawia zabytki architektury Białorusi: zamki, pałace, kościoły i dwory w miejscowościach takich jak Szawry, Lida, Krewo, Gieraniony, Giejsztuny, Dziewiętnie, Żemłosław, Nieśwież, Mir, Nowogródek, Hruszówka, Smolgów, Łohojsk, Białynicze, Homel, Oświeja, Kamieniec, Skoki i Wysokie. Pozostałe jedenaście prac poświęcone jest krajobrazom dzisiejszej Litwy, Ukrainy i Polski.

Dzieła te są często jedynym źródłem wiedzy o tym, jak wyglądało nasze dziedzictwo przed zniszczeniami XX wieku. Szacuje się, że około połowa oryginalnych rysunków, na podstawie których wykonano te litografie, uznawana jest dziś za zaginioną, a znaczna część uwiecznionych obiektów już nie istnieje.

Znaczenie i wartość kolekcji

Wydanie „Albumu historycznych widoków Rzeczypospolitej”, w którym opublikowano litografie, zostało sfinansowane przez samego Napoleona Ordę. W latach 1873–1883 ukazało się osiem serii albumu obejmujących łącznie 260 litografii w nakładzie przekraczającym tysiąc egzemplarzy. Dziś każdy z wykupionych arkuszy ma nie tylko wartość artystyczną, ale i dokumentacyjną — jest świadectwem tego, jak wyglądały pałace, dwory i miasta sprzed wojennych zniszczeń.

Powrót kolekcji stał się możliwy dzięki wspólnemu wsparciu białoruskich darczyńców: Pawła Carowa, Hanny Krawczenki, Jegora Jacuka, Darii Sliż, Andrieja Grabowskiego, Jurija K. oraz anonimowej mecenas.

— Dzięki litografiom Napoleona Ordy mamy realny obraz architektury i pejzaży drugiej połowy XIX wieku

— podkreśla kierownik inicjatywy MALDZIS, Paweł Macukiewicz.

— Większość z przedstawionych dworów i pałaców w kolejnym stuleciu została skazana na zagładę.

— Napoleon Orda stworzył wizualny kod naszej kultury. Jego prace są zarówno dowodem naszej historycznej wielkości, jak i dokumentacją projektową dla przyszłych działań restauratorskich

— dodaje opiekun inicjatywy Ryhor Ostapenia.

W przyszłości kolekcja zostanie przekazana do Muzeum Napoleona Ordy w Worocewiczach, gdzie obecnie przechowywana jest jedynie jedna oryginalna litografia. Do tego czasu prace będą prezentowane za granicą.

Pierwsza okazja, by zobaczyć te wyjątkowe rarytasy, nadarzy się w Warszawie podczas wystawy „Białoruś Napoleona Ordy” w Muzeum Wolnej Białorusi, która potrwa od 28 lutego do 8 marca 2026 roku.

Napoleon Orda – kompozytor, malarz, kronikarz

Urodził się w 1807 roku w majątku Worocewicze w powiecie pińskim guberni mińskiej (obecnie rejon iwanowski w obwodzie brzeskim), w rodzinie inżyniera-fortyfikatora. Ojciec zmarł, gdy chłopiec miał dwa lata. Wychowaniem Napoleona zajęła się matka – Józefa Butrymowicz, córka starosty pińskiego. Początkowe wykształcenie otrzymał w domu rodzinnym, następnie uczył się w słynnym gimnazjum w Świsłoczy.

W 1823 roku rozpoczął studia na Wydziale Fizyko-Matematycznym Uniwersytetu Wileńskiego. Nie ukończył ich jednak – jako członek tajnego stowarzyszenia studenckiego „Zorzanie” został w czwartym roku aresztowany i usunięty z uczelni. Blisko 15 miesięcy spędził w więzieniu w Wilnie, a po zwolnieniu pozostawał pod nadzorem policyjnym w rodzinnej miejscowości.

Wziął czynny udział w powstaniu listopadowym (1830–1831). Po jego upadku, obawiając się represji, wyjechał pod przybranym nazwiskiem do Austrii, Szwajcarii i Włoch, a we wrześniu 1833 roku uzyskał status emigranta we Francji i osiadł w Paryżu. Okres paryski przyniósł mu rozgłos w kręgach europejskiej inteligencji; poznał m.in. Adama Mickiewicza, Fryderyka Chopina, Ferenca Liszta i Giuseppe Verdiego. W Paryżu poświęcił się muzyce i malarstwu, pełnił funkcję dyrektora Opery Włoskiej, komponował polonezy, mazurki, walce i romanse, a Chopin zwrócił uwagę na jego talent plastyczny i zachęcił do nauki u malarza Pierre’a Gérarda.

Po ogłoszeniu przez cara Aleksandra II amnestii dla uczestników powstania, mając 49 lat, powrócił w rodzinne strony. Skonfiskowany majątek Krasny Dwór mógł dzierżawić. Pracował jako nauczyciel muzyki na Wołyniu. W czasie powstania styczniowego (1863–1864) został aresztowany w Kobryniu, a wyrok zesłania uchylono dzięki staraniom żony i interwencji ambasady francuskiej.

Od 1872 roku podróżował po ziemiach dzisiejszej Białorusi, Polski, Litwy i Ukrainy, tworząc rysunki pejzaży, zabytków architektury, miast i miasteczek. Wykonywał je ołówkiem, uzupełniając akwarelą, gwaszem i sepią. W samej Białorusi powstało około 200 jego prac. Łącznie dorobek artysty obejmuje ponad 1150 akwarel i rysunków.

Znaczna część jego prac znajduje się w Muzeum Narodowym w Krakowie, Muzeum Narodowym w Warszawie, w zbiorach Narodowej Biblioteki Białorusi i bibliotece im. W. Stefanyka we Lwowie.

Napoleon Orda zmarł w 1883 roku w Warszawie i zgodnie z wolą został pochowany w grobowcu rodzinnym w Iwanowie; ocalała jedynie płyta nagrobna w muzeum w Pińsku. Jego pamięć jest dziś pielęgnowana – jego imieniem nazwano ulice w Mińsku, Brześciu, Grodnie i Iwanowie, a w 2007 roku w dwusetną rocznicę urodzin wydarzenie to wpisano do kalendarza UNESCO jako dowód międzynarodowego uznania dla jego dorobku.

Znadniemna.pl/maldzis.world

W dniu 11 lutego, gdy przypada 219. rocznica urodzin wybitnego artysty, kompozytora i oświeceniowca Napoleona Ordy, nadeszła znakomita wiadomość. Inicjatywa kulturalna MALDZIS, dzięki środkom białoruskich darczyńców, wykupiła na aukcji w Polsce kolekcję 30 oryginalnych litografii mistrza. To symboliczne „powrócenie” dzieł nastąpiło właśnie w dniu, w którym

Choć białoruscy kolejarze informują, że od miesięcy trwają przygotowania do przywrócenia pasażerskich połączeń kolejowych między Polską a Białorusią, decyzja o wznowieniu ruchu pozostaje w gestii strony polskiej. Warszawa stawia jasne warunki: zakończenie presji migracyjnej na granicy oraz uwolnienie Andrzeja Poczobuta i innych więźniów politycznych.

Według informacji przekazywanych przez Wspólnotę Kolejarzy Białorusi (nieformalne, powstałe na fali protestów 2020 roku zrzeszenie pracowników białoruskiej kolei – red.), rozmowy o przywróceniu pasażerskich połączeń kolejowych między Polską a Białorusią trwają już od około ośmiu miesięcy. Białoruska strona twierdzi, że przygotowała pełną dokumentację techniczną, w tym rozkłady jazdy i harmonogramy kursowania pociągów, które mogłyby obsługiwać trasę zawieszoną w 2020 roku.

Jak podają białoruscy kolejarze, również polskie spółki kolejowe nie zgłaszają sprzeciwu wobec ewentualnego wznowienia ruchu. Jednak ostateczna decyzja nie zależy od przewoźników, lecz od polskich władz państwowych. Sprawa ma charakter polityczny i pozostaje w gestii Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Polska strona stawia dwa kluczowe warunki. Pierwszym jest całkowite zaprzestanie wykorzystywania migrantów jako narzędzia presji na granicę polsko‑białoruską. Drugim — uwolnienie więźniów politycznych, w tym dziennikarza i działacza mniejszości polskiej Andrzeja Poczobuta, który od lat pozostaje jednym z symboli represji wobec Polaków na Białorusi.

Jak podkreśla Wspólnota Kolejarzy Białorusi, dopóki reżim Aleksandra Łukaszenki nie spełni tych warunków, temat wznowienia pasażerskich połączeń kolejowych będzie wykorzystywany przez stronę białoruską głównie w celach propagandowych i nie doczeka się realnego postępu.

W praktyce oznacza to, że mimo technicznej gotowości kolei po obu stronach granicy, powrót pociągów pasażerskich na trasę Polska–Białoruś pozostaje mało prawdopodobny, dopóki sytuacja polityczna w Mińsku nie ulegnie zmianie.

 Znadniemna.pl na podstawie Wspólnota Kolejarzy Białorusi, ilustracja: Mapa z zamkniętymi obecnie dla ruchu pasażerskiego przejściami kolejowymi między Białorusią i Polską, źródło: Wspólnota Kolejarzy Białorusi

Choć białoruscy kolejarze informują, że od miesięcy trwają przygotowania do przywrócenia pasażerskich połączeń kolejowych między Polską a Białorusią, decyzja o wznowieniu ruchu pozostaje w gestii strony polskiej. Warszawa stawia jasne warunki: zakończenie presji migracyjnej na granicy oraz uwolnienie Andrzeja Poczobuta i innych więźniów politycznych. Według informacji

W całej Polsce upamiętniono dziś, 10 lutego, 86. rocznicę pierwszej masowej deportacji Polaków na Syberię. Główne uroczystości odbyły się w Białymstoku, gdzie przy Grobie Nieznanego Sybiraka oraz w Muzeum Pamięci Sybiru zgromadzili się Sybiracy, ich rodziny, przedstawiciele władz i mieszkańcy miasta. Podobne wydarzenia zorganizowano także m.in. w Rzeszowie, Głogowie, Lublinie i Łomży.

W Białymstoku — mieście, które od lat pełni rolę centrum pamięci o zesłańcach — odbyły się dziś najważniejsze uroczystości związane z 86. rocznicą pierwszej deportacji Polaków na Syberię, przeprowadzonej przez NKWD 10 lutego 1940 roku. Obchody rozpoczęły się przy Grobie Nieznanego Sybiraka, gdzie delegacje złożyły kwiaty i zapaliły znicze. Następnie uczestnicy przeszli pod pomnik Matki-Sybiraczki, oddając hołd rodzinom, które doświadczyły sowieckiego terroru.

Centralnym punktem dnia było spotkanie w Muzeum Pamięci Sybiru, współorganizatorze uroczystości. Dyrektor placówki, prof. dr hab. Wojciech Śleszyński, podkreślił, że pamięć o deportacjach jest nie tylko obowiązkiem wobec historii, ale także ważnym elementem współczesnej wrażliwości społecznej.

– Sybiracy nie proszą o współczucie. Proszą o pamięć. A my mamy obowiązek tę pamięć pielęgnować, bo jest fundamentem naszej tożsamości. Każde świadectwo, każda opowieść, każdy artefakt w naszym muzeum to nie tylko fragment historii, ale przestroga przed tym, do czego prowadzi systemowa pogarda dla człowieka – mówił Śleszyński, zwracając uwagę na konieczność przekazywania wiedzy o deportacjach młodemu pokoleniu.

W uroczystościach uczestniczyli Sybiracy i ich rodziny. Jedna z obecnych, której dziadkowie zostali wywiezieni w 1940 roku, podkreślała znaczenie wspólnego upamiętnienia:

– Dla nas to nie jest tylko rocznica. To dzień, w którym wracają wszystkie historie opowiadane w domu szeptem. Dobrze, że młodzi ludzie dziś tu są. To daje nadzieję, że pamięć nie zginie.

Choć to Białystok był centrum obchodów, rocznicę uczczono również w wielu innych miastach. W Rzeszowie uroczystości odbyły się przy Pomniku Sybiraków, w Głogowie – na cmentarzu przy ul. Legnickiej, w Lublinie – podczas spotkania z udziałem Sybiraków i ich rodzin, a w Łomży – poprzez wspólne modlitwy i złożenie kwiatów przy tablicy pamięci zesłańców.

W całym kraju zapłonęły znicze w ramach akcji „Zapal Znicz Wywiezionym”, organizowanej przez środowiska kresowe i patriotyczne.

Tegoroczne obchody ponownie przypomniały, że dramat deportacji pozostaje jednym z najboleśniejszych doświadczeń polskiej historii XX wieku. Jak podkreślano w Białymstoku, pamięć o Sybirze wciąż kształtuje wrażliwość kolejnych pokoleń i pozostaje ważnym elementem polskiej tożsamości.

Znadniemna.pl na podstawie Dzieje.pl/PAP, na zdjęciu: obchody przy Grobie Nieznanego Sybiraka w Białymstoku, fot.: Facebook.com/muzeumpamiecisybiru

W całej Polsce upamiętniono dziś, 10 lutego, 86. rocznicę pierwszej masowej deportacji Polaków na Syberię. Główne uroczystości odbyły się w Białymstoku, gdzie przy Grobie Nieznanego Sybiraka oraz w Muzeum Pamięci Sybiru zgromadzili się Sybiracy, ich rodziny, przedstawiciele władz i mieszkańcy miasta. Podobne wydarzenia zorganizowano także

Dziś, w rocznicę śmierci Edwarda Bonifacego Pawłowicza, wracamy do postaci wybitnej i szczególnie zasłużonej dla Kresów oraz ziem, które dziś znajdują się w granicach Białorusi. Choć rok 2025 upłynął pod znakiem 200. rocznicy jego urodzin, to właśnie data jego odejścia stała się dla nas impulsem do publikacji niniejszego tekstu. Pawłowicz – malarz, pamiętnikarz, działacz społeczny i powstaniec styczniowy – pozostawił po sobie nie tylko dzieła sztuki, lecz także bezcenne świadectwo życia Nowogródczyzny i szerzej: XIX-wiecznych ziem białoruskich dawnej Rzeczypospolitej.

Artysta z Turgiel i Nowogródczyzny

Herb Jasieńczyk

Edward Bonifacy Pawłowicz herbu Jasieńczyk urodził się 7 czerwca 1825 roku w Turgielach, w rodzinie szlacheckiej. Ojciec Franciszek był komornikiem, matka – Kunegunda z domu Pagażelska. Dzieciństwo i młodość spędził na Nowogródczyźnie, z którą związał się emocjonalnie i twórczo na całe życie.

Edukację rozpoczął w szkołach przy bazyliańskich klasztorach w Żyrowicach i Słonimiu, a następnie w Słuckiej Gimnazji, którą ukończył w 1836 roku. Później studiował w Wilnie – jako wolny słuchacz Akademii Medyczno-Chirurgicznej i Duchownej – oraz pobierał prywatne lekcje malarstwa u Kanutego Rusieckiego i Karola Rypińskiego.

Edward Pawłowicz w latach 1856—1861

W 1849 roku wyjechał do Petersburga, gdzie rozpoczął studia w Akademii Sztuk Pięknych, ukończone w 1853 roku. Następnie przez kilka lat podróżował po Europie Zachodniej – Włoszech, Francji i Hiszpanii, kopiując dzieła mistrzów w muzeach i galeriach oraz nawiązując kontakty z polskimi artystami-emigrantami, m.in. Teofilem Lenartowiczem.

Nowogródek – sztuka, edukacja i misja społeczna

Edward Pawłowicz, „Kościół Bazylianów w Nowogródku”, 1848 r.

Rok 1859 był przełomowy – Pawłowicz wrócił do Nowogródka, gdzie objął stanowisko nauczyciela rysunku w gimnazjum. Ten okres szczegółowo opisał w swoich pamiętnikach, dziś uznawanych za unikalne świadectwo życia kulturalnego i społecznego ziemi nowogródzkiej w połowie XIX wieku.

Edward Pawłowicz, „Kościół w Iszkołdzi”, 1848 r.

Bywał w licznych dworach szlacheckich, malując portrety gospodarzy, pejzaże, szkice kościołów i pałaców, wykonywał także prace dla świątyń. W pamiętniku „Wspomnienia: Nowogródek, więzienie, wygnanie, Lwów 1887” tak opisywał początki swej pracy:

„Pierwszą moją pracą artystyczną (…) był obraz Św. Stanisława Kostki, patrona uczącej się młodzieży, ofiarowany przeze mnie dla ołtarza gimnazistów…”.

Ten fragment ukazuje Pawłowicza nie tylko jako artystę, ale także człowieka głęboko zaangażowanego w życie lokalnej wspólnoty. Organizował teatr amatorski, założył szkółkę niedzielną dla biednych, bibliotekę i czytelnię, działał na rzecz trzeźwości wśród chłopów, publikował artykuły społeczne w prasie polskiej i emigracyjnej.

Powstanie, zesłanie

Choć początkowo nie popierał idei zbrojnego wystąpienia, wydarzenia Powstania Styczniowego wciągnęły go w wir historii. 7 marca 1863 roku, podczas lekcji w nowogródzkim gimnazjum, został aresztowany. Uczniowie zapamiętali jego słowa z tej ostatniej lekcji:

„Porządek, ład, harmonia, były zawsze i pozostaną na zawsze podstawą wszelkiego dobra i piękna…”

Za działalność uznaną przez władze carskie za niebezpieczną został zesłany do guberni ołonieckiej. Zesłanie było doświadczeniem skrajnym – żył w biedzie, samotności, utrzymując się z symbolicznego zapomogowego. To właśnie wtedy dojrzewał jako pisarz-pamiętnikarz, uważny obserwator ludzkich losów i mechanizmów władzy.

Lwów – muzeum, pamięć i ostatnie lata

Edward Pawłowicz, ok. 1900 r.

Po powrocie z zesłania Pawłowicz przebywał w Nowogródku, Warszawie (gdzie wraz z Juliuszem Kossakiem prowadził szkołę malarską dla kobiet), aż w końcu w 1870 roku osiadł we Lwowie. Tam pracował w Muzeum im. Lubomirskich jako kustosz i konserwator zbiorów.

Równolegle tworzył i publikował. Jest autorem licznych wspomnień i pamiętników, m.in. „Wspomnienia znad Wilii i Niemna”, „Nowogródek w XIX stuleciu”, „Z życia Litwina”. Zebrał bezcenne informacje o życiu kulturalnym i literackim ziem białoruskich i litewskich oraz o postaciach takich jak Franciszek Sawicz.

Nagrobek na mogile artysty Edwarda Pawłowicza. Cmentarz Łyczakowski, pole nr 10

Zmarł 10 lutego 1909 roku w samotności. Jego grób na Cmentarzu Łyczakowskim pozostaje dziś symbolem losu wielu kresowych intelektualistów – wiernych idei, często zapomnianych.

Współczesna historiografia białoruska określa go jako mistrza pióra i pędzla, oświeciciela i męża pamięci, podkreślając jego wkład w dokumentowanie życia Białorusi XIX wieku. Ta wieloperspektywiczność czyni Edwarda Pawłowicza postacią wspólną dla dziedzictwa polskiego, białoruskiego i kresowego.

Odkrywane dziś fragmenty jego pamiętników nie są jedynie zapisem przeszłości – to żywy dialog z epoką, który wciąż uczy wrażliwości, odpowiedzialności i szacunku dla kultury.

Opr. Waleria Brażuk/Znadniemna.pl

Dziś, w rocznicę śmierci Edwarda Bonifacego Pawłowicza, wracamy do postaci wybitnej i szczególnie zasłużonej dla Kresów oraz ziem, które dziś znajdują się w granicach Białorusi. Choć rok 2025 upłynął pod znakiem 200. rocznicy jego urodzin, to właśnie data jego odejścia stała się dla nas impulsem

Statystyki Straży Granicznej z lat 2024–2025 pokazują, że wyraźnie spada liczba obywateli Białorusi, przebywających w Polsce bez ważnych dokumentów, zezwalających na pobyt w kraju. Jeszcze ciekawsze jest jednak to, że większość naruszeń nie wynika z chęci ukrycia się przed państwem, lecz z opóźnień, przeoczeń i zwykłych życiowych komplikacji. Motywacje sprawców są proste, a premedytacja pojawia się rzadko.

Liczba ujawnionych przypadków nielegalnego pobytu Białorusinów w Polsce zmniejszyła się z 1655 w 2024 roku do 1394 w 2025 roku, co oznacza spadek o niemal szesnaście procent. Podobny kierunek zmian widać w danych dotyczących nielegalnej pracy oraz decyzji nakazujących opuszczenie Polski. To wyraźny sygnał, że sytuacja migracyjna stabilizuje się, a nie zmierza w stronę narastającej presji czy prób obejścia systemu.

Najbardziej wymowny jest sposób, w jaki Straż Graniczna ujawnia naruszenia. Zdecydowana większość osób zostaje odnotowana na przejściach granicznych, przede wszystkim w Terespolu, podczas wyjazdu z Polski. Funkcjonariusze stwierdzają w takich sytuacjach, że cudzoziemiec przekracza granicę z przeterminowaną wizą lub kartą pobytu. To nie jest zachowanie osoby, która próbuje pozostać w kraju nielegalnie. To raczej efekt przeoczenia, błędnej interpretacji przepisów albo problemów z terminowym uzyskaniem nowych dokumentów. Premedytacja w takich przypadkach jest minimalna, a często nie ma jej wcale.

Wewnątrz kraju ujawniono 437 takich osób, głównie w regionach, gdzie Białorusini pracują, studiują i mieszkają na co dzień. Naruszenia wynikają tu z realiów życia migrantów: zmiany pracy, oczekiwania na decyzję urzędową, niejasności dotyczących zezwoleń. Podobnie wygląda kwestia nielegalnej pracy. Najczęściej chodzi o zatrudnienie podjęte przed uzyskaniem decyzji, pracę w innym miejscu niż wskazane w zezwoleniu lub pracę wykonywaną w okresie oczekiwania na przedłużenie dokumentów. To wykroczenia administracyjne, a nie działania o charakterze przestępczym.

Motywacje osób naruszających przepisy są przede wszystkim praktyczne. Chodzi o kontynuację zatrudnienia, studiów lub pobytu rodzinnego, a nie o próbę obejścia systemu. Dane dotyczące przekazań w ramach systemu dublińskiego (czyli unijnych zasad określających, który kraj odpowiada za rozpatrzenie wniosku o azyl – red.) potwierdzają, że skala nadużyć w procedurach azylowych jest marginalna i nie wpływa na ogólny obraz zjawiska.

Wszystko to prowadzi do jednego wniosku: nielegalny pobyt obywateli Białorusi w Polsce ma przede wszystkim charakter administracyjny, a nie kryminalny. Dynamika wskazuje na stopniowe zmniejszanie się skali zjawiska, a analiza motywacji i okoliczności ujawnień pokazuje, że premedytacja odgrywa tu rolę marginalną. To obraz migracji funkcjonującej w ramach przewidywalnych, choć niekiedy skomplikowanych procedur prawnych, a nie zjawiska wymykającego się spod kontroli.

Znadniemna.pl na podstawie Strazgraniczna.pl, na zdjęciu: funkcjonariusz Straży Granicznej podczas wykonywania czynności służbowych, fot.: Straż Graniczna RP

Statystyki Straży Granicznej z lat 2024–2025 pokazują, że wyraźnie spada liczba obywateli Białorusi, przebywających w Polsce bez ważnych dokumentów, zezwalających na pobyt w kraju. Jeszcze ciekawsze jest jednak to, że większość naruszeń nie wynika z chęci ukrycia się przed państwem, lecz z opóźnień, przeoczeń i

Zmarł 9 lutego 1999 roku, pozostawiając po sobie dorobek, który ukształtował polską humanistykę na kilka pokoleń. Choć całe życie zawodowe spędził w Warszawie, jego tożsamość wyrastała z krajobrazu Nowogródczyzny — ziemi dzisiejszej Białorusi, z której pochodził jego ród. Ta kresowa pamięć, spleciona z europejską formacją intelektualną, stworzyła uczonego o wyjątkowej wrażliwości, sformowanej na pograniczu kultur.

Kresowe korzenie i narodziny pasji

Aleksander Gieysztor przyszedł na świat 17 lipca 1916 roku w Moskwie, dokąd jego rodzina — polsko‑litewski ród szlachecki z Płaskowicz (folwark koło Nieświeża – red.) na Nowogródczyźnie — trafiła w czasie I wojny światowej. W domu żywa była pamięć o „rodzinnej Białorusi”, jak sam później mówił, o ziemi, z której wywędrowali Gieysztorowie. Nie była to genealogiczna ciekawostka, lecz element jego tożsamości, pielęgnowany w rodzinnych opowieściach. Ta kresowa tradycja, pełna wielojęzyczności i kulturowej różnorodności, stała się jednym z fundamentów jego późniejszej wrażliwości naukowej.

Po rewolucji bolszewickiej rodzina Gieysztorów repatriowała się do Warszawy, gdzie ojciec objął stanowisko w zarządzie Małopolskiego Banku. Wychowaniem małego „Alesia” (jak nazywano go w domu – red.) zajmowała się matka, Barbara z Popielów, dbając o to, by syn od najmłodszych lat chłonął języki i kulturę. Uczył się rosyjskiego, francuskiego i gry na fortepianie — a więc wszystkiego, co w rodzinach kresowych uchodziło za naturalny element formacji młodego człowieka.

Wspomnienia o Nowogródczyźnie tymczasem tworzyły dla Gieysztora wyobrażony pejzaż dzieciństwa — przestrzeń wielojęzyczną, wielowyznaniową, przenikniętą historią. To właśnie z tej tradycji pogranicza wyrastała jego późniejsza wrażliwość na złożoność procesów historycznych. Kresowe pochodzenie nie było dla niego wprawdzie tematem do publicznego eksponowania, ale wracało w rozmowach, gdy mówił o kulturze pogranicza, o dawnych ziemiach Wielkiego Księstwa, o świecie, w którym granice były płynne, a tożsamość — wielowarstwowa. Ten sposób myślenia przeniknął jego naukowe spojrzenie na średniowiecze i państwo Piastów.

W gimnazjum Ludwika Lorentza trafił na nauczycieli, którzy ukształtowali jego intelektualny świat: Stanisława Ossowskiego, Bronisława Weczerkiewicza, Stanisława Helścińskiego, Czesława Pawłowskiego. Młody człowiek szczególnie dużo zawdzięczał Bolesławowi Gutmanowi, który nauczył go czytać trudne łacińskie teksty.

To właśnie w szkolnej bibliotece Aleksander znalazł książkę, która przesądziła o jego przyszłości — „Ród Awdańców w średniowieczu” Władysława Semkowicza. Przeczytał ją jednym tchem i zrozumiał, że chce zostać mediewistą.

Mistrzowie, wojna i pierwsze książki

W 1933 roku rozpoczął studia historyczne na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie jego mistrzami stali się Tadeusz Manteuffel, Stanisław Kętrzyński i Marceli Handelsman. Seminarium tego ostatniego — „privatissimum” — było kuźnią talentów, a Gieysztor należał do jego najzdolniejszych uczniów. Już w 1935 roku zadebiutował na Zjeździe Historyków w Wilnie, a dwa lata później obronił pracę magisterską o Karolu Wielkim.

Stypendium pozwoliło mu studiować w paryskiej École Pratique des Hautes Études, gdzie zetknął się z europejską elitą naukową. Gdy w 1939 roku wrócił do Polski, kraj był już w stanie wojny. W okupowanej Warszawie Gieysztor łączył działalność w Armii Krajowej — w dziale informacji i propagandy — z wykładaniem na tajnym uniwersytecie. W konspiracji napisał i obronił doktorat o genezie krucjat i encyklice papieża Sergiusza IV.

Po upadku Powstania Warszawskiego trafił do niewoli w Sandbostel, a później w Gross‑Born. Tam, razem ze Stanisławem Płoskim, napisał pierwszą historię Powstania Warszawskiego — „na gorąco”, z pamięci, wśród współwięźniów. Po wyzwoleniu wrócił pieszo do zrujnowanej Warszawy, gotów odbudowywać naukę od podstaw.

Odrodzenie nauki, działalność publiczna i cień podejrzeń

Powojenna Polska była krajem, który niewiele przypominał tę sprzed 1939 roku. Gieysztor początkowo angażował się w działalność podziemną, ale jego mistrz Manteuffel stanowczo mu to odradził: „Teraz nie czas na partyzantkę — tworzymy uniwersytet”. To zdanie stało się dla Aleksandra drogowskazem. W 1945 roku rozpoczął pracę w Instytucie Historii Sztuki i Inwentaryzacji Zabytków, a wkrótce potem wrócił na Uniwersytet Warszawski.

W tym okresie pojawiły się także podejrzenia o kontakty Gieysztora z UB, które do dziś bywają przywoływane. Historycy, w tym badacze IPN, podkreślają jednak, że miały one charakter krótkotrwały, wymuszony realiami epoki i nie przyniosły nikomu szkody. Nie ma dowodów, by Gieysztor komukolwiek zaszkodził, a jego postawa w kolejnych dekadach — wielokrotne protesty przeciw cenzurze, podpisanie „Listu 34”, udział w „Apelu 64” — świadczy o jego niezależności i odwadze cywilnej.

Przez dwadzieścia lat uczony z kresowym rodowodem i europejską edukacją kierował Instytutem Historycznym UW, tworząc środowisko, które stało się jednym z najważniejszych ośrodków humanistyki w Europie Środkowej. Wspierał kontakty międzynarodowe, otwierał polską naukę na świat, a jego uczniowie — m.in. Karol Modzelewski — wspominali go jako mistrza wymagającego, ale sprawiedliwego. W 1989 roku Aleksander Gieysztor przewodniczył ostatniemu posiedzeniu obrad Okrągłego Stołu, symbolicznie domykając epokę PRL, w której przyszło mu żyć i pracować.

Gieysztor wobec zbrodni katyńskiej

Choć Aleksander Gieysztor unikał politycznych deklaracji, w sprawie zbrodni katyńskiej zabrał głos w sposób jednoznaczny — jako uczony przekonany, że prawda historyczna musi zostać ujawniona i udokumentowana. W latach 90. współredagował, wraz z rosyjskim historykiem Rudolfem Pichoją, monumentalną czterotomową edycję źródeł „Katyń. Jeńcy nieogłoszonej wojny. Dokumenty i materiały” (1997). Było to pierwsze tak szerokie, wspólne polsko‑rosyjskie opracowanie dokumentów dotyczących zbrodni, a jego publikacja stanowiła przełom w badaniach nad Katyniem. Gieysztor uważał, że bez rzetelnego ujawnienia archiwów nie można uczciwie opowiedzieć historii XX wieku.

Jego zaangażowanie w prace nad dokumentacją katyńską wynikało z głębokiego przekonania, że historyk ma obowiązek „oczyszczać pamięć” poprzez udostępnianie źródeł, niezależnie od politycznych konsekwencji. W swoich wypowiedziach podkreślał, że Katyń jest nie tylko tragedią narodową, lecz także sprawdzianem dla nauki — testem, czy potrafi ona stanąć ponad naciskami i manipulacją. W tym sensie jego praca nad edycją dokumentów była nie tylko przedsięwzięciem naukowym, lecz także aktem obywatelskiej odwagi.

Strażnik pamięci

Jedną z największych życiowych misji Gieysztora była odbudowa Zamku Królewskiego w Warszawie. Przez 25 lat uczony pracował nad jego wskrzeszeniem, a przez 12 lat był jego pierwszym dyrektorem. Dla niego zamek był symbolem — nie tylko architektonicznym, lecz także moralnym. „Książki przeczytają albo nie, ale zamek będzie stał” — powtarzał. Wbrew sceptykom doprowadził do rekonstrukcji, którą dziś uważa się za jedno z największych osiągnięć polskiej kultury powojennej.

Dbał o każdy detal, szukał fundatorów za granicą, odbudowywał zbiory, które spłonęły w czasie wojny. Jego własna biblioteka rodzinna została zniszczona, ale przez całe życie odbudowywał ją na nowo — z pasją bibliofila i świadomością, że książki są częścią pamięci. Wiele z nich przekazał później Zamkowi.

Był także aktywny w Polskiej Akademii Nauk, której został prezesem na dwie kadencje. Otrzymał liczne odznaczenia międzynarodowe, a jego bibliografia — ponad tysiąc prac — obejmuje zarówno studia nad karolińską Europą, jak i badania nad mitologią Słowian, kulturą pogranicza, językoznawstwem czy historią II wojny światowej.

Do końca życia prowadził seminaria, otoczony szacunkiem studentów i współpracowników. W jego myśleniu o kulturze i historii zawsze pobrzmiewał ton kresowy — pamięć o ziemi, z której wyrósł.

Nasz wybitny krajan Aleksander Gieysztor zmarł 9 lutego 1999 roku w Warszawie po półrocznej chorobie i został pochowany na cmentarzu Powązkowskim.

Grób Aleksandra Gieysztora, jego żony Ireny i rodziców na warszawskich Powązkach, fot.: Grzegorz Petka/Wikipedia

Opr. Walery Kowalewski/Znadniemna.pl, na zdjęciu Aleksander Gieysztor w 1995 roku, fot.: Wikipedia

Zmarł 9 lutego 1999 roku, pozostawiając po sobie dorobek, który ukształtował polską humanistykę na kilka pokoleń. Choć całe życie zawodowe spędził w Warszawie, jego tożsamość wyrastała z krajobrazu Nowogródczyzny — ziemi dzisiejszej Białorusi, z której pochodził jego ród. Ta kresowa pamięć, spleciona z europejską formacją

9 lutego mija kolejna rocznica śmierci kpt. Władysława Steckiewicza – jedynego polskiego żołnierza poległego podczas wyzwalania Brześcia nad Bugiem w lutym 1919 roku. Zginął, prowadząc patrol, który jako pierwszy wkroczył do miasta. Jego grób do dziś pozostaje jednym z najważniejszych miejsc polskiej pamięci na Kresach.

Budowa odrodzonego państwa polskiego po 11 listopada 1918 roku nie była procesem ani łatwym, ani bezkrwawym. Jak trafnie ujął to gen. Kazimierz Sosnkowski, rozejm na froncie zachodnim oznaczał dla Polski dopiero początek walk o „niepodległość zdefiniowaną” – o realne granice Rzeczypospolitej, które należało wywalczyć własnym wysiłkiem zbrojnym. Jednym z takich miejsc był Brześć nad Bugiem, strategiczny punkt na mapie wschodnich ziem dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Po ogłoszeniu niepodległości Brześć pozostawał w rękach niemieckich. Sytuację komplikował fakt, że wycofujące się z Ukrainy oddziały niemieckie oddzielały wojsko polskie od nacierających od wschodu sił bolszewickich, a jednocześnie pojawiło się zagrożenie ze strony formujących się oddziałów ukraińskich. Gdy Niemcy zamierzali przekazać miasto Ukraińcom, polskie dowództwo podjęło decyzję o jego odbiciu.

Do walk o Brześć skierowano regularne oddziały Wojska Polskiego – 34. i 22. pułk piechoty – oraz Wileński Oddział Wojsk Polskich, wywodzący się z samoobrony wileńskiej. Formacja ta, dowodzona przez majora Władysława Dąbrowskiego, przeszła dramatyczny, blisko 400-kilometrowy marsz w surowych zimowych warunkach, lawirując pomiędzy oddziałami niemieckimi a bolszewickimi. Z czasem zgrupowanie urosło do około 600 żołnierzy.

Pierwsze próby przełamania niemieckiej obrony w rejonie Kobylan i Błotkowa na początku lutego 1919 roku zakończyły się dużymi stratami. Polskie oddziały dostały się pod silny ogień karabinów maszynowych z fortów brzeskich i musiały się wycofać. Poległych pochowano w Białej Podlaskiej. Jednak kolejne dni przyniosły przełom. Po pertraktacjach i manewrach oddziałów gen. Antoniego Listowskiego oraz nacisku od wschodu ze strony jazdy majora Dąbrowskiego, 9 lutego wyzwolony został Terespol.

Kluczowe wydarzenia rozegrały się w nocy z 8 na 9 lutego 1919 roku. Oddziały dywizji podlaskiej gen. Listowskiego wkroczyły do Brześcia, podczas gdy od wschodu nacierały siły majora Dąbrowskiego. Niemcy, wycofując się, podpalili magazyny wojskowe. W mieście doszło do sześciogodzinnych, zaciętych walk. Polacy wzięli do niewoli około 40 jeńców, zdobyli trzy ciężkie karabiny maszynowe, działa, broń ręczną, samochody, konie, wozy oraz tabor kolejowy i magazyny.

Właśnie wtedy poległ kpt. Władysław Steckiewicz. Dowodząc patrolem, jako pierwszy wkroczył do miasta. Zginął od kuli wystrzelonej z niemieckiego pociągu pancernego. Był jedynym polskim żołnierzem poległym w walkach o Brześć. Miał zaledwie 29 lat. Niewiele zachowało się informacji o jego wcześniejszym życiu; przypuszcza się, że był członkiem tzw. legii oficerskiej – formacji, w której oficerowie walczyli w pierwszej linii jako zwykli żołnierze. Już wcześniej wsławił się odwagą w starciach z Niemcami i bolszewikami.

Po wyzwoleniu miasta Brześć stał się symbolem zwycięstwa w jednym z kluczowych momentów walk o wschodnie granice Polski. 13 lutego 1919 roku gen. Antoni Listowski przyjął w mieście defiladę swoich wojsk. Pamięć o kapitanie Steckiewiczu była w dwudziestoleciu międzywojennym żywa – jego imieniem nazwano jedną z ulic Brześcia (dziś noszącą nazwę Komsomolskiej), a jego grób stał się miejscem patriotycznych uroczystości.

Do dziś na nagrobku widnieją słowa:

„Dowódca wojsk partyzanckich. Kapitan Władysław Steckiewicz. Padł od kuli wroga przy zdobyciu Brześcia n/Bugiem w dniu 9 lutego 1919 r. Żył lat 29. Cześć jego bohaterskim prochom”.

W rocznicę jego śmierci warto przypomnieć, że historia Kresów to nie tylko dzieje wielkich bitew i traktatów, lecz także losy pojedynczych ludzi, którzy – jak kpt. Władysław Steckiewicz – zapłacili najwyższą cenę za wolność odradzającej się Rzeczypospolitej.

Znadniemna.pl/Echa Polesia/Na zdjęciu: Grób kpt. Władysława Steckiewicza na cmentarzu przy ul. Puszkińskiej w Brześciu

9 lutego mija kolejna rocznica śmierci kpt. Władysława Steckiewicza – jedynego polskiego żołnierza poległego podczas wyzwalania Brześcia nad Bugiem w lutym 1919 roku. Zginął, prowadząc patrol, który jako pierwszy wkroczył do miasta. Jego grób do dziś pozostaje jednym z najważniejszych miejsc polskiej pamięci na Kresach. Budowa

W Białymstoku ponad 1,2 tys. uczestników wzięło udział w 8. Biegu Pamięci Sybiru, który w sobotni wieczór odbył się w Lesie Turczyńskim. Wydarzenie, organizowane przez Muzeum Pamięci Sybiru oraz Fundację Białystok Biega, było jednym z głównych punktów obchodów 86. rocznicy pierwszej masowej deportacji obywateli II RP w głąb Związku Sowieckiego.

Bieg nie miał charakteru typowo sportowego. Jego celem było upamiętnienie ofiar wywózek na Sybir oraz popularyzowanie historii, zwłaszcza wśród młodego pokolenia. Zawodnicy ruszyli na trasę po zmroku, w zimowych warunkach, z latarkami czołowymi. Leśną trasę wzbogacały inscenizacje świetlne i dźwiękowe, budujące nastrój refleksji i przybliżające realia nocy deportacyjnych z lutego 1940 roku.

– To forma hołdu dla tysięcy Polaków zesłanych na Syberię i do Kazachstanu. Cieszy nas, że pamięć o Sybirakach trwa i że jest komu przekazać ich historię – mówiła przed startem prezes białostockiego oddziału Związku Sybiraków Jolanta Hryniewicka.

prof. Wojciech Śleszyński

Jak podkreślał dyrektor Muzeum Pamięci Sybiru prof. Wojciech Śleszyński, bieg nawiązuje nie tylko do pierwszej deportacji z 9 na 10 lutego 1940 roku, ale do wszystkich czterech wywózek z lat 1940–1941. – Biegniemy w lesie i po zmroku, aby symbolicznie oddać atmosferę tamtych wydarzeń. W pierwszej deportacji byli m.in. leśnicy, dlatego miejsce ma szczególne znaczenie – zaznaczył.

Uczestnicy mogli wybrać dystans 5 lub 10 kilometrów, a także zadedykować swój bieg konkretnemu Sybirakowi. Na mecie każdy otrzymał pamiątkowy medal. W tym roku przedstawiał on lokówkę należącą do Amelii Sieczko, deportowanej w lutym 1940 roku – symbol utraconej codzienności i marzenia o normalnym życiu.

Równolegle wystartowała edycja wirtualna biegu, do której można dołączyć z dowolnego miejsca na świecie. Pierwsze zgłoszenia napłynęły już m.in. z Niemiec, Austrii, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych.

Bieg Pamięci Sybiru odbywa się również w innych miastach – m.in. we Wrocławiu, gdzie tegoroczna edycja zaplanowana jest na 21 lutego. W czterech akcjach deportacyjnych w latach 1940–1941 władze sowieckie wywiozły około 330 tysięcy obywateli II Rzeczypospolitej. Dla wielu z nich była to droga bez powrotu.

Znadniemna.pl/PAP/Fot.: facebook.com/muzeumpamiecisybiru

W Białymstoku ponad 1,2 tys. uczestników wzięło udział w 8. Biegu Pamięci Sybiru, który w sobotni wieczór odbył się w Lesie Turczyńskim. Wydarzenie, organizowane przez Muzeum Pamięci Sybiru oraz Fundację Białystok Biega, było jednym z głównych punktów obchodów 86. rocznicy pierwszej masowej deportacji obywateli II

Przejdź do treści