HomeStandard Blog Whole Post (Page 2)

Od lutego 2026 roku wnioski dotyczące Karty Polaka będą przyjmowane w Mińsku w ściśle wyznaczonych terminach i według z góry określonych procedur, obejmujących zarówno odnowienie dokumentu, jak i przedłużenie jego ważności, wydanie duplikatu oraz osobny tryb dla osób wchodzących w pełnoletność. Odpowiedni Komunikat został opublikowany  na portalu Gov.pl.

Wydział Konsularny Ambasady RP w Mińsku poinformował, że od lutego 2026 r. wnioski o odnowienie Karty Polaka będą przyjmowane bez wcześniejszego umawiania wizyty, w każdy pierwszy poniedziałek miesiąca, w godzinach 10:00–11:00, w budynku przylegającym do konsulatu. W tym samym terminie rozpatrywane będą również wnioski o przedłużenie ważności Karty Polaka, wydanie duplikatu oraz zmianę danych właścicieli tych dokumentów.

Odrębna procedura będzie obowiązywać w przypadku osób, które chcą przedłużyć ważność Karty Polaka z powodu osiągnięcia pełnoletności. W takim przypadku konieczne jest umówienie wizyty mailowo, na adres [email protected]. Pismo powinno zawierać imię i nazwisko, datę urodzenia, okres ważności karty oraz adres zameldowania na terenie Mińskiego Okręgu Konsularnego (obwody witebski, homelski, miński, mohylewski i Mińsk). W tytule wiadomości należy wpisać: „Karta Polaka_przedłużenie_pełnoletniość”.

Znadniemna.pl za Gov.pl

Od lutego 2026 roku wnioski dotyczące Karty Polaka będą przyjmowane w Mińsku w ściśle wyznaczonych terminach i według z góry określonych procedur, obejmujących zarówno odnowienie dokumentu, jak i przedłużenie jego ważności, wydanie duplikatu oraz osobny tryb dla osób wchodzących w pełnoletność. Odpowiedni Komunikat został opublikowany 

W centrum Grodna, przy ulicy Wasilka, stoi kamienica, która przez ponad sto lat splatała losy miasta z historią jednej rodziny lekarzy. Dziś dawny dom i klinika Woroszylskich przechodzi gruntowną przemianę: prywatny inwestor przekształca go w kompleks apartamentów hotelowych, jednocześnie odnawiając część zabytkowych detali.

Dom Woroszylskich, położony przy dzisiejszej ulicy Wasilka 8–10, należy do najstarszej warstwy zabudowy Grodna. Pod koniec XIX wieku stał się siedzibą rodziny, która przybyła tu z jednego z przeludnionych sztetli (jednego z podgrodzieńskich miasteczek, w znacznym stopniu zamieszkanych przez społeczność żydowską, na przykład: Indura, Skidel, czy Łunna – red). Jakow (Jakub) Woroszylski, ojciec rodu, zaczynał jako robotnik w fabryce tytoniu, lecz zdołał wykształcić swoje dzieci. Najbardziej znanym z nich był dr Grigorij Woroszylski, ceniony lekarz, który w rodzinnym domu prowadził prywatną klinikę. Budynek szybko stał się ważnym punktem na medycznej mapie miasta.

Po II wojnie światowej dom Woroszylskich został znacjonalizowany, a jego dawnego właściciela mianowano głównym lekarzem w jego własnej, już państwowej, klinice. W kolejnych dekadach mieściły się tu różne oddziały szpitalne, a od lat 70. – kożwien­dispanser (przychodnia chorób wenerycznych i dermatologicznych – red.), który działał aż do 2018 roku. Gdy przychodnia została przeniesiona na ul. Budionnego, dom Woroszylskich opustoszał, a władze Grodna zapowiedziały sprzedaż całego kompleksu – dwóch budynków i działki – za około 700 tys. rubli.

W tym czasie głos zabrał Feliks Woroszylski, wnuk przedwojennego właściciela budynku. Wspominał rodzinny dom z nostalgią: ogród, ganek, balkony, które zniknęły w czasach radzieckich. Podkreślał, że chciałby, aby budynek odzyskał swój pierwotny wygląd, choć sam nie planował jego wykupu. Jego słowa brzmiały jak apel o zachowanie pamięci miejsca, które przez dekady służyło mieszkańcom grodu nad Niemnem.

Feliks Woroszylski na tle rodzinnej kamienicy, fot.: hrodna.life

Po 2019 roku kompleks przeszedł w ręce prywatnego inwestora. Obecnie realizuje on projekt zakładający przekształcenie dawnych budynków medycznych w apartamenty hotelowe z lokalami usługowymi. To kierunek typowy dla współczesnego Grodna: komercyjne wykorzystanie historycznej zabudowy przy jednoczesnym zachowaniu jej zewnętrznego charakteru.

W 2025 roku lokalne media pokazały pierwsze efekty prac. Najbardziej symboliczny element to odrestaurowane drzwi wejściowe – wykonane z dbałością o historyczny detal, z zachowaniem dawnej formy i proporcji. To sygnał, że inwestor nie ogranicza się do adaptacji wnętrz, ale stara się przywrócić budynkowi część jego dawnej elegancji. Nie wiadomo jednak, czy odtworzone zostaną balkony i ganek, o których mówił Feliks Woroszylski – elementy, które nadawały domowi lekkości i charakteru.

Drzwi wejściowe do kamienicy Woroszylskich przed restauracją, fot.: vgr.by

Odrestaurowane drzwi do kamienicy Woroszylskich, fot.: vgr.by

Dom Woroszylskich zmienia funkcję: z miejsca leczenia Grodnian i rodzinnej historii staje się częścią komercyjnego projektu hotelowego. Dzięki renowacjom i zachowaniu zabytkowych detali nie znika jednak całkowicie jego tożsamość. To przykład charakterystycznej dla współczesnego Grodna transformacji, w której dawne opowieści splatają się z nowymi potrzebami miasta.

Znadniemna.pl na podstawie Vgr.by i Hrodna.life, na zdjęciu tytułowym: W Domu Woroszylskich trwają prace renowacyjne, fot.: NewGrodno.by

W centrum Grodna, przy ulicy Wasilka, stoi kamienica, która przez ponad sto lat splatała losy miasta z historią jednej rodziny lekarzy. Dziś dawny dom i klinika Woroszylskich przechodzi gruntowną przemianę: prywatny inwestor przekształca go w kompleks apartamentów hotelowych, jednocześnie odnawiając część zabytkowych detali. Dom Woroszylskich, położony

Z głębokim smutkiem żegnamy śp. Andrzeja Januszajtisa – wybitnego Gdańszczanina, Honorowego Obywatela Miasta Gdańska, fizyka z wykształcenia, historyka z powołania, człowieka, którego życie i praca stały się trwałą częścią dziedzictwa polskiego Pomorza. Zmarł 22 stycznia 2026 roku w Gdańsku.

Smutną wiadomością o Jego odejściu  podzieliła się  w mediach społecznościowych Agnieszka Owczarczak, Przewodnicząca Rady Miasta Gdańska, podkreślając Jego mądrość, spokój i niezwykłą skromność, które towarzyszyły Mu przez całe życie.

Dla naszej redakcji pozostanie jednak kimś jeszcze więcej: Lidzianinem, który – choć los związał go z Gdańskiem – nigdy nie zapomniał o ziemi swojego urodzenia.  W sierpniu 2023 roku, wspominając Jego 95. urodziny, pisaliśmy o niezwykłej drodze człowieka, który z Kresów wyniósł wrażliwość, pracowitość i głębokie poczucie odpowiedzialności za wspólnotę. Dziś z bólem dopisujemy do tej historii ostatni rozdział.

Śp. Andrzej Januszajtis był autorytetem rzadkiego formatu – cenionym za rzetelność, konsekwencję, kulturę intelektualną i umiejętność łączenia naukowej precyzji z pasją popularyzatora. Jego dorobek naukowy, publicystyczny i społeczny na trwałe wpisał się w dzieje Gdańska, a zarazem stał się ważnym punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń badaczy, samorządowców i mieszkańców miasta.

Nasz krajan był człowiekiem, który potrafił być wielki, pozostając skromnym. Człowiekiem, który budował mosty – między przeszłością a teraźniejszością, między nauką a codziennością, między Gdańskiem a Kresami, z których wyrósł.

Żegnamy Go z wdzięcznością…

Za mądrość. Za spokój. Za wierność korzeniom. Za świadectwo, że służba wspólnocie może być piękną formą życia.

Rodzinie i Bliskim składamy wyrazy najgłębszego współczucia. Pamięć o śp. Andrzeju Januszajtisie pozostanie z nami – w Gdańsku, w Lidzie i wszędzie tam, gdzie żyją ludzie ceniący prawdę, historię i kulturę.

Redakcja Znadniemna.pl, fot.: Gdańsk.pl

Z głębokim smutkiem żegnamy śp. Andrzeja Januszajtisa – wybitnego Gdańszczanina, Honorowego Obywatela Miasta Gdańska, fizyka z wykształcenia, historyka z powołania, człowieka, którego życie i praca stały się trwałą częścią dziedzictwa polskiego Pomorza. Zmarł 22 stycznia 2026 roku w Gdańsku. Smutną wiadomością o Jego odejściu  podzieliła się 

Po latach intensywnych prac konserwatorskich 22 stycznia  uroczyście otwarta została Kaplica Grobowa rodu Orzeszków w Zakozielu – w rejonie drohiczyńskim obwodu brzeskiego na Białorusi. Obiekt odzyskał dawny blask i należne mu miejsce w krajobrazie kulturowym Polesia. Otwarcie kaplicy to finał wieloletniego procesu ratowania jednego z najcenniejszych zabytków neogotyckich Białorusi, który jeszcze kilka lat temu znajdował się na granicy całkowitej ruiny.

Kaplica przed rozpoczęciem restauracji, fot.: Wikipedia

Kaplica, wzniesiona w połowie XIX wieku jako rodowy panteon Orzeszków, przez dziesięciolecia niszczała, tracąc kolejne elementy konstrukcyjne i dekoracyjne. Zniszczone sklepienia, wybite witraże, brak dachu i zawilgocone mury sprawiły, że obiekt stał się niebezpieczną ruiną. Dopiero w 2019 roku, dzięki współpracy strony polskiej i białoruskiej, rozpoczęto prace ratunkowe prowadzone przez Fundację Pomoc Polakom na Wschodzie. Wykonano wtedy najpilniejsze zabezpieczenia konstrukcji, które zatrzymały proces destrukcji. Rok później, dzięki wsparciu Narodowego Instytutu Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą POLONIKA, kaplica odzyskała miedziany dach, odtworzony zgodnie z historycznymi technikami.

Kaplica Grobowa rodu Orzeszków w Zakozielu na malunku Napoleona Ordy, źródło: Wikipedia

Kolejne etapy renowacji realizowali specjaliści z „Brestrestawracji”. W 2023 roku ruszyła trzecia faza prac, obejmująca rekonstrukcję dekoracji fasadowych, tynkowanie cokołu, malowanie ścian oraz wykończenie krypty. Władze rejonu drohiczyńskiego przeznaczyły na ten cel pół miliona rubli, co pozwoliło kontynuować działania mimo trudnych warunków finansowych. Jak podkreślał naczelnik wydziału kultury rejonu Igor Proniewicz, celem było „zakończenie najważniejszych prac przed nadejściem jesiennych przymrozków”, aby nie dopuścić do ponownego zawilgocenia murów.

Kaplica w trakcie restauracji – 2023 rok, fot.: Polesie.org

Eksperci zaangażowani w renowację podkreślają, że była to jedna z najbardziej wymagających realizacji konserwatorskich ostatnich lat. Przedstawiciele „Brestrestawracji” wielokrotnie zwracali uwagę, że mury kaplicy były tak mocno przesycone wilgocią i solami, iż zwykłe tynki nie miały szans się utrzymać. Konieczne było długotrwałe osuszanie wnętrza oraz zastosowanie specjalistycznych tynków renowacyjnych. Jak mówił jeden z kierowników prac, cytowany przez agencję BelTA, „ściany trzeba było ratować centymetr po centymetrze, zanim można było myśleć o przywracaniu dekoracji”.

2023 rok – przygotowane do ponownego wykorzystania elementy dekoracji sklepień i ścian, fot.: Polesie.org

Wielkim wyzwaniem okazała się rekonstrukcja witraży. Konserwatorzy, jak relacjonowała gazeta Zarya.by, dobierali kolor szkła na podstawie mikroskopijnych fragmentów znalezionych podczas prac ziemnych. Podobnie odtwarzano elementy żeliwnych ram okiennych, które odlewano w lokalnym zakładzie w Drohiczynie, co eksperci określali jako „powrót do XIX‑wiecznych technologii w XXI wieku”.

Najbardziej spektakularnym efektem prac jest odtworzenie neogotyckich sklepień z charakterystycznymi nervurami (nervury – żebrowania sklepienne – red. ). Znany rzeźbiarz Paweł Rabow, cytowany przez dziennik SB „Беларусь сегодня”, podkreślał, że „każdy element trzeba było modelować ręcznie, często zaczynając od plastelinowego prototypu”. Oryginalnej sztukaterii zachowało się jedynie około 40 procent, resztę odtworzono na podstawie archiwalnych rysunków i analogii.

Odrestaurowane sklepienie z nervurami i odnowione witraże znowu zachwycają swoim pięknem, fot.: nashaniva.com

Dziś kaplica w Zakozielu jest nie tylko uratowanym zabytkiem, lecz także nową atrakcją turystyczną regionu. Wnętrze funkcjonuje jako „zimne muzeum”, bez ogrzewania, aby nie zaburzać mikroklimatu. Zwiedzający mogą zobaczyć zarówno odtworzone dekoracje, jak i ekspozycję artefaktów odnalezionych podczas badań archeologicznych, w tym fragment pasa słuckiego i elementy dawnego wyposażenia krypty.

Otwarcie odnowionej kaplicy jest dowodem na to, że nawet najbardziej zagrożone zabytki mogą odzyskać życie, jeśli znajdą się specjaliści gotowi podjąć trud ich ratowania. Dzięki współpracy polskich i białoruskich instytucji, zaangażowaniu konserwatorów i determinacji lokalnych władz, neogotycka perła Polesia znów zachwyca i przypomina o bogatej historii regionu.

Znadniemna.pl na podstawie Nashaniva.com i Polesie.org, na zdjęciu tytułowym: otwarcie Kaplicy Grobowej rodu Orzeszków w Zakozielu, fot.: Drahiczyn.by

Po latach intensywnych prac konserwatorskich 22 stycznia  uroczyście otwarta została Kaplica Grobowa rodu Orzeszków w Zakozielu - w rejonie drohiczyńskim obwodu brzeskiego na Białorusi. Obiekt odzyskał dawny blask i należne mu miejsce w krajobrazie kulturowym Polesia. Otwarcie kaplicy to finał wieloletniego procesu ratowania jednego z

Choć Jerzy Wołkowicki urodził się w Proszewie, to młodość spędzona w Grodnie ukształtowała jego charakter i ambicje. To tutaj zdobywał wiedzę w gimnazjum klasycznym, zanim związał swoje życie z morzem, wojną i walką o niepodległość Polski. Jego historia łączy dramat wojny rosyjsko-japońskiej, heroizm kampanii wrześniowej, cud ocalenia z Katynia oraz długie życie w służbie dla Ojczyzny.

Młodość i nauka w Grodnie

Jerzy Wołkowicki przyszedł na świat 22 stycznia 1883 roku w majątku Proszew, w rodzinie szlacheckiej o korzeniach grodzieńskich. Jego ojciec Tadeusz był agronomem, matka Maria z Muchlińskich – troskliwą opiekunką domu. Po latach wspominał Grodno jako miejsce, gdzie ukształtowały się jego wartości i zamiłowanie do dyscypliny. W 1901 roku ukończył gimnazjum klasyczne w Grodnie, a już wkrótce podjął decyzję, która zaważyła na całym jego życiu – wstąpił do Morskiego Korpusu Kadeckiego w Petersburgu.

Bitwa pod Cuszimą i sława w Rosji

Japończycy w bitwie pod Cuszimą. Heihachiro Togo na mostku okrętu flagowego Mikasa. Fot.: wikipedia.org

W 1904 roku Wołkowicki rozpoczął służbę na pancerniku „Imperator Nikołaj I”. Wybuchła wojna rosyjsko-japońska, a jego jednostka została wysłana na Daleki Wschód, by wesprzeć oblężony Port Artur. Majowa bitwa pod Cuszimą w 1905 roku była decydującym starciem tej wojny – rosyjska eskadra została niemal całkowicie zniszczona.

Jerzy Wołkowicki (po lewej) – jako starszy porucznik armii rosyjskiej z kolegą Wasilijem Grigorienko po dekoracji serbskimi orderami Gwiazdy Jerzego Czarnego z mieczami 4. klasy. Lato 1915 r. Napis boczny mówi, że zdjęcie pochodzi z archiwum rodziny pozostawionym wnukom Wasilija Grigorienki – w oryginale: Aleksandrom Borysowiczom Żewachowym (Francja).

Podczas narady u admirała Nikołaja Niebogatowa, gdy zaproponowano kapitulację, Wołkowicki, jeden z młodszych oficerów, odważnie sprzeciwił się ustaleniom dowództwa: „walczyć do końca, a potem wysadzić okręt w powietrze i ratować się”. Za swoją postawę został odznaczony Orderem św. Jerzego i okrzyknięty bohaterem narodowym Rosji. Jego historia trafiła później do powieści Aleksieja Nowikowa-Priboja „Cuszima”.

Po nieudanej próbie ucieczki z japońskiej niewoli Wołkowicki trafił na dwa lata do więzienia, by po zwolnieniu kontynuować naukę w Morskiej Szkole Artyleryjskiej w Kronsztadzie i Morskiej Szkole Inżynieryjnej w Petersburgu.

Służba w Wojsku Polskim i wojna polsko-bolszewicka

Gen. Jerzy Wołkowicki – w środku przed Grobem Nieznanego Powstańca w Katowicach, 16 kwietnia 1939 roku

Po rewolucji październikowej Wołkowicki opuścił Rosję i dotarł do Francji. W 1918 roku wstąpił do Armii Polskiej we Francji, by wkrótce wrócić do Polski i wstąpić do Wojska Polskiego. Brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, dowodził Flotyllą Pińską, a w 1921 roku został szefem sztabu 1. Dywizji Litewsko-Białoruskiej.

Jego kariera wojskowa rozwijała się dynamicznie: pełnił funkcje szefa sztabu Okręgów Korpusu w Przemyślu i we Lwowie, dowodził piechotą dywizyjną 11. i 27. Dywizji Piechoty, a w 1927 roku został generalem brygady.

Wrzesień 1939 – heroizm i niewola

Gen. Jerzy Wołkowicki – przed 1939 r. Fot.: wikipedia.org

W sierpniu 1939 roku Wołkowicki wrócił do czynnej służby w Armii „Prusy”. 10 września objął stanowisko komendanta garnizonu w Chełmie Lubelskim, a 13 września został dowódcą Kombinowanej Dywizji Piechoty, którą sformował z niedobitków rozbitych jednostek. Dywizja walczyła do 23 września pod Tomaszowem Lubelskim w ramach II bitwy pod Tomaszowem Lubelskim i bitwy pod Krasnobrodem.

Pod naporem niemieckich wojsk wycofał się za Bug, gdzie 28 września 1939 roku dostał się do niewoli sowieckiej. Początkowo osadzono go w obozie przejściowym w Putywlu, a od listopada 1939 w obozie w Kozielsku. Jako jeden z nielicznych oficerów uniknął zbrodni katyńskiej, prawdopodobnie dzięki sławie zdobytej podczas bitwy pod Cuszimą i wspomnianej powieści Nowikowa-Priboja. W 1940 roku został przeniesiony do obozu w Griazowcu.

Po zawarciu układu Sikorski-Majski w 1941 roku i ogłoszeniu amnestii dla Polaków przebywających w ZSRR, Wołkowicki został zwolniony z obozu. Od sierpnia 1941 do maja 1942 roku pełnił funkcję zastępcy dowódcy 6. Dywizji Piechoty wchodzącej w skład Armii Polskiej w ZSRR. Po ewakuacji Armii Andersa do Iranu pozostał w stanie nieczynnym do końca wojny.

Lata powojenne i życie w Wielkiej Brytanii

Po wojnie Wołkowicki osiedlił się w Wielkiej Brytanii wraz z żoną Anną Średzińską. Początkowo mieszkał w Penrhos – polskim osiedlu dla starszych i schorowanych weteranów w hrabstwie Herefordshire, a później w Domu Kombatanta „Antokol” w Chislehurst (hrabstwo Kent). Zmarł 7 stycznia 1983 roku, niemal w wieku 100 lat, i został pochowany na cmentarzu Elmers End.

Odznaczenia i wyróżnienia

Wołkowicki był wielokrotnie odznaczany zarówno przez państwa zaborcze, jak i Polskę: Rosyjskie medale morskie, Order św. Jerzego (1906), Order św. Stanisława III kl. (1912), Order św. Stanisława II kl. z mieczami (1916), Broń św. Jerzego (1916), Tunezyjska Gwiazda Komandorska Nischana Iphtickara (1914), Serbska Gwiazda Karagiorgiewiczów z mieczami IV kl. (1915).

Polskie odznaczenia: Krzyż Komandorski Orderu Polonia Restituta, czterokrotny Krzyż Walecznych, Medal Niepodległości, Złoty Krzyż Zasługi.

Jerzy Wołkowicki pozostaje symbolem niezłomności, odwagi i poświęcenia – historia człowieka, którego młodość w Grodnie, służba na morzu, walka w dwóch wojnach światowych i przetrwanie Katynia tworzą niezwykłą opowieść o polskim bohaterze.

Opr. Emilia Kuklewska/Znadniemna.pl

 

Choć Jerzy Wołkowicki urodził się w Proszewie, to młodość spędzona w Grodnie ukształtowała jego charakter i ambicje. To tutaj zdobywał wiedzę w gimnazjum klasycznym, zanim związał swoje życie z morzem, wojną i walką o niepodległość Polski. Jego historia łączy dramat wojny rosyjsko-japońskiej, heroizm kampanii wrześniowej,

Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało białoruskiego chargé d’affaires po serii incydentów na granicy, gdzie w miniony weekend wykryto balony meteorologiczne przenoszące duże ilości nielegalnych papierosów. Warszawa domaga się od Mińska wyjaśnień i ostrzega, że dalsze prowokacyjne działania nie będą tolerowane.

W nocy z 16 na 17 stycznia polskie służby graniczne i policja przechwyciły kilkadziesiąt obiektów, które wtargnęły w przestrzeń powietrzną Polski od strony Białorusi. W kilku miejscowościach w powiatach sokólskim i białostockim odnaleziono balony meteorologiczne wykorzystywane do przerzutu tysięcy paczek papierosów bez polskich znaków akcyzy.

Rzecznik MSZ Maciej Wewiór poinformował, że Polska kwestionuje deklaracje Mińska, jakoby białoruskie władze nie miały wiedzy o skali takich działań. Podkreślił, że Warszawa oczekuje jasnych wyjaśnień i natychmiastowego zaprzestania podobnych praktyk. Białoruski dyplomata usłyszał, że kontynuowanie takich operacji będzie wiązało się z konsekwencjami.

Do sytuacji odniósł się również doradca prezydenta RP Stanisław Żaryn, który zaapelował do premiera Donalda Tuska o ponowne zamknięcie przejść granicznych z Białorusią, twierdząc, że tylko zdecydowane działania mogą powstrzymać Mińsk i Moskwę. Przejścia w Bobrownikach i Kuźnicy zostały otwarte ponownie 17 listopada 2025 roku, jednak oczekiwane gesty ze strony Białorusi – w tym uwolnienie Andrzeja Poczobuta – nie nastąpiły.

Znadniemna.pl na podstawie Kresy24.pl, PAP, na zdjęciu: tak wygląda ładunek przemytniczy z Białorusi, fot.: strazgraniczna.pl

Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało białoruskiego chargé d’affaires po serii incydentów na granicy, gdzie w miniony weekend wykryto balony meteorologiczne przenoszące duże ilości nielegalnych papierosów. Warszawa domaga się od Mińska wyjaśnień i ostrzega, że dalsze prowokacyjne działania nie będą tolerowane. W nocy z 16 na 17

163 lat temu, 22 stycznia 1863 roku, Manifestem wydanym w Warszawie przez Tymczasowy Rząd Narodowy, rozpoczęło się Powstanie Styczniowe, największy w XIX wieku polski zryw narodowy.

Powstanie Styczniowe było sprzeciwem wobec narastającego rosyjskiego terroru. Wybuchło 22 stycznia w Królestwie Polskim i 1 lutego w byłym Wielkim Księstwie Litewskim. Było największym polskim powstaniem narodowym. Stoczono w nim ok. 1200 bitew. Mimo początkowych sukcesów, zakończyło się klęską powstańców, z których kilkadziesiąt tysięcy zostało zabitych w walkach, blisko 1 tys. pojmanych i straconych, ok. 38 tys. skazanych na katorgę lub zesłanych na Syberię, a ok. 10 tys. wyemigrowało. Wilno zostało spacyfikowane przez oddziały Murawjowa Wieszatiela.

Już po upadku powstania, w roku 1867 zniesiono autonomię Królestwa Polskiego, jego nazwę i budżet. W 1869 zlikwidowano Szkołę Główną Warszawską. W latach 1869–1870 miastom wspierającym powstanie odebrano prawa miejskie, doprowadzając je tym samym do upadku. W 1886 zlikwidowano Bank Polski. Skasowano klasztory katolickie w Królestwie, skonfiskowano ponad 1,5 tys. majątków ziemskich i rozpoczęto intensywną rusyfikację ziem polskich. Po stłumieniu powstania znaczna część społeczeństwa Królestwa i Litwy uznała dalszą walkę zbrojną z zaborcą rosyjskim za bezcelową i zwróciła się ku pracy organicznej.

Powstanie pozostawiło trwały ślad w literaturze i sztuce XIX i XX wieku w Polsce, na Litwie i na Białorusi.

Jak zauważa politolog, profesor Uniwersytetu Łódzkiego i doradca prezydenta RP ds polityki zagranicznej dr hab. Przemysław Żurawski vel Grajewski, klęska Powstania Styczniowego przesądziła o rozpadzie narodu politycznego Rzeczypospolitej na współczesne nam narody ukształtowane na bazie etnicznej – Polaków, Litwinów, Białorusinów, Ukraińców, Łotyszy.

Proces ten trwał do I wojny światowej, która go przyspieszyła i zatwierdziła. Powstanie upadło, ale dekret Rządu Narodowego o uwłaszczeniu chłopów równoznaczny z ostatecznym zniesieniem pańszczyzny nie mógł być przez Rosję cofnięty bez ryzyka popchnięcia ludu do masowego udziału w walce.

Uwłaszczenie czyniło zaś z chłopów właścicieli, i to indywidualnych. Odmiennie niż w rdzennej Rosji, gdzie ziemię otrzymali nie indywidualni gospodarze, ale gminy, na terenach dawnej Rzeczypospolitej, z zamiarem złamania polskiego ziemiaństwa reforma wdrażana przez Rosjan była bardziej radykalna, a ziemię otrzymywali poszczególni gospodarze, a nie gminy. Uwłaszczenie stworzyło rynek wewnętrzny, włączyło chłopów prowadzących dotąd gospodarkę naturalną w obieg pieniężny. W oparciu o ten rynek rozwinął się przemysł i urosły miasta. Skutek był taki, że kraj rozwinął się cywilizacyjnie, a w latach 1918–1920 uobywatelnieni chłopi polscy jako właściciele pozostali odporni na bolszewickie hasła.

Na zdjęciu: Obraz „Epizod z powstania 1863 roku” Józefa Chełmońskiego

Znadniemna.pl za Kresy24.pl/

163 lat temu, 22 stycznia 1863 roku, Manifestem wydanym w Warszawie przez Tymczasowy Rząd Narodowy, rozpoczęło się Powstanie Styczniowe, największy w XIX wieku polski zryw narodowy. Powstanie Styczniowe było sprzeciwem wobec narastającego rosyjskiego terroru. Wybuchło 22 stycznia w Królestwie Polskim i 1 lutego w byłym Wielkim

Z wielkim żalem i smutkiem żegnamy śp. Helenę Andrycę z Wojstomia – strażniczkę kultury polskiej, wiary katolickiej i polskiej tradycji na ziemi oszmiańskiej. Odeszła osoba, która całym swoim życiem świadczyła o tym, że polskość trwa dzięki ludziom wiernym swoim korzeniom.

Pani Helena przez wiele lat była prezesem Oddziału Związku Polaków na Białorusi w Wojstomiu, a swoją działalność traktowała jako służbę. Z niezwykłą troską dbała o to, by polskie słowo, zwyczaj i pamięć o przodkach nie zaginęły. Dzięki jej zaangażowaniu wiele dzieci i młodych ludzi mogło poznać i pokochać język swoich dziadków – uczyła języka polskiego, przekazując go z ciepłem, cierpliwością i głębokim przekonaniem o jego wartości.

Była osobą bardzo religijną, a jej wiara przenikała całe życie i twórczość. Pisała wiersze religijno‑patriotyczne, które recytowała podczas uroczystości, spotkań i świąt. Jej głos rozbrzmiewał również na Festiwalu Kultury Kresowej w Mrągowie, gdzie reprezentowała swoją małą ojczyznę i jej duchowe dziedzictwo. Wiersze Pani Heleny – choć często niespisane – pozostawały w pamięci słuchaczy, niosąc przesłanie miłości do Boga, Polski i rodzinnej ziemi.

Publikujemy jedno z ostatnich nagrań, na którym śp. Helena Andryca recytuje swoją poezję:

Była wieloletnią działaczką polską na Białorusi, człowiekiem głębokiej dobroci, skromności i wewnętrznej siły. Dla wielu była autorytetem, dla innych – wsparciem, dla wszystkich – przykładem, jak żyć zachowując wierność wartościom, które się wyznaje.

Dziękujemy Ci, Pani Heleno, za Twoją pracę, Twoje świadectwo i Twoje serce. Za to, że byłaś ostoją polskości w Wojstomiu i że pozostawiłaś po sobie ślad, którego nie zatrze czas.

Wieczny odpoczynek racz Jej dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj Jej świeci. Niech odpoczywa w pokoju. Amen.

Znadniemna.pl

Z wielkim żalem i smutkiem żegnamy śp. Helenę Andrycę z Wojstomia – strażniczkę kultury polskiej, wiary katolickiej i polskiej tradycji na ziemi oszmiańskiej. Odeszła osoba, która całym swoim życiem świadczyła o tym, że polskość trwa dzięki ludziom wiernym swoim korzeniom. Pani Helena przez wiele lat była

Dziś obchodzimy Dzień Babci, a jutro – Dzień Dziadka. Choć wydają się odwieczną tradycją, oba święta mają zaledwie kilkadziesiąt lat i są w pełni polskim pomysłem. Narodziły się z inicjatywy prasy i telewizji, ale szybko stały się jednymi z najbardziej wzruszających dni w naszym kalendarzu.

Dzień Babci pojawił się jako pierwszy. W 1964 roku redakcja „Kobiety i Życia” zaproponowała, by 21 stycznia poświęcić babciom – tym, które trzymają rodzinę w ryzach, pieką najlepsze ciasta i zawsze mają czas na rozmowę. Pomysł podchwyciły inne media, a rok później „Express Poznański”nagłośnił ideę Dnia Babci, wręczając tort Mieczysławie Ćwiklińskiej gwieździe polskiego teatru, kina i estrady z okazji jej 85. urodzin. W 1966 roku „Express Wieczorny” oficjalnie ogłosił 21 stycznia Dniem Babci, a szkoły i przedszkola natychmiast włączyły się w obchody. Tak narodziła się tradycja, która dziś wydaje się oczywista.

Dzień Dziadka dołączył do kalendarza kilkanaście lat później. W latach 70. Telewizja Polska ogłosiła konkurs na wybór odpowiedniej daty. Proponowano różne terminy, ale ostatecznie zwyciężyła najprostsza i najbardziej symboliczna koncepcja: świętować tuż po babciach. W 1978 roku 22 stycznia zaczęto obchodzić jako Dzień Dziadka, a na początku lat 80. święto było już powszechnie znane. Wnuki w całej Polsce zaczęły przygotowywać laurki, wierszyki i przedstawienia – i tak zostało do dziś.

Oba święta przyjęły się błyskawicznie, bo odpowiadały na realną potrzebę. W latach 60. i 70. dziadkowie odgrywali ogromną rolę w wychowaniu dzieci, zwłaszcza w rodzinach, w których oboje rodzice pracowali zawodowo. Media PRL chętnie promowały  wówczas rodzinne wartości, a szkoły i przedszkola natychmiast podchwyciły pomysł. W efekcie Dzień Babci i Dziadka stał się jednym z najbardziej emocjonalnych momentów roku – takim, który łączy pokolenia i przypomina o wdzięczności.

Dziś, gdy obchodzimy Dzień Babci, a jutro Dzień Dziadka, warto pamiętać, że te święta nie są importowane z zagranicy. To polska tradycja, która narodziła się z potrzeby serca i została przyjęta z entuzjazmem. Wnuki wręczają kwiaty, laurki i drobne prezenty, ale najważniejsze pozostaje to, co niewidoczne: czas spędzony razem, rozmowa, wspomnienia. To właśnie one sprawiają, że święta, które powstały z inicjatywy kilku redakcji, stały się jednym z najcieplejszych elementów naszej kultury.

 Znadniemna.pl na podstawie Wikipedia.org, źródło ulistracji: temu.com

Dziś obchodzimy Dzień Babci, a jutro – Dzień Dziadka. Choć wydają się odwieczną tradycją, oba święta mają zaledwie kilkadziesiąt lat i są w pełni polskim pomysłem. Narodziły się z inicjatywy prasy i telewizji, ale szybko stały się jednymi z najbardziej wzruszających dni w naszym kalendarzu. Dzień

Dziś przypada rocznica urodzin Adama Honorego Kirkora (ur. 21 stycznia 1818 r.), jednego z najważniejszych wydawców, archeologów i popularyzatorów historii na ziemiach dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Polak z wyboru, urodzony na Mohylewszczyźnie, przez współczesnych nazywany „pracownikiem niestrudzonym”, przez potomnych – „kronikarzem Kresów”. Jego życie i dorobek pokazują, jak twórczo można łączyć polską tradycję z lokalnym dziedzictwem litewsko‑białoruskim.

Korzenie na Mohylewszczyźnie i polska formacja

Adam Honory Kirkor urodził się w Śliwinie na historycznej Mohylewszczyźnie (obecnie – obwód smoleński Federacji Rosyjskiej) – regionie, który dzisiejsza historiografia białoruska uważa za część własnego dziedzictwa kulturowego. Dorastał w środowisku drobnoszlacheckim, gdzie język polski współistniał z białoruskim i rosyjskim, a wielokulturowość była codziennością. To doświadczenie pogranicza ukształtowało jego późniejszą wrażliwość na lokalne tradycje.

W Wilnie, do którego trafił jako młody człowiek, Kirkor wszedł w krąg polskiej inteligencji i środowiska naukowego. Tu – jak pisał o nim Eustachy Tyszkiewicz – „odnalazł swoje powołanie: służyć krajowi pracą cichą, lecz owocną”. Wileńskie lata stały się fundamentem jego działalności wydawniczej i naukowej, a także miejscem, gdzie w pełni ukształtowała się jego polska tożsamość.

Już w tym okresie Kirkor interesował się historią i kulturą ludową regionu. W jego wczesnych notatkach pojawiają się opisy zabytków, podań i zwyczajów, które późniejsi badacze białoruscy uznają za jedne z pierwszych świadomych prób dokumentowania lokalnej kultury.

Wileński wydawca i popularyzator historii regionu

W Wilnie Kirkor stworzył jedno z najważniejszych centrów polskiej prasy i książki na północno‑wschodnich ziemiach dawnej Rzeczypospolitej. Przejął drukarnię Glücksberga, wydawał literaturę piękną, prace naukowe i czasopisma, w tym „Kurier Wileński”. Jego działalność wydawnicza miała charakter misyjny – służyła utrwalaniu polskiej kultury w regionie.

Adam Honory Kirkor jako wydawca „Kuriera Wileńskiego”, fot.: Wikipedia

Współcześni cenili go za rzetelność i pracowitość. Józef Ignacy Kraszewski pisał o nim: „Kirkor nie mówi – on robi. A robi wiele”. Wileńscy czytelnicy nazywali go „naszym wydawcą”, podkreślając jego przywiązanie do lokalnej społeczności i jej potrzeb. Jego publikacje popularyzatorskie, zwłaszcza „Przechadzki po Wilnie i jego okolicach”, stały się klasyką regionalnej literatury krajoznawczej.

Wydany przez Adama Kirkora przewodnik pt. „Wilno i koleje żelazne z Wilna do Petersburga i Rygi…”, fot.: Wikipedia

Dla wielu mieszkańców Wileńszczyzny była to pierwsza książka, która pokazywała ich miasto i kraj jako przestrzeń bogatą w historię i kulturę. Współcześni badacze białoruscy podkreślają, że Kirkor – choć pisał po polsku – dokumentował również elementy kultury białoruskiej, traktując je jako integralną część dziedzictwa regionu.

Archeolog, który uczył patrzeć na przeszłość

Od połowy lat 50. XIX wieku Kirkor coraz mocniej angażował się w archeologię. Jako członek Tymczasowej Komisji Archeologicznej Wileńskiej i kustosz Muzeum Starożytności prowadził badania na ziemiach litewskich, białoruskich i w Małopolsce. Jego wykopaliska cechowała skrupulatność, którą doceniali współcześni uczeni.

Rosyjskie Cesarskie Towarzystwo Archeologiczne określało go jako „badacza sumiennego, który łączy pasję z metodą”. Jego prace terenowe, zwłaszcza na cmentarzyskach kultury łużyckiej, były cytowane jeszcze wiele dekad po jego śmierci. Potomni archeolodzy widzą w nim jednego z pionierów nowoczesnych badań na ziemiach północno‑wschodnich.

Kirkor dokumentował nie tylko zabytki, lecz także tradycje ludowe. Uważał, że historia regionu obejmuje zarówno zamki i kościoły, jak i kulturę chłopską, język oraz obyczaje. W tym sensie był jednym z pierwszych, którzy dostrzegli wartość białoruskiej kultury ludowej jako części wspólnego dziedzictwa.

Ostatnie lata, dziedzictwo i pamięć trzech narodów

Po klęsce Powstania Styczniowego Kirkor przeniósł się do Petersburga, gdzie kontynuował działalność naukową i wydawniczą. Choć współpracował z rosyjskimi uczonymi, zawsze podkreślał swoje związki z kulturą polską i wileńską. W 1872 roku został członkiem‑założycielem Akademii Umiejętności w Krakowie, co symbolicznie przywróciło go polskiemu życiu naukowemu.

W Krakowie spędził ostatnie lata życia, pracując nad edycjami źródeł i publikacjami archeologicznymi. To właśnie tam, 23 listopada 1886 roku, zakończył swoją drogę — w mieście, które stało się jego ostatnim domem i miejscem, gdzie doceniono jego dorobek. Po jego śmierci „Czas” pisał: „Był to pracownik cichy, lecz niezastąpiony. Jego dzieło pozostanie”.

Grób Adama Kirkora na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie, fot.: Wikipedia

Dziś, w rocznicę jego urodzin, warto przypomnieć, że Kirkor jest postacią ważną dla trzech kultur: polskiej, litewskiej i białoruskiej. Polacy widzą w nim wybitnego wydawcę i archeologa, Litwini – dokumentalistę Wilna, a Białorusini – jednego z pierwszych badaczy ich kultury ludowej. Jego biografia pokazuje, że Kresy były przestrzenią współistnienia, a nie podziałów, a praca jednego człowieka może ocalić pamięć całego regionu.

Opr. Walery Kowalewski/Znadniemna.pl na podstawie Wikipedia.org, na zdjęciu:  Adam Honory Kirkor w 1881 roku na fotografii autorstwa Ignacego Kriegiera, fot.: Wikipedia

Dziś przypada rocznica urodzin Adama Honorego Kirkora (ur. 21 stycznia 1818 r.), jednego z najważniejszych wydawców, archeologów i popularyzatorów historii na ziemiach dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Polak z wyboru, urodzony na Mohylewszczyźnie, przez współczesnych nazywany „pracownikiem niestrudzonym”, przez potomnych – „kronikarzem Kresów”. Jego życie i dorobek

Przejdź do treści