HomeStandard Blog Whole Post (Page 2)

Z wielkim żalem i smutkiem żegnamy śp. Helenę Andrycę z Wojstomia – strażniczkę kultury polskiej, wiary katolickiej i polskiej tradycji na ziemi oszmiańskiej. Odeszła osoba, która całym swoim życiem świadczyła o tym, że polskość trwa dzięki ludziom wiernym swoim korzeniom.

Pani Helena przez wiele lat była prezesem Oddziału Związku Polaków na Białorusi w Wojstomiu, a swoją działalność traktowała jako służbę. Z niezwykłą troską dbała o to, by polskie słowo, zwyczaj i pamięć o przodkach nie zaginęły. Dzięki jej zaangażowaniu wiele dzieci i młodych ludzi mogło poznać i pokochać język swoich dziadków – uczyła języka polskiego, przekazując go z ciepłem, cierpliwością i głębokim przekonaniem o jego wartości.

Była osobą bardzo religijną, a jej wiara przenikała całe życie i twórczość. Pisała wiersze religijno‑patriotyczne, które recytowała podczas uroczystości, spotkań i świąt. Jej głos rozbrzmiewał również na Festiwalu Kultury Kresowej w Mrągowie, gdzie reprezentowała swoją małą ojczyznę i jej duchowe dziedzictwo. Wiersze Pani Heleny – choć często niespisane – pozostawały w pamięci słuchaczy, niosąc przesłanie miłości do Boga, Polski i rodzinnej ziemi.

Publikujemy jedno z ostatnich nagrań, na którym śp. Helena Andryca recytuje swoją poezję:

Była wieloletnią działaczką polską na Białorusi, człowiekiem głębokiej dobroci, skromności i wewnętrznej siły. Dla wielu była autorytetem, dla innych – wsparciem, dla wszystkich – przykładem, jak żyć zachowując wierność wartościom, które się wyznaje.

Dziękujemy Ci, Pani Heleno, za Twoją pracę, Twoje świadectwo i Twoje serce. Za to, że byłaś ostoją polskości w Wojstomiu i że pozostawiłaś po sobie ślad, którego nie zatrze czas.

Wieczny odpoczynek racz Jej dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj Jej świeci. Niech odpoczywa w pokoju. Amen.

Znadniemna.pl

Z wielkim żalem i smutkiem żegnamy śp. Helenę Andrycę z Wojstomia – strażniczkę kultury polskiej, wiary katolickiej i polskiej tradycji na ziemi oszmiańskiej. Odeszła osoba, która całym swoim życiem świadczyła o tym, że polskość trwa dzięki ludziom wiernym swoim korzeniom. Pani Helena przez wiele lat była

Dziś obchodzimy Dzień Babci, a jutro – Dzień Dziadka. Choć wydają się odwieczną tradycją, oba święta mają zaledwie kilkadziesiąt lat i są w pełni polskim pomysłem. Narodziły się z inicjatywy prasy i telewizji, ale szybko stały się jednymi z najbardziej wzruszających dni w naszym kalendarzu.

Dzień Babci pojawił się jako pierwszy. W 1964 roku redakcja „Kobiety i Życia” zaproponowała, by 21 stycznia poświęcić babciom – tym, które trzymają rodzinę w ryzach, pieką najlepsze ciasta i zawsze mają czas na rozmowę. Pomysł podchwyciły inne media, a rok później „Express Poznański”nagłośnił ideę Dnia Babci, wręczając tort Mieczysławie Ćwiklińskiej gwieździe polskiego teatru, kina i estrady z okazji jej 85. urodzin. W 1966 roku „Express Wieczorny” oficjalnie ogłosił 21 stycznia Dniem Babci, a szkoły i przedszkola natychmiast włączyły się w obchody. Tak narodziła się tradycja, która dziś wydaje się oczywista.

Dzień Dziadka dołączył do kalendarza kilkanaście lat później. W latach 70. Telewizja Polska ogłosiła konkurs na wybór odpowiedniej daty. Proponowano różne terminy, ale ostatecznie zwyciężyła najprostsza i najbardziej symboliczna koncepcja: świętować tuż po babciach. W 1978 roku 22 stycznia zaczęto obchodzić jako Dzień Dziadka, a na początku lat 80. święto było już powszechnie znane. Wnuki w całej Polsce zaczęły przygotowywać laurki, wierszyki i przedstawienia – i tak zostało do dziś.

Oba święta przyjęły się błyskawicznie, bo odpowiadały na realną potrzebę. W latach 60. i 70. dziadkowie odgrywali ogromną rolę w wychowaniu dzieci, zwłaszcza w rodzinach, w których oboje rodzice pracowali zawodowo. Media PRL chętnie promowały  wówczas rodzinne wartości, a szkoły i przedszkola natychmiast podchwyciły pomysł. W efekcie Dzień Babci i Dziadka stał się jednym z najbardziej emocjonalnych momentów roku – takim, który łączy pokolenia i przypomina o wdzięczności.

Dziś, gdy obchodzimy Dzień Babci, a jutro Dzień Dziadka, warto pamiętać, że te święta nie są importowane z zagranicy. To polska tradycja, która narodziła się z potrzeby serca i została przyjęta z entuzjazmem. Wnuki wręczają kwiaty, laurki i drobne prezenty, ale najważniejsze pozostaje to, co niewidoczne: czas spędzony razem, rozmowa, wspomnienia. To właśnie one sprawiają, że święta, które powstały z inicjatywy kilku redakcji, stały się jednym z najcieplejszych elementów naszej kultury.

 Znadniemna.pl na podstawie Wikipedia.org, źródło ulistracji: temu.com

Dziś obchodzimy Dzień Babci, a jutro – Dzień Dziadka. Choć wydają się odwieczną tradycją, oba święta mają zaledwie kilkadziesiąt lat i są w pełni polskim pomysłem. Narodziły się z inicjatywy prasy i telewizji, ale szybko stały się jednymi z najbardziej wzruszających dni w naszym kalendarzu. Dzień

Dziś przypada rocznica urodzin Adama Honorego Kirkora (ur. 21 stycznia 1818 r.), jednego z najważniejszych wydawców, archeologów i popularyzatorów historii na ziemiach dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Polak z wyboru, urodzony na Mohylewszczyźnie, przez współczesnych nazywany „pracownikiem niestrudzonym”, przez potomnych – „kronikarzem Kresów”. Jego życie i dorobek pokazują, jak twórczo można łączyć polską tradycję z lokalnym dziedzictwem litewsko‑białoruskim.

Korzenie na Mohylewszczyźnie i polska formacja

Adam Honory Kirkor urodził się w Śliwinie na historycznej Mohylewszczyźnie (obecnie – obwód smoleński Federacji Rosyjskiej) – regionie, który dzisiejsza historiografia białoruska uważa za część własnego dziedzictwa kulturowego. Dorastał w środowisku drobnoszlacheckim, gdzie język polski współistniał z białoruskim i rosyjskim, a wielokulturowość była codziennością. To doświadczenie pogranicza ukształtowało jego późniejszą wrażliwość na lokalne tradycje.

W Wilnie, do którego trafił jako młody człowiek, Kirkor wszedł w krąg polskiej inteligencji i środowiska naukowego. Tu – jak pisał o nim Eustachy Tyszkiewicz – „odnalazł swoje powołanie: służyć krajowi pracą cichą, lecz owocną”. Wileńskie lata stały się fundamentem jego działalności wydawniczej i naukowej, a także miejscem, gdzie w pełni ukształtowała się jego polska tożsamość.

Już w tym okresie Kirkor interesował się historią i kulturą ludową regionu. W jego wczesnych notatkach pojawiają się opisy zabytków, podań i zwyczajów, które późniejsi badacze białoruscy uznają za jedne z pierwszych świadomych prób dokumentowania lokalnej kultury.

Wileński wydawca i popularyzator historii regionu

W Wilnie Kirkor stworzył jedno z najważniejszych centrów polskiej prasy i książki na północno‑wschodnich ziemiach dawnej Rzeczypospolitej. Przejął drukarnię Glücksberga, wydawał literaturę piękną, prace naukowe i czasopisma, w tym „Kurier Wileński”. Jego działalność wydawnicza miała charakter misyjny – służyła utrwalaniu polskiej kultury w regionie.

Adam Honory Kirkor jako wydawca „Kuriera Wileńskiego”, fot.: Wikipedia

Współcześni cenili go za rzetelność i pracowitość. Józef Ignacy Kraszewski pisał o nim: „Kirkor nie mówi – on robi. A robi wiele”. Wileńscy czytelnicy nazywali go „naszym wydawcą”, podkreślając jego przywiązanie do lokalnej społeczności i jej potrzeb. Jego publikacje popularyzatorskie, zwłaszcza „Przechadzki po Wilnie i jego okolicach”, stały się klasyką regionalnej literatury krajoznawczej.

Wydany przez Adama Kirkora przewodnik pt. „Wilno i koleje żelazne z Wilna do Petersburga i Rygi…”, fot.: Wikipedia

Dla wielu mieszkańców Wileńszczyzny była to pierwsza książka, która pokazywała ich miasto i kraj jako przestrzeń bogatą w historię i kulturę. Współcześni badacze białoruscy podkreślają, że Kirkor – choć pisał po polsku – dokumentował również elementy kultury białoruskiej, traktując je jako integralną część dziedzictwa regionu.

Archeolog, który uczył patrzeć na przeszłość

Od połowy lat 50. XIX wieku Kirkor coraz mocniej angażował się w archeologię. Jako członek Tymczasowej Komisji Archeologicznej Wileńskiej i kustosz Muzeum Starożytności prowadził badania na ziemiach litewskich, białoruskich i w Małopolsce. Jego wykopaliska cechowała skrupulatność, którą doceniali współcześni uczeni.

Rosyjskie Cesarskie Towarzystwo Archeologiczne określało go jako „badacza sumiennego, który łączy pasję z metodą”. Jego prace terenowe, zwłaszcza na cmentarzyskach kultury łużyckiej, były cytowane jeszcze wiele dekad po jego śmierci. Potomni archeolodzy widzą w nim jednego z pionierów nowoczesnych badań na ziemiach północno‑wschodnich.

Kirkor dokumentował nie tylko zabytki, lecz także tradycje ludowe. Uważał, że historia regionu obejmuje zarówno zamki i kościoły, jak i kulturę chłopską, język oraz obyczaje. W tym sensie był jednym z pierwszych, którzy dostrzegli wartość białoruskiej kultury ludowej jako części wspólnego dziedzictwa.

Ostatnie lata, dziedzictwo i pamięć trzech narodów

Po klęsce Powstania Styczniowego Kirkor przeniósł się do Petersburga, gdzie kontynuował działalność naukową i wydawniczą. Choć współpracował z rosyjskimi uczonymi, zawsze podkreślał swoje związki z kulturą polską i wileńską. W 1872 roku został członkiem‑założycielem Akademii Umiejętności w Krakowie, co symbolicznie przywróciło go polskiemu życiu naukowemu.

W Krakowie spędził ostatnie lata życia, pracując nad edycjami źródeł i publikacjami archeologicznymi. To właśnie tam, 23 listopada 1886 roku, zakończył swoją drogę — w mieście, które stało się jego ostatnim domem i miejscem, gdzie doceniono jego dorobek. Po jego śmierci „Czas” pisał: „Był to pracownik cichy, lecz niezastąpiony. Jego dzieło pozostanie”.

Grób Adama Kirkora na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie, fot.: Wikipedia

Dziś, w rocznicę jego urodzin, warto przypomnieć, że Kirkor jest postacią ważną dla trzech kultur: polskiej, litewskiej i białoruskiej. Polacy widzą w nim wybitnego wydawcę i archeologa, Litwini – dokumentalistę Wilna, a Białorusini – jednego z pierwszych badaczy ich kultury ludowej. Jego biografia pokazuje, że Kresy były przestrzenią współistnienia, a nie podziałów, a praca jednego człowieka może ocalić pamięć całego regionu.

Opr. Walery Kowalewski/Znadniemna.pl na podstawie Wikipedia.org, na zdjęciu:  Adam Honory Kirkor w 1881 roku na fotografii autorstwa Ignacego Kriegiera, fot.: Wikipedia

Dziś przypada rocznica urodzin Adama Honorego Kirkora (ur. 21 stycznia 1818 r.), jednego z najważniejszych wydawców, archeologów i popularyzatorów historii na ziemiach dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Polak z wyboru, urodzony na Mohylewszczyźnie, przez współczesnych nazywany „pracownikiem niestrudzonym”, przez potomnych – „kronikarzem Kresów”. Jego życie i dorobek

W Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku odbyła się konferencja prasowa zapowiadająca 8. edycję Biegu Pamięci Sybiru. Organizatorzy podkreślali, że to wydarzenie łączy pamięć historyczną z aktywnością fizyczną, a tegoroczna edycja zapowiada się rekordowo — zarówno pod względem liczby uczestników, jak i zasięgu.

Dziś w Muzeum Pamięci Sybiru przedstawiono szczegóły 8. edycji Biegu Pamięci Sybiru, jednego z najważniejszych wydarzeń sportowo-patriotycznych w Polsce. W spotkaniu z mediami udział wzięli prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski, dyrektor Muzeum Pamięci Sybiru Wojciech Śleszyński oraz prezes Fundacji Białystok Biega Grzegorz Kuczyński.

Bieg jako forma pamięci

O idei wydarzenia mówił prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski, podkreślając jego symboliczny wymiar.

— Tych, którzy zostali zesłani na nieludzką ziemię, można upamiętnić również biegiem. Termin jest nieprzypadkowy, bo 10 lutego przypada rocznica pierwszej wielkiej deportacji z 1940 roku. Zapraszam do czczenia pamięci Sybiraków także poprzez aktywność fizyczną. Cieszę się, że bieg odbywa się nie tylko w Białymstoku, ale również we Wrocławiu, a dodatkowo dostępna jest forma wirtualna — zaznaczył prezydent.

Medal z historią

Jak co roku, wyjątkowe znaczenie ma medal, który otrzymają uczestnicy biegu. Dyrektor Muzeum Pamięci Sybiru Wojciech Śleszyński wyjaśnił, że jego wzór nawiązuje do autentycznego muzealnego eksponatu.

— Na tegorocznym medalu znalazła się lokówka należąca do Amelii Sieczko, deportowanej wraz z mężem i szóstką dzieci w nocy z 9 na 10 lutego 1940 roku. Na dalekiej północy nigdy nie była używana, ale stała się symbolem pamięci o normalnym życiu. Wróciła z właścicielką do Polski i dziś jest częścią naszej wystawy — a także tego medalu — mówił dyrektor.

Rekordowa edycja

O szczegółach organizacyjnych opowiedział prezes Fundacji Białystok Biega Grzegorz Kuczyński. Jak podkreślił, tegoroczna edycja zapowiada się wyjątkowo.

— Na liście startowej mamy już prawie 900 zawodników w Białymstoku i ponad 250 we Wrocławiu. Co ciekawe, aż 36 proc. uczestników zadeklarowało udział w biegu na 10 km — w ubiegłym roku było to niespełna 20 proc. To pokazuje, że biegacze są naprawdę twardzi i że decyzja o wprowadzeniu dłuższego dystansu była słuszna — podkreślił.

Organizatorzy zapraszają także kibiców, przypominając, by pamiętać o ciepłym ubraniu.

Gdzie i kiedy pobiegniemy?

BIAŁYSTOK
📍 Las Turczyński
📅 7 lutego 2026 r., godz. 18:00
🏃 5 km i 10 km

WROCŁAW
📍 Las Osobowicki
📅 21 lutego 2026 r., godz. 18:00
🏃 5 km

Dla osób, które nie będą mogły wystartować stacjonarnie, przygotowano bieg wirtualny, trwający od 7 do 28 lutego 2026 roku. Wystarczy zarejestrować się i jednorazowo pokonać co najmniej 5 km — z dowolnego miejsca na świecie.

„Biegnę dla Sybiraka”

Uczestnicy mogą również włączyć się w akcję „Biegnę dla Sybiraka”. Podczas rejestracji należy wskazać imię i nazwisko Sybiraka lub rodziny sybirackiej, w intencji których biegnie zawodnik. Wybrane nazwisko znajdzie się na numerze startowym.

Bieg Pamięci Sybiru jest częścią obchodów 86. rocznicy pierwszej masowej deportacji obywateli polskich na Sybir. Organizatorem obchodów jest Muzeum Pamięci Sybiru, wydarzenie sportowe realizuje Fundacja Białystok Biega, a edycję wrocławską współorganizuje Centrum Historii Zajezdnia.

— Dołączcie do nas. Pobiegnijmy razem w imię pamięci — zachęcają organizatorzy. 

Znadniemna.pl/Muzeum Pamięci Sybiru

W Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku odbyła się konferencja prasowa zapowiadająca 8. edycję Biegu Pamięci Sybiru. Organizatorzy podkreślali, że to wydarzenie łączy pamięć historyczną z aktywnością fizyczną, a tegoroczna edycja zapowiada się rekordowo — zarówno pod względem liczby uczestników, jak i zasięgu. Dziś w Muzeum Pamięci

Wyrósł na białoruskiej ziemi, wykształcił się w polskim Wilnie, a całe życie poświęcił badaniu historii regionu, który był wspólnym domem Polaków, Białorusinów i Litwinów. Michał Homolicki – lekarz, historyk i archeograf – stał się jednym z tych uczonych XIX wieku, którzy potrafili łączyć tradycje i budować mosty między kulturami. Dziś, w rocznicę jego śmierci, wspominamy go jako strażnika dziedzictwa dwóch narodów.

Białoruski rodowód, polska edukacja

Michał Homolicki urodził się w 1791 roku w Białowiczach w powiecie słonimskim – na ziemi, która przez stulecia należała do Rzeczypospolitej, a dziś znajduje się w rejonie iwacewickim obwodu brzeskiego na Białorusi. Dorastał w rodzinie unickiego duchownego, w środowisku, gdzie język polski, ruski i tradycja unicka współistniały naturalnie. Ta wielokulturowość odcisnęła trwałe piętno na jego późniejszej pracy naukowej.

Pierwszą edukację odebrał w Żyrowicach, w szkole bazylianów –  wówczas jednym z najważniejszych ośrodków oświaty w regionie, z którego pochodził. Tam zachwycił się literaturą klasyczną, co otworzyło go na świat humanistyki. Choć rodzina widziała w nim przyszłego duchownego, Homolicki wybrał inną drogę: w 1809 roku rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie Wileńskim, który był wówczas jednym z najważniejszych centrów polskiej nauki.

W Wilnie – mieście, które było duchową stolicą Polaków, a jednocześnie ważnym ośrodkiem kultury białoruskiej – Homolicki szybko zdobył uznanie jako student i wykładowca. Współcześni charakteryzowali go jako człowieka „niezwykle pilnego i skromnego”, a jego wykłady z fizjologii i chirurgii teoretycznej uchodziły za jedne z najlepszych na uczelni.

Lekarz z pasją badacza

Po doktoracie, uzyskanym w 1815 roku, Homolicki rozwijał karierę naukową w Wilnie: został członkiem Wileńskiego Towarzystwa Lekarskiego, sekretarzem wydziału medycznego, a w 1819 roku – kierownikiem katedry fizjologii. Prowadził pionierskie badania nad transfuzją krwi i eksperymentami fizjologicznymi, a jego prace były wysoko oceniane przez środowisko medyczne.

W 1827 roku, z powodu pogarszającego się zdrowia, przeszedł na emeryturę. To właśnie wtedy rozpoczął drugi etap swojej działalności – jako badacz historii Wilna i ziem zachodniej Białorusi. Studiował archiwa, rękopisy, uczył się paleografii i archeologii. Zbierał stare księgi i dokumenty, które później przekazywał do Wileńskiego Muzeum Starożytności.

Jego publikacje – m.in. o katedrze wileńskiej, kaplicy św. Kazimierza, planach Wilna z XVI wieku czy historii miasta – stały się fundamentem badań nad dziedzictwem regionu. Polscy badacze cenili go za rzetelność i precyzję, a współcześni historycy białoruscy podkreślają, że był jednym z pierwszych, którzy traktowali historię Wilna i zachodniej Białorusi jako wspólne dziedzictwo wielu narodów. Wybitny archeolog i wydawca Adam Honory Kirkor, którego Homolicki wspierał jako młodego uczonego, pisał o swoim dobrodzieju: „Człowiek wielkiej wiedzy i jeszcze większej skromności.”

Strażnik pamięci dwóch narodów

Michał Homolicki zmarł 21 stycznia 1861 roku w Wilnie, a więc właśnie dziś przypada rocznica jego odejścia. Współcześni żegnali go jako uczonego „cichego, lecz niezastąpionego”, a jego bogata biblioteka trafiła do Muzeum Starożytności. Śmierć lubianego i cenionego uczonego była stratą dla środowiska naukowego Wilna, ale jego dorobek szybko zaczął żyć własnym życiem.

Współcześni badacze białoruscy określają go jako „pioniera archeografii regionu” i „człowieka, który ocalił pamięć o Wilnie epoki Rzeczypospolitej”. Polscy historycy widzą w nim jednego z najważniejszych dokumentalistów zabytków miasta, które przez stulecia było sercem polskiej kultury na północnym wschodzie. Jego prace do dziś stanowią podstawę badań nad historią Wilna i Wileńszczyzny.

Kamień-pomnik Michała Homolickiego w jego rodzinnych Białowiczach, fot.: orda.of.by

W 200. rocznicę urodzin Michała Homolickiego w  jego rodzinnych Białowiczach ustawiono kamień‑pomnik. Dziś, w rocznicę śmierci uczonego, jawi się on jako postać, którą oba narody mogą uznać za swoją: Polacy – za strażnika dziedzictwa Rzeczypospolitej, Białorusini – za jednego z pierwszych badaczy ich ziem. W czasach, gdy pamięć bywa dzielona, on przypomina, że historia może łączyć.

Opr. Adolf Gorzkowski/Znadniemna.pl na podstawie Wikipedia.org, portret Michała Homolickiego, źródło: slonimsmc.grodno.by

Wyrósł na białoruskiej ziemi, wykształcił się w polskim Wilnie, a całe życie poświęcił badaniu historii regionu, który był wspólnym domem Polaków, Białorusinów i Litwinów. Michał Homolicki – lekarz, historyk i archeograf – stał się jednym z tych uczonych XIX wieku, którzy potrafili łączyć tradycje i

Centrum Praw Człowieka „Wiasna” opublikowało najnowsze dane dotyczące cudzoziemców przetrzymywanych w białoruskich więzieniach z powodów politycznych. Wśród 22 obcokrajowców znajdują się również obywatele Polski. W opublikowanym zestawieniu nie jest uwzględniony przypadek Andrzeja Poczobuta, ponieważ – mimo polskiej tożsamości – jest on obywatelem Białorusi, a więc formalnie nie figuruje jako więzień „zagraniczny”. W tym kontekście warto przypomnieć, że polskie MSZ od lat stanowczo odradza polskim obywatelom podróżowanie na Białoruś, ostrzegając, że ryzyko arbitralnego zatrzymania i trafienia za kraty jest tam wyjątkowo wysokie.

Według „Wiasny” w białoruskich więzieniach przebywa obecnie co najmniej 22 cudzoziemców uznanych za więźniów politycznych. Połowa z nich to obywatele Rosji, ale na liście znajdują się również Ukraińcy, Litwini, Francuzi, Łotysze oraz Polacy. Obcokrajowcy są oskarżani o szereg poważnych przestępstw, takich jak „szpiegostwo”, „działalność agenturalna”, „pomoc ekstremistom”, „wzywanie do sankcji”, „dyskredytacja Białorusi”, a nawet „międzynarodowy terroryzm”. Sześciu z nich jest przetrzymywanych w związku z wojną Rosji przeciwko Ukrainie, a pięciu wpisano na tzw. „listę terrorystów”. Od 2020 roku represje dotknęły co najmniej 100 obcokrajowców, z czego 75 trafiło do kolonii karnych, a 29 zostało ułaskawionych i deportowanych.

Wśród więźniów politycznych będących obywatelami Polski znajdują się obecnie dwie osoby. Pierwszą z nich jest o. Grzegorz Gawel z Krakowa, zatrzymany we wrześniu 2025 roku w Lepelu. Białoruskie służby oskarżyły go o szpiegostwo, twierdząc, że miał pozyskać plany manewrów wojskowych „Zachód‑2025”. Polskie MSZ od początku wskazuje, że sprawa o. Hawla może być prowokacją lub całkowicie sfabrykowaną historią. Drugim Polakiem jest Tomasz Bieroza, skazany na 14 lat kolonii karnej za „działalność agenturalną” i „szpiegostwo”. Jego proces odbywał się za zamkniętymi drzwiami, bez dostępu niezależnych obserwatorów.

O. Grzegorz Gawel, karmelita z Krakowa, fot.: karmelici.pl

Obywatel RP Tomasz Bieroza, skazany na 14 lat kolonii karnej, fot: screenshot z propagandowej audycji Telewizji Białoruskiej

Wśród innych cudzoziemców znajdują się m.in. Siergiej Botwicz, obywatel Litwy i Francji, skazany na 13 lat kolonii karnej za „szpiegostwo”. Ten więzień ogłosił głodówkę mimo poważnych problemów zdrowotnych. W białoruskich placówkach przetrzymywany jest również obywatel Łotwy Dmytryj Siwko. Został on skierowany na przymusowe leczenie psychiatryczne, a więc obecne miejsce jego pobytu pozostaje nieznane. Co najmniej sześciu Ukraińców odbywa  obecnie wyroki na podstawie politycznie motywowanych zarzutów. Są wśród nich ojciec i syn Kabarczukowie, skazani na 20 lat więzienia za rzekomy „terroryzm”.

Najliczniejszą grupę zagranicznych więźniów stanowią jednak Rosjanie – aż 11 osób, z których dwie zmarły w więzieniu. Jedyną kobietą na liście jest Rosjanka Jarosława Chromczenkowa, skazana na trzy lata kolonii za „pomoc ekstremistom” i „dyskredytację Białorusi”.

Według stanu na 20 stycznia na Białorusi aż 1444 osoby mają status więźnia politycznego, a od 2020 roku status ten nadano 4356 więźniom reżimu. Dane „Wiasny” pokazują, że reżim Łukaszenki nie tylko brutalnie rozprawia się z własnymi obywatelami, lecz także coraz częściej uderza w cudzoziemców, w tym w obywateli Polski.

Znadniemna.pl na podstawie Spring96.org, na zdjęciu tytułowym: zaproszenie na Białoruś, symbolizujące tragiczne następstwa skorzystania z niego, fot: Spring96.org

Centrum Praw Człowieka „Wiasna” opublikowało najnowsze dane dotyczące cudzoziemców przetrzymywanych w białoruskich więzieniach z powodów politycznych. Wśród 22 obcokrajowców znajdują się również obywatele Polski. W opublikowanym zestawieniu nie jest uwzględniony przypadek Andrzeja Poczobuta, ponieważ – mimo polskiej tożsamości – jest on obywatelem Białorusi, a więc

Noc z 19 na 20 stycznia przyniosła mieszkańcom Białorusi niezwykłe widowisko. Potężna zorza polarna, migocząca wielobarwnymi smugami, była widoczna niemal w całym kraju i na długo pozostanie w pamięci świadków tego rzadkiego zjawiska.

Noc na 20 stycznia okazała się wyjątkowa dla tysięcy obserwatorów nieba. Silna zorza polarna, która pojawiła się nad Białorusią, rozświetliła nocne niebo od zachodu po wschód kraju. Przy bezchmurnej pogodzie zjawisko było widoczne gołym okiem i prezentowało się szczególnie efektownie.

Kolorowe smugi światła – od zieleni, przez róż i czerwień, po fiolet – szybko stały się tematem numer jeden w mediach społecznościowych. Internet zalała fala zdjęć i nagrań wideo dokumentujących to niezwykłe wydarzenie.

Przyczyną tak rozległego i intensywnego zjawiska były wyjątkowo silne burze magnetyczne, jedne z najpotężniejszych w Europie w XXI wieku. Według prognoz podobne widowisko może powtórzyć się również w kolejnej nocy, choć jego intensywność prawdopodobnie będzie nieco słabsza.

Gdzie można było zobaczyć zorzę?

Okolice Mińska

Zasław

Narocz

Okolice Brześcia

Relacje napływały z niemal wszystkich regionów Białorusi – zarówno z dużych miast, jak i z terenów wiejskich, gdzie brak miejskiego oświetlenia sprzyjał obserwacjom. Najlepsze warunki panowały z dala od centrów urbanistycznych, przy czystym niebie i niskiej wilgotności.

Skąd biorą się „kwiaty na niebie”?

Zjawisko znane jako Aurora Borealis, czyli zorza polarna, jest rzadkim gościem nad Białorusią. Powstaje ono w czasie silnych burz słonecznych, gdy strumienie naładowanych cząstek docierają do Ziemi i wchodzą w interakcję z jej polem magnetycznym. W efekcie gazy w górnych warstwach atmosfery zaczynają świecić.

  • zielony kolor powoduje tlen,
  • czerwone i różowe barwy pojawiają się przy szczególnie silnych zaburzeniach geomagnetycznych,
  • fioletowe odcienie mogą być związane z obecnością azotu.

Dlaczego nie wszyscy mogli je zobaczyć?

Nie każdy miał szczęście dostrzec zorzę. Przyczyn było kilka:

  • po pierwsze — zanieczyszczenie światłem w miastach skutecznie tłumi słabe świecenie;
  • po drugie — chmury i mgła tworzyły barierę nie do pokonania;
  • po trzecie — na naszych szerokościach geograficznych zorza często nie przybiera formy wyraźnych „kurtyn”, lecz objawia się jako delikatna, rozmyta poświata nisko nad horyzontem.

Co ciekawe, nowoczesne smartfony wyposażone w tryb nocny często rejestrują zorzę lepiej niż ludzkie oko. Dzięki długiemu czasowi naświetlania aparaty wychwytują kolory i detale niewidoczne w pierwszej chwili, co tłumaczy ogromną liczbę spektakularnych zdjęć publikowanych w sieci.

Dla wielu mieszkańców Białorusi była to noc, która na długo zapisze się w pamięci — dowód na to, że nawet nad pozornie spokojnym niebem potrafią rozegrać się prawdziwie kosmiczne spektakle.

Znadniemna.pl/fot.: Facebook.com

Noc z 19 na 20 stycznia przyniosła mieszkańcom Białorusi niezwykłe widowisko. Potężna zorza polarna, migocząca wielobarwnymi smugami, była widoczna niemal w całym kraju i na długo pozostanie w pamięci świadków tego rzadkiego zjawiska. Noc na 20 stycznia okazała się wyjątkowa dla tysięcy obserwatorów nieba. Silna zorza

18 stycznia w parafii Najświętszego Odkupiciela w Grodnie odbyło się opłatkowe spotkanie pracowników kolei, zrzeszonych w katolickim Duszpasterstwie Kolejarzy Grodna. Udział w spotkaniu wziął m.in. biskup grodzieński Uładzimir Hulaj. Wspólna modlitwa, dzielenie się opłatkiem oraz towarzysząca wydarzeniu wystawa fotograficzna ukazująca wieloletnią działalność Duszpasterstwa Kolejarzy stały się okazją do refleksji nad wiarą i codzienną służbą ludziom.

Sztandar Duszpasterstwa Kolejarzy Grodna, fot.: Grodnensis.by

Spotkanie rozpoczęła Msza św. pod przewodnictwem biskupa. W homilii hierarcha zwrócił uwagę na trzy działania, które – jak podkreślił – stanowią fundament życia chrześcijańskiego: rozpoznać Jezusa, pójść za Nim i dawać o Nim świadectwo. Biskup zauważył, że człowiek często tworzy w swoim sercu własny, wygodny obraz Boga, który nie zawsze odpowiada rzeczywistości. Dlatego prawdziwe rozpoznanie Chrystusa wymaga spotkania z Nim jako żywą Osobą, która zna ludzkie serce, lęki, nadzieje i rany.

Fragment wystawy fotograficznej, przygotowanej przez Duszpasterstwo Kolejarzy, fot.: Grodnensis.by

Biskup grodzieński Uładzimir Hulaj łamie się opłatkiem z przedstawicielem Duszpasterstwa Kolejarzy na tle wystawy, fot.: Grodnensis.by

Hierarcha podkreślił, że współczesny człowiek coraz trudniej dostrzega Bożą obecność nie dlatego, że Bóg milczy, lecz dlatego, że świat stał się zbyt głośny i pełen niepokoju. Tylko ten, kto znajduje w swoim życiu przestrzeń ciszy i modlitwy, potrafi usłyszeć Boży głos. Biskup przypomniał również, że wiara nie jest prywatną własnością – chrześcijanin jest powołany, by być światłem i świadkiem, który swoim życiem ukazuje działanie Boga.

W dalszej części homilii biskup mówił o zaufaniu Bożej woli, nawet gdy prowadzi ona przez trudności i niepewność. Prawdziwe spotkanie z Chrystusem – zaznaczył – zawsze staje się początkiem drogi przemiany, na której człowiek uczy się żyć według logiki Ewangelii. Świadectwo wiary, wyrażone w codziennych gestach wierności, przebaczenia i miłości, jest dziś najbardziej przekonującym znakiem obecności Boga.

Po Mszy św. uczestnicy spotkania podzielili się opłatkiem i złożyli sobie życzenia. Biskup podziękował kolejarzom za ich zaangażowanie i za pracę, którą wykonują dla dobra ludzi, zachęcając ich do dalszej służby bliźnim poprzez codzienne obowiązki. Towarzysząca wydarzeniu wystawa fotograficzna przygotowana przez Duszpasterstwo Kolejarzy przypomniała o bogatej historii ich wspólnoty, wieloletniej działalności i duchowym wymiarze pracy kolejarzy, wśród których jest wielu Polaków i wyznawców katolicyzmu.

Znadniemna.pl na podstawie Grodnensis.by, ilustracja tytułowa: zdjęcie pamiątkowe uczestników spotkania opłatkowego, fot.: Grodnensis.by

18 stycznia w parafii Najświętszego Odkupiciela w Grodnie odbyło się opłatkowe spotkanie pracowników kolei, zrzeszonych w katolickim Duszpasterstwie Kolejarzy Grodna. Udział w spotkaniu wziął m.in. biskup grodzieński Uładzimir Hulaj. Wspólna modlitwa, dzielenie się opłatkiem oraz towarzysząca wydarzeniu wystawa fotograficzna ukazująca wieloletnią działalność Duszpasterstwa Kolejarzy stały

Na placu budowy za kościołem św. Rocha w Mińsku  od jesieni ubiegłego roku trwa wznoszenie nowego obiektu szkoleniowego służb specjalnych. To właśnie podczas pierwszych prac ziemnych robotnicy natrafili na ludzkie szczątki – pozostałości po dawnym Złotogórskim cmentarzu. Po wydobyciu szczątków władze zapewniały, że po tym, jak zostaną przeprowadzone wymagane ekspertyzy, prochy zmarłych przekazane zostaną parafii, aby mogła je godnie pochować na zachowanej części nekropolii. Do dziś jednak szczątki nie wróciły do wspólnoty parafialnej, która od miesięcy czeka na spełnienie tej obietnicy.

Dla wiernych to nie jest kwestia techniczna ani proceduralna. To sprawa elementarnego szacunku wobec zmarłych, którzy spoczywali tu przez dziesięciolecia. W tradycji chrześcijańskiej troska o pochowanych jest obowiązkiem moralnym, a naruszenie grobów – aktem głęboko bolesnym. Tym bardziej, gdy szczątki zostają zabrane, a ich dalszy los pozostaje niejasny. Parafianie pytają, gdzie znajdują się kości ich przodków, dlaczego nie mogą ich pochować i kto odpowiada za milczenie, które trwa mimo wcześniejszych deklaracji.

Obraz krzyża stojącego samotnie na skrawku ziemi pozostawionym parafii, tuż obok dźwigów i ciężkiego sprzętu, stał się symbolem napięcia między pamięcią a siłą państwowych inwestycji. Złotogórski cmentarz był miejscem spoczynku ludzi różnych narodowości i wyznań, a jego likwidacja w czasach sowieckich już wtedy naruszyła ciągłość pamięci o dawnych mieszkańcach Mińska. Dzisiejsza budowa – prowadzona bez pełnej przejrzystości i bez dotrzymania obietnic dotyczących szczątków – dla wielu wiernych jest bolesnym powtórzeniem tamtych praktyk.

Obraz krzyża stojącego samotnie na skrawku ziemi pozostawionym parafii, tuż obok dźwigów i ciężkiego sprzętu, stał się symbolem napięcia między pamięcią a siłą państwowych inwestycji, fot.: Katolik.life

Parafia św. Rocha nie ustaje w modlitwie „aby szczątki naszych przodków nie zostały zniszczone”. To modlitwa o coś więcej niż tylko o zwrot kości. To wołanie o poszanowanie historii, tradycji i godności człowieka – także po śmierci.

Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life, kościół pw. św. Rocha w Mińsku na tle dźwigu budowlanego, fot.: Katolik.life

Na placu budowy za kościołem św. Rocha w Mińsku  od jesieni ubiegłego roku trwa wznoszenie nowego obiektu szkoleniowego służb specjalnych. To właśnie podczas pierwszych prac ziemnych robotnicy natrafili na ludzkie szczątki – pozostałości po dawnym Złotogórskim cmentarzu. Po wydobyciu szczątków władze zapewniały, że po tym,

Papież Leon XIV ogłosił Rok Świętego Franciszka, związany z jubileuszem 800-lecia śmierci świętego z Asyżu. Wraz z nim wiernym na całym świecie został dany szczególny dar – możliwość uzyskania odpustu zupełnego. To wydarzenie nie ma jednak jedynie wymiaru religijnego. Jest także zaproszeniem do głębszego namysłu nad kondycją współczesnego świata, relacją człowieka z przyrodą oraz odpowiedzialnością za drugiego człowieka.

Święty, który przemówił do wszystkich

Święty Franciszek z Asyżu (1181/1182–1226) należy do tych postaci chrześcijaństwa, które dawno przekroczyły granice Kościoła. Jego imię jest rozpoznawalne również wśród ludzi niewierzących – jako symbol pokoju, prostoty, szacunku dla stworzenia i solidarności z ubogimi.

Syn bogatego kupca, Franciszek porzucił dostatnie życie, by – jak sam mówił – „żyć według Ewangelii”. Założył zakon Braci Mniejszych, dał początek wspólnocie klarysek oraz Trzeciemu Zakonowi dla świeckich. Jego duchowość opierała się nie na teoretycznych rozważaniach, lecz na radykalnej konsekwencji życia, ubóstwie i braterstwie.

Dlaczego Rok Świętego Franciszka właśnie teraz?

Decyzja o ogłoszeniu Roku Świętego Franciszka wpisuje się w szerszą tradycję Kościoła, który jubileusze traktuje jako czas szczególnej łaski, refleksji i duchowej odnowy. Współczesny świat – pełen konfliktów, napięć społecznych, kryzysów ekologicznych i samotności – wyjątkowo mocno potrzebuje franciszkańskiego przesłania.

Papież w swoim przesłaniu podkreśla, że św. Franciszek nie jest postacią z przeszłości, lecz prorokiem na nasze czasy. Jego wrażliwość na ubogich, troska o stworzenie i wezwanie do pokoju pozostają aktualne bardziej niż kiedykolwiek.

Odpust zupełny – sens i znaczenie

Jednym z najważniejszych elementów Roku Świętego Franciszka jest możliwość uzyskania odpustu zupełnego. W tradycji Kościoła oznacza on darowanie kar doczesnych za grzechy już odpuszczone w sakramencie spowiedzi. Nie jest to „nagroda”, lecz znak miłosierdzia i zaproszenie do głębokiej przemiany życia.

Aby uzyskać odpust, wierni powinni spełnić zwykłe warunki:

  • przystąpić do sakramentu pojednania,
  • przyjąć Komunię Świętą,
  • odmówić modlitwę w intencjach Ojca Świętego,
  • wykonać określony akt pobożności, np. pielgrzymkę do kościoła franciszkańskiego, udział w nabożeństwie jubileuszowym lub modlitwę inspirowaną duchowością św. Franciszka.

Kościół podkreśla, że z odpustu mogą skorzystać również osoby chore, starsze i te, które nie mogą fizycznie pielgrzymować, jeśli duchowo włączą się w obchody i ofiarują swoje cierpienie.

Jubileusz nie tylko dla wierzących

Rok Świętego Franciszka nie jest wydarzeniem wyłącznie religijnym. To także czas rozmowy o wartościach, które łączą ludzi niezależnie od światopoglądu: o pokoju, odpowiedzialności za świat, relacjach międzyludzkich i granicach konsumpcji.

Nic dziwnego, że do postaci św. Franciszka wielokrotnie odwoływali się papieże XX i XXI wieku, a jego imię stało się symbolem dialogu, ekologii integralnej i troski o najsłabszych.

Franciszkańskie „pokój i dobro” nie jest hasłem – to program życia. Jubileusz przypomina, że nawet osiemset lat po śmierci święty z Asyżu wciąż potrafi mówić do współczesnego człowieka z niezwykłą siłą.

Znadniemna.pl/vaticannews.va

Papież Leon XIV ogłosił Rok Świętego Franciszka, związany z jubileuszem 800-lecia śmierci świętego z Asyżu. Wraz z nim wiernym na całym świecie został dany szczególny dar – możliwość uzyskania odpustu zupełnego. To wydarzenie nie ma jednak jedynie wymiaru religijnego. Jest także zaproszeniem do głębszego namysłu

Przejdź do treści