HomeStandard Blog Whole Post (Page 2)

W rocznicę urodzin prof. Osmana Achmatowicza przypominamy postać, która łączy w sobie tradycję tatarskiego rodu, służbę w wojnie 1920 roku i imponujący dorobek naukowy. Urodzony 16 marca 1899 roku w Bergaliszkach pod Krewem, w powiecie oszmiańskim (dziś rejon smorgoński na Białorusi), przez całe życie pozostawał wierny Polsce – w mundurze ułana, w laboratorium i w pracy akademickiej.

Młodość, ród i droga do służby Polsce

Osman Achmatowicz pochodził z tatarskiego rodu h. Kotwica, od wieków związanego z Wielkim Księstwem Litewskim i tradycją służby Rzeczypospolitej. Jego ojciec, Aleksander Achmatowicz, był prawnikiem, ministrem sprawiedliwości Republiki Krymskiej, a później senatorem II RP. W takim domu patriotyzm i odpowiedzialność za państwo były czymś naturalnym.

W młodości Osman kształcił się w elitarnej szkole – Korpusie Paziów w Piotrogrodzie, a następnie rozpoczął studia w tamtejszym Instytucie Górniczym. Rewolucja przerwała jego edukację, lecz po powrocie na ziemie polskie nasz bohater kontynuował ją na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, gdzie szybko ujawnił talent do nauk ścisłych.

Wojna polsko‑bolszewicka stała się dla młodego człowieka momentem próby. W 1920 roku wstąpił do Pułku Ułanów Tatarskich, formacji symbolicznie łączącej tatarskie dziedzictwo z polską racją stanu. Jeden z jego towarzyszy broni wspominał po latach:

„Był spokojny, opanowany, a jednocześnie odważny. Nie mówił wiele, ale gdy trzeba było działać, był pierwszy.”

Od Wilna do Oxfordu – narodziny wybitnego chemika

Po wojnie Achmatowicz wrócił na Uniwersytet Stefana Batorego, gdzie w 1925 roku uzyskał tytuł magistra chemii, a trzy lata później – doktorat. Jego wczesne prace nad terpenami i związkami naturalnymi zwróciły uwagę środowiska naukowego.

Przełomem był pobyt w The Dyson Perrins Laboratory w Oksfordzie w latach 1928–1930. Pracował tam pod kierunkiem wybitnych chemików, w tym Roberta Robinsona, późniejszego noblisty. Badania nad strychniną i brucyną przyniosły mu międzynarodowe uznanie oraz doktorat filozofii. Jeden z brytyjskich profesorów miał powiedzieć o nim:

„Achmatowicz łączył precyzję badacza z intuicją odkrywcy. Był jednym z najzdolniejszych młodych chemików, jacy przewinęli się przez nasze laboratorium.”

Po powrocie do Polski szybko awansował w strukturach akademickich. W 1933 roku habilitował się, a rok później objął Katedrę Chemii Farmaceutycznej i Toksykologicznej Uniwersytetu Warszawskiego. Przed wybuchem II wojny światowej prowadził pionierskie badania nad alkaloidami, które po latach uznane zostały za fundament współczesnej chemii produktów naturalnych.

Wojna, odbudowa i zasługi dla polskiej nauki

Okupacja niemiecka nie przerwała działalności uczonego. Achmatowicz angażował się w tajne nauczanie, prowadząc zajęcia w Warszawie i Częstochowie. Ryzykował życiem, by zachować ciągłość polskiej edukacji akademickiej – co po wojnie wspominali jego studenci, podkreślając odwagę i poczucie obowiązku profesora.

Po 1945 roku stał się jednym z architektów polskiej nauki technicznej. Współtworzył Wydział Chemiczny Politechniki Łódzkiej, a w latach 1948–1952 pełnił funkcję jej rektora. Organizował uczelnię od podstaw, budując laboratoria, kadrę i bibliotekę, która szybko stała się jedną z najlepszych w kraju.

W 1953 roku powrócił na Uniwersytet Warszawski, gdzie kontynuował badania nad alkaloidami. W latach 60. odkrył sześć nowych związków nieznanych wcześniej światowej literaturze chemicznej. Współcześni chemicy oceniają jego dorobek jednoznacznie:

„Achmatowicz był jednym z tych uczonych, którzy wyprzedzali swoją epokę. Jego prace do dziś cytowane są w chemii organicznej na całym świecie.”

Osman Achmatowicz zmarł 4 grudnia 1988 roku w Warszawie. Zgodnie z wolą rodziny i tradycją tatarską został pochowany na Muzułmańskim Cmentarzu Tatarskim w Warszawie, obok wielu zasłużonych przedstawicieli polskich Tatarów. Jego grób do dziś odwiedzają zarówno chemicy, jak i przedstawiciele społeczności tatarskiej, traktując go jako symbol lojalności wobec Polski i naukowej doskonałości.

Opr. Kazimierz Sadowski/Znadniemna.pl, fot.: Wikipedia

W rocznicę urodzin prof. Osmana Achmatowicza przypominamy postać, która łączy w sobie tradycję tatarskiego rodu, służbę w wojnie 1920 roku i imponujący dorobek naukowy. Urodzony 16 marca 1899 roku w Bergaliszkach pod Krewem, w powiecie oszmiańskim (dziś rejon smorgoński na Białorusi), przez całe życie pozostawał

Dziś, 16 kwietnia, 53. urodziny obchodzi Andrzej Poczobut — dziennikarz, działacz polskiej społeczności na Białorusi i jeden z najbardziej rozpoznawalnych więźniów politycznych reżimu Łukaszenki. To kolejne urodziny, które nasz kolega spędza za murami kolonii karnej, z dala od bliskich i środowiska, któremu poświęcił całe swoje dorosłe życie.

Andrzej Poczobut urodził się w 1973 roku w Brzostowicy Wielkiej, centrum rejonu brzostowickiego w obwodzie grodzieńskim. Od początku swojej pracy dziennikarskiej związany był z tematyką społeczną, prawami człowieka i sytuacją mniejszości polskiej na Białorusi. Jako korespondent i publicysta „Gazety Wyborczej” oraz innych polskich i białoruskich mediów zasłynął rzetelnością, odwagą i konsekwencją — często pisał o sprawach, które inni omijali milczeniem. Jego teksty i relacje były cytowane w mediach w Polsce i za granicą, a on sam stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów niezależnego białoruskiego dziennikarstwa.

Równolegle Andrzej angażował się w działalność Związku Polaków na Białorusi, organizacji reprezentującej największą mniejszość narodową w kraju rządzonym po dyktatorsku przez Łukaszenkę. W ZPB pełnił funkcje kierownicze, współorganizował wydarzenia kulturalne i edukacyjne, dbał o zachowanie polskiego dziedzictwa, upamiętniając działalność Armii Krajowej i żołnierzy niezłomnych na Białorusi. Pełnił m.in. funkcję sekretarza w Stowarzyszeniu Żołnierzy Armii Krajowej na Białorusi. Dla wielu młodych Polaków jest nie tylko liderem, ale i nauczycielem — człowiekiem, który pokazuje, że można zachować godność i tożsamość nawet w trudnych warunkach.

Władze białoruskie wielokrotnie próbowały go uciszyć. Był zatrzymywany, oskarżany i sądzony w sprawach o charakterze politycznym. W 2021 roku ponownie trafił do aresztu, a następnie został skazany w procesie, który organizacje międzynarodowe uznały za motywowany politycznie. Od tamtej pory przebywa w kolonii karnej w Nowopołocku, gdzie — według obrońców praw człowieka — warunki są wyjątkowo ciężkie. Mimo to pozostaje symbolem niezłomności i wierności zasadom, a jego nazwisko stało się jednym z najczęściej wymienianych w kontekście więźniów sumienia współczesnej Białorusi.

W dniu 53. urodzin naszego kolegi redakcja Znadniemna.pl składa Andrzejowi Poczobutowi wyrazy szacunku, solidarności i pamięci. Życzymy mu przede wszystkim siły, zdrowia i nadziei, a także tego, by jak najszybciej mógł wrócić do swoich bliskich, do pracy, do Grodna — miasta, któremu poświęcił tyle lat życia. Pamiętamy o nim każdego dnia i wierzymy, że jeszcze będziemy mogli złożyć mu życzenia po odzyskaniu przez niego wolności.

Znadniemna.pl

Dziś, 16 kwietnia, 53. urodziny obchodzi Andrzej Poczobut — dziennikarz, działacz polskiej społeczności na Białorusi i jeden z najbardziej rozpoznawalnych więźniów politycznych reżimu Łukaszenki. To kolejne urodziny, które nasz kolega spędza za murami kolonii karnej, z dala od bliskich i środowiska, któremu poświęcił całe swoje

Ostra krytyka papieża Leona XIV ze strony Donalda Trumpa wywołała reakcję Kościoła katolickiego w wielu krajach. Głos wsparcia dla Ojca Świętego zabrzmiał zarówno w Polsce, jak i – choć mniej oficjalnie – na Białorusi.

Nieoficjalna reakcja Kościoła na Białorusi

W Kościele katolickim na Białorusi reakcja miała charakter bardziej powściągliwy. Biskup Aleksander Jaszewski, wikariusz generalny archidiecezji mińsko-mohylewskiej, opublikował w mediach społecznościowych wpis, w którym wezwał wiernych do modlitwy za Papieża.

Choć nie odniósł się wprost do konkretnych słów ani nie wymienił Donalda Trumpa, jego apel był czytelnym sygnałem solidarności duchowej. Podkreślił, że w chwilach, gdy w przestrzeni publicznej pojawiają się słowa „raniące i dzielące”, odpowiedzią Kościoła powinna być modlitwa i jedność z Następcą św. Piotra.

Wpis został później powielony przez oficjalne media kościelne, co pokazuje, że choć nie miał formy komunikatu episkopatu, to jednak wpisywał się w szerszą postawę Kościoła.

Jasne stanowisko polskich biskupów

Znacznie bardziej jednoznacznie zareagował Kościół w Polsce. Oficjalne stanowisko wydała Konferencja Episkopatu Polski, podpisane przez jej przewodniczącego abp. Tadeusza Wojdę.

Polscy biskupi wyrazili wdzięczność wobec Papieża za jego „odważne słowa i niezłomną wierność misji Kościoła” oraz zapewnili o duchowym wsparciu i modlitwie.

W oświadczeniu podkreślono także doświadczenie historyczne Polaków:

– naród polski „dobrze wie, czym jest tragedia wojny i cierpienie ludzi nią dotkniętych” – co nadaje szczególną wagę papieskim apelom o pokój.

Hierarchowie zaznaczyli, że Kościół w Polsce pozostaje w jedności z Ojcem Świętym, a odpowiedzią na napięcia i krytykę powinna być modlitwa oraz troska o pokój.

Głos prymasa: „nie polemika, lecz modlitwa”

Do sprawy odniósł się również prymas Polski, abp. Wojciech Polak. Podkreślił, że nie zamierza wchodzić w polityczne spory, ale w pełni utożsamia się z papieskim wołaniem o pokój i modli się o zakończenie wojen.

To stanowisko pokazuje wyraźną linię Kościoła: unikanie politycznej konfrontacji przy jednoczesnym jednoznacznym wsparciu dla Papieża.

Spór, który wykracza poza politykę

Krytyczne wypowiedzi Donalda Trumpa pod adresem Papieża dotyczyły jego stanowiska wobec wojny i polityki międzynarodowej. Sam Leon XIV odpowiedział spokojnie, podkreślając, że nie zamierza prowadzić sporów politycznych i będzie nadal głosił przesłanie pokoju.

Reakcje Kościoła – zarówno oficjalne, jak w Polsce, tak i bardziej dyskretne, jak na Białorusi – pokazują jednak coś więcej niż tylko odpowiedź na bieżący konflikt. Ukazują one głębokie przekonanie, że rola Papieża nie jest polityczna, lecz moralna i duchowa.

Wydarzenia te unaoczniają różnice w sposobie działania Kościoła w różnych krajach. Tam, gdzie możliwe jest publiczne zabranie głosu – jak w Polsce – reakcja ma charakter oficjalny i wyraźny. W innych miejscach, jak na Białorusi, przybiera bardziej ostrożną formę, ograniczoną do apelu o modlitwę.

Jednak sens pozostaje ten sam: w obliczu krytyki Papieża Kościół – niezależnie od granic – odpowiada przede wszystkim jednością i modlitwą.

Znadniemna.pl

Ostra krytyka papieża Leona XIV ze strony Donalda Trumpa wywołała reakcję Kościoła katolickiego w wielu krajach. Głos wsparcia dla Ojca Świętego zabrzmiał zarówno w Polsce, jak i – choć mniej oficjalnie – na Białorusi. Nieoficjalna reakcja Kościoła na Białorusi W Kościele katolickim na Białorusi reakcja miała charakter

Apolonia „Pola” Raksa kończy dziś 85 lat. Urodzona w Lidzie, wychowana w powojennej Polsce, stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych i fascynujących aktorek XX wieku. Jej filmowe role, niezwykła uroda i magnetyczna osobowość sprawiły, że na trwałe zapisała się w historii polskiej kultury – także jako inspiracja dla twórców, o czym świadczy choćby słynny wers z piosenki Perfectu: „za jej Poli Raksy twarz każdy by się zabić dał…”.

Z Lidy na wielki ekran – narodziny gwiazdy

Pola Raksa przyszła na świat 14 kwietnia 1941 roku w Lidzie, w rodzinie o kresowych korzeniach. Po wojnie rodzina przyszłej gwiazdy kina repatriowała się do Polski, a młoda Apolonia szybko odkryła w sobie artystyczny temperament. Początkowo wiązała przyszłość z plastyką, jednak przypadek sprawił, że trafiła przed kamerę – i od razu zachwyciła reżyserów.

Debiutowała pod koniec lat 50., a już w latach 60. stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiego kina. Jej uroda – delikatna, nieoczywista, pełna melancholii – wyróżniała ją na tle epoki. W połączeniu z talentem i naturalnością stworzyła wizerunek aktorki, która nie grała, lecz była.

W tym czasie Raksa zaczęła budować pozycję gwiazdy, pojawiając się w filmach, które dziś należą do klasyki. Jej obecność na ekranie była zawsze wydarzeniem – subtelna, ale intensywna, pełna wewnętrznego światła.

Role, które przeszły do historii

Największą popularność przyniosła jej rola Marusi „Ogoniok” w serialu „Czterej pancerni i pies”. Postać radzieckiej sanitariuszki, granej z niezwykłą czułością i powściągliwością, stała się symbolem kobiecej siły i delikatności. Marusia była jedną z najbardziej lubianych bohaterek telewizji PRL, a Raksa – jedną z najjaśniejszych gwiazd tamtego czasu.

Wcześniej zachwyciła w filmach takich jak „Szatan z siódmej klasy”, „Panienka z okienka”, „Popioły” Andrzeja Wajdy czy „Rękopis znaleziony w Saragossie” Wojciecha Jerzego Hasa. Każda z tych ról pokazywała inną twarz aktorki – od dziewczęcej świeżości po dramatyczną głębię.

W latach 70. i 80. Raksa coraz częściej pojawiała się także w teatrze, gdzie doceniano jej warsztat i sceniczną charyzmę. Choć z czasem wycofała się z życia publicznego, jej dorobek pozostał ważną częścią polskiej kultury.

Ikona stylu, inspiracja dla twórców, legenda popkultury

Pola Raksa była nie tylko aktorką – była zjawiskiem. Jej twarz, fryzura, sposób bycia stały się inspiracją dla projektantów, fotografów i muzyków. W latach 60. i 70. uchodziła za jedną z najpiękniejszych Polek, a jej wizerunek pojawiał się na okładkach magazynów i w kampaniach mody.

Najbardziej znanym hołdem pozostaje oczywiście piosenka zespołu Perfect, w której Grzegorz Markowski śpiewał: „…za jej Poli Raksy twarz każdy by się zabić dał…” Ten wers stał się symbolem epoki – świadectwem, jak silnie aktorka oddziaływała na wyobraźnię Polaków.

Raksa była też jedną z pierwszych polskich gwiazd, które świadomie kreowały swój wizerunek. Łączyła elegancję z naturalnością, a jej styl do dziś uchodzi za ponadczasowy. Współcześni twórcy mody i fotografii często odwołują się do jej estetyki, a młodsze pokolenia odkrywają ją na nowo dzięki archiwalnym zdjęciom i filmom.

85 lat legendy

Dziś, w dniu 85. urodzin Poli Raksy, wspominamy nie tylko jej role, ale także jej wpływ na polską kulturę. To aktorka, która potrafiła być jednocześnie bliska i niedostępna, delikatna i silna, subtelna i wyrazista. Jej obecność na ekranie była zawsze czymś więcej niż grą – była spotkaniem z kimś wyjątkowym.

Choć od lat nie występuje publicznie, jej legenda trwa. Filmy z jej udziałem wciąż przyciągają widzów, a jej twarz – ta, o której śpiewał Perfect – pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli polskiej popkultury.

Z okazji Jubileuszu 85. urodzin składamy Pani Apolonii Raksie wyrazy najgłębszego szacunku, uznania i wdzięczności. Dziękujemy za wszystkie role, które na trwałe zapisały się w historii polskiej kultury, za piękno i wrażliwość wniesione na ekran, za inspirację, jaką od dziesięcioleci czerpią z Pani twórczości kolejne pokolenia widzów i artystów.

Życzymy Pani zdrowia, spokoju i wszelkiej pomyślności, a także tego, by pamięć o Pani dorobku nadal była źródłem radości i dumy.

Z wyrazami szacunku i podziwu,

Redakcja Znadniemna.pl, Na zdjęciu Apolonia „Pola” Raksa na zdjęciu opublikowanym w magazynie „Film” w 1972 roku, fot.: Zofia Nasierowska/Wikipedia

Apolonia „Pola” Raksa kończy dziś 85 lat. Urodzona w Lidzie, wychowana w powojennej Polsce, stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych i fascynujących aktorek XX wieku. Jej filmowe role, niezwykła uroda i magnetyczna osobowość sprawiły, że na trwałe zapisała się w historii polskiej kultury – także

13 kwietnia 2026 roku Kościół katolicki na Białorusi obchodzi 35. rocznicę odrodzenia swoich struktur po dziesięcioleciach prześladowań i ateizacji. Z tej okazji metropolita mińsko-mohylewski, arcybiskup Józef Staniewski, skierował do duchowieństwa, osób konsekrowanych i wiernych okolicznościowe słowo, przypominając o korzeniach wiary, świadectwie męczenników oraz odpowiedzialności za przyszłość Kościoła.

W swoim przesłaniu arcybiskup Staniewski nawiązał do słów Chrystusa skierowanych do św. Piotra: „Ty jesteś Piotr, Opoka, i na tej opoce zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą”. Jak podkreślił, te słowa doskonale wpisują się w historię chrześcijaństwa na ziemiach dzisiejszej Białorusi — historii pełnej zarówno rozkwitu, jak i dramatycznych prześladowań. Chrześcijaństwo obecne jest tu od X wieku, a pierwsze struktury kościelne powstały już w XI stuleciu. Przez kolejne stulecia wiara była dla mieszkańców tych ziem źródłem tożsamości i moralnego zakorzenienia, choć nie brakowało okresów, w których Kościół musiał mierzyć się z represjami i próbami jego unicestwienia. Najbardziej bolesne doświadczenia przyniósł wiek XX, kiedy to Kościół na Białorusi został niemal całkowicie pozbawiony możliwości działania. Świątynie zamykano lub niszczono, duchowieństwo poddawano represjom, a wiernych zastraszano. Arcybiskup przypomniał, że mimo tych dramatycznych wydarzeń wiara przetrwała dzięki świadectwu ludzi, którzy nie wyrzekli się Chrystusa. Ich postawa — jak pisał Tertulian — stała się „zasiewem chrześcijan”, fundamentem późniejszego odrodzenia.

Rocznica 13 kwietnia 1991 roku pozostaje jednym z najważniejszych momentów w najnowszej historii Kościoła na Białorusi. Tego dnia św. Jan Paweł II przywrócił pełne struktury kościelne, powołując metropolię mińsko-mohylewską oraz diecezje mińsko-mohylewską, grodzieńską i pińską. Jednocześnie mianował nowych biskupów, wśród nich kardynała Kazimierza Świątka — świadka wiary i więźnia łagrów — oraz biskupa Aleksandra Kaszkiewicza. Kilka lat później, w 1999 roku, struktury te uzupełniła diecezja witebska. Arcybiskup Staniewski zwrócił uwagę na symbolikę daty 13 kwietnia, zbieżnej z dniem objawień fatimskich, widząc w tym znak opieki Matki Bożej nad Kościołem na Białorusi.

W swoim przesłaniu metropolita przypomniał, jak wiele dokonało się w ciągu ostatnich 35 lat. Odbudowano liczne zabytkowe świątynie, które przez dziesięciolecia stały opuszczone, a jednocześnie powstały nowe kościoły i kaplice, odpowiadające na potrzeby rozwijających się wspólnot. W seminariach w Grodnie i Pińsku formację otrzymało około trzystu alumnów, a świeccy zyskali możliwość pogłębiania wiedzy teologicznej w kolegiach i ośrodkach formacyjnych. Rozwinęły się wspólnoty zakonne, ruchy modlitewne i inicjatywy charytatywne, w tym działalność Caritasu. Na język białoruski przetłumaczono podstawowe księgi liturgiczne i dokumenty Kościoła, co stało się ważnym wkładem w rozwój kultury narodowej. W tym czasie rozkwitły również media katolickie, wśród nich portal Catholic.by, a także liczne diecezjalne i zakonne środki przekazu. Arcybiskup przypomniał, że Kościół aktywnie angażuje się w obronę życia, wsparcie rodzin, wychowanie młodzieży oraz pomoc osobom w kryzysach i uzależnieniach. Ważnym elementem jego misji pozostaje dialog międzywyznaniowy i współpraca z państwem, oparta na wzajemnym szacunku i trosce o dobro wspólne.

Metropolita podkreślił, że jubileusz jest nie tylko okazją do wdzięczności, lecz także wezwaniem do odpowiedzialności. Kościół musi nieustannie odpowiadać na nowe wyzwania duchowe i społeczne, a jednocześnie troszczyć się o zachowanie i rozwój dziedzictwa, które zostało mu powierzone. Wskazał również na znaczenie powołanego w Budsławiu Duchowego Centrum Religijnego Kościoła Katolickiego na Białorusi — miejsca, które nazwał „niezachwianym fundamentem wiary i tradycji narodu”. To właśnie tam, za zgodą Stolicy Apostolskiej, biskupi ogłosili Matkę Bożą Budsławską Królową Białorusi, odpowiadając na pragnienie wiernych.

Na zakończenie arcybiskup udzielił pasterskiego błogosławieństwa, prosząc Boga o pokój, wiarę i odwagę dla Kościoła na Białorusi oraz o wstawiennictwo Matki Bożej Budsławskiej, św. Michała Archanioła i wszystkich świętych męczenników białoruskiej ziemi. Podkreślił, że chrześcijanie są wezwani do tego, by być ludźmi paschalnej radości i świadkami nadziei, która wypływa z wiary w Zmartwychwstałego.

Znadniemna.pl na podstawie Catholic.by

13 kwietnia 2026 roku Kościół katolicki na Białorusi obchodzi 35. rocznicę odrodzenia swoich struktur po dziesięcioleciach prześladowań i ateizacji. Z tej okazji metropolita mińsko-mohylewski, arcybiskup Józef Staniewski, skierował do duchowieństwa, osób konsekrowanych i wiernych okolicznościowe słowo, przypominając o korzeniach wiary, świadectwie męczenników oraz odpowiedzialności za

W rocznicę urodzin jednego z najbardziej oryginalnych polskich myślicieli prawa wracamy do jego biografii, idei i legendy. Petrażycki – Polak z Kresów, profesor Petersburga i Warszawy, wizjoner socjologii prawa – pozostaje postacią, która wciąż inspiruje i prowokuje. Jego życie było tak samo dramatyczne, jak jego myśl była śmiała.

Kresowe korzenie, które ukształtowały wizjonera

Leon Petrażycki urodził się 25 kwietnia 1867 roku w Kołłątajewie (w rejonie sieneńskim obwodu witebskiego), w sercu dawnej guberni witebskiej. Dorastał w Ledniewiczach koło Sienna, w majątku rodziny matki, po konfiskacie dóbr ojca – powstańca styczniowego. Wychowanie na pograniczu kultur, języków i tradycji stało się fundamentem jego późniejszej wrażliwości na złożoność norm społecznych.

Kresy były dla niego przestrzenią, w której polskość trwała mimo rusyfikacji, a codzienność wymagała funkcjonowania w dwóch światach naraz. Ten dualizm – polskie dziedzictwo i rosyjska rzeczywistość – ukształtował jego myślenie o prawie jako zjawisku psychologicznym i wielowarstwowym.

„Myślał po polsku, pisał po niemiecku, a wykładał po rosyjsku.” – napisał o nim profesor Tomasz Giaro.

„Prawdziwy geniusz”

Kariera naukowa Petrażyckiego rozwijała się w Kijowie, Berlinie, Heidelbergu i Petersburgu. W Rosji stał się jednym z najbardziej charyzmatycznych wykładowców prawa. Jego zajęcia przyciągały tłumy studentów, a atmosfera na sali wykładowej przypominała raczej spotkanie z wielkim mówcą niż akademicką rutynę.

Najbardziej sugestywne świadectwa pozostawił Hamazasp Ambartsumian, uczeń i późniejszy profesor. Wspominał, że gdy Petrażycki wchodził do sali, „rozlegał się aplauz jak burza”. Jego wykłady były przeżyciem intelektualnym, które zostawało w pamięci na lata. Studenci czuli, że obcują z kimś wyjątkowym.

Ambartsumian pisał:

„Pod koniec wykładu doznawałem wrażenia: ‘To jest prawdziwy geniusz’.”

Twórca teorii, która wyprzedziła wiek XX

Petrażycki stworzył jedną z najoryginalniejszych teorii prawa w historii – koncepcję prawa jako przeżycia psychicznego, opartego na emocjach, imperatywach i roszczeniach. Jego myśl była radykalnym odejściem od pozytywizmu i formalizmu, dominujących w jego epoce. Dopiero współczesna socjologia prawa w pełni doceniła jego intuicje.

Wielu badaczy podkreśla, że jego idee były tak nowatorskie, iż współcześni nie nadążali za ich konsekwencjami. Petrażycki widział prawo jako narzędzie moralnej przemiany społeczeństwa, a naukę prawa – jako projekt humanistyczny. Wierzył, że przyszłe pokolenia będą potrafiły wykorzystać jego teorię do budowania lepszego ładu społecznego.

Najpełniej oddaje to zdanie prof. Andrzeja Kojdera:

„Był wielkim innowatorem, za którego ideami współcześni często nie nadążali.”

Dziedzictwo, które wciąż inspiruje

Leon Petrażycki zmarł w Warszawie 15 maja 1931 roku. I choć od jego odejścia minęło ponad 90 lat, pozostaje on jednym z najczęściej cytowanych polskich teoretyków prawa na świecie. Jego prace są wznawiane, komentowane i reinterpretowane. Współczesne badania nad emocjami, normami społecznymi i psychologią prawa w dużej mierze potwierdzają jego intuicje.

Jego dorobek jest obecny w socjologii prawa, teorii norm, psychologii społecznej i filozofii prawa. W epoce globalizacji i wielokulturowości jego pluralistyczne spojrzenie na normy społeczne okazuje się bardziej aktualne niż kiedykolwiek. Petrażycki – człowiek pogranicza – stał się patronem myślenia o prawie w świecie wielu porządków.

Znany  polski autorytet w dziedzinie prawa, prof. Hubert Izdebski wielokrotnie podkreślał ponadnarodowe znaczenie dorobku Petrażyckiego, wskazując, że jego myśl oddziaływała równocześnie na polskie, niemieckie i rosyjskie prawoznawstwo, a przez to – na rozwój teorii prawa w skali światowej.

Opr. Walery Kowalewski/Znadniemna.pl, fot.: Wikipedia

W rocznicę urodzin jednego z najbardziej oryginalnych polskich myślicieli prawa wracamy do jego biografii, idei i legendy. Petrażycki – Polak z Kresów, profesor Petersburga i Warszawy, wizjoner socjologii prawa – pozostaje postacią, która wciąż inspiruje i prowokuje. Jego życie było tak samo dramatyczne, jak jego

13 kwietnia Polska oddaje hołd ofiarom Zbrodni Katyńskiej – blisko 22 tysiącom obywateli II Rzeczypospolitej zamordowanych wiosną 1940 roku przez sowieckie NKWD. To dzień, w którym pamięć o polskich oficerach, funkcjonariuszach, przedstawicielach inteligencji i elit państwa staje się wspólnym zobowiązaniem do prawdy i sprzeciwu wobec totalitaryzmu.

Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej przypomina o jednej z najtragiczniejszych kart polskiej historii. Wiosną 1940 roku, na mocy decyzji najwyższych władz Związku Sowieckiego, NKWD zamordowało blisko 22 tysiące polskich jeńców wojennych i więźniów – oficerów Wojska Polskiego, policjantów, urzędników, profesorów, lekarzy, prawników, inżynierów, nauczycieli i artystów. Ginęli od strzału w tył głowy, a ich ciała grzebano w zbiorowych mogiłach w Katyniu, Charkowie, Miednoje, Bykowni i innych miejscach, z których część do dziś pozostaje nieznana. Informacja o odkryciu masowych grobów została ogłoszona 13 kwietnia 1943 roku, a prawda o sprawcach była przez dziesięciolecia ukrywana. Dopiero w 1990 roku władze ZSRR oficjalnie przyznały, że zbrodni dokonało NKWD.

Tegoroczne obchody mają charakter państwowy i odbywają się przede wszystkim w Muzeum Katyńskim na terenie Cytadeli Warszawskiej, gdzie zaplanowano mszę świętą polową, Apel Pamięci oraz składanie wieńców. W uroczystościach uczestniczą przedstawiciele najwyższych władz państwowych, w tym Prezes Instytutu Pamięci Narodowej, reprezentanci rządu, parlamentu, Wojska Polskiego oraz rodziny ofiar. W wielu miastach w całym kraju odbywają się równoległe uroczystości regionalne – m.in. w Lublinie, Białymstoku, Ostrołęce, Radomsku i Gdańsku – obejmujące modlitwy, składanie kwiatów, koncerty pamięci, wykłady historyczne i działania edukacyjne.

W 2007 roku Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ustanowił 13 kwietnia Dniem Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej, oddając hołd zamordowanym i tym, którzy przez dziesięciolecia walczyli o prawdę. W szkołach i instytucjach kultury prowadzone są dziś lekcje historii, projekcje filmów i spotkania edukacyjne, przypominające kolejnym pokoleniom o znaczeniu Katynia jako symbolu walki z kłamstwem i próbami fałszowania historii. To również dzień refleksji nad współczesnym znaczeniem prawdy historycznej i odpowiedzialności za jej przekazywanie.

Pamięć o Katyniu trwa dzięki świadectwu rodzin, pracy historyków, działalności instytucji państwowych i społecznych oraz zaangażowaniu zwykłych ludzi, którzy każdego roku oddają hołd pomordowanym. 13 kwietnia staje się dniem wspólnej zadumy, modlitwy i wdzięczności wobec tych, którzy zginęli, pozostając wierni Polsce.

Znadniemna.pl na podstawie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Prezydent.pl, źródło ilustracji: Gov.pl

13 kwietnia Polska oddaje hołd ofiarom Zbrodni Katyńskiej – blisko 22 tysiącom obywateli II Rzeczypospolitej zamordowanych wiosną 1940 roku przez sowieckie NKWD. To dzień, w którym pamięć o polskich oficerach, funkcjonariuszach, przedstawicielach inteligencji i elit państwa staje się wspólnym zobowiązaniem do prawdy i sprzeciwu wobec

W pierwszą niedzielę po Wielkanocy Kościół na całym świecie obchodzi Święto Miłosierdzia Bożego – ustanowione 30 kwietnia 2000 roku przez papieża Jana Pawła II podczas kanonizacji św. Faustyny Kowalskiej. To dzień, który – jak zapisała w „Dzienniczku” – Jezus sam wskazał jako czas szczególnej łaski i „ucieczki dla wszystkich dusz”.

Niedziela Miłosierdzia ma swoje źródło w objawieniach, jakie siostra Faustyna otrzymała w 1931 roku w klasztorze w Płocku. Chrystus poprosił ją wówczas o ustanowienie święta w pierwszą niedzielę po Wielkanocy oraz o namalowanie obrazu z podpisem „Jezu, ufam Tobie”. W kolejnych latach wielokrotnie powtarzał tę prośbę, podkreślając, że pragnie dnia, w którym „otwarte są wnętrzności miłosierdzia Mojego” i wylewa na świat „całe morze łask”.

Obchody święta poprzedza Tydzień Miłosierdzia, rozpoczynający się w Niedzielę Wielkanocną. W sanktuariach w Wilnie, Krakowie i innych miejscach kultu odbywają się Msze Święte, spotkania modlitewne, świadectwa oraz nowenna do Miłosierdzia Bożego, odmawiana od Wielkiego Piątku. Szczególnym wydarzeniem jest ekumeniczna Droga Światła z Ostrej Bramy do Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, symbolicznie łącząca wiernych w przejściu od męki do zmartwychwstania.

W „Dzienniczku” Jezus składa obietnicę, która nadaje temu dniu wyjątkową rangę: dusza, która w Święto Miłosierdzia przystąpi do spowiedzi i Komunii Świętej, „dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar”. Chrystus nazywa to święto „ostatnią deską ratunku” dla świata, zachęcając, by nikt nie lękał się zbliżyć do Jego miłosierdzia, nawet jeśli „grzechy byłyby jako szkarłat”.

Wierni na całym świecie łączą się tego dnia w modlitwie Koronki do Miłosierdzia Bożego, a Msze Święte transmitowane są w wielu językach przez internet, radio i telewizję. W sanktuariach składane są także listy z imionami osób, za które proszona jest modlitwa – ich intencje obejmowane są podczas liturgii całego tygodnia. Wileńskie Centrum Pielgrzymkowe organizuje również Drogę Miłosierdzia, której jednym z przystanków jest dawny klasztor, w którym mieszkała św. Faustyna.

Niedziela Miłosierdzia Bożego zamyka oktawę Wielkanocy, podkreślając nierozerwalny związek między Paschą a miłosierdziem. Misterium Zmartwychwstania staje się źródłem nadziei, z którego Kościół czerpie siłę do głoszenia światu, że – jak powiedział Jezus – „święto miłosierdzia Mojego wyszło z wnętrzności Moich dla pociechy świata całego”.

Znadniemna.pl na podstawie Ekai.pl oraz Gailestingumas.lt, fot.: @Mazur/episkopat.pl

W pierwszą niedzielę po Wielkanocy Kościół na całym świecie obchodzi Święto Miłosierdzia Bożego – ustanowione 30 kwietnia 2000 roku przez papieża Jana Pawła II podczas kanonizacji św. Faustyny Kowalskiej. To dzień, który – jak zapisała w „Dzienniczku” – Jezus sam wskazał jako czas szczególnej łaski

Od 27 kwietnia 2026 roku wnioski o pobyt w Polsce będzie można składać wyłącznie przez platformę MOS (Moduł Obsługi Spraw). Ostatnim dniem przyjmowania dokumentów papierowych pozostaje 26 kwietnia 2026 roku.

Urząd do Spraw Cudzoziemców poinformował o dacie uruchomienia nowej wersji systemu MOS (Moduł Obsługi Spraw), który stanie się jedyną drogą składania wniosków o legalizację pobytu w Polsce. Platforma zacznie działać 27 kwietnia 2026 roku, a od tego momentu urzędy wojewódzkie nie będą już przyjmować papierowych wniosków, niezależnie od daty ich nadania. Ostatnim dniem, w którym dokumenty w formie papierowej muszą fizycznie trafić do urzędu, jest 26 kwietnia. Wnioski dostarczone później pozostaną bez rozpoznania.

Nowy system MOS umożliwi składanie wniosków o:

  • pobyt czasowy,
  • pobyt stały,
  • pobyt rezydenta długoterminowego UE,
  • a od 4 maja 2026 roku także o kartę pobytu CUKR (Czasowo Udzielona Kwalifikacja Rezydencyjna) dla osób wcześniej objętych ochroną czasową.

Urząd rekomenduje, aby osoby, których legalny pobyt wygasa przed 27 kwietnia lub w ciągu około dwóch tygodni po tej dacie, nie zwlekały ze złożeniem dokumentów, ponieważ papierowe wnioski po starcie systemu nie będą już rozpatrywane.

Wnioski, które nadal będzie można składać w formie papierowej

MOS nie obejmie wszystkich kategorii zezwoleń. W formie papierowej pozostaną wnioski dotyczące:

  • pobytu w ramach wewnątrzkorporacyjnego przeniesienia (ICT),
  • długoterminowej mobilności pracowników przenoszonych wewnątrzkorporacyjnie,
  • łączenia rodzin, jeśli osoba, której dotyczy wniosek, przebywa poza Polską,
  • członków rodzin obywateli RP, UE lub Wielkiej Brytanii – również, gdy osoba zainteresowana przebywa poza terytorium RP,
  • cudzoziemców prowadzących życie rodzinne z obywatelem RP, UE lub Wielkiej Brytanii, jeśli znajdują się poza Polską,
  • wymiany karty pobytu (wydanie nowej karty).

W tych przypadkach urzędy wojewódzkie nadal będą przyjmować dokumenty w formie tradycyjnej.

Znadniemna.pl na podstawie informacji Urzędu do Spraw Cudzoziemcówfot.: multi-viza.com.ua

Od 27 kwietnia 2026 roku wnioski o pobyt w Polsce będzie można składać wyłącznie przez platformę MOS (Moduł Obsługi Spraw). Ostatnim dniem przyjmowania dokumentów papierowych pozostaje 26 kwietnia 2026 roku. Urząd do Spraw Cudzoziemców poinformował o dacie uruchomienia nowej wersji systemu MOS (Moduł Obsługi Spraw), który

Jerzy Lipman, jeden z najwybitniejszych operatorów w dziejach polskiego kina, przyszedł na świat 10 kwietnia 1922 roku w Brześciu nad Bugiem. Jego biografia – naznaczona dramatem wojny, konspiracją i emigracją – pozostaje świadectwem losów całego pokolenia Kresowian, których życie zostało brutalnie naznaczone przez historię, a mimo to potrafili oni stworzyć dzieła o ponadczasowej wartości.

Nasz dzisiejszy bohater urodził się w zasymilowanej rodzinie żydowskiej. Jego ojciec, Jakub Lipman, był dyrektorem wołomińskiej huty szkła, matka Maria – pianistką i nauczycielką muzyki, która z powodów zdrowotnych musiała przerwać pracę zawodową. Jerzy miał dwie siostry: Irenę i Zofię, których tragiczne losy naznaczyła wojna.

Najmłodszy z rodzeństwa, Jurek, przyszedł na świat w niezwykłych okolicznościach – w pociągu, na stacji kolejowej w Brześciu, dokąd jego rodzina trafiła po ucieczce z ogarniętej rewolucją bolszewickiej Rosji. Wychowywał się w podwarszawskim Wołominie, a edukację kontynuował w Warszawie – najpierw w prywatnym gimnazjum żydowskim „Spójnia”, później w IV Państwowym Gimnazjum. To właśnie tam kształtowała się jego wrażliwość i ciekawość świata.

Wojna – życie na krawędzi

Wybuch II wojny światowej zastał go jako siedemnastoletniego chłopca. Wraz z przyjacielem Pawłem Reznikiem i jego ojcem próbował przedostać się na Wschód, lecz w Kobryniu zostali zatrzymani przez Niemców i przewiezieni do twierdzy w Brześciu. Po krótkim internowaniu wrócili do Wołomina, gdzie wkrótce utworzono getto.

Jerzy pracował tam jako pomocnik ślusarza, ale nie godził się na zamknięcie w granicach getta. Dzięki położeniu domu na obrzeżach getta wielokrotnie opuszczał dzielnicę żydowską, ryzykując życie, by spotykać się z przyjaciółmi. Po latach wspominał, że te niebezpieczne wyprawy dawały mu poczucie wolności i namiastkę normalności.

W 1942 roku trafił do obozu pracy w Izabelinie, gdzie pracował na torfowiskach. Gdy pojawiła się groźba likwidacji obozu, uciekł do Warszawy. Dzięki pomocy siostry Zofii zdobył fałszywe dokumenty i jako Jerzy Lipiński rozpoczął życie w ukryciu.

Konspiracja i wojenne przygody

W okupowanej Warszawie Lipman zaangażował się w działalność podziemną. Należał do struktur RPPS (Robotniczej Partii Polskich Socjalistów – konspiracyjnej organizacji lewicowej działającej w okupowanej Polsce podczas II wojny światowej – red.) i współpracował z Polską Armią Ludową (zbrojnym ramieniem środowisk lewicowych, związanych m.in. z RPPS – red.), zajmując się m.in. dostarczaniem broni. Coraz częściej działał pod przykrywką – zdarzało mu się występować w niemieckim mundurze, przemieszczając się swobodnie po mieście.

Jego wojenne losy nabrały niemal filmowego charakteru, gdy rozpoczął podróże po okupowanej Europie. Wspólnie z tajemniczym Adamem Śledzińskim, podszywając się pod niemieckich oficerów, docierał do Berlina, Francji, Austrii i Włoch. Zdobywał pieniądze, kontakty i broń dla podziemia, a jednocześnie rozwijał swoją pasję do fotografii – stawiając pierwsze kroki na drodze, która miała zaprowadzić go do świata filmu.

W 1944 roku gestapo aresztowało jego siostrę Zofię. Jerzy próbował ją ratować, zdobywając pieniądze na jej wykupienie, lecz nie wiedział, że została już rozstrzelana. W tym samym czasie, podczas akcji w Mediolanie, został ciężko ranny. Trafił do szpitala, gdzie – obawiając się dekonspiracji – przeszedł operację bez znieczulenia.

Udało mu się przeżyć i uciec. Gdy wybuchło powstanie warszawskie, wrócił do stolicy. Tam ponownie został schwytany przez Niemców, lecz zdołał zbiec i do końca wojny działał w konspiracji.

Powojenna próba i nowe życie

Po wojnie nie zaznał jednak spokoju. Został aresztowany przez władze sowieckie i skazany na śmierć. Dzięki interwencji znajomej wyrok zamieniono na dziesięć lat więzienia. Karę odbywał w Rawiczu, skąd wyszedł po trzech latach na mocy amnestii.

W 1948 roku rozpoczął studia w łódzkiej szkole filmowej. Był to początek nowego etapu – tym razem twórczego.

Twórca polskiej szkoły filmowej

Pierwsze doświadczenia zdobywał przy filmach dokumentalnych, m.in. przy etiudzie „Ceramika iłżecka”. Za jego debiut uznaje się jednak film „Pokolenie” w reżyserii Andrzeja Wajdy. Prawdziwy przełom przyniósł „Kanał”, uznawany za jedno z najważniejszych dzieł polskiej szkoły filmowej.

Współpracował z najwybitniejszymi reżyserami swojej epoki – Andrzejem Wajdą, Andrzejem Munkiem, Romanem Polańskim i Jerzym Hoffmanem. Jego zdjęcia do „Noża w wodzie” czy „Pana Wołodyjowskiego” przeszły do historii kina.

Wajda wspominał go jako artystę, który potrafił zamienić każde ujęcie w sugestywny obraz. Lipman łączył wyobraźnię z rzetelnością i bezgranicznym oddaniem swojej pracy.

Marzec 1968 i emigracja

Kampania antysemicka 1968 roku zmusiła Lipmana do opuszczenia Polski. Jego rodzinę szykanowano, grożono jej i próbowano wykluczyć z życia społecznego. W 1969 roku wyjechał do Londynu, gdzie – jak wielu emigrantów – musiał zaczynać od nowa.

Na emigracji pracował intensywnie, realizując dziesiątki filmów i produkcji telewizyjnych w Niemczech i Austrii. Zdobywał nagrody i uznanie, m.in. za film „Das falsche Gewicht”.

Mimo sukcesów nie wrócił już do Polski. Zmarł 11 listopada 1983 roku w Londynie po operacji serca. Na warszawskim Cmentarzu Żydowskim znajduje się tablica upamiętniająca jego i jego rodzinę.

Jerzy Lipman – urodzony w Brześciu, wychowany w Wołominie pod Warszawą – pozostaje symbolem twórcy, który potrafił przekształcić dramatyczne doświadczenia wojenne w sztukę najwyższej próby. Jego życie to gotowy scenariusz filmu – pełen napięcia, odwagi i nieustannej walki o wolność, a jego obrazy filmowe na zawsze pozostaną częścią dziedzictwa polskiej kultury.

Opr. Adolf Gorzkowski/Znadniemna.pl, na zdjęciu: Jerzy Lipman przy kamerze – ok. 1960 r., fot.: Wikipedia

Jerzy Lipman, jeden z najwybitniejszych operatorów w dziejach polskiego kina, przyszedł na świat 10 kwietnia 1922 roku w Brześciu nad Bugiem. Jego biografia – naznaczona dramatem wojny, konspiracją i emigracją – pozostaje świadectwem losów całego pokolenia Kresowian, których życie zostało brutalnie naznaczone przez historię, a

Przejdź do treści