HomeStandard Blog Whole Post (Page 2)

W całej Polsce upamiętniono dziś, 10 lutego, 86. rocznicę pierwszej masowej deportacji Polaków na Syberię. Główne uroczystości odbyły się w Białymstoku, gdzie przy Grobie Nieznanego Sybiraka oraz w Muzeum Pamięci Sybiru zgromadzili się Sybiracy, ich rodziny, przedstawiciele władz i mieszkańcy miasta. Podobne wydarzenia zorganizowano także m.in. w Rzeszowie, Głogowie, Lublinie i Łomży.

W Białymstoku — mieście, które od lat pełni rolę centrum pamięci o zesłańcach — odbyły się dziś najważniejsze uroczystości związane z 86. rocznicą pierwszej deportacji Polaków na Syberię, przeprowadzonej przez NKWD 10 lutego 1940 roku. Obchody rozpoczęły się przy Grobie Nieznanego Sybiraka, gdzie delegacje złożyły kwiaty i zapaliły znicze. Następnie uczestnicy przeszli pod pomnik Matki-Sybiraczki, oddając hołd rodzinom, które doświadczyły sowieckiego terroru.

Centralnym punktem dnia było spotkanie w Muzeum Pamięci Sybiru, współorganizatorze uroczystości. Dyrektor placówki, prof. dr hab. Wojciech Śleszyński, podkreślił, że pamięć o deportacjach jest nie tylko obowiązkiem wobec historii, ale także ważnym elementem współczesnej wrażliwości społecznej.

– Sybiracy nie proszą o współczucie. Proszą o pamięć. A my mamy obowiązek tę pamięć pielęgnować, bo jest fundamentem naszej tożsamości. Każde świadectwo, każda opowieść, każdy artefakt w naszym muzeum to nie tylko fragment historii, ale przestroga przed tym, do czego prowadzi systemowa pogarda dla człowieka – mówił Śleszyński, zwracając uwagę na konieczność przekazywania wiedzy o deportacjach młodemu pokoleniu.

W uroczystościach uczestniczyli Sybiracy i ich rodziny. Jedna z obecnych, której dziadkowie zostali wywiezieni w 1940 roku, podkreślała znaczenie wspólnego upamiętnienia:

– Dla nas to nie jest tylko rocznica. To dzień, w którym wracają wszystkie historie opowiadane w domu szeptem. Dobrze, że młodzi ludzie dziś tu są. To daje nadzieję, że pamięć nie zginie.

Choć to Białystok był centrum obchodów, rocznicę uczczono również w wielu innych miastach. W Rzeszowie uroczystości odbyły się przy Pomniku Sybiraków, w Głogowie – na cmentarzu przy ul. Legnickiej, w Lublinie – podczas spotkania z udziałem Sybiraków i ich rodzin, a w Łomży – poprzez wspólne modlitwy i złożenie kwiatów przy tablicy pamięci zesłańców.

W całym kraju zapłonęły znicze w ramach akcji „Zapal Znicz Wywiezionym”, organizowanej przez środowiska kresowe i patriotyczne.

Tegoroczne obchody ponownie przypomniały, że dramat deportacji pozostaje jednym z najboleśniejszych doświadczeń polskiej historii XX wieku. Jak podkreślano w Białymstoku, pamięć o Sybirze wciąż kształtuje wrażliwość kolejnych pokoleń i pozostaje ważnym elementem polskiej tożsamości.

Znadniemna.pl na podstawie Dzieje.pl/PAP, na zdjęciu: obchody przy Grobie Nieznanego Sybiraka w Białymstoku, fot.: Facebook.com/muzeumpamiecisybiru

W całej Polsce upamiętniono dziś, 10 lutego, 86. rocznicę pierwszej masowej deportacji Polaków na Syberię. Główne uroczystości odbyły się w Białymstoku, gdzie przy Grobie Nieznanego Sybiraka oraz w Muzeum Pamięci Sybiru zgromadzili się Sybiracy, ich rodziny, przedstawiciele władz i mieszkańcy miasta. Podobne wydarzenia zorganizowano także

Dziś, w rocznicę śmierci Edwarda Bonifacego Pawłowicza, wracamy do postaci wybitnej i szczególnie zasłużonej dla Kresów oraz ziem, które dziś znajdują się w granicach Białorusi. Choć rok 2025 upłynął pod znakiem 200. rocznicy jego urodzin, to właśnie data jego odejścia stała się dla nas impulsem do publikacji niniejszego tekstu. Pawłowicz – malarz, pamiętnikarz, działacz społeczny i powstaniec styczniowy – pozostawił po sobie nie tylko dzieła sztuki, lecz także bezcenne świadectwo życia Nowogródczyzny i szerzej: XIX-wiecznych ziem białoruskich dawnej Rzeczypospolitej.

Artysta z Turgiel i Nowogródczyzny

Herb Jasieńczyk

Edward Bonifacy Pawłowicz herbu Jasieńczyk urodził się 7 czerwca 1825 roku w Turgielach, w rodzinie szlacheckiej. Ojciec Franciszek był komornikiem, matka – Kunegunda z domu Pagażelska. Dzieciństwo i młodość spędził na Nowogródczyźnie, z którą związał się emocjonalnie i twórczo na całe życie.

Edukację rozpoczął w szkołach przy bazyliańskich klasztorach w Żyrowicach i Słonimiu, a następnie w Słuckiej Gimnazji, którą ukończył w 1836 roku. Później studiował w Wilnie – jako wolny słuchacz Akademii Medyczno-Chirurgicznej i Duchownej – oraz pobierał prywatne lekcje malarstwa u Kanutego Rusieckiego i Karola Rypińskiego.

Edward Pawłowicz w latach 1856—1861

W 1849 roku wyjechał do Petersburga, gdzie rozpoczął studia w Akademii Sztuk Pięknych, ukończone w 1853 roku. Następnie przez kilka lat podróżował po Europie Zachodniej – Włoszech, Francji i Hiszpanii, kopiując dzieła mistrzów w muzeach i galeriach oraz nawiązując kontakty z polskimi artystami-emigrantami, m.in. Teofilem Lenartowiczem.

Nowogródek – sztuka, edukacja i misja społeczna

Edward Pawłowicz, „Kościół Bazylianów w Nowogródku”, 1848 r.

Rok 1859 był przełomowy – Pawłowicz wrócił do Nowogródka, gdzie objął stanowisko nauczyciela rysunku w gimnazjum. Ten okres szczegółowo opisał w swoich pamiętnikach, dziś uznawanych za unikalne świadectwo życia kulturalnego i społecznego ziemi nowogródzkiej w połowie XIX wieku.

Edward Pawłowicz, „Kościół w Iszkołdzi”, 1848 r.

Bywał w licznych dworach szlacheckich, malując portrety gospodarzy, pejzaże, szkice kościołów i pałaców, wykonywał także prace dla świątyń. W pamiętniku „Wspomnienia: Nowogródek, więzienie, wygnanie, Lwów 1887” tak opisywał początki swej pracy:

„Pierwszą moją pracą artystyczną (…) był obraz Św. Stanisława Kostki, patrona uczącej się młodzieży, ofiarowany przeze mnie dla ołtarza gimnazistów…”.

Ten fragment ukazuje Pawłowicza nie tylko jako artystę, ale także człowieka głęboko zaangażowanego w życie lokalnej wspólnoty. Organizował teatr amatorski, założył szkółkę niedzielną dla biednych, bibliotekę i czytelnię, działał na rzecz trzeźwości wśród chłopów, publikował artykuły społeczne w prasie polskiej i emigracyjnej.

Powstanie, zesłanie

Choć początkowo nie popierał idei zbrojnego wystąpienia, wydarzenia Powstania Styczniowego wciągnęły go w wir historii. 7 marca 1863 roku, podczas lekcji w nowogródzkim gimnazjum, został aresztowany. Uczniowie zapamiętali jego słowa z tej ostatniej lekcji:

„Porządek, ład, harmonia, były zawsze i pozostaną na zawsze podstawą wszelkiego dobra i piękna…”

Za działalność uznaną przez władze carskie za niebezpieczną został zesłany do guberni ołonieckiej. Zesłanie było doświadczeniem skrajnym – żył w biedzie, samotności, utrzymując się z symbolicznego zapomogowego. To właśnie wtedy dojrzewał jako pisarz-pamiętnikarz, uważny obserwator ludzkich losów i mechanizmów władzy.

Lwów – muzeum, pamięć i ostatnie lata

Edward Pawłowicz, ok. 1900 r.

Po powrocie z zesłania Pawłowicz przebywał w Nowogródku, Warszawie (gdzie wraz z Juliuszem Kossakiem prowadził szkołę malarską dla kobiet), aż w końcu w 1870 roku osiadł we Lwowie. Tam pracował w Muzeum im. Lubomirskich jako kustosz i konserwator zbiorów.

Równolegle tworzył i publikował. Jest autorem licznych wspomnień i pamiętników, m.in. „Wspomnienia znad Wilii i Niemna”, „Nowogródek w XIX stuleciu”, „Z życia Litwina”. Zebrał bezcenne informacje o życiu kulturalnym i literackim ziem białoruskich i litewskich oraz o postaciach takich jak Franciszek Sawicz.

Nagrobek na mogile artysty Edwarda Pawłowicza. Cmentarz Łyczakowski, pole nr 10

Zmarł 10 lutego 1909 roku w samotności. Jego grób na Cmentarzu Łyczakowskim pozostaje dziś symbolem losu wielu kresowych intelektualistów – wiernych idei, często zapomnianych.

Współczesna historiografia białoruska określa go jako mistrza pióra i pędzla, oświeciciela i męża pamięci, podkreślając jego wkład w dokumentowanie życia Białorusi XIX wieku. Ta wieloperspektywiczność czyni Edwarda Pawłowicza postacią wspólną dla dziedzictwa polskiego, białoruskiego i kresowego.

Odkrywane dziś fragmenty jego pamiętników nie są jedynie zapisem przeszłości – to żywy dialog z epoką, który wciąż uczy wrażliwości, odpowiedzialności i szacunku dla kultury.

Opr. Waleria Brażuk/Znadniemna.pl

Dziś, w rocznicę śmierci Edwarda Bonifacego Pawłowicza, wracamy do postaci wybitnej i szczególnie zasłużonej dla Kresów oraz ziem, które dziś znajdują się w granicach Białorusi. Choć rok 2025 upłynął pod znakiem 200. rocznicy jego urodzin, to właśnie data jego odejścia stała się dla nas impulsem

Statystyki Straży Granicznej z lat 2024–2025 pokazują, że wyraźnie spada liczba obywateli Białorusi, przebywających w Polsce bez ważnych dokumentów, zezwalających na pobyt w kraju. Jeszcze ciekawsze jest jednak to, że większość naruszeń nie wynika z chęci ukrycia się przed państwem, lecz z opóźnień, przeoczeń i zwykłych życiowych komplikacji. Motywacje sprawców są proste, a premedytacja pojawia się rzadko.

Liczba ujawnionych przypadków nielegalnego pobytu Białorusinów w Polsce zmniejszyła się z 1655 w 2024 roku do 1394 w 2025 roku, co oznacza spadek o niemal szesnaście procent. Podobny kierunek zmian widać w danych dotyczących nielegalnej pracy oraz decyzji nakazujących opuszczenie Polski. To wyraźny sygnał, że sytuacja migracyjna stabilizuje się, a nie zmierza w stronę narastającej presji czy prób obejścia systemu.

Najbardziej wymowny jest sposób, w jaki Straż Graniczna ujawnia naruszenia. Zdecydowana większość osób zostaje odnotowana na przejściach granicznych, przede wszystkim w Terespolu, podczas wyjazdu z Polski. Funkcjonariusze stwierdzają w takich sytuacjach, że cudzoziemiec przekracza granicę z przeterminowaną wizą lub kartą pobytu. To nie jest zachowanie osoby, która próbuje pozostać w kraju nielegalnie. To raczej efekt przeoczenia, błędnej interpretacji przepisów albo problemów z terminowym uzyskaniem nowych dokumentów. Premedytacja w takich przypadkach jest minimalna, a często nie ma jej wcale.

Wewnątrz kraju ujawniono 437 takich osób, głównie w regionach, gdzie Białorusini pracują, studiują i mieszkają na co dzień. Naruszenia wynikają tu z realiów życia migrantów: zmiany pracy, oczekiwania na decyzję urzędową, niejasności dotyczących zezwoleń. Podobnie wygląda kwestia nielegalnej pracy. Najczęściej chodzi o zatrudnienie podjęte przed uzyskaniem decyzji, pracę w innym miejscu niż wskazane w zezwoleniu lub pracę wykonywaną w okresie oczekiwania na przedłużenie dokumentów. To wykroczenia administracyjne, a nie działania o charakterze przestępczym.

Motywacje osób naruszających przepisy są przede wszystkim praktyczne. Chodzi o kontynuację zatrudnienia, studiów lub pobytu rodzinnego, a nie o próbę obejścia systemu. Dane dotyczące przekazań w ramach systemu dublińskiego (czyli unijnych zasad określających, który kraj odpowiada za rozpatrzenie wniosku o azyl – red.) potwierdzają, że skala nadużyć w procedurach azylowych jest marginalna i nie wpływa na ogólny obraz zjawiska.

Wszystko to prowadzi do jednego wniosku: nielegalny pobyt obywateli Białorusi w Polsce ma przede wszystkim charakter administracyjny, a nie kryminalny. Dynamika wskazuje na stopniowe zmniejszanie się skali zjawiska, a analiza motywacji i okoliczności ujawnień pokazuje, że premedytacja odgrywa tu rolę marginalną. To obraz migracji funkcjonującej w ramach przewidywalnych, choć niekiedy skomplikowanych procedur prawnych, a nie zjawiska wymykającego się spod kontroli.

Znadniemna.pl na podstawie Strazgraniczna.pl, na zdjęciu: funkcjonariusz Straży Granicznej podczas wykonywania czynności służbowych, fot.: Straż Graniczna RP

Statystyki Straży Granicznej z lat 2024–2025 pokazują, że wyraźnie spada liczba obywateli Białorusi, przebywających w Polsce bez ważnych dokumentów, zezwalających na pobyt w kraju. Jeszcze ciekawsze jest jednak to, że większość naruszeń nie wynika z chęci ukrycia się przed państwem, lecz z opóźnień, przeoczeń i

Zmarł 9 lutego 1999 roku, pozostawiając po sobie dorobek, który ukształtował polską humanistykę na kilka pokoleń. Choć całe życie zawodowe spędził w Warszawie, jego tożsamość wyrastała z krajobrazu Nowogródczyzny — ziemi dzisiejszej Białorusi, z której pochodził jego ród. Ta kresowa pamięć, spleciona z europejską formacją intelektualną, stworzyła uczonego o wyjątkowej wrażliwości, sformowanej na pograniczu kultur.

Kresowe korzenie i narodziny pasji

Aleksander Gieysztor przyszedł na świat 17 lipca 1916 roku w Moskwie, dokąd jego rodzina — polsko‑litewski ród szlachecki z Płaskowicz (folwark koło Nieświeża – red.) na Nowogródczyźnie — trafiła w czasie I wojny światowej. W domu żywa była pamięć o „rodzinnej Białorusi”, jak sam później mówił, o ziemi, z której wywędrowali Gieysztorowie. Nie była to genealogiczna ciekawostka, lecz element jego tożsamości, pielęgnowany w rodzinnych opowieściach. Ta kresowa tradycja, pełna wielojęzyczności i kulturowej różnorodności, stała się jednym z fundamentów jego późniejszej wrażliwości naukowej.

Po rewolucji bolszewickiej rodzina Gieysztorów repatriowała się do Warszawy, gdzie ojciec objął stanowisko w zarządzie Małopolskiego Banku. Wychowaniem małego „Alesia” (jak nazywano go w domu – red.) zajmowała się matka, Barbara z Popielów, dbając o to, by syn od najmłodszych lat chłonął języki i kulturę. Uczył się rosyjskiego, francuskiego i gry na fortepianie — a więc wszystkiego, co w rodzinach kresowych uchodziło za naturalny element formacji młodego człowieka.

Wspomnienia o Nowogródczyźnie tymczasem tworzyły dla Gieysztora wyobrażony pejzaż dzieciństwa — przestrzeń wielojęzyczną, wielowyznaniową, przenikniętą historią. To właśnie z tej tradycji pogranicza wyrastała jego późniejsza wrażliwość na złożoność procesów historycznych. Kresowe pochodzenie nie było dla niego wprawdzie tematem do publicznego eksponowania, ale wracało w rozmowach, gdy mówił o kulturze pogranicza, o dawnych ziemiach Wielkiego Księstwa, o świecie, w którym granice były płynne, a tożsamość — wielowarstwowa. Ten sposób myślenia przeniknął jego naukowe spojrzenie na średniowiecze i państwo Piastów.

W gimnazjum Ludwika Lorentza trafił na nauczycieli, którzy ukształtowali jego intelektualny świat: Stanisława Ossowskiego, Bronisława Weczerkiewicza, Stanisława Helścińskiego, Czesława Pawłowskiego. Młody człowiek szczególnie dużo zawdzięczał Bolesławowi Gutmanowi, który nauczył go czytać trudne łacińskie teksty.

To właśnie w szkolnej bibliotece Aleksander znalazł książkę, która przesądziła o jego przyszłości — „Ród Awdańców w średniowieczu” Władysława Semkowicza. Przeczytał ją jednym tchem i zrozumiał, że chce zostać mediewistą.

Mistrzowie, wojna i pierwsze książki

W 1933 roku rozpoczął studia historyczne na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie jego mistrzami stali się Tadeusz Manteuffel, Stanisław Kętrzyński i Marceli Handelsman. Seminarium tego ostatniego — „privatissimum” — było kuźnią talentów, a Gieysztor należał do jego najzdolniejszych uczniów. Już w 1935 roku zadebiutował na Zjeździe Historyków w Wilnie, a dwa lata później obronił pracę magisterską o Karolu Wielkim.

Stypendium pozwoliło mu studiować w paryskiej École Pratique des Hautes Études, gdzie zetknął się z europejską elitą naukową. Gdy w 1939 roku wrócił do Polski, kraj był już w stanie wojny. W okupowanej Warszawie Gieysztor łączył działalność w Armii Krajowej — w dziale informacji i propagandy — z wykładaniem na tajnym uniwersytecie. W konspiracji napisał i obronił doktorat o genezie krucjat i encyklice papieża Sergiusza IV.

Po upadku Powstania Warszawskiego trafił do niewoli w Sandbostel, a później w Gross‑Born. Tam, razem ze Stanisławem Płoskim, napisał pierwszą historię Powstania Warszawskiego — „na gorąco”, z pamięci, wśród współwięźniów. Po wyzwoleniu wrócił pieszo do zrujnowanej Warszawy, gotów odbudowywać naukę od podstaw.

Odrodzenie nauki, działalność publiczna i cień podejrzeń

Powojenna Polska była krajem, który niewiele przypominał tę sprzed 1939 roku. Gieysztor początkowo angażował się w działalność podziemną, ale jego mistrz Manteuffel stanowczo mu to odradził: „Teraz nie czas na partyzantkę — tworzymy uniwersytet”. To zdanie stało się dla Aleksandra drogowskazem. W 1945 roku rozpoczął pracę w Instytucie Historii Sztuki i Inwentaryzacji Zabytków, a wkrótce potem wrócił na Uniwersytet Warszawski.

W tym okresie pojawiły się także podejrzenia o kontakty Gieysztora z UB, które do dziś bywają przywoływane. Historycy, w tym badacze IPN, podkreślają jednak, że miały one charakter krótkotrwały, wymuszony realiami epoki i nie przyniosły nikomu szkody. Nie ma dowodów, by Gieysztor komukolwiek zaszkodził, a jego postawa w kolejnych dekadach — wielokrotne protesty przeciw cenzurze, podpisanie „Listu 34”, udział w „Apelu 64” — świadczy o jego niezależności i odwadze cywilnej.

Przez dwadzieścia lat uczony z kresowym rodowodem i europejską edukacją kierował Instytutem Historycznym UW, tworząc środowisko, które stało się jednym z najważniejszych ośrodków humanistyki w Europie Środkowej. Wspierał kontakty międzynarodowe, otwierał polską naukę na świat, a jego uczniowie — m.in. Karol Modzelewski — wspominali go jako mistrza wymagającego, ale sprawiedliwego. W 1989 roku Aleksander Gieysztor przewodniczył ostatniemu posiedzeniu obrad Okrągłego Stołu, symbolicznie domykając epokę PRL, w której przyszło mu żyć i pracować.

Gieysztor wobec zbrodni katyńskiej

Choć Aleksander Gieysztor unikał politycznych deklaracji, w sprawie zbrodni katyńskiej zabrał głos w sposób jednoznaczny — jako uczony przekonany, że prawda historyczna musi zostać ujawniona i udokumentowana. W latach 90. współredagował, wraz z rosyjskim historykiem Rudolfem Pichoją, monumentalną czterotomową edycję źródeł „Katyń. Jeńcy nieogłoszonej wojny. Dokumenty i materiały” (1997). Było to pierwsze tak szerokie, wspólne polsko‑rosyjskie opracowanie dokumentów dotyczących zbrodni, a jego publikacja stanowiła przełom w badaniach nad Katyniem. Gieysztor uważał, że bez rzetelnego ujawnienia archiwów nie można uczciwie opowiedzieć historii XX wieku.

Jego zaangażowanie w prace nad dokumentacją katyńską wynikało z głębokiego przekonania, że historyk ma obowiązek „oczyszczać pamięć” poprzez udostępnianie źródeł, niezależnie od politycznych konsekwencji. W swoich wypowiedziach podkreślał, że Katyń jest nie tylko tragedią narodową, lecz także sprawdzianem dla nauki — testem, czy potrafi ona stanąć ponad naciskami i manipulacją. W tym sensie jego praca nad edycją dokumentów była nie tylko przedsięwzięciem naukowym, lecz także aktem obywatelskiej odwagi.

Strażnik pamięci

Jedną z największych życiowych misji Gieysztora była odbudowa Zamku Królewskiego w Warszawie. Przez 25 lat uczony pracował nad jego wskrzeszeniem, a przez 12 lat był jego pierwszym dyrektorem. Dla niego zamek był symbolem — nie tylko architektonicznym, lecz także moralnym. „Książki przeczytają albo nie, ale zamek będzie stał” — powtarzał. Wbrew sceptykom doprowadził do rekonstrukcji, którą dziś uważa się za jedno z największych osiągnięć polskiej kultury powojennej.

Dbał o każdy detal, szukał fundatorów za granicą, odbudowywał zbiory, które spłonęły w czasie wojny. Jego własna biblioteka rodzinna została zniszczona, ale przez całe życie odbudowywał ją na nowo — z pasją bibliofila i świadomością, że książki są częścią pamięci. Wiele z nich przekazał później Zamkowi.

Był także aktywny w Polskiej Akademii Nauk, której został prezesem na dwie kadencje. Otrzymał liczne odznaczenia międzynarodowe, a jego bibliografia — ponad tysiąc prac — obejmuje zarówno studia nad karolińską Europą, jak i badania nad mitologią Słowian, kulturą pogranicza, językoznawstwem czy historią II wojny światowej.

Do końca życia prowadził seminaria, otoczony szacunkiem studentów i współpracowników. W jego myśleniu o kulturze i historii zawsze pobrzmiewał ton kresowy — pamięć o ziemi, z której wyrósł.

Nasz wybitny krajan Aleksander Gieysztor zmarł 9 lutego 1999 roku w Warszawie po półrocznej chorobie i został pochowany na cmentarzu Powązkowskim.

Grób Aleksandra Gieysztora, jego żony Ireny i rodziców na warszawskich Powązkach, fot.: Grzegorz Petka/Wikipedia

Opr. Walery Kowalewski/Znadniemna.pl, na zdjęciu Aleksander Gieysztor w 1995 roku, fot.: Wikipedia

Zmarł 9 lutego 1999 roku, pozostawiając po sobie dorobek, który ukształtował polską humanistykę na kilka pokoleń. Choć całe życie zawodowe spędził w Warszawie, jego tożsamość wyrastała z krajobrazu Nowogródczyzny — ziemi dzisiejszej Białorusi, z której pochodził jego ród. Ta kresowa pamięć, spleciona z europejską formacją

9 lutego mija kolejna rocznica śmierci kpt. Władysława Steckiewicza – jedynego polskiego żołnierza poległego podczas wyzwalania Brześcia nad Bugiem w lutym 1919 roku. Zginął, prowadząc patrol, który jako pierwszy wkroczył do miasta. Jego grób do dziś pozostaje jednym z najważniejszych miejsc polskiej pamięci na Kresach.

Budowa odrodzonego państwa polskiego po 11 listopada 1918 roku nie była procesem ani łatwym, ani bezkrwawym. Jak trafnie ujął to gen. Kazimierz Sosnkowski, rozejm na froncie zachodnim oznaczał dla Polski dopiero początek walk o „niepodległość zdefiniowaną” – o realne granice Rzeczypospolitej, które należało wywalczyć własnym wysiłkiem zbrojnym. Jednym z takich miejsc był Brześć nad Bugiem, strategiczny punkt na mapie wschodnich ziem dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Po ogłoszeniu niepodległości Brześć pozostawał w rękach niemieckich. Sytuację komplikował fakt, że wycofujące się z Ukrainy oddziały niemieckie oddzielały wojsko polskie od nacierających od wschodu sił bolszewickich, a jednocześnie pojawiło się zagrożenie ze strony formujących się oddziałów ukraińskich. Gdy Niemcy zamierzali przekazać miasto Ukraińcom, polskie dowództwo podjęło decyzję o jego odbiciu.

Do walk o Brześć skierowano regularne oddziały Wojska Polskiego – 34. i 22. pułk piechoty – oraz Wileński Oddział Wojsk Polskich, wywodzący się z samoobrony wileńskiej. Formacja ta, dowodzona przez majora Władysława Dąbrowskiego, przeszła dramatyczny, blisko 400-kilometrowy marsz w surowych zimowych warunkach, lawirując pomiędzy oddziałami niemieckimi a bolszewickimi. Z czasem zgrupowanie urosło do około 600 żołnierzy.

Pierwsze próby przełamania niemieckiej obrony w rejonie Kobylan i Błotkowa na początku lutego 1919 roku zakończyły się dużymi stratami. Polskie oddziały dostały się pod silny ogień karabinów maszynowych z fortów brzeskich i musiały się wycofać. Poległych pochowano w Białej Podlaskiej. Jednak kolejne dni przyniosły przełom. Po pertraktacjach i manewrach oddziałów gen. Antoniego Listowskiego oraz nacisku od wschodu ze strony jazdy majora Dąbrowskiego, 9 lutego wyzwolony został Terespol.

Kluczowe wydarzenia rozegrały się w nocy z 8 na 9 lutego 1919 roku. Oddziały dywizji podlaskiej gen. Listowskiego wkroczyły do Brześcia, podczas gdy od wschodu nacierały siły majora Dąbrowskiego. Niemcy, wycofując się, podpalili magazyny wojskowe. W mieście doszło do sześciogodzinnych, zaciętych walk. Polacy wzięli do niewoli około 40 jeńców, zdobyli trzy ciężkie karabiny maszynowe, działa, broń ręczną, samochody, konie, wozy oraz tabor kolejowy i magazyny.

Właśnie wtedy poległ kpt. Władysław Steckiewicz. Dowodząc patrolem, jako pierwszy wkroczył do miasta. Zginął od kuli wystrzelonej z niemieckiego pociągu pancernego. Był jedynym polskim żołnierzem poległym w walkach o Brześć. Miał zaledwie 29 lat. Niewiele zachowało się informacji o jego wcześniejszym życiu; przypuszcza się, że był członkiem tzw. legii oficerskiej – formacji, w której oficerowie walczyli w pierwszej linii jako zwykli żołnierze. Już wcześniej wsławił się odwagą w starciach z Niemcami i bolszewikami.

Po wyzwoleniu miasta Brześć stał się symbolem zwycięstwa w jednym z kluczowych momentów walk o wschodnie granice Polski. 13 lutego 1919 roku gen. Antoni Listowski przyjął w mieście defiladę swoich wojsk. Pamięć o kapitanie Steckiewiczu była w dwudziestoleciu międzywojennym żywa – jego imieniem nazwano jedną z ulic Brześcia (dziś noszącą nazwę Komsomolskiej), a jego grób stał się miejscem patriotycznych uroczystości.

Do dziś na nagrobku widnieją słowa:

„Dowódca wojsk partyzanckich. Kapitan Władysław Steckiewicz. Padł od kuli wroga przy zdobyciu Brześcia n/Bugiem w dniu 9 lutego 1919 r. Żył lat 29. Cześć jego bohaterskim prochom”.

W rocznicę jego śmierci warto przypomnieć, że historia Kresów to nie tylko dzieje wielkich bitew i traktatów, lecz także losy pojedynczych ludzi, którzy – jak kpt. Władysław Steckiewicz – zapłacili najwyższą cenę za wolność odradzającej się Rzeczypospolitej.

Znadniemna.pl/Echa Polesia/Na zdjęciu: Grób kpt. Władysława Steckiewicza na cmentarzu przy ul. Puszkińskiej w Brześciu

9 lutego mija kolejna rocznica śmierci kpt. Władysława Steckiewicza – jedynego polskiego żołnierza poległego podczas wyzwalania Brześcia nad Bugiem w lutym 1919 roku. Zginął, prowadząc patrol, który jako pierwszy wkroczył do miasta. Jego grób do dziś pozostaje jednym z najważniejszych miejsc polskiej pamięci na Kresach. Budowa

W Białymstoku ponad 1,2 tys. uczestników wzięło udział w 8. Biegu Pamięci Sybiru, który w sobotni wieczór odbył się w Lesie Turczyńskim. Wydarzenie, organizowane przez Muzeum Pamięci Sybiru oraz Fundację Białystok Biega, było jednym z głównych punktów obchodów 86. rocznicy pierwszej masowej deportacji obywateli II RP w głąb Związku Sowieckiego.

Bieg nie miał charakteru typowo sportowego. Jego celem było upamiętnienie ofiar wywózek na Sybir oraz popularyzowanie historii, zwłaszcza wśród młodego pokolenia. Zawodnicy ruszyli na trasę po zmroku, w zimowych warunkach, z latarkami czołowymi. Leśną trasę wzbogacały inscenizacje świetlne i dźwiękowe, budujące nastrój refleksji i przybliżające realia nocy deportacyjnych z lutego 1940 roku.

– To forma hołdu dla tysięcy Polaków zesłanych na Syberię i do Kazachstanu. Cieszy nas, że pamięć o Sybirakach trwa i że jest komu przekazać ich historię – mówiła przed startem prezes białostockiego oddziału Związku Sybiraków Jolanta Hryniewicka.

prof. Wojciech Śleszyński

Jak podkreślał dyrektor Muzeum Pamięci Sybiru prof. Wojciech Śleszyński, bieg nawiązuje nie tylko do pierwszej deportacji z 9 na 10 lutego 1940 roku, ale do wszystkich czterech wywózek z lat 1940–1941. – Biegniemy w lesie i po zmroku, aby symbolicznie oddać atmosferę tamtych wydarzeń. W pierwszej deportacji byli m.in. leśnicy, dlatego miejsce ma szczególne znaczenie – zaznaczył.

Uczestnicy mogli wybrać dystans 5 lub 10 kilometrów, a także zadedykować swój bieg konkretnemu Sybirakowi. Na mecie każdy otrzymał pamiątkowy medal. W tym roku przedstawiał on lokówkę należącą do Amelii Sieczko, deportowanej w lutym 1940 roku – symbol utraconej codzienności i marzenia o normalnym życiu.

Równolegle wystartowała edycja wirtualna biegu, do której można dołączyć z dowolnego miejsca na świecie. Pierwsze zgłoszenia napłynęły już m.in. z Niemiec, Austrii, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych.

Bieg Pamięci Sybiru odbywa się również w innych miastach – m.in. we Wrocławiu, gdzie tegoroczna edycja zaplanowana jest na 21 lutego. W czterech akcjach deportacyjnych w latach 1940–1941 władze sowieckie wywiozły około 330 tysięcy obywateli II Rzeczypospolitej. Dla wielu z nich była to droga bez powrotu.

Znadniemna.pl/PAP/Fot.: facebook.com/muzeumpamiecisybiru

W Białymstoku ponad 1,2 tys. uczestników wzięło udział w 8. Biegu Pamięci Sybiru, który w sobotni wieczór odbył się w Lesie Turczyńskim. Wydarzenie, organizowane przez Muzeum Pamięci Sybiru oraz Fundację Białystok Biega, było jednym z głównych punktów obchodów 86. rocznicy pierwszej masowej deportacji obywateli II

W wieku 80 lat odszedł do wieczności biskup Kazimierz Wielikosielec – najstarszy katolicki hierarcha na Białorusi. Kuria diecezji pińskiej z żalem informuje, że w niedzielę 8 lutego, w 81. roku życia ziemskiego, 42. roku kapłaństwa i 27. roku posługi biskupiej, odszedł do wieczności emerytowany biskup pomocniczy diecezji pińskiej. Był duchownym, który przez dziesięciolecia służył Kościołowi na Białorusi w trudnych czasach, odbudowując struktury kościelne i wspierając wiernych.

Biskup Kazimierz Wielikosielec urodził się 5 maja 1945 roku w Starowoli, w rejonie prużańskim na Ziemi Brzeskiej. Dorastał w czasach, gdy życie religijne było systemowo ograniczane. Najbliższy czynny kościół, do którego uczęszczał wraz z ojcem, znajdował się w Kobryniu, kilkadziesiąt kilometrów od rodzinnej wsi. Już w młodości jego wiara kształtowała się w atmosferze wyrzeczeń i konsekwentnego świadectwa.

Po odbyciu obowiązkowej zasadniczej służby wojskowej w ZSRR pracował na budowie w Wilnie. Pomimo panującego wówczas ateizmu jego wiara nie tylko nie osłabła, lecz systematycznie się umacniała. To właśnie w Wilnie poznał ojców dominikanów, z którymi związał swoje dalsze życie i kapłańskie powołanie.

Droga do kapłaństwa była długa i naznaczona trudnościami. Przez trzy lata władze sowieckie odmawiały mu zgody na podjęcie nauki w seminarium duchownym w Rydze. Nie zniechęciło go to jednak – w tym czasie podjął nielegalne studia teologiczne pod kierunkiem ks. dr. Wacława Piontkowskiego. Dopiero w 1981 roku został oficjalnie przyjęty do Seminarium Teologicznego w Rydze.

Święcenia kapłańskie przyjął w 1984 roku. Rozpoczął posługę duszpasterską w parafii Świętej Trójcy w Iszkołdzi w rejonie baranowickim. Był to czas dramatycznego niedoboru duchowieństwa na Białorusi, dlatego ks. Kazimierz opiekował się jednocześnie wieloma, często bardzo oddalonymi parafiami, łącząc intensywną pracę duszpasterską z odbudową i remontami świątyń.

W 1992 roku został mianowany wikariuszem generalnym diecezji pińskiej. Siedem lat później, w 1999 roku, przyjął sakrę biskupią. Jego posługa biskupia trwała niemal 25 lat i przypadła na kluczowy okres odradzania się struktur Kościoła katolickiego na Białorusi po upadku Związku Radzieckiego.

Po ukończeniu 75. roku życia w 2020 roku nie przeszedł na emeryturę – papież Franciszek przedłużył jego uprawnienia biskupie. W 2021 roku bp Kazimierz Wielikosielec pełnił przez kilka miesięcy funkcję administratora apostolskiego archidiecezji mińsko-mohylewskiej, podejmując się tej odpowiedzialnej misji w czasie szczególnych napięć społecznych i kościelnych.

Rezygnację z urzędu biskupa pomocniczego diecezji pińskiej Stolica Apostolska przyjęła w 2024 roku. Zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego mógł posługiwać się tytułem biskupa seniora (emeryta), pozostając jednocześnie autorytetem duchowym dla wiernych i duchowieństwa.

Biskup Kazimierz Wielikosielec zmarł 8 lutego 2026 roku w Homelskim Miejskim Centrum Kardiologicznym. Był najstarszym wiekiem katolickim hierarchą na Białorusi. Pozostawił po sobie świadectwo wiary, wytrwałości i cichej służby Kościołowi w trudnych czasach.

Jak przyznawał sam hierarcha, w jego służbie było wiele trudności, ale wszystkie one rozwiązywał na kolanach przed Najświętszym sakramentem, prosząc o wstawiennictwo Matki Bożej. Biskup Kazimierz codziennie odmawiał wszystkie cztery części różańca, a także drogę krzyżową.

W swoich kazaniach często powtarzał, jakiej śmierci pragnie dla siebie i innych:

„Przeżyć życie tak, aby stanąć przed Bogiem z czystą duszą, czcić Boga i zrobić komuś coś dobrego”.

12 lutego o godzinie 12:00, w pińskiej katedrze (ul. Lenina 16) odprawiona zostanie Msza święta żałobna za biskupa Kazimierza Wielikosielca i uroczystości pogrzebowe.

Po Mszy Świętej trumna z ciałem biskupa Kazimierza zostanie, zgodnie z jego wolą, przewieziona do jego rodzinnej parafii w Szereszowie (powiat prużański), gdzie zostanie pochowany na miejscowym cmentarzu w pobliżu kościoła pw. Trójcy Przenajświętszej.

Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie.

Znadniemna.pl/catholic.by

W wieku 80 lat odszedł do wieczności biskup Kazimierz Wielikosielec – najstarszy katolicki hierarcha na Białorusi. Kuria diecezji pińskiej z żalem informuje, że w niedzielę 8 lutego, w 81. roku życia ziemskiego, 42. roku kapłaństwa i 27. roku posługi biskupiej, odszedł do wieczności emerytowany biskup

Barokowy pałac w Zdzięciole w obwodzie grodzieńskim, wzniesiony w 1751 roku przez Mikołaja Faustyna Radziwiłła, ojca jednego z najwybitniejszych przedstawicieli elity Wielkiego Księstwa Litewskiego, może zmienić właściciela za symboliczną cenę. Choć cena wywoławcza wynosi zaledwie 90 rubli białoruskich (30 dolarów), nowego nabywcę czeka wyzwanie na miarę kilku stuleci historii.

Pałac na obrazie Napoleona Ordy (2. połowa XIX wieku). Fot.: wikipedia.org

W samym centrum Zdzięcioła, przy ulicy Pobiedy, stoi pałac, który pamięta czasy świetności Wielkiego Księstwa Litewskiego. Budynek został wzniesiony w 1751 roku przez Mikołaja Faustyna Radziwiłła – magnata i ojca Ulryka Krzysztofa Radziwiłła, pisarza, poety, historyka, działacza państwowego WKL oraz księcia Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Rezydencja należała do jednego z najpotężniejszych rodów dawnej Rzeczypospolitej i była symbolem prestiżu oraz kultury epoki baroku.

Na przestrzeni wieków pałac wielokrotnie zmieniał swój wygląd. Pierwotnie posiadał dwie ozdobne wieżyczki, bogatą dekorację architektoniczną, a wokół niego rozciągał się park krajobrazowy z rzeźbami, altanami i mostkami. Dziś pozostał dwukondygnacyjny ceglany budynek o powierzchni około 1500 m², usytuowany na działce o powierzchni 40 arów. Choć architektonicznie uproszczony, nadal zachowuje monumentalny charakter i status oficjalnego pałacu.

Paradoksem historii jest fakt, że w XX wieku arystokratyczna rezydencja pełniła funkcję czysto użytkową. Od 1938 roku aż do 2010 roku mieściła się tu przychodnia stomatologiczna, podlegająca rejonowemu szpitalowi w Zdzięciole. Budynek przetrwał wojny, zmiany granic i ustrojów, lecz stopniowo tracił swój dawny blask.

Pałac od zachodu

Dziś pałac ponownie trafia na rynek. Aukcję, podczas której cena wywoławcza wynosi jedynie 90 rubli białoruskich (30 dolarów), organizuje spółka „БУТБ-Имущество”. Licytacja zaplanowana jest na 11 marca 2026 roku. Dla porównania – rynkowa wartość obiektu została oszacowana na 255 tysięcy rubli (85 tys. dolarów). Tak niska cena nie jest jednak okazją bez zobowiązań.

Nowy właściciel będzie musiał podpisać zobowiązanie konserwatorskie, w ciągu roku opracować i zatwierdzić dokumentację projektową, a następnie przeprowadzić pełnoskalową restaurację i oddać obiekt do użytkowania nie później niż pięć lat po dokonaniu zakupu. Dodatkowo pałac już dwukrotnie był sprzedawany, lecz wcześniejsi nabywcy nie wywiązali się z warunków renowacji, przez co obiekt wracał do własności państwa.

W ramach transakcji kupujący otrzyma prawo dzierżawy gruntu do 2072 roku, jednak inwestycja ta przeznaczona jest wyłącznie dla strategicznego inwestora, gotowego zaangażować znaczne środki w ratowanie dziedzictwa kulturowego.

Pałac Radziwiłłów w Zdzięciole to dziś jest nie tylko nieruchomością, lecz także symbolem historii regionu – świadkiem epok, które ukształtowały dzisiejszą Białoruś. Czy znajdzie się ktoś, kto przywróci mu dawny blask i wpisze nowy rozdział w jego ponad 270-letnie dzieje?

Znadniemna.pl/tochka.by

Barokowy pałac w Zdzięciole w obwodzie grodzieńskim, wzniesiony w 1751 roku przez Mikołaja Faustyna Radziwiłła, ojca jednego z najwybitniejszych przedstawicieli elity Wielkiego Księstwa Litewskiego, może zmienić właściciela za symboliczną cenę. Choć cena wywoławcza wynosi zaledwie 90 rubli białoruskich (30 dolarów), nowego nabywcę czeka wyzwanie na

Dwieście lat temu, 8 lutego 1826 roku, w Wilnie urodził się Aleksander Jan Walicki — polski literat, krytyk muzyczny, działacz społeczny i uczestnik powstania styczniowego, którego życie i twórczość nierozerwalnie splatają się z historią i kulturą dzisiejszej Białorusi. Jego dorobek, rozpięty między Wilnem, Mińskiem, Nowogródkiem, Charkowem i Warszawą, stanowi jedno z najciekawszych świadectw dziewiętnastowiecznego pogranicza polsko‑białoruskiego.

Aleksander Jan Walicki dorastał w Wilnie, mieście będącym w pierwszej połowie XIX wieku jednym z najważniejszych centrów intelektualnych regionu. Po ukończeniu edukacji wileńskiej wyjechał na studia do Charkowa, gdzie zdobył solidne wykształcenie humanistyczne i zetknął się z szerokim środowiskiem akademickim Imperium Rosyjskiego. To właśnie tam ukształtowała się jego wrażliwość na kulturę, muzykę i literaturę, które później stały się głównymi obszarami jego działalności.

Po powrocie na ziemie dzisiejszej Białorusi Walicki związał się z kręgiem twórców odradzającej się kultury lokalnej. Szczególnie bliskie były mu relacje z Wincentym Duninem‑Marcinkiewiczem, którego twórczość wspierał i komentował. Równocześnie przyjaźnił się ze Stanisławem Moniuszką, z którym łączyła go pasja do muzyki i zainteresowanie kulturą ludową. Był również autorem jednej z pierwszych biografii Moniuszki, opartej na osobistej znajomości i wieloletniej przyjaźni z kompozytorem. Ich współpraca i korespondencja stanowią dziś ważne świadectwo życia artystycznego regionu.

Walicki angażował się również w działalność społeczną i patriotyczną. W 1863 roku wziął udział w powstaniu styczniowym, wspierając działania niepodległościowe na terenach Mińszczyzny i Nowogródczyzny. Po upadku powstania został aresztowany i skazany na zesłanie w głąb Rosji. Pobyt na zesłaniu na trwałe odcisnął się na jego życiu, ograniczając możliwości pracy, ale nie złamał jego aktywności intelektualnej. Po powrocie nie mógł już wrócić do dawnego środowiska na Kresach i ostatecznie osiadł więc w Polsce.

Jako pisarz i publicysta Walicki w swoich publikacjach posługiwał się licznymi pseudonimami i kryptonimami prasowymi, m.in. : Alexander Żeleźniak, Misciuk, Mińszczuk, Nowogrodzianin, Nowogrodzianin W.M., Pauza Symforian, W. oraz Z. Ta różnorodność podpisów odzwierciedla jego bliskość z kulturą białoruską i chęć dialogu z różnymi grupami czytelników. Jego teksty — literackie, krytyczne i publicystyczne — stanowią dziś cenne źródło do badań nad kulturą i życiem społecznym ziem białoruskich w XIX wieku.

Walicki zmarł w Warszawie 13 czerwca 1893 roku i został pochowany na cmentarzu Powązkowskim. Pozostawił po sobie dorobek, który łączy tradycje polskie i białoruskie, a jego biografia jest jednym z najpiękniejszych przykładów twórczego życia na pograniczu kultur. W dwusetną rocznicę urodzin Aleksander Jan Walicki powraca jako postać, która potrafiła dostrzegać wartość w różnorodności i budować mosty między kulturami.

Opr. Walery Kowalewski/Znadniemna.pl, na zdjęciu: Aleksander Jan Walicki, fot.: bis.nlb.by

Dwieście lat temu, 8 lutego 1826 roku, w Wilnie urodził się Aleksander Jan Walicki — polski literat, krytyk muzyczny, działacz społeczny i uczestnik powstania styczniowego, którego życie i twórczość nierozerwalnie splatają się z historią i kulturą dzisiejszej Białorusi. Jego dorobek, rozpięty między Wilnem, Mińskiem, Nowogródkiem,

Stało się! Po latach oczekiwań i po ogłoszeniu nowego wydania Księgi grodzkiej oszmiańskiej (1650–1719) pojawiła się możliwość bezpośredniego pobierania tomów tego niezwykle cennego źródła do dziejów szlachty Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Naukowego UMK, za społecznością  „Archiwalia oszmiańskie: edycja ksiąg grodzkich oszmiańskich z lat 1661-1780” na Facebooku, udostępniamy linki do wszystkich trzech tomów:

To wyjątkowa okazja, by sięgnąć do materiałów, które dotąd były dostępne jedynie w archiwach i specjalistycznych opracowaniach. Teraz każdy badacz, genealog, regionalista czy pasjonat historii Wielkiego Księstwa Litewskiego może pobrać je wprost na swój komputer.

Samych przydatnych danych życzymy!

 Znadniemna.pl za Facebook.com/edycja.ksiag.grodzkich.oszmianskich

Stało się! Po latach oczekiwań i po ogłoszeniu nowego wydania Księgi grodzkiej oszmiańskiej (1650–1719) pojawiła się możliwość bezpośredniego pobierania tomów tego niezwykle cennego źródła do dziejów szlachty Wielkiego Księstwa Litewskiego. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Naukowego UMK, za społecznością  "Archiwalia oszmiańskie: edycja ksiąg grodzkich oszmiańskich z lat 1661-1780"

Przejdź do treści