HomeStandard Blog Whole Post (Page 10)

7 lipca 1944 roku oddziały Armii Krajowej pod dowództwem płk. Aleksandra Krzyżanowskiego w ramach akcji „Burza” rozpoczęły wraz z Armią Czerwoną akcję zdobywania Wilna. Biało-czerwony sztandar powiewał nad miastem tylko kilka godzin. Sowieci zamienili go na czerwony.

Zdążyć przed Sowietami

Decyzja o samodzielnym ataku na Wilno przez oddziały Armii Krajowej, jako części strategicznego planu „Burza”, podjęta została w czerwcu 1944 roku. Autorem operacji był Komendant Okręgu AK Wilno ppłk Aleksander Krzyżanowski ps. Wilk. Plan zakładał, że po rozpoczęciu akcji Niemcy opuszczą Wilno, ale na osobisty rozkaz Hitlera miasto zostało obsadzone przez liczący 17 tysięcy garnizon i zamienione w tzw. strefę ufortyfikowaną.

W ostatniej dekadzie czerwca, gdy przygotowania do akcji nie były jeszcze ukończone, ruszyła ofensywa sowiecka, która rozbiła czołowe pododdziały należące do niemieckiej Grupy Armii „Środek”.

Operacja „Ostra Brama” trwała od 7 do 13 lipca 1944 roku. Miała na celu wyzwolenie Wilna spod okupacji niemieckiej i opanowanie miasta przed nadchodzącymi oddziałami Armii Czerwonej. Początkowo wzięło w niej udział około 4 tys. żołnierzy AK. W bezpośrednich walkach o Wilno oraz w zewnętrznych atakach na linie komunikacyjne i pojedyncze oddziały Wehrmachtu uczestniczyło ponad 12,5 tys. żołnierzy AK.

Taktyczny sojusz z Sowietami i wspólna walka

Z powodu bardzo szybkiej ofensywy 3. Frontu Białoruskiego Armii Czerwonej, operacja „Ostra Brama” została przyspieszona i rozpoczęła się nad ranem 7 lipca 1944 r. Tylko 30 proc. polskich sił wzięło udział w walkach. Tego samego dnia Wilno zaczęli szturmować również Sowieci.

W bezpośrednich walkach na kierunku wileńskim wzięło wówczas udział około 100 tys. żołnierzy, wspieranych przez czołgi i lotnictwo. Oddziały garnizonu konspiracyjnego AK miasta Wilna, które wobec spóźnionego dotarcia rozkazów rozpoczęły atak z kilkugodzinnym opóźnieniem, opanowały własnymi siłami prawobrzeżną część miasta i współdziałając z jednostkami sowieckimi, zaatakowały w części lewobrzeżnej. 13 lipca Wilno zostało zdobyte. Na Górze Zamkowej załopotał biało-czerwony sztandar.

Po opanowaniu miasta przez czerwonoarmistów, liczebnie znacznie przewyższających Polaków, polski sztandar bardzo szybko został zastąpiony flagą ZSRR.

Zdrada Sowietów

Oddziały polskie, atakujące Wilno z zewnątrz, zagrodziły drogę wycofującym się z Wilna Niemcom, staczając 13 lipca krwawą bitwę pod Krawczunami. Zginęło w niej bądź trafiło do niewoli blisko 1000 Niemców. W całej operacji „Ostra Brama” zginęło blisko 500 żołnierzy AK, a ponad 1000 zostało rannych.

14 lipca 1944 roku Sowieci zaproponowali gen. „Wilkowi” utworzenie z Oddziałów Armii Krajowej Okręgu Wileńskiego i Nowogródzkiego samodzielnej jednostki w składzie 3 Frontu Białoruskiego.

17 lipca gen. Krzyżanowski został zaproszony na kolejne rozmowy z gen. Iwanem Czerniachowskim. Pozwolono mu udać się tylko w towarzystwie jednego oficera, majora Teodora Cetysa – cichociemnego. Wieczorem gen. Aleksander Krzyżanowski „Wilk” został aresztowany przez Sowietów. Oddziały AK rozlokowane wokół Puszczy Rudnickiej zostały otoczone przez wojska NKWD i rozbrojone. Tylko cześć żołnierzy zdołała zbiec. Sowieci internowali prawie 6000 żołnierzy. Internowani w większości odmówili wstąpienia do armii Berlinga, za co zostali wywiezieni do Kaługi, gdzie przez kilka lat służyli w batalionach roboczych Armii Czerwonej przy wyrębie lasu. Oficerów aresztowano, osądzono i wywieziono do Riazania.

Fiasko operacji „Ostra Brama”, zdrada Sowietów, potem klęska kolejnych etapów akcji „Burza” odzierały Polaków ze złudzeń. Stało się jasne, że „sojusznik naszych sojuszników” – Związek Sowiecki, będzie realizował na ziemiach polskich swoje cele polityczne i wojskowe za pomocą terroru. Polska – okrojona z połowy swoich ziem – w pojałtańskim świecie została skazana na pozostanie w strefie sowieckich wpływów.

Ostatni konspiratorzy

Chociaż granice Polski zostały przesunięte na zachód, na Wileńszczyźnie jeszcze kilka lat trwała walka partyzancka. Do kwietnia 1945 roku operowały tam oddziały partyzanckie. Wtedy nowy komendant Okręgu Wileńskiego AK, ppłk Antoni Olechnowicz „Pohorecki”, podjął decyzję o ewakuacji żywiołu polskiego z ziem, które zostały oddane Sowietom. Udane przemieszczenie struktur AK, pozwoliło podjąć dalszą działalność w nowym miejscu, na Pomorzu, Podlasiu i Dolnym Śląsku. Tak zaczęła się epopeja słynnych Brygad Wileńskich Armii Krajowej mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, a także struktur wywiadowczych czy legalizacyjnych.

Dopiero działania Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w 1948 roku i olbrzymia akcja „X” doprowadziły do licznych aresztowań, wyroków, a ostatecznie zatrzymania działalności konspiracyjnej prowadzonej na szeroką skalę. Zostali już tylko samotnicy, ostatni konspiratorzy, którzy kolejne lata dawali się we znaki władzy „ludowej”. Ich postawa, oddanie, bezapelacyjne zaangażowanie w osiąganiu najwyższego celu, niepodległości Ojczyzny, powodowały, że komunistyczna bezpieka traktowała polską ludność Kresów Wschodnich II RP, zamieszkującą tereny sowieckiej Litwy, Białoruskiej SRR oraz Ukraińskiej SRR, jak potencjalnych przestępców i stałe zagrożenie.

Opr. Walery Kowalewski, na zdjęciu, wspólny polsko-sowiecki patrol na ulicy Wilna, wyzwolonego spod niemieckiej okupacji, fot.: Wikipedia.org

7 lipca 1944 roku oddziały Armii Krajowej pod dowództwem płk. Aleksandra Krzyżanowskiego w ramach akcji „Burza” rozpoczęły wraz z Armią Czerwoną akcję zdobywania Wilna. Biało-czerwony sztandar powiewał nad miastem tylko kilka godzin. Sowieci zamienili go na czerwony. Zdążyć przed Sowietami Decyzja o samodzielnym ataku na Wilno przez

Dokładnie 135 lat temu, 4 lipca 1890 roku, Kraków stał się miejscem wydarzenia, które przekroczyło ramy zwykłej ceremonii pogrzebowej. Doszło wówczas do wprowadzenia szczątków Adama Mickiewicza do Katedry Wawelskiej, co stało się historycznym i patriotycznym wydarzeniem, które w czasach zaborów poruszyło serca Polaków w kraju i na emigracji.

Narodziny idei

Adam Mickiewicz — poeta, działacz narodowy, symbol duchowego oporu wobec zniewolenia — zmarł w Stambule w 1855 roku. Początkowo pochowany został na cmentarzu w Montmorency (Francja), gdzie jego grób stał się miejscem pielgrzymek Polaków.

Zamiar sprowadzenia prochów Mickiewicza do kraju dojrzewał przez dziesiątki lat. W 1869 r. po pogrzebie Kazimierza Wielkiego, autor, ukryty pod pseudonimem „Litwin”, wydrukował w krakowskiej gazecie „Kraj” artykuł pt. „Zanieśmy Mickiewicza na Wawel”. Odpowiedni wniosek złożył wtedy na posiedzeniu Rady Miasta prezydent dr Józef Dietl, jednak sprawę odłożono na później. Nie zapomniano jednak o Mickiewiczu w Krakowie – w rocznicę śmierci poety organizowano uroczyste wieczorki ku jego czci. Dochody z nich przeznaczano na budowę pomnika; założono też oprocentowane książeczki oszczędnościowe gromadzące środki na sarkofag oraz sprowadzenie zwłok poety do kraju.

Pogrzeb jako manifest

Wniosek o pogrzebanie prochów Mickiewicza ponowił w 1883 r. dr Mieczysław Bochenek, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tym razem zawiązał się komitet organizacyjny, zgromadzono ok. 7 tys. zł. reńskich i uzyskano zgodę Kościoła na złożenie szczątków Mickiewicza w krypcie wawelskiej katedry. Urzędowe pozwolenie na sprowadzenie zwłok nadeszło z Wiednia dopiero 20 czerwca 1890 r. Już trzy dni później ruszyła z Krakowa do Paryża delegacja, 27 i 28 czerwca odbyła się w Montmorency ekshumacja, której świadkiem był m.in. Adam Asnyk.

3 lipca wieczorem do Krakowa dotarła trumna ze szczątkami Mickiewicza. Złożono ją na przechowanie w składzie zbożowym przy ul. Warszawskiej 21. W piątek, 4 lipca 1890 r., była piękna pogoda. Kraków miał wygląd odświętny, wzdłuż trasy pochodu zawieszono na słupach biało-czerwone chorągiewki i flagi. Słupy zostały połączone girlandami z zieleni. Ustawiono też ozdobne pylony, na których podczas pochodu płonęło purpurowe światło. „W ulicy Sławkowskiej olbrzymie chorągwie zwieszały się gęsto ze wszystkich domów, tak, że sięgały poniżej trumny, jakby ścieląc się pod nią” – opisywano. W Rynku Głównym, naprzeciw wylotu ul. Siennej wzniesiono obelisk, ozdobiony lirą i medalionem z podobizną Wieszcza.

Trumnę ustawiono na karawanie, zaprzęgniętym w sześć karych koni – miał kształt ściętej piramidy, obity był purpurową materią, ozdobiony obrazami Matki Boskiej Ostrobramskiej i Częstochowskiej. „Na szczycie dla trumny urządzono posłanie z kwiatów polnych, rodzimych, które tak pięknie opiewał wieszcz nasz w poezyach swoich: kąkol, bławaty i rumianek przeplatane śnieżystemi pękami lilii” – odnotowali kronikarze wydarzeń. Nad trumną zawieszono baldachim z purpurowego pluszu, ozdobionego ręcznie malowanymi kwiatami oraz napisem: „O grób dla kości naszych w ziemi naszej prosimy Cię Panie”.

Po przemówieniach Władysława Mickiewicza i hr. Jana Tarnowskiego, w takt dzwonów bijących w kościele św. Floriana – rozpoczął się przemarsz pogrzebowego orszaku. Trasa wiodła z ul. Szlak przez ul. Warszawską, Basztową i Sławkowską do Rynku Głównego. Na czele kroczyła orkiestra lwowskiej „Harmonii”, za nią – zastępy ochotniczych strażaków z Galicji „w błyszczących kaskach i w różnobarwnych mundurach”.

Pogrzeb Adama Mickiewicza. Zdjęcie pochodzi z albumu „Złożenie zwłok Adama Mickiewicza na Wawelu dnia 4go lipca 1890 roku: książka pamiątkowa z 22 ilustracyami”, wydanego w Krakowie w 1890 roku. Źródło: Biblioteka Cyfrowa UMCS/Domena publiczna

Następnie szła deputacja z 44 wieńcami uwitymi w Wadowicach – a za nimi kilkaset delegacji z trzech zaborów i spoza granic. Na pogrzeb przyjechali mieszkańcy Królestwa Polskiego, Litwy, Ukrainy, Wołynia, Podola, Poznańskiego, Śląska, Warmii oraz Polacy z emigracji. Delegatów przysłali także Ukraińcy, Czesi, Serbowie i Bułgarzy.

„W ogromnym orszaku mieniły się tysiączne wspaniałe barwy: świt włościańskich, krakowskich, ruskich, góralskich, huculskich. Obok świt włościańskich i sukman zmieszane razem z nimi i wśród nich stroje narodowe szlachty, charakterystyczne kapoty mieszczan. Ponad tym strzelają czaple kity, mienią się brylantowe ich zapinki, błyszczą kaski strażaków. Na czele duchowieństwa w imponującej liczbie przeszło 500 kapłanów, profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego i Lwowskiego w togach i z insygniami, posłowie sejmowi. Słowem, kiedy się powiodło okiem po tych tysiącach widziało się jasno i dobitnie, że cały naród, wszystkie jego stany, stawiły się na uroczystą chwilę” – napisał świadek tamtych chwil. Pochód zamykały delegacje Uniwersytetu Lwowskiego i Uniwersytetu Jagiellońskiego. Za nimi, tuż przed karawanem – szedł jedynie arcybiskup.

Przemarsz trwał blisko godzinę. Gdy czoło pochodu było u Kościoła Mariackiego, trumna dopiero ruszyła z miejsca. Za karawanem kroczyła rodzina poety, Wydział Krajowy oraz posłowie do rady państwa i sejmu. Orszak zamykały straże pożarne.

Wawel — duchowa stolica Polski

Adam Mickiewicz spoczął na Wawelu w specjalnie przygotowanej Krypcie Wieszczów Narodowych. Ten gest stał się nie tylko uhonorowaniem poety, lecz także narodowym aktem pamięci, porównywanym przez współczesnych do przenoszenia relikwii świętych. Później w Krypcie Wieszczów Narodowych spoczęli: Juliusz Słowacki i Cyprian Kamil Norwid, tworząc w ten sposób panteon duchowych przywódców Polski.

Wnętrze Krypty Wieszczów Narodowych na Wawelu (2016), fot..: Tsadee – Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org

 Symboliczny pogrzeb Władysława Mickiewicza -syna Wieszcza

W 2001 roku w Krypcie Wieszczów Narodowych na Wawelu odbył się symboliczny pogrzeb syna Adama Mickiewicza – Władysława.

Syn poety, został pochowany we Francji na cmentarzu w Montmorency, w zbiorowej mogile. Nie było możliwości zidentyfikowania jego szczątków, dlatego do krypty na Wawelu na potrzeby symbolicznego pogrzebu przeniesiono jedynie ziemię z jego grobu.

Uroczystość miała miejsce w 180. rocznicę urodzin Cypriana Kamila Norwida, a urna z ziemią z grobu Władysława  została umieszczona obok prochów Mickiewicza i Juliusza Słowackiego. W uroczystościach wziął udział m.in. ówczesny premier RP Jerzy Buzek.

Dziedzictwo ponad czasem

Sarkofag z prochami Adama Mickiewicza na Wawelu, fot.: Facebook.com/KatedraWawel

Dzisiejsza rocznica przypomina, jak silna może być moc kultury i pamięci w jednoczeniu narodu. 135 lat temu Mickiewicz powrócił do Polski nie tylko jako poeta, ale przede wszystkim – jako symbol aspiracji, nadziei i godności narodowej. Jego obecność na Wawelu to świadectwo, że słowo potrafi przetrwać epoki i inspirować kolejne pokolenia.

Na podstawie Dzieje.pl/Polskieradio.pl oprac. Walery Kowalewski, fot.: Facebook.com/KatedraWawel

 

 

 

Dokładnie 135 lat temu, 4 lipca 1890 roku, Kraków stał się miejscem wydarzenia, które przekroczyło ramy zwykłej ceremonii pogrzebowej. Doszło wówczas do wprowadzenia szczątków Adama Mickiewicza do Katedry Wawelskiej, co stało się historycznym i patriotycznym wydarzeniem, które w czasach zaborów poruszyło serca Polaków w kraju

W przededniu długiego weekendu, przypadającego na Białorusi na okres od 3 do 6 lipca, agregator podróży Atlas podał, ile czasu zajmuje autobusom turystycznym przekroczenie granicy przy wyjeździe z Białorusi. Najdłużej czeka się na granicy białorusko-polskiej — na jedynym działającym przejściu granicznym w Brześciu.

Według agregatora w ubiegły weekend niektóre autobusy czekały na granicy z Polską ponad dobę. Rano 2 lipca na przejściu granicznym w Brześciu w kolejce stało aż  30 autobusów.

„Trudno jest przewidzieć czas oczekiwania, ale zdecydowanie warto nastawić się na co najmniej 10 godzin” — poinformował kanał Atlasu na Telegramie.

Inaczej wygląda sytuacja na kierunku litewskim. Na przejściu granicznym w Beniakoniach autobusy kursują według rozkładu, natomiast na Kamiennym Łogu w weekendy mogą tworzyć się niewielkie kolejki.

Atlas odnotował również najpopularniejsze loty międzynarodowe tego lata. Na kierunku wschodnim wśród Białorusinów najpopularniejsze są Moskwa i Petersburg.

Przypomnijmy, że białoruski narodowy przewoźnik powietrzny Belavia jest objęty międzynarodowymi sankcjami i nie może latać do większości krajów Europy i do USA.

Po incydencie z lotem Ryanair w 2021 roku, Belavia została objęta zakazem lotów i przelotów nad państwami Unii Europejskiej, Wielką Brytanią, Szwajcarią i Ukrainą. Te restrykcje wciąż obowiązują, co oznacza, że Belavia nie może latać do większości krajów Europy, w tym do Polski, Niemiec, Francji czy Włoch.

Znadniemna.pl na podstawie T.me/meatlasbus, na zdjęciu: kolejka na granicy białorusko – polskiej, fot: tochka.by

W przededniu długiego weekendu, przypadającego na Białorusi na okres od 3 do 6 lipca, agregator podróży Atlas podał, ile czasu zajmuje autobusom turystycznym przekroczenie granicy przy wyjeździe z Białorusi. Najdłużej czeka się na granicy białorusko-polskiej — na jedynym działającym przejściu granicznym w Brześciu. Według agregatora w

Od 2 lipca 2025 r. VFS Global w Witebsku oficjalnie rozpoczęło przyjmowanie wniosków o wizy Schengen oraz wizy krajowe do Rzeczypospolitej Polskiej. Informację potwierdziła sama firma na swojej stronie internetowej. To przełomowy moment dla tysięcy Białorusinów czekających na możliwość legalnego wyjazdu do Rzeczypospolitej.

Nowe centrum mieści się przy ul. Janki Kupały 2/1 w Witebsku i podlega pod jurysdykcję Konsulatu Rzeczypospolitej Polskiej w Mińsku. Obsługuje osoby zameldowane w obwodach mińskim, mohylewskim, homelskim i witebskim.

Tłumy chętnych już od rana ustawiają się w kolejkach. Dla wielu Białorusinów to jedyna szansa na normalność, edukację, pracę lub bezpieczne życie poza granicami reżimu.

Uruchomienie nowej placówki w Witebsku ma znacznie przyspieszyć procedury i odciążyć konsulatu w Mińsku.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP ostrzega przed korzystaniem z usług nielegalnych pośredników.

„Pośrednicy nie współpracują w żaden sposób z polskimi konsulami, a ich usługi, choć wysoko płatne, nie mają wpływu na wydanie wizy. Należy zauważyć, że przy rosnącym zapotrzebowaniu na wizy, tego typu działalność ma na celu wyłącznie wyłudzenie pieniędzy od potencjalnych wnioskodawców wizowych bez żadnych gwarancji jej wydania. Podkreślamy, że konsulowie stale monitorują system wizowy i nie ustają w wysiłkach na rzecz udoskonalenia systemu przyjmowania wniosków od zewnętrznych usługodawców” – poinformowało polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych w odpowiedzi na prośbę stacji telewizyjnej Biełsat.

 Znadniemna.pl za Kresy24.pl, zdjęcie ilustracyjne, źródło: Citydog.io

Od 2 lipca 2025 r. VFS Global w Witebsku oficjalnie rozpoczęło przyjmowanie wniosków o wizy Schengen oraz wizy krajowe do Rzeczypospolitej Polskiej. Informację potwierdziła sama firma na swojej stronie internetowej. To przełomowy moment dla tysięcy Białorusinów czekających na możliwość legalnego wyjazdu do Rzeczypospolitej. Nowe centrum mieści

W przeddzień Dnia Niepodległości, obchodzonego na Białorusi 3 lipca, białoruski dyktator ułaskawił kolejnych 16 osób. Jak podaje służba prasowa Łukaszenki wśród ułaskawionych są osoby, skazane za „różne przestępstwa, w tym ekstremistyczne”. Według nieoficjalnych danych lista wypuszczonych może zawierać również więźniów politycznych, choć ich nazwiska nie ujawniono.

Portal Katolik.life donosi, iż wiadomo już, że wśród 16. ułaskawionych zabrakło nazwisk dwóch księży katolickich, którzy od dłuższego czasu przebywają za kratami – księdza Henryka Okołotowicza, skazanego na 11 lat kolonii karnej za rzekomą „zdradę państwa” i ojca Andrzeja Juchniewicza OMI, który przebywa w areszcie tymczasowym i oczekuje na apelację od wyroku skazującego go na 13 lat kolonii karnej.

Jednak wiadomość o uwolnieniu kolejnej grupy więźniów obudziła nadzieję w środowisku białoruskich katolików. Modlą się oni o wyzwolenie z białoruskich więzień przebywających tam katolickich księży. Wkrótce w Mińsku ma się bowiem odbyć ceremonia wręczenia Łukaszence listów uwierzytelniających przez nowego Nuncjusza Apostolskiego  – arcybiskupa Ignazio Ceffalię.

Według wiernych watykański dyplomata może wpłynąć na dyktatora i poprosić o uwolnienie uwięzionych księży. Białoruscy katolicy dostrzegają dobry znak w tym, że z kolonii karnej niespodziewanie został przeniesiony do aresztu śledczego w Mińsku ksiądz Henryk Okołotowicz.

Nie wiadomo, czy księdzu Henrykowi zaproponowano podpisać prośbę o ułaskawienie na imię Łukaszenki. Nie wiadomo też, czy ksiądz taki dokument podpisał wiedząc, że nie popełnił żadnej zbrodni, a zasądzoną karę – jak udało mu się poinformować parafian w liście z kolonii karnej – traktuje jak „krzyż męczeństwa, niesiony za Boga, za wiarę i za Kościół”.

Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life

 

W przeddzień Dnia Niepodległości, obchodzonego na Białorusi 3 lipca, białoruski dyktator ułaskawił kolejnych 16 osób. Jak podaje służba prasowa Łukaszenki wśród ułaskawionych są osoby, skazane za „różne przestępstwa, w tym ekstremistyczne”. Według nieoficjalnych danych lista wypuszczonych może zawierać również więźniów politycznych, choć ich nazwiska nie

1 lipca 1938 roku w Baranowiczach, ówczesnym mieście województwa nowogródzkiego II Rzeczypospolitej, rozpoczęła działalność dziesiąta regionalna rozgłośnia Polskiego Radia. Było to wydarzenie o ogromnym znaczeniu nie tylko technologicznym, ale i kulturowym – symboliczny krok w stronę integracji Kresów Wschodnich z resztą kraju poprzez nowoczesne środki przekazu.

Budowa stacji

Fragment artykułu „Dziennika Polskiego” 27 września 1937 roku z informacją o powstaniu nowej rozgłośni Polskiego Radia w Baranowiczach. Fot: Zbiory Archiwum Polskiego Radia

Wizualizacja radiostacji w Baranowiczach („Antena”, 19 września 1937)

Radiostacja w Baranowiczach („Antena”, 14 sierpnia 1938)

Początkowo planowano lokalizację stacji w Wołkowysku, jednak ostatecznie wybrano Baranowicze – miasto o strategicznym położeniu i rosnącym znaczeniu administracyjnym. Magistrat miasta, doceniając znaczenie Rozgłośni Polskiego Radia dla Kresów, ofiarował bezpłatnie grunt pod budowę gmachu o powierzchni 10.000 m2. Budowę rozpoczęto w lipcu 1937 roku, a projekt architektoniczny opracował architekt z Katowic, członek Stowarzyszenia Architektów Polskich Tadeusz Eugeniusz Łobos. Obiekt stacyjny zlokalizowany został w południowo-zachodniej części miasta, przy drodze do Słonimia, w parku miejskim, przy ul. Gabriela Narutowicza 72. Był to ładnie zaprojektowany, nowoczesny, piętrowy budynek o kremowej elewacji i kubaturze 2.800 m3. Część studyjna obejmowała dwa studia, jedno duże o kubaturze 500 m3 a drugie spikerskie. Ponadto w budynku znajdowało się kilkanaście pokoi redakcyjnych i administracyjnych. Stację wyposażono w najnowszy zespół kontrolno-pomiarowy, w dużej mierze zautomatyzowany, umożliwiający obsługę całej stacji ze stołu dyspozytorskiego przez jedną osobę.

Technologia i zasięg

Maszty radiostacji w Baranowiczach (za 1871.by)

Maszty radiostacji w Baranowiczach (za 1871.by)

Stacja nadawała na częstotliwości 520 kHz z mocą 50 kW, co pozwalało na objęcie sygnałem niemal całego województwa nowogródzkiego i północnej części poleskiego – łącznie około 1,5 mln mieszkańców. System antenowy składał się z dwóch masztów o wysokości 141 i 145 metrów, z których jeden pełnił funkcję reflektora, co pozwalało na kierunkowe nadawanie sygnału – głównie na wschód. Stacja baranowicka była trzecią kresową stacją po Lwowie i Wilnie.

Misja i program

Ziemia-Nowogrodzka-regi-R-1-1938-nr-1-31-VI

Ziemia-Nowogrodzka-regi-R-1-1938-nr-1-31-VI

Były też głosy sprzeciwiające się takiej przymusowej polonizacji mniejszości narodowych. W 1938 roku Józef Łobodowski – antykomunista, który po wojnie współtworzył polską redakcję Radia Madryt – wśród „Fraszek kresowych” zawarł następującą:

Rozgłośnia była manifestacją obecności państwa polskiego na Kresach Wschodnich, co miało ogromne znaczenie w kontekście narodowościowym i geopolitycznym. Wzmacniała poczucie przynależności mieszkańców regionu do wspólnoty narodowej, szczególnie wśród ludności wiejskiej i mniejszości narodowych. Nadawano wiadomości lokalne i ogólnokrajowe, a także komunikaty administracyjne i wojskowe.

Radio pełniło funkcję edukacyjną i informacyjną, co było szczególnie istotne w regionach o wysokim poziomie analfabetyzmu – w niektórych częściach Nowogródczyzny w 1921 roku aż 60 proc. mieszkańców nie umiało czytać ani pisać.

Audycje rolnicze, zdrowotne i kulturalne przyczyniały się do podnoszenia poziomu wiedzy i świadomości obywatelskiej. Czytano fragmenty klasyki literatury polskiej, m.in.. Mickiewicza i Sienkiewicza. Prowadzono kursy języka polskiego i historii, co miało szczególne znaczenie w regionie wielonarodowym. Także prezentowano muzykę ludową Kresów, pieśni patriotyczne i religijne.

Programy nadawano na żywo, często retransmitując audycje z Wilna i Warszawy.

Do grona wiernych słuchaczy radia, jego popularyzatorów, a także współpracowników rozgłośni baranowickiej należało wojsko – w mieście stacjonowało wiele dużych jednostek wojskowych, w tym Korpus Ochrony Pogranicza. Charakterystycznym sygnałem stacji była trąbka Korpusu Ochrony Pogranicza grająca melodię „Trzymamy Straż”.

Zespół rozgłośni

Zespół rozgłośni był niewielki, ale niezwykle zaangażowany. Tworzyli go zarówno specjaliści techniczni, jak i osoby odpowiedzialne za prowadzenie audycji i zarządzanie stacją. Oto znane nazwiska: Zbigniew Cis-Bankiewicz – dyrektor rozgłośni, a zarazem jeden z głównych spikerów. Odpowiadał za całościowe funkcjonowanie stacji; Maryla Konzalówna – spikerka, prawdopodobnie prowadziła audycje literackie i kulturalne; Stefan Sojecki – spiker, współtworzył programy informacyjne i edukacyjne. Obsadę techniczną stanowili: inż. Jerzy Foltański, inż. Roman Rogiński, inż. Borys Niewiadomski, inż. Teofil Terlecki oraz inż. Adam Twaróg, zamordowany w 1944 roku w obozie hitlerowskim w Kołdyczewie. Ci inżynierowie odpowiadali za obsługę nadajnika, utrzymanie sprzętu studyjnego oraz zapewnienie ciągłości emisji. Ich praca była kluczowa, zwłaszcza że rozgłośnia działała w trudnych warunkach technicznych i geopolitycznych.

Tragiczny finał

Zdjęcie lotnicze z nalotu na radiostację w Baranowiczach (odkrywca.pl za wwiidaybyday.com)

Rozgłośnia działała zaledwie kilkanaście miesięcy. 16 września 1939 roku została zbombardowana przez Luftwaffe. Uszkodzeniu uległy: jeden maszt antenowy oraz lampy w nadajniku. Po napaści ZSRR na Polskę, 17 września 1939 roku, wojska radzieckie wkroczyły do Baranowicz.

Wkrótce stacja została powtórnie uruchomiona i rozpoczęła nadawanie jako „Барановичи”.

Po napadzie Niemiec na ZSRR, w czerwcu 1941 roku, Niemcy ponownie uruchomili przejętą stację, która wówczas nadawała jako „Baranowitschi”. W roku 1944 – kolejne przejście frontu i stacja dziwnym trafem znowu przetrwała.

Rozgłośnia w Baranowiczach była nie tylko technologicznym osiągnięciem, ale też symbolem łączności państwa z jego wschodnimi rubieżami. Choć działalność placówki przerwała wojna, pamięć o niej pozostaje ważnym elementem historii polskiej radiofonii.

Losy stacji po wojnie

Po II wojnie światowej rozgłośnia Polskiego Radia w Baranowiczach nie wznowiła działalności w swojej pierwotnej formie.

Już 25 lutego 1945 roku Prezydent B. Bierut wystąpił do J. Stalina prośbę o przekazanie Warszawie przedwojennej, ocalałej stacji PR z Baranowicz. Wkrótce zostało to wykonane i, jak donosiła prasa, Polska otrzymała w darze od ZSRR nową radiostację.

Nastąpiła szybka odbudowa stacji w Raszynie pod nadzorem radzieckich specjalistów. Naczelnikiem odbudowy Raszyna był kpt. inż. Nikołaj Nikiforow, który kierował zespołem wojsk łączności Armii Radzieckiej. Nie doczekał jednak otwarcia stacji, gdyż zginął w bandyckim zamachu, 8 sierpnia 1945 roku. Pochowany został na terenie stacji raszyńskiej. Grupą polskich specjalistów kierował inż. Edmund Kolanowski. Studio centralne powstało w Pałacyku Czetwertyńskich w Alejach Józefa Stalina 31 /Al. Ujazdowskie.

Baranowicki nadajnik radiowy pracował w Raszynie do lipca 1949 roku, kiedy to uruchomiono tutaj nowy 200 kW nadajnik długofalowy. W 1959 roku, po modernizacji, nadajnik podjął pracę na stacji łódzkiej w Tuszynie.

Gmach przy ul. Gabriela Narutowicza 72 w Baranowiczach nie uległ całkowitemu zniszczeniu. Po wojnie przejęły go władze radzieckie, a obecnie mieści się tam siedziba białoruskiej telewizji.

Budynek radiostacji w Baranowiczach dziś (widok od strony zachodniej)

Prawdopodobnie nieistniejący już dziś fundament masztu w roku 2008

Fundament odciągu oznaczonego jako 2

Budynek radiostacji w Baranowiczach w roku 2008 (widok od strony zachodniej)

QR Code na terenie radiostacji w Baranowiczach

Opr. Waleria Brażuk

Znadniemna.pl

1 lipca 1938 roku w Baranowiczach, ówczesnym mieście województwa nowogródzkiego II Rzeczypospolitej, rozpoczęła działalność dziesiąta regionalna rozgłośnia Polskiego Radia. Było to wydarzenie o ogromnym znaczeniu nie tylko technologicznym, ale i kulturowym – symboliczny krok w stronę integracji Kresów Wschodnich z resztą kraju poprzez nowoczesne środki

Na dzisiaj przypada 102. rocznica urodzin kontradmirała Zygmunta Rudomino – wybitnego przedstawiciela Marynarki Wojennej PRL, oficera liniowego i sztabowego, dowódcy jednostek morskich, uczestnika II wojny światowej oraz świadka i współtwórcy powojennej historii militarnej obecności Polski na morzu.

Jego losy odzwierciedlają dramatyzm XX wieku – od deportacji na Syberię, przez szlak bojowy 1 Armii Wojska Polskiego, aż po najwyższe stanowiska w strukturach marynarki wojennej państwa socjalistycznego.

Wczesne lata, zesłanie i wojenne losy

Zygmunt Rudomino urodził się 1 lipca 1923 roku w Głębokiem (w obwodzie witebskim na Białorusi) w rodzinie Ignacego Rudomino i Marii z Łabuńskich.

Ojciec chłopca był osadnikiem wojskowym, pracował jako ekspedient handlowy i był w powiecie brasławskim znanym działaczem spółdzielczym. Ponadto był właścicielem 14-hektarowego gospodarstwa rolnego. Matka Zygmunta pochodziła z rodziny inteligenckiej.

Chłopak z powodzeniem ukończył szkołę podstawową i wstąpił do Gimnazjum Ogólnokształcącego Towarzystwa Szkoły Średniej w Brasławiu. Nie wiadomo, czy zdał maturę. Być może uniemożliwił to wybuch II wojny światowej i zajęcie Brasławszczyzny przez Armię Czerwoną po 17 września 1939 roku…

W 1940 roku cała rodzina Rudomino została deportowana na Syberię, co miało ogromny wpływ na dalsze losy przyszłego kontradmirała.

Na zesłaniu młody człowiek pracował przy wyrębie lasu i jako marynarz rzeczny.

W grudniu 1943 roku dwudziestolatek zaciągnął się do formującej się w ZSRR 1. Armii Wojska Polskiego.

Z Wojskiem Polskim Zygmunt przeszedł cały szlak bojowy. Brał udział w walkach o Warszawę, forsowaniu Odry, zdobyciu Berlina i innych kluczowych operacjach końcowego etapu wojny.

Kariera w Marynarce Wojennej

Po wojnie młody weteran wojenny rozpoczął służbę w Marynarce Wojennej Polski Ludowej jako podoficer. Już w 1949 roku ukończył Oficerską Szkołę Marynarki Wojennej w Gdyni, plasując się na trzecim miejscu wśród najlepszych absolwentów swojego rocznika.

Na pierwsze stanowisko służbowe po ukończeniu szkoły oficerskiej skierowano go do dywizjonu okrętów podwodnych w Gdyni, gdzie został oficerem wachtowym ORP „Żbik”. W 1951 roku objął funkcję pomocnika szefa wydziału ds. okrętów podwodnych Wydziału III Operacyjnego Sztabu Głównego Marynarki Wojennej w Gdyni. Od lutego 1952 był starszym pomocnikiem szefa wydziału operacyjnego ds. morskich, a od marca 1953 szefem wydziału operacyjnego w Sztabie Głównym Marynarki Wojennej. W grudniu 1954 awansował na stanowisko zastępcy szefa Sztabu Głównego Marynarki Wojennej ds. operacyjnych. Od sierpnia 1955 do grudnia 1957 przebywał na Wyższym Akademickim Kursie Operacyjnym w Akademii Marynarki Wojennej ZSRR im. Woroszyłowa w Leningradzie. Kurs ukończył z oceną bardzo dobrą uzyskując tytuł oficera dyplomowanego. Od grudnia 1957 do grudnia 1961 roku dowodził Brygadą Obrony Wodnego Rejonu Głównej Bazy Marynarki Wojennej w Helu. W dniach 22–26 maja 1959 na czele zespołu okrętów złożył pierwszą po wojnie wizytę kurtuazyjną Marynarki Wojennej w Kopenhadze. Od grudnia 1961 był zastępcą szefa Sztabu Głównego ds. operacyjnych w Dowództwie Marynarki Wojennej. 9 października 1963 roku awansował na stopień wojskowy kontradmirała. Akt nominacyjny wręczył mu w Belwederze przewodniczący Rady Państwa PRL Aleksander Zawadzki. W dniach 3–7 maja 1965 był dowódcą zespołu okrętów, który złożył wizytę w Narwiku, a w dniach 28–31 lipca 1967 roku w Edynburgu. W kwietniu 1966 roku został pierwszym dowódcą 8 Flotylli Obrony Wybrzeża w Świnoujściu. W latach 1968–1983 zajmował stanowisko szefa Służb Technicznych i Zaopatrzenia – zastępcy dowódcy Marynarki Wojennej ds. techniki i zaopatrzenia. Stanowisko to zajmował przez ponad 15 lat – do 1 sierpnia 1983 roku. Po zdaniu obowiązków służbowych pozostawał w dyspozycji MON do czasu zwolnienia z zawodowej służby wojskowej.

Odznaczenia i uznanie

Za służbę wojenną i powojenną Zygmunt Rudomino został uhonorowany wieloma odznaczeniami:

Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski;

Medalem Zwycięstwa i Wolności 1945;

Medalem za Odrę, Nysę i Bałtyk;

Medalem za Warszawę 1939–1945;

Medalem za Berlin 1945.

Kontradmirał Zygmunt Rudomino był ceniony przez dowództwo i władze PRL, jako sprawny organizator, pragmatyk i lojalny oficer – był przykładem żołnierza lojalnego wobec państwa i oddanego swojej formacji.

Dziedzictwo i pamięć

Zmarł urodzony głeboczanin 26 października 1993 roku w Gdyni.

Jego prochy spoczęły na cmentarzu Witomińskim, nazywanym Gdyńskimi Powązkami.

Grób kontradmirała Zygmunta Rudomino i jego żony Bogdy na cmentarzu Witomińskim w Gdyni, fot.: Wikipedia

Postać Zygmunta Rudomino pozostaje przykładem konsekwentnego awansu społecznego i wojskowego w realiach Polski Ludowej.

W pamięci potomnych nasz krajan zapisał się jako jeden z tych dowódców, którzy zachowując profesjonalizm i godność oficera, potrafili poruszać się w złożonej strukturze polityczno-wojskowej Polskiej Republiki Ludowej.

Cześć Jego Pamięci!

Oprac. Adolf Gorzkowski

Na dzisiaj przypada 102. rocznica urodzin kontradmirała Zygmunta Rudomino - wybitnego przedstawiciela Marynarki Wojennej PRL, oficera liniowego i sztabowego, dowódcy jednostek morskich, uczestnika II wojny światowej oraz świadka i współtwórcy powojennej historii militarnej obecności Polski na morzu. Jego losy odzwierciedlają dramatyzm XX wieku – od deportacji

Nakładem Wydawnictwa IPN ukazała się obszerna monografia autorstwa Adama Hlebowicza, przedstawiająca życie urodzonego w Grodnie ks. Henryka Hlebowicza – błogosławionego męczennika, wybitnego duchownego i profesora z Wilna. Książka oparta jest na bogatym materiale źródłowym, zawiera niepublikowane dotąd wspomnienia, ukazujące go jako jedną z najważniejszych postaci przedwojennego Wilna, oraz nieznane kazania, głoszone z narażeniem życia w latach 1940–1941. Całość uzupełniają liczne, wcześniej niepublikowane zdjęcia archiwalne. Premiera książki odbyła się 4 czerwca w Centralnym Przystanku Historia w Warszawie, a spotkanie poprowadził Jan Ruman, redaktor naczelny Biuletynu IPN.

Ks. Henryk Hlebowicz to jedna z najbardziej poruszających postaci polskiego duchowieństwa XX wieku – błogosławiony męczennik II wojny światowej, określany mianem „sumienia Wilna” w czasach panowania Litwinów, Sowietów i Niemców. Był wybitnym teologiem, dwukrotnym doktorem, profesorem Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, ale przede wszystkim – duszpasterzem młodzieży: studentów i uczniów. Jego charyzma, wrażliwość i otwartość na drugiego człowieka przyciągały tłumy do konfesjonału i Kościoła.

W trakcie spotkania promocyjnego Adam Hlebowicz wyjaśnił tytuł książki – „Święty bolszewik”. Przydomek ten, nadany przez otoczenie, a czasem używany żartobliwie przez samego księdza, nawiązywał do jego rodzinnych losów – wraz z rodzicami i rodzeństwem został zesłany do Orenburga na Uralu, gdzie po rewolucji zetknął się z licznymi organizacjami lewicowymi. Sam ks. Henryk używał tego określenia świadomie, chcąc umniejszyć swoją osobę – wszak słowo „bolszewik” w ówczesnej Polsce miało jednoznacznie negatywny wydźwięk. Wymowne są w tym kontekście jego listy do siostry Katarzyny Steinberg z Lasek – środowiska, z którym był przez lata silnie związany.

Od Grodna do Wilna – młodość i edukacja

Ks. Henryk urodził się w 1904 roku w Grodnie, ówczesnej stolicy rosyjskiej guberni. Jak podkreśla autor książki, wywodził się ze znanej rodziny szlacheckiej herbu Leliwa. Jego rodzice, Franciszek i Jadwiga z domu Chreptowicz, pochodzili ze zubożałych litewskich rodów. Ojciec, urzędnik bankowy w carskiej administracji, został zesłany wraz z rodziną do Orenburga za odmowę przejścia na prawosławie. Tam młody Henryk zdał maturę i zetknął się z ideami lewicowymi, co w przyszłości wpłynęło na jego intelektualną otwartość. Do Grodna rodzina wróciła po Traktacie Ryskim w 1921 roku.

Z inżyniera – ksiądz

Początkowo planował studia inżynierskie i złożył dokumenty na Politechnikę Warszawską. Niespodziewanie jednak ogłosił rodzinie, że wybiera seminarium duchowne w Wilnie. „To było bardzo nagłe, ale jednocześnie głębokie powołanie” – wyjaśnia Adam Hlebowicz. Ks. Henryk ukończył seminarium w zaledwie dwa lata, z wyróżnieniem, mając 20 lat. Zbyt młody na święcenia, został skierowany na dalsze studia – do Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. „Był nadzwyczajnie uzdolniony. Wiedzę przyswajał z niezwykłą łatwością” – wspomina autor.

Dwukrotny doktor, pasjonat nauki

W Lublinie spotkał wybitnych duchownych i intelektualistów, takich jak ks. Władysław Korniłowicz czy ks. Stefan Wyszyński. W 1927 roku przyjął święcenia kapłańskie, a rok później obronił doktorat z teologii na KUL, poświęcony jedności Kościoła u św. Jana Chryzostoma – dzieło to uchodzi za prekursorskie w dziedzinie ekumenii. W 1928 roku, już w Rzymie, zdobył drugi doktorat – z filozofii na Angelicum, w języku łacińskim. W czasie wojny podjął się również studiów medycznych, które kontynuował w warunkach konspiracyjnych. „Chciał być lekarzem nie tylko dusz, ale i ciał” – zaznacza Hlebowicz.

Niedoszła kariera akademicka

Choć KUL zaproponował mu stanowisko zastępcy profesora, ks. Hlebowicz ostatecznie wrócił do Wilna, gdzie powierzono mu katedrę apologetyki. Decyzja ta, podjęta z żalem, wynikała z posłuszeństwa wobec polecenia arcybiskupa Jałbrzykowskiego.

Laski – duchowa ostoja

Dzięki ks. Władysławowi Korniłowiczowi młody duchowny związał się z Laskami – zakładem dla niewidomych prowadzonym przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża, których duchowym przewodnikiem był przez wiele lat ks. Władysław Korniłowicz, kapelan Lasek i twórca „Kółka” skupiającego wybitnych pisarzy i intelektualistów z Warszawy. Ks. Henryk bywał tam często, a duchowość tego środowiska wywarła głęboki wpływ na jego kapłaństwo. Z wieloma siostrami franciszkankami utrzymywał bliskie kontakty duchowe i prowadził bogatą korespondencję. Wśród nich  z Zofią Steinberg (s. Katarzyna), Zofią,Teresą  Landy czy Lucyną Westafalewiczówną (s. Nulla), która jemu zawdzięczała swe nawrócenie i decyzję o wstąpieniu do zakonu.

Ikona Wilna lat 30.

Po powrocie do Wilna ks. Hlebowicz rozwinął niezwykle szeroką działalność: był wikariuszem, wykładowcą, duszpasterzem akademickim, opiekunem Sodalicji Mariańskiej, moderatorem Stowarzyszenia Juventus Christiana, współpracownikiem „Odrodzenia” i redaktorem pisma „Pax”. Otaczała go grupa młodych intelektualistów, m.in. Paweł Jasienica, Stanisław Stomma czy Antoni Gołubiew. Miał dar przyciągania ludzi – niezależnie od ich poglądów czy wiary.

Nagłe przeniesienie

Wbrew oczekiwaniom, został przeniesiony do parafii w Trokach. Powody tej decyzji nie są do końca znane – być może chodziło o jego kontakty z organizacjami lewicowymi lub nieszablonowy styl duszpasterzowania. Irena Sławińska wspominała: „Poprzewracał różne zakazy i tabu, przyjaźnił się z ‘niewiernymi’, zawsze ufny w dobrą wolę człowieka”.

Bohaterstwo i śmierć

W czasie okupacji sowieckiej i niemieckiej ks. Hlebowicz wykazał się niezłomnością. Był zaangażowany w działalność konspiracyjną, wydawał podziemne pisma, a jego kazania, głoszone w kościele Świętego Jerzego, miały odwagę piętnować sowiecki reżim. W jednym z nich, 3 maja 1941 roku, otwarcie nazwał Moskwę „zaprzeczeniem człowieczeństwa i wolności”. Wiedział, że może za to zginąć.

We wrześniu 1941 roku – po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej dobrowolnie udał się do Chotajewicz, na terenie dzisiejszej Białorusi, by nieść posługę duchową. Sprawował też posługę w sąsiednich parafiach w Korzeniu i Okołowie. Dzięki jego obecności nastąpiło tam religijne odrodzenie – ludzie odzyskiwali wiarę, odnawiali kościoły, odkopywali zakopane monstrancje i chorągwie. Mimo słabego zdrowia, bo miał gruźlicę, spał zaledwie po kilka godzin dziennie.

Niestety, jego działalność wzbudziła wrogość niektórych prawosławnych duchownych. Jeden z nich, ks. Aleksander Kowsz, doniósł na niego do białoruskiej policji kolaborującej z Niemcami. 7 listopada 1941 roku ks. Hlebowicz został aresztowany i zawieziony na posterunek w Pleszewie, skąd został przetransportowany do Borysowa. 9 listopada zamordowano go w lesie pod Borysowem. Miejsce pochówku księdza do dziś pozostaje nieznane.

Jak wspomina jeden z prawdopodobnych świadków zdarzenia, ks. Hlebowicz miał zostać rozstrzelany przez 2 niemieckich policjantów, nieopodal miejsca kaźni miejscowych Żydów.

Beatyfikacja i pamięć

W 1999 roku ks. Henryk Hlebowicz został beatyfikowany przez Jana Pawła II jako jeden z 108 Męczenników II wojny światowej.

„Mam nadzieję, że moja książka przekona czytelników, iż ks. Henryk – choć zginął w 1941 roku – jest świętym na dzisiejsze czasy” – mówi Adam Hlebowicz. Szczególnie poruszające są jego kazania kierowane do młodzieży – aktualne, głębokie, pełne troski i nadziei.

Autor przywołuje historię, kiedy do księdza przyszła kobieta w potrzebie, prosząc o pożyczkę 100 zł. Ks. Henryk nie miał pieniędzy, ale nie chciał jej zawieść. Podjął rozmowę, postawił herbatę i modlił się o cud. Po chwili ktoś zapukał do drzwi i ofiarował dokładnie 100 zł – na intencję mszy. Ksiądz natychmiast przekazał je kobiecie.

Ks. Henryk nie miał łatwego życia – dodaje historyk – także w Kościele. Jego niekonwencjonalne podejście wzbudzało nieufność. Skarżono się na niego do kurii, m.in. dlatego, że rozmawiał na ulicy z prostytutkami. Ale on nie unikał ludzi – przeciwnie, pomagał im odnaleźć drogę i odzyskać godność. Nie zabiegał o tytuły, nie zależało mu na zaszczytach. Miał własną wizję Kościoła i kapłaństwa – i realizował ją bezkompromisowo. Nie był przeciętny. Żył tak, jak głosił.

Tę książkę można także kupić w wersji papierowej

W sprzedaży jest dostępny także e-book.

Spis treści – PDF

Indeks – PDF

Indeks miejscowości – PDF

Znadniemna.pl/KAI/ipn.gov.pl

Nakładem Wydawnictwa IPN ukazała się obszerna monografia autorstwa Adama Hlebowicza, przedstawiająca życie urodzonego w Grodnie ks. Henryka Hlebowicza – błogosławionego męczennika, wybitnego duchownego i profesora z Wilna. Książka oparta jest na bogatym materiale źródłowym, zawiera niepublikowane dotąd wspomnienia, ukazujące go jako jedną z najważniejszych postaci

Maria Żodzik, polska lekkoatletka rodem z Baranowicz, po raz kolejny udowodniła, że należy do ścisłej światowej elity w skoku wzwyż. Podczas zakończonych w niedzielę, 29 czerwca, Drużynowych Mistrzostw Europy w Madrycie uzyskała znakomity wynik 1,97 m, ustanawiając nowy rekord życiowy na stadionie i potwierdzając swoją fantastyczną formę w sezonie 2025.

Nowa reprezentantka Polski, która w 2024 roku przyjęła polskie obywatelstwo, przebojem wdarła się do międzynarodowej czołówki. Jej przełomowy występ miał miejsce podczas Gorzów Jump Festiwal, gdzie pokonała poprzeczkę zawieszoną na wysokości 1,98 m – był to wówczas najlepszy wynik na świecie i trzeci rezultat w historii polskiej lekkoatletyki.

Choć Igrzyska Olimpijskie w Paryżu w 2024 roku nie przyniosły jej wymarzonego rezultatu, Żodzik nie poddała się i szybko udowodniła, że stać ją na walkę z najlepszymi. Rywalizacja z rekordzistką świata Jarosławą Mahuczich w Madrycie była tego najlepszym dowodem.

Między innymi dzięki wspaniałemu wynikowi Marii Żodzik Polska zajęła drugie miejsce w klasyfikacji punktowej Drużynowych Lekkoatletycznych Mistrzostw Europy 2025 w Madrycie:

Końcowa Tabela Drużynowych Mistrzostw Europy 2025:

Końcowa Tabela Drużynowych Mistrzostw Europy 2025, fot.: przegladsportowy.onet.pl

Jak widać Polka z Baranowicz nie zwalnia tempa, a jej celem są mistrzostwa świata, które odbędą się we wrześniu w Tokio. Jeśli zawodniczka utrzyma formę, polscy kibice mogą mieć nadzieję na medal.

 Znadniemna.pl, na zdjęciu: Maria Żodzik podczas skoku na 1.94 m. Z ogromnym zapasem. A na 2.00 m też była blisko udanej próby, fot.: screenshot z transmisji TVP Sport

Maria Żodzik, polska lekkoatletka rodem z Baranowicz, po raz kolejny udowodniła, że należy do ścisłej światowej elity w skoku wzwyż. Podczas zakończonych w niedzielę, 29 czerwca, Drużynowych Mistrzostw Europy w Madrycie uzyskała znakomity wynik 1,97 m, ustanawiając nowy rekord życiowy na stadionie i potwierdzając swoją

Na jedynym czynnym przejściu granicznym między Białorusią a Polską dzisiaj, 30 czerwca, rozpoczął się remont betonowo-asfaltowej nawierzchni. Według informacji przekazanych przez białoruski Komitet Celny, prace potrwają od 30 czerwca do 14 lipca i mogą znacznie zakłócić i tak już dramatycznie trudny ruch graniczny.

O godzinie 8:00 rano w kolejce do wjazdu na terytorium Polski czekało 2310 samochodów osobowych i 56 autobusów. Sytuacja przypomina logistyczny paraliż — w ostatnich dniach podróżni czekali na przekroczenie granicy nawet do pięciu dni.

Brześć pozostaje jedynym punktem kontrolnym dla ruchu pasażerskiego na białorusko-polskim odcinku granicy oraz jedyną drogą wjazdu do Unii Europejskiej dla pojazdów z białoruskimi rejestracjami. Alternatyw nie ma.

Prace obejmują remont betonowo-asfaltowej nawierzchni w bezpośredniej strefie kontroli. Służby celne ostrzegają, że może to jeszcze bardziej wydłużyć już i tak ogromne kolejki. Władze rekomendują podróżującym… cierpliwość.

Niektórzy pasażerowie mają prawo do priorytetowego wjazdu na przejście graniczne. Należą do nich osoby niepełnosprawne z grupy I, osoby z dziećmi poniżej 3 roku życia lub niepełnosprawne dzieci poniżej 18 roku życia, a także niektóre inne kategorie.

Sytuacja w Brześciu po raz kolejny pokazuje, jak kruche i podatne na załamanie są mechanizmy kontroli granicznej w obliczu ograniczeń infrastrukturalnych, napiętej sytuacji geopolitycznej i rosnącej liczby podróżnych. W obliczu braku alternatywnych przejść, każda awaria, każdy remont, każda decyzja administracyjna może wywołać chaos.

Znadniemna.pl za Kresy24.pl/euroradio.fm/gpk.gov.by, Zdjęcie ilustracyjne, źródło: Komenda Głowna SG

Na jedynym czynnym przejściu granicznym między Białorusią a Polską dzisiaj, 30 czerwca, rozpoczął się remont betonowo-asfaltowej nawierzchni. Według informacji przekazanych przez białoruski Komitet Celny, prace potrwają od 30 czerwca do 14 lipca i mogą znacznie zakłócić i tak już dramatycznie trudny ruch graniczny. O godzinie 8:00

Przejdź do treści