HomeStandard Blog Whole Post

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl, zablokowali także szefowi „GP” dostęp do tweetdecka – aplikacji do zarządzania Twitterem. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl – atak na powiązany z Telewizją Republiką serwis „Poland Daily” został dokonany z Rygi, stolicy Łotwy.

Rasa Jakilaitiene, rzeczniczka litewskiego ministra spraw zagranicznych, powiedziała, że fałszywa wiadomość została umieszczona na polskiej stronie internetowej.

Fałszywe wiadomości pojawiły się na Polanddaily.com. W zamieszczonym tam artykule znalazła się uwaga ministra Linkeviciusa, w której twierdził, że na Białoruś trzeba wysłać siły pokojowe – powiedziała rzeczniczka.

Rzeczniczka litwewskiego MSZ zwróciła uwagę, że dla podniesienia wiarygodności fake newsa w artykule pojawiała się także wzmianka na temat polskiego ministra spraw zagranicznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy wydało oświadczenie zaprzeczające fałszywym informacjom. Potwierdzono, że odpowiednie służby wszczęły już w tej sprawie dochodzenie.

Jest wysoce prawdopodobne, że trwa cyberatak informacyjny, który jest obecnie badany przez władze litewskie – czytamy w komunikacie.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stracił dostęp do konta (zmieniono hasło), na którym wstawiono odnośnik do artykułu zamieszczonego na portalu Znadniemna.pl, który prowadzi Związek Polaków na Białorusi. Ów artykuł to także cyberprowokacja. Dowiadujemy się z niego, że „Polska i Litwa wzywają NATO do wysłania wojsk na Białoruś”.

Podrobiony artykuł na portalu „Poland Daily” nosił tytuł „Polska i Litwa naciskają na wysłanie wojsk na Białoruś”. Napisany był w języku angielskim i podobnie jak publikacja wrzucona na Znadniemna.pl, dezinformował o rzekomych naciskach Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych na NATO. W tekście pojawiły się też nazwiska ministra spraw zagranicznych Polski Zbigniewa Rau oraz Swiatłany Cichanouskiej. Na zdjęciu głównym umieszczono szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa.

To nie pierwszy rosyjski atak na media związane ze „Strefą Wolnego Słowa”. Przypomnijmy: w maju 2020 r. portal Niezalezna.pl dwukrotnie padł ofiarą rosyjskich hakerów, którzy zmieniali treść naszych publikacji.

Na naszą stronę (a także na portale Telewizji Republika, Radia Szczecin, olsztyn24.pl oraz stronę gminy Orzysz, gdzie znajduje się garnizon) wstawiono artykuł pt. Amerykanie „chwalą” pobyt w Drawsku. „Jedyne czym mogą strzelić to gumki od majtek”

Gdy opublikowaliśmy informację o tym ataku, Rosjanie dokonali kolejnego włamania, zmieniając ją na „newsa”, że Niezalezna.pl przyznaje się do autorstwa wcześniejszego artykułu.

To nie koniec działań Moskwy przeciwko naszym mediom. Pod koniec maja na anglojęzycznym prorosyjskim portalu „The Duran” ukazał się „wywiad”, przeprowadzony rzekomo przez Katarzynę Gójską dla „Gazety Polskiej”. Rozmówcą wicenaczelnej tygodnika miał być amerykański generał broni Christopher G. Cavoli, dowódca sił amerykańskich w Europie. Nie trzeba chyba dodawać, że rozmowa, w której Cavoli twierdzi, że Polska i kraje bałtyckie są fatalnie zorganizowane pod względem militarnym, została w całości wymyślona.

Znadniemna.pl za niezalezna.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na

Na trwających Zimowych Igrzyskach Olimpijskich nie zobaczymy polskiej reprezentacji hokejowej — biało‑czerwoni nie zdołali wywalczyć awansu. A jednak w historii polskiego sportu były czasy, gdy nasi hokeiści nie tylko pojawiali się na olimpijskich arenach, ale potrafili walczyć z najlepszymi. Jednym z ludzi, którzy tworzyli tamtą epokę, był nasz krajan Tadeusz Sachs — urodzony w Pińsku sportowiec, kapitan kadry, trener, menedżer i pierwszy olimpijczyk z ziem dzisiejszej Białorusi. Jego losy to opowieść o ambicji, odwadze i tragicznej epoce, która przerwała wiele obiecujących karier.

Chłopak z Pińska, który pokochał lód

Tadeusz Izrael Sachs przyszedł na świat 18 czerwca 1899 roku w Pińsku, w rodzinie żydowskiego fabrykanta z Łodzi. Jako nastolatek trafił do prywatnej szkoły w Zurychu — i to właśnie tam po raz pierwszy zetknął się z hokejem na lodzie. Szwajcarskie lodowiska, nowoczesne i tętniące sportowym życiem, szybko stały się jego naturalnym środowiskiem.

W latach 1917–1919 grał w klubach Rossey Gstaad i Akademischer Hockey Club Zürich. Zdobyte tam doświadczenie okazało się bezcenne, gdy po powrocie do Polski zaczął budować swoją pozycję w rodzącym się dopiero polskim hokeju. Występował w Unionie Łódź, a później w warszawskich drużynach akademickich, wyróżniając się nie tylko umiejętnościami, ale też zmysłem organizacyjnym.

Lider, który potrafił łączyć role

W latach 30. Sachs stał się jedną z najważniejszych postaci polskiego hokeja. Był zawodnikiem, kapitanem, trenerem i menedżerem — człowiekiem, który potrafił spiąć drużynę w całość, nadać jej strukturę i ambicję. W czasach, gdy hokej w Polsce dopiero raczkował, a sprzęt i warunki treningowe pozostawiały wiele do życzenia, jego kompetencje były na wagę złota.

Najlepszy olimpijski wynik w historii polskiego hokeja

W 1932 roku polska reprezentacja wyruszyła na Zimowe Igrzyska Olimpijskie do Lake Placid. Sama podróż była wyzwaniem logistycznym i finansowym: wyjazd umożliwiła zbiórka Polonii amerykańskiej, a część kosztów drużyna pokryła, rozgrywając mecze towarzyskie w drodze do USA.

1932 rok. Reprezentacja Polski na Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Lake Placid na statku pasażerskim SS France. Narciarze i hokeiści na pokładzie statku pasażerskiego SS France. Siedzą od lewej: Sabiński, Tadeusz Sachs, Zdzisław Motyka, Stanisław Marusarz, Stanisław Skupień, Bronisław Czech, Andrzej Marusarz. Stoją m.in.: Adam Kowalski, Aleksander Kowalski, Witalis Ludwiczak (2. z lewej), Albert Mauer, Czesław Marchewczyk (4. z lewej), Włodzimierz Krygier (2. z prawej), Kazimierz Sokołowski, inżynier Jan Woyniewicz (4. z prawej), prezes Polskiego Związku Hokeja na Lodzie Stanisław Polakiewicz (5. z prawej), źródło zdjęcia: Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny – Archiwum Ilustracji/Wikipedia

Tadeusz Sachs znalazł się w składzie reprezentacji w potrójnej roli: rezerwowego bramkarza, trenera i menedżera. Polacy zajęli wówczas czwarte miejsce, najlepsze w historii olimpijskich startów hokejowej kadry. Choć w turnieju uczestniczyły tylko cztery drużyny, wynik ten do dziś budzi szacunek, zwłaszcza że biało‑czerwoni grali w okrojonym składzie, często z kontuzjami i bez możliwości zmian.

1932 rok. Polscy hokeiści na spotkaniu z konsulem generalnym RP w Chicago po występie na Olimpiadzie w Lake Placid, Tadeusz Sachs – siedzi po lewej , fot.: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Sachs nie pojawił się na lodzie, ale to on trzymał w rękach wszystkie nici: taktykę, przygotowanie, morale. Był liderem, który potrafił wycisnąć z drużyny maksimum.

Odmówił igrzysk w nazistowskich Niemczech

Gdy w 1936 roku igrzyska miały odbyć się w Garmisch‑Partenkirchen, Sachs podjął decyzję, która wiele mówi o jego charakterze. Jako polski Żyd odmówił wyjazdu do Niemiec. Nie chciał firmować swoją obecnością państwa, które coraz brutalniej prześladowało jego narodową społeczność. W czasach, gdy wielu sportowców wybierało milczenie, on wybrał postawę.

Wojna, Pawiak, Auschwitz — tragiczny finał życia

Po wybuchu II wojny światowej Sachs znalazł się w okupowanej Warszawie. Najprawdopodobniej trafił do getta. Został aresztowany i osadzony na Pawiaku — miejscu, przez które przeszły tysiące więźniów. 16 lipca 1942 roku przewieziono go do Auschwitz. Tam też zginął 3 sierpnia 1942 roku.

Tadeusz Sachs, jako więzień obozu śmierci Auschwitz-Birkenau, fot.: ofiary.auschwitz.org

Jego życie zostało brutalnie przerwane, ale pamięć o nim przetrwała — w kronikach sportu, w archiwach olimpijskich i w historii Pińska.

Dlaczego dzisiaj warto o nim pamiętać

W czasie, gdy współczesne igrzyska to spektakl technologii, mediów i globalnej rywalizacji, postać Tadeusza Sachsa przypomina, że sport bywał kiedyś czymś znacznie bardziej surowym, ale też bardziej osobistym. Życiorys naszego krajana to opowieść o człowieku, który z Pińska trafił na olimpijskie lodowiska, który budował polski hokej od podstaw i który w obliczu zła zachował godność.

Dziś, gdy polskich hokeistów brakuje na olimpijskich arenach, warto wrócić do historii tych, którzy przecierali szlaki. Tadeusz Sachs był jednym z nich — pionierem, kapitanem, trenerem, a przede wszystkim człowiekiem, którego życie i śmierć mówią więcej o XX wieku niż niejeden podręcznik.

Znadniemna.pl na podstawie Palatno.media, na zdjęciu: Pokolorowane foto Tadeusza Sahcsa w swetrze bramkarza reprezentacji Polski, źródło: palatno.media

Na trwających Zimowych Igrzyskach Olimpijskich nie zobaczymy polskiej reprezentacji hokejowej — biało‑czerwoni nie zdołali wywalczyć awansu. A jednak w historii polskiego sportu były czasy, gdy nasi hokeiści nie tylko pojawiali się na olimpijskich arenach, ale potrafili walczyć z najlepszymi. Jednym z ludzi, którzy tworzyli tamtą

Wczoraj, 11 lutego, w Pałacu na Wyspie w Łazienkach Królewskich w Warszawie odbyła się gala wręczenia Nagród Forum Współpracy i Dialogu Polska–Litwa. Od 2013 roku wyróżnienia przyznawane są osobom szczególnie zasłużonym dla budowania mostów porozumienia między narodami Europy Środkowo-Wschodniej. W tym roku – obok historyków i ludzi kultury z Litwy, Polski i Ukrainy – uhonorowany został prof. Aleś Smalańczuk, wybitny białoruski historyk.

Nagrody Forum Współpracy i Dialogu Polska–Litwa oraz Forum Dialogu i Współpracy im. Jerzego Giedroycia. Fot.: Szymon Pulcyn/PAP

Tegoroczna edycja miała wymiar szczególny – zbiegła się z 80. rocznicą powstania Instytutu Literackiego w Paryżu oraz ustanowionym przez Senat RP Rokiem Jerzego Giedroycia. To właśnie duch giedroyciowskiej myśli – dialogu, odpowiedzialności za pamięć historyczną i współpracy narodów regionu – wybrzmiewał podczas całej uroczystości.

Historyk pogranicza i pamięci

Vydas Dolinskas – historyk i dyrektor Pałacu Władców Wielkiego Księstwa Litewskiego w Wilnie i prof. Aleś Smalańczuk – białoruski historyk, badacz dziejów pogranicza i pamięci zbiorowej. Fot.: Szymon Pulcyn/PAP

Prof. Aleś Smalańczuk, niezależny historyk białoruski, obecnie związany z Uniwersytetem Warszawskim, od lat bada dzieje pogranicza polsko-litewsko-białoruskiego oraz historię elit politycznych dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Do jego najważniejszych prac należy m.in. biografia Romana Skirmunta – postaci symbolicznej dla wspólnego dziedzictwa regionu.

Prof. Aleś Smalańczuk, białoruski historyk, profesor nauk humanistycznych w Instytucie Slawistyki

W swoim wystąpieniu naukowiec powiedział, że odbiera tę nagrodę jako wyraz uznania dla pracy tych białoruskich historyków, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia swojego kraju, gdzie dziś nie istnieje wolność badań naukowych, a ich przedstawicielom grożą represje.

Kapituła nagrody podkreśliła, że działalność Smalańczuka wykracza poza klasyczne badania historyczne. Jego prace pomagają zrozumieć złożoność wspólnej historii, przełamują stereotypy i przywracają pamięć o wielokulturowym dziedzictwie dawnej Rzeczypospolitej. W czasach napięć politycznych i wojny za wschodnią granicą jego głos ma szczególne znaczenie – przypomina, że dialog zaczyna się od rzetelnej wiedzy i wzajemnego szacunku.

Wspólnota doświadczeń

Nagrody – w wysokości 1,5 tys. euro oraz pamiątkowe statuetki – odebrali także: Vydas Dolinskas, dyrektor Zamku Wielkich Książąt Litewskich w Wilnie, Szymon Drej, dyrektor Muzeum Bitwy pod Grunwaldem oraz ukraiński poeta Andrij Lubka, który nie mógł przyjechać na galę, gdyż zgłosił się na ochotnika do ukraińskiej armii. Jego list, odczytany podczas uroczystości, został przyjęty owacją na stojąco.

Włączenie od 2026 roku do grona laureatów także przedstawicieli białoruskiego środowiska demokratycznego jest wyraźnym sygnałem solidarności oraz uznania dla tych, którzy – mimo trudnych warunków – działają na rzecz wolności i dialogu.

Uhonorowanie Alesia Smalańczuka pokazuje, że historia może być przestrzenią spotkania, a nie konfliktu. To dowód, że pamięć o wspólnym dziedzictwie Polski, Litwy i Białorusi może stać się fundamentem przyszłej współpracy – opartej na zrozumieniu, odpowiedzialności i otwartości.

Znadniemna.pl/Fot.: facebook.com/robert.kostro

Wczoraj, 11 lutego, w Pałacu na Wyspie w Łazienkach Królewskich w Warszawie odbyła się gala wręczenia Nagród Forum Współpracy i Dialogu Polska–Litwa. Od 2013 roku wyróżnienia przyznawane są osobom szczególnie zasłużonym dla budowania mostów porozumienia między narodami Europy Środkowo-Wschodniej. W tym roku – obok historyków

Jednym z najbardziej wyczekiwanych dni zimy od wieków pozostaje Tłusty Czwartek. Jest to dzień, w którym tradycja spotyka się z radością, a pączki – ze zbiorową, zupełnie usprawiedliwioną słabością. Choć dziś kojarzy się głównie ze słodkimi wypiekami, historia i znaczenie Tłustego Czwartku sięgają znacznie głębiej.

Słodki próg Wielkiego Postu

Tłusty Czwartek przypada zawsze na ostatni czwartek przed Wielkim Postem, a więc jego data zmienia się co roku wraz z ruchomą Wielkanocą. To symboliczne otwarcie ostatnich dni karnawału – czasu zabawy, spotkań i rodzinnych biesiad, zanim nadejdzie Środa Popielcowa i okres postu oraz duchowej refleksji.

W polskiej tradycji ten dzień ma wyjątkowy charakter. Jest jak oddech przed zmianą rytmu – radosny, pełen wdzięczności za codzienność, a jednocześnie świadomy nadchodzącego wyciszenia.

Od rzymskich uczt do polskich zapustów

Korzenie Tłustego Czwartku sięgają starożytności. W Rzymie świętowano koniec zimy hucznymi ucztami, które z czasem przeniknęły do kultury chrześcijańskiej. W średniowiecznej Europie, a później w Polsce, ostatnie dni przed postem nazywano zapustami lub mięsopustem – czasem, w którym żegnano się z obfitym jedzeniem.

W dawnej Polsce był to okres rodzinnych spotkań, tańców i wspólnego świętowania. Wierzono, że im bardziej syto i radośnie zakończy się karnawał, tym pomyślniejszy będzie nadchodzący rok.

Pączki, faworki i… słonina?

Dziś trudno wyobrazić sobie Tłusty Czwartek bez pączków i chrupiących faworków. Jednak pierwotne pączki wcale nie były słodkie – przygotowywano je z ciasta chlebowego i nadziewano mięsem lub słoniną. Dopiero później pojawiły się wersje słodkie, z konfiturą, różą czy adwokatem (likierem jajecznym – red.), obsypane cukrem pudrem lub polane lukrem.

Zwyczaj jedzenia pączków w tym dniu tak mocno zakorzenił się w polskiej kulturze, że powstało nawet przekonanie: kto nie zje choć jednego pączka, temu nie będzie się wiodło przez cały rok. Dziś traktujemy to z przymrużeniem oka, ale tradycja wciąż łączy pokolenia.

Przysłowia, które smakują tradycją

  • „Gdy w Tłusty Czwartek człek w jedzeniu pofolguje, łaskawy Pan Bóg grzech obżarstwa daruje.”
  • „Tłusty Czwartek pączkami fetuje, a od Popielca ścisły post szykuje.”
  • „Od Tłustego Czwartku do Zmartwychwstania czas nawrócenia się kłania.”

Niech Tłusty Czwartek będzie okazją do radości, życzliwości i wspólnego świętowania. Bo choć pączki są ważne, to właśnie spotkanie z drugim człowiekiem nadaje temu dniu prawdziwy smak.

 Opr. Adolf Gorzkowski/Znadniemna.pl, zdjęcie ilustracyjne, źródło: faralubawa.pl

Jednym z najbardziej wyczekiwanych dni zimy od wieków pozostaje Tłusty Czwartek. Jest to dzień, w którym tradycja spotyka się z radością, a pączki – ze zbiorową, zupełnie usprawiedliwioną słabością. Choć dziś kojarzy się głównie ze słodkimi wypiekami, historia i znaczenie Tłustego Czwartku sięgają znacznie głębiej. Słodki

Szansa dla studentów, doktorantów i badaczy zainteresowanych polonistyką.

Narodowa Agencja Wymiany Akademickiej ogłosiła rozpoczęcie naboru wniosków do programu Polonista NAWA 2026, który od lat wspiera promocję języka polskiego oraz rozwój badań i studiów polonistycznych na świecie. Program jest adresowany do studentów i doktorantów chcących podjąć studia polonistyczne w Polsce, zagranicznych naukowców realizujących projekty badawcze związane z polonistyką, a także polskich badaczy i nauczycieli akademickich planujących wyjazdy do zagranicznych ośrodków polonistycznych.

Uczestnicy mogą podejmować projekty obejmujące m.in. literaturoznawstwo, glottodydaktykę polonistyczną, historię, sztukę czy komparatystykę. Program sprzyja międzynarodowej wymianie doświadczeń, a także budowaniu trwałych relacji akademickich, które wzmacniają obecność polskiej humanistyki na świecie.

Wnioski można składać do 3 kwietnia 2026 r. Dotychczas z programu skorzystało 281 osób z 26 krajów, realizując swoje projekty w najważniejszych polskich ośrodkach akademickich.

Szczegółowe informacje oraz ogłoszenia konkursowe dostępne są na stronie programu Polonista NAWA: KLIKNIJ.

Znadniemna.pl  za nawa.gov.pl

Szansa dla studentów, doktorantów i badaczy zainteresowanych polonistyką. Narodowa Agencja Wymiany Akademickiej ogłosiła rozpoczęcie naboru wniosków do programu Polonista NAWA 2026, który od lat wspiera promocję języka polskiego oraz rozwój badań i studiów polonistycznych na świecie. Program jest adresowany do studentów i doktorantów chcących podjąć studia

W białoruskim parlamencie pojawiła się propozycja, by telewizja państwowa mogła swobodnie korzystać z utworów muzycznych bez zgody autorów i właścicieli praw. Eksperci alarmują, że takie rozwiązanie narusza międzynarodowe standardy ochrony własności intelektualnej i w praktyce oznacza legalizację piractwa na poziomie państwowym.

W białoruskiej Izbie Reprezentantów procedowany jest projekt, który przewiduje przyznanie telewizji państwowej prawa do „swobodnego używania” utworów muzycznych. Zgodnie z propozycją media mogłyby wykorzystywać muzykę bez konieczności uzyskania zgody autorów lub innych właścicieli praw, a jedynym obowiązkiem byłaby wypłata wynagrodzenia według zasad ustalonych przez państwo.

Choć projekt przedstawiany jest jako „ułatwienie pracy redakcji telewizyjnych”, prawnicy zwracają uwagę, że takie rozwiązanie stoi w sprzeczności z podstawowymi zasadami prawa autorskiego. Konwencja berneńska, traktaty WIPO (World Intellectual Property Organization czyli Światowa Organizacja Własności Intelektualnej – red.) oraz standardy WTO (World Trade Organization czyli Światowa Organizacja Handlu – red.) jednoznacznie wymagają, by twórca miał prawo decydować o sposobie wykorzystania swojego dzieła. Odbierając autorom możliwość wyrażenia zgody, państwo narusza ich prawa majątkowe i osobiste.

Eksperci podkreślają, że wprowadzenie tak szerokiej licencji przymusowej może prowadzić do poważnych nadużyć. Telewizja mogłaby wykorzystywać muzykę w dowolnym kontekście — także politycznym lub propagandowym — bez jakiejkolwiek kontroli ze strony twórców. Wynagrodzenie, ustalane jednostronnie przez państwo, mogłoby być symboliczne i nieadekwatne do wartości utworu.

Zdaniem komentatorów takie rozwiązanie oznacza w praktyce państwowe piractwo, czyli legalizację działań, które w innych krajach byłyby traktowane jako naruszenie prawa autorskiego. Może to również doprowadzić do konfliktów z zagranicznymi organizacjami zbiorowego zarządzania oraz ograniczyć dostęp białoruskich mediów do międzynarodowego repertuaru muzycznego.

Projekt wpisuje się w szerszy trend rozszerzania kontroli państwa nad mediami i kulturą na Białorusi. Jeśli zostanie przyjęty, twórcy — zarówno białoruscy, jak i zagraniczni — stracą realny wpływ na to, w jaki sposób ich muzyka jest wykorzystywana w państwowych przekazach.

Znadniemna.pl na podstawie BelTA, źródło ilustracji: satkurier.pl

W białoruskim parlamencie pojawiła się propozycja, by telewizja państwowa mogła swobodnie korzystać z utworów muzycznych bez zgody autorów i właścicieli praw. Eksperci alarmują, że takie rozwiązanie narusza międzynarodowe standardy ochrony własności intelektualnej i w praktyce oznacza legalizację piractwa na poziomie państwowym. W białoruskiej Izbie Reprezentantów procedowany

W dniu 11 lutego, gdy przypada 219. rocznica urodzin wybitnego artysty, kompozytora i oświeceniowca Napoleona Ordy, nadeszła znakomita wiadomość. Inicjatywa kulturalna MALDZIS, dzięki środkom białoruskich darczyńców, wykupiła na aukcji w Polsce kolekcję 30 oryginalnych litografii mistrza.

To symboliczne „powrócenie” dzieł nastąpiło właśnie w dniu, w którym w 1807 roku w wiosce Worocewicze w powiecie pińskim przyszedł na świat Napoleon Orda — późniejszy główny „wizualizator” historii regionu. Zakup tych wyjątkowych prac jest jednym z najważniejszych współczesnych działań na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i przypomnienia dorobku artysty kolejnym pokoleniom.

Co znalazło się w kolekcji?

Zakupione prace to litografie z lat 70. XIX wieku, pochodzące z „Albumu historycznych widoków Rzeczypospolitej”. Dziewiętnaście z nich przedstawia zabytki architektury Białorusi: zamki, pałace, kościoły i dwory w miejscowościach takich jak Szawry, Lida, Krewo, Gieraniony, Giejsztuny, Dziewiętnie, Żemłosław, Nieśwież, Mir, Nowogródek, Hruszówka, Smolgów, Łohojsk, Białynicze, Homel, Oświeja, Kamieniec, Skoki i Wysokie. Pozostałe jedenaście prac poświęcone jest krajobrazom dzisiejszej Litwy, Ukrainy i Polski.

Dzieła te są często jedynym źródłem wiedzy o tym, jak wyglądało nasze dziedzictwo przed zniszczeniami XX wieku. Szacuje się, że około połowa oryginalnych rysunków, na podstawie których wykonano te litografie, uznawana jest dziś za zaginioną, a znaczna część uwiecznionych obiektów już nie istnieje.

Znaczenie i wartość kolekcji

Wydanie „Albumu historycznych widoków Rzeczypospolitej”, w którym opublikowano litografie, zostało sfinansowane przez samego Napoleona Ordę. W latach 1873–1883 ukazało się osiem serii albumu obejmujących łącznie 260 litografii w nakładzie przekraczającym tysiąc egzemplarzy. Dziś każdy z wykupionych arkuszy ma nie tylko wartość artystyczną, ale i dokumentacyjną — jest świadectwem tego, jak wyglądały pałace, dwory i miasta sprzed wojennych zniszczeń.

Powrót kolekcji stał się możliwy dzięki wspólnemu wsparciu białoruskich darczyńców: Pawła Carowa, Hanny Krawczenki, Jegora Jacuka, Darii Sliż, Andrieja Grabowskiego, Jurija K. oraz anonimowej mecenas.

— Dzięki litografiom Napoleona Ordy mamy realny obraz architektury i pejzaży drugiej połowy XIX wieku

— podkreśla kierownik inicjatywy MALDZIS, Paweł Macukiewicz.

— Większość z przedstawionych dworów i pałaców w kolejnym stuleciu została skazana na zagładę.

— Napoleon Orda stworzył wizualny kod naszej kultury. Jego prace są zarówno dowodem naszej historycznej wielkości, jak i dokumentacją projektową dla przyszłych działań restauratorskich

— dodaje opiekun inicjatywy Ryhor Ostapenia.

W przyszłości kolekcja zostanie przekazana do Muzeum Napoleona Ordy w Worocewiczach, gdzie obecnie przechowywana jest jedynie jedna oryginalna litografia. Do tego czasu prace będą prezentowane za granicą.

Pierwsza okazja, by zobaczyć te wyjątkowe rarytasy, nadarzy się w Warszawie podczas wystawy „Białoruś Napoleona Ordy” w Muzeum Wolnej Białorusi, która potrwa od 28 lutego do 8 marca 2026 roku.

Napoleon Orda – kompozytor, malarz, kronikarz

Urodził się w 1807 roku w majątku Worocewicze w powiecie pińskim guberni mińskiej (obecnie rejon iwanowski w obwodzie brzeskim), w rodzinie inżyniera-fortyfikatora. Ojciec zmarł, gdy chłopiec miał dwa lata. Wychowaniem Napoleona zajęła się matka – Józefa Butrymowicz, córka starosty pińskiego. Początkowe wykształcenie otrzymał w domu rodzinnym, następnie uczył się w słynnym gimnazjum w Świsłoczy.

W 1823 roku rozpoczął studia na Wydziale Fizyko-Matematycznym Uniwersytetu Wileńskiego. Nie ukończył ich jednak – jako członek tajnego stowarzyszenia studenckiego „Zorzanie” został w czwartym roku aresztowany i usunięty z uczelni. Blisko 15 miesięcy spędził w więzieniu w Wilnie, a po zwolnieniu pozostawał pod nadzorem policyjnym w rodzinnej miejscowości.

Wziął czynny udział w powstaniu listopadowym (1830–1831). Po jego upadku, obawiając się represji, wyjechał pod przybranym nazwiskiem do Austrii, Szwajcarii i Włoch, a we wrześniu 1833 roku uzyskał status emigranta we Francji i osiadł w Paryżu. Okres paryski przyniósł mu rozgłos w kręgach europejskiej inteligencji; poznał m.in. Adama Mickiewicza, Fryderyka Chopina, Ferenca Liszta i Giuseppe Verdiego. W Paryżu poświęcił się muzyce i malarstwu, pełnił funkcję dyrektora Opery Włoskiej, komponował polonezy, mazurki, walce i romanse, a Chopin zwrócił uwagę na jego talent plastyczny i zachęcił do nauki u malarza Pierre’a Gérarda.

Po ogłoszeniu przez cara Aleksandra II amnestii dla uczestników powstania, mając 49 lat, powrócił w rodzinne strony. Skonfiskowany majątek Krasny Dwór mógł dzierżawić. Pracował jako nauczyciel muzyki na Wołyniu. W czasie powstania styczniowego (1863–1864) został aresztowany w Kobryniu, a wyrok zesłania uchylono dzięki staraniom żony i interwencji ambasady francuskiej.

Od 1872 roku podróżował po ziemiach dzisiejszej Białorusi, Polski, Litwy i Ukrainy, tworząc rysunki pejzaży, zabytków architektury, miast i miasteczek. Wykonywał je ołówkiem, uzupełniając akwarelą, gwaszem i sepią. W samej Białorusi powstało około 200 jego prac. Łącznie dorobek artysty obejmuje ponad 1150 akwarel i rysunków.

Znaczna część jego prac znajduje się w Muzeum Narodowym w Krakowie, Muzeum Narodowym w Warszawie, w zbiorach Narodowej Biblioteki Białorusi i bibliotece im. W. Stefanyka we Lwowie.

Napoleon Orda zmarł w 1883 roku w Warszawie i zgodnie z wolą został pochowany w grobowcu rodzinnym w Iwanowie; ocalała jedynie płyta nagrobna w muzeum w Pińsku. Jego pamięć jest dziś pielęgnowana – jego imieniem nazwano ulice w Mińsku, Brześciu, Grodnie i Iwanowie, a w 2007 roku w dwusetną rocznicę urodzin wydarzenie to wpisano do kalendarza UNESCO jako dowód międzynarodowego uznania dla jego dorobku.

Znadniemna.pl/maldzis.world

W dniu 11 lutego, gdy przypada 219. rocznica urodzin wybitnego artysty, kompozytora i oświeceniowca Napoleona Ordy, nadeszła znakomita wiadomość. Inicjatywa kulturalna MALDZIS, dzięki środkom białoruskich darczyńców, wykupiła na aukcji w Polsce kolekcję 30 oryginalnych litografii mistrza. To symboliczne „powrócenie” dzieł nastąpiło właśnie w dniu, w którym

Choć białoruscy kolejarze informują, że od miesięcy trwają przygotowania do przywrócenia pasażerskich połączeń kolejowych między Polską a Białorusią, decyzja o wznowieniu ruchu pozostaje w gestii strony polskiej. Warszawa stawia jasne warunki: zakończenie presji migracyjnej na granicy oraz uwolnienie Andrzeja Poczobuta i innych więźniów politycznych.

Według informacji przekazywanych przez Wspólnotę Kolejarzy Białorusi (nieformalne, powstałe na fali protestów 2020 roku zrzeszenie pracowników białoruskiej kolei – red.), rozmowy o przywróceniu pasażerskich połączeń kolejowych między Polską a Białorusią trwają już od około ośmiu miesięcy. Białoruska strona twierdzi, że przygotowała pełną dokumentację techniczną, w tym rozkłady jazdy i harmonogramy kursowania pociągów, które mogłyby obsługiwać trasę zawieszoną w 2020 roku.

Jak podają białoruscy kolejarze, również polskie spółki kolejowe nie zgłaszają sprzeciwu wobec ewentualnego wznowienia ruchu. Jednak ostateczna decyzja nie zależy od przewoźników, lecz od polskich władz państwowych. Sprawa ma charakter polityczny i pozostaje w gestii Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Polska strona stawia dwa kluczowe warunki. Pierwszym jest całkowite zaprzestanie wykorzystywania migrantów jako narzędzia presji na granicę polsko‑białoruską. Drugim — uwolnienie więźniów politycznych, w tym dziennikarza i działacza mniejszości polskiej Andrzeja Poczobuta, który od lat pozostaje jednym z symboli represji wobec Polaków na Białorusi.

Jak podkreśla Wspólnota Kolejarzy Białorusi, dopóki reżim Aleksandra Łukaszenki nie spełni tych warunków, temat wznowienia pasażerskich połączeń kolejowych będzie wykorzystywany przez stronę białoruską głównie w celach propagandowych i nie doczeka się realnego postępu.

W praktyce oznacza to, że mimo technicznej gotowości kolei po obu stronach granicy, powrót pociągów pasażerskich na trasę Polska–Białoruś pozostaje mało prawdopodobny, dopóki sytuacja polityczna w Mińsku nie ulegnie zmianie.

 Znadniemna.pl na podstawie Wspólnota Kolejarzy Białorusi, ilustracja: Mapa z zamkniętymi obecnie dla ruchu pasażerskiego przejściami kolejowymi między Białorusią i Polską, źródło: Wspólnota Kolejarzy Białorusi

Choć białoruscy kolejarze informują, że od miesięcy trwają przygotowania do przywrócenia pasażerskich połączeń kolejowych między Polską a Białorusią, decyzja o wznowieniu ruchu pozostaje w gestii strony polskiej. Warszawa stawia jasne warunki: zakończenie presji migracyjnej na granicy oraz uwolnienie Andrzeja Poczobuta i innych więźniów politycznych. Według informacji

W całej Polsce upamiętniono dziś, 10 lutego, 86. rocznicę pierwszej masowej deportacji Polaków na Syberię. Główne uroczystości odbyły się w Białymstoku, gdzie przy Grobie Nieznanego Sybiraka oraz w Muzeum Pamięci Sybiru zgromadzili się Sybiracy, ich rodziny, przedstawiciele władz i mieszkańcy miasta. Podobne wydarzenia zorganizowano także m.in. w Rzeszowie, Głogowie, Lublinie i Łomży.

W Białymstoku — mieście, które od lat pełni rolę centrum pamięci o zesłańcach — odbyły się dziś najważniejsze uroczystości związane z 86. rocznicą pierwszej deportacji Polaków na Syberię, przeprowadzonej przez NKWD 10 lutego 1940 roku. Obchody rozpoczęły się przy Grobie Nieznanego Sybiraka, gdzie delegacje złożyły kwiaty i zapaliły znicze. Następnie uczestnicy przeszli pod pomnik Matki-Sybiraczki, oddając hołd rodzinom, które doświadczyły sowieckiego terroru.

Centralnym punktem dnia było spotkanie w Muzeum Pamięci Sybiru, współorganizatorze uroczystości. Dyrektor placówki, prof. dr hab. Wojciech Śleszyński, podkreślił, że pamięć o deportacjach jest nie tylko obowiązkiem wobec historii, ale także ważnym elementem współczesnej wrażliwości społecznej.

– Sybiracy nie proszą o współczucie. Proszą o pamięć. A my mamy obowiązek tę pamięć pielęgnować, bo jest fundamentem naszej tożsamości. Każde świadectwo, każda opowieść, każdy artefakt w naszym muzeum to nie tylko fragment historii, ale przestroga przed tym, do czego prowadzi systemowa pogarda dla człowieka – mówił Śleszyński, zwracając uwagę na konieczność przekazywania wiedzy o deportacjach młodemu pokoleniu.

W uroczystościach uczestniczyli Sybiracy i ich rodziny. Jedna z obecnych, której dziadkowie zostali wywiezieni w 1940 roku, podkreślała znaczenie wspólnego upamiętnienia:

– Dla nas to nie jest tylko rocznica. To dzień, w którym wracają wszystkie historie opowiadane w domu szeptem. Dobrze, że młodzi ludzie dziś tu są. To daje nadzieję, że pamięć nie zginie.

Choć to Białystok był centrum obchodów, rocznicę uczczono również w wielu innych miastach. W Rzeszowie uroczystości odbyły się przy Pomniku Sybiraków, w Głogowie – na cmentarzu przy ul. Legnickiej, w Lublinie – podczas spotkania z udziałem Sybiraków i ich rodzin, a w Łomży – poprzez wspólne modlitwy i złożenie kwiatów przy tablicy pamięci zesłańców.

W całym kraju zapłonęły znicze w ramach akcji „Zapal Znicz Wywiezionym”, organizowanej przez środowiska kresowe i patriotyczne.

Tegoroczne obchody ponownie przypomniały, że dramat deportacji pozostaje jednym z najboleśniejszych doświadczeń polskiej historii XX wieku. Jak podkreślano w Białymstoku, pamięć o Sybirze wciąż kształtuje wrażliwość kolejnych pokoleń i pozostaje ważnym elementem polskiej tożsamości.

Znadniemna.pl na podstawie Dzieje.pl/PAP, na zdjęciu: obchody przy Grobie Nieznanego Sybiraka w Białymstoku, fot.: Facebook.com/muzeumpamiecisybiru

W całej Polsce upamiętniono dziś, 10 lutego, 86. rocznicę pierwszej masowej deportacji Polaków na Syberię. Główne uroczystości odbyły się w Białymstoku, gdzie przy Grobie Nieznanego Sybiraka oraz w Muzeum Pamięci Sybiru zgromadzili się Sybiracy, ich rodziny, przedstawiciele władz i mieszkańcy miasta. Podobne wydarzenia zorganizowano także

Dziś, w rocznicę śmierci Edwarda Bonifacego Pawłowicza, wracamy do postaci wybitnej i szczególnie zasłużonej dla Kresów oraz ziem, które dziś znajdują się w granicach Białorusi. Choć rok 2025 upłynął pod znakiem 200. rocznicy jego urodzin, to właśnie data jego odejścia stała się dla nas impulsem do publikacji niniejszego tekstu. Pawłowicz – malarz, pamiętnikarz, działacz społeczny i powstaniec styczniowy – pozostawił po sobie nie tylko dzieła sztuki, lecz także bezcenne świadectwo życia Nowogródczyzny i szerzej: XIX-wiecznych ziem białoruskich dawnej Rzeczypospolitej.

Artysta z Turgiel i Nowogródczyzny

Herb Jasieńczyk

Edward Bonifacy Pawłowicz herbu Jasieńczyk urodził się 7 czerwca 1825 roku w Turgielach, w rodzinie szlacheckiej. Ojciec Franciszek był komornikiem, matka – Kunegunda z domu Pagażelska. Dzieciństwo i młodość spędził na Nowogródczyźnie, z którą związał się emocjonalnie i twórczo na całe życie.

Edukację rozpoczął w szkołach przy bazyliańskich klasztorach w Żyrowicach i Słonimiu, a następnie w Słuckiej Gimnazji, którą ukończył w 1836 roku. Później studiował w Wilnie – jako wolny słuchacz Akademii Medyczno-Chirurgicznej i Duchownej – oraz pobierał prywatne lekcje malarstwa u Kanutego Rusieckiego i Karola Rypińskiego.

Edward Pawłowicz w latach 1856—1861

W 1849 roku wyjechał do Petersburga, gdzie rozpoczął studia w Akademii Sztuk Pięknych, ukończone w 1853 roku. Następnie przez kilka lat podróżował po Europie Zachodniej – Włoszech, Francji i Hiszpanii, kopiując dzieła mistrzów w muzeach i galeriach oraz nawiązując kontakty z polskimi artystami-emigrantami, m.in. Teofilem Lenartowiczem.

Nowogródek – sztuka, edukacja i misja społeczna

Edward Pawłowicz, „Kościół Bazylianów w Nowogródku”, 1848 r.

Rok 1859 był przełomowy – Pawłowicz wrócił do Nowogródka, gdzie objął stanowisko nauczyciela rysunku w gimnazjum. Ten okres szczegółowo opisał w swoich pamiętnikach, dziś uznawanych za unikalne świadectwo życia kulturalnego i społecznego ziemi nowogródzkiej w połowie XIX wieku.

Edward Pawłowicz, „Kościół w Iszkołdzi”, 1848 r.

Bywał w licznych dworach szlacheckich, malując portrety gospodarzy, pejzaże, szkice kościołów i pałaców, wykonywał także prace dla świątyń. W pamiętniku „Wspomnienia: Nowogródek, więzienie, wygnanie, Lwów 1887” tak opisywał początki swej pracy:

„Pierwszą moją pracą artystyczną (…) był obraz Św. Stanisława Kostki, patrona uczącej się młodzieży, ofiarowany przeze mnie dla ołtarza gimnazistów…”.

Ten fragment ukazuje Pawłowicza nie tylko jako artystę, ale także człowieka głęboko zaangażowanego w życie lokalnej wspólnoty. Organizował teatr amatorski, założył szkółkę niedzielną dla biednych, bibliotekę i czytelnię, działał na rzecz trzeźwości wśród chłopów, publikował artykuły społeczne w prasie polskiej i emigracyjnej.

Powstanie, zesłanie

Choć początkowo nie popierał idei zbrojnego wystąpienia, wydarzenia Powstania Styczniowego wciągnęły go w wir historii. 7 marca 1863 roku, podczas lekcji w nowogródzkim gimnazjum, został aresztowany. Uczniowie zapamiętali jego słowa z tej ostatniej lekcji:

„Porządek, ład, harmonia, były zawsze i pozostaną na zawsze podstawą wszelkiego dobra i piękna…”

Za działalność uznaną przez władze carskie za niebezpieczną został zesłany do guberni ołonieckiej. Zesłanie było doświadczeniem skrajnym – żył w biedzie, samotności, utrzymując się z symbolicznego zapomogowego. To właśnie wtedy dojrzewał jako pisarz-pamiętnikarz, uważny obserwator ludzkich losów i mechanizmów władzy.

Lwów – muzeum, pamięć i ostatnie lata

Edward Pawłowicz, ok. 1900 r.

Po powrocie z zesłania Pawłowicz przebywał w Nowogródku, Warszawie (gdzie wraz z Juliuszem Kossakiem prowadził szkołę malarską dla kobiet), aż w końcu w 1870 roku osiadł we Lwowie. Tam pracował w Muzeum im. Lubomirskich jako kustosz i konserwator zbiorów.

Równolegle tworzył i publikował. Jest autorem licznych wspomnień i pamiętników, m.in. „Wspomnienia znad Wilii i Niemna”, „Nowogródek w XIX stuleciu”, „Z życia Litwina”. Zebrał bezcenne informacje o życiu kulturalnym i literackim ziem białoruskich i litewskich oraz o postaciach takich jak Franciszek Sawicz.

Nagrobek na mogile artysty Edwarda Pawłowicza. Cmentarz Łyczakowski, pole nr 10

Zmarł 10 lutego 1909 roku w samotności. Jego grób na Cmentarzu Łyczakowskim pozostaje dziś symbolem losu wielu kresowych intelektualistów – wiernych idei, często zapomnianych.

Współczesna historiografia białoruska określa go jako mistrza pióra i pędzla, oświeciciela i męża pamięci, podkreślając jego wkład w dokumentowanie życia Białorusi XIX wieku. Ta wieloperspektywiczność czyni Edwarda Pawłowicza postacią wspólną dla dziedzictwa polskiego, białoruskiego i kresowego.

Odkrywane dziś fragmenty jego pamiętników nie są jedynie zapisem przeszłości – to żywy dialog z epoką, który wciąż uczy wrażliwości, odpowiedzialności i szacunku dla kultury.

Opr. Waleria Brażuk/Znadniemna.pl

Dziś, w rocznicę śmierci Edwarda Bonifacego Pawłowicza, wracamy do postaci wybitnej i szczególnie zasłużonej dla Kresów oraz ziem, które dziś znajdują się w granicach Białorusi. Choć rok 2025 upłynął pod znakiem 200. rocznicy jego urodzin, to właśnie data jego odejścia stała się dla nas impulsem

Statystyki Straży Granicznej z lat 2024–2025 pokazują, że wyraźnie spada liczba obywateli Białorusi, przebywających w Polsce bez ważnych dokumentów, zezwalających na pobyt w kraju. Jeszcze ciekawsze jest jednak to, że większość naruszeń nie wynika z chęci ukrycia się przed państwem, lecz z opóźnień, przeoczeń i zwykłych życiowych komplikacji. Motywacje sprawców są proste, a premedytacja pojawia się rzadko.

Liczba ujawnionych przypadków nielegalnego pobytu Białorusinów w Polsce zmniejszyła się z 1655 w 2024 roku do 1394 w 2025 roku, co oznacza spadek o niemal szesnaście procent. Podobny kierunek zmian widać w danych dotyczących nielegalnej pracy oraz decyzji nakazujących opuszczenie Polski. To wyraźny sygnał, że sytuacja migracyjna stabilizuje się, a nie zmierza w stronę narastającej presji czy prób obejścia systemu.

Najbardziej wymowny jest sposób, w jaki Straż Graniczna ujawnia naruszenia. Zdecydowana większość osób zostaje odnotowana na przejściach granicznych, przede wszystkim w Terespolu, podczas wyjazdu z Polski. Funkcjonariusze stwierdzają w takich sytuacjach, że cudzoziemiec przekracza granicę z przeterminowaną wizą lub kartą pobytu. To nie jest zachowanie osoby, która próbuje pozostać w kraju nielegalnie. To raczej efekt przeoczenia, błędnej interpretacji przepisów albo problemów z terminowym uzyskaniem nowych dokumentów. Premedytacja w takich przypadkach jest minimalna, a często nie ma jej wcale.

Wewnątrz kraju ujawniono 437 takich osób, głównie w regionach, gdzie Białorusini pracują, studiują i mieszkają na co dzień. Naruszenia wynikają tu z realiów życia migrantów: zmiany pracy, oczekiwania na decyzję urzędową, niejasności dotyczących zezwoleń. Podobnie wygląda kwestia nielegalnej pracy. Najczęściej chodzi o zatrudnienie podjęte przed uzyskaniem decyzji, pracę w innym miejscu niż wskazane w zezwoleniu lub pracę wykonywaną w okresie oczekiwania na przedłużenie dokumentów. To wykroczenia administracyjne, a nie działania o charakterze przestępczym.

Motywacje osób naruszających przepisy są przede wszystkim praktyczne. Chodzi o kontynuację zatrudnienia, studiów lub pobytu rodzinnego, a nie o próbę obejścia systemu. Dane dotyczące przekazań w ramach systemu dublińskiego (czyli unijnych zasad określających, który kraj odpowiada za rozpatrzenie wniosku o azyl – red.) potwierdzają, że skala nadużyć w procedurach azylowych jest marginalna i nie wpływa na ogólny obraz zjawiska.

Wszystko to prowadzi do jednego wniosku: nielegalny pobyt obywateli Białorusi w Polsce ma przede wszystkim charakter administracyjny, a nie kryminalny. Dynamika wskazuje na stopniowe zmniejszanie się skali zjawiska, a analiza motywacji i okoliczności ujawnień pokazuje, że premedytacja odgrywa tu rolę marginalną. To obraz migracji funkcjonującej w ramach przewidywalnych, choć niekiedy skomplikowanych procedur prawnych, a nie zjawiska wymykającego się spod kontroli.

Znadniemna.pl na podstawie Strazgraniczna.pl, na zdjęciu: funkcjonariusz Straży Granicznej podczas wykonywania czynności służbowych, fot.: Straż Graniczna RP

Statystyki Straży Granicznej z lat 2024–2025 pokazują, że wyraźnie spada liczba obywateli Białorusi, przebywających w Polsce bez ważnych dokumentów, zezwalających na pobyt w kraju. Jeszcze ciekawsze jest jednak to, że większość naruszeń nie wynika z chęci ukrycia się przed państwem, lecz z opóźnień, przeoczeń i

Przejdź do treści