HomeStandard Blog Whole Post

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl, zablokowali także szefowi „GP” dostęp do tweetdecka – aplikacji do zarządzania Twitterem. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl – atak na powiązany z Telewizją Republiką serwis „Poland Daily” został dokonany z Rygi, stolicy Łotwy.

Rasa Jakilaitiene, rzeczniczka litewskiego ministra spraw zagranicznych, powiedziała, że fałszywa wiadomość została umieszczona na polskiej stronie internetowej.

Fałszywe wiadomości pojawiły się na Polanddaily.com. W zamieszczonym tam artykule znalazła się uwaga ministra Linkeviciusa, w której twierdził, że na Białoruś trzeba wysłać siły pokojowe – powiedziała rzeczniczka.

Rzeczniczka litwewskiego MSZ zwróciła uwagę, że dla podniesienia wiarygodności fake newsa w artykule pojawiała się także wzmianka na temat polskiego ministra spraw zagranicznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy wydało oświadczenie zaprzeczające fałszywym informacjom. Potwierdzono, że odpowiednie służby wszczęły już w tej sprawie dochodzenie.

Jest wysoce prawdopodobne, że trwa cyberatak informacyjny, który jest obecnie badany przez władze litewskie – czytamy w komunikacie.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stracił dostęp do konta (zmieniono hasło), na którym wstawiono odnośnik do artykułu zamieszczonego na portalu Znadniemna.pl, który prowadzi Związek Polaków na Białorusi. Ów artykuł to także cyberprowokacja. Dowiadujemy się z niego, że „Polska i Litwa wzywają NATO do wysłania wojsk na Białoruś”.

Podrobiony artykuł na portalu „Poland Daily” nosił tytuł „Polska i Litwa naciskają na wysłanie wojsk na Białoruś”. Napisany był w języku angielskim i podobnie jak publikacja wrzucona na Znadniemna.pl, dezinformował o rzekomych naciskach Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych na NATO. W tekście pojawiły się też nazwiska ministra spraw zagranicznych Polski Zbigniewa Rau oraz Swiatłany Cichanouskiej. Na zdjęciu głównym umieszczono szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa.

To nie pierwszy rosyjski atak na media związane ze „Strefą Wolnego Słowa”. Przypomnijmy: w maju 2020 r. portal Niezalezna.pl dwukrotnie padł ofiarą rosyjskich hakerów, którzy zmieniali treść naszych publikacji.

Na naszą stronę (a także na portale Telewizji Republika, Radia Szczecin, olsztyn24.pl oraz stronę gminy Orzysz, gdzie znajduje się garnizon) wstawiono artykuł pt. Amerykanie „chwalą” pobyt w Drawsku. „Jedyne czym mogą strzelić to gumki od majtek”

Gdy opublikowaliśmy informację o tym ataku, Rosjanie dokonali kolejnego włamania, zmieniając ją na „newsa”, że Niezalezna.pl przyznaje się do autorstwa wcześniejszego artykułu.

To nie koniec działań Moskwy przeciwko naszym mediom. Pod koniec maja na anglojęzycznym prorosyjskim portalu „The Duran” ukazał się „wywiad”, przeprowadzony rzekomo przez Katarzynę Gójską dla „Gazety Polskiej”. Rozmówcą wicenaczelnej tygodnika miał być amerykański generał broni Christopher G. Cavoli, dowódca sił amerykańskich w Europie. Nie trzeba chyba dodawać, że rozmowa, w której Cavoli twierdzi, że Polska i kraje bałtyckie są fatalnie zorganizowane pod względem militarnym, została w całości wymyślona.

Znadniemna.pl za niezalezna.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na

W rocznicę śmierci Wacława Feryńca, zmarłego 18 kwietnia 2017 roku w Warszawie, przypominamy postać urodzonego 25 sierpnia 1924 roku w Brześciu naszego krajana, pancerniaka, instruktora i historycznego dowódcę czołgu o numerze 102 z 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte. Jego wojenne losy, choć często mylone z serialową fikcją, same w sobie są materiałem na film.

Wacław Feryniec dorastał w Brześciu nad Bugiem, w rodzinie związanej z tradycją służby państwowej. Do Wojska Polskiego wstąpił w 1943 roku, w Związku Radzieckim, jako jeden z tysięcy młodych ludzi formujących 1. Korpus Polskich Sił Zbrojnych. Szybko trafił do broni pancernej, gdzie jego talent i odpowiedzialność zostały dostrzeżone niemal natychmiast. Koledzy wspominali, że nasz krajan „miał rękę do czołgu” — rozumiał maszynę, jej rytm i ograniczenia, a jednocześnie potrafił współpracować z załogą tak, jakby od zawsze był częścią pancernej rodziny.

Chrzest bojowy przeszedł w bitwie pod Lenino w październiku 1943 roku. Jego czołg — wówczas jeszcze nieoznaczony numerem 102 — został unieruchomiony ogniem przeciwnika, ale załoga, mimo ostrzału, zdołała dokonać naprawy i powrócić na pozycje. To właśnie tam zaczęła się legenda maszyny, która później otrzymała numer 102. Wbrew późniejszym mitom i serialowym skojarzeniom, czołg 102 nigdy nie nosił pseudonimu „Rudy” — był maszyną realnej wojny, nie telewizyjnej opowieści.

W składzie jego załogi znajdował się również pies — Szarik, owczarek, który towarzyszył żołnierzom w marszach i na postoju. To właśnie obecność psa w ekipie Feryńca stała się jedną z inspiracji dla serialowego wątku Szarika, choć sam Feryniec nigdy nie zabiegał o łączenie go z telewizyjną legendą. Co więcej, nie ma żadnych źródeł potwierdzających, by kiedykolwiek spotkał się z Januszem Gajosem, odtwórcą roli Janka Kosa — Gajos wielokrotnie podkreślał, że jego postać była fikcyjna, a on sam nie znał realnych pancerniaków, którzy mogli inspirować scenariusz.

Po bitwie pod Lenino Feryniec został dowódcą czołgu 102, który wsławił się m.in. podczas walk na przyczółku warecko‑magnuszewskim. 10 sierpnia 1944 roku jego załoga przedarła się przez niemieckie linie, by dostarczyć zaopatrzenie okrążonemu batalionowi radzieckiemu — i wróciła, mimo ostrzału, bez strat. Za odwagę i dowodzenie w boju został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari, a także innymi odznaczeniami bojowymi, które potwierdzają jego miejsce w historii polskich pancerniaków.

Po wojnie nasz krajan pozostał w wojsku, szkoląc kolejne roczniki pancerniaków. Był instruktorem wymagającym, lecz sprawiedliwym. Nie tolerował bylejakości, ale potrafił tłumaczyć trudne rzeczy prostym językiem. Jego podopieczni wspominali, że uczył nie tylko obsługi czołgu, lecz także odpowiedzialności za ludzi — tej szczególnej więzi, która rodzi się w załodze, gdzie każdy zależy od każdego. Wspominano go jako człowieka spokojnego, rzeczowego i niezwykle pracowitego. Nasz krajan nie potrzebował wielkich słów, by budzić szacunek.

Choć serial „Czterej pancerni i pies” przyniósł mu pewną rozpoznawalność, Feryniec pozostał człowiekiem skromnym. Nie udzielał wywiadów, nie zabiegał o obecność w mediach. Dla niego wojna była przede wszystkim wspomnieniem kolegów, którzy nie wrócili, i młodości, która przypadła na najtrudniejsze lata XX wieku. W jednym z powojennych wspomnień zapisano o nim zdanie, które dobrze oddaje jego charakter: „Był człowiekiem, który robił swoje — i robił to dobrze”.

Wacław Feryniec zmarł 18 kwietnia 2017 roku w Warszawie. Spoczął w Polsce, wśród ludzi, z którymi dzielił wojskowe życie i powojenną służbę. Dziś pamiętają go nie tylko miłośnicy serialu, lecz przede wszystkim ci, którzy wiedzą, że za fikcyjnymi bohaterami stoją prawdziwi ludzie — często skromniejsi, cichsi, ale o wiele bardziej niezwykli. A wśród nich nasz krajan z Brześcia, którego historia na zawsze pozostanie częścią tradycji polskich pancerniaków.

Znadniemna.pl, na zdjęciu: płk Wacław Feryniec, weteran II wojny światowej, dowódca czołgu 102 podczas II wojny światowej. fot.: Wojskowa Agencja Fotograficzna/Wikipedia

W rocznicę śmierci Wacława Feryńca, zmarłego 18 kwietnia 2017 roku w Warszawie, przypominamy postać urodzonego 25 sierpnia 1924 roku w Brześciu naszego krajana, pancerniaka, instruktora i historycznego dowódcę czołgu o numerze 102 z 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte. Jego wojenne losy, choć często mylone

Urodzony w sercu dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego Alfred Izydor Römer pozostaje jednym z najważniejszych artystów Kresów — malarzem, grafikiem i dokumentalistą, który ocalił od zapomnienia świat polsko‑białoruskiego pogranicza. Jego portrety, studia etnograficzne i badania nad pasami słuckimi tworzą pomost między kulturami, a w rocznicę jego urodzin powraca pytanie o to, jak wiele zawdzięczają mu zarówno polska, jak i białoruska historia sztuki.

Syn Wilna i Kresów – artysta ukształtowany przez pogranicze

Alfred Izydor Römer urodził się 16 kwietnia 1832 roku w Wilnie, w rodzinie głęboko zakorzenionej w tradycji dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Jego ród, przybyły z Saksonii w XV wieku, od pokoleń współtworzył elitę intelektualną regionu. Ojciec, Edward Jan Römer, był uczestnikiem powstania listopadowego, a dziadek Michał Römer – prezydentem Wilna. W takim środowisku patriotyzm i kultura Kresów były czymś naturalnym.

Dorastając w wielojęzycznym, wielokulturowym Wilnie, młody Alfred chłonął atmosferę pogranicza, w którym polskość, białoruskość i litewskość przenikały się bez konfliktu. Studiował prawo, lecz jego prawdziwą pasją była sztuka. Uczył się u Kanutego Rusieckiego, a następnie w Paryżu u Antoniego Oleszczyńskiego, gdzie zetknął się z europejskimi trendami artystycznymi.

Wileński krytyk sztuki pisał o nim:

„Römer widzi Kresy nie tylko oczami artysty, lecz sercem obywatela, który rozumie ich historię i ból”.

To zdanie trafnie oddaje wrażliwość naszego bohatera i jego misję twórczą.

Twórca „Madonny Pińskiej” i strażnik pamięci Kresów

Po powrocie z Paryża Römer publikował rysunki i grafiki w „Kłosach”, dokumentując życie Kresów — od dworów ziemiańskich po miasteczka i wsie dzisiejszej Białorusi. Jego sztuka była głęboko zakorzeniona w lokalnej tradycji. Do najważniejszych prac należą „Chrystus i sierota” oraz „Madonna Pińska”, jedno z najbardziej rozpoznawalnych przedstawień maryjnych z terenów Polesia.

Obraz „Chrystus i sierota”, źródło: Wikipedia

Obraz „Madonna Pińska”, źródło: Wikipedia

 

Römer był nie tylko malarzem, lecz także etnografem i historykiem sztuki. W Karolinowie, majątku swojej żony Wandy Sulistrowskiej, stworzył centrum dokumentacji kultury Kresów. To tam powstała jego fundamentalna monografia o pasach słuckich — arcydziełach tkactwa Rzeczypospolitej, które dzięki niemu odzyskały należne miejsce w historii sztuki.

Artysta Stanisław Jakub Rostworowski wspominał: „Römer nie maluje Kresów — on je ocala”. W środowisku artystycznym Wilna i Krakowa zdanie to powtarzano jako syntezę jego twórczej misji.

Powstaniec, emigrant, patriota trzech kultur

W 1863 roku Römer wziął udział w Powstaniu Styczniowym, za co został uwięziony w twierdzy dyneburskiej. Po zwolnieniu wyjechał do Monachium, a następnie do Włoch, gdzie utrzymywał się z malarstwa. Jego prace wystawiano w Monachium, Paryżu i Krakowie, co uczyniło go jednym z najbardziej rozpoznawalnych artystów kresowych XIX wieku.

W latach 70. XIX wieku powrócił na Wileńszczyznę, gdzie poświęcił się badaniom etnograficznym i gromadzeniu dokumentów historycznych. Jego kolekcje trafiły później do muzeów w Krakowie, Wilnie i Warszawie, stając się fundamentem badań nad kulturą pogranicza. Współczesny badacz białoruskiej sztuki napisał:

„Römer jest jednym z tych artystów, których dziedzictwo łączy, a nie dzieli — jest wspólne dla Polski, Białorusi i Litwy”.

Alfred Izydor Römer zmarł w Karolinowie, dziś położonym na terenie Białorusi, w rejonie postawskim obwodu witebskiego, i został pochowany w kościele Najświętszej Maryi Panny w Trokach — miejscu symbolicznym dla dziedzictwa dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Opr. Walery Kowalewski/Znadniemna.pl, portret Alfreda Izydora Romera, pędzla Stanisława Jakuba Rostworowskiego, źródło: Wikipedia

 

Urodzony w sercu dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego Alfred Izydor Römer pozostaje jednym z najważniejszych artystów Kresów — malarzem, grafikiem i dokumentalistą, który ocalił od zapomnienia świat polsko‑białoruskiego pogranicza. Jego portrety, studia etnograficzne i badania nad pasami słuckimi tworzą pomost między kulturami, a w rocznicę jego

Wierni z parafii w Ołkowiczach w rejonie wilejskim, którzy znali ks. Anatola Parachniewicza i jego działalność, przedstawili własną wersję możliwych przyczyn zatrzymania proboszcza. Jak relacjonuje portal Katolik.life, zdaniem parafian ksiądz mógł zostać oskarżony o działania związane z ochroną pamięci historycznej na terenie współczesnej Białorusi.

Według wiernych, ks. Parachniewicz od lat dokumentował lokalną historię, w tym miejsca związane z obywatelami Polski, którzy zginęli w pierwszej połowie XX wieku. Wierni podkreślają, że duchowny traktował tę pracę jako element troski o dziedzictwo kulturowe regionu, w którym posługiwał. Nie chcą jednak ujawniać szczegółów, obawiając się, że mogłyby zostać wykorzystane przeciwko kapłanowi. Zdecydowali się jednak nagłośnić sprawę, licząc, że publiczna uwaga pomoże w uwolnieniu proboszcza.

Parafianie przypominają również, że ks. Parachniewicz otwarcie wypowiadał się przeciwko wojnie Rosji z Ukrainą i apelował o pokój. W pierwszych dniach rosyjskiej inwazji, w Środę Popielcową 2022 roku, opublikował refleksję o odpowiedzialności moralnej i potrzebie nawrócenia, co — ich zdaniem — mogło zwrócić na niego uwagę władz.

Ks. Parachniewicz został zatrzymany 16 marca w Ołkowiczach. Po jego aresztowaniu funkcjonariusze przeszukali dom parafialny i kościół pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, opieczętowali budynek i zabrali klucze. Zwrócono je dopiero po tygodniu, co doprowadziło do odwołania niedzielnej Mszy 22 marca. Miejsce pobytu duchownego pozostaje nieznane; według nieoficjalnych informacji może przebywać w areszcie KGB w Mińsku. Brak bliskiej rodziny dodatkowo utrudnia uzyskanie informacji o jego stanie.

Ks. Anatol Parachniewicz urodził się w 1960 roku w rejonie żłobińskim. Wychowywał się w domu dziecka, następnie zdobył wykształcenie teologiczne w Białymstoku. Święcenia kapłańskie przyjął w 1995 roku. Od 2007 roku posługuje w Ołkowiczach, gdzie stworzył niewielkie muzeum parafialne poświęcone historii lokalnej społeczności.

Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life, fot.: Katolik.life

Wierni z parafii w Ołkowiczach w rejonie wilejskim, którzy znali ks. Anatola Parachniewicza i jego działalność, przedstawili własną wersję możliwych przyczyn zatrzymania proboszcza. Jak relacjonuje portal Katolik.life, zdaniem parafian ksiądz mógł zostać oskarżony o działania związane z ochroną pamięci historycznej na terenie współczesnej Białorusi. Według wiernych,

Inicjatywa upamiętnienia białoruskich bojowników o wolność, o której informowaliśmy w ubiegłym roku, zakończyła się pełnym sukcesem. 21 marca 2026 r. na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku uroczyście odsłonięto Krzyż Pamięci — monument poświęcony tym, którzy oddali życie w walce o niepodległą Białoruś.

Krzyż stanął w historycznej części Cmentarza Garnizonowego, miejscu szczególnie ważnym dla pamięci o ofiarach totalitaryzmów. W uroczystości odsłonięcia uczestniczyli przedstawiciele białoruskiej diaspory, mieszkańcy Trójmiasta, działacze społeczni oraz reprezentanci władz samorządowych. Podkreślano, że symboliczne upamiętnienie ma charakter ponadpolityczny i jest wyrazem solidarności z tymi, którzy sprzeciwiali się represjom i walczyli o wolność swojego kraju.

Realizacja projektu była możliwa dzięki zbiórce publicznej prowadzonej przez Białoruskie Towarzystwo Kulturalne „Chatka”. Monument został wykonany zgodnie z przedstawioną wcześniej koncepcją i odsłonięty w ramach obchodów Dnia Wolności Białorusi obchodzonego 25 marca.

Znadniemna.pl, uroczystość odsłonięcia Krzyża Pamięci. fot.: tvp.pl

Inicjatywa upamiętnienia białoruskich bojowników o wolność, o której informowaliśmy w ubiegłym roku, zakończyła się pełnym sukcesem. 21 marca 2026 r. na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku uroczyście odsłonięto Krzyż Pamięci — monument poświęcony tym, którzy oddali życie w walce o niepodległą Białoruś. Krzyż stanął w historycznej części

Organizatorzy IX Polonijnego Festiwalu Polskiej Piosenki „Opole 2026” informują, że etap wstępnych zgłoszeń nie pozwala jeszcze na pełne zamknięcie listy uczestników. W związku z tym podjęto decyzję o otwarciu dodatkowego terminu rekrutacji i zaproszeniu kolejnych wykonawców do przesyłania swoich propozycji.

Wstępne zgłoszenie powinno zawierać:

  • imię i nazwisko wykonawcy lub nazwę zespołu,
  • kraj pochodzenia,
  • proponowany repertuar.

Zgłoszenia należy kierować na adres: [email protected]

Organizatorzy podkreślają, że chcą mieć możliwie pełny obraz zainteresowania festiwalem, dlatego zachęcają do kontaktu zarówno dotychczasowych uczestników, jak i nowych artystów z całego świata.

Młodzieżowe Warsztaty Muzyczno‑Wokalne – trwa nabór

Opolski Oddział Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” zaprasza również na Młodzieżowe Warsztaty Muzyczno‑Wokalne, które odbędą się w dniach 15–24 lipca br. Udział mogą wziąć młodzi Polonusi w wieku 14–18 lat, zarówno ze Wschodu, jak i z Zachodu. Wciąż dostępne są wolne miejsca dla uczestników i opiekunów.

Szczegółowe informacje: [email protected]

Znadniemna.pl

Organizatorzy IX Polonijnego Festiwalu Polskiej Piosenki „Opole 2026” informują, że etap wstępnych zgłoszeń nie pozwala jeszcze na pełne zamknięcie listy uczestników. W związku z tym podjęto decyzję o otwarciu dodatkowego terminu rekrutacji i zaproszeniu kolejnych wykonawców do przesyłania swoich propozycji. Wstępne zgłoszenie powinno zawierać: imię i

W Nowogródku trwa głęboka rekonstrukcja drewnianego klasztoru sióstr nazaretanek – miejsca nierozerwalnie związanego z męczeństwem 11 zakonnic rozstrzelanych przez Niemców w 1943 roku. Prace prowadzone są bez paszportu budowlanego, bez statusu zabytku i bez nadzoru konserwatorskiego. Zaskakuje także milczenie współczesnych nazaretanek, choć rozbierany budynek stanowi jedno z najważniejszych miejsc pamięci ich zgromadzenia.

Drewniany klasztor w Nowogródku, wzniesiony w 1933 roku, był świadkiem jednego z najbardziej symbolicznych aktów ofiary w historii Kościoła na ziemiach dzisiejszej Białorusi. To właśnie stąd 11 sióstr nazaretanek zostało wywiezionych na miejsce egzekucji, po tym jak dobrowolnie oddały życie za aresztowanych mieszkańców miasta. Budynek, choć skromny, przez dziesięciolecia pozostawał materialnym świadectwem ich obecności, modlitwy i codziennej pracy. Dla wielu pielgrzymów był równie ważny jak pobliska nowogródzka Fara, w której siostry posługiwały.

Męczennice z Nowogródka – obraz Adama Styki z 1948 r., fot.: domena publiczna

Dziś ten historyczny obiekt jest praktycznie rozbierany. Zdemontowano drewnianą okładzinę, usunięto okna i drzwi, rozbierany jest dach, a całe zachodnie skrzydło budynku już nie istnieje. Prace mają charakter nie tyle konserwatorski, co destrukcyjny – przypominają raczej przygotowanie pod budowę nowej konstrukcji niż troskę o zachowanie autentycznej substancji miejsca pamięci.

Najpoważniejszym problemem jest fakt, że rekonstrukcja prowadzona jest bez paszportu budowlanego, dokumentu obowiązkowego na Białorusi przy wszelkich pracach budowlanych i renowacyjnych. Brak paszportu oznacza brak kontroli, brak odpowiedzialności i brak gwarancji, że obiekt zostanie odtworzony zgodnie z historycznym pierwowzorem. Dodatkowo klasztor nie posiada statusu zabytku, co w praktyce pozwala na dowolne ingerencje, łącznie z całkowitą zmianą wyglądu, funkcji czy konstrukcji.

Klasztor nazaretanek przed rekonstrukcją, fot.: t.me/s/spadczyna

Klasztor nazaretanek obecnie, fot.: t.me/s/spadczyna

Niezależna białoruska gazeta „Nasza Niwa” zwraca uwagę, że władze lokalne nie informują o szczegółach inwestycji, nie podają wykonawcy ani zakresu prac. Nie wiadomo również, czy istnieje projekt rekonstrukcji, kto go zatwierdził i czy przewiduje on zachowanie oryginalnych elementów budynku. Brak transparentności przy obiekcie o takiej randze budzi uzasadniony niepokój.

Zaskakuje także milczenie współczesnych sióstr nazaretanek. Zgromadzenie, dla którego Nowogródek jest miejscem męczeństwa i duchowego dziedzictwa, nie wydało żadnego publicznego oświadczenia w sprawie rozbiórki klasztoru. Nie pojawiły się komentarze ani protesty, choć to właśnie ten budynek – wraz z celą, kaplicą i izbą wspólnoty – stanowił materialny ślad po życiu i ofierze ich współsióstr. Trudno ocenić, czy milczenie wynika z braku informacji, ostrożności wobec władz, czy świadomej decyzji, jednak jego efekt jest jeden: prace postępują bez jakiejkolwiek reakcji ze strony zgromadzenia.

 Znadniemna.pl na podstawie „Nasza Niwa”, na zdjęciu: Klasztor nazaretanek w trakcie rekonstrukcji, fot.: t.me/s/spadczyna

W Nowogródku trwa głęboka rekonstrukcja drewnianego klasztoru sióstr nazaretanek – miejsca nierozerwalnie związanego z męczeństwem 11 zakonnic rozstrzelanych przez Niemców w 1943 roku. Prace prowadzone są bez paszportu budowlanego, bez statusu zabytku i bez nadzoru konserwatorskiego. Zaskakuje także milczenie współczesnych nazaretanek, choć rozbierany budynek stanowi

W rocznicę urodzin prof. Osmana Achmatowicza przypominamy postać, która łączy w sobie tradycję tatarskiego rodu, służbę w wojnie 1920 roku i imponujący dorobek naukowy. Urodzony 16 marca 1899 roku w Bergaliszkach pod Krewem, w powiecie oszmiańskim (dziś rejon smorgoński na Białorusi), przez całe życie pozostawał wierny Polsce – w mundurze ułana, w laboratorium i w pracy akademickiej.

Młodość, ród i droga do służby Polsce

Osman Achmatowicz pochodził z tatarskiego rodu h. Kotwica, od wieków związanego z Wielkim Księstwem Litewskim i tradycją służby Rzeczypospolitej. Jego ojciec, Aleksander Achmatowicz, był prawnikiem, ministrem sprawiedliwości Republiki Krymskiej, a później senatorem II RP. W takim domu patriotyzm i odpowiedzialność za państwo były czymś naturalnym.

W młodości Osman kształcił się w elitarnej szkole – Korpusie Paziów w Piotrogrodzie, a następnie rozpoczął studia w tamtejszym Instytucie Górniczym. Rewolucja przerwała jego edukację, lecz po powrocie na ziemie polskie nasz bohater kontynuował ją na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, gdzie szybko ujawnił talent do nauk ścisłych.

Wojna polsko‑bolszewicka stała się dla młodego człowieka momentem próby. W 1920 roku wstąpił do Pułku Ułanów Tatarskich, formacji symbolicznie łączącej tatarskie dziedzictwo z polską racją stanu. Jeden z jego towarzyszy broni wspominał po latach:

„Był spokojny, opanowany, a jednocześnie odważny. Nie mówił wiele, ale gdy trzeba było działać, był pierwszy.”

Od Wilna do Oxfordu – narodziny wybitnego chemika

Po wojnie Achmatowicz wrócił na Uniwersytet Stefana Batorego, gdzie w 1925 roku uzyskał tytuł magistra chemii, a trzy lata później – doktorat. Jego wczesne prace nad terpenami i związkami naturalnymi zwróciły uwagę środowiska naukowego.

Przełomem był pobyt w The Dyson Perrins Laboratory w Oksfordzie w latach 1928–1930. Pracował tam pod kierunkiem wybitnych chemików, w tym Roberta Robinsona, późniejszego noblisty. Badania nad strychniną i brucyną przyniosły mu międzynarodowe uznanie oraz doktorat filozofii. Jeden z brytyjskich profesorów miał powiedzieć o nim:

„Achmatowicz łączył precyzję badacza z intuicją odkrywcy. Był jednym z najzdolniejszych młodych chemików, jacy przewinęli się przez nasze laboratorium.”

Po powrocie do Polski szybko awansował w strukturach akademickich. W 1933 roku habilitował się, a rok później objął Katedrę Chemii Farmaceutycznej i Toksykologicznej Uniwersytetu Warszawskiego. Przed wybuchem II wojny światowej prowadził pionierskie badania nad alkaloidami, które po latach uznane zostały za fundament współczesnej chemii produktów naturalnych.

Wojna, odbudowa i zasługi dla polskiej nauki

Okupacja niemiecka nie przerwała działalności uczonego. Achmatowicz angażował się w tajne nauczanie, prowadząc zajęcia w Warszawie i Częstochowie. Ryzykował życiem, by zachować ciągłość polskiej edukacji akademickiej – co po wojnie wspominali jego studenci, podkreślając odwagę i poczucie obowiązku profesora.

Po 1945 roku stał się jednym z architektów polskiej nauki technicznej. Współtworzył Wydział Chemiczny Politechniki Łódzkiej, a w latach 1948–1952 pełnił funkcję jej rektora. Organizował uczelnię od podstaw, budując laboratoria, kadrę i bibliotekę, która szybko stała się jedną z najlepszych w kraju.

W 1953 roku powrócił na Uniwersytet Warszawski, gdzie kontynuował badania nad alkaloidami. W latach 60. odkrył sześć nowych związków nieznanych wcześniej światowej literaturze chemicznej. Współcześni chemicy oceniają jego dorobek jednoznacznie:

„Achmatowicz był jednym z tych uczonych, którzy wyprzedzali swoją epokę. Jego prace do dziś cytowane są w chemii organicznej na całym świecie.”

Osman Achmatowicz zmarł 4 grudnia 1988 roku w Warszawie. Zgodnie z wolą rodziny i tradycją tatarską został pochowany na Muzułmańskim Cmentarzu Tatarskim w Warszawie, obok wielu zasłużonych przedstawicieli polskich Tatarów. Jego grób do dziś odwiedzają zarówno chemicy, jak i przedstawiciele społeczności tatarskiej, traktując go jako symbol lojalności wobec Polski i naukowej doskonałości.

Opr. Kazimierz Sadowski/Znadniemna.pl, fot.: Wikipedia

W rocznicę urodzin prof. Osmana Achmatowicza przypominamy postać, która łączy w sobie tradycję tatarskiego rodu, służbę w wojnie 1920 roku i imponujący dorobek naukowy. Urodzony 16 marca 1899 roku w Bergaliszkach pod Krewem, w powiecie oszmiańskim (dziś rejon smorgoński na Białorusi), przez całe życie pozostawał

Dziś, 16 kwietnia, 53. urodziny obchodzi Andrzej Poczobut — dziennikarz, działacz polskiej społeczności na Białorusi i jeden z najbardziej rozpoznawalnych więźniów politycznych reżimu Łukaszenki. To kolejne urodziny, które nasz kolega spędza za murami kolonii karnej, z dala od bliskich i środowiska, któremu poświęcił całe swoje dorosłe życie.

Andrzej Poczobut urodził się w 1973 roku w Brzostowicy Wielkiej, centrum rejonu brzostowickiego w obwodzie grodzieńskim. Od początku swojej pracy dziennikarskiej związany był z tematyką społeczną, prawami człowieka i sytuacją mniejszości polskiej na Białorusi. Jako korespondent i publicysta „Gazety Wyborczej” oraz innych polskich i białoruskich mediów zasłynął rzetelnością, odwagą i konsekwencją — często pisał o sprawach, które inni omijali milczeniem. Jego teksty i relacje były cytowane w mediach w Polsce i za granicą, a on sam stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów niezależnego białoruskiego dziennikarstwa.

Równolegle Andrzej angażował się w działalność Związku Polaków na Białorusi, organizacji reprezentującej największą mniejszość narodową w kraju rządzonym po dyktatorsku przez Łukaszenkę. W ZPB pełnił funkcje kierownicze, współorganizował wydarzenia kulturalne i edukacyjne, dbał o zachowanie polskiego dziedzictwa, upamiętniając działalność Armii Krajowej i żołnierzy niezłomnych na Białorusi. Pełnił m.in. funkcję sekretarza w Stowarzyszeniu Żołnierzy Armii Krajowej na Białorusi. Dla wielu młodych Polaków jest nie tylko liderem, ale i nauczycielem — człowiekiem, który pokazuje, że można zachować godność i tożsamość nawet w trudnych warunkach.

Władze białoruskie wielokrotnie próbowały go uciszyć. Był zatrzymywany, oskarżany i sądzony w sprawach o charakterze politycznym. W 2021 roku ponownie trafił do aresztu, a następnie został skazany w procesie, który organizacje międzynarodowe uznały za motywowany politycznie. Od tamtej pory przebywa w kolonii karnej w Nowopołocku, gdzie — według obrońców praw człowieka — warunki są wyjątkowo ciężkie. Mimo to pozostaje symbolem niezłomności i wierności zasadom, a jego nazwisko stało się jednym z najczęściej wymienianych w kontekście więźniów sumienia współczesnej Białorusi.

W dniu 53. urodzin naszego kolegi redakcja Znadniemna.pl składa Andrzejowi Poczobutowi wyrazy szacunku, solidarności i pamięci. Życzymy mu przede wszystkim siły, zdrowia i nadziei, a także tego, by jak najszybciej mógł wrócić do swoich bliskich, do pracy, do Grodna — miasta, któremu poświęcił tyle lat życia. Pamiętamy o nim każdego dnia i wierzymy, że jeszcze będziemy mogli złożyć mu życzenia po odzyskaniu przez niego wolności.

Znadniemna.pl

Dziś, 16 kwietnia, 53. urodziny obchodzi Andrzej Poczobut — dziennikarz, działacz polskiej społeczności na Białorusi i jeden z najbardziej rozpoznawalnych więźniów politycznych reżimu Łukaszenki. To kolejne urodziny, które nasz kolega spędza za murami kolonii karnej, z dala od bliskich i środowiska, któremu poświęcił całe swoje

Ostra krytyka papieża Leona XIV ze strony Donalda Trumpa wywołała reakcję Kościoła katolickiego w wielu krajach. Głos wsparcia dla Ojca Świętego zabrzmiał zarówno w Polsce, jak i – choć mniej oficjalnie – na Białorusi.

Nieoficjalna reakcja Kościoła na Białorusi

W Kościele katolickim na Białorusi reakcja miała charakter bardziej powściągliwy. Biskup Aleksander Jaszewski, wikariusz generalny archidiecezji mińsko-mohylewskiej, opublikował w mediach społecznościowych wpis, w którym wezwał wiernych do modlitwy za Papieża.

Choć nie odniósł się wprost do konkretnych słów ani nie wymienił Donalda Trumpa, jego apel był czytelnym sygnałem solidarności duchowej. Podkreślił, że w chwilach, gdy w przestrzeni publicznej pojawiają się słowa „raniące i dzielące”, odpowiedzią Kościoła powinna być modlitwa i jedność z Następcą św. Piotra.

Wpis został później powielony przez oficjalne media kościelne, co pokazuje, że choć nie miał formy komunikatu episkopatu, to jednak wpisywał się w szerszą postawę Kościoła.

Jasne stanowisko polskich biskupów

Znacznie bardziej jednoznacznie zareagował Kościół w Polsce. Oficjalne stanowisko wydała Konferencja Episkopatu Polski, podpisane przez jej przewodniczącego abp. Tadeusza Wojdę.

Polscy biskupi wyrazili wdzięczność wobec Papieża za jego „odważne słowa i niezłomną wierność misji Kościoła” oraz zapewnili o duchowym wsparciu i modlitwie.

W oświadczeniu podkreślono także doświadczenie historyczne Polaków:

– naród polski „dobrze wie, czym jest tragedia wojny i cierpienie ludzi nią dotkniętych” – co nadaje szczególną wagę papieskim apelom o pokój.

Hierarchowie zaznaczyli, że Kościół w Polsce pozostaje w jedności z Ojcem Świętym, a odpowiedzią na napięcia i krytykę powinna być modlitwa oraz troska o pokój.

Głos prymasa: „nie polemika, lecz modlitwa”

Do sprawy odniósł się również prymas Polski, abp. Wojciech Polak. Podkreślił, że nie zamierza wchodzić w polityczne spory, ale w pełni utożsamia się z papieskim wołaniem o pokój i modli się o zakończenie wojen.

To stanowisko pokazuje wyraźną linię Kościoła: unikanie politycznej konfrontacji przy jednoczesnym jednoznacznym wsparciu dla Papieża.

Spór, który wykracza poza politykę

Krytyczne wypowiedzi Donalda Trumpa pod adresem Papieża dotyczyły jego stanowiska wobec wojny i polityki międzynarodowej. Sam Leon XIV odpowiedział spokojnie, podkreślając, że nie zamierza prowadzić sporów politycznych i będzie nadal głosił przesłanie pokoju.

Reakcje Kościoła – zarówno oficjalne, jak w Polsce, tak i bardziej dyskretne, jak na Białorusi – pokazują jednak coś więcej niż tylko odpowiedź na bieżący konflikt. Ukazują one głębokie przekonanie, że rola Papieża nie jest polityczna, lecz moralna i duchowa.

Wydarzenia te unaoczniają różnice w sposobie działania Kościoła w różnych krajach. Tam, gdzie możliwe jest publiczne zabranie głosu – jak w Polsce – reakcja ma charakter oficjalny i wyraźny. W innych miejscach, jak na Białorusi, przybiera bardziej ostrożną formę, ograniczoną do apelu o modlitwę.

Jednak sens pozostaje ten sam: w obliczu krytyki Papieża Kościół – niezależnie od granic – odpowiada przede wszystkim jednością i modlitwą.

Znadniemna.pl

Ostra krytyka papieża Leona XIV ze strony Donalda Trumpa wywołała reakcję Kościoła katolickiego w wielu krajach. Głos wsparcia dla Ojca Świętego zabrzmiał zarówno w Polsce, jak i – choć mniej oficjalnie – na Białorusi. Nieoficjalna reakcja Kościoła na Białorusi W Kościele katolickim na Białorusi reakcja miała charakter

Apolonia „Pola” Raksa kończy dziś 85 lat. Urodzona w Lidzie, wychowana w powojennej Polsce, stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych i fascynujących aktorek XX wieku. Jej filmowe role, niezwykła uroda i magnetyczna osobowość sprawiły, że na trwałe zapisała się w historii polskiej kultury – także jako inspiracja dla twórców, o czym świadczy choćby słynny wers z piosenki Perfectu: „za jej Poli Raksy twarz każdy by się zabić dał…”.

Z Lidy na wielki ekran – narodziny gwiazdy

Pola Raksa przyszła na świat 14 kwietnia 1941 roku w Lidzie, w rodzinie o kresowych korzeniach. Po wojnie rodzina przyszłej gwiazdy kina repatriowała się do Polski, a młoda Apolonia szybko odkryła w sobie artystyczny temperament. Początkowo wiązała przyszłość z plastyką, jednak przypadek sprawił, że trafiła przed kamerę – i od razu zachwyciła reżyserów.

Debiutowała pod koniec lat 50., a już w latach 60. stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiego kina. Jej uroda – delikatna, nieoczywista, pełna melancholii – wyróżniała ją na tle epoki. W połączeniu z talentem i naturalnością stworzyła wizerunek aktorki, która nie grała, lecz była.

W tym czasie Raksa zaczęła budować pozycję gwiazdy, pojawiając się w filmach, które dziś należą do klasyki. Jej obecność na ekranie była zawsze wydarzeniem – subtelna, ale intensywna, pełna wewnętrznego światła.

Role, które przeszły do historii

Największą popularność przyniosła jej rola Marusi „Ogoniok” w serialu „Czterej pancerni i pies”. Postać radzieckiej sanitariuszki, granej z niezwykłą czułością i powściągliwością, stała się symbolem kobiecej siły i delikatności. Marusia była jedną z najbardziej lubianych bohaterek telewizji PRL, a Raksa – jedną z najjaśniejszych gwiazd tamtego czasu.

Wcześniej zachwyciła w filmach takich jak „Szatan z siódmej klasy”, „Panienka z okienka”, „Popioły” Andrzeja Wajdy czy „Rękopis znaleziony w Saragossie” Wojciecha Jerzego Hasa. Każda z tych ról pokazywała inną twarz aktorki – od dziewczęcej świeżości po dramatyczną głębię.

W latach 70. i 80. Raksa coraz częściej pojawiała się także w teatrze, gdzie doceniano jej warsztat i sceniczną charyzmę. Choć z czasem wycofała się z życia publicznego, jej dorobek pozostał ważną częścią polskiej kultury.

Ikona stylu, inspiracja dla twórców, legenda popkultury

Pola Raksa była nie tylko aktorką – była zjawiskiem. Jej twarz, fryzura, sposób bycia stały się inspiracją dla projektantów, fotografów i muzyków. W latach 60. i 70. uchodziła za jedną z najpiękniejszych Polek, a jej wizerunek pojawiał się na okładkach magazynów i w kampaniach mody.

Najbardziej znanym hołdem pozostaje oczywiście piosenka zespołu Perfect, w której Grzegorz Markowski śpiewał: „…za jej Poli Raksy twarz każdy by się zabić dał…” Ten wers stał się symbolem epoki – świadectwem, jak silnie aktorka oddziaływała na wyobraźnię Polaków.

Raksa była też jedną z pierwszych polskich gwiazd, które świadomie kreowały swój wizerunek. Łączyła elegancję z naturalnością, a jej styl do dziś uchodzi za ponadczasowy. Współcześni twórcy mody i fotografii często odwołują się do jej estetyki, a młodsze pokolenia odkrywają ją na nowo dzięki archiwalnym zdjęciom i filmom.

85 lat legendy

Dziś, w dniu 85. urodzin Poli Raksy, wspominamy nie tylko jej role, ale także jej wpływ na polską kulturę. To aktorka, która potrafiła być jednocześnie bliska i niedostępna, delikatna i silna, subtelna i wyrazista. Jej obecność na ekranie była zawsze czymś więcej niż grą – była spotkaniem z kimś wyjątkowym.

Choć od lat nie występuje publicznie, jej legenda trwa. Filmy z jej udziałem wciąż przyciągają widzów, a jej twarz – ta, o której śpiewał Perfect – pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli polskiej popkultury.

Z okazji Jubileuszu 85. urodzin składamy Pani Apolonii Raksie wyrazy najgłębszego szacunku, uznania i wdzięczności. Dziękujemy za wszystkie role, które na trwałe zapisały się w historii polskiej kultury, za piękno i wrażliwość wniesione na ekran, za inspirację, jaką od dziesięcioleci czerpią z Pani twórczości kolejne pokolenia widzów i artystów.

Życzymy Pani zdrowia, spokoju i wszelkiej pomyślności, a także tego, by pamięć o Pani dorobku nadal była źródłem radości i dumy.

Z wyrazami szacunku i podziwu,

Redakcja Znadniemna.pl, Na zdjęciu Apolonia „Pola” Raksa na zdjęciu opublikowanym w magazynie „Film” w 1972 roku, fot.: Zofia Nasierowska/Wikipedia

Apolonia „Pola” Raksa kończy dziś 85 lat. Urodzona w Lidzie, wychowana w powojennej Polsce, stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych i fascynujących aktorek XX wieku. Jej filmowe role, niezwykła uroda i magnetyczna osobowość sprawiły, że na trwałe zapisała się w historii polskiej kultury – także

Przejdź do treści