HomeStandard Blog Whole Post

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl, zablokowali także szefowi „GP” dostęp do tweetdecka – aplikacji do zarządzania Twitterem. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl – atak na powiązany z Telewizją Republiką serwis „Poland Daily” został dokonany z Rygi, stolicy Łotwy.

Rasa Jakilaitiene, rzeczniczka litewskiego ministra spraw zagranicznych, powiedziała, że fałszywa wiadomość została umieszczona na polskiej stronie internetowej.

Fałszywe wiadomości pojawiły się na Polanddaily.com. W zamieszczonym tam artykule znalazła się uwaga ministra Linkeviciusa, w której twierdził, że na Białoruś trzeba wysłać siły pokojowe – powiedziała rzeczniczka.

Rzeczniczka litwewskiego MSZ zwróciła uwagę, że dla podniesienia wiarygodności fake newsa w artykule pojawiała się także wzmianka na temat polskiego ministra spraw zagranicznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy wydało oświadczenie zaprzeczające fałszywym informacjom. Potwierdzono, że odpowiednie służby wszczęły już w tej sprawie dochodzenie.

Jest wysoce prawdopodobne, że trwa cyberatak informacyjny, który jest obecnie badany przez władze litewskie – czytamy w komunikacie.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stracił dostęp do konta (zmieniono hasło), na którym wstawiono odnośnik do artykułu zamieszczonego na portalu Znadniemna.pl, który prowadzi Związek Polaków na Białorusi. Ów artykuł to także cyberprowokacja. Dowiadujemy się z niego, że „Polska i Litwa wzywają NATO do wysłania wojsk na Białoruś”.

Podrobiony artykuł na portalu „Poland Daily” nosił tytuł „Polska i Litwa naciskają na wysłanie wojsk na Białoruś”. Napisany był w języku angielskim i podobnie jak publikacja wrzucona na Znadniemna.pl, dezinformował o rzekomych naciskach Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych na NATO. W tekście pojawiły się też nazwiska ministra spraw zagranicznych Polski Zbigniewa Rau oraz Swiatłany Cichanouskiej. Na zdjęciu głównym umieszczono szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa.

To nie pierwszy rosyjski atak na media związane ze „Strefą Wolnego Słowa”. Przypomnijmy: w maju 2020 r. portal Niezalezna.pl dwukrotnie padł ofiarą rosyjskich hakerów, którzy zmieniali treść naszych publikacji.

Na naszą stronę (a także na portale Telewizji Republika, Radia Szczecin, olsztyn24.pl oraz stronę gminy Orzysz, gdzie znajduje się garnizon) wstawiono artykuł pt. Amerykanie „chwalą” pobyt w Drawsku. „Jedyne czym mogą strzelić to gumki od majtek”

Gdy opublikowaliśmy informację o tym ataku, Rosjanie dokonali kolejnego włamania, zmieniając ją na „newsa”, że Niezalezna.pl przyznaje się do autorstwa wcześniejszego artykułu.

To nie koniec działań Moskwy przeciwko naszym mediom. Pod koniec maja na anglojęzycznym prorosyjskim portalu „The Duran” ukazał się „wywiad”, przeprowadzony rzekomo przez Katarzynę Gójską dla „Gazety Polskiej”. Rozmówcą wicenaczelnej tygodnika miał być amerykański generał broni Christopher G. Cavoli, dowódca sił amerykańskich w Europie. Nie trzeba chyba dodawać, że rozmowa, w której Cavoli twierdzi, że Polska i kraje bałtyckie są fatalnie zorganizowane pod względem militarnym, została w całości wymyślona.

Znadniemna.pl za niezalezna.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na

Władze Mińska po raz kolejny odmówiły wiernym zgody na modlitwę pod zamkniętym Czerwonym Kościołem, mimo że prosili jedynie o możliwość krótkiego, pokojowego zgromadzenia w symboliczną dla parafii datę. To kolejny przykład systematycznych ograniczeń nakładanych na katolików w białoruskiej stolicy.

Mińscy katolicy zwrócili się do władz z prośbą o pozwolenie na modlitwę przy Czerwonym Kościele w rocznicę jego konsekracji. Wierni podkreślali, że nie planują żadnej manifestacji ani wydarzenia o charakterze publicznym – jedynie krótką modlitwę w miejscu, które od lat pozostaje duchowym centrum wspólnoty.

Mimo to Komitet Wykonawczy Miasta Mińska odmówił, argumentując, że zgromadzenie modlitewne na placu przed świątynią byłoby traktowane jako „impreza masowa”, a takie – zgodnie z białoruskim prawem – nie mogą odbywać się bez specjalnego zezwolenia. Władze powołały się również na bliskość budynków rządowych, co ma dodatkowo uniemożliwiać organizację jakichkolwiek zgromadzeń.

Czerwony Kościół pozostaje zamknięty od 2022 roku, kiedy po nocnym pożarze władze nakazały jego „czasowe wyłączenie z użytkowania”. Od tamtej pory wierni wielokrotnie prosili o możliwość modlitwy choćby na dziedzińcu lub w przeszklonej galerii wewnątrz budynku – każdorazowo bezskutecznie. Parafia od miesięcy nie ma dostępu do świątyni, a jej przyszłość pozostaje niepewna.

Wierni podkreślają, że odmowa w tak ważnym dniu jest dla nich szczególnie bolesna i odbierają ją jako kolejny sygnał, że władze nie zamierzają dopuścić do powrotu życia religijnego w jednym z najważniejszych kościołów Mińska.

Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life, fot.: Katolik.life

Władze Mińska po raz kolejny odmówiły wiernym zgody na modlitwę pod zamkniętym Czerwonym Kościołem, mimo że prosili jedynie o możliwość krótkiego, pokojowego zgromadzenia w symboliczną dla parafii datę. To kolejny przykład systematycznych ograniczeń nakładanych na katolików w białoruskiej stolicy. Mińscy katolicy zwrócili się do władz z

Po raz pierwszy od kilku lat władze Baranowicz zezwoliły katolikom na zorganizowanie Drogi Krzyżowej ulicami miasta. To przełomowa decyzja, bo w poprzednich latach parafie regularnie otrzymywały odmowy, a nabożeństwo mogło odbywać się jedynie na terenie kościelnym.

22 marca o godzinie 14.00 wierni wyruszyli z kościoła Podwyższenia Świętego Krzyża, rozpoczynając procesję na ulicy Kujbyszewa. Niosąc krzyż, kapłani, osoby konsekrowane i parafianie przeszli tradycyjne 14 stacji Drogi Krzyżowej, modląc się i rozważając Mękę Pańską.

Uczestnicy śpiewali pieśni żałobne, a procesja przeszła ulicami Pionierską, Prytyckiego, Komsomolską oraz Minina i Pożarskiego. Jak relacjonują świadkowie, szczególne poruszenie wywoływał moment, gdy na każdej stacji dziesiątki rąk unosiły ogromny krzyż, który majestatycznie wznosił się na tle błękitnego, wiosennego nieba przy akompaniamencie uderzeń w bęben.

Dla miejscowej wspólnoty było to wydarzenie o wyjątkowym znaczeniu. Po latach ograniczeń i odmów powrót do publicznej formy nabożeństwa stał się symbolem nadziei i duchowej jedności. Wierni podkreślali, że możliwość przejścia ulicami Baranowicz to nie tylko tradycja, ale także ważne świadectwo wiary.

Uczestnicy wyrazili nadzieję, że tegoroczne pozwolenie nie będzie jednorazowym wyjątkiem, lecz początkiem powrotu do normalności po latach restrykcji wobec praktyk religijnych.

 Fotorelacja z Drogi Krzyżowej w Baranowiczach za portalem Diecezji Pińskiej

Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life  i Pinskdiocese.by, zdjęcia: Pinskdiocese.by

Po raz pierwszy od kilku lat władze Baranowicz zezwoliły katolikom na zorganizowanie Drogi Krzyżowej ulicami miasta. To przełomowa decyzja, bo w poprzednich latach parafie regularnie otrzymywały odmowy, a nabożeństwo mogło odbywać się jedynie na terenie kościelnym. 22 marca o godzinie 14.00 wierni wyruszyli z kościoła Podwyższenia

Mimo że ceny paliw na Białorusi i w rosyjskim obwodzie królewieckim są ponad dwukrotnie niższe niż w Polsce i na Litwie, służby graniczne nie obserwują wzrostu ruchu w celu tankowania.

Choć litr oleju napędowego na Białorusi kosztuje około 0,8 euro, a w obwodzie królewieckim benzyna jest dostępna za równowartość około 3 zł, podczas gdy w Polsce i na Litwie ceny przekraczają 1,7–2 euro za litr, zarówno polskie, jak i litewskie służby podkreślają, że nie widać zwiększonego ruchu związanego z „turystyką paliwową”.

Litewska Służba Ochrony Granicy Państwowej (VSAT) przekazała mediom, że mimo znaczącej różnicy cen nie odnotowuje większej liczby osób przekraczających granicę w celu tankowania.

Według polskiej Straży Granicznej również na przejściach polsko‑białoruskich nie obserwuje się zwiększonego ruchu osobowego.

Podobnie wygląda sytuacja na granicy z obwodem królewieckim. Jak donosi portal Wirtualna Polska, powołując się na polskie służby, także tam nie widać wzrostu ruchu, mimo że rosyjskie media chwalą się „sukcesem” taniego paliwa tuż za granicą. Polskie służby podkreślają, że ruch jest stabilny, a kierowcy nie traktują obwodu królewieckiego jako miejsca do taniego tankowania.

Jeśli chodzi o wyjazdy na Białoruś, o słabym zainteresowaniu nimi ze strony Polaków decydują przede wszystkim ograniczenia proceduralne i polityczne. Choć Polacy mogą korzystać z ruchu bezwizowego, wymaga on wcześniejszej rejestracji, ubezpieczenia i spełnienia szeregu formalności, co skutecznie uniemożliwia spontaniczne wyjazdy „po tanie tankowanie”. Dodatkowo białoruskie służby ściśle kontrolują ilość paliwa wywożonego w baku, a przewóz paliwa w kanistrach jest zabroniony.

W przypadku obwodu królewieckiego sytuację ograniczają sankcje, kontrole oraz niepewność polityczna.

W efekcie, mimo że napełnienie 60‑litrowego zbiornika na Białorusi kosztuje około 50 euro, a w Polsce i na Litwie ponad 120 euro, różnica ta nie wpływa na zachowania kierowców. Podobnie nie działa niska cena paliwa w obwodzie królewieckim.

Eksperci podkreślają, że dopóki utrzymują się obecne ograniczenia i napięcia polityczne, „turystyka paliwowa” na granicach z Białorusią i Rosją pozostanie zjawiskiem marginalnym.

Znadniemna.pl na podstawie Wilnoteka.lt i Wiadomosci.wp.plfot.: podrozewojownika/TikTok / 123RF

Mimo że ceny paliw na Białorusi i w rosyjskim obwodzie królewieckim są ponad dwukrotnie niższe niż w Polsce i na Litwie, służby graniczne nie obserwują wzrostu ruchu w celu tankowania. Choć litr oleju napędowego na Białorusi kosztuje około 0,8 euro, a w obwodzie królewieckim benzyna jest

W 240. rocznicę urodzin Joachima Lelewela warto przypomnieć sobie, że ten wybitny historyk patrzył na dzieje Polski szerzej, niż wielu jego współczesnych. Interesowało go nie tylko to, co działo się w Krakowie czy Warszawie, lecz także to, co tętniło życiem na ziemiach dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego — w przestrzeni, gdzie od stuleci stykały się języki, kultury i wyznania religijne, nierzadko żyjące obok siebie w napięciu. Lelewel doskonale rozumiał tę wielowarstwowość. W dziele pt. „Historyka” pisał wprost, że Rzeczpospolita była „związkiem ludów rozmaitych, a przecie wspólnych sobie”.

To właśnie ta perspektywa — szeroka, otwarta, daleka od narodowego egoizmu — sprawia, że jego myśl brzmi dziś zaskakująco aktualnie. Lelewel nie miał w sobie pokusy, by historię sprowadzać do jednego głosu. Przeciwnie: podkreślał, że „nie jedna tylko narodowość, ale wiele ich współdziałało w dziejach naszych”. W czasach, gdy rodziły się nowoczesne nacjonalizmy, przypominał, że przeszłość Rzeczypospolitej była wspólnym dziełem wielu narodów.

W jego ujęciu to właśnie pogranicze — ziemie między Niemnem a Dnieprem — było sercem dawnego państwa. Nie peryferie, nie margines, lecz fundament. W „Uwagach nad dziejami Polski i Litwy” pisał jasno: „Litwa i Ruś nie były dodatkiem, lecz częścią równą i współtworzącą”. Trudno o bardziej jednoznaczne potwierdzenie, że Lelewel widział w tych ziemiach pełnoprawny podmiot historii, a nie tło dla dziejów Korony.

Dlatego jego myśl tak dobrze rezonuje dziś na Białorusi, gdzie wciąż trwa poszukiwanie własnej opowieści o przeszłości. Lelewel był jednym z pierwszych, którzy mówili o „prawach dziejowych każdego ludu”. W czasach, gdy dominowały narracje centralistyczne, on dostrzegał wielogłosowość i podmiotowość narodów Kresów.

Jego biografia — pełna emigracyjnych tułaczek — tylko wzmacnia tę kresową wrażliwość. W jednym z listów pisał: „Ojczyzna moja jest w sercu, nie na granicach”. To zdanie brzmi jak wyznanie człowieka, który rozumiał, że kraj to nie tylko mapa, lecz także pamięć, doświadczenie i wspólnota losu.

Dlatego dziś, wspominając jego urodziny, warto widzieć w Lelewelu nie tylko uczonego, ale także strażnika idei Rzeczypospolitej wielu narodów — idei, która wyrastała właśnie z ziem pogranicza. W „Polsce, dziejach i rzeczach jej” przypominał, że „wspólność dziejów jest większą siłą niż granice i podziały”. To zdanie mogłoby być mottem całej jego twórczości.

Lelewel nie był synem Kresów, ale jego myśl — otwarta, dialogiczna, wielonarodowa — wyrastała z tej samej tradycji, która przez wieki kształtowała ziemie dzisiejszej Białorusi. I dlatego właśnie tam, bardziej niż gdziekolwiek indziej, jego głos brzmi dziś wyjątkowo mocno.

Joachim Lelewel — rys biograficzny

Joachim Lelewel (1786–1861) był jednym z najwybitniejszych polskich historyków XIX wieku, a zarazem działaczem politycznym, publicystą i jednym z duchowych patronów polskiej oraz litewsko‑białoruskiej myśli niepodległościowej. Urodził się 22 marca 1786 roku w Warszawie, w rodzinie o tradycjach szlacheckich i inteligenckich. Studiował na Uniwersytecie Wileńskim, gdzie szybko dał się poznać jako niezwykle utalentowany badacz i wykładowca. W Wilnie rozpoczęła się jego naukowa kariera, a zarazem fascynacja historią ziem dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Po upadku powstania listopadowego Lelewel udał się na emigrację, najpierw do Francji, później do Belgii. Tam powstała większość jego najważniejszych prac, w tym „Historyka”, „Dzieje Polski”, „Uwagi nad dziejami Polski i Litwy” oraz liczne rozprawy kartograficzne i źródłoznawcze. Na emigracji angażował się także w działalność polityczną, współtworząc środowiska demokratyczne i republikańskie.

Był uczonym o niezwykłej erudycji i szerokich horyzontach. Jako jeden z pierwszych polskich historyków patrzył na dzieje Rzeczypospolitej nie przez pryzmat jednego narodu, lecz jako wspólne dziedzictwo Polaków, Litwinów, Rusinów, Żydów i Tatarów. Jego prace wywarły ogromny wpływ na rozwój historiografii w Polsce, na Litwie i na Białorusi, a jego myśl — otwarta, dialogiczna i wielonarodowa — do dziś inspiruje badaczy i czytelników.

Joachim Lelewel zmarł w 1861 roku w Brukseli, gdzie został pochowany. W 1929 roku jego prochy sprowadzono do Wilna i złożono na Rossie — w mieście, które było jednym z najważniejszych punktów odniesienia jego życia i twórczości.

Opr. Adolf Gorzkowski / Znadniemna.pl, portret Joachima Lelewela po 1831 roku, źródło: Wikipedia

 

W 240. rocznicę urodzin Joachima Lelewela warto przypomnieć sobie, że ten wybitny historyk patrzył na dzieje Polski szerzej, niż wielu jego współczesnych. Interesowało go nie tylko to, co działo się w Krakowie czy Warszawie, lecz także to, co tętniło życiem na ziemiach dawnego Wielkiego Księstwa

Krzysztof II Radziwiłł był jednym z najważniejszych przedstawicieli magnaterii Wielkiego Księstwa Litewskiego — wodzem wojskowym, aktywnym politykiem i gorliwym protektorem kalwinizmu. Jego życie i działalność rozgrywały się właśnie na terenach dzisiejszej Białorusi i Litwy, które w XVII wieku stanowiły serce polityki i kultury Rzeczypospolitej. Radziwiłł nie tylko dowodził armią i piastował najwyższe urzędy, ale także budował instytucje religijne i centra nauki, wpływając na losy kresowych społeczności.

Magnackie dziedzictwo i wychowanie

Herb Trąby. Fot.: wikipedia.org

Krzysztof II Radziwiłł urodził się 22 marca 1585 roku w rodzinie magnackiej, która od stuleci odgrywała kluczową rolę w polityce Wielkiego Księstwa Litewskiego. Był synem Krzysztofa „Pioruna” Radziwiłła – hetmana wielkiego litewskiego — i Katarzyny z Tęczyńskich. Ród Radziwiłłów herbu Trąby należał do najbardziej wpływowych rodzin w państwie, a jego przedstawiciele często piastowali najwyższe urzędy wojskowe i administracyjne.

Choć matka i siostra wychowywały się w wierze katolickiej, Krzysztof II został wychowany w kalwinizmie — religii ojca i tradycji linii birżańskiej Radziwiłłów, związanej z protestantyzmem od czasów reformacji. Już młodość spędził na starannej edukacji w protestanckich uczelniach: studiował w Lipsku i Heidelbergu, a także odwiedzał inne ośrodki akademickie w Bazylei, Niderlandach i Francji. To przygotowało go zarówno do kariery wojskowej, jak i politycznej.

Od hetmana do wojewody

Krzysztof Radziwiłł. Nieznany artysta, XVII w. Fot.: wikipedia.org

Kariera Radziwiłła zaczęła się od aktywnej służby wojskowej. Wcześnie towarzyszył ojcu w działaniach zbrojnych, m.in. podczas konfliktów ze Szwecją. Z czasem jego własne zdolności dowódcze zostały dostrzeżone — już w 1615 roku został hetmanem polnym litewskim, a po latach intensywnej służby wojskowej i administracyjnej awansował na hetmana wielkiego litewskiego (1635).

W latach 1620–1626 toczył się szereg kampanii przeciwko Szwecji, w których Radziwiłł walczył mimo znacznych trudności. Mimo że nie obronił Rygi w 1621 roku, to rok później jego oddziały odparły atak szwedzki pod Mitawą, dowodzony przez samego Gustawa Adolfa — jedną z najbardziej liczących się postaci europejskich konfliktów XVII wieku.

Pozycja polityczna Radziwiłła rosła wraz z doświadczeniem wojskowym. W 1632 roku został marszałkiem sejmu konwokacyjnego, a w 1633 roku — wojewodą wileńskim — urzędem o kluczowym znaczeniu dla Wielkiego Księstwa.

Wojna smoleńska

Jednym z najważniejszych momentów w karierze Radziwiłła była wojna smoleńska (1632–1634) z Moskwą. W obliczu rosyjskiego oblężenia Smoleńska, hetman litewski dowodził własną, stosunkowo słabą armią, dostarczając zaopatrzenie i wsparcie dla obleganych obrońców. Jego działania dały czas na przybycie głównych sił Rzeczypospolitej pod Władysławem IV, które ostatecznie przechyliły losy kampanii na korzyść Polsko‑Litewskiej konfederacji.

Po przerwaniu oblężenia Radziwiłł doprowadził rosyjską armię do kapitulacji, a następnie — śmiałym rajdem — naruszył rosyjskie terytorium, wykazując niezwykłą inicjatywę taktyczną. Za te zasługi został nagrodzony buławą hetmańską i zyskał uznanie dworu królewskiego.

Protektor kalwinizmu

Religia była jednym z najważniejszych obszarów działalności Radziwiłła. Jako gorliwy kalwin, wspierał Jednotę Wileńską – organizację zrzeszającą ewangelików reformowanych w Wielkim Księstwie Litewskim, która nazwała go „swoim obrońcą”.

Radziwiłł nie ograniczał się do infrastruktury duchowej. W 1631 roku wraz z żoną Anną z Kiszków ufundował murowany zbór kalwiński w Kiejdanach, szkołę, dom nauczyciela i szpital dla ubogich — inwestycje, które stały się jednym z najważniejszych ośrodków protestantyzmu w regionie.

Konflikt z królem Zygmuntem III Wazą często dotyczył właśnie spraw wyznaniowych — monarcha przez lata blokował jego nominację do senatu z powodu wiary, co ostatecznie zmienił jego syn, Władysław IV Waza.

Radziwiłł był jednak tolerancyjny wobec innych wyznań i potrafił rezygnować z forsowania postulatów religijnych, gdy groziło to zerwaniem sejmu — co odróżniało go od radykalnych liderów wyznaniowych tej epoki.

Państwo, majątki i kresowe ośrodki życia

Posiadłości Radziwiłła – szczególnie Birże (Birţai) i Dubinki – były nie tylko źródłem jego potęgi ekonomicznej, lecz także ważnymi centrami życia politycznego, militarnego i kulturowego w Wielkim Księstwie. Prace budowlane i modernizacyjne prowadzone we dworach i zbiorach magnackich były jednymi z najbardziej rozległych tego typu projektów w pierwszej połowie XVII wieku, świadcząc o ambicjach Radziwiłła jako patrona sztuki i życia publicznego.

W 1606 roku Radziwiłł poślubił Annę z Kiszków, dziedziczkę majątków sięgających m.in. Kiejdan. Mieli piątkę dzieci, z których dwoje przeżyło — syn Janusz Radziwiłł (1612–1655), który kontynuował tradycje polityczne i wojskowe ojca, oraz córka Katarzyna, która związała się z innym magnackim rodem Hlebowiczów.

Śmierć i dziedzictwo

Krzysztof II Radziwiłł zmarł 19 listopada 1640 roku w Świadości. Jego kariera — jako hetmana, polityka i mecenasa — odcisnęła trwałe piętno na historii kresów Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Jako mentor, dowódca i obrońca wielowyznaniowej wspólnoty, był jednym z najważniejszych magnatów XVII wieku. Jego działalność wojskowa wpływała bezpośrednio na losy bitew i granic państwa, a inwestycje religijne i edukacyjne wspierały życie duchowe i społeczne wielu społeczności kresowych – od Litwy po Białoruś, w czasach kiedy Rzeczpospolita obejmowała te ziemie.

Opr. Walery Kowalewski/Znadniemna.pl

Krzysztof II Radziwiłł był jednym z najważniejszych przedstawicieli magnaterii Wielkiego Księstwa Litewskiego — wodzem wojskowym, aktywnym politykiem i gorliwym protektorem kalwinizmu. Jego życie i działalność rozgrywały się właśnie na terenach dzisiejszej Białorusi i Litwy, które w XVII wieku stanowiły serce polityki i kultury Rzeczypospolitej. Radziwiłł

Była gwiazdą warszawskiej sceny, śpiewała w pierwszych polskich operach i zachwycała publiczność w całej Rzeczypospolitej. Ale jej największą rolą nie była żadna z teatralnych kreacji – było nią stworzenie od podstaw stałego teatru w Grodnie. Salomea Deszner postawiła na odwagę i wizję i zmieniła historię.

Pałac Branickich, Napoleon Orda – Muzeum Narodowe w Krakowie. MNK III-r.a-4316.

Salomea Deszner urodziła się w 1759 roku w Białymstoku jako córka Adama Cieśnera (Tischera), nadwornego tapicera hetmana Jana Klemensa Branickiego, oraz Ludwiki. Jej ojciec, Niemiec z pochodzenia, zajmował się obijaniem mebli, siodeł i wnętrz powozów, a jego nazwisko w polskiej formie przyjęło brzmienie „Deszner”.

Choć Salomea nie wywodziła się z rodziny artystycznej, dorastała w otoczeniu dworu Branickich – miejscu, gdzie sztuka i kultura były obecne na co dzień. Otrzymała staranne wykształcenie: znała języki obce, grała na instrumentach, tańczyła i dobrze orientowała się w literaturze oraz etykiecie.

Portret króla Stanisława Augusta Poniatowskiego

Jej droga do teatru zaczęła się w niezwykły sposób. Podczas pracy nad haftem w pałacu Branickich została zauważona przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Zachwycony jej kunsztem zachęcił ją do rozwijania talentu. Salomea odpowiedziała z determinacją – w ciągu jednej nocy wykonała haft z królewskim monogramem, otoczonym różami. Wzruszony monarcha nie tylko ją nagrodził, ale także pomógł jej rozpocząć edukację teatralną w Warszawie.

Wojciech Bogusławski

W 1777 roku, mając zaledwie 18 lat, zadebiutowała na scenie warszawskiej w zespole kierowanym przez Wojciecha Bogusławskiego. Szybko stała się jedną z wyróżniających się aktorek, choć nie grała typowych ról amantek. Jej specjalnością były subretki – inteligentne, dowcipne i pełne życia służące, które często przyciągały większą uwagę niż główne bohaterki. Bogusławski opisywał ją jako osobę o dużym uroku scenicznym, wyczuciu stylu i naturalnej swobodzie.

Równolegle rozwijała karierę operową. Wystąpiła w jednej z pierwszych polskich oper, „Szczęśliwej nędzy”, gdzie nie tylko śpiewała, ale także tańczyła na scenie – co wówczas było rzadkością. Choć jej głos uznawano za zbyt ostry do głównych ról, sopran Deszner przyniósł jej opinię jednej z najciekawszych śpiewaczek epoki.

Z zespołem Bogusławskiego podróżowała po całej Rzeczypospolitej – występowała w Lublinie, Krakowie, Wilnie i innych ważnych ośrodkach kultury. W 1784 roku po raz pierwszy pojawiła się w Grodnie, gdzie szybko zdobyła uznanie publiczności. Miasto zapamiętało ją – i ona zapamiętała Grodno.

Na przełomie wieków, mając już ugruntowaną pozycję, podjęła decyzję, która zmieniła wszystko. Postanowiła założyć własną trupę teatralną i osiedlić się w Grodnie. Miasto oferowało nie tylko budynek teatralny, wzniesiony jeszcze w czasach Antoniego Tyzenhauza, ale także publiczność przyzwyczajoną do spektakli.

Teatr Lalek w Grodnie, początek XX wieku. Dawniej Teatr Tyzenhauza i Teatr Salomei Deszner

Początki nie były łatwe. Deszner musiała zbudować zespół od podstaw i jednocześnie zmierzyć się z konkurencją. Działała zdecydowanie – przejęła najlepszych aktorów z trupy antreprenera Nowickiego, a z innymi rywalami, jak Szymański i Turowski, początkowo ustaliła system naprzemiennych występów. Konflikt z Janem Szymańskim ostatecznie zakończył się jego wyjazdem, a później podporządkowaniem jego zespołu jej kierownictwu.

Dzięki swojej reputacji Salomea Deszner otrzymała od władz prawo do prowadzenia teatru przez dziesięć lat oraz monopol na występy w guberni grodzieńskiej. To zapewniło jej stabilność finansową i umożliwiło rozwój działalności. Jej teatr występował także na słynnych jarmarkach w Zelwie.

W 1802 roku, podczas wizyty cara Aleksandra I w Grodnie, zespół Deszner wystąpił przed monarchą, odnosząc wielki sukces. Był to moment, który potwierdził wysoką pozycję jej teatru.

Salomea Deszner nie poprzestawała na utrzymaniu sceny – rozwijała ją. Jej repertuar obejmował francuskie opery komiczne, włoskie opery buffa oraz dzieła polskich kompozytorów. W 1804 roku wystawiła operę Józefa Elsnera „Siedem razy jeden”, prawdopodobnie wcześniej niż w Warszawie. Była wymagająca wobec siebie i zespołu, stawiając dobro teatru ponad indywidualne ambicje.

Przez osiem lat prowadziła teatr w Grodnie, tworząc jedną z pierwszych stałych scen w regionie. Było to osiągnięcie wyjątkowe – zarówno ze względu na skalę przedsięwzięcia, jak i fakt, że kierowała nim kobieta.

Zmarła 20 marca 1806 roku, u szczytu kariery. Jej pogrzeb zgromadził całe środowisko teatralne Grodna oraz gości z innych miast dawnej Rzeczypospolitej. Została pochowana najprawdopodobniej na cmentarzu luterańskim, który nie przetrwał do naszych czasów.

Salomea Deszner pozostawiła po sobie coś więcej niż wspomnienie – stworzyła instytucję, która przetrwała epoki. Teatr w Grodnie po jej śmierci już nigdy nie przestał istnieć. Jej historia to dowód na to, że determinacja i wizja mogą zmienić rzeczywistość – nawet w czasach, które nie sprzyjały kobietom takim jak ona.

Opr. Waleria Brażuk/Znadniemna.pl/Fot.: wikipedia.org

Była gwiazdą warszawskiej sceny, śpiewała w pierwszych polskich operach i zachwycała publiczność w całej Rzeczypospolitej. Ale jej największą rolą nie była żadna z teatralnych kreacji – było nią stworzenie od podstaw stałego teatru w Grodnie. Salomea Deszner postawiła na odwagę i wizję i zmieniła historię. [caption

16 marca białoruskie służby zatrzymały  ks. Anatola Parachniewicza, proboszcza parafii Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Olkowiczach w rejonie wilejskim — poinformowało Centrum Praw Człowieka „Wiasna”. Duchowny jest jedną z kilku osób zatrzymanych w ostatnich dniach w ramach nasilonych działań wobec środowisk religijnych.

Kapłan od blisko dwóch dekad pełni posługę w Olkowiczach, gdzie dał się poznać jako duszpasterz, lokalny historyk i opiekun zabytkowego kościoła — jednej z najważniejszych świątyń regionu. W rejonowej gazecie „Peramoga” w 2020 roku opisywano go jako „pasterza dusz, historyka i zbieracza dawności”, podkreślając jego wkład w dokumentowanie dziejów okolicznych miejscowości oraz troskę o zachowanie lokalnego dziedzictwa.

Jednak według „Wiasny” po udziale księdza w przyjęciu z okazji Święta Konstytucji 3 Maja, zorganizowanym w Ambasadzie RP w Mińsku, państwowa propaganda zaczęła przedstawiać duchownego w negatywnym świetle. Materiały medialne sugerowały, że obecność księdza na wydarzeniu miała „podejrzany” charakter — co, jak wskazują obrońcy praw człowieka, często poprzedza działania represyjne.

W ostatnich dniach zatrzymano również sześć innych osób, w tym pięcioro chrześcijańskich wiernych oraz dwóch prezbiterów kościołów ewangelicznych. Dwóch z nich zwolniono po przesłuchaniach, natomiast cztery osoby pozostają w areszcie. Służby zatrzymały także pięciu ukraińskich uchodźców, którym pomagały lokalne wspólnoty religijne.

Organizacje praw człowieka podkreślają, że zatrzymania wpisują się w szerszy trend represji wobec duchownych i środowisk kościelnych na Białorusi, szczególnie tych postrzeganych jako utrzymujących kontakty międzynarodowe lub aktywnych w życiu lokalnych społeczności.

Znadniemna.pl na podstawie Centrum Praw Człowieka „Wiasna” i Inicjatywa Chrześcijańska Wizja  na zdjęciu: ks. Anatol Parachniewicz, fot.: Centrum „Wiasna”

16 marca białoruskie służby zatrzymały  ks. Anatola Parachniewicza, proboszcza parafii Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Olkowiczach w rejonie wilejskim — poinformowało Centrum Praw Człowieka „Wiasna”. Duchowny jest jedną z kilku osób zatrzymanych w ostatnich dniach w ramach nasilonych działań wobec środowisk religijnych. Kapłan od blisko dwóch

W Belwederze w czwartek, 19 marca, odbyło się wydarzenie poświęcone Sergiuszowi Piaseckiemu, jednemu z patronów roku 2026 ustanowionych przez Sejm RP. W uroczystości uczestniczyli przedstawiciele Kancelarii Prezydenta RP, Instytutu Pamięci Narodowej, Ambasady Litwy oraz młodzież z polskich szkół.

Uroczystość zgromadziła przedstawicieli instytucji państwowych, badaczy, członków rodziny pisarza oraz uczniów, którzy przyjechali, by poznać bliżej postać Sergiusza Piaseckiego – urodzonego w Lachowiczach na dzisiejszej Białorusi, związanego z Wileńszczyzną żołnierza, konspiratora i pisarza, którego burzliwe losy splotły się z historią polskiego podziemia. Minister Agnieszka Jędrzak, otwierając wydarzenie, zwróciła się do młodzieży słowami:

„To wy jesteście depozytariuszami pamięci. Od was zależy, czy tacy ludzie jak Sergiusz Piasecki pozostaną żywi w świadomości kolejnych pokoleń.”

Podczas uroczystości zaprezentowano wystawę „Siedem Twarzy Sergiusza Piaseckiego”, przygotowaną przez Instytut Pamięci Narodowej. Ekspozycja ukazuje różne etapy życia autora – od walki w wojnie polsko‑bolszewickiej, przez działalność w polskim wywiadzie na Wileńszczyźnie i udział w konspiracji, po twórczość literacką oraz emigrację w Wielkiej Brytanii. Wystawa zawiera materiały z archiwów polskich, litewskich i brytyjskich.

W wydarzeniu uczestniczył także syn pisarza, prof. Władysław Tomaszewicz, który podkreślił, że pamięć o jego ojcu „wraca dziś w sposób dojrzały i sprawiedliwy”. Aktorzy Polskiego Teatru „Studio” w Wilnie przedstawili fragmenty „Zapisków oficera Armii Czerwonej”, jednej z najbardziej znanych powieści Piaseckiego, ukazującej mentalność sowiecką w czasach stalinowskich.

W kontekście obchodów Roku Sergiusza Piaseckiego przypomniano również słowa prezydenta Karola Nawrockiego, który jeszcze jako prezes IPN mówił o pisarzu:

„Piasecki to człowiek, którego życiorys mógłby posłużyć za scenariusz filmowy – pełen dramatów, wyborów moralnych i niezłomnej walki o wolność. Jego twórczość i postawa są częścią polskiego kodu kulturowego.”

Wydarzenie w Belwederze wpisuje się w ogólnopolskie obchody Roku Sergiusza Piaseckiego i ma na celu przybliżenie jego postaci młodemu pokoleniu oraz podkreślenie jej znaczenia dla polskiej kultury i historii.

Znadniemna.pl na podstawie Prezydent.pl, fot.: Marek Borawski/KPRP

W Belwederze w czwartek, 19 marca, odbyło się wydarzenie poświęcone Sergiuszowi Piaseckiemu, jednemu z patronów roku 2026 ustanowionych przez Sejm RP. W uroczystości uczestniczyli przedstawiciele Kancelarii Prezydenta RP, Instytutu Pamięci Narodowej, Ambasady Litwy oraz młodzież z polskich szkół. Uroczystość zgromadziła przedstawicieli instytucji państwowych, badaczy, członków rodziny

Z głębokim smutkiem żegnamy Marię Mieszkiną – porucznik Armii Krajowej, wieloletnią działaczkę Stowarzyszenia Żołnierzy AK na Białorusi i jedną z ostatnich przedstawicielek pokolenia, które swoją młodość oddało służbie Ojczyźnie.

19 marca 2026 roku odeszła w Grodnie, w wieku 95 lat, po sześciu latach ciężkiej choroby, która unieruchomiła ją w łóżku, lecz nie odebrała jej godności ani wewnętrznej siły.

Maria Mieszkina, znana pod pseudonimem „Wiśnia”, przez lata była jedną z najbardziej aktywnych i oddanych członkiń środowiska weteranów Armii Krajowej na Grodzieńszczyźnie. Uczestniczyła w spotkaniach, uroczystościach i działaniach Stowarzyszenia Żołnierzy AK na Białorusi, dbając o to, by pamięć o polskiej historii tych ziem nie zaginęła. W ostatnich dziesięcioleciach została awansowana do stopnia porucznika, co było wyrazem uznania dla jej postawy, odwagi i wierności wartościom, które niosła przez całe życie.

Jednym z jej ostatnich publicznych wystąpień był udział w 2020 roku w nagraniu przemówień weteranów AK, publicznie popierających tuż przed wyborami prezydenckimi w Polsce reelekcję ówczesnego prezydenta RP Andrzeja Dudy. Maria Mieszkina powiedziała wówczas: „Życzę naszemu prezydentowi Andrzejowi Dudzie dużo zdrowia, pomyślności i zwycięstwa w wyborach.” Był to wyraz jej przekonań i lojalności wobec państwa polskiego, które pamiętało o weteranach pozostających na Kresach.

Jej życie — naznaczone wojną, powojennymi represjami, trudami życia w ZSRR i późniejszej Białorusi — było świadectwem niezłomności i wierności polskiej tożsamości. Pozostała w Grodnie, wśród swojej społeczności, będąc dla wielu symbolem ciągłości polskiej historii tych ziem.

Będziemy ją wspominać ją jako osobę cichą, skromną, ale niezwykle silną wewnętrznie. Jako kogoś, kto nie szukał rozgłosu, a swoją służbę traktował jako naturalny obowiązek wobec Ojczyzny. Jej odejście jest stratą nie tylko dla rodziny, lecz także dla całej polskiej społeczności na Białorusi.

Cześć Jej Pamięci!

Znadniemna.pl

Z głębokim smutkiem żegnamy Marię Mieszkiną – porucznik Armii Krajowej, wieloletnią działaczkę Stowarzyszenia Żołnierzy AK na Białorusi i jedną z ostatnich przedstawicielek pokolenia, które swoją młodość oddało służbie Ojczyźnie. 19 marca 2026 roku odeszła w Grodnie, w wieku 95 lat, po sześciu latach ciężkiej choroby, która

W czwartek, 19 marca, władze Białorusi ogłosiły uwolnienie 250 więźniów politycznych. To efekt porozumienia zawartego podczas wizyty specjalnego wysłannika USA Johna Coale’a w Mińsku. 235 osób wypuszczono na terytorium Białorusi, a 15 przewieziono bezpośrednio na Litwę.

Rządowa białoruska agencja BelTA poinformowała o „ułaskawieniu” ze „względów humanitarnych”  250 osób skazanych za „przestępstwa o charakterze ekstremistycznym”. Decyzję ogłoszono po spotkaniu Aleksandra Łukaszenki ze specjalnym wysłannikiem USA Johnem Coale’em, który przebywał dziś w Mińsku. Jak podaje ambasada USA w Wilnie, 235 więźniów opuściło zakłady karne na terenie Białorusi, natomiast 15 osób zostało deportowanych na Litwę.

W zamian Waszyngton zgodził się na złagodzenie sankcji wobec białoruskiego sektora finansowego, w tym wobec Belinwestbanku, oraz na całkowite zniesienie pozostałych sankcji USA wobec firm potasowych: „Biełaruśkalij”, Białoruskiej Kompanii Potasowej i „Ahrarozkwitu”.

W komunikacie administracji Łukaszenki podkreślono, że podejmując decyzję o ułaskawieniu więźniów, białoruski przywódca miał kierować się „prośbami matek, żon i bliskich”. Reżim zaznaczył również, że każda sprawa była analizowana przez komisję której przewodniczył prokurator generalny Białorusi.

15 osób deportowanych na Litwę

Według portalu Reform.news, na Litwę przewieziono następujące osoby:

  • Katsiaryna Bakhvalava (Andreyeva)
  • Kiryl Kazei
  • Aliaksandr Kozlyanko (Kazlianka)
  • Dzmitry Kubarev (Kubarau)
  • Mikalai Kuleshov (Kuliashou)
  • Anastasiya (Nasta) Loika
  • Siarhei Movshuk (Maushuk)
  • Aliaksei Melnikov (Melnikau)
  • Eduard Palchys
  • Maria (Marfa) Rabkova
  • Kim Samusenko (Samusenka)
  • Pavel Shpetny
  • Valiantsin Stefanovich
  • Dzianis Zhelezko (Zhaliazko)
  • Mikita Zolotarev (Zalatarou)

Niejasny status osób zwolnionych na terytorium Białorusi

Choć 235 osób opuściło więzienia, ich sytuacja pozostaje niejednoznaczna. Według obrońców praw człowieka, osoby te mogą znajdować się:

  • pod ścisłym nadzorem służb,
  • w areszcie domowym,
  • w sytuacji, w której rodziny boją się ujawniać ich powrót, obawiając się represji lub cofnięcia decyzji.

Dlatego pełna lista zwolnionych może nie zostać ujawniona od razu, a potwierdzenia od bliskich mogą pojawiać się stopniowo.

Brak potwierdzenia uwolnienia Andrzeja Poczobuta

Do tej chwili żadne źródła — ani organizacje praw człowieka, ani niezależne media, ani MSZ RP — nie potwierdzają, by wśród dzisiejszych zwolnionych znalazł się Andrzej Poczobut, dziennikarz, działacz Związku Polaków na Białorusi i jeden z najbardziej znanych więźniów politycznych reżimu.

Znadniemna.pl na podstawie Reform.news, Belta.by,  Centrum Viasna, na zdjęciu: John Coale (pośrodku) i uwolnieni dzięki jego staraniom białoruscy więźniowie polityczni w Wilnie, fot.: © X | john coale

W czwartek, 19 marca, władze Białorusi ogłosiły uwolnienie 250 więźniów politycznych. To efekt porozumienia zawartego podczas wizyty specjalnego wysłannika USA Johna Coale’a w Mińsku. 235 osób wypuszczono na terytorium Białorusi, a 15 przewieziono bezpośrednio na Litwę. Rządowa białoruska agencja BelTA poinformowała o „ułaskawieniu” ze „względów humanitarnych”

Przejdź do treści