HomeStandard Blog Whole Post

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl, zablokowali także szefowi „GP” dostęp do tweetdecka – aplikacji do zarządzania Twitterem. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl – atak na powiązany z Telewizją Republiką serwis „Poland Daily” został dokonany z Rygi, stolicy Łotwy.

Rasa Jakilaitiene, rzeczniczka litewskiego ministra spraw zagranicznych, powiedziała, że fałszywa wiadomość została umieszczona na polskiej stronie internetowej.

Fałszywe wiadomości pojawiły się na Polanddaily.com. W zamieszczonym tam artykule znalazła się uwaga ministra Linkeviciusa, w której twierdził, że na Białoruś trzeba wysłać siły pokojowe – powiedziała rzeczniczka.

Rzeczniczka litwewskiego MSZ zwróciła uwagę, że dla podniesienia wiarygodności fake newsa w artykule pojawiała się także wzmianka na temat polskiego ministra spraw zagranicznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy wydało oświadczenie zaprzeczające fałszywym informacjom. Potwierdzono, że odpowiednie służby wszczęły już w tej sprawie dochodzenie.

Jest wysoce prawdopodobne, że trwa cyberatak informacyjny, który jest obecnie badany przez władze litewskie – czytamy w komunikacie.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stracił dostęp do konta (zmieniono hasło), na którym wstawiono odnośnik do artykułu zamieszczonego na portalu Znadniemna.pl, który prowadzi Związek Polaków na Białorusi. Ów artykuł to także cyberprowokacja. Dowiadujemy się z niego, że „Polska i Litwa wzywają NATO do wysłania wojsk na Białoruś”.

Podrobiony artykuł na portalu „Poland Daily” nosił tytuł „Polska i Litwa naciskają na wysłanie wojsk na Białoruś”. Napisany był w języku angielskim i podobnie jak publikacja wrzucona na Znadniemna.pl, dezinformował o rzekomych naciskach Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych na NATO. W tekście pojawiły się też nazwiska ministra spraw zagranicznych Polski Zbigniewa Rau oraz Swiatłany Cichanouskiej. Na zdjęciu głównym umieszczono szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa.

To nie pierwszy rosyjski atak na media związane ze „Strefą Wolnego Słowa”. Przypomnijmy: w maju 2020 r. portal Niezalezna.pl dwukrotnie padł ofiarą rosyjskich hakerów, którzy zmieniali treść naszych publikacji.

Na naszą stronę (a także na portale Telewizji Republika, Radia Szczecin, olsztyn24.pl oraz stronę gminy Orzysz, gdzie znajduje się garnizon) wstawiono artykuł pt. Amerykanie „chwalą” pobyt w Drawsku. „Jedyne czym mogą strzelić to gumki od majtek”

Gdy opublikowaliśmy informację o tym ataku, Rosjanie dokonali kolejnego włamania, zmieniając ją na „newsa”, że Niezalezna.pl przyznaje się do autorstwa wcześniejszego artykułu.

To nie koniec działań Moskwy przeciwko naszym mediom. Pod koniec maja na anglojęzycznym prorosyjskim portalu „The Duran” ukazał się „wywiad”, przeprowadzony rzekomo przez Katarzynę Gójską dla „Gazety Polskiej”. Rozmówcą wicenaczelnej tygodnika miał być amerykański generał broni Christopher G. Cavoli, dowódca sił amerykańskich w Europie. Nie trzeba chyba dodawać, że rozmowa, w której Cavoli twierdzi, że Polska i kraje bałtyckie są fatalnie zorganizowane pod względem militarnym, została w całości wymyślona.

Znadniemna.pl za niezalezna.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na

Na dzisiaj przypada rocznica urodzin jednej z najbardziej barwnych i wielowymiarowych postaci polskiego kresowego dziedzictwa — podpułkownika Zbigniewa Kabaty ps. „Bobo”. Jego życie to przykład niezwykłej odwagi, pasji i niezłomnego patriotyzmu, który realizował zarówno na polu walki, jak i w nauce czy literaturze.

Młodość na Polesiu i kształtowanie charakteru

Młody Zbyszek z rodzicami. Fot.: zrzut ekranu (YouTube) – „Zbigniew Kabata cz. 1”

Zbigniew Kabata urodził się 17 marca 1924 roku w Jeremiczach, powiat Kobryń, w województwie poleskim. Jego ojciec Piotr Kabata był oficerem-legionistą 6. Pułku Piechoty Legionów, walczył w wojnie obronnej 1939 r., a następnie jako partyzant. Po wojnie został uwięziony i zesłany na Syberię, podobnie jak wielu żołnierzy Armii Krajowej.

Ojciec naszego bohatera – major Piotr Kabata, ps. «Wujek», oficer-legionista w 6. Pułku Piechoty Legionów. Podczas II wojny walczył jako partyzant, zaś po wojnie więziony wraz z innymi AK-owcami został zesłany na Syberię

Zbigniew dorastał w atmosferze patriotyzmu i dyscypliny. Już w młodości wykazywał niezwykłą zdolność do nauki, talent literacki i zamiłowanie do morza. Kształcił się w I. Korpusie Kadetów Marszałka Józefa Piłsudskiego we Lwowie, a pasja do morza zaprowadziła go na jacht harcerski „Zawisza Czarny” pod dowództwem gen. Mariusza Zaruskiego. Przeniesienie rodziny na Ziemię Kielecką uchroniło małego Zbyszka przed wywózką na Syberię i umożliwiło uczestnictwo w działalności konspiracyjnej ojca — będącego komendantem Podobwodu AK Szydłów oraz Obwodu Busko.

Partyzant „Bobo” — odwaga i bohaterstwo

Zbigniew Kabata. Fot.: zrzut ekranu (YouTube) – „Zbigniew Kabata cz. 1”

Zbigniew Kabata wstąpił do grupy konspiracyjnej „Odwet”, działającej w Tarnobrzegu i okolicach pod dowództwem Władysława Jasińskiego ps. „Jędruś”. Tam młody człowiek tworzył artykuły, redagował prasę konspiracyjną i pisał piosenki, które podnosiły morale partyzantów.

Przemarsz oddziału „Jędrusiów” przez Rybnicę w lipcu 1944 roku. Fot.: muzeum-ak.pl

Jako żołnierz oddziału partyzanckiego „Jędrusie” i 2. Pułku Piechoty Legionów AK uczestniczył w niemal wszystkich akcjach bojowych w rejonie Sandomierszczyzny i Tarnobrzega. Najbardziej spektakularne z nich to: uwolnienie 55 więźniów z więzienia w Opatowie; uwolnienie 136 więźniów z więzienia w Mielcu; wykonanie wyroku na agencie gestapo podczas meczu piłkarskiego w Mielcu, w pełnym otoczeniu Niemców; obrona własnego życia, w której błyskawicznie zastrzelił czterech niemieckich żołnierzy.

Patrol „Jędrusiów” w drodze na akcję – czwarty od lewej Zbigniew Kabata „Bobo”. IV 1943 roku Źródło: Wikimedia Commons

Partyzant Kabata wyróżniał się nie tylko odwagą, ale również poczuciem obowiązku i wysoką etyką. Oddział „Jędrusiów” przestrzegał zasad moralno-etycznych: nie dopuszczał do nadużyć wobec ludności cywilnej, a pomoc słabszym, chorym i ubogim była standardem działań konspiracyjnych.

Za swoje czyny nasz bohater został odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari, dwukrotnie Krzyżem Walecznych, trzykrotnie Medalem Wojska, Krzyżem Armii Krajowej, Krzyżem Partyzanckim oraz Medalem za Zasługi dla Obronności Kraju.

Twórczość literacka — pieśni i wiersze jako kronika wojny

Kabata był również utalentowanym poetą i pamiętnikarzem. Już w czasach konspiracji pisał artykuły i piosenki dla oddziału „Jędrusie”. Jego wiersz pt. „Byłaś radością i dumą” poświęcony Armii Krajowej zdobył miano nieoficjalnego hymnu AK. Twórczość „Bobo” nie ograniczała się do poezji wojennej — w kolejnych latach tworzył pamiętniki, wspomnienia i poezję, która utrwalała idee patriotyzmu, odwagi i poświęcenia dla Ojczyzny.

Równolegle z Kabatą w grupie „Odwet” działał m.in. kpt. Eugeniusz Dąbrowski ps. „Genek”, który później dokumentował dokonania partyzanckie w swoich książkach. Wspólna działalność „Bobo” i jego kolegów ukształtowała pokolenia harcerzy i młodych Polaków w duchu odpowiedzialności, honoru i poświęcenia.

Zbigniew Kabata jako żołnierz „Jędrusiów”, z niemieckim pistoletem maszynowym MP 28. Fot.: muzeum-ak.pl

Po wojnie — życie w drodze i rozwój naukowy

Po wojnie Kabata przedostał się do Armii Polskiej w Niemczech, a następnie do Armii Andersa we Włoszech, ostatecznie osiedlając się w Wielkiej Brytanii. Tam odbył kurs rybacki w Aberdeen w Szkocji i przez wiele lat pracował na statkach rybackich — doświadczenia te opisał w książce pt. „Żniwa na głębinie”.

Zbigniew Kabata na statku rybackim. Fot.: zrzut ekranu (YouTube) – „Zbigniew Kabata cz. 1”

Pasja do morza poprowadziła go na studia uniwersyteckie, które ukończył w 1955 roku z wyróżnieniem, uzyskując w 1959 roku stopień doktora filozofii, a w 1966 roku tytuł doktora nauk.

Prof. Zbigniew Kabata w pracy. Fot.: zrzut ekranu (YouTube) – „Zbigniew Kabata cz. 1”

Od 1967 roku Kabata kierował Pracownią Parazytologii w Nanaimo w Kanadzie, gdzie zyskał międzynarodową sławę. Jego dorobek obejmuje 153 prace naukowe w 3 językach, w 15 krajach, a jego największe dzieło — Parasitic Copepoda of British Fishes (Londyn, 1979) — stało się klasyką w dziedzinie parazytologii.

Władze Kanady w dniu 11 kwietnia 2009 roku odznaczyły profesora Orderem Kanady jako najwyższym cywilnym odznaczeniem kraju. Fot.: zrzut ekranu (YouTube) – „Zbigniew Kabata cz. 1”

W nauce Kabata pozostawił trwały ślad — 18 gatunków nowo opisanych widłonogów nazwano jego nazwiskiem, co w parazytologii stanowi najwyższe wyróżnienie. Za wybitne osiągnięcia naukowe otrzymał Order Kanady (2009 r.) — najwyższe cywilne odznaczenie tego kraju.

Prof. Zbigniew Kabata zmarł 4 lipca 2014 roku w Nanaimo w Kanadzie w wieku 90 lat.

Dziedzictwo i pamięć

Mimo pracy naukowej Kabata utrzymywał ścisłe więzi z byłymi kolegami z AK. Był blisko związany m.in. z majorem Michałem Mandziarą ps. „Siwy”, który w 1945 roku uwolnił 298 więźniów UB w Kielcach. Kabata wciąż czerpał inspirację z czasów partyzanckich, podtrzymując pamięć o bohaterskich czynach oddziału „Jędrusie” oraz o moralnych wartościach, jakie przyświecały ich działalności.

Zbigniew Kabata pozostaje symbolem połączenia odwagi wojskowej, talentu literackiego i geniuszu naukowego. Jego życie pokazuje, że kresowiak z Polesia może wyrastać ponad przeciętność: jako harcerz, kadet, partyzant, poeta i uczony światowego formatu.

Jego dokonania stanowią inspirację dla kolejnych pokoleń, a pamięć o nim jest wciąż żywa w Polsce i za granicą. W Opatowie powstała tablica upamiętniająca jego heroiczne czyny, a w przyszłości rozważane jest nadanie mu najwyższego odznaczenia państwowego — Orderu Orła Białego.

Zbigniew „Bobo” Kabata to człowiek, którego życie jest dowodem, że odwaga, talent i pasja mogą tworzyć trwałe dziedzictwo — zarówno w służbie Ojczyźnie, jak i w nauce dla całego świata.

„O Matko Święta, Pani Sulisławska,
co spod podwójnej, w niebo mknącej wieży
z ciemnego na nas spoglądasz obrazka,
módl się za nami.
Niech ten Grób co leży u stóp Twoich
światłość okryje wieczysta.
W błogosławieństwie serdecznym
zachowaj męstwo rozsiane nieśmiertelnym pyłem.
A mnie, Panno Czysta, Matko Jędrusiowa,
wybacz, to że przeżyłem.”
Zbigniew Kabata

Na zdjęciu: Zbigniew Kabata z odznaczeniami (na szyi Krzyż Komandorski Odrodzenia Polski) i jako naukowiec. Fot.: muzeum-ak.pl

Opr. Kazimierz Sadowski/Znadniemna.pl

Na dzisiaj przypada rocznica urodzin jednej z najbardziej barwnych i wielowymiarowych postaci polskiego kresowego dziedzictwa — podpułkownika Zbigniewa Kabaty ps. „Bobo”. Jego życie to przykład niezwykłej odwagi, pasji i niezłomnego patriotyzmu, który realizował zarówno na polu walki, jak i w nauce czy literaturze. Młodość na Polesiu

Zabytkowy Cmentarz Tryszyński w Brześciu miał zostać uporządkowany w ramach miejskiego „miesięcznika czystości”. Zamiast odnowionego miejsca pamięci mieszkańcy zobaczyli jednak chaos: powalone drzewa, rozrzucone gałęzie i uszkodzone elementy nagrobków. W akcji uczestniczyli deputowani oraz młodzież z prorządowej Rady Młodzieży — a efekty ich działań wywołały więcej oburzenia niż zachwytu.

Brześć po raz kolejny pokazał, że lokalna administracja potrafi zaskoczyć skalą swojej gorliwości. Tym razem jej ambicje skupiły się na Cmentarzu Tryszyńskim — jednym z najstarszych zachowanych cmentarzy w mieście – miejscu, które samo w sobie jest fragmentem historii. Choć urzędnicy chwalili się „wzorowym porządkowaniem terenu”, na miejscu można było zobaczyć raczej skutki nieprzemyślanych działań niż troski o zabytkową przestrzeń. Świeżo ścięte drzewa zalegały między grobami, a alejki wyglądały tak, jakby ktoś prowadził tam intensywne prace leśne, nie zaś konserwatorskie.

W komunikatach brzeskiego przedsiębiorstwa komunalnego roiło się od zapewnień o „pielęgnacji zieleni” i „działaniach zgodnych z przepisami”. Jednak zdjęcia mieszkańców pokazały zupełnie inną rzeczywistość. Nic dziwnego, że w komentarzach dominowało oburzenie. Jedni domagali się odebrania pił „nieodpowiedzialnym wykonawcom”, inni przypominali wcześniejsze przypadki nieudolnych prac na innych cmentarzach. Nie brakowało też gorzkich uwag o tym, że „przodkowie nie mogą być dumni ze swoich potomków”. Padały również dosadne określenia, których trudno nie zrozumieć, patrząc na skalę bałaganu.

Największy paradoks polega na tym, że cała akcja odbywała się pod hasłem „zapobiegania uszkodzeniom pomników”. Gdyby nie dokumentacja fotograficzna, trudno byłoby uwierzyć, że to właśnie w imię ochrony zabytków doprowadzono do takiego spustoszenia. Deputowani i młodzież z Rady Młodzieży zorganizowali subotnik, zrobili pamiątkowe zdjęcia, ogłosili sukces, a potem zostawili po sobie teren, który wymagałby raczej interwencji konserwatorów niż kolejnej grupy wolontariuszy.

Cmentarz Tryszyński to nie tylko zbiór starych nagrobków. To miejsce spoczynku około 12 tysięcy osób: mieszkańców dawnego Brześcia, ofiar getta, żołnierzy armii carskiej i niemieckiej. Nekropolia ma status zabytku regionalnego, lecz nawet taki formalny parasol nie ochronił jej przed niekompetencją. Trudno zresztą oczekiwać, by władze, które od lat nie potrafią zadbać o własne historyczne cmentarze, nagle zaczęły otaczać troską miejsca pamięci innych narodów. Wystarczy przypomnieć los polskich kwater żołnierzy Armii Krajowej w Surkontach, Mikuliszkach i wielu innych miejscach, gdzie zamiast opieki pojawiły się buldożery.

Cała sytuacja sprawia wrażenie, jakby ktoś pomylił porządkowanie z rozbiórką. Czasem lepiej zostawić przestrzeń w spokoju, niż zabierać się za nią z zapałem, który przynosi więcej szkody niż pożytku. Jeśli intencją było pokazanie, że władza potrafi wejść obywatelowi w drogę, to cel osiągnięto. Szkoda tylko, że drogą tą okazały się zabytkowe nagrobki.

 Znadniemna.pl na podstawie Nasza Niwa, na zdjęciach: następstwa aktywności brzeskich deputowanych i prorządowej młodzieży, fot.: Nashaniva.com 

Zabytkowy Cmentarz Tryszyński w Brześciu miał zostać uporządkowany w ramach miejskiego „miesięcznika czystości”. Zamiast odnowionego miejsca pamięci mieszkańcy zobaczyli jednak chaos: powalone drzewa, rozrzucone gałęzie i uszkodzone elementy nagrobków. W akcji uczestniczyli deputowani oraz młodzież z prorządowej Rady Młodzieży — a efekty ich działań wywołały

W dwusetną rocznicę śmierci Józefa Maksymiliana Ossolińskiego, którą Sejm Rzeczypospolitej Polskiej uczcił, ustanawiając rok 2026 Rokiem Ossolińskiego, warto przypomnieć jego rolę jako jednego z najważniejszych kustoszy dziedzictwa Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Choć działał przede wszystkim w kręgu kultury polskiej, jego praca objęła także ogromny zasób źródeł dotyczących historii ziem dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego — w tym terenów dzisiejszej Białorusi.

Józef Maksymilian Ossoliński (1748–1826) należy do grona tych uczonych, którzy potrafili połączyć pasję kolekcjonera z wizją instytucji służącej przyszłym pokoleniom. Jego życie przypadło na czas upadku Rzeczypospolitej i gwałtownych przemian politycznych, ale właśnie w tej epoce zrodziła się idea, która przetrwała dwa stulecia: stworzenia nowoczesnej biblioteki i ośrodka badań nad kulturą dawnego państwa wielonarodowego.

Ossoliński, wykształcony w duchu oświecenia, przez lata gromadził rękopisy, starodruki, dokumenty i materiały dotyczące historii i literatury ziem, które przez stulecia współtworzyły wspólną przestrzeń kulturową Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego. W jego zbiorach znalazły się zarówno dzieła polskie, jak i liczne materiały odnoszące się do dziejów regionów ruskich dawnej Rzeczypospolitej — od dokumentów rodowych po druki cerkiewne i źródła dotyczące życia społecznego i religijnego na wschodnich terenach państwa.

Nie wynikało to z programu politycznego, lecz z szerokiego rozumienia dziedzictwa, które Ossoliński uważał za wspólne i warte ocalenia. Jego kolekcja, przekazana do Lwowa i stanowiąca fundament Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, stała się jednym z najważniejszych zasobów do badań nad historią regionu. Do dziś w zbiorach Ossolineum znajdują się materiały kluczowe dla badaczy dziejów Wielkiego Księstwa Litewskiego, a więc także historii ziem dzisiejszej Białorusi.

Wspominając Ossolińskiego po dwóch stuleciach, widać wyraźnie, że jego dzieło wykraczało poza ramy jednej tradycji narodowej. Był uczonym, który rozumiał wagę dokumentowania przeszłości wieloetnicznego państwa, a jego praca pozwoliła zachować świadectwa kultury i historii wielu regionów Europy Środkowo‑Wschodniej. Dzięki temu Ossoliński pozostaje postacią ważną nie tylko dla polskiej pamięci historycznej, lecz także dla wszystkich, którzy badają i pielęgnują dziedzictwo dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego.

 Adolf Gorzkowski/Znadniemna.pl, na zdjęciu: portret Józefa Maksymiliana Ossolińskiego autorstwa Jana Maszkowskiego, fot.: Wikipedia

W dwusetną rocznicę śmierci Józefa Maksymiliana Ossolińskiego, którą Sejm Rzeczypospolitej Polskiej uczcił, ustanawiając rok 2026 Rokiem Ossolińskiego, warto przypomnieć jego rolę jako jednego z najważniejszych kustoszy dziedzictwa Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Choć działał przede wszystkim w kręgu kultury polskiej, jego praca objęła także ogromny zasób źródeł

Choć Czesław Wołłejko nie urodził się w Grodnie ani nie spędził w nim całego życia, to właśnie to kresowe miasto odegrało w jego biografii rolę przełomową. Tutaj, jako młody aktor, zetknął się po raz pierwszy z profesjonalnym teatrem i doświadczył wydarzeń, które ukształtowały jego późniejszą karierę. Dziś, w 110. rocznicę jego urodzin, warto przypomnieć, jak ważną rolę odegrało Grodno w rozwoju jego talentu scenicznego.

Teatr im. Elizy Orzeszkowej – serce kulturalnego Grodna

W okresie międzywojennym Grodno odżyło jako ośrodek teatralny. Po długiej przerwie, sięgającej czasów pamiętających klęskę Napoleona, wznowiono w Grodnie działalność miejskiej sceny, która przybrała imię Elizy Orzeszkowej. Placówka stała się centrum życia kulturalnego miasta, przyciągając zarówno aktorów dramatycznych, jak i gwiazdy sceny rewiowej.

Na deskach teatru pojawiali się m.in.: Juliusz Osterwa – związany z legendarną „Redutą”, Hanka Ordonówna – gwiazda sceny rewiowej, siostry Halama – rodzina tancerek z Warszawy, która zdobywała popularność w latach 20. i 30. Ich występy pokazywały Grodno jako ważny ośrodek kulturalny na Kresach.

Ignacy Wołłejko – ojciec przyzsłego gwiazdora

W Grodnie swoją karierę rozwijał także ojciec Czesława – Ignacy Wołłejko. Urodzony w Wilnie w 1896 roku, był aktorem, tancerzem i reżyserem. Od 1927 roku występował w Teatrze im. Elizy Orzeszkowej, a od 1932 roku w Teatrze Domu Żołnierza, gdzie również reżyserował i prowadził zajęcia dla młodych aktorów.

W okresie pierwszej okupacji sowieckiej (1939–1941) Ignacy pracował w Państwowym Teatrze Polskim w Białymstoku i Grodnie, grając w klasycznych spektaklach takich jak „Dziady” czy „Wielki Fryderyk”. Jego obecność w Grodnie była nieoceniona dla syna, który właśnie szukał swojej drogi zawodowej.

Czesław Wołłejko – debiut w cieniu historii

Czesław Wołłejko, fot.:  Film Nr. 9-10; 1 January 1947, Public Domain, commons.wikimedia.org

Syn Ignacego Wołłejki, Czesław Wołłejko, urodził się 17 marca 1916 roku w Wilnie, gdzie mieszkał do 1939 roku. Po zajęciu Wilna przez Armię Czerwoną 18 września 1939 roku zbiegł do Grodna do rodziców. Jesienią 1939 roku rozpoczęła się jego przygoda z aktorstwem.

Czesław Wołłejko i Zofia Barwińska w sztuce „Szczeniaki”, fot.:  Film Nr. 9-10; 1 January 1947, Public Domain, commons.wikimedia.org

Rok później został słuchaczem Studia Aktorskiego przy ówczesnym Teatrze Polskim Białoruskiej SRR w Białymstoku pod kierunkiem dyrektora Aleksandra Węgierko. W 1940 roku Węgierko, zauroczony talentem młodego człowieka, powierzył mu rolę w sztuce „Panna Maliszewska” Gabrieli Zapolskiej – był to debiut aktorski Czesława.

Po napaści Niemiec hitlerowskich na Związek Sowiecki Wołłejko mieszkał w Grodnie i do 1945 roku pracował jako kelner w restauracji „Lux”, będącej znanym miejscem spotkań artystycznych w mieście. To właśnie w Grodnie, w 1942 roku, ożenił się z Haliną Czengery (1919–1981), córką Władysława Czengerego (1888–1942), aktora, reżysera i dyrektora teatru w Grodnie. Z Haliną miał dwie córki – Jolantę (urodzoną 15 września 1942 roku w Grodnie) i Magdalenę (urodzoną 27 maja 1955 roku w Warszawie).

W 1944 roku Wołłejko powrócił do aktorstwa. Z żoną i córką wyjechał do Lublina, gdzie grał w Teatrze Wojska Polskiego, następnie w Łodzi i Poznaniu. Od 1947 roku związał się z Warszawą, występował i reżyserował w teatrach Polskim, Współczesnym, Klasycznym i Ateneum, był wykładowcą w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej. Wystąpił w około 30 filmach od „Młodości Chopina” (1951) do „Republiki nadziei” (1986). Wydał zbiór wierszy „Niebo błękitne”.

W 1961 roku rozwiódł się z Haliną i ożenił z aktorką Iloną Stawińską (1932–2011).

Grób Czesława Wołłejki na cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie, fot.: wikipedia.org

Zmarł 7 lutego 1987 roku w Warszawie podczas przygotowań do roli Wolanda w „Mistrzu i Małgorzacie” na deskach Teatru Współczesnego. Pochowany jest na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

Dla Wołłejków Grodno było czymś więcej niż miejscem zamieszkania: dawało dostęp do profesjonalnego teatru, było przestrzenią życia kulturalnego i rodzinną przystanią, w której młody Czesław rozwijał swój talent. Teatr Elizy Orzeszkowej, Teatr Domu Żołnierza oraz restauracja „Lux” tworzyły środowisko, w którym młody Czesław nie tylko szlifował talent , lecz także  zdobywał doświadczenie sceniczne.

Grodno pozostaje symbolicznym początkiem jego kariery – miejscem, które ukształtowało aktora, zdobywającego później uznanie w całej Polsce.

Na zdjęciu: Teatr Miejski im. Elizy Orzeszkowej w Grodnie (1929 – 1939). Gmach teatru. Na pierwszym planie widoczny pomnik Elizy Orzeszkowej. Fot.: Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny – Archiwum Ilustracji/Narodowe Archiwum Cyfrowe

Opr. Waleria Brażuk/Znadniemna.pl

Choć Czesław Wołłejko nie urodził się w Grodnie ani nie spędził w nim całego życia, to właśnie to kresowe miasto odegrało w jego biografii rolę przełomową. Tutaj, jako młody aktor, zetknął się po raz pierwszy z profesjonalnym teatrem i doświadczył wydarzeń, które ukształtowały jego późniejszą

W dniach 14–15 marca br. plac przed Teatrem Dramatycznym w Białymstoku wypełnił się zapachami, kolorami i dźwiękami Kaziuków. Wielki Jarmark Kaziukowy – jeden z najważniejszych i zarazem najliczniej odwiedzanych punktów XXVII Dni Kultury Kresowej – przyciągnął tłumy mieszkańców i turystów, oferując atmosferę rodem z dawnych wileńskich jarmarków.

W stolicy Podlasia tradycyjnie pojawiły się palmiarki z Wilna, prezentujące swoje słynne, misternie plecione palmy wielkanocne. Wśród stoisk nie zabrakło również innych wileńskich specjałów: aromatycznych wędlin, pieczywa i słodkości. Był też kwas chlebowy zarówno ten z terenów współczesnej Litwy, jak i z historycznej Wileńszczyzny, na przykład – z browaru w Lidzie na Białorusi, przygotowywany według tradycyjnej receptury i zawierający śladowe ilości alkoholu. Ten charakterystyczny napój, od lat kojarzony z Wileńszczyzną, cieszył się ogromnym zainteresowaniem odwiedzających. Przez dwa dni, od godziny 8 do 17, goście jarmarku mogli przebierać w setkach stoisk z rękodziełem, biżuterią, ceramiką, wyrobami rzemieślniczymi oraz regionalnymi przysmakami. Jarmark Kaziukowy był jednym z wielu wydarzeń przygotowanych w ramach Dni Kultury Kresowej, ale to właśnie on zgromadził największą publiczność i stał się najbardziej rozpoznawalnym elementem tegorocznych obchodów.

W tym roku w ramach XXVII Dni Kultury Kresowej zaplanowano również cykl otwartych spotkań poświęconych historii, kulturze i sztuce Kresów. 5 marca odbyło się spotkanie z redaktorem Grzegorzem Nowakiem, poświęcone zapomnianej książce Melchiora Wańkowicza pt. „Znowu siejemy w Polsce B” oraz historii jej odtworzenia i wydania. 12 marca gościem galerii był Łukasz Medeksza, który opowiadał o ideowym uniwersum twórczości Edmunda Medekszy, a także zaprezentował nowy numer rocznika „Ananke”. Na 19 marca zaplanowano spotkanie z rzeźbiarzem Janem Wakulińskim, autorem białostockiego pomnika Józefa Piłsudskiego. Wydarzenie będzie poświęcone twórczości artysty oraz dorobkowi jego ojca, Stanisława. Z kolei 26 marca Tomasz Kuba Kozłowski z Domu Spotkań z Historią w Warszawie wygłosi gawędę „Kobiece oblicze Wilna”, poświęconą wileńskim malarkom z lat 20. i 30., wśród których szczególne miejsce zajmowała Łucja Bałzukiewicz.

Ważnym elementem obchodów będą również Imieniny Marszałka Józefa Piłsudskiego, tradycyjnie przypadające 19 marca i od lat wpisane w program Dni Kultury Kresowej. Uroczystości te podkreślają znaczenie postaci Marszałka dla historii regionu i pamięci o Kresach, z którymi Piłsudski był mocno związany zarówno więziami rodzinnymi, jak i emocjonalnie.

Tegoroczna edycja Dni Kultury Kresowej ponownie udowodniła, że Białystok pozostaje jednym z najważniejszych miejsc pielęgnowania dziedzictwa Kresów – żywego, barwnego i wciąż inspirującego.

Organizator XXVII Dni Kultury Kresowej w Białymstoku – Rafał Cierniak, prezes Zarządu Podlaskiego Oddziału Towarzystwa Przyjaciół Grodna i Wilna oraz prezes Fundacji na Rzecz Pomocy Dzieciom Grodzieńszczyzny:

Od lewej: Rafał Cierniak, organizator XXVII Dni Kultury Kresowej w Białymstoku, Katarzyna Ejsmont z Towarzystwa Przyjaciół Grodna i Wilna oraz Irena Biernacka, prezes Oddziału ZPB w Lidzie

– Wielki Jarmark Kaziukowy to już 27-letnia tradycja w Białymstoku. Tyle samo lat odbywają się tutaj Dni Kultury Kresowej, zainicjowane przez Kresowiaków – osoby pochodzące z dawnych ziem wschodnich, które pamiętały kresowe tradycje, zwyczaje i atmosferę, dzięki czemu mogły je odtworzyć. Byli to przede wszystkim członkowie tutejszego oddziału Towarzystwa Przyjaciół Grodna i Wilna. Początki obchodów związane były z upamiętnieniem Marszałka Józefa Piłsudskiego, a z czasem dołączały kolejne inicjatywy, w tym Jarmark Kaziukowy, który na początku był jednym z wielu wydarzeń i miał bardzo kameralny charakter.

Dziś jest to już duże, można powiedzieć sztandarowe wydarzenie Dni Kultury Kresowej, które napędza mniejsze działania kulturalne – a tych mamy całkiem sporo. W tym roku przygotowaliśmy osiem różnych spotkań poza jarmarkiem: promocje książek, rozmowy historyczne i kulturalne, gawędy – wszystko utrzymane w kresowym klimacie. Promujemy Kresy i Polaków stamtąd pochodzących, na przykład z Wilna i Wileńszczyzny, choć oczywiście Kresy to nie tylko te tereny. Zawsze powtarzam, że w tych dniach w Białymstoku jest Wilna wyjątkowo dużo – i nas, jako organizatorów, bardzo to cieszy. Robimy to z myślą o tym, by oddać hołd pamięci naszym przodkom, dla których kresowe zwyczaje i atmosfera były codziennością.

Fotorelacja z wydarzenia:

Znadniemna.pl

W dniach 14–15 marca br. plac przed Teatrem Dramatycznym w Białymstoku wypełnił się zapachami, kolorami i dźwiękami Kaziuków. Wielki Jarmark Kaziukowy – jeden z najważniejszych i zarazem najliczniej odwiedzanych punktów XXVII Dni Kultury Kresowej – przyciągnął tłumy mieszkańców i turystów, oferując atmosferę rodem z dawnych

Tegoroczna gala Oscarów przyniosła wyjątkowy powód do dumy dla Polonii na całym świecie. Maciek Szczerbowski – kanadyjski reżyser i animator polskiego pochodzenia – zdobył Oscara, potwierdzając swoją pozycję jednego z najbardziej oryginalnych i cenionych twórców współczesnej animacji. Jego zwycięstwo stało się jednym z najważniejszych polonijnych akcentów tegorocznej ceremonii.

Szczerbowski wyjechał z Polski jako dziesięciolatek, kilka miesięcy przed wprowadzeniem stanu wojennego. Po krótkim pobycie w Austrii jego rodzina osiedliła się w kanadyjskim London. Dorastał w środowisku artystycznym, a w 1994 roku ukończył studia scenograficzne. To właśnie na uczelni poznał Chrisa Lavisa – spotkanie, które okazało się przełomowe. W 1997 roku obaj twórcy powołali do życia duet Clyde Henry Productions.

Zaczynali skromnie, wynajmując niewielkie studio i realizując ilustracje oraz drobne projekty komercyjne. Z czasem zaczęli eksperymentować z fotografią, animacją i filmem lalkowym. Przełom przyszedł w 2007 roku wraz z filmem „Madame Tutli-Putli”, który zdobył nagrody w Cannes i Toronto oraz przyniósł im pierwszą nominację do Oscara. Po tym sukcesie współpracowali m.in. . ze Spikiem Jonzem przy adaptacji książki Maurice’a Sendaka „Higglety Pigglety Pop! Życie to musi być coś więcej”, w której głosu użyczyła Meryl Streep.

Największe wyróżnienie przyszło jednak tej nocy. Szczerbowski i Lavis zdobyli Oscara za film „The Girl Who Cried Pearls” – poetycką opowieść o biednym chłopcu zakochanym w dziewczynce, której łzy zamieniają się w perły. To historia o miłości, chciwości i moralnym wyborze, która zachwyciła Akademię.

Wśród nagrodzonych znalazł się również rosyjski dokument „Mr. Nobody Against Putin” (pol. „Pan Nikt kontra Putin”). Film, oparty na autentycznych nagraniach nauczyciela z Uralu, ujawnia mechanizmy prania mózgów w rosyjskiej szkole po rozpoczęciu inwazji na Ukrainę. Produkcja stała się jednym z najmocniejszych politycznie akcentów gali, pokazując, jak edukacja bywa wykorzystywana jako narzędzie państwowej propagandy.

Oscary 2026 po raz kolejny pokazały, że światowe kino pozostaje przestrzenią odwagi, różnorodności i ważnych głosów. A dla Polonii – sukces Maćka Szczerbowskiego to powód do szczególnej dumy i dowód, że polskie korzenie wciąż wybrzmiewają w światowej kulturze z niezwykłą siłą.

Znadniemna.pl na podstawie informacji dostępnych w serwisach Filmweb i Wikipedia oraz doniesień mediów branżowych, dotyczących tegorocznej gali Oscarów, na zdjęciu: Maciej Szczerbowski i Chris  Lavis, fot.: Facebook.com/InstytutFilmowy

Tegoroczna gala Oscarów przyniosła wyjątkowy powód do dumy dla Polonii na całym świecie. Maciek Szczerbowski – kanadyjski reżyser i animator polskiego pochodzenia – zdobył Oscara, potwierdzając swoją pozycję jednego z najbardziej oryginalnych i cenionych twórców współczesnej animacji. Jego zwycięstwo stało się jednym z najważniejszych polonijnych

Dziennikarze i redakcje polonijne mogą przesyłać zgłoszenia do 3 kwietnia

Rozpoczęło się przyjmowanie zgłoszeń do Nagrody im. Macieja Płażyńskiego dla dziennikarzy i mediów służących Polonii 2026. Kandydatury można zgłaszać do 3 kwietnia 2026 roku, do północy czasu polskiego, za pośrednictwem formularza dostępnego na stronie nagrodaplazynskiego.pl.

Nagroda zostanie przyznana w czterech kategoriach:

  • dziennikarz polonijny,
  • dziennikarz krajowy publikujący na tematy polonijne,
  • dziennikarz zagraniczny publikujący na temat Polaków, Polski i Polonii,
  • redakcja medium polonijnego.

Laureaci trzech kategorii dziennikarskich otrzymają statuetkę oraz nagrodę finansową w wysokości 10 tys. zł. W kategorii „redakcja medium polonijnego” przyznawana jest statuetka.

Zwycięzców wybierze jury złożone m.in. . z dziennikarzy zajmujących się tematyką międzynarodową, przedstawicieli rodziny Macieja Płażyńskiego oraz Muzeum Emigracji w Gdyni. Organizatorzy przypominają o punkcie 3 regulaminu: nagroda przyznawana jest wyłącznie za pracę dziennikarską z roku poprzedzającego edycję konkursu, co wyklucza możliwość nagradzania całokształtu dorobku lub publikacji wcześniejszych.

Uroczystość wręczenia nagród odbędzie się 23 maja 2026 roku w Muzeum Emigracji w Gdyni.

Radę Nagrody tworzą przedstawiciel rodziny Macieja Płażyńskiego, Marszałek Województwa Pomorskiego, Prezydent Miasta Gdańska, Prezydent Miasta Gdyni, Prezydent Miasta Sopotu oraz Press Club Polska. Organizatorem nagrody jest Press Club Polska.

Regulamin, formularz zgłoszeniowy oraz szczegółowe informacje dostępne są na stronie: nagrodaplazynskiego.pl Kontakt z sekretariatem Nagrody: [email protected]

Znadniemna.pl za nagrodaplazynskiego.pl, fot.: nagrodaplazynskiego.pl

Dziennikarze i redakcje polonijne mogą przesyłać zgłoszenia do 3 kwietnia Rozpoczęło się przyjmowanie zgłoszeń do Nagrody im. Macieja Płażyńskiego dla dziennikarzy i mediów służących Polonii 2026. Kandydatury można zgłaszać do 3 kwietnia 2026 roku, do północy czasu polskiego, za pośrednictwem formularza dostępnego na stronie nagrodaplazynskiego.pl. Nagroda zostanie

Wraz ze zbliżającym się sezonem rekrutacyjnym na rok akademicki 2026/2027 powraca pytanie o to, jak wygląda dziś migracja edukacyjna młodych Białorusinów. Dostępne dane z Polski i innych krajów europejskich pokazują, że zainteresowanie studiami za granicą pozostaje wysokie, a Polska wciąż jest jednym z najważniejszych kierunków kształcenia młodzieży z Białorusi. Jednocześnie coraz częściej pojawiają się historie, które ujawniają napięcia między oficjalną narracją Mińska a realnymi wyborami białoruskich rodzin.

W ostatnich latach liczba studentów z Białorusi w Polsce utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie – około 12 tysięcy osób. W największych ośrodkach akademickich – Warszawie, Krakowie, Wrocławiu czy Lublinie – obserwuje się stabilny napływ młodych ludzi ze Wschodu, a w niektórych przypadkach nawet wzrost. Polskie uczelnie pozostają atrakcyjne ze względu na jakość kształcenia, bliskość kulturową, bezpieczeństwo oraz możliwość budowania przyszłości w Unii Europejskiej. Zbliżająca się rekrutacja tylko podkreśla, jak istotnym elementem polskiego szkolnictwa wyższego stali się studenci z Białorusi.

Wybory edukacyjne młodych Białorusinów nie są przypadkowe. Największą popularnością cieszą się polskie uczelnie techniczne – Politechnika Warszawska, Politechnika Wrocławska czy Politechnika Gdańska – gdzie dominują kierunki informatyczne, inżynierskie i związane z nowymi technologiami. Drugą grupę stanowią studia ekonomiczne i biznesowe, szczególnie na uczelniach takich jak SGH czy uniwersytety ekonomiczne w Krakowie i we Wrocławiu. W ostatnich latach rośnie także zainteresowanie kierunkami medycznymi i okołomedycznymi, zwłaszcza w Lublinie, Białymstoku i Gdańsku, gdzie funkcjonują silne wydziały lekarskie i zdrowotne.

Podobne tendencje widoczne są w innych krajach regionu. Na Litwie liczba studentów z Białorusi od kilku lat utrzymuje się na poziomie około 3 tysięcy osób, czyli wielokrotnie wyższym niż przed kryzysowym dla Białorusinów 2020 rokiem. Czechy i Niemcy również raportują stabilny napływ młodych Białorusinów, szczególnie na kierunki techniczne, medyczne i informatyczne. W żadnym z tych państw nie odnotowano spadku zainteresowania studiami za granicą.

Na tle tych statystyk szczególnie wymowna jest historia Inny Griszuk, współpracowniczki rosyjskiego propagandowego portalu „Sputnik”. Jej syn studiuje w moskiewskiej Wyższej Szkole Ekonomii, gdzie uchodzi za obiecującego studenta, jednak w Białorusi uznano go za osobę uchylającą się od służby wojskowej. W efekcie wszczęto wobec niego postępowanie karne. Griszuk opublikowała w mediach społecznościowych nagranie, w którym zwraca się do Aleksandra Łukaszenki i „mężczyzn w wysokich gabinetach” z prośbą o rozwiązanie sytuacji. Jej apel, szeroko komentowany przez niezależne media, pokazuje, jak bardzo białoruskie rodziny żyją w napięciu między oczekiwaniami państwa a realnymi konsekwencjami systemu, który nie daje młodym ludziom poczucia bezpieczeństwa. Rosnąca liczba podobnych przypadków – w tym prześladowania za uchylanie się od służby wojskowej – będzie dodatkowo skłaniać młodych Białorusinów nie tylko do wyjazdu na studia, lecz także do ubiegania się o polskie obywatelstwo, które daje im realną ochronę przed represjami w kraju pochodzenia.

Prognozy na najbliższe lata sugerują utrzymanie obecnego poziomu liczby studentów z Białorusi w Polsce. Sytuacja polityczna w Mińsku, presja związana z obowiązkową służbą wojskową oraz ograniczenia w systemie edukacji sprawiają, że studia za granicą nadal będą atrakcyjną alternatywą. Coraz wyraźniej widać jednak, że decyzje edukacyjne młodych Białorusinów mają również wymiar polityczny: wyjazd na studia staje się formą ucieczki przed państwem, które ingeruje w życie prywatne i zawodowe młodych ludzi, a w skrajnych przypadkach grozi im odpowiedzialnością karną. W takich realiach Polska nie jest jedynie miejscem nauki, lecz także przestrzenią bezpieczeństwa — krajem, w którym można budować przyszłość poza zasięgiem represyjnych mechanizmów państwa białoruskiego.

Znadniemna.pl, zdjęcie ilustracyjne, źródło: Shutterstock. com

Wraz ze zbliżającym się sezonem rekrutacyjnym na rok akademicki 2026/2027 powraca pytanie o to, jak wygląda dziś migracja edukacyjna młodych Białorusinów. Dostępne dane z Polski i innych krajów europejskich pokazują, że zainteresowanie studiami za granicą pozostaje wysokie, a Polska wciąż jest jednym z najważniejszych kierunków

Do 22 marca br. został przedłużony termin nadsyłania prac na XVII Międzynarodowy Konkurs „Być Polakiem”, skierowany do młodych Polaków, uczących się języka polskiego poza granicami kraju.

Drodzy Nauczyciele, Rodzice, Uczniowie,

zbliża się końcowy termin składanie prac w konkursie „Być Polakiem”. Wszystkim, którzy już to zrobili dziękuję, bo przecież, aby przygotować pracę konkursową, trzeba wyszukać wiele informacji, przemyśleć koncepcję pracy i dopiero wtedy można przystąpić do rysowania, pisania, czy kręcenia filmu. To zwykle duży wysiłek, ale pomaga stać się świadomym „ambasadorem” polskich spraw. Autorzy prac konkursowych mają dużą szansę na spotkanie z Polską, ponieważ znaczna grupa uczestników zostaje wyróżniona i zaproszona do odwiedzin ojczyzny przodków.

Otrzymaliśmy jednak listy od nauczycieli, że niemieccy uczniowie przez ostatnie dwa tygodnie przebywali na wakacjach zimowych i dopiero 14 marca wracają na zajęcia do szkół polskich. Zagapili się, nie przygotowali jeszcze prac, a bardzo chcieliby to zrobić. No cóż, nie jest to wygodne dla jurorów ale dajmy szansę spóźnialskim. Do 22 marca możecie przesłać prace z nadzieją, że to właśnie wy otrzymacie w nagrodę złotą złotówkę.

Tegoroczną XVII edycję Konkursu uświetnimy polską złotówką, w stulecie jej oficjalnego wprowadzenia do obiegu w młodym, niepodległym państwie polskim. Reforma monetarna przeprowadzana w latach 1924 – 1926 przez ministra Władysława Grabskiego jest wydarzeniem zbyt mało znanym a ogromnie ważnym dla państwa, budującego jedność po latach zaborów. Rosyjski rubel i niemiecka marka nie chciały ustąpić miejsca polskiej złotówce. Ludność też protestowała, obawiając się niekorzystnego efektu finansowego dla gospodarstw rodzinnych. Minister Grabski, wybitny ekonomista, nie bez trudu wprowadził złotówkę, jako pieniądz do obrotu gospodarczego w całej Polsce i odniósł sukces.

Dla upamiętnienia tego wydarzenia i zapoznania uczestników z pozytywnymi efektami trudnej reformy Grabskiego postanowiliśmy zaprosić wszystkich wyróżnionych, którzy przyjadą do Polski do Muzeum Pieniądza w Narodowym Banku Polskim. Laureaci najwyżej ocenionych przez Jury prac konkursowych otrzymają podczas Gali nagrodą specjalną – replikę polskiej złotówki, pozłacanej i bardzo pięknej. To będzie wyraz najwyższego uznania dla Was ale także dla rodziców i nauczycieli, którzy byli troskliwymi opiekunami i wsparciem dla Was podczas przygotowywania prac konkursowych.

Marek Machała
Koordynator Generalny Konkursu „Być Polakiem”

Więcej o XVII edycji Konkursu przeczytasz TUTAJ

 Znadniemna.pl na podstawie bycpolakiem.pl

Do 22 marca br. został przedłużony termin nadsyłania prac na XVII Międzynarodowy Konkurs „Być Polakiem”, skierowany do młodych Polaków, uczących się języka polskiego poza granicami kraju. Drodzy Nauczyciele, Rodzice, Uczniowie, zbliża się końcowy termin składanie prac w konkursie „Być Polakiem". Wszystkim, którzy już to zrobili dziękuję, bo

Międzynarodowy Trybunał Karny rozpoczął oficjalne śledztwo dotyczące zbrodni przeciwko ludzkości popełnianych przez białoruskie władze od 2020 roku. Postępowanie ruszyło na wniosek Litwy, która jako państwo‑strona Statutu Rzymskiego zwróciła się do Hagi o zbadanie działań reżimu  Łukaszenki i wskazała, że część elementów tych zbrodni miała miejsce na jej terytorium.

Decyzja Trybunału jest efektem wielomiesięcznej analizy materiałów przekazanych przez Litwę, która od początku protestów w 2020 roku dokumentowała działania białoruskich służb i przyjmowała osoby uciekające przed represjami. To właśnie litewski wniosek otworzył drogę do wszczęcia śledztwa, ponieważ umożliwił Trybunałowi objęcie jurysdykcją czynów, których elementy — zwłaszcza przymusowe wypędzenia i działania aparatu bezpieczeństwa — rozgrywały się na terytorium państwa będącego stroną Statutu Rzymskiego.

W komunikacie Biura Prokuratora Międzynarodowego Trybunału Karnego (MTK) podkreślono, że represje wobec przeciwników politycznych były prowadzone zgodnie z polityką państwową i za aprobatą przedstawicieli najwyższych szczebli białoruskiej władzy. To jedno z najmocniejszych sformułowań, jakie może pojawić się na tym etapie postępowania, sugerujące, że śledztwo obejmie nie tylko funkcjonariuszy aparatu siłowego, lecz także osoby odpowiedzialne za wydawanie i zatwierdzanie rozkazów. W przyszłości może to oznaczać międzynarodowe nakazy aresztowania, które ograniczą swobodę podróżowania i kontakty dyplomatyczne osób objętych postępowaniem.

Decyzję MTK natychmiast skomentowali białoruscy opozycjoniści. Swiatłana Cichanouska, liderka Zjednoczonego Gabinetu Przejściowego, podkreśliła, że

wita decyzję Międzynarodowego Trybunału Karnego o rozpoczęciu śledztwa przeciwko reżimowi Łukaszenki za zbrodnie przeciwko ludzkości. Przez działania reżimu ucierpiały i nadal cierpią setki tysięcy Białorusinów, a polityka Łukaszenki stwarza zagrożenia także dla sąsiadów Białorusi”.

Zastępca Cichanouskiej – Paweł Łatuszka, dodał, że decyzja MTK oznacza, iż Łukaszenka może zostać objęty międzynarodowym listem gończym — co byłoby bezprecedensowym krokiem wobec urzędującego przywódcy państwa w Europie.

Litwa, inicjując sprawę, zyskała formalne potwierdzenie, że jej działania były zasadne i oparte na solidnych podstawach prawnych. Teraz stanie się jednym z kluczowych partnerów Trybunału — zarówno w zakresie przekazywania materiałów dowodowych, jak i ochrony świadków. Decyzja MTK wzmacnia jej pozycję w regionie i potwierdza, że zarzuty kierowane pod adresem Mińska mają charakter nie tylko polityczny, lecz przede wszystkim prawny.

Śledztwo nie ma ograniczenia czasowego i obejmie zarówno wydarzenia z 2020 roku, jak i późniejsze działania władz białoruskich. Trybunał podkreśla, że nadal przyjmuje nowe materiały dowodowe, w tym zeznania ofiar i świadków. Dla białoruskiego reżimu oznacza to rosnącą presję międzynarodową i realne ryzyko odpowiedzialności karnej, a dla ofiar — szansę na dochodzenie sprawiedliwości po latach bezkarności.

Znadniemna.pl na podstawie Międzynarodowy Trybunał Karny

Międzynarodowy Trybunał Karny rozpoczął oficjalne śledztwo dotyczące zbrodni przeciwko ludzkości popełnianych przez białoruskie władze od 2020 roku. Postępowanie ruszyło na wniosek Litwy, która jako państwo‑strona Statutu Rzymskiego zwróciła się do Hagi o zbadanie działań reżimu  Łukaszenki i wskazała, że część elementów tych zbrodni miała miejsce

Przejdź do treści