HomeStandard Blog Whole Post

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl, zablokowali także szefowi „GP” dostęp do tweetdecka – aplikacji do zarządzania Twitterem. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl – atak na powiązany z Telewizją Republiką serwis „Poland Daily” został dokonany z Rygi, stolicy Łotwy.

Rasa Jakilaitiene, rzeczniczka litewskiego ministra spraw zagranicznych, powiedziała, że fałszywa wiadomość została umieszczona na polskiej stronie internetowej.

Fałszywe wiadomości pojawiły się na Polanddaily.com. W zamieszczonym tam artykule znalazła się uwaga ministra Linkeviciusa, w której twierdził, że na Białoruś trzeba wysłać siły pokojowe – powiedziała rzeczniczka.

Rzeczniczka litwewskiego MSZ zwróciła uwagę, że dla podniesienia wiarygodności fake newsa w artykule pojawiała się także wzmianka na temat polskiego ministra spraw zagranicznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy wydało oświadczenie zaprzeczające fałszywym informacjom. Potwierdzono, że odpowiednie służby wszczęły już w tej sprawie dochodzenie.

Jest wysoce prawdopodobne, że trwa cyberatak informacyjny, który jest obecnie badany przez władze litewskie – czytamy w komunikacie.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stracił dostęp do konta (zmieniono hasło), na którym wstawiono odnośnik do artykułu zamieszczonego na portalu Znadniemna.pl, który prowadzi Związek Polaków na Białorusi. Ów artykuł to także cyberprowokacja. Dowiadujemy się z niego, że „Polska i Litwa wzywają NATO do wysłania wojsk na Białoruś”.

Podrobiony artykuł na portalu „Poland Daily” nosił tytuł „Polska i Litwa naciskają na wysłanie wojsk na Białoruś”. Napisany był w języku angielskim i podobnie jak publikacja wrzucona na Znadniemna.pl, dezinformował o rzekomych naciskach Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych na NATO. W tekście pojawiły się też nazwiska ministra spraw zagranicznych Polski Zbigniewa Rau oraz Swiatłany Cichanouskiej. Na zdjęciu głównym umieszczono szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa.

To nie pierwszy rosyjski atak na media związane ze „Strefą Wolnego Słowa”. Przypomnijmy: w maju 2020 r. portal Niezalezna.pl dwukrotnie padł ofiarą rosyjskich hakerów, którzy zmieniali treść naszych publikacji.

Na naszą stronę (a także na portale Telewizji Republika, Radia Szczecin, olsztyn24.pl oraz stronę gminy Orzysz, gdzie znajduje się garnizon) wstawiono artykuł pt. Amerykanie „chwalą” pobyt w Drawsku. „Jedyne czym mogą strzelić to gumki od majtek”

Gdy opublikowaliśmy informację o tym ataku, Rosjanie dokonali kolejnego włamania, zmieniając ją na „newsa”, że Niezalezna.pl przyznaje się do autorstwa wcześniejszego artykułu.

To nie koniec działań Moskwy przeciwko naszym mediom. Pod koniec maja na anglojęzycznym prorosyjskim portalu „The Duran” ukazał się „wywiad”, przeprowadzony rzekomo przez Katarzynę Gójską dla „Gazety Polskiej”. Rozmówcą wicenaczelnej tygodnika miał być amerykański generał broni Christopher G. Cavoli, dowódca sił amerykańskich w Europie. Nie trzeba chyba dodawać, że rozmowa, w której Cavoli twierdzi, że Polska i kraje bałtyckie są fatalnie zorganizowane pod względem militarnym, została w całości wymyślona.

Znadniemna.pl za niezalezna.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na

Władysław Bieładzied, alumn seminarium i katecheta z mińskiej archikatedry, opuścił kolonię karną po ponad dwóch i pół roku odsiadki. Jego sprawa stała się jednym z najbardziej wstrząsających przykładów represji wobec osób związanych z Kościołem Katolickim na Białorusi.

Władysław Bieładzied, absolwent Instytutu Teologii Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego i alumn rzymskokatolickiego seminarium duchownego, został zatrzymany 31 maja 2023 roku, gdy odbywał praktyki katechetyczne w mińskiej archikatedrze. Początkowo trafił do aresztu na ponad 30 dni za rzekome rozpowszechnianie „materiałów ekstremistycznych”. W trakcie odsiadki, pod presją śledczych, zmuszono go do nagrania wymuszonego „przyznania się” do udziału w protestach 2020 roku i podżegania do zamieszek. Na propagandowym nagraniu, które miało go skompromitować w oczach wiernych, przedstawiono go również jako osobę o rzekomej orientacji homoseksualnej, co było elementem psychicznej przemocy stosowanej wobec zatrzymanego.

Wkrótce po zakończeniu kary administracyjnej wszczęto przeciwko niemu sprawę karną. Oskarżono go o podżeganie do nienawiści, obrazę Aleksandra Łukaszenki, obrazę przedstawiciela władzy oraz wyrób i rozpowszechnianie materiałów pornograficznych. Proces odbywał się za zamkniętymi drzwiami. Bieładzied został skazany na trzy lata pozbawienia wolności i trafił do kolonii karnej nr 17 w Szkłowie, gdzie — jak informowały inicjatywy chrześcijańskie — jego stan zdrowia uległ znacznemu pogorszeniu.

W styczniu 2026 roku wyszedł na wolność po pełnym odbyciu wyroku. Białoruscy obrońcy praw człowieka uznali go za więźnia politycznego. W systemie penitencjarnym reżimu Łukaszenki wciąż przebywa ponad 1100 osób o tym samym statusie.

Znadniemna.pl na podstawie „Nasza Niwa”, źródło zdjęcia: nashaniva.com

Władysław Bieładzied, alumn seminarium i katecheta z mińskiej archikatedry, opuścił kolonię karną po ponad dwóch i pół roku odsiadki. Jego sprawa stała się jednym z najbardziej wstrząsających przykładów represji wobec osób związanych z Kościołem Katolickim na Białorusi. Władysław Bieładzied, absolwent Instytutu Teologii Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego i

5 lutego wspominamy św. Agatę, dziewicę i męczennicę z Sycylii, której niezłomna wiara i odwaga przetrwały wieki. Jej życie, pełne poświęcenia i wierności Bogu, stało się symbolem ochrony przed ogniem – zarówno dosłownym, jak i tym w ludzkich sercach. W tym dniu tradycyjnie poświęca się chleb, sól i wodę, znaki Bożej opieki i błogosławieństwa dla rodzin i domów.

Urodziła się około 235 roku w Katanii na Sycylii, w zamożnej i głęboko wierzącej rodzinie. Od młodości wyróżniała się niezwykłą urodą, ale jeszcze bardziej – dojrzałą decyzją serca: pragnęła żyć w czystości i całkowicie należeć do Chrystusa.

Jej piękno stało się jednak przyczyną dramatycznych cierpień. Namiestnik Sycylii, Kwincjan, zapałał do niej namiętnością. Gdy Agata stanowczo odrzuciła jego zaloty, kierując się wiernością złożonemu Bogu ślubowi, mężczyzną zawładnęła żądza zemsty. Młoda chrześcijanka została uwięziona, poddana torturom i bestialsko okaleczona. Zginęła 5 lutego 251 roku, spalona na rozżarzonych węglach. Jej męczeńska śmierć uczyniła ją jedną z wielkich świętych Kościoła rzymskiego i trwałym symbolem odwagi oraz niezłomności sumienia.

Historia św. Agaty nie zakończyła się jednak wraz z jej śmiercią. Rok później Katanii zagroziła potężna erupcja Etny. Gdy strumień lawy zbliżał się do miasta, mieszkańcy – pełni wiary – wyszli jej naprzeciw, niosąc całun świętej. Według przekazów, w tym momencie lawa cudownie się zatrzymała. Od tamtego czasu św. Agata czczona jest jako patronka chroniąca przed ogniem, wybuchami wulkanów i innymi kataklizmami.

Jej kult szybko przekroczył granice Sycylii i rozprzestrzenił się w całej Europie, także w Polsce. Do dziś, we wspomnienie św. Agaty – 5 lutego – w wielu kościołach święci się chleb, sól i wodę. Te proste znaki Bożej dobroci i opieki, przechowywane później w domach, mają – za wstawiennictwem świętej – chronić przed pożarami, burzami i powodziami. Ludowa mądrość ujęła tę wiarę w krótkim przysłowiu: „Gdzie święta Agata, tam bezpieczna chata”.

Poświęcony chleb św. Agaty zajmuje w tej tradycji miejsce szczególne. Jest przypomnieniem, że codzienny chleb pochodzi od Boga i że Jego błogosławieństwo obejmuje również najbardziej zwyczajne sprawy ludzkiego życia. W chwilach zagrożenia czy niepokoju wierni sięgają po jego okruszynę, łącząc gest z modlitwą i zawierzeniem.

Liczne świadectwa cudownego zatrzymania ognia sprawiają, że św. Agata pozostaje dla wierzących bliską orędowniczką także dziś. Coraz częściej wzywa się jej pomocy nie tylko w obronie domów przed żywiołami, lecz również z prośbą, by „gasiła” płomień nienawiści, przemocy i nieuporządkowanych pragnień w ludzkich sercach.

W świecie, który nieustannie podważa wartość czystości, wierności i wstydu, postać św. Agaty nabiera wyjątkowej aktualności. Jak przypominał św. Jan Paweł II w katechezach z cyklu Teologia ciała, wstyd nie jest słabością, lecz tarczą ludzkiej godności. Agata – której imię po grecku oznacza „dobra” – uczy, że prawdziwe dobro potrafi zwyciężyć każdy ogień: zarówno ten niszczący miasta, jak i ten, który próbuje spalić ludzkie sumienia.

Jej życie i męczeństwo są wezwaniem, by „nie wstydzić się wstydu”, strzec Bożego obrazu w sobie i z odwagą serca trwać przy Ewangelii. Właśnie wtedy – jak pokazuje historia św. Agaty – nawet lawa może się zatrzymać.

Modlitwa do św. Agaty z 1857 r.

Święta Agato, zacności swojej równająca się cnotą, gardzicielko przyjaźni, i wzgląd ludzkich, a miłośnico Chrystusowa, i czystości. Tyś jest Patronką broniącą od ogniów, pokazałaś to, kiedyś Ojczyznę swoją płaszczem twoim od spalenia zachowała; proszę cię serdecznie, abyś mnie, i bliźnich moich broniła od ognia, i wyjednała u Boga ugaszenie ognia pożądliwości, i zapalczywości w gniewie, a najbardziej, żeby dusza moja ogniem piekielnym nie gorzała, który dla mnie zalej Jezu Ukrzyżowany, Krwią Twoją Najświętszą przez Panieństwo, i męczeństwo Świętej Agaty, obmyj mnie ze wszystkich grzechów, żebym był (była) czystym (czystą) w oczach twoich, jako ta Święta Panna, i z nią Ciebie chwalił (chwaliła) na wieki. Amen.

Znadniemna.pl/Na zdjęciu: obraz Francisco de Zurbarán, Święta Agata 

5 lutego wspominamy św. Agatę, dziewicę i męczennicę z Sycylii, której niezłomna wiara i odwaga przetrwały wieki. Jej życie, pełne poświęcenia i wierności Bogu, stało się symbolem ochrony przed ogniem – zarówno dosłownym, jak i tym w ludzkich sercach. W tym dniu tradycyjnie poświęca się

Pięciu mężczyzn zostało zatrzymanych za udział w grupie przestępczej, która przerzucała papierosy z Białorusi do Polski przy użyciu balonów meteorologicznych. Zjawisko to narasta w całym regionie, a litewskie służby notują rekordowe liczby zatrzymań i ostrzegają, że proceder zaczyna nosić znamiona działań hybrydowych.

Funkcjonariusze Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej, działając pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Siedlcach, rozbili grupę przestępczą operującą na terenie powiatu bialskiego. Jej członkowie wykorzystywali balony meteorologiczne do przerzutu papierosów z terytorium Białorusi. Według ustaleń śledczych od września 2025 do lutego 2026 roku na teren Polski trafiło w ten sposób co najmniej 48 tysięcy paczek papierosów różnych marek o wartości blisko miliona złotych, co przełożyło się na ponad dwa miliony złotych strat dla Skarbu Państwa. Podczas przeszukań w Siedlcach i okolicach zabezpieczono papierosy bez polskich znaków akcyzy oraz urządzenia GPS służące do lokalizowania ładunków.

Zatrzymano pięciu mężczyzn w wieku od 20 do 35 lat — dwóch obywateli Ukrainy, jednego Białorusina i dwóch Polaków. Wszyscy usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, przemytu wyrobów tytoniowych, naruszenia przepisów dotyczących ruchu lotniczego oraz naruszenia ustawy o przeciwdziałaniu wspieraniu agresji na Ukrainę. Grozi im od dziewięciu miesięcy do dwunastu lat pozbawienia wolności. Zatrzymani zostali tymczasowo aresztowani na trzy miesiące. W ostatnim tygodniu podobną metodą posługiwali się również dwaj obywatele Białorusi zatrzymani przez Podlaski Oddział Straży Granicznej — oni także trafili do aresztu.

Skala zjawiska nie ogranicza się jednak do Polski. Na Litwie w 2025 roku służby graniczne przechwyciły ponad 4,4 miliona paczek papierosów pochodzących z przemytu, co stanowi najwyższy wynik w historii tamtejszej straży granicznej. W ciągu roku odnotowano 917 przypadków kontrabandy, a w związku z przemytem z użyciem balonów meteorologicznych zatrzymano 21 osób. Litewskie służby podkreślają, że liczba incydentów naruszania przestrzeni powietrznej przez balony wysyłane z Białorusi sięgała momentami kilkudziesięciu dziennie.

Eksperci cytowani przez litewskie media oceniają, że wykorzystywanie balonów do przerzutu papierosów nie jest już wyłącznie działalnością kryminalną. Zwracają uwagę, że takie obiekty pozwalają testować reakcje systemów obrony powietrznej państw Unii Europejskiej, a masowe naruszenia granicy powietrznej mogą być elementem presji hybrydowej ze strony reżimu w Mińsku. Byli funkcjonariusze litewskich służb podkreślają, że balony są tanie, trudne do wykrycia i pozwalają przemytnikom działać z dużej odległości, co czyni je atrakcyjnym narzędziem zarówno dla grup przestępczych, jak i dla działań o charakterze politycznym. W ich ocenie „balony stały się narzędziem łączącym przestępczość z presją wywieraną na państwa graniczne UE”.

Znadniemna.pl na podstawie Strazgraniczna.pl, LRT.lt, na zdjęciu: jeden z uczestników grupy przemytniczej zatrzymany przez Straż Graniczną RP przy samochodzie z dostawą kontrabandy, będącej dowodem zbrodni, fot.: strazgraniczna.pl

Pięciu mężczyzn zostało zatrzymanych za udział w grupie przestępczej, która przerzucała papierosy z Białorusi do Polski przy użyciu balonów meteorologicznych. Zjawisko to narasta w całym regionie, a litewskie służby notują rekordowe liczby zatrzymań i ostrzegają, że proceder zaczyna nosić znamiona działań hybrydowych. Funkcjonariusze Nadbużańskiego Oddziału Straży

Dziś przypada rocznica śmierci Bronisława Jamontta (1886–1957) – malarza, pedagoga i profesora Uniwersytetów Wileńskiego i Toruńskiego. Przy tej okazji przypominamy życie i twórczość naszego krajana, którego prace utrwaliły piękno Wilna, Wileńszczyzny i Torunia oraz wpłynęły na kolejne pokolenia artystów.

Z Dokudowa w świat sztuki

Bronisław Jamontt urodził się 5 sierpnia 1886 roku w Dokudowie pod Lidą, w rodzinie Kazimierza i Marii ze Świackiewiczów. Z tym miejscem wiąże się także romantyczna historia miłości Konstantego Kalinowskiego i Marysi Jamontt, córki zarządcy pałacu w Dokudowie, Tadeusza Jamontta. To właśnie do narzeczonej Marii Jamontt Kalinowski pisał w „Listach spod szubienicy”: „Maryśka czarnobrewa, gołąbeczka moja”. Marysia miała brata Kazimierza, u którego w tym domu urodził się Bronisław – przyszły malarz i pedagog.

Dokudowo było dla młodego Bronisława pierwszą szkołą obserwacji natury i ludzi. Latem odbywały się tam plenery artystyczne, a nie tak dawno to miejsce przyciąło artystów z całej Europy, którzy uczestniczyli w plenerach imienia Jamontta nad brzegiem Niemna.

Wileńska edukacja i pierwsze podróże

Zaułek św. Kazimierza – Wilno, 1928

Jamontt uczęszczał do I Gimnazjum Klasycznego w Wilnie, równocześnie rozwijając talent w Wileńskiej Szkole Rysunkowej u Iwana Trutniewa i Iwana Rybakowa. W latach 1908–1910 studiował prawo w Petersburgu, przy czym dorywczo kontynuował edukację artystyczną. W tym czasie odbył podróż do Krakowa i Zakopanego, gdzie zetknął się z malarstwem Józefa Stanisławskiego i malował w plenerze wspólnie z malarzami jego „szkoły”.

Po powrocie Jamontt uczył rysunku w okolicznych majątkach ziemiańskich, później w Szkole Realnej Polskiej Macierzy Szkolnej w Homlu, a następnie w Wilnie – m.in. na kursach maturalnych przy Gimnazjum im. Króla Zygmunta Augusta. Równolegle intensywnie malował.

Jego pierwsza wystawa odbyła się już w 1915 roku w Wilnie. W kolejnych latach Jamontt prezentował swoje prace w najważniejszych ośrodkach artystycznych Europy: w Warszawie (Zachęta), Paryżu, Brukseli, Hadze, Amsterdamie, Bukareszcie, Kopenhadze, Berlinie, Monachium, Rydze, a nawet w Moskwie. Był artystą znanym i cenionym jeszcze przed II wojną światową.

Od 1928 do 1934 roku studiował na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, a w 1932 roku został asystentem Ferdynanda Ruszczyca. Po śmierci mistrza przejął obowiązki kierownika katedry pejzażu, a w 1937 roku uzyskał stanowisko profesora nadzwyczajnego.

Wykształcił wielu uczniów, w tym Aleksandra Trojkowicza, a równocześnie podróżował po Europie, uczestniczył w licznych wystawach i zdobywał nagrody. Brał także udział w prezentacji sztuki polskiej na międzynarodowych wystawach malarstwa urządzanych przez Carnegie Institute w USA

Pejzaż jako wybór świadomy

„Pejzaż z drzewami”, 1933 r.

„Cerkiew”, 1936 r.

Twórczość Jamontta można opisać jako podróż przez różne sposoby widzenia świata. Początkowo tworzył drobne szkice i obrazy – swobodne, technicznie perfekcyjne, pozwalające zgłębiać formę i kolor. Stopniowo coraz częściej malował pejzaże miejskie i krajobrazy, wiernie obserwując naturę, ale stosując lekką stylizację dla poprawy kompozycji.

„Dom nad jeziorem”, 1936 r.

Najbardziej wymagające były monumentalne kompozycje, nad którymi pracował miesiącami. To właśnie one w pełni ujawniają jego wirtuozerię, warsztat, ekspresję i zdolność oddania charakteru miejsc, które uwieczniał. Obrazy te, wymagające precyzji i cierpliwości, pozostają świadectwem jego mistrzostwa i artystycznej konsekwencji.

Jamontt niemal całe życie pozostał wierny pejzażowi. Malował Wilno, Wileńszczyznę, Polesie, a po wojnie także Toruń. Posługiwał się różnymi technikami – olejem, akwarelą, gwaszem – jednak szczególne miejsce w jego twórczości zajmowała tempera.

Jak pisał Jerzy Hoppen w 1939 roku, Jamont był artystą, w którego twórczości spotykają się dwa podstawowe elementy sztuki: mistrzostwo i uczucie. Wypracował własną, rozpoznawalną technikę temperową: od malarstwa kryjącego, przez laserunki, aż po odważne zdrapywanie warstw farby nożem czy szpachlą. Nie była to gra formalna, lecz świadome poszukiwanie języka, który pozwalał wyrazić „istotę rzeczy”.

Krytycy podkreślali harmonię jego prac – zgodność rysunku, koloru, światłocienia i kompozycji. Jamontt nie ulegał modom ani pokusie naśladowania Van Gogha, Gauguina czy paryskiej awangardy. Tworzył własny nurt, określany wręcz jako „pejzaż w stylu Jamontta”, który znalazł naśladowców.

„Wiatrak”, 1940 r.

Wojna, Toruń i nowe środowisko

„Podwórko w Wilnie”, 1944

„Zima na Wileńszczyźnie”

W czasie II wojny światowej Jamontt zaangażował się w tajne nauczanie na poziomie uniwersyteckim. Po 1945 roku znalazł się w Toruniu, gdzie odegrał kluczową rolę w tworzeniu Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Organizował Sekcję Sztuk Pięknych, przekształconą w 1946 roku w Wydział Sztuk Pięknych, którego był dziekanem i kierownikiem katedr.

„Drzewa nad stawem”, 1942 r.

W Toruniu kontynuował twórczość pejzażową i działalność pedagogiczną, kształcąc kolejne pokolenia artystów. W 1953 roku uzyskał stopień doktora nauk o sztuce, a wcześniej – w 1930 roku – został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi.

„Kościół na podgórzu w Toruniu”, ok. 1950

Jamontt pozostawił po sobie tysiące obrazów i 158 albumów dokumentujących miasta i krajobrazy II Rzeczypospolitej.

„Wiatrak”, 1954 r.

„Pejzaż – deszcz II”, 1953 r.

Bronisław Jamontt zmarł 4 lutego 1957 roku w Toruniu. Spoczywa na cmentarzu św. Jerzego. Choć los rzucił go z Lidczyzny do Wilna, a potem do Torunia, w historii sztuki pozostał przede wszystkim wilnianinem – artystą pogranicza, który potrafił z pejzażu uczynić nie tylko temat, lecz formę refleksji nad światem.

Nagrobek Bronisława Jamontta na cmentarzu św. Jerzego w Toruniu

Jak trafnie pisał Jerzy Hoppen: „Jamontt jest jeden i nie ma drugiego podobnego. Jamontt jest wilnianinem i dumą Wilna.”

To zdanie do dziś pozostaje jedną z najcelniejszych charakterystyk jego sztuki.

Opr. Waleria Brażuk/Fot.: wikipedia.org, desa.pl, bu.umk.pl /Znadniemna.pl

 

Dziś przypada rocznica śmierci Bronisława Jamontta (1886–1957) – malarza, pedagoga i profesora Uniwersytetów Wileńskiego i Toruńskiego. Przy tej okazji przypominamy życie i twórczość naszego krajana, którego prace utrwaliły piękno Wilna, Wileńszczyzny i Torunia oraz wpłynęły na kolejne pokolenia artystów. Z Dokudowa w świat sztuki Bronisław Jamontt urodził

W styczniu polska Straż Graniczna przechwyciła około 1,75 mln sztuk papierosów przemycanych z Białorusi za pomocą balonów meteorologicznych. Wartość tej kontrabandy oszacowano na blisko 2 mln zł. W tym samym czasie Litwa zmagała się z masowymi naruszeniami swojej przestrzeni powietrznej i zatrzymała 21 osób powiązanych z podobną siatką przemytniczą. Zjawisko, które jeszcze niedawno wydawało się marginalne, dziś urasta do rangi regionalnego problemu bezpieczeństwa.

Polskie służby graniczne poinformowały, że w wyniku działań prowadzonych w styczniu zabezpieczono 1,75 mln sztuk papierosów bez polskich znaków akcyzy, przerzuconych z terytorium Białorusi za pomocą balonów meteorologicznych. Według szacunków Straży Granicznej wartość rynkowa całej partii wynosi niemal 2 mln zł. Przemytnicy wykorzystują balony napełniane lekkim gazem i wyposażone w proste systemy lokalizacyjne, aby omijać fizyczne i elektroniczne zabezpieczenia granicy. Służby podkreślają, że metoda ta jest nie tylko trudna do wykrycia, lecz także potencjalnie niebezpieczna dla ruchu lotniczego.

Podobny problem w jeszcze większej skali dotknął Litwę. W grudniu litewskie służby przeprowadziły szeroko zakrojoną operację, w której udział wzięło ponad 140 funkcjonariuszy policji kryminalnej, jednostek antyterrorystycznych i straży granicznej. Efektem było zatrzymanie 21 osób powiązanych z siecią przemytniczą wykorzystującą balony meteorologiczne do przerzutu papierosów z Białorusi. Litewskie władze podkreślają, że w ostatnich tygodniach balony wielokrotnie naruszały przestrzeń powietrzną kraju, a w jednym z dni odnotowano blisko 60 takich incydentów. Wilno uznało to nie tylko za działalność kryminalną, lecz także za potencjalny element presji hybrydowej ze strony Mińska.

Skala zjawiska zmusiła Litwę do wprowadzenia stanu wyjątkowego na całym terytorium państwa. Władze podkreślają, że balony destabilizowały pracę lotniska w Wilnie, znajdującego się zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od granicy. Eksperci zwracają uwagę, że choć przemytnicy wykorzystują balony głównie do transportu papierosów, to sama metoda może zostać użyta również do innych celów, co budzi dodatkowe obawy w regionie.

Polska i Litwa, choć dotknięte w różnym stopniu, mierzą się dziś z tym samym problemem: nową, trudną do przewidzenia i trudną do zwalczania metodą przemytu, która wymyka się tradycyjnym schematom działania służb. Balony meteorologiczne, jeszcze niedawno kojarzone wyłącznie z badaniami atmosfery, stały się narzędziem przestępczości transgranicznej i elementem gry politycznej prowadzonej przez reżim w Mińsku. W obliczu rosnącej liczby incydentów oba kraje intensyfikują współpracę i analizują możliwości wzmocnienia systemów monitorowania przestrzeni powietrznej, aby powstrzymać ten nietypowy, lecz coraz bardziej uciążliwy proceder.

Znadniemna.pl na podstawie Podlaski.strazgraniczna.pl, na zdjęciu: ładunki z papierosami przemyconymi przy pomocy balonów meteorologicznych, fot.: POSG

W styczniu polska Straż Graniczna przechwyciła około 1,75 mln sztuk papierosów przemycanych z Białorusi za pomocą balonów meteorologicznych. Wartość tej kontrabandy oszacowano na blisko 2 mln zł. W tym samym czasie Litwa zmagała się z masowymi naruszeniami swojej przestrzeni powietrznej i zatrzymała 21 osób powiązanych

Dwieście osiemdziesiąt lat temu narodził się nasz krajan, który już za życia stał się legendą. Tadeusz Kościuszko pozostaje jednym z najczystszych symboli polskiej niepodległości, a jego imię wciąż inspiruje kolejne pokolenia do obrony wolności i praw obywatelskich.

Andrzej Tadeusz Bonawentura Kościuszko urodził się 4 lutego 1746 roku na Polesiu, w Mereczowszczyźnie, w rodzinie drobnoszlacheckiej, która od pokoleń pielęgnowała tradycję służby Rzeczypospolitej. Od najmłodszych lat wyróżniał się pracowitością, talentem i wrażliwością na sprawy publiczne. Jako jeden z pierwszych Polaków kształcił się w Szkole Rycerskiej, gdzie szybko dostrzeżono jego wyjątkowe zdolności inżynieryjne i strategiczne. Stypendium królewskie umożliwiło mu dalszą naukę we Francji, w środowisku nowoczesnej myśli wojskowej i republikańskich ideałów, które na trwałe ukształtowały jego poglądy na wolność i prawa człowieka.

Po ukończeniu studiów Kościuszko wyruszył do Ameryki Północnej, by wesprzeć walkę kolonistów o niepodległość. Tam zasłynął jako wybitny inżynier fortyfikacji i strateg, współtworząc zwycięstwa, które przesądziły o losach wojny. Jego projekty umocnień, w tym te w West Point, oraz udział w kampanii zakończonej triumfem pod Saratogą przyniosły mu uznanie i stopień generała. W Stanach Zjednoczonych traktowano go jako człowieka prawego i bezinteresownego; Thomas Jefferson, późniejszy prezydent USA, nazwał go „najczystszym synem wolności”.

Po powrocie do kraju Kościuszko stał się jednym z najważniejszych dowódców wojny w obronie Konstytucji 3 maja. Jego talent i odwaga ujawniły się zarówno na polach bitew, jak i w działaniach organizacyjnych. Kulminacją jego misji była Insurekcja Kościuszkowska z 1794 roku, ostatnia wielka próba ocalenia Rzeczypospolitej przed rozbiorami. Jako Najwyższy Naczelnik Siły Zbrojnej Narodowej potrafił zjednoczyć różne warstwy społeczeństwa, a pod Racławicami poprowadził do boju kosynierów, tworząc jeden z najtrwalszych symboli polskiej odwagi. W swoich aktach i odezwach podkreślał konieczność reform społecznych oraz równość obywateli wobec prawa, wyprzedzając myślą swoją epokę.

Choć powstanie upadło, Kościuszko pozostał moralnym zwycięzcą. W Europie i Ameryce traktowano go jako autorytet, człowieka wiernego zasadom i nieugiętego wobec nacisków. W ostatnich latach życia angażował się w sprawy społeczne, wspierał idee zniesienia niewolnictwa i zabiegał o poprawę losu chłopów oraz żołnierzy. Zmarł w 1817 roku w Szwajcarii, otoczony szacunkiem, który rzadko spotyka się nawet wśród największych bohaterów.

Dziedzictwo Kościuszki jest dziś żywe nie tylko w Polsce i Stanach Zjednoczonych, lecz także na Białorusi, gdzie urodził się i gdzie pamięć o nim stała się ważnym elementem lokalnej tożsamości. Od 2000 roku w Kosowie, w obwodzie brzeskim, corocznie obchodzony jest dzień jego urodzin. Początki tych uroczystości były skromne, ale niezwykle autentyczne: około stu społeczników z Grodna i Brześcia przyjeżdżało, by złożyć kwiaty, zaśpiewać pieśni i napić się gorącej herbaty w miejscu narodzin swojego sławnego krajana. Wśród uczestników obchodów regularnie pojawiali się przedstawiciele białoruskiej opozycji demokratycznej, dla których Kościuszko był symbolem wolności i obywatelskiej odwagi.

Z biegiem lat obchody 4 lutego stały się tradycją, przyciągając ludzi z całej Białorusi oraz dyplomatów z USA, Polski, Litwy, Francji i innych krajów, którzy wygłaszali przemówienia ku czci bohatera. Rosnąca popularność wydarzenia sprawiła, że lokalne władze przejęły jego organizację, nadając mu bardziej oficjalny charakter. Delegacje ambasad zaczęto przyjmować w sposób sformalizowany, zapraszano je na występy lokalnych zespołów i poczęstunek w miejscowym ośrodku kultury. Mimo to wielu aktywistów nadal obchodziło rocznicę na własny sposób, wierni pierwotnej, oddolnej formule pamięci.

Dziś Kościuszko pozostaje wielkim synem białoruskiej ziemi, a jego dom-muzeum w Kosowie jest miejscem, które łączy ludzi ponad podziałami. W 280. rocznicę urodzin bohatera Polski, USA i  Białorusi, pamięć o nim wciąż inspiruje — jako pamięć o człowieku, który całym swoim życiem dowodził, że wolność jest prawem każdego człowieka i obowiązkiem każdego narodu.

Znadniemna.pl na podstawie Dzieje.pl/PAP, ilustracja: Tadeusz Kościuszko i kosynierzy – fragment obrazu Jana Matejki „Bitwa pod Racławicami”, źródło: pinakoteka.zascianek.pl

Dwieście osiemdziesiąt lat temu narodził się nasz krajan, który już za życia stał się legendą. Tadeusz Kościuszko pozostaje jednym z najczystszych symboli polskiej niepodległości, a jego imię wciąż inspiruje kolejne pokolenia do obrony wolności i praw obywatelskich. Andrzej Tadeusz Bonawentura Kościuszko urodził się 4 lutego 1746

Jedna z najstarszych bibliotek dawnego pogranicza Rzeczypospolitej — księgozbiór franciszkanów z Pińska — została po 1939 roku wywieziona przez ZSRR. Dziś wiadomo, że jej rozproszone zbiory znajdują się w Petersburgu. Badacz białoruskiego pochodzenia Andrej Kaławur, członek ICOM (Międzynarodowej Rady Muzeów), uzyskał oficjalne potwierdzenie tego faktu z rosyjskiego muzeum – pisze białoruska gazeta internetowa Nasza Niwa.

Nasza Niwa opisuje losy biblioteki franciszkanów z Pińska — jednego z najcenniejszych księgozbiorów na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Biblioteka, której początki sięgają XVII wieku, gromadziła dokumenty dotyczące historii Pińskiego Księstwa i Wielkiego Księstwa Litewskiego od XIV stulecia. W okresie międzywojennym opiekował się nią biskup Zygmunt Łoziński, Sługa Boży Kościoła Katolickiego.

Po wkroczeniu na Zachodnią Białoruś w 1939 roku Armii Czerwonej bezcenne zbiory – bez zgody władz Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej (BSRR) – zostały wywiezione do Moskwy. Trafiły do Centralnego Muzeum Antyreligijnego, gdzie pracował m.in. Julius Margolin (urodzony na początku XX stulecia w Pińsku znany żydowski filozof, pisarz i publicysta – red.). Według Margolina z  Pińska wywieziono wówczas jedno z najbogatszych archiwów książkowych regionu, liczące ok. 50 tys. woluminów. Choć w 1941 roku Moskwa deklarowała, że „ważne dla Białorusi” materiały, wrócą do republiki, nigdy do niego nie doszło. Po wojnie Muzeum Antyreligijne zostało rozwiązane, a jego zbiory przeniesiono do Leningradu.

Pierwsze konkretne ślady pińskich zbiorów pojawiły się dopiero w 2022 roku, gdy rosyjskie badaczki opublikowały opracowanie pergaminowych dokumentów z archiwum klasztoru franciszkanów. Wśród nich znalazły się m.in.: przywilej królowej Bony z 1556 roku, dokumenty fundacyjne z XVIII wieku, dokumenty królewskie oraz papieska bulla Klemensa XI.

Andrej Kaławur, badacz z Uniwersytetu Masaryka (Czechy), zwrócił się do Państwowego Muzeum Historii Religii w Petersburgu jako członek ICOM — Międzynarodowej Rady Muzeów, globalnej organizacji zrzeszającej specjalistów ds. muzealnictwa i ochrony dziedzictwa. Dzięki temu uzyskał oficjalną odpowiedź, że znaczna część księgozbioru i rękopisów rzeczywiście znajduje się w petersburskim muzeum, choć rozproszona po różnych działach i nigdy nieopracowana jako osobna kolekcja.

W dziale rzadkiej książki Muzeum Historii Religii w Petersburgu odnaleziono m.in. wydania z XVI–XVIII wieku, w tym dzieła średniowiecznego teologa i kaznodziei franciszkańskiego Bertranda de la Toura (wyd. 1501 r.), renesansowego autora i moralisty francuskiego Jeana Inassena (wyd. 1578 r.) czy francuskiego barokowego pisarza, mistrza satyry i parodii – Paula Scarrona (wyd. 1752 r.).

W dziale rękopisów tejże instytucji znajduje się ponad 50 dokumentów z Pińska, a pełna liczba obiektów wciąż jest ustalana. Jak podkreślają specjaliści odnalezione zbiory są dostępne do badań i częściowej digitalizacji.

Znadniemna.pl na podstawie Nashaniva.com, na zdjęciu: wydana w 1752 roku książka Paula Scarrona ze zbiorów pińskich franciszkanów, fot.: Nashaniva.com 

Jedna z najstarszych bibliotek dawnego pogranicza Rzeczypospolitej — księgozbiór franciszkanów z Pińska — została po 1939 roku wywieziona przez ZSRR. Dziś wiadomo, że jej rozproszone zbiory znajdują się w Petersburgu. Badacz białoruskiego pochodzenia Andrej Kaławur, członek ICOM (Międzynarodowej Rady Muzeów), uzyskał oficjalne potwierdzenie tego faktu

W prorządowych białoruskich mediach wciąż powraca teza tutejszego ministra edukacji Andreja Iwańca, zgodnie z którą młodzi Białorusini rzekomo coraz rzadziej wyjeżdżają na studia na Zachód. Choć nie istnieją żadne dane potwierdzające taki trend, propaganda konsekwentnie go podtrzymuje, a sam minister wzmacnia manipulację faktami poprzez nowe inicjatywy, takie jak projekt elitarnej uczelni opisany w proreżimowym portalu Tochka.by.

W artykule Tochka.by Iwaniec przedstawia plan stworzenia w Mińsku nowej uczelni przeznaczonej dla „najbardziej uzdolnionych Białorusinów”. Instytucja ta ma kształcić przyszłe elity państwowe, oferować interdyscyplinarne programy i – jak sugeruje minister – zatrzymywać młodych ludzi w kraju. Cała konstrukcja argumentacji opiera się na założeniu, że odpływ studentów na Zachód już maleje, a nowa uczelnia ma ten proces dodatkowo „ustabilizować”. To właśnie ta teza, często powtarzana w proreżimowych mediach, ma tworzyć wrażenie, że białoruski system szkolnictwa wyższego odzyskuje atrakcyjność.

Problem polega na tym, że dane z państw przyjmujących młodzież z Białorusi pokazują coś dokładnie odwrotnego. W Polsce liczba studentów z Białorusi od lat utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. W roku akademickim 2022/2023 studiowało tu około 12 tysięcy Białorusinów, a w 2023/2024 liczba ta wcale nie spadła – utrzymuje się na podobnym poziomie, a w niektórych miastach, takich jak Warszawa czy Lublin, nawet wzrosła. Nie ma żadnych sygnałów o załamaniu tego trendu.

Podobnie wygląda sytuacja na Litwie, która po 2020 roku – roku rozpoczęcia masowych prześladowań za poglądy polityczne – stała się jednym z głównych kierunków wyjazdów edukacyjnych dla młodych Białorusinów. W latach 2022–2024 litewskie uczelnie raportowały stabilnie ponad 3 tysiące studentów z Białorusi rocznie. To poziom kilkukrotnie wyższy niż przed 2020 rokiem, a żadne dane nie wskazują na spadek.

Również Czechy nie potwierdzają narracji Mińska. W 2023 roku studiowało tam około 1,5 tysiąca Białorusinów, co oznacza wzrost w porównaniu z rokiem 2021. Największy przyrost odnotowano na kierunkach technicznych i medycznych, które są szczególnie atrakcyjne dla młodych ludzi uciekających przed ograniczeniami edukacyjnymi w kraju pochodzenia.

Niemcy, jako jeden z największych systemów akademickich w Europie, także obserwują stabilny napływ studentów z Białorusi. W 2023 roku było ich tam około 2 tysięcy, co stanowi wzrost w porównaniu z rokiem 2021. Dane Deutscher Akademischer Austauschdienst (DAAD, czyli Niemieckiej Centrali Wymiany Akademickiej) oraz urzędów statystycznych wskazują, że Białorusini coraz częściej wybierają w Niemczech studia magisterskie i doktoranckie, co świadczy o długofalowej migracji edukacyjnej, a nie chwilowym trendzie.

W świetle tych danych widać wyraźnie, że narracja o „malejącym odpływie studentów” nie ma żadnego oparcia w rzeczywistości. Artykuł w Tochka.by natomiast, zamiast przedstawiać rzetelną analizę, wpisuje się w propagandowy schemat, w którym państwo rzekomo odzyskuje kontrolę nad młodzieżą, a nowa elitarna uczelnia ma być dowodem na atrakcyjność krajowego systemu szkolnictwa wyższego. Tymczasem statystyki z Polski, Litwy, Czech i Niemiec pokazują, że migracja edukacyjna z Białorusi po 2020 roku pozostaje wysoka, a w wielu przypadkach nawet rośnie.

Znadniemna.pl na podstawie: Tochka.by, DAAD.de, Eurostat , zdjęcie ilustracyjne, źródło: Shutterstock. com

W prorządowych białoruskich mediach wciąż powraca teza tutejszego ministra edukacji Andreja Iwańca, zgodnie z którą młodzi Białorusini rzekomo coraz rzadziej wyjeżdżają na studia na Zachód. Choć nie istnieją żadne dane potwierdzające taki trend, propaganda konsekwentnie go podtrzymuje, a sam minister wzmacnia manipulację faktami poprzez nowe

Dla jednych to tylko dzień poświęcenia świec, dla innych – cichy koniec Bożego Narodzenia. Tymczasem Święto Matki Bożej Gromnicznej skrywa bogactwo znaczeń, symboli i obrzędów, które przez stulecia kształtowały duchowość Europy Środkowo-Wschodniej. Także na ziemiach dzisiejszej Białorusi.

Światło, które wchodzi do świątyni

2 lutego Kościół katolicki obchodzi Święto Ofiarowania Pańskiego, upamiętniające moment, gdy Maryja i Józef przynoszą Jezusa do świątyni jerozolimskiej. To wtedy starzec Symeon nazywa Go „światłem na oświecenie pogan”. Właśnie ten obraz – światła zwyciężającego ciemność – stał się fundamentem całego święta.

W polskiej tradycji dzień ten zyskał ludową nazwę Matki Bożej Gromnicznej, choć sam tytuł nie występuje w oficjalnej liturgii. To przykład, jak teologia spotykała się z doświadczeniem codziennego życia – lękiem przed burzą, chorobą, zimą i śmiercią.

Gromnica – więcej niż świeca

Poświęcona tego dnia świeca, zwana gromnicą, była w domach czymś znacznie więcej niż sakramentalium. Zapalana przy łóżku konającego, podczas gwałtownych burz, w czasie pożarów czy epidemii, miała chronić dom i rodzinę. Wierzono, że płomień gromnicy odpędza złe moce i sprowadza Boże miłosierdzie.

Na wschodnich ziemiach dawnej Rzeczypospolitej utrwalił się motyw Matki Bożej idącej przez zasypane śniegi z zapaloną świecą, broniącej ludzi przed wilkami. Ten obraz – obecny w ikonografii i przekazach ludowych – czynił z Maryi opiekunkę pogranicza: między światłem a mrokiem, życiem a śmiercią, sacrum i codziennością.

Koniec kolęd i początek ciszy

Dawniej 2 lutego był symbolicznym zakończeniem okresu Bożego Narodzenia. Tego dnia zdejmowano choinki, odkładano szopki i po raz ostatni śpiewano kolędy. Dla wspólnot wiejskich był to moment przejścia – od radosnego świętowania ku surowemu rytmowi codzienności i oczekiwania na Wielki Post.

Dziś ten wymiar niemal całkowicie zanikł, podobnie jak świadomość, że gromnica była znakiem odpowiedzialności za wiarę, a nie tylko magiczną ochroną.

Matka Boża Gromniczna na Białorusi

Na Białorusi święto znane jest jako Święto Spotkania Pańskiego, obchodzone zarówno w Kościele katolickim, jak i – według kalendarza juliańskiego – w tradycji prawosławnej. W katolickich parafiach na Grodzieńszczyźnie czy Brasławszczyźnie do dziś święci się świece, często bardzo skromne, ale traktowane z ogromnym szacunkiem.

W białoruskiej tradycji ludowej dzień ten uznawano za moment spotkania zimy z wiosną. Obserwowano pogodę, wróżąc, jak długie będzie przedwiośnie. Zapalona świeca miała chronić gospodarstwo, ale też symbolizować nadzieję na nowe życie po długiej zimie. W niektórych regionach wierzono, że płomień gromnicy wskazuje, czy rok będzie urodzajny.

Zapomniane przesłanie

Współczesny świat często redukuje to święto do obrzędu. Tymczasem Matka Boża Gromniczna przypomina o odpowiedzialności za światło, które człowiek niesie dalej – w relacjach, wyborach i postawie wobec innych. To święto ciche, pozbawione fajerwerków, a przez to wyjątkowo aktualne.

Bo gromnica nie została dana po to, by stać w szufladzie. Jej sens spełnia się wtedy, gdy światło nie gaśnie – nawet wtedy, gdy wokół panuje najgłębsza noc.

Znadniemna.pl

Dla jednych to tylko dzień poświęcenia świec, dla innych – cichy koniec Bożego Narodzenia. Tymczasem Święto Matki Bożej Gromnicznej skrywa bogactwo znaczeń, symboli i obrzędów, które przez stulecia kształtowały duchowość Europy Środkowo-Wschodniej. Także na ziemiach dzisiejszej Białorusi. Światło, które wchodzi do świątyni 2 lutego Kościół katolicki obchodzi

Nowe regulacje wizowe, które miały uszczelnić system i ograniczyć nadużycia, w praktyce utrudniają dostęp do polskich uczelni wielu młodym obywatelom Białorusi, mimo że pozostają oni jedną z najliczniejszych grup studiujących w Polsce.

Minione miesiące przyniosły wyraźne zmiany w strukturze studentów zagranicznych. Jak poinformował wiceminister nauki Andrzej Szeptycki, w Polsce studiuje obecnie około 92 tys. obcokrajowców, co stanowi 7,5 proc. wszystkich studentów. Ogólna liczba cudzoziemców spadła nieznacznie, choć na uczelniach publicznych odnotowano wzrost. Wiceminister ocenił, że nowe przepisy wizowe „działają”, ponieważ ograniczają napływ osób, które nie przyjeżdżały z realnym zamiarem studiowania, a „trafia do nas więcej prawdziwych studentów, a mniej tych, co do których nasze służby konsularne mają wątpliwości”.

W przypadku studentów z Białorusi sytuacja wygląda jednak inaczej. Choć – jak wynika z danych przedstawionych przez rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Piotra Jedynaka – Białoruś pozostaje jedną z najliczniej reprezentowanych narodowości na UJ, dotyczy to przede wszystkim osób, które już studiują. Kandydaci starający się o wjazd do Polski po zmianach w prawie napotykają na rosnące trudności: dłuższe procedury wizowe, większą liczbę odmów, dodatkowe rozmowy w konsulatach oraz bardziej rygorystyczne wymogi, w tym obowiązek potwierdzenia znajomości języka na poziomie B2. W środowisku białoruskiej diaspory i wśród organizacji wspierających studentów mówi się o „efekcie ubocznym” uszczelniania systemu, który uderza także w osoby uciekające przed represjami lub szukające stabilnej edukacji w UE.

Warto przypomnieć, że w latach poprzedzających wprowadzenie nowych ograniczeń wizowych liczba studentów z Białorusi systematycznie rosła. Według danych z raportów „Studenci zagraniczni w Polsce” ich liczba zwiększyła się z około 6–7 tys. w połowie minionej dekady do ponad 11 tys. w latach 2021–2023, co czyniło ich drugą najliczniejszą grupą po studentach z Ukrainy. Wzrost ten był efektem zarówno bliskości kulturowej, jak i sytuacji politycznej w Białorusi po 2020 roku, która skłoniła wielu młodych ludzi do szukania bezpiecznego miejsca do studiowania.

Dodatkowym kontekstem jest fakt, że rok temu polscy politycy zapowiadali ułatwienia dla młodzieży polskiego pochodzenia z Białorusi, deklarując uproszczenie procedur, wsparcie stypendialne i szybszą ścieżkę wizową. W praktyce jednak nowe regulacje wizowe wprowadzone w 2025 roku nie tylko nie ułatwiły młodym Polakom z Białorusi przyjazdu, ale w wielu przypadkach go utrudniły, co środowiska Polaków mieszkających za wschodnią granicą Polski określają jako „rozminięcie się deklaracji z rzeczywistością”.

Nowe przepisy miały ograniczyć nadużycia, zwłaszcza w przypadku kandydatów z Azji i Afryki, jednak w praktyce objęły również młodych ludzi z państw sąsiednich. Wiceminister Szeptycki zwrócił uwagę na sygnały dotyczące powstawania prywatnych uczelni w Polsce, w strukturach właścicielskich których pojawia się kapitał rosyjski. Jak zaznaczył, na takich szkołach pojawiają się osoby, które „nie do końca są studentami”, co budzi obawy służb dotyczące nadużyć wizowych lub prób wykorzystania statusu studenta jako przykrywki do innych działań.

Tymczasem uczelnie publiczne deklarują, że chcą rozwijać umiędzynarodowienie w sposób jakościowy, nie tylko ilościowy. Jak podkreślają rektorzy, działania te są niezależne od problemów wskazanych przez wiceministra i dotyczą przede wszystkim podnoszenia standardów kształcenia oraz lepszej integracji studentów zagranicznych. W praktyce oznacza to większą selekcję kandydatów, rozwój programów anglojęzycznych oraz działania na rzecz nauczania kultury i języka polskiego. Dla obywateli Białorusi może to być zarówno szansa, jak i bariera – zwłaszcza gdy procedury wizowe stają się coraz bardziej wymagające.

Wiceminister Szeptycki zapowiedział, że priorytetem na najbliższe lata będzie ułatwienie przyjazdu do Polski osobom pochodzenia polskiego, w tym wielu młodym obywatelom Białorusi. Na razie jednak to właśnie oni należą do grupy, która najbardziej odczuwa skutki nowych regulacji, mimo że polskie uczelnie wciąż deklarują otwartość na studentów z sąsiednich krajów.

Znadniemna.pl na podstawie Naukawpolsce.pl

Nowe regulacje wizowe, które miały uszczelnić system i ograniczyć nadużycia, w praktyce utrudniają dostęp do polskich uczelni wielu młodym obywatelom Białorusi, mimo że pozostają oni jedną z najliczniejszych grup studiujących w Polsce. Minione miesiące przyniosły wyraźne zmiany w strukturze studentów zagranicznych. Jak poinformował wiceminister nauki Andrzej

Przejdź do treści