HomeStandard Blog Whole Post

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl, zablokowali także szefowi „GP” dostęp do tweetdecka – aplikacji do zarządzania Twitterem. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl – atak na powiązany z Telewizją Republiką serwis „Poland Daily” został dokonany z Rygi, stolicy Łotwy.

Rasa Jakilaitiene, rzeczniczka litewskiego ministra spraw zagranicznych, powiedziała, że fałszywa wiadomość została umieszczona na polskiej stronie internetowej.

Fałszywe wiadomości pojawiły się na Polanddaily.com. W zamieszczonym tam artykule znalazła się uwaga ministra Linkeviciusa, w której twierdził, że na Białoruś trzeba wysłać siły pokojowe – powiedziała rzeczniczka.

Rzeczniczka litwewskiego MSZ zwróciła uwagę, że dla podniesienia wiarygodności fake newsa w artykule pojawiała się także wzmianka na temat polskiego ministra spraw zagranicznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy wydało oświadczenie zaprzeczające fałszywym informacjom. Potwierdzono, że odpowiednie służby wszczęły już w tej sprawie dochodzenie.

Jest wysoce prawdopodobne, że trwa cyberatak informacyjny, który jest obecnie badany przez władze litewskie – czytamy w komunikacie.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stracił dostęp do konta (zmieniono hasło), na którym wstawiono odnośnik do artykułu zamieszczonego na portalu Znadniemna.pl, który prowadzi Związek Polaków na Białorusi. Ów artykuł to także cyberprowokacja. Dowiadujemy się z niego, że „Polska i Litwa wzywają NATO do wysłania wojsk na Białoruś”.

Podrobiony artykuł na portalu „Poland Daily” nosił tytuł „Polska i Litwa naciskają na wysłanie wojsk na Białoruś”. Napisany był w języku angielskim i podobnie jak publikacja wrzucona na Znadniemna.pl, dezinformował o rzekomych naciskach Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych na NATO. W tekście pojawiły się też nazwiska ministra spraw zagranicznych Polski Zbigniewa Rau oraz Swiatłany Cichanouskiej. Na zdjęciu głównym umieszczono szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa.

To nie pierwszy rosyjski atak na media związane ze „Strefą Wolnego Słowa”. Przypomnijmy: w maju 2020 r. portal Niezalezna.pl dwukrotnie padł ofiarą rosyjskich hakerów, którzy zmieniali treść naszych publikacji.

Na naszą stronę (a także na portale Telewizji Republika, Radia Szczecin, olsztyn24.pl oraz stronę gminy Orzysz, gdzie znajduje się garnizon) wstawiono artykuł pt. Amerykanie „chwalą” pobyt w Drawsku. „Jedyne czym mogą strzelić to gumki od majtek”

Gdy opublikowaliśmy informację o tym ataku, Rosjanie dokonali kolejnego włamania, zmieniając ją na „newsa”, że Niezalezna.pl przyznaje się do autorstwa wcześniejszego artykułu.

To nie koniec działań Moskwy przeciwko naszym mediom. Pod koniec maja na anglojęzycznym prorosyjskim portalu „The Duran” ukazał się „wywiad”, przeprowadzony rzekomo przez Katarzynę Gójską dla „Gazety Polskiej”. Rozmówcą wicenaczelnej tygodnika miał być amerykański generał broni Christopher G. Cavoli, dowódca sił amerykańskich w Europie. Nie trzeba chyba dodawać, że rozmowa, w której Cavoli twierdzi, że Polska i kraje bałtyckie są fatalnie zorganizowane pod względem militarnym, została w całości wymyślona.

Znadniemna.pl za niezalezna.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na

W nocy z 13 na 14 stycznia miasteczko Dawidgródek na Polesiu Brzeskim nie śpi. To czas, gdy ulice wypełniają się muzyką, śmiechem i dźwiękiem dzwonków, a do każdego domu może zapukać Koń z jeźdźcem – główny bohater unikalnego obrzędu „Koniki”, powstałego sto lat temu jeszcze w II Rzeczypospolitej. Nie jest to zwykłe kolędowanie, lecz prawdziwy ludowy karnawał, którego wiek ginie w mrokach dziejów.

Koliady po polesku

Koliady u Słowian od wieków symbolizowały początek nowego roku, odnowę świata i nadzieję na pomyślność. W różnych regionach Białorusi ukształtowały się własne tradycje kolędnicze, z których wiele uznanych jest dziś za niematerialne dziedzictwo kulturowe.

Jeśli we wsi Semieżewie w rejonie kopylskim w Szczodry Wieczór pojawiają się tzw. „Królowie kolędni” wpisani na listę UNESCO, to w Dawidgródku centralną postacią jest Konik – symbol siły, ruchu i życiowej energii.

Dlaczego właśnie koń?

Jednoznacznej odpowiedzi nie ma – istnieją jedynie legendy i przypuszczenia. Jedna z najpopularniejszych wersji wiąże się z rzemieślniczą przeszłością miasta. Dawidgródek słynął niegdyś z wyrobu walonków, a właśnie walonek, założony na koniec drąga, stał się pierwowzorem końskiej głowy.

Z czasem kostium ewoluował: tułów zaczęto tworzyć z dwóch połączonych koszy, całość przykrywano białym płótnem, z tyłu mocowano ogon, wewnątrz konstrukcji stawał jeździec, często ubrany w wojskowy mundur.

Według legendy pomysł takiego „konia” mógł przynieść do miasta żołnierz armii rosyjskiej, który niegdyś tu stacjonował.

Noc, w której miasto ożywa

Święto zaczyna się jeszcze za dnia. Grupy przebierańców – „koników” – formują się z przyjaciół, kolegów z klasy, rodzin. Wielu mieszkańców wraca specjalnie z Mińska, Brześcia czy innych miast, bo „Koniki” to coś więcej niż tradycja – to poczucie domu.

Wśród postaci można spotkać: Konia z jeźdźcem, Śmierć (wcale nie straszną), Cygankę, Anioła, Babę, Dziadka Mroza, Niedźwiedzia i inne postacie.

Kostiumy powstają własnoręcznie, często przez kilka tygodni – z prześcieradeł, butów, koszy, drutu, girland i ozdób.

Szczodrowanie od domu do domu

„Koniki” przemierzają ulice, wchodzą do domów, śpiewają, tańczą i składają życzenia zdrowia, zgody i dostatku. W zamian gospodarze: zapraszają ich do stołu, częstują domowymi potrawami i słodyczami, obdarowują pieniędzmi.

 

W Dawidgródku wierzy się, że dom, który odwiedzą „koniki”, będzie miał szczęśliwy i pomyślny rok. Dlatego gości się tu wyczekuje, a na stole często pojawia się co najmniej 13 potraw.

Tradycja silniejsza niż zakazy

Do lat 90. XX wieku obrzęd „Koniki” był objęty zakazami, jednak tradycja nie zanikła. Przetrwała dzięki mieszkańcom, którzy przekazywali ją w rodzinach z pokolenia na pokolenie. Dziś w pochodach biorą udział zarówno dzieci, jak i seniorzy – ci, którzy sami kolędowali jeszcze w szkolnych latach.

Kulminacja święta

Wieczorem wszystkie grupy zbierają się na centralnym placu Dawidgródka, przy pomniku księcia Dawida. Odbywa się tam: parada przebierańców, prezentacja najciekawszych i najbardziej pomysłowych kostiumów, występy zespołów folklorystycznych z Polesia i regionów sąsiednich, wielkie ludowe świętowanie trwające do późnej nocy.

Liczba uczestników i gości często przekracza 3 tysiące osób.

Dziedzictwo godne UNESCO

Wyjątkowość dawidgródzkich „Koników” polega nie tylko na samym kolędowaniu, lecz także na unikalnej technologii tworzenia głównej postaci, żywej ciągłości tradycji i zaangażowaniu całej społeczności miasta.

Obrzęd został już wpisany do Państwowego Rejestru Historyczno-Kulturowych Wartości Białorusi, a coraz częściej podkreśla się, że „Koniki” z Dawidgródka zasługują na wpis na Listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Dlaczego „Koniki” są dziś tak ważne

W świecie, w którym wiele tradycji zanika, „Koniki” pozostają: świętem wspólnoty, źródłem radości i optymizmu, żywym dowodem, że kultura ludowa może być jednocześnie autentyczna i współczesna.

To święto, na które czeka się cały rok, bo potrafi ogrzać nawet w największy mróz – śmiechem, pieśnią i poczuciem wspólnej duszy Polesia.

Waleria Brażuk/Znadniemna.pl/Fot.:sb.by

W nocy z 13 na 14 stycznia miasteczko Dawidgródek na Polesiu Brzeskim nie śpi. To czas, gdy ulice wypełniają się muzyką, śmiechem i dźwiękiem dzwonków, a do każdego domu może zapukać Koń z jeźdźcem – główny bohater unikalnego obrzędu „Koniki”, powstałego sto lat temu jeszcze

Nie przyjechali „za chlebem”, lecz za wolnością. Dziś – dobrze wykształceni, aktywni zawodowo i przedsiębiorczy – realnie wzmacniają polską gospodarkę i lokalne społeczności. Migranci z Białorusi, zmuszeni do ucieczki przed represjami, okazali się jedną z najbardziej pozytywnych zmian społecznych w Polsce ostatnich lat.

„Gdyby ktoś zapytał, kto w ostatnich latach najmocniej zmienił krajobraz społeczny Polski, odpowiedź mogłaby zaskoczyć… Nie chodzi o wielkie korporacje, nie o polityków, nie o medialne gwiazdy. Chodzi o ludzi, którzy często przyjeżdżali tu z jedną walizką, za to z ogromnym bagażem doświadczeń, ambicji i nadziei. Imigranci z Białorusi – grupa, która w 2025 roku stała się jednym z najciekawszych zjawisk społecznych w kraju” – napisał na Facebooku Paweł Mickiewicz, prezes białostockiej Fundacji OKNO NA WSCHÓD, pomagającej m.in. migrantom zza wschodniej granicy Polski z adaptacją w kraju, który dał im schronienie przed wojną (Ukraińcy), bądź represjami dyktatorskiego reżimu (Białorusini).

Do powyższych wniosków działacz z Białegostoku doszedł na podstawie osobistych doświadczeń, które znalazły potwierdzenie w raporcie pt. „Sytuacja życiowa i ekonomiczna imigrantów z Białorusi w Polsce w 2025 r. Raport z badania ankietowego”, który opublikował niedawno Narodowy Bank  Polski.

Z raportu wynika, iż imigranci z Białorusi –  są grupą, która w 2025 roku stała się jednym z najciekawszych i najbardziej dynamicznych zjawisk społecznych w Polsce.

To nie jest migracja, którą Polacy pamiętają z dawnych lat. Białorusinom, przy podjęciu decyzji o zmianie kraju zamieszkania nie chodzi bowiem o poszukiwanie lepszej pracy czy wyższych zarobków. Jest to migracja za bezpieczeństwem, wolnością i możliwością normalnego życia. Według badań Narodowego Banku Polskiego aż 56 procent Białorusinów przyjechało do Polski z powodu politycznych represji. Uciekali nie przed biedą, lecz przed strachem. Może właśnie dlatego tak mocno zakorzeniają w Polsce, która stała się dla nich czymś więcej niż miejscem pracy. Stała się przestrzenią swobodnego oddechu.

Statystyki pokazują, że przesiedleńcy z Białorusi to migracja wyjątkowa. 62 procent ma wyższe wykształcenie, a 63 procent świetnie mówi po polsku. To ludzie, którzy nie stoją na marginesie rynku pracy – przeciwnie, 87 procent pracuje, często w zawodach wymagających wysokich kwalifikacji. Najbardziej spektakularny jest udział branży IT: co szósty Białorusin pracuje w nowych technologiach, a wielu zakłada własne firmy. W czasach, gdy polskie przedsiębiorstwa narzekają na brak specjalistów, ta grupa dosłownie ratuje niektóre projekty i zespoły.

Ale nie tylko IT rośnie. W budownictwie, transporcie, administracji, edukacji – wszędzie tam Białorusini stają się widoczni i potrzebni. Co więcej, aż 14 procent prowadzi działalność gospodarczą, tworząc miejsca pracy i wnosząc do polskiej gospodarki świeżą energię oraz nowe pomysły.

Jeśli jest w Polsce region, który szczególnie odczuwa obecność Białorusinów, to jest nim Podlasie. Nie tylko dlatego, że graniczy z Białorusią. Podlasie od wieków było przestrzenią przenikania kultur, języków i religii. Tu nikt nie dziwi się, że ktoś mówi po białorusku. Tu nikt nie pyta, skąd jesteś. To naturalne, że właśnie ten region stał się społecznym i gospodarczym mostem między Polską a Białorusią – miejscem, gdzie nowi mieszkańcy czują się jak u siebie.

Najbardziej poruszające jest jednak to, że 67 procent Białorusinów deklaruje chęć pozostania w Polsce na stałe. To nie jest migracja chwilowa. To budowanie nowego życia, nowych rodzin, nowych firm i nowych planów. Polska – choć czasem nie bez potknięć – staje się miejscem, które daje im szansę. I to działa w dwie strony. Bo imigranci z Białorusi nie tylko korzystają z możliwości, ale też realnie wzmacniają polską gospodarkę, szczególnie w regionach takich jak Podlasie, które potrzebują nowych rąk do pracy i nowych idei.

W czasach, gdy wiele krajów zmaga się z kryzysem demograficznym, brakiem specjalistów i rosnącymi napięciami społecznymi, historia białoruskiej migracji do Polski jest czymś rzadkim: przykładem, że migracja może być nie tylko wyzwaniem, ale też ogromnym dobrodziejstwem. Dla tych, którzy musieli uciekać – i dla kraju, który ich przyjął.

Znadniemna.pl na podstawie  Facebook.com oraz nbp.plźródło ilustracji: onw.org.pl

Nie przyjechali „za chlebem”, lecz za wolnością. Dziś – dobrze wykształceni, aktywni zawodowo i przedsiębiorczy – realnie wzmacniają polską gospodarkę i lokalne społeczności. Migranci z Białorusi, zmuszeni do ucieczki przed represjami, okazali się jedną z najbardziej pozytywnych zmian społecznych w Polsce ostatnich lat. „Gdyby ktoś zapytał,

13 stycznia 2026 roku w Belwederze Prezydent RP Karol Nawrocki spotkał się ze Swietłaną Cichanowską oraz przedstawicielami białoruskiej diaspory mieszkającej w Polsce. Głowa państwa podkreśliła podczas wydarzenia, że Polska pozostaje wiernym sojusznikiem Białorusinów walczących o wolność i demokrację, a wsparcie dla nich ze strony Polski „na tej drodze nigdy nie ustanie”.

Spotkanie zgromadziło przedstawicieli białoruskiej opozycji, aktywistów, osoby represjonowane oraz członków diaspory, którzy w Polsce znaleźli schronienie przed prześladowaniami. W rozmowach dominowały tematy związane z represjami, losem więźniów politycznych oraz wspólnotą historyczną łączącą oba narody. Prezydent Karol Nawrocki, odnosząc się do sytuacji Białorusinów walczących o wolność, powiedział: „Białorusini są na długiej, wymagającej wielu poświęceń drodze do niepodległości; Polska ich w tej drodze nigdy nie zostawi.” Podkreślił również, że Polacy doskonale rozumieją cenę, jaką płaci się za wolność, ponieważ sami wielokrotnie musieli o nią walczyć. Zaznaczył, że solidarność z Białorusinami nie wynika z politycznej koniunktury, lecz z głębokiego poczucia wspólnoty losów i odpowiedzialności.

Swietłana Cichanowska, dziękując za wsparcie, zwróciła uwagę, że walka o wolność Białorusi to przede wszystkim walka o ludzi, którzy dziś płacą najwyższą cenę. Podkreśliła: „Dążymy do wyzwolenia więźniów politycznych, w tym naszego wspólnego bohatera – Andrzeja Poczobuta.” Zwróciła uwagę, że wielu uwolnionych więźniów przeszło tortury, także kobiety, a ich los pozostaje dla niej sprawą absolutnie priorytetową. Wskazała również, że wsparcie Polski ma dla białoruskiej opozycji znaczenie nie tylko polityczne, ale też moralne.

W trakcie spotkania omawiano aktualną sytuację na Białorusi, skalę represji wobec opozycji oraz możliwości dalszego wsparcia Białorusinów ze strony Polski. Prezydent zapewnił, że Polska będzie kontynuować działania na rzecz wolności i praw człowieka, a także wspierać białoruską diasporę, która nad Wisłą znalazła bezpieczne miejsce do życia i działania. Podkreślił, że Polska pozostaje konsekwentnym rzecznikiem sprawy białoruskiej na arenie międzynarodowej i będzie towarzyszyć Białorusinom tak długo, jak będzie to konieczne.

Spotkanie zakończyło się symbolicznym potwierdzeniem, że wolna i demokratyczna Białoruś pozostaje wspólnym celem, a solidarność między narodami polskim i białoruskim ma charakter trwały i głęboko zakorzeniony w historii.

Znadniemna.pl na podstawie Prezydent.pl/ Fot.: KPRP/Grzegorz Jakubowski 

13 stycznia 2026 roku w Belwederze Prezydent RP Karol Nawrocki spotkał się ze Swietłaną Cichanowską oraz przedstawicielami białoruskiej diaspory mieszkającej w Polsce. Głowa państwa podkreśliła podczas wydarzenia, że Polska pozostaje wiernym sojusznikiem Białorusinów walczących o wolność i demokrację, a wsparcie dla nich ze strony Polski

Sejm RP odrzucił w pierwszym czytaniu projekt ustawy przewidujący znaczące zaostrzenie warunków uzyskania polskiego obywatelstwa przez cudzoziemców. Tym samym nie potwierdziły się wcześniejsze obawy, o których informowaliśmy w analizie dotyczącej możliwych zmian w procedurach związanych z  uzyskaniem polskiego obywatelstwa.

Podczas głosowania w Sejmie 240 posłów poparło wniosek o odrzucenie projektu nowelizacji ustawy o obywatelstwie polskim, przygotowanego przez Prawo i Sprawiedliwość. Dokument zakładał m.in. wydłużenie wymaganego okresu nieprzerwanego pobytu w Polsce z trzech do dziesięciu lat oraz dodatkowe wymogi dotyczące stabilnego dochodu i ciągłego zamieszkania na terytorium RP.

Projekt został odrzucony już w pierwszym czytaniu, co oznacza zakończenie prac nad proponowanymi zmianami. W praktyce pozostają w mocy dotychczasowe, mniej restrykcyjne zasady ubiegania się o obywatelstwo.

Decyzja parlamentu rozwiewa obawy, o których pisaliśmy wcześniej w analizie dotyczącej możliwego zaostrzenia przepisów i utrudnienia drogi do polskiego obywatelstwa dla cudzoziemców. Wskazywaliśmy wówczas, że proponowane regulacje mogłyby znacząco wydłużyć i skomplikować proces naturalizacji. Ostatecznie jednak Sejm nie poparł tych zmian.

Znadniemna.pl na podstawie wPolityce.pl, fot.: Turysci.pl

Sejm RP odrzucił w pierwszym czytaniu projekt ustawy przewidujący znaczące zaostrzenie warunków uzyskania polskiego obywatelstwa przez cudzoziemców. Tym samym nie potwierdziły się wcześniejsze obawy, o których informowaliśmy w analizie dotyczącej możliwych zmian w procedurach związanych z  uzyskaniem polskiego obywatelstwa. Podczas głosowania w Sejmie 240 posłów poparło

W 185. rocznicę urodzin Ignacego Zdanowicza przypominamy postać młodego uczonego i konspiratora, który łączył pasję badawczą z odwagą działania. Syn wybitnego historyka, autor jednego z pierwszych opracowań o filomatach i filaretach, a zarazem jeden z kluczowych organizatorów powstania styczniowego w Wilnie. Jego życie – krótkie, intensywne i zakończone publiczną egzekucją na Placu Łukiskim – stało się symbolem pokolenia, które za wolność zapłaciło najwyższą cenę.

Ignacy Zdanowicz – w polsko‑litewsko‑białoruskim kręgu pamięci zapisywany także jako Ignat Zdanowicz – urodził się 13 stycznia 1841 roku w Wilnie. Dorastał w domu, w którym historia była codziennością: jego ojciec, Aleksander Zdanowicz, należał do najważniejszych badaczy dziejów i kultury ziem dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. To rodzinne zaplecze ukształtowało w nim zarówno wrażliwość na tradycję, jak i potrzebę dokumentowania przeszłości.

Po ukończeniu Wileńskiego Gimnazjum rozpoczął studia na Uniwersytecie Petersburskim (1858–1862), gdzie uzyskał tytuł kandydata nauk matematycznych (polski odpowiednik – doktor nauk – red.). Następnie kontynuował naukę na Uniwersytecie Berlińskim, poszerzając horyzonty naukowe i nawiązując kontakty z europejskimi środowiskami intelektualnymi. Równolegle prowadził badania nad historią tajnych młodzieżowych wileńskich organizacji studenckich – filomatów i filaretów. Owocem tych badań była wydana w Paryżu w 1860 roku broszura pt. Wspomnienie o filomatach i filaretach, będąca jedną z pierwszych prób ocalenia pamięci o tych środowiskach.

W lutym 1863 roku Zdanowicz powrócił do Wilna i natychmiast włączył się w działalność konspiracyjną. W strukturach powstańczych pełnił funkcję kasjera organizacji, odpowiadając za finanse i logistykę. Od sierpnia 1863 roku został powstańczym naczelnikiem Wilna, co czyniło go jedną z najważniejszych postaci miejskiej sieci Rządu Narodowego. Jego praca – choć trwająca zaledwie kilka miesięcy – miała kluczowe znaczenie dla funkcjonowania powstańczej administracji.

Aresztowany przez władze carskie 26 września 1863 roku, został skazany na śmierć i publicznie powieszony na Placu Łukiskim. Egzekucja Zdanowicza, podobnie jak śmierć wielu innych uczestników zrywu, stała się symbolem bezwzględnych represji po upadku powstania styczniowego.

Jego postać przetrwała w pamięci zbiorowej. Klasyk białoruskiej literatury Maksim Tank poświęcił mu rozdział IV – „Śnieg na szubienicach i na twarzy” – w poemacie pt. Kalinowski, wpisując tym samym los Zdanowicza w szeroki pejzaż ofiar i bohaterów 1863 roku.

Dziś, w 185. rocznicę urodzin Ignacego Zdanowicza, warto pamiętać, iż pozostaje on jedną z tych postaci, które łączą tradycje polskie, litewskie i białoruskie, a jego tragiczny los przypomina o cenie, jaką młoda inteligencja zapłaciła za marzenie o wolności.

 Opr. Adolf Gorzkowski/Znadniemna.pl, na zdjęciu: Ignacy Zdanowicz, fot.: Wikipedia (domena publiczna)

W 185. rocznicę urodzin Ignacego Zdanowicza przypominamy postać młodego uczonego i konspiratora, który łączył pasję badawczą z odwagą działania. Syn wybitnego historyka, autor jednego z pierwszych opracowań o filomatach i filaretach, a zarazem jeden z kluczowych organizatorów powstania styczniowego w Wilnie. Jego życie – krótkie,

Blisko setka członków, sympatyków i darczyńców Motocyklowego Stowarzyszenia Pomocy Polakom za Granicą Wschód–Zachód spotkała się 10 stycznia 2026 roku w Hotelu Reśliński pod Poznaniem, by wspólnie świętować, pomagać i planować kolejne działania na rzecz Rodaków żyjących poza granicami kraju. Bal po raz kolejny udowodnił, że motocyklowa solidarność potrafi przekraczać granice i realnie zmieniać ludzkie życie.

XVI Bal Charytatywny Stowarzyszenia Wschód–Zachód im. Rotmistrza Witolda Pileckiego zgromadził niemal 100 osób – motocyklistów, przyjaciół organizacji oraz darczyńców, którzy od lat wspierają Polaków mieszkających na Wschodzie, szczególnie tych brutalnie represjonowanych na Białorusi. Atmosfera wydarzenia łączyła elegancję z poczuciem wspólnoty i odpowiedzialności za tych, którzy wciąż walczą o prawo do polskiej tożsamości.

Prezes Stowarzyszenia, Rafał Lusina, otwierając bal, podsumował intensywny rok 2025. Wśród działań znalazły się m.in. . rajdy motocyklowe – w tym wyprawa do Iranu, gdzie odwiedzono miejsca polskiej pamięci – pomoc materialna dla potrzebujących oraz organizacja letnich kolonii dla młodzieży ze Wschodu. Zaprezentował również ambitne plany na rok 2026, obejmujące rajd do Maroka, program stypendialny dla studentów oraz kolejne edycje kolonii letnich.

Jednym z najbardziej poruszających momentów wieczoru było wystąpienie Anny Paniszewej, byłej politycznej więźniarki reżimu Łukaszenki i dyrektorki Polskiej Harcerskiej Szkoły Społecznej im. Romualda Traugutta w Brześciu. Podkreśliła, jak ogromne znaczenie ma wieloletnie wsparcie motocyklistów dla polskiej szkoły, która w warunkach systemowych represji stała się bastionem polskości. W sytuacji, gdy władze białoruskie uniemożliwiają nauczanie w języku polskim, letnie pobyty młodzieży w Wielkopolsce są dla uczniów jedyną szansą na kontakt z polską kulturą, językiem i rówieśnikami.

Swoją wdzięczność wyraziła również Helena Holubiewa, katechetka z Brześcia, która wraz z siedmioosobową rodziną znalazła schronienie w Poznaniu po likwidacji w Brześciu katolickiej szkoły sobotnio-niedzielnej. Jej słowa, pełne emocji i ulgi, przypomniały uczestnikom balu, że za każdym projektem pomocowym stoją konkretne ludzkie historie.

Goście bawili się przy muzyce DJ Maybeen, a taniec i rozmowy przeplatały się z refleksją nad kolejnymi inicjatywami, które mogłyby wesprzeć młodych Polaków na Wschodzie. Wspólne plany, pomysły i deklaracje zaangażowania potwierdziły, że solidarność motocyklistów to nie tylko pasja do jazdy, lecz przede wszystkim konsekwentna, realna pomoc.

XVI Bal Charytatywny Wschód–Zachód po raz kolejny pokazał, że tworzone przez stowarzyszenie więzi są jak most, który łączy ludzi, miejsca i wartości, niezależnie od granic i politycznych zawirowań.

Znadniemna.pl na podstawie Facebook.com/motocyklowe.stowarzyszenie, fot.: facebook.com

Blisko setka członków, sympatyków i darczyńców Motocyklowego Stowarzyszenia Pomocy Polakom za Granicą Wschód–Zachód spotkała się 10 stycznia 2026 roku w Hotelu Reśliński pod Poznaniem, by wspólnie świętować, pomagać i planować kolejne działania na rzecz Rodaków żyjących poza granicami kraju. Bal po raz kolejny udowodnił, że

Portal Katolik.life, powołując się na informacje od wiernych, ujawnił pierwsze szczegóły dotyczące sytuacji dwóch katolickich duchownych, uwolnionych z białoruskiego więzienia i wywiezionych do Watykanu w listopadzie ubiegłego roku. Ks. Henryk Okołotowicz i o. Andrzej Juchniewicz, bo o nich mowa, przebywają w jednym z rzymskich klasztorów i – zgodnie z obietnicą złożoną w Watykanie – przez rok nie mogą publicznie zabierać głosu. Nie wiadomo jednak, kto postawił warunek takiego milczenia.

Z relacji wiernych opublikowanych przez Katolik.life wynika, że obaj księża zostali umieszczeni w jednym z klasztorów w Rzymie, gdzie mieszkają od momentu przewiezienia ich z Białorusi. Mają zapewnione pełne utrzymanie, opiekę medyczną i potrzebne leki, ponieważ przechodzą badania i dochodzą do siebie po długim okresie uwięzienia. Nie mają dostępu do telefonów ani innych środków komunikacji, co tłumaczy ich milczenie i brak kontaktu z wiernymi.

Potwierdzono również, że duchowni złożyli w Watykanie obietnicę milczenia: przez co najmniej rok od uwolnienia nie będą udzielać żadnych wypowiedzi, publikować treści ani uczestniczyć w działalności publicznej. Nie wiadomo, kto był inicjatorem tego warunku.

Według przekazów wiernych księża regularnie uczestniczą w nabożeństwach i Mszach świętych, modlą się i stopniowo wracają do zdrowia. Jednocześnie bardzo tęsknią za Białorusią, ale termin ich ewentualnego powrotu do kraju pozostaje nieznany.

Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life, fot.: Katolik.life

Portal Katolik.life, powołując się na informacje od wiernych, ujawnił pierwsze szczegóły dotyczące sytuacji dwóch katolickich duchownych, uwolnionych z białoruskiego więzienia i wywiezionych do Watykanu w listopadzie ubiegłego roku. Ks. Henryk Okołotowicz i o. Andrzej Juchniewicz, bo o nich mowa, przebywają w jednym z rzymskich klasztorów

13 stycznia przypada rocznica śmierci Jana Chruckiego (1810–1885) – malarza, którego obrazy do dziś przyciągają precyzją, spokojem i niezwykłą umiejętnością opowiadania o świecie bez patosu. Akademik petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych, twórca wybitnych martwych natur i portretów, a zarazem artysta głęboko związany z Wilnem i ziemiami dzisiejszej Białorusi. Jego dorobek należy do wspólnego dziedzictwa Europy Środkowo-Wschodniej – polskiego, białoruskiego i rosyjskiego kręgu kulturowego.

Artysta z pogranicza kultur

Jan Chrucki urodził się 8 lutego 1810 roku w Ulle na Witebszczyźnie (według części źródeł – w Połocku), w rodzinie szlacheckiej o tradycjach greckokatolickich. Ojciec, Tomasz, był duchownym unickim, represjonowanym przez władze carskie za obronę unii – fakt, który wpisuje biografię artysty w dramatyczną historię XIX-wiecznych ziem litewsko-białoruskich.

Edukację rozpoczął w szkole pijarów w Połocku, gdzie poznał podstawy rysunku i malarstwa. Już wtedy ujawniał się jego talent do obserwacji natury i zamiłowanie do szczegółu – cechy, które z czasem staną się znakiem rozpoznawczym jego twórczości.

Petersburg – szkoła rzemiosła i sukcesu

W 1827 roku Chrucki trafił do Petersburga – jednego z najważniejszych centrów artystycznych Imperium Rosyjskiego. Studiował w Cesarskiej Akademii Sztuk Pięknych, początkowo jako wolny słuchacz, a następnie jako regularny student. Kształcił się pod okiem najwybitniejszych mistrzów epoki, m.in. Karła Briullowa, Fiodora Bruniego i Maksyma Worobjowa, a równolegle kopiował dzieła dawnych mistrzów w Ermitażu, szczególnie martwe natury niderlandzkie XVII wieku.

Jan Chrucki. Owoce i ptaszek, 1833 rok. Fot.: ru.wikipedia.org

To właśnie w Petersburgu powstały jego najsłynniejsze obrazy wczesnego okresu. Martwe natury Kwiaty i owoce oraz Staruszka robiąca na drutach przyniosły mu srebrny i dwa złote medale Akademii, a w 1839 roku – tytuł akademika. Krytycy i historycy sztuki podkreślają, że Chrucki osiągnął mistrzostwo w „szlachetnej prostocie kompozycji, precyzji faktury i żywej, lecz niekrzykliwej kolorystyce”. Jego obrazy cieszyły się ogromną popularnością wśród mieszczaństwa i elit, co zapewniło mu stabilną pozycję artystyczną.

Jan Chrucki. Staruszka robiąca na drutach, 1838 rok. Fot.:ru.wikipedia.org

Wilno i Zaharnicze

Majątek Zacharnicze, 1910 rok. Fot.: wikipedia.org

Po śmierci ojca Chrucki opuścił Petersburg i związał się z Wilnem oraz Połocczyzną. W 1844 roku kupił majątek Zacharnicze w powiecie połockim, gdzie rok później osiadł na stałe. Ten etap przyniósł istotną zmianę w jego twórczości: obok martwych natur coraz częściej pojawiały się portrety i sceny wnętrzarskie.

Jan Chrucki. Portret Michała Józefa Römera (1778-1853) marszałka szlachty wileńskiej

Jan Chrucki. Portret rodzinny, 1854 rok. Fot.: meisterdrucke.pl

Jan Chrucki. Martwa natura z kwiatami i owocami,1839 rok. Fot.: meisterdrucke.pl

Powstały wówczas m.in. Portret Ilji I. Głazunowa, Portret Mikołaja Malinowskiego, Portret Michała Józefa Römera, a także Portret rodziny. Szczególne miejsce zajmują obrazy wnętrz – W pokoju oraz W pokojach dworu w Zacharniczach – kameralne, nastrojowe, skupione na codzienności ziemiańskiego życia. Historycy sztuki wskazują, że po opuszczeniu Petersburga malarstwo Chruckiego zaczęło wykazywać cechy późnoromantycznego realizmu: mniej akademickiej dekoracyjności, więcej obserwacji życia i psychologii postaci.

Malarz Wilna i ziem białoruskich

Jan Chrucki. Portret Adama Mickiewicza. Fot.: meisterdrucke.pl

Jan Chrucki. Metropolita Józef Siemaszko w swoim gabinecie. Fot.: meisterdrucke.pl

Chrucki był również cenionym twórcą sztuki sakralnej. Dla unickiego metropolity Józefa Siemaszki wykonał ikony m.in. do soboru św. Aleksandra Newskiego w Kownie oraz cerkwi św. Józefa Oblubieńca w Trynopolu pod Wilnem. Malował widoki Wilna i jego okolic, wnętrza świątyń i dworów, tworząc wizualny zapis świata, który wkrótce miał bezpowrotnie się zmienić.

Jan Chrucki. Madonna z Dzieciątkiem. Fot.: meisterdrucke.pl

Jego twórczość z tego okresu bywa dziś interpretowana jako świadectwo kultury pogranicza – świata, w którym przenikały się tradycje polskie, białoruskie i litewskie, a artysta pełnił rolę uważnego obserwatora, nie ideologa.

Rodzina, śmierć i pamięć

Znaczek pocztowy ZSRR. Jan Chrucki. Portret żony z kwiatami i owocami, 1838 rok. Fot.: wikipedia.org

Jan Chrucki. Dzieci przeglądające książkę z obrazkami. Fot.: meisterdrucke.pl

W 1845 roku Chrucki ożenił się z Anną Odrowąż Bębnowską, córką kapitana z czasów insurekcji kościuszkowskiej. Miał z nią dwoje dzieci.

Rodzinny grobowiec Chruckich w Zacharniczach. Fot.: wikipedia.org

Zmarł 13 stycznia 1885 roku w Zaharniczach i został pochowany na rodzinnej nekropolii.

Jan Chrucki. Chłopiec w słomkowym kapeluszu, 1830 rok. Fot.: meisterdrucke.pl

Jan Chrucki. Portret nieznanej kobiety w białej sukni, 1850 rok. Fot.: wikipedia.org

Dziś jego obrazy znajdują się w najważniejszych muzeach regionu: w Państwowym Muzeum Rosyjskim w Petersburgu, muzeach Białorusi i Ukrainy oraz w Muzeum Narodowym w Warszawie. Współczesna Białoruś szczególnie mocno upamiętnia artystę – fragment Portretu nieznanej kobiety z owocami znalazł się na białoruskim banknocie o nominale 1 000 000 rubli białoruskich sprzed denominacji 2000 roku, a rok 2010 ogłoszono na Białorusi Rokiem Jana Chruckiego.

Jan Chrucki. Pejzaż nadmorski z rybakami i żaglowcami, 1832 rok

Dziedzictwo spokojnej uważności

Jan Chrucki nie był rewolucjonistą formy. Jego siłą była uważność: zdolność dostrzegania piękna w prostych przedmiotach i ludzkich twarzach. W epoce wielkich manifestów i gwałtownych przemian stworzył malarstwo ciszy i skupienia. W rocznicę jego śmierci warto przypomnieć sobie tego „naszego krajana” – artystę, który potrafił opowiedzieć historię całego regionu jednym bukietem kwiatów i jednym, dobrze uchwyconym spojrzeniem.

Opr. Waleria Brażuk/Znadniemna.pl/Na zdjęciu: Jan Chrucki, Autoportret,wikipedia.org

13 stycznia przypada rocznica śmierci Jana Chruckiego (1810–1885) – malarza, którego obrazy do dziś przyciągają precyzją, spokojem i niezwykłą umiejętnością opowiadania o świecie bez patosu. Akademik petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych, twórca wybitnych martwych natur i portretów, a zarazem artysta głęboko związany z Wilnem i ziemiami

12 stycznia na portalu Wirtualna Polska ukazał się poruszający wywiad ze Stanisławem Poczobutem – ojcem Andrzeja Poczobuta, dziennikarza i działacza polskiej mniejszości narodowej na Białorusi, od ponad czterech lat więzionego przez reżim Łukaszenki. To rozmowa o codziennym życiu rodziny, która trwa w niepewności, o miłości wyrażanej w drobnych kłamstwach i o nadziei, której nie zdołały zniszczyć kolejne rozczarowania.

Stanisław Poczobut mówi wprost: życie rodziny od lat toczy się w rytmie listów z kolonii karnej. Każdy z nich jest jednocześnie ulgą i ciężarem. Ojciec przyznaje, że on i syn „trochę się okłamują” – Andrzej pisze, że ma się dobrze, rodzice odpowiadają, że są spokojni i zdrowi. Wszyscy wiedzą, że to nie do końca prawda, ale w tych drobnych zafałszowaniach kryje się coś głębszego: próba ochrony siebie nawzajem przed bólem, którego nie da się wypowiedzieć wprost.

Szczególnie trudnym momentem dla rodziców Andrzeja Poczobuta była grudniowa lista więźniów politycznych, wypuszczonych przez białoruskiego dyktatora i deportowanych za granicę – na Ukrainę i na Litwę. Wśród 123 osób, które opuściły  w grudniu białoruskie więzienia, znalazły się znane postaci opozycji – od Alesia Bialackiego po Marię Kalesnikową – ale nie było tam Andrzeja Poczobuta. Rodzina przyjęła tę wiadomość z bólem, choć – jak podkreśla ojciec – nie pozwala sobie na utratę nadziei.

W słowach Stanisława Poczobuta pobrzmiewa duma z syna, który pozostał wierny swoim zasadom, ale też bezsilność wobec braku informacji o jego stanie zdrowia i warunkach, w jakich przebywa. Mimo to rodzina trwa – w modlitwie, w czekaniu, w przekonaniu, że przyzwoitość i prawda mają sens nawet wtedy, gdy świat zdaje się temu przeczyć.

Stanisław Poczobut odnosi się również do wyróżnień, które ostatnio przyznano Andrzejowi – zarówno Orderu Orła Białego, jak i Nagrody Sacharowa. Mówi o nich z mieszaniną wzruszenia i bólu. Z jednej strony jest to potwierdzenie, że świat widzi w jego synu człowieka zasad, który nie ugiął się pod presją autorytarnego państwa. Z drugiej – każde takie odznaczenie ma dla rodziny gorzki smak, bo Andrzej nie może go odebrać, nie może nawet w pełni dowiedzieć się o nim w normalnych warunkach. Ojciec podkreśla jednak, że te gesty mają ogromne znaczenie moralne i dają rodzinie poczucie, że sprawa syna nie została zapomniana.

Ważnym elementem rozmowy są także informacje przekazywane przez Andżelikę Borys, jedną z nielicznych osób, które widziały Andrzeja w kolonii karnej. Stanisław Poczobut mówi o jej relacjach z wdzięcznością i ulgą. Z jej słów wynika, że Andrzej dobrze trzyma się psychicznie, jest spokojny, pogodny, nie skarży się i nie prosi o nic dla siebie. Dla rodziny, która od miesięcy nie ma z nim bezpośredniego kontaktu, te krótkie sygnały są bezcenne – pozwalają bowiem wierzyć, że Andrzej zachował siłę i godność mimo prób złamania go przez system.

Pełny wywiad ze Stanisławem Poczobutem można przeczytać w serwisie Wirtualna Polska „Stanisław Poczobut: Trochę się z synem okłamujemy, ale robimy to z miłości”.

 Znadniemna.pl za wiadomości.wp.pl, źródło kolażu przedstawiającego Andrzeja Poczobuta i jego tatę: Wirtualna Polska

12 stycznia na portalu Wirtualna Polska ukazał się poruszający wywiad ze Stanisławem Poczobutem – ojcem Andrzeja Poczobuta, dziennikarza i działacza polskiej mniejszości narodowej na Białorusi, od ponad czterech lat więzionego przez reżim Łukaszenki. To rozmowa o codziennym życiu rodziny, która trwa w niepewności, o miłości

Od dziś, 12 stycznia, do 14 stycznia osoby z Białorusi, Ukrainy i Rosji, a także osoby posiadające w tych krajach status tzw. bezpaństwowca, mogą rejestrować się w Podlaskim Urzędzie Wojewódzkim w Białymstoku w celu ubiegania się o Kartę Polaka. Informację przekazał Polskiej Agencji Prasowej urząd wojewódzki.

Rejestracja wyłącznie drogą elektroniczną

Zgłoszenia przyjmowane są wyłącznie w formie elektronicznej, zgodnie ze szczegółową instrukcją zamieszczoną na stronie internetowej urzędu. Dopiero po dokonaniu rejestracji urząd kontaktuje się z zainteresowanymi w celu ustalenia terminu osobistej wizyty. Bez bezpośredniego stawiennictwa w urzędzie uzyskanie Karty Polaka nie jest możliwe. Wizyty mają się rozpocząć w marcu. Wcześniej pisaliśmy o szczególach rejestracji.

Gdzie można złożyć wniosek

W 2022 roku Podlaski Urząd Wojewódzki był jedynym urzędem wojewódzkim w Polsce – obok placówek dyplomatycznych – który wydawał Karty Polaka. Obecnie wnioski można składać w każdym urzędzie wojewódzkim w kraju. Jak podkreśliła rzeczniczka wojewody podlaskiego Inga Januszko-Manaches, urząd w Białymstoku pozostaje jednym z najbardziej obciążonych, co wynika z przygranicznego położenia regionu.

Kto może otrzymać Kartę Polaka

Karta Polaka jest dokumentem potwierdzającym przynależność do narodu polskiego. Podczas wizyty w urzędzie osoba ubiegająca się o kartę musi m.in. przedstawić informacje dotyczące swoich polskich korzeni oraz złożyć deklarację przynależności do narodu polskiego. W trakcie procedury można przedłożyć dokumenty potwierdzające znajomość języka polskiego, np. certyfikat wydany przez Państwową Komisję do spraw Poświadczania Znajomości Języka Polskiego jako Obcego. Rzeczniczka wojewody zaznaczyła, że spełnienie formalnych warunków nie oznacza automatycznego przyznania karty – każdy wniosek rozpatrywany jest indywidualnie.

Jakie prawa daje Karta Polaka

Posiadacze Karty Polaka mogą korzystać z szeregu uprawnień. Należą do nich m.in. prawo do bezpłatnej rocznej wizy krajowej, możliwość osiedlenia się w Polsce poprzez uzyskanie karty stałego pobytu, a po roku – ubiegania się o obywatelstwo polskie. Karta umożliwia także podejmowanie pracy na takich samych zasadach jak obywatele polscy, naukę w polskich szkołach i na uczelniach wyższych oraz korzystanie z ułatwień w dostępie do stypendiów. Dodatkowo przysługują ulgi na przejazdy kolejowe, bezpłatny wstęp do państwowych muzeów oraz nieodpłatna opieka medyczna w nagłych przypadkach.

Statystyki z Podlasia

W 2025 roku Podlaski Urząd Wojewódzki wydał łącznie 1 393 Karty Polaka, w tym 1 334 osobom z Białorusi, 50 z Ukrainy i 9 z Rosji. Od połowy lipca do końca 2025 roku przyjmowanie wniosków było czasowo wstrzymane z powodu remontu sali obsługi cudzoziemców. Rok wcześniej, w 2024 roku, wydano ponad 3,3 tys. kart osobom z Białorusi, 56 z Ukrainy i 20 z Rosji.

Znadniemna.pl/PAP/Fot.: commons.wikia

Od dziś, 12 stycznia, do 14 stycznia osoby z Białorusi, Ukrainy i Rosji, a także osoby posiadające w tych krajach status tzw. bezpaństwowca, mogą rejestrować się w Podlaskim Urzędzie Wojewódzkim w Białymstoku w celu ubiegania się o Kartę Polaka. Informację przekazał Polskiej Agencji Prasowej urząd

Przejdź do treści