HomeStandard Blog Whole Post

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl, zablokowali także szefowi „GP” dostęp do tweetdecka – aplikacji do zarządzania Twitterem. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl – atak na powiązany z Telewizją Republiką serwis „Poland Daily” został dokonany z Rygi, stolicy Łotwy.

Rasa Jakilaitiene, rzeczniczka litewskiego ministra spraw zagranicznych, powiedziała, że fałszywa wiadomość została umieszczona na polskiej stronie internetowej.

Fałszywe wiadomości pojawiły się na Polanddaily.com. W zamieszczonym tam artykule znalazła się uwaga ministra Linkeviciusa, w której twierdził, że na Białoruś trzeba wysłać siły pokojowe – powiedziała rzeczniczka.

Rzeczniczka litwewskiego MSZ zwróciła uwagę, że dla podniesienia wiarygodności fake newsa w artykule pojawiała się także wzmianka na temat polskiego ministra spraw zagranicznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy wydało oświadczenie zaprzeczające fałszywym informacjom. Potwierdzono, że odpowiednie służby wszczęły już w tej sprawie dochodzenie.

Jest wysoce prawdopodobne, że trwa cyberatak informacyjny, który jest obecnie badany przez władze litewskie – czytamy w komunikacie.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stracił dostęp do konta (zmieniono hasło), na którym wstawiono odnośnik do artykułu zamieszczonego na portalu Znadniemna.pl, który prowadzi Związek Polaków na Białorusi. Ów artykuł to także cyberprowokacja. Dowiadujemy się z niego, że „Polska i Litwa wzywają NATO do wysłania wojsk na Białoruś”.

Podrobiony artykuł na portalu „Poland Daily” nosił tytuł „Polska i Litwa naciskają na wysłanie wojsk na Białoruś”. Napisany był w języku angielskim i podobnie jak publikacja wrzucona na Znadniemna.pl, dezinformował o rzekomych naciskach Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych na NATO. W tekście pojawiły się też nazwiska ministra spraw zagranicznych Polski Zbigniewa Rau oraz Swiatłany Cichanouskiej. Na zdjęciu głównym umieszczono szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa.

To nie pierwszy rosyjski atak na media związane ze „Strefą Wolnego Słowa”. Przypomnijmy: w maju 2020 r. portal Niezalezna.pl dwukrotnie padł ofiarą rosyjskich hakerów, którzy zmieniali treść naszych publikacji.

Na naszą stronę (a także na portale Telewizji Republika, Radia Szczecin, olsztyn24.pl oraz stronę gminy Orzysz, gdzie znajduje się garnizon) wstawiono artykuł pt. Amerykanie „chwalą” pobyt w Drawsku. „Jedyne czym mogą strzelić to gumki od majtek”

Gdy opublikowaliśmy informację o tym ataku, Rosjanie dokonali kolejnego włamania, zmieniając ją na „newsa”, że Niezalezna.pl przyznaje się do autorstwa wcześniejszego artykułu.

To nie koniec działań Moskwy przeciwko naszym mediom. Pod koniec maja na anglojęzycznym prorosyjskim portalu „The Duran” ukazał się „wywiad”, przeprowadzony rzekomo przez Katarzynę Gójską dla „Gazety Polskiej”. Rozmówcą wicenaczelnej tygodnika miał być amerykański generał broni Christopher G. Cavoli, dowódca sił amerykańskich w Europie. Nie trzeba chyba dodawać, że rozmowa, w której Cavoli twierdzi, że Polska i kraje bałtyckie są fatalnie zorganizowane pod względem militarnym, została w całości wymyślona.

Znadniemna.pl za niezalezna.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na

W dniach 16–19 sierpnia 2025 roku malowniczy Tykocin stał się sercem kultury kresowej, goszcząc kolejną edycję festiwalu „Kresy Bezkresy” – wydarzenia, które od lat przyciąga miłośników historii, sztuki i dialogu międzykulturowego.

Tegoroczna odsłona festiwalu odbyła się pod hasłem „Grodno i Grodzieńszczyzna – pamięć, tożsamość, dziedzictwo”, skupiając się na bogatej historii regionu, który przez wieki był tyglem narodów i kultur. W programie znalazły się pokazy filmowe, koncerty muzyki kresowej, spektakle teatralne, a także spotkania z wybitnymi twórcami i historykami.

 – Nasz festiwal był pomyślany jako impreza, której właściwie nie było po ’89 roku – powiedział białostockiemu Kurierowi Porannemu Adam Radziszewski, dyrektor festiwalu. – Owszem są różne imprezy dotyczące Kresów, jak konkursy recytatorskie, imprezy folklorystyczne, sportowe, czy polonijne. Jednak takiej, która obejmowałaby równocześnie tematykę filmową, literacką, teatralną, muzyczną i inne – nie spotkałem.

Wśród gości specjalnych tegorocznej edycji festiwalu pojawili się m.in. wybitny polski pianista i kompozytor, urodzony grodnianin Jerzy Maksymiuk, który zaprezentował autorską opowieść muzyczną o Kresach oraz scenarzysta i reżyser filmowy Radosław Piwowarski, który zaprezentował film pt. „Pani od polskiego”.

Dużo miejsca w programie festiwalu zajęły tematy związane z postaciami historycznymi związanymi z Grodnem, Grodzieńszczyzną i szeroko pojętymi ziemiami Rzeczypospolitej Obojga Narodów, leżącymi na terenie współczesnej Białorusi. Wśród takich postaci nie mogło zabraknąć króla Stefana Batorego, któremu było poświęcone osobne spotkanie i wyświetlono  fabularyzowany dokument pt. „Jan Matejko. Batory pod Pskowem” w reżyserii Marka Brodzkiego.

Tematami kolejnych prezentacji stali się: Stanisław August Poniatowski i Konstytucja Trzeciego Maja, Tadeusz Reytan, Tadeusz Kościuszko, Adam Mickiewicz, Eliza Orzeszkowa i inni.

Oprócz paneli historycznych, spotkań autorskich i projekcji filmowych w programie festiwalu znalazły się również koncerty, spektakle, debaty, prelekcje i kino nocne. Ponadto publiczność miała okazję wybrać się na spacery tematyczne po malowniczym Tykocinie.

Organizatorzy podkreślają, że festiwal „Kresy Bezkresy”, który miał już swoją IV edycję, nie tylko celebruje dziedzictwo Kresów, ale także buduje mosty pamięci między narodami, które współtworzyły dawną Rzeczpospolitą.

Wszystkie wydarzenia, które odbyły się w ramach festiwalu były bezpłatne i gromadziły liczną publiczność.

Znadniemna.pl na podstawie Bialystok.tvp.pl/Poranny.pl/Polonika.pl, na zdjęciu: Dyrektor i pomysłodawca festiwalu „Kresy Bezkresy” Adam Radziszewski, fot.: facebook.com

W dniach 16–19 sierpnia 2025 roku malowniczy Tykocin stał się sercem kultury kresowej, goszcząc kolejną edycję festiwalu „Kresy Bezkresy” – wydarzenia, które od lat przyciąga miłośników historii, sztuki i dialogu międzykulturowego. Tegoroczna odsłona festiwalu odbyła się pod hasłem „Grodno i Grodzieńszczyzna – pamięć, tożsamość, dziedzictwo”, skupiając

138 lat temu, 29 sierpnia 1887 roku, w Mohylewie nad Dnieprem urodził się Stanisław Cywiński – postać dziś niemal zapomniana, a niegdyś jeden z najbardziej wyrazistych intelektualistów II Rzeczypospolitej. Filozof, historyk literatury, publicysta, profesor uniwersytecki – ale przede wszystkim człowiek niezłomnego ducha, którego życie zakończyło się tragicznie w sowieckim łagrze. Jego historia to opowieść o tym, jak wiele można zapłacić za odwagę myślenia i niezależność sądu.

Od Mohylewa do Wilna – droga naukowa

Stanisław Cywiński urodził się 29 sierpnia 1887 roku w Mohylewie nad Dnieprem, jako syn Mariana Cywińskiego, który był lekarzem wojskowym, oraz Julii z domu Gintowt. Rodzina Cywińskich — z jednej strony związana zawodowo (ojciec jako wojskowy lekarz), a z drugiej ideowo — miała silne powiązania z Wileńszczyzną i była zaangażowana w działalność na rzecz utrzymania i rozwoju polskości w regionie. Atmosfera w domu Cywińskich charakteryzowała się silną tożsamością narodową oraz akcentem na edukację i odpowiedzialność społeczną. Tradycje patriotyczne i kultura wyniesione z rodzinnego domu pchnęły młodego Stanisława ku światu literatury, filozofii i publicystyki.

Po ukończeniu gimnazjum klasycznego w 1906 roku, nasz bohater podjął studia filozoficzne i literaturoznawcze na Uniwersytecie Jagiellońskim. Już wówczas interesował się romantyzmem polskim, a szczególnie postaciami Norwida i Słowackiego.

W 1924 roku obronił doktorat poświęcony twórczości Cypriana Kamila Norwida, a w cztery lata później uzyskał habilitację za pracę o „Samuelu Zborowskim” Juliusza Słowackiego. Związał się z Uniwersytetem Stefana Batorego w Wilnie, gdzie wykładał filozofię i teorię literatury. Wśród studentów i współpracowników uchodził za człowieka niezwykle pryncypialnego – wymagającego, ale też głęboko zaangażowanego w misję uniwersytetu jako przestrzeni wolności intelektualnej.

Dziennikarz bez kompromisów

Oprócz kariery naukowej, Cywiński od wczesnych lat 30. działał jako publicysta. Był redaktorem naczelnym „Dziennika Wileńskiego” – konserwatywnego dziennika, który często występował w opozycji do dominującej linii politycznej sanacji. Współpracował również z narodowo-demokratycznym „Słowem”, pismem znanym z niepokorności i ideowego rygoru.

Cywiński nie unikał tematów trudnych ani ostrych sformułowań. Szczególnie głośnym echem odbiła się jego recenzja z 1938 roku, w której skrytykował mitologizację osoby marszałka Józefa Piłsudskiego. Odważnie zakwestionował jego słynne porównanie Polski do „obwarzanka”, sugerując, że Piłsudski nie rozumiał istoty polskiego Wschodu. Użycie słowa „kabotyn” w odniesieniu do postawy Piłsudskiego stało się zarzewiem politycznej nagonki.

Proces, więzienie i polityczna zemsta

Władze nie pozostały obojętne. Na polecenie generała Dąba-Biernackiego Cywiński został pobity przez oficerów wojska, a następnie postawiony przed sądem za „obrazę narodu polskiego i znieważenie pamięci Marszałka”. Proces rozpoczął się 9 kwietnia 1938 roku i stał się symbolem ograniczania wolności słowa w ostatnich latach II RP.

Sam Cywiński podczas rozprawy twierdził, że słowo „kabotyn” według niego wcale nie było obraźliwe. Co więcej odnosiło się nie do Piłsudskiego, ale redaktora naczelnego „Słowa” Stanisława Cata-Mackiewicza. Sąd nie dał temu wiary i 11 kwietnia skazał profesora Uniwersytetu Stefana Batorego na trzy lata bezwarunkowego więzienia. Był to najwyższy możliwy wymiar kary. Jak pisała później prasa, w uzasadnieniu wyroku podkreślano, że:

(…) wyraz kabotyn jest bezsprzecznie wyrazem obraźliwym tym bardziej o ile został użyty przez docenta polonistyki. Słowo to użyte zostało zdaniem Sądu celowo i świadomie. Uderzenie zamaskowane zostało zadane z zasadzki. Twierdzenie zaś, że inkryminowany cytat przypisywał Cywiński Catowi jest zdaniem sądu kłamliwe i wykrętne.

Skazany na trzy lata więzienia, ostatecznie odsiedział pięć miesięcy, jednak presja środowisk akademickich i opinii publicznej sprawiła, że jego sprawa stała się głośna również poza granicami kraju. Sam Cywiński nigdy nie odwołał swoich słów. Wychodząc na wolność, miał powiedzieć: „Są wyroki państw, ale są też wyroki historii.”

Sowiecka okupacja i śmierć w łagrze

Po wkroczeniu Armii Czerwonej do Wilna we wrześniu 1939 roku, Cywiński – jako przedstawiciel polskiej inteligencji – został aresztowany przez NKWD (wraz z 350 przedstawicielami polskich elit). Trafił do łagru w zespole Wiatłag – w rejonie Kirowa (Wiatki), gdzie warunki bytowe były dramatyczne. W listach do znajomych, które cudem przetrwały, pisał o ciężkiej pracy, głodzie i zimnie, ale też o tym, że „jeszcze nie wyzbył się marzeń”.

Zmarł 30 marca 1941 roku – zaledwie kilka miesięcy przed wybuchem wojny niemiecko-sowieckiej, która mogła mu dać szansę na uwolnienie. Jego śmierć przeszła niemal bez echa. Po wojnie jego nazwisko było objęte milczeniem – najpierw z przyczyn politycznych, potem przez zapomnienie

W rocznicę jego urodzin przypomnijmy sobie: nie każda prawda jest wygodna, ale każda jest potrzebna.

Opr. Waleria Brażuk/Znadniemna.pl

138 lat temu, 29 sierpnia 1887 roku, w Mohylewie nad Dnieprem urodził się Stanisław Cywiński – postać dziś niemal zapomniana, a niegdyś jeden z najbardziej wyrazistych intelektualistów II Rzeczypospolitej. Filozof, historyk literatury, publicysta, profesor uniwersytecki – ale przede wszystkim człowiek niezłomnego ducha, którego życie zakończyło

Ministerstwo Spraw Zagranicznych potwierdziło, że trwają prace nad nowelizacją Ustawy o Karcie Polaka. Celem zmian jest ograniczenie nadużyć i przywrócenie pierwotnego charakteru dokumentu, który miał służyć osobom faktycznie związanym z polską kulturą i historią.

Impulsem do działań legislacyjnych stała się interpelacja posła Przemysława Wiplera, który zwrócił uwagę na rosnące ryzyko instrumentalnego wykorzystywania Karty Polaka. Wipler wskazał m.in. na istnienie poradników internetowych, rankingów konsulatów oraz przypadki fałszowania dokumentów, które mają ułatwiać uzyskanie Karty przez osoby bez realnych więzi z Polską.

„Karta Polaka coraz częściej staje się biletem wstępu do systemu socjalnego, a nie wyrazem tożsamości narodowej” – podkreślił Wipler w swojej interpelacji.

Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski przyznał, że problem jest realny i zapowiedział działania mające na celu „likwidację odziedziczonych patologii w polityce migracyjnej”. Resort planuje wzmocnienie kontroli konsularnej oraz weryfikacji dokumentów składanych przez kandydatów.

Zmiany w ustawie mogą mieć istotne konsekwencje dla tysięcy osób ubiegających się o Kartę Polaka, zwłaszcza w krajach takich jak Białoruś i Ukraina, gdzie dokument ten otwiera drogę do edukacji, pracy i obywatelstwa w Polsce.

Nowelizacja ustawy ma zostać przedstawiona opinii publicznej w najbliższych miesiącach. Rząd zapowiada konsultacje społeczne i współpracę z organizacjami polonijnymi.

 Znadniemna.pl na podstawie polskieradio.pl/Onet.pl/Rmf24.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych potwierdziło, że trwają prace nad nowelizacją Ustawy o Karcie Polaka. Celem zmian jest ograniczenie nadużyć i przywrócenie pierwotnego charakteru dokumentu, który miał służyć osobom faktycznie związanym z polską kulturą i historią. Impulsem do działań legislacyjnych stała się interpelacja posła Przemysława Wiplera, który zwrócił

Ojciec Andrzej Juchniewicz OMI, były proboszcz katolickiej parafii w Szumilinie, skazany na 13 lat pozbawienia wolności został osadzony w kolonii karnej w Bobrujsku. Dowiedzieli się o tym białoruscy wierni katoliccy, śledzący los prześladowanego kapłana.

Po uprawomocnieniu się wyroku, duchowny przeszedł długi i trudny proces etapowania do kolonii. Najpierw z aresztu śledczego w Witebsku trafił do aresztu  w Homlu i dopiero teraz, jak dowiedzieli się wierni, dotarł do Kolonii Karnej nr 2 w Bobrujsku (obwód mohylewski).

Oznacza to, że chętni mogą pisać listy do ojca Andrzeja (najlepiej w języku rosyjskim ze względu na znajomość tylko tego języka przez więziennego cenzora – red.) na adres:

Юхневичу Анджею Марьяновичу
ИК №2, 213800, г. Бобруйск, ул. Сикорского, 1

Ojciec Andrzej Juchniewicz OMI, były proboszcz parafii Matki Bożej Fatimskiej i św. Jozafata Kuncewicza w Szumilinie, został skazany na 13 lat pozbawienia wolności. Jego zatrzymanie miało miejsce w maju 2024 roku, po tym jak opublikował  w Internecie zdjęcie z flagą biało-czerwono-białą oraz flagą ukraińską – symbolami sprzeciwu wobec reżimu Łukaszenki i solidarności z Ukrainą, walczącą przeciwko rosyjskiej agresji, wspieranej przez białoruskiego dyktatora.

Początkowo oskarżono go o działalność dywersyjną, jednak później zarzuty zostały zmienione na rzekome przestępstwa seksualne sprzed dekady. Proces odbył się za zamkniętymi drzwiami, bez udziału mediów i obserwatorów, co wzbudziło poważne wątpliwości co do jego rzetelności. Wierni i obrońcy duchownego twierdzą, że sprawa została sfabrykowana, a ojciec Andrzej był torturowany w areszcie śledczym.

Kolonia Karna nr 2 w Bobrujsku, do której trafił o. Andrzej Juchniewicz to zakład penitencjarny o zaostrzonym rygorze, w którym przebywa również inny skazany duchowny katolicki – ksiądz Henryk Okołotowicz, były proboszcz parafii św. Józefa w Wołożynie.

Ksiądz Henryk, w chwili skazania mający 64 lata i będący w złym stanie zdrowia, został oskarżony o zdradę państwa i skazany na 11 lat pozbawienia wolności. W jego przypadku również nie przedstawiono żadnych wiarygodnych dowodów, a parafianie nie zgłaszali żadnych zastrzeżeń co do jego posługi.

Obserwatorzy polityczni wskazują, że surowe wyroki wobec duchownych są elementem szerszej kampanii represji wobec Kościoła katolickiego na Białorusi. Władze traktują niezależne instytucje religijne jako potencjalne zagrożenie, zwłaszcza gdy ich przedstawiciele wyrażają solidarność z wartościami demokratycznymi lub sprzeciw wobec wojny w Ukrainie. Przypadki ojca Andrzeja i księdza Henryka są dramatycznym świadectwem tego, jak reżim Łukaszenki próbuje zdławić głosy niezależne, nawet te płynące z ambony.

 Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life

 

Ojciec Andrzej Juchniewicz OMI, były proboszcz katolickiej parafii w Szumilinie, skazany na 13 lat pozbawienia wolności został osadzony w kolonii karnej w Bobrujsku. Dowiedzieli się o tym białoruscy wierni katoliccy, śledzący los prześladowanego kapłana. Po uprawomocnieniu się wyroku, duchowny przeszedł długi i trudny proces etapowania do kolonii.

W związku ze stuleciem diecezji pińskiej, papież Leon XIV mianował kardynała Claudio Gugerottiego swoim specjalnym wysłannikiem na główne uroczystości jubileuszowe, które odbędą się 18 października 2025 roku w katedrze w Pińsku.

Kardynał Gugerotti,  jest prefektem Dykasterii ds. Kościołów Wschodnich i doskonale zna realia Kościoła na Białorusi – w latach 2011–2015 pełnił w tym kraju funkcję nuncjusza apostolskiego. Jego obecność jako legata papieskiego podkreśla znaczenie Jubileuszu dla wspólnoty katolickiej oraz wyraża duchową bliskość Stolicy Apostolskiej wobec wiernych diecezji pińskiej.

Obchody jubileuszowe rozpoczęły się już 28 września 2024 roku w Różanie, gdzie konsekrowano odnowioną kaplicę św. Kazimierza. W ramach roku jubileuszowego wyznaczono sześć kościołów odpustowych, organizowane są spotkania formacyjne, wydarzenia parafialne oraz publikacje dokumentujące historię diecezji.

Kulminacją obchodów będzie uroczysta Msza św. pod przewodnictwem kard. Gugerottiego, z udziałem biskupów z całej Białorusi, duchowieństwa, wiernych oraz delegacji z Polski i Ukrainy. W programie przewidziano również koncert jubileuszowy oraz wystawę poświęconą historii diecezji.

Diecezja pińska została erygowana przez papieża Piusa XI bullą „Vixdum Poloniae unitas” 28 października 1925 r. Jej pierwszym biskupem był Sługa Boży Zygmunt Łoziński (1870–1932), wcześniej biskup miński, znany z gorliwości duszpasterskiej i wierności Kościołowi w trudnych czasach prześladowań.

Diecezja obejmowała wówczas rozległe tereny Polesia i była częścią metropolii wileńskiej. Po II wojnie światowej większość jej terytorium znalazła się w granicach Związku Sowieckiego. Represje wobec Kościoła doprowadziły do likwidacji seminariów, zamykania parafii i prześladowania duchowieństwa. Wiele lat diecezja funkcjonowała bez ordynariusza – faktycznie administrowana była przez kapłanów i biskupów rezydujących poza jej granicami.

Symbolem trwania Kościoła pińskiego w warunkach komunistycznych był kard. Kazimierz Świątek (1914–2011), więziony przez NKWD, a po upadku ZSRR mianowany arcybiskupem mińsko-mohylewskim i jednocześnie administratorem apostolskim diecezji pińskiej. To on stał się duchowym odnowicielem życia katolickiego na Białorusi w latach 90.

W 2012 r. diecezja otrzymała pierwszego ordynariusza od czasów II wojny światowej – został nim bp Antoni Dziemianko, który kieruje nią do dziś. Diecezja obejmuje obecnie obwody brzeski i homelski i jest jedną z czterech diecezji katolickich Białorusi.

 Znadniemna.pl na podstawie Vaticannews.va, fot.: Vatican Media

W związku ze stuleciem diecezji pińskiej, papież Leon XIV mianował kardynała Claudio Gugerottiego swoim specjalnym wysłannikiem na główne uroczystości jubileuszowe, które odbędą się 18 października 2025 roku w katedrze w Pińsku. Kardynał Gugerotti,  jest prefektem Dykasterii ds. Kościołów Wschodnich i doskonale zna realia Kościoła na Białorusi

W 1873 roku, dokładnie 152 lata temu, w Wilnie zmarł Eustachy Tyszkiewicz – wybitny polski archeolog, historyk, kolekcjoner i jeden z najwybitniejszych badaczy przeszłości ziem litewskich i białoruskich. Jego wkład w rozwój nauk historycznych i archeologicznych na terenie dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego był nie do przecenienia. Tyszkiewicz nie tylko dokumentował i badał przeszłość tych ziem, ale też podejmował wysiłki w celu jej ochrony i popularyzacji.

Obraz Napoleona Ordy. Elewacja ogrodowa pałacu Tyszkiewiczów, widok od strony rzeki Hajny, 1860 rok

Pałac Tyszkiewiczów w Łohojsku. Fot.: Muzeum Historii w Łohojsku, 1923 rok

Fot.: Lwa Daszkiewicza, 1923 rok

Eustachy Tyszkiewicz przyszedł na świat 6 kwietnia 1814 roku w Łohojsku – w majątku rodzinnym położonym na terenie dzisiejszej Białorusi. Pochodził z możnego i zasłużonego rodu Tyszkiewiczów herbu Leliwa, od wieków zaangażowanego w życie polityczne, wojskowe i kulturalne Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Jego ojciec, Józef Tyszkiewicz, był hrabią i ziemianinem o szerokich horyzontach – mecenasem sztuki i miłośnikiem historii. Matka, Anna z Radziwiłłów, wywodziła się z jednego z najpotężniejszych rodów magnackich. Ich dom, pełen książek, pamiątek rodzinnych i zabytków, stał się dla młodego Eustachego pierwszym „muzeum” – miejscem, w którym rodziła się jego miłość do przeszłości. Wychowany w atmosferze patriotyzmu i humanistycznych ideałów, odebrał staranne wykształcenie domowe. Już jako dziecko wykazywał niezwykłą ciekawość świata, zwłaszcza jego dawnych dziejów – fascynowały go ruiny, grodziska, stare dokumenty i przedmioty wykopane z ziemi. Te dziecięce zainteresowania z czasem przerodziły się w świadomą pasję naukową.

Braterski duet naukowców

Portret Konstantego Tyszkiewicza. Źródło: Aleksander Regulski – Biblioteka Narodowa. G.6340/I

W kręgu rodziny Tyszkiewiczów istotną rolę odegrał starszy brat Eustachego – Konstanty Tyszkiewicz (1806–1868), również historyk i archeolog, z którym Eustachy przez wiele lat ściśle współpracował. Obaj bracia tworzyli niezwykle zgrany tandem badaczy. Konstanty był bardziej ekspresyjny i zaangażowany w działania terenowe, Eustachy zaś skupiał się na analizie i systematyzacji wiedzy.

Bogate materiały archeologiczne pozyskane w trakcie wykopalisk, wraz z innymi rzadkościami (kolekcje monet i herbów, starodruki i rękopisy, rycerska broń, dzieła sztuki, przedmioty pochodzenia zagranicznego i inne), pozwoliły na stworzenie pierwszego prywatnego muzeum starożytności – prototypu przyszłego Muzeum Starożytności w Wilnie, którego otwarcie miało miejsce w 1842 roku. Muzeum to stało się pierwszym publicznym muzeum na Białorusi – mógł je odwiedzić każdy, niezależnie od statusu społecznego. Bracia wspólnie prowadzili wykopaliska, katalogowali znaleziska i korespondowali z uczonymi z całej Europy. Ich działalność była nowatorska nie tylko w skali regionu, ale i całego Imperium Rosyjskiego.

Równolegle z wykopaliskami archeologicznymi Eustachy Tyszkiewicz przez dziesięć lat gromadził materiały dotyczące historii, etnografii, toponimii i twórczości ludowej rodzinnych stron. Napisał książkę „Opis powiatu borysowskiego”, która ukazała się w Wilnie w 1847 roku.

Pionier archeologii na Litwie i Białorusi

Choć nie ukończył formalnych studiów uniwersyteckich, Eustachy Tyszkiewicz był człowiekiem gruntownie wykształconym i niezwykle oczytanym. W latach 40. i 50. XIX wieku prowadził badania archeologiczne w różnych rejonach dawnych ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego – badał kurhany, grodziska, cmentarzyska i ślady dawnego osadnictwa. Stosował metody dokumentacyjne wyprzedzające swoją epokę: rysunki, opisy kontekstów, klasyfikację znalezisk. W swojej działalności łączył cechy naukowca, kolekcjonera i konserwatora. Wiedział, że bez zachowania materialnych świadectw przeszłości – dawnych monet, naczyń, ozdób czy uzbrojenia – pamięć o dziejach tych ziem zaniknie. W czasach zaborów, kiedy język, kultura i historia były rugowane z życia publicznego, jego działalność miała także wymiar głęboko patriotyczny.

Muzeum Starożytności w Wilnie 

Muzeum Starożytności w Wilnie, 1863, aut. Albert Żamett, Fot.: wikipedia.org

W 1855 roku Eustachy Tyszkiewicz zrealizował swoje największe marzenie: założył Muzeum Starożytności w Wilnie (Muzeum Starożytności Księcia Tyszkiewicza) i Wileńską Komisję Archeologiczną, której był prezesem. Była to pierwsza tego typu instytucja na ziemiach litewsko-białoruskich i jedna z najważniejszych w całym Imperium Rosyjskim.

„Do Komisji należała cała elita intelektualna Litwy, współpracowały z nią takie słynne osobistości, jak: Józef Ignacy Kraszewski, Teodor Narbutt, Adam Zawadzki, Jan Kazimierz Wilczyński, Motiejus Valančius, Władysław Syrokomla i inni. Przy Komisji w 1856 r. powstało Muzeum Starożytności. Po powstaniu styczniowym, w 1865 r. generał gubernator Murawjow znacznie »oczyścił« muzeum, a Komisję zamknął. Wszystkie cenniejsze eksponaty wywiezione zostały do Moskwy, do muzeum Rumiancewskiego. W Wilnie pozostawiono tylko albo rzeczy politycznie obojętne, albo mające świadczyć o odwiecznej »rosyjskości« Wilna i Litwy. Był to ciężki cios dla Tyszkiewicza, który odtąd przeważnie mieszkał w Birżach” – pisze Tomas Venclova.

Muzeum zostało utworzone ze środków własnych Eustachego Tyszkiewicza, a częściowo także z darowizn prywatnych. Główną część zbiorów i ekspozycji stanowiły materiały zgromadzone przez niego przez całe życie – wśród nich znajdowało się 2000 przedmiotów z wykopalisk archeologicznych oraz 3000 książek z jego prywatnej biblioteki.

Uroczystość otwarcia Muzeum Starożytności w Wilnie w 1856 r., fot. rysunku z 1857 r., autorstwa M. Januszewicza, Rysunek obecnie przechowywany w zbiorach Biblioteki Uniwersyteckiej w Wilnie (numer inwentarza VUB G 0011491), ok. 1910, Biblioteka Narodowa

Spadkobiercą Muzeum Starożytności jest Litewskie Muzeum Narodowe w Wilnie

Wileńskie Muzeum Starożytności zostało uroczyście otwarte 1 stycznia 1856 roku w gmachu Uniwersytetu Wileńskiego. Muzeum miało nie tylko charakter naukowy, ale także narodowy – jego celem było ocalenie pamięci o historii Polski, Litwy i ziem białoruskich.

Muzeum od razu stało się niezwykle popularne wśród mieszkańców i gości Wilna. W 1856 roku ekspozycję obejrzało około 4 tys. osób, a już rok później – około 12 tys. Szybko też rosła liczba zbiorów – w 1857 roku podarowano muzeum ponad 3 tys. różnych przedmiotów. Gromadzono w nim zabytki archeologiczne, dzieła sztuki, dokumenty, mapy i rękopisy. Znajdowały się tam m.in. przedmioty z epoki kamienia, brązu i żelaza, rzymskie monety, średniowieczne artefakty i relikty kultury ludowej.

Niestety, po upadku powstania styczniowego (1863) sytuacja polityczna diametralnie się zmieniła. Władze carskie nasiliły rusyfikację, a instytucje kojarzone z polskością znalazły się pod szczególnym nadzorem. W 1865 roku Muzeum Starożytności zostało upaństwowione przez władze rosyjskie, a jego najcenniejsze zbiory przewieziono do Petersburga, gdzie trafiły do zbiorów Cesarskiego Muzeum.

Dla Tyszkiewicza był to osobisty i zawodowy dramat. Choć zachował tytuł kuratora, nie miał już realnego wpływu na los instytucji, którą stworzył. Pomimo tego, pozostał wierny swojej misji, kontynuując pracę naukową i edukacyjną do końca życia.

Cichy kres wielkiego uczonego

Grób Hr. Eustachego Tyszkiewicza, herbu Leliwa na wileńskiej Rossie/Fot.: Marian Paluszkiewicz

Ostatnie lata Eustachego Tyszkiewicza upłynęły w Wilnie, z dala od dawnej aktywności publicznej. Żył skromnie, bez rozgłosu, poświęcając się pracy pisarskiej i korespondencji z uczonymi. Nie założył rodziny – całe życie oddał nauce i idei ochrony dziedzictwa. Zmarł 27 sierpnia 1873 roku i został pochowany na cmentarzu Na Rossie, u boku wielu wybitnych Polaków związanych z Wilnem.

Choć jego muzeum zostało zniszczone przez carat, a część zbiorów rozproszona, dorobek Eustachego Tyszkiewicza nie poszedł w zapomnienie. Przeciwnie – dziś uznawany jest za ojca archeologii litewskiej i białoruskiej, a jego działalność muzealna stawiana jest obok dokonań takich postaci jak Izabela Czartoryska czy Joachim Lelewel.

Na Litwie, w Polsce i na Białorusi ukazują się współczesnie publikacje o jego życiu, organizowane są wystawy i konferencje naukowe. W Łohojsku działa muzeum regionalne, nawiązujące do dziedzictwa braci Tyszkiewiczów. Współcześni archeolodzy wciąż powołują się na jego katalogi i opisy znalezisk, uznając je za cenne źródło wiedzy.

Opr. Adolf Gorzkowski/Znadniemna.pl/Na zdjęciu: Portret hrEustachego Tyszkiewicza, Fot.: Lietuvos nacionalinis muziejus

W 1873 roku, dokładnie 152 lata temu, w Wilnie zmarł Eustachy Tyszkiewicz – wybitny polski archeolog, historyk, kolekcjoner i jeden z najwybitniejszych badaczy przeszłości ziem litewskich i białoruskich. Jego wkład w rozwój nauk historycznych i archeologicznych na terenie dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego był nie do

25 sierpnia przy pomniku bł. ks. Jerzego Popiełuszki w Białymstoku odbyła się kolejna comiesięczna akcja solidarności z uwięzionym działaczem mniejszości polskiej na Białorusi, Andrzejem Poczobutem.

Spotkania organizowane są nieprzerwanie od czterech lat – zawsze 25. dnia miesiąca – i mają na celu podtrzymywanie pamięci o Poczobucie oraz o wszystkich więźniach politycznych represjonowanych przez reżim Aleksandra Łukaszenki.

W wydarzeniu uczestniczyło około dwudziestu osób — liczba, która utrzymuje się od dawna. – „To wyraźnie pokazuje, że my pamiętamy” — tak o znaczeniu tych spotkań mówiła Anna Kietlińska, prezes podlaskiego oddziału Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”.

Kietlińska podkreśliła, że choć brak silnego nacisku politycznego, sam fakt obecności i pamięci ma ogromne znaczenie. W pierwszym roku protestów podobne akcje odbywały się w różnych miastach, dziś regularniepowtarzane są tylko w Białymstoku.

W sierpniu 2025 roku minęło już 4,5 roku od aresztowania Andrzeja Poczobuta w Grodnie. Białoruska prokuratura oskarżyła go m.in. o „rehabilitację nazizmu”, „wzywanie do sankcji” i „działania na szkodę państwa”. Od maja 2023 roku Poczobut odbywa karę w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze w Nowopołocku. Oficjalne zarzuty obejmują „wzniecanie nienawiści” i „podżeganie do działań przeciwko państwu”.

Jak przekazują organizatorzy akcji, jego sytuacja więzienna pozostaje trudna i niezmienna: nadal przebywa w jednoosobowej celi, nie otrzymuje paczek żywnościowych, występują problemy z dostarczaniem leków, a spotkania z rodziną są zakazane.

Znadniemna.pl

25 sierpnia przy pomniku bł. ks. Jerzego Popiełuszki w Białymstoku odbyła się kolejna comiesięczna akcja solidarności z uwięzionym działaczem mniejszości polskiej na Białorusi, Andrzejem Poczobutem. Spotkania organizowane są nieprzerwanie od czterech lat – zawsze 25. dnia miesiąca – i mają na celu podtrzymywanie pamięci o Poczobucie

Szczepan Hołowczyc, urodzony w Orszy na dawnych Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej, był pierwszym prymasem nowo utworzonego Królestwa Polskiego. Wykształcony w Wilnie, Rzymie i Krakowie, przez całe życie łączył gorliwą posługę kapłańską z działalnością administracyjną i polityczną. Jego droga od prowincjonalnego duchownego po najwyższego hierarchę kościelnego w państwie pod berłem cara Aleksandra I to opowieść o wierności, rozwadze i roli Kościoła w przełomowej epoce.

Korzenie na Kresach

Szczepan Hołowczyc, herbu Pierzchała, urodził się 19 sierpnia 1741 roku w Orszy – mieście położonym wówczas w granicach Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a dziś należącym do Białorusi. Pochodził ze szlacheckiej rodziny o tradycjach patriotycznych i religijnych – jego rodzicami byli Bazyli i Maria Hołowczycowie. Wschodnie pogranicze, wielokulturowe i ukształtowane przez styczność katolicyzmu, prawosławia i unii, odegrało istotną rolę w jego duchowej formacji.

Hołowczyc rozpoczął naukę w seminarium jezuickim w Wilnie, a już w 1772 roku przyjął święcenia kapłańskie. Niedługo potem udał się do Rzymu, gdzie studiował prawo kanoniczne, doskonaląc swoje wykształcenie w centrum katolickiego świata. Zwiedził także Niemcy, gdzie zapoznał się z ideami reformy Kościoła i europejskim duchem racjonalizmu.

W służbie Kościoła i państwa

Po powrocie do Polski w 1776 roku, dzięki talentom administracyjnym i intelektualnym, rozpoczął współpracę z prymasem Michałem Jerzym Poniatowskim – bratem króla Stanisława Augusta. W tym czasie pełnił funkcję jego sekretarza i zyskał zaufanie w kręgach kościelnych i dworskich. W 1782 roku obronił doktorat z prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Kariera Hołowczyca w strukturach kościelnych przebiegała dynamicznie. W 1781 roku został kanonikiem kapituły katedralnej warszawskiej, a dwa lata później proboszczem we Wrocimowicach. Od 1785 roku był również kanonikiem krakowskim, a w 1789 roku został dziekanem kapituły kieleckiej. Łączył obowiązki duszpasterskie z umiejętnościami organizacyjnymi i prawniczymi.

Cechowała go rozwaga, kultura dyplomatyczna i zmysł polityczny, dzięki czemu cieszył się uznaniem zarówno w środowiskach kościelnych, jak i świeckich. W czasach upadku Rzeczypospolitej i reform Sejmu Czteroletniego nie angażował się aktywnie w politykę, ale pozostawał lojalny wobec interesów Kościoła i zachowywał niezależność sądu.

Senator i biskup w Królestwie Polskim

Po utworzeniu Królestwa Polskiego na mocy postanowień Kongresu Wiedeńskiego w 1815 roku, Hołowczyc został mianowany senatorem. Był to wyraz uznania dla jego dotychczasowej działalności oraz potwierdzenie roli duchowieństwa w nowej strukturze politycznej podporządkowanej Rosji.

29 marca 1819 roku papież Pius VII mianował go pierwszym biskupem nowo utworzonej diecezji sandomierskiej. Sakrę biskupią przyjął 6 czerwca 1819 roku w Warszawie, a głównym konsekratorem był biskup Adam Michał Prażmowski. Mimo krótkiego okresu pełnienia tej funkcji, Hołowczyc położył podwaliny pod rozwój diecezji.

Jeszcze w tym samym roku, 24 kwietnia 1819, został administratorem archidiecezji warszawskiej. Kilka miesięcy później – 17 grudnia – mianowano go arcybiskupem metropolitą warszawskim. Kanoniczne objęcie urzędu nastąpiło 19 grudnia. Tytuł ten wiązał się również z godnością prymasa Królestwa Polskiego, co czyniło go najwyższym dostojnikiem Kościoła katolickiego w państwie powstałym z woli cara Aleksandra I.

Prymas nowego porządku

Funkcja prymasa Królestwa Polskiego nie miała tej samej rangi, co wcześniejsze prymasy Rzeczypospolitej, ale wciąż była symbolem autorytetu duchowego i moralnego. Hołowczyc objął tę godność w trudnym momencie historii – Kościół musiał odnaleźć się w nowym, podporządkowanym Rosji porządku politycznym.

Jako arcybiskup warszawski Hołowczyc koncentrował się na porządkowaniu struktur diecezjalnych, rozwijaniu formacji kapłańskiej i obronie niezależności Kościoła wobec nacisków zaborcy. Prowadził korespondencję z Watykanem i angażował się w odbudowę życia religijnego po okresie zaborów i wojen napoleońskich.

Cechowała go rozwaga, unikanie konfliktów i umiejętność dialogu z władzą, choć nie zawsze przynosiło to oczekiwane efekty. Reprezentował stanowisko umiarkowane, szukające równowagi między lojalnością wobec państwa a wiernością zasadom Kościoła.

Szczepan Hołowczyc zmarł 27 sierpnia 1823 roku w Warszawie. Uroczystości pogrzebowe odbyły się 5 września w archikatedrze św. Jana Chrzciciela, gdzie został pochowany. Jego odejście było znaczącą stratą dla Kościoła katolickiego w Polsce, który wciąż odbudowywał swoje struktury po długim okresie destabilizacji.

Zapamiętano go jako duchownego wykształconego, roztropnego i głęboko wierzącego, który potrafił łączyć działalność duszpasterską z umiejętną administracją. Choć nie był reformatorem ani postacią radykalną, jego praca przyczyniła się do ugruntowania pozycji Kościoła w trudnych realiach politycznych początków XIX wieku.

Dziś jest jedną z mniej znanych, ale zasłużonych postaci polskiego duchowieństwa przełomu XVIII i XIX wieku – symbolem kontynuacji, odpowiedzialności i mądrej równowagi między tradycją a adaptacją do nowych czasów.

Opr. Waleria Brażuk/Znadniemna.pl/Na zdjęciu: Portret Szczepana Hołowczyca autorstwa Antoniego Brodowskiego/wikipedia.org

Szczepan Hołowczyc, urodzony w Orszy na dawnych Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej, był pierwszym prymasem nowo utworzonego Królestwa Polskiego. Wykształcony w Wilnie, Rzymie i Krakowie, przez całe życie łączył gorliwą posługę kapłańską z działalnością administracyjną i polityczną. Jego droga od prowincjonalnego duchownego po najwyższego hierarchę kościelnego w

Z sanktuarium Matki Bożej Królowej Jezior w Brasławiu zniknęła polska tablica pamiątkowa, która od 2009 roku upamiętniała wkład Polaków w historię regionu. Decyzja o jej usunięciu wywołała oburzenie wśród wiernych i środowisk polonijnych.

Tablica, ufundowana przez pielgrzymów z Warszawy zrzeszonych w Krajowym Stowarzyszeniu Brasławian, zawierała inskrypcję w języku polskim i białoruskim:

Pamięci Polaków, którzy poświęcili ziemi brasławskiej i Rzeczypospolitej swoją pracę, walkę i życie”.

Choć treść miała charakter wyłącznie historyczny i nie zawierała odniesień politycznych, jej usunięcie wpisuje się w szerszy kontekst działań władz białoruskich, zmierzających do ograniczenia obecności polskich symboli i narracji w przestrzeni publicznej. W ostatnich latach zniknęły m.in. pomniki poświęcone Armii Krajowej, Bitwie Warszawskiej czy Józefowi Piłsudskiemu.

Nie podano oficjalnego powodu usunięcia tablicy. Wierni podejrzewają, że mogła to być decyzja lokalnych władz lub efekt nacisków politycznych. Parafia nie skomentowała sprawy.

 Znadniemna.pl na podstawie PCH24.pl/eKAI.pl

 

Z sanktuarium Matki Bożej Królowej Jezior w Brasławiu zniknęła polska tablica pamiątkowa, która od 2009 roku upamiętniała wkład Polaków w historię regionu. Decyzja o jej usunięciu wywołała oburzenie wśród wiernych i środowisk polonijnych. Tablica, ufundowana przez pielgrzymów z Warszawy zrzeszonych w Krajowym Stowarzyszeniu Brasławian, zawierała inskrypcję

Pochodząca z Białorusi lekkoatletka Kryscina Cimanouska sięgnęła po swój pierwszy tytuł mistrzyni Polski, triumfując w biegu na 100 metrów podczas 101. Mistrzostw Polski, organizowanych przez Polski Związek Lekkiej Atletyki (PZLA). Reprezentantka Polski uzyskała czas 11.38 sekundy, który okazał się najlepszym wynikiem sezonu i dał jej zasłużone złoto.

W emocjonującym finale Cimanouska wyprzedziła Magdalenę Niemczyk (11.44) oraz Aleksandrę Piotrowską (11.47). Nieobecność niekwestionowanej liderki tej dyscypliny lekkoatletycznej – Ewy Swobody, która zmaga się z kontuzją – otworzyła drogę do zwycięstwa jednej z rywalek najlepszej polskiej sprinterki, ale tnie tylko to, lecz także forma i determinacja Cimanouskiej przesądziły o tym, że to właśnie ona odniosła sukces.

„Od razu pomyślałam, że to jest dla mnie szansa na złoty medal” — powiedziała po biegu zawodniczka, która od 2023 roku reprezentuje Polskę na zawodach międzynarodowych.

Dla Cimanouskiej to nie tylko sportowy triumf, ale także symboliczny moment w karierze, która po dramatycznych wydarzeniach z Igrzysk Olimpijskich w Tokio nabrała nowego kierunku. Teraz lekkoatletka z dumą reprezentuje biało-czerwone barwy i myśli już o kolejnych wyzwaniach — w tym o mistrzostwach świata w Tokio, gdzie planuje wystartować na dystansie 200 metrów oraz w sztafecie.

Kryscina Cimanouska urodziła się w 1996 roku w Klimowiczach na Białorusi. Od młodych lat specjalizowała się w sprintach, zdobywając m.in. srebrny medal na Młodzieżowych Mistrzostwach Europy w Bydgoszczy w 2017 roku oraz złoto na Uniwersjadzie w Neapolu w 2019 roku w biegu na 200 metrów.

Jej kariera nabrała dramatycznego wymiaru podczas Igrzysk Olimpijskich w Tokio w 2021 roku, kiedy to po publicznej krytyce decyzji białoruskich władz została odsunięta od startów i zmuszona do opuszczenia reprezentacji. Dzięki szybkiej reakcji polskiej ambasady otrzymała wizę humanitarną i schronienie w Polsce.

W 2023 roku, po skróceniu okresu karencji przez World Athletics, Cimanouska oficjalnie zaczęła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej. Od tego czasu zdobywała medale na halowych mistrzostwach kraju i przygotowywała się do startów w mistrzostwach świata.

 Znadniemna.pl na podstawie Sport.fakt.pl/Biegowe.pl, fot.: Paweł Skraba/Biegowe.pl

 

Pochodząca z Białorusi lekkoatletka Kryscina Cimanouska sięgnęła po swój pierwszy tytuł mistrzyni Polski, triumfując w biegu na 100 metrów podczas 101. Mistrzostw Polski, organizowanych przez Polski Związek Lekkiej Atletyki (PZLA). Reprezentantka Polski uzyskała czas 11.38 sekundy, który okazał się najlepszym wynikiem sezonu i dał jej

Przejdź do treści