HomeStandard Blog Whole Post

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.pl, zablokowali także szefowi „GP” dostęp do tweetdecka – aplikacji do zarządzania Twitterem. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl – atak na powiązany z Telewizją Republiką serwis „Poland Daily” został dokonany z Rygi, stolicy Łotwy.

Rasa Jakilaitiene, rzeczniczka litewskiego ministra spraw zagranicznych, powiedziała, że fałszywa wiadomość została umieszczona na polskiej stronie internetowej.

Fałszywe wiadomości pojawiły się na Polanddaily.com. W zamieszczonym tam artykule znalazła się uwaga ministra Linkeviciusa, w której twierdził, że na Białoruś trzeba wysłać siły pokojowe – powiedziała rzeczniczka.

Rzeczniczka litwewskiego MSZ zwróciła uwagę, że dla podniesienia wiarygodności fake newsa w artykule pojawiała się także wzmianka na temat polskiego ministra spraw zagranicznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy wydało oświadczenie zaprzeczające fałszywym informacjom. Potwierdzono, że odpowiednie służby wszczęły już w tej sprawie dochodzenie.

Jest wysoce prawdopodobne, że trwa cyberatak informacyjny, który jest obecnie badany przez władze litewskie – czytamy w komunikacie.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stracił dostęp do konta (zmieniono hasło), na którym wstawiono odnośnik do artykułu zamieszczonego na portalu Znadniemna.pl, który prowadzi Związek Polaków na Białorusi. Ów artykuł to także cyberprowokacja. Dowiadujemy się z niego, że „Polska i Litwa wzywają NATO do wysłania wojsk na Białoruś”.

Podrobiony artykuł na portalu „Poland Daily” nosił tytuł „Polska i Litwa naciskają na wysłanie wojsk na Białoruś”. Napisany był w języku angielskim i podobnie jak publikacja wrzucona na Znadniemna.pl, dezinformował o rzekomych naciskach Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych na NATO. W tekście pojawiły się też nazwiska ministra spraw zagranicznych Polski Zbigniewa Rau oraz Swiatłany Cichanouskiej. Na zdjęciu głównym umieszczono szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa.

To nie pierwszy rosyjski atak na media związane ze „Strefą Wolnego Słowa”. Przypomnijmy: w maju 2020 r. portal Niezalezna.pl dwukrotnie padł ofiarą rosyjskich hakerów, którzy zmieniali treść naszych publikacji.

Na naszą stronę (a także na portale Telewizji Republika, Radia Szczecin, olsztyn24.pl oraz stronę gminy Orzysz, gdzie znajduje się garnizon) wstawiono artykuł pt. Amerykanie „chwalą” pobyt w Drawsku. „Jedyne czym mogą strzelić to gumki od majtek”

Gdy opublikowaliśmy informację o tym ataku, Rosjanie dokonali kolejnego włamania, zmieniając ją na „newsa”, że Niezalezna.pl przyznaje się do autorstwa wcześniejszego artykułu.

To nie koniec działań Moskwy przeciwko naszym mediom. Pod koniec maja na anglojęzycznym prorosyjskim portalu „The Duran” ukazał się „wywiad”, przeprowadzony rzekomo przez Katarzynę Gójską dla „Gazety Polskiej”. Rozmówcą wicenaczelnej tygodnika miał być amerykański generał broni Christopher G. Cavoli, dowódca sił amerykańskich w Europie. Nie trzeba chyba dodawać, że rozmowa, w której Cavoli twierdzi, że Polska i kraje bałtyckie są fatalnie zorganizowane pod względem militarnym, została w całości wymyślona.

Znadniemna.pl za niezalezna.pl

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy poinformowało, że w ramach złożonego fake newsa publikowano fake newsy, rzekomo powiązane z litewską dyplomacją. Dochodzenie w tej sprawie prowadzą już na Litwie odpowiednie służby. Hakerzy, którzy zaatakowali konto na Twitterze Tomasza Sakiewicza, stronę „Poland Daily” oraz portal Związku Polaków na

„Polska jest dla nas wzorem” – liderka demokratycznej Białorusi przeniosła swoje biuro z Wilna do stolicy Polski.

Swiatłana Cichanouska, uznawana na arenie międzynarodowej za liderkę wolnej Białorusi, zakończyła proces przenoszenia swojego biura politycznego z Wilna do Warszawy. Decyzja, o której mówiła od kilku miesięcy, stała się faktem dokonanym i – jak podkreśla sama polityczka– ma wzmocnić jej zdolność działania na rzecz demokratycznych przemian w Mińsku. „Polska jest dla nas wzorem. To tutaj bije dziś serce białoruskiej diaspory, a wsparcie, jakie otrzymujemy, jest nieporównywalne z żadnym innym krajem” – powiedziała w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.

Przenosiny do Warszawy tłumaczy potrzebą bliższego kontaktu z największą społecznością białoruskich uchodźców politycznych oraz z instytucjami, które od lat konsekwentnie wspierają represjonowanych Białorusinów. Wskazuje również na intensywną aktywność polskich organizacji pozarządowych, mediów i środowisk eksperckich, które tworzą naturalne zaplecze dla działań jej zespołu.

„To nie jest krok przeciwko Wilnu, lecz krok ku większej skuteczności” – podkreśliła.

Władze litewskie, które od 2020 roku udzielały Cichanouskiej schronienia i politycznego wsparcia, przyjęły decyzję z pełnym zrozumieniem. Przedstawiciele rządu w Wilnie podkreślają, że Litwa pozostaje „niezachwianym sojusznikiem wolnej Białorusi”, choć nie ukrywają, że odejście biura ma wymiar symboliczny. „Zrobiliśmy wszystko, by Swiatłana mogła działać bezpiecznie i skutecznie. Jej wybór Warszawy to naturalny etap rozwoju struktur demokratycznej opozycji” – powiedział litewski urzędnik cytowany przez media.

W Polsce decyzja została przyjęta z wyraźną satysfakcją. Polscy politycy podkreślają, że obecność biura Cichanouskiej w Warszawie wzmacnia rolę Polski jako kluczowego partnera białoruskiej opozycji. „To dowód zaufania i potwierdzenie, że Polska pozostaje najważniejszym miejscem dla tych, którzy walczą o wolną Białoruś” – stwierdził jeden z przedstawicieli rządu. W podobnym tonie wypowiadają się parlamentarzyści opozycji, wskazując, że przenosiny mogą usprawnić koordynację działań humanitarnych, politycznych i informacyjnych.

Znadniemna.pl na podstawie „Rzeczpospolita”fot.: Biuro Swiatłany Cichanouskiej

„Polska jest dla nas wzorem” – liderka demokratycznej Białorusi przeniosła swoje biuro z Wilna do stolicy Polski. Swiatłana Cichanouska, uznawana na arenie międzynarodowej za liderkę wolnej Białorusi, zakończyła proces przenoszenia swojego biura politycznego z Wilna do Warszawy. Decyzja, o której mówiła od kilku miesięcy, stała się

Na Białorusi, gdzie Kościoły Katolicki i Prawosławny od lat funkcjonują pod presją państwa, pojawiło się nowe zagrożenie: osoby związane z okultyzmem, ezoteryką i propagandą zaczynają przedstawiać się jako dobroczyńcy wspólnot religijnych. Ich obecność nie tylko kompromituje Kościoły, lecz także niesie ze sobą realne ryzyko erozji duchowości.

W ostatnich miesiącach „Chrześcijańska Wizja” zwróciła uwagę na ludzi, którzy deklarują wsparcie dla Kościołów, a jednocześnie otwarcie flirtują z symboliką demoniczną, praktykami ezoterycznymi i estetyką mroku. To zjawisko szczególnie niepokojące w kraju, gdzie wierni i duchowni żyją w warunkach presji, a każda forma pomocy z zewnątrz bywa przyjmowana z wdzięcznością — czasem bez dokładnego sprawdzenia, kim jest darczyńca.

Najbardziej jaskrawym przykładem jest Oleg Orłow, deklarujący się jako katolik, a jednocześnie budujący swój publiczny wizerunek na postaci Wolanda — demonicznego bohatera „Mistrza i Małgorzaty”. To właśnie on nakręcił w kościele w Nieświeżu kontrowersyjny teledysk, w którym przed ołtarzem pojawiają się sceny powszechnie uznawane za profanacyjne. W jego nagraniach widać okultystyczne rekwizyty, teatralny półmrok i pozowanie na demoniczną postać. Szczególne oburzenie wywołał film, w którym Orłow używa eucharystycznej czary w otoczeniu przedmiotów rytualnych — dla wierzących to jest jednoznacznym nadużyciem sacrum.

Jednocześnie Orłow chwali się, że przekazuje parafiom rzekome relikwie, w tym „cząstkę Krzyża Świętego”. Nie istnieją jednak żadne dokumenty potwierdzające ich autentyczność. Wprowadzanie do Kościoła fałszywych relikwii to nie tylko oszustwo, lecz także duchowe zagrożenie i poważny cios w wiarygodność wspólnoty.

W kręgu Orłowa pojawia się również zbliżony do panującego na Białorusi reżimu biznesmen Aleksander Zajcew, znany jako jeden z najhojniejszych sponsorów Kościoła Katolickiego na Białorusi. Problem w tym, że jego żona, pisarka Olga Gromyko, publicznie określa się jako Wiedźma i tworzy literaturę, w której główną rolę odgrywają czarownice, wampiry, demony i inne postacie z pogranicza okultyzmu. W Internecie funkcjonuje pod pseudonimami „Wiedźma” i „Wołcha” (nawiązanie do słowiańskiego określenia czarownicy – red.), a sama przyznaje, że jest osobą niewierzącą. To rodzi pytania o to, czy Kościół powinien przyjmować pieniądze z takiego środowiska i czy nie wiąże się to z ryzykiem reputacyjnym oraz duchowym.

Do tego kręgu należy również prawosławna malarka Swietłana Żygimont, promowana przez  miński monaster św. Elżbiety, wspierający walczące na Ukrainie rosyjskie wojsko. Choć deklaruje, że tworzy „współpracując z Bogiem”, jej działalność publiczna idzie w zupełnie innym kierunku. Otwarcie popiera rosyjską agresję na Ukrainę, przedstawia Łukaszenkę w pozytywnym świetle, a jego przeciwników ukazuje jako „opętanych”. Jej prace religijne wywołują u wiernych niepokój i dysonans, a na jej wystawach pojawia się Orłow — w pełnym, mrocznym kostiumie Wolanda (Szatana). To symboliczne połączenie dwóch światów, które nigdy nie powinny się spotkać.

Wszystkie te przypadki pokazują, że Kościoły na Białorusi znalazły się w sytuacji, w której muszą bronić się nie tylko przed represjami państwa, lecz także przed „sojusznikami”, którzy niosą ze sobą duchowe zagrożenie. Okultyści, ezoterycy i propagandyści próbują wejść do przestrzeni religijnej pod przykrywką dobroczynności, a ich obecność może prowadzić do duchowej dezorientacji wiernych, niszczenia reputacji Kościołów i rozmywania granicy między wiarą a manipulacją.

To zjawisko wymaga czujności, odwagi i jasnego odcięcia się od ciemnych wpływów. W kraju, gdzie duchowa przestrzeń jest szczególnie krucha, Kościół nie może pozwolić, by jego autorytet był wykorzystywany przez ludzi, którzy niosą ze sobą coś zupełnie przeciwnego niż światło.

 Znadniemna.pl na podstawie Chrześcijańska Wizja, zdjęcie: screenshot z kanału Olega Orłowa na YouTubie

Na Białorusi, gdzie Kościoły Katolicki i Prawosławny od lat funkcjonują pod presją państwa, pojawiło się nowe zagrożenie: osoby związane z okultyzmem, ezoteryką i propagandą zaczynają przedstawiać się jako dobroczyńcy wspólnot religijnych. Ich obecność nie tylko kompromituje Kościoły, lecz także niesie ze sobą realne ryzyko erozji

W czwartek, 29 stycznia, polskie i litewskie służby ponownie odnotowały wlot balonów z terytorium Białorusi. Obiekty, które pojawiły się nad Podlasiem i na pograniczu litewskim, zostały zidentyfikowane jako balony przemytnicze oraz konstrukcje przypominające balony meteorologiczne. Wojsko i Straż Graniczna podkreślają, że incydent wpisuje się w szerszy schemat działań hybrydowych prowadzonych z kierunku wschodniego.

W nocy z 28 na 29 stycznia polska i litewska przestrzeń powietrzna została naruszona przez obiekty nadlatujące z terytorium Białorusi. Polskie Dowództwo Operacyjne poinformowało, że systemy radiolokacyjne wykryły kilka balonów, które przemieszczały się z wiatrem w kierunku województwa podlaskiego. Władze czasowo zamknęły część przestrzeni powietrznej dla lotnictwa cywilnego, aby uniknąć ryzyka kolizji.

Straż Graniczna potwierdziła, że pierwsze z zabezpieczonych obiektów to balony przemytnicze wykorzystywane do przerzutu kontrabandy z Białorusi. Pozostałe konstrukcje przypominały balony meteorologiczne, choć ich masowe pojawienie się w krótkim czasie budzi wątpliwości służb. Zarówno polskie, jak i litewskie władze podkreślają, że tego typu działania mają charakter destabilizujący i są elementem presji hybrydowej stosowanej wobec państw Unii Europejskiej i NATO.

Wojsko monitorowało trajektorie lotu obiektów, a służby porządkowe prowadzą czynności wyjaśniające. Mieszkańcy regionu zostali poproszeni o zgłaszanie wszelkich znalezisk i unikanie kontaktu z balonami, które mogą zawierać niebezpieczne elementy konstrukcyjne lub ładunki.

Balony przemytnicze pojawiają się na granicy polsko‑białoruskiej i litewsko‑białoruskiej od kilku lat. Najczęściej służą do przerzutu papierosów, choć zdarzały się również próby transportu innych towarów. Konstrukcje są lekkie, unoszone przez wiatr i porzucane po stronie Unii Europejskiej, gdzie czekają na nie odbiorcy.

Zjawisko nasiliło się równolegle z innymi formami presji hybrydowej stosowanej przez Mińsk: sztucznie wywołanym kryzysem migracyjnym, kampaniami dezinformacyjnymi oraz próbami zakłócania pracy służb granicznych. Litwa wielokrotnie musiała zamykać przestrzeń powietrzną z powodu balonów, które stanowiły zagrożenie dla ruchu lotniczego. Polska również odnotowuje regularne incydenty, które wymagają zaangażowania wojska i służb bezpieczeństwa.

Dzisiejszy wlot balonów wpisuje się w ten szerszy kontekst — działania pozornie niegroźne, ale wymierzone w destabilizację i testowanie reakcji państw sąsiednich.

Znadniemna.pl na podstawie tokfm.pl/LRT.ltna zdjęciu: balony z przemytem, fot.: MSW Litwy

W czwartek, 29 stycznia, polskie i litewskie służby ponownie odnotowały wlot balonów z terytorium Białorusi. Obiekty, które pojawiły się nad Podlasiem i na pograniczu litewskim, zostały zidentyfikowane jako balony przemytnicze oraz konstrukcje przypominające balony meteorologiczne. Wojsko i Straż Graniczna podkreślają, że incydent wpisuje się w

W rocznicę śmierci bł. Bolesławy Marii Lament wspominamy kobietę, która swoje powołanie odnalazła wśród ludzi pogranicza – Polaków i Białorusinów, katolików i prawosławnych. Jej cicha obecność, praca wychowawcza i troska o jedność chrześcijan pozostawiły na ziemiach dzisiejszej Białorusi ślad, który trwa do dziś.

Bolesława Maria Lament, choć urodzona w Łowiczu (woj. łódzkie), duchowo dojrzewała na Wschodzie. W Mohylewie, Orszy, Homlu i Petersburgu spotykała ludzi, którzy żyli pomiędzy tradycjami, językami i wyznaniami. To właśnie tam zrozumiała, że jej misją jest budowanie mostów — nie słowem, lecz obecnością.

Najważniejszy moment jej życia rozegrał się w Mohylewie, gdzie w 1905 roku założyła Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny. To nie przypadek, że stało się to właśnie tam — w miejscu, gdzie katolicy i prawosławni żyli obok siebie, a rodziny potrzebowały wsparcia bardziej niż kiedykolwiek. Właśnie na ziemiach dzisiejszej Białorusi jej duchowe dzieło nabrało pełni. Siostry prowadziły szkoły, ochronki, internaty, a przede wszystkim dawały dzieciom i rodzinom poczucie bezpieczeństwa i godności.

Jedna z sióstr, która znała ją osobiście, wspominała:

„Miała w sobie spokój, który udzielał się innym. Kiedy wchodziła do pokoju, znikał lęk.”

Z kolei kapłan pracujący w Mohylewie w latach 20. minionego stulecia pisał o niej:

„Była jak matka dla tych, którzy nie mieli nikogo. Nie pytała o pochodzenie ani o wyznanie — pytała, czego człowiek potrzebuje.”

Współczesne siostry Misjonarki Świętej Rodziny, kontynuujące jej dzieło na Białorusi, mówią o niej z prostą wdzięcznością:

„Gdyby nie Matka Bolesława, nie byłoby nas tutaj. Ona nauczyła nas, że misja zaczyna się od słuchania.”

Po powrocie do Polski w latach 20. nadal wspierała zgromadzenie, choć jej zdrowie słabło. Zmarła 29 stycznia 1946 roku w Białymstoku w opinii świętości.

Bolesława Maria Lament zmarła w Białymstoku w opinii świętości, fot.: siostry-msf.pl

Papież — dziś święty — Jan Paweł II ogłosił ją błogosławioną 5 czerwca 1991 roku w Białymstoku, podkreślając jej wkład w jedność chrześcijan i troskę o ludzi Wschodu.

Papież Jan Paweł II ogłosił ją błogosławioną 5 czerwca 1991 roku w Białymstoku, fot.: siostry-msf.pl

Modlitwa za wstawiennictwem bł. Bolesławy Marii Lament

Kościół pozostawił wiernym modlitwę, w której prosimy o jej wstawiennictwo. Jej fragment brzmi:

„Boże, który obdarzyłeś błogosławioną Bolesławę duchem jedności i miłości, spraw, abyśmy za jej przykładem umieli nieść pokój tam, gdzie panuje podział.”

To krótkie wezwanie dobrze oddaje sens jej życia — służyć tam, gdzie inni widzieli tylko granice.

Opr. Emilia Kuklewska/Znadniemna.pl na podstawie materiałów Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny, na zdjęciu: Błogosławiona Bolesława Maria Lament, fot.: siostry-msf.pl

W rocznicę śmierci bł. Bolesławy Marii Lament wspominamy kobietę, która swoje powołanie odnalazła wśród ludzi pogranicza – Polaków i Białorusinów, katolików i prawosławnych. Jej cicha obecność, praca wychowawcza i troska o jedność chrześcijan pozostawiły na ziemiach dzisiejszej Białorusi ślad, który trwa do dziś. Bolesława Maria Lament,

Dziś, w 82. rocznicę zbrodni w Koniuchach, pochylamy się nad pamięcią Polaków i Białorusinów zamordowanych o świcie przez oddziały sowieckiej partyzantki – rosyjskie, litewskie i żydowskie działające w strukturach ZSRR. Wspominamy ludzi, których życie przerwano w ich własnych domach, bez możliwości obrony. Ten dzień jest wyrazem żalu, szacunku i pamięci wobec ofiar, które przez dziesięciolecia pozostawały w cieniu historii.

Koniuchy (w rejonie solecznickim na Litwie) były niewielką, rolniczą wsią na skraju Puszczy Rudnickiej. Jej mieszkańcy – Polacy i Białorusini – żyli w warunkach wojennego chaosu, starając się przetrwać pomiędzy kolejnymi rabunkami różnych grup zbrojnych. W styczniu 1944 roku sowieckie dowództwo partyzanckie uznało, że wieś „przeszkadza” w działaniach oddziałów operujących w okolicy. Zapadła decyzja o jej zniszczeniu. Operacją kierował Genrikas Zimanas (jidysz: Henoch Ziman), funkcjonariusz sowieckiego aparatu partyzanckiego. W ataku uczestniczyli partyzanci rosyjscy i litewscy oraz żydowskie oddziały partyzanckie, m.in. grupa Jaakowa Prennera i bojownicy z oddziału im. Adama Mickiewicza (sowiecki oddział o polskiej nazwie, bez polskiego składu; podporządkowany dowództwu ZSRR i niepowiązany z polskim podziemiem – red.).

O świcie wieś została otoczona. Domy podpalano, a uciekających mieszkańców zabijano. Zginęło co najmniej 38 osób, choć część badaczy wskazuje, że liczba ofiar mogła być wyższa. Wśród zabitych były dzieci, kobiety, osoby starsze – ludzie, którzy nie mieli żadnego wpływu na działania wojenne.

Relacje świadków i uczestników potwierdzają brutalny charakter akcji. Chaim Lazar, żydowski partyzant z oddziału „Nekama” (hebr. נקמה – „zemsta”), pisał po latach:

„Wioskę otoczyliśmy ze wszystkich stron. Domy płonęły, a my strzelaliśmy do każdego, kto próbował uciekać.”

Z kolei jeden z ocalałych mieszkańców wspominał w rozmowie z badaczami IPN:

„Strzelali do ludzi wybiegających z płonących domów. Nie patrzyli, czy to kobieta, czy dziecko.”

Przez dziesięciolecia o Koniuchach nie wolno było mówić. Zbrodnia była przemilczana, a świadectwa ofiar i ocalałych pozostawały na marginesie historii. Dopiero po 1989 roku możliwe stało się prowadzenie badań, które pozwoliły odtworzyć przebieg wydarzeń i wskazać sprawców.

W 82. rocznicę tragicznego poranka wspominamy mieszkańców Koniuchów jako ludzi, którym odebrano życie w sposób zaplanowany i bezwzględny. Pamięć o nich jest obowiązkiem – wobec prawdy historycznej i wobec tych, którzy nie mogli opowiedzieć swojej historii.

Znadniemna.pl na podstawie Przystanekhistoria.pl, na zdjęciu: Pomnik ofiar zbrodni w Koniuchach, fot.: Wikipedia

Dziś, w 82. rocznicę zbrodni w Koniuchach, pochylamy się nad pamięcią Polaków i Białorusinów zamordowanych o świcie przez oddziały sowieckiej partyzantki – rosyjskie, litewskie i żydowskie działające w strukturach ZSRR. Wspominamy ludzi, których życie przerwano w ich własnych domach, bez możliwości obrony. Ten dzień jest

We wtorkowy wieczór, 27 stycznia, wileńskie lotnisko aż trzykrotnie wstrzymywało pracę z powodu balonów przemytniczych nadlatujących z Białorusi. Radary wykryły 42 obiekty, a zakłócenia dotknęły ponad 1700 pasażerów. Służby zatrzymały cztery osoby, odnaleziono osiem balonów oraz szczątki kilku kolejnych, a jeden z nich spadł w centrum Wilna, przy ulicy Kareivių, niedaleko rzeki.

Według policji około godziny 21.00 w pobliżu przemycanego ładunku zatrzymał się „Mercedes-Benz ML350 4MATIC”. To SUV klasy premium, często kojarzony z kierowcami dysponującymi większymi środkami. Kierowca, który próbował odebrać przesyłkę, po zauważeniu funkcjonariuszy rzucił się do ucieczki i wskoczył z powrotem do auta. Podczas odwrotu potrącił jednego z policjantów. Funkcjonariusz odczuwał ból, ale nie wymagał pomocy medycznej, a sprawca zdołał zbiec. Na miejscu zabezpieczono 1500 paczek papierosów „NZ Gold” z białoruskimi banderolami.

Szef Narodowego Centrum Zarządzania Kryzysowego Vilmantas Vitkauskas podkreśla, że litewskie służby kierują znaczne siły, by identyfikować osoby odbierające przesyłki i ograniczać skalę procederu. Jak zaznacza, działania mają charakter prewencyjny i są odpowiedzią na rosnącą liczbę incydentów.

Wtorkowe zakłócenia wpisują się w szerszy problem, który nasilił się pod koniec 2025 roku. W tamtym okresie litewskie MSW odnotowało około 600 naruszeń przestrzeni powietrznej przez balony przemytnicze oraz 197 przez drony. W październiku i listopadzie lotnisko w Wilnie było zamykane wielokrotnie, a 6 grudnia doszło do jednego z najpoważniejszych incydentów, który sparaliżował pracę portu. Łącznie zakłócenia spowodowane balonami wpłynęły na ponad 320 lotów i ponad 45 tys. pasażerów, co stanowiło około 5 procent całego ruchu w tym okresie.

W reakcji na eskalację zagrożeń na początku grudnia 2025 roku wprowadzono w kraju stan sytuacji ekstremalnej, który obowiązuje do dziś. Litewskie władze podkreślają, że balony są wypuszczane z terytorium Białorusi przez przemytników papierosów, a odpowiedzialność za brak przeciwdziałania temu procederowi ponosi reżim w Mińsku. Rząd w Wilnie traktuje te działania jako formę presji hybrydowej wymierzonej w bezpieczeństwo państwa i funkcjonowanie jego infrastruktury.

 Znadniemna.pl na podstawie LRT.lt/BNS, fot.: Facebook.com

We wtorkowy wieczór, 27 stycznia, wileńskie lotnisko aż trzykrotnie wstrzymywało pracę z powodu balonów przemytniczych nadlatujących z Białorusi. Radary wykryły 42 obiekty, a zakłócenia dotknęły ponad 1700 pasażerów. Służby zatrzymały cztery osoby, odnaleziono osiem balonów oraz szczątki kilku kolejnych, a jeden z nich spadł w

Dzisiaj przypada rocznica urodzin Władysława Raczkiewicza — polityka, którego życie i myślenie wyrastały z wielonarodowego świata Kresów, gdzie polskość splatała się z białoruską, ukraińską i litewską codziennością. Jako pierwszy prezydent Polski na uchodźstwie pozostał wierny temu doświadczeniu, przekonany, że siła Rzeczypospolitej rodzi się z różnorodności i zrozumienia ludzi żyjących na jej wschodnich rubieżach.

Kresowe korzenie i młodość na pograniczach

Władysław Raczkiewicz urodził się 28 stycznia 1885 roku w Kutaisi (Gruzja), w rodzinie inteligenckiej, która niosła w sobie pamięć Kresów jak dziedzictwo i zobowiązanie. Ojciec, Józef, był zesłańcem i sędzią, człowiekiem prawniczej precyzji i głębokiej polskiej godności. Matka, Ludwika z Łukaszewiczów, pochodziła z kresowej inteligencji, z domu, w którym opowieści o Nowogródczyźnie i Wileńszczyźnie przekazywano jak rodzinne modlitwy.

W 1903 roku ukończył gimnazjum w Twerze. Studiował w Petersburgu, gdzie wstąpił do Organizacji Młodzieży Narodowej i Związku Młodzieży Polskiej „Zet”. W 1911 roku ukończył Wydział Prawa Uniwersytetu w Dorpacie, po czym pracował jako adwokat w Mińsku Litewskim — mieście będącym jednym z najważniejszych punktów polsko‑białoruskiego pogranicza.

I wojna światowa i służba państwowa

Podczas I wojny światowej został zmobilizowany do armii rosyjskiej i przydzielony do Sztabu Frontu Zachodniego. W 1917 roku objął funkcję prezesa Naczelnego Polskiego Komitetu Wojskowego (Naczpolu), współdziałając z Radą Regencyjną i opowiadając się za tworzeniem polskich sił zbrojnych w Rosji.

W 1918 roku wstąpił do Wojska Polskiego. Służył w 10. Pułku Ułanów Dywizji Litewsko‑Białoruskiej, brał udział w obronie Mińska przed bolszewikami, a w 1920 roku dowodził ochotniczym oddziałem kresowym walczącym o Wilno. W latach 1919–1921 pełnił kluczowe funkcje administracyjne na ziemiach wschodnich: był zastępcą Komisarza Generalnego Ziem Wschodnich, szefem Zarządzania Terenów Przyfrontowych i Etapowych oraz delegatem przy Rządzie Litwy Środkowej.

W 1921 roku po raz pierwszy został ministrem spraw wewnętrznych — urząd ten obejmował jeszcze dwukrotnie. Przez niemal dwie dekady pełnił funkcję wojewody: nowogródzkiego, wileńskiego, krakowskiego i pomorskiego. To właśnie Nowogródczyzna i Wileńszczyzna — ziemie wielonarodowe, w których polskość splatała się z białoruską, ukraińską, litewską i żydowską codziennością — ukształtowały jego sposób myślenia o państwie.

W latach 30. związał się z obozem sanacyjnym. Został senatorem z listy BBWR (Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem), marszałkiem Senatu oraz prezesem Światowego Związku Polaków z Zagranicy.

Prezydent w czasie wojny

5 września 1939 roku opuścił Polskę i udał się do Francji. Po internowaniu prezydenta Ignacego Mościckiego i rezygnacji Bolesława Wieniawy‑Długoszowskiego, Mościcki wskazał Raczkiewicza jako swojego następcę. 30 września 1939 roku Raczkiewicz został zaprzysiężony na prezydenta RP na uchodźstwie.

Prof. Andrzej Ajnenkiel oceniał to wydarzenie jednoznacznie:

„Objęcie przezeń urzędu prezydenta Rzeczypospolitej stanowiło widomy wyraz ciągłości naszych władz państwowych (…). Władze wracały na tory legalizmu konstytucyjnego.”

Tego samego dnia Raczkiewicz podpisał z premierem Władysławem Sikorskim tzw. umowę paryską, ograniczającą jego prerogatywy na rzecz rządu. Dzięki temu możliwa stała się współpraca sanacji z opozycją, a rząd RP odzyskał wiarygodność w oczach aliantów.

W kolejnych latach prezydent podejmował decyzje o fundamentalnym znaczeniu: amnestionował więźniów brzeskich, unieważnił akty prawne okupantów, powołał Wojskowy Trybunał Orzekający. W grudniu 1942 roku był sygnatariuszem listu do papieża Piusa XII, wzywającego do zainteresowania się losem Polaków i Żydów.

Po klęsce Francji w 1940 roku przeniósł się wraz z rządem do Wielkiej Brytanii. Sprzeciwiał się układowi Sikorski‑Majski, co doprowadziło do kryzysu gabinetowego. Po śmierci Sikorskiego w 1943 roku powołał na premiera Stanisława Mikołajczyka. W czasie Powstania Warszawskiego apelował do aliantów o pomoc dla walczącej stolicy i starał się łagodzić konflikty w polskich władzach.

Po konferencji jałtańskiej, gdy mocarstwa cofnęły uznanie rządowi RP na uchodźstwie, Raczkiewicz stracił wpływ na kształt powojennej Polski, pozostając jednak symbolem legalnej ciągłości państwa.

Śmierć, pamięć i kresowe dziedzictwo

Sarkofag Władysława Raczkiewicza w Mauzoleum Prezydentów RP na Uchodźstwie, fot.: Wikipedia

6 czerwca 1947 roku Władysław Raczkiewicz zmarł na białaczkę w walijskim Ruthin. Spoczął na Cmentarzu Lotników Polskich w Newark. Dziś, w rocznicę jego urodzin, jego biografia — rozpięta między Kaukazem, Kresami i emigracją — przypomina, że polskość może być otwarta, dialogiczna i zakorzeniona w wielonarodowym doświadczeniu. W pamięci potomnych pozostaje jako prezydent, który w najtrudniejszym momencie XX wieku ocalił ciągłość państwa i wierzył, że Rzeczpospolita jest najsilniejsza wtedy, gdy potrafi objąć różnorodność, a nie ją tłumić.

 Opr. Adolf Gorzkowski na podstawie Polski Słownik Biograficzny , Dzieje.pl, na zdjęciu: Prezydent RP na uchodźstwie w latach 1940-1947 Władysław Raczkiewicz, fot.: NAC/Wikipedia

Dzisiaj przypada rocznica urodzin Władysława Raczkiewicza — polityka, którego życie i myślenie wyrastały z wielonarodowego świata Kresów, gdzie polskość splatała się z białoruską, ukraińską i litewską codziennością. Jako pierwszy prezydent Polski na uchodźstwie pozostał wierny temu doświadczeniu, przekonany, że siła Rzeczypospolitej rodzi się z różnorodności

Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan, przypadający w całym świecie na okres 18-25 stycznia, na Białorusi po raz kolejny pokazał wyraźny dystans między największymi Kościołami w kraju: już trzeci rok z rzędu prawosławne duchowieństwo nie wzięło udziału w ekumenicznym nabożeństwie w Mińsku. Na wspólnej modlitwie  w stolicy obecni byli przedstawiciele innych wyznań, ale udział Białoruskiej Prawosławnej Cerkwi ograniczył się jedynie do reprezentacji świeckiej.

Wieczorem 24 stycznia w mińskim archikatedralnym kościele ekumenicznemu nabożeństwu przewodniczył metropolita mińsko-mohylewski arcybiskup Józef Staniewski. Liczba przedstawicieli innych wyznań była mniejsza niż w latach poprzednich. Obok metropolity Staniewskiego obecni byli: archimandryta Sergiusz Gajek, apostolski administrator dla grekokatolików, diakon baptystów Paweł Osienienko oraz reprezentant wspólnoty luterańskiej Igor Niestierowicz.

Białoruską Prawosławną Cerkiew reprezentował świecki wierny — Andrej Daniłow, kierownik katedry religioznawstwa Instytutu Teologii Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego (BGU). Oznacza to, że w liturgii uczestniczyli jedynie duchowni katoliccy, diakon wspólnoty baptystów oraz reprezentant wspólnoty luterańskiej. W świątyni obecny był także przedstawiciel aparatu państwowego — urzędnik z biura Pełnomocnika ds. Religii i Narodowości.

Warto zauważyć, że dzień wcześniej, podczas prawosławnego spotkania bożonarodzeniowego, dialog międzywyznaniowy odbył się w znacznie szerszym gronie. Uczestniczyli w nim zwierzchnicy Kościoła katolickiego, wspólnoty luterańskiej, a także przedstawiciele muzułmanów i judaizmu.

W Grodnie ekumenicznemu nabożeństwu w katedrze pw. św. Franciszka Ksawerego, przewodniczył biskup Włodzimierz Hulaj. Również tutaj przy ołtarzu zabrakło prawosławnego duchowieństwa. Przedstawiciel miejscowej eparchii  prawosławnej był obecny w świątyni, ale nie dołączył do uczestników liturgii. Wyszedł jedynie, by odczytać pozdrowienia od prawosławnego arcybiskupa Antoniego. Sądząc po ubiorze wysłannikiem prawosławnego hierarchy był duchowny, jednak nie został on przedstawiony zgromadzonej na modlitwie wspólnocie wiernych  ani z imienia, ani z funkcji.

Reprezentanci kościołów na nabożeństwie ekumenicznym w Grodnie, fot.: Grodnensis.by

Podczas nabożeństwa  w Grodnie wystąpili także: pastor luterański Władimir Tatarnikow, pastor Kościoła Pełnej Ewangelii Wiktor Stepko oraz greckokatolicki ksiądz Andrej Krot. Ostatni raz prawosławny duchowny uczestniczył w ekumenicznym nabożeństwie w Grodnie w 2024 roku. Rok temu prawosławna eparchia również ograniczyła się jedynie do odczytania pozdrowień od arcybiskupa przez jego reprezentanta.

Znadniemna.pl na podstawie Katolik.life, fot.: Catholicminsk.by

 

Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan, przypadający w całym świecie na okres 18-25 stycznia, na Białorusi po raz kolejny pokazał wyraźny dystans między największymi Kościołami w kraju: już trzeci rok z rzędu prawosławne duchowieństwo nie wzięło udziału w ekumenicznym nabożeństwie w Mińsku. Na wspólnej modlitwie  w

Wydawnictwo Naukowe UMK udostępniło pierwsze egzemplarze monumentalnej publikacji „Księgi grodzkiej oszmiańskiej z lat 1650–1719”. Czterotomowe wydanie zawiera 480 testamentów szlachty powiatu oszmiańskiego i innych regionów Wielkiego Księstwa Litewskiego, ukazując zarówno sieć powiązań rodzinnych i majątkowych, jak i codzienne życie drobnej szlachty w jednym z największych powiatów województwa wileńskiego.

Nowa publikacja, obejmująca cztery tomy, jest najstarszym znanym kompletem księgi testamentalnej z terenów Wielkiego Księstwa Litewskiego, przechowywanym w Narodowym Historycznym Archiwum Republiki Białoruś w Mińsku. Wydawnictwo ma na celu przybliżenie współczesnym czytelnikom zarówno historii regionu, jak i życia codziennego lokalnej szlachty w XVII i XVIII wieku.

Każdy z 480 testamentów dostarcza informacji o majątkach, powiązaniach rodzinnych, standardzie życia oraz kulturze materialnej drobnej szlachty. Publikacja pozwala zobaczyć, jak funkcjonował drugi co do wielkości powiat województwa wileńskiego i jakie znaczenie miały w nim więzi rodzinne i ekonomiczne.

Tekst został opracowany przez zespół badaczy: dr Volhę Babkovą, dr Piotra Łabędzia oraz dr hab. Wiolettę Zielecką-Mikołajczyk, która przygotowała również wstęp i przypisy rzeczowe. Całość powstała w ramach grantu Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki kierowanego przez prof. dra hab. Tomasza Kempę z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Projekt miał na celu przygotowanie do druku czterech tomów źródeł dotyczących dziejów Wielkiego Księstwa Litewskiego i jest częścią serii wydawniczej „Monumenta Magni Ducatus Lithuaniae”.

Dotychczas w ramach tej serii ukazały się m.in. „Księga magistratu miasta Połocka z 1676 roku”, a w nadchodzących miesiącach czytelnicy otrzymają „Źródła do dziejów Żmudzi (1522–1648)” oraz „Akta sejmikowe województwa wileńskiego (1566–1655)”. Zwieńczeniem wieloletniego projektu jest właśnie publikacja największego z opracowanych tomów – „Księgi grodzkiej oszmiańskiej z lat 1650–1719”.

Dostęp do pierwszych trzech tomów zostanie udostępniony już wkrótce na stronie Wydawnictwa Naukowego UMK, a pełen komplet czterech tomów pozwoli badaczom, genealogom i pasjonatom historii na szczegółowe poznanie dziejów szlachty Wielkiego Księstwa Litewskiego oraz kultury materialnej XVII–XVIII wieku.

Znadniemna.pl/omega.umk.pl/Fot.: facebook.com/edycja.ksiag.grodzkich.oszmianskich

Wydawnictwo Naukowe UMK udostępniło pierwsze egzemplarze monumentalnej publikacji „Księgi grodzkiej oszmiańskiej z lat 1650–1719”. Czterotomowe wydanie zawiera 480 testamentów szlachty powiatu oszmiańskiego i innych regionów Wielkiego Księstwa Litewskiego, ukazując zarówno sieć powiązań rodzinnych i majątkowych, jak i codzienne życie drobnej szlachty w jednym z największych

Mieszkańcy Białegostoku oraz przedstawiciele białoruskiej diaspory zgromadzili się 26 stycznia przy pomniku ks. Jerzego Popiełuszki, by uczcić 58. miesięcznicę uwięzienia Andrzeja Poczobuta – dziennikarza i działacza ZPB, przetrzymywanego od 25 marca 2021 roku za kratkami przez reżim w Mińsku. Uczestnicy akcji  domagali się uwolnienia więzionego działacza i dziennikarza oraz przypominali o losie wszystkich więźniów politycznych na Białorusi.

Uczestnicy przynieśli na akcję portrety Poczobuta, biało‑czerwone i biało‑czerwono‑białe flagi oraz transparenty przypominające o długości jego uwięzienia. W skupieniu odczytano krótką informację o aktualnej sytuacji dziennikarza oraz o warunkach, w jakich przetrzymywani są więźniowie polityczni w białoruskich koloniach karnych.

Podkreślano, że Andrzej Poczobut – skazany w procesie politycznym – stał się symbolem walki o wolność słowa, prawa człowieka i godność mniejszości polskiej na Białorusi. Organizatorzy zapowiedzieli kontynuację comiesięcznych zgromadzeń aż do momentu jego uwolnienia.

Spotkanie zakończyło się zapaleniem zniczy i chwilą ciszy w intencji wszystkich więźniów politycznych przetrzymywanych przez reżim w Mińsku.

Znadniemna.pl, fot.: Facebook.com

Mieszkańcy Białegostoku oraz przedstawiciele białoruskiej diaspory zgromadzili się 26 stycznia przy pomniku ks. Jerzego Popiełuszki, by uczcić 58. miesięcznicę uwięzienia Andrzeja Poczobuta – dziennikarza i działacza ZPB, przetrzymywanego od 25 marca 2021 roku za kratkami przez reżim w Mińsku. Uczestnicy akcji  domagali się uwolnienia więzionego

Przejdź do treści