HomeHistoriaWspomnienie o ks. Józefie Majewskim w 165. rocznicę wydarzeń, które poruszyły Grodno

Wspomnienie o ks. Józefie Majewskim w 165. rocznicę wydarzeń, które poruszyły Grodno

Sto sześćdziesiąt pięć lat temu, 26 sierpnia 1861 roku (według kalendarza juliańskiego – 14 sierpnia), w Grodnie rozegrały się wydarzenia, które na trwałe wpisały się w historię miasta i całej Grodzieńszczyzny. W czasie gwałtownych demonstracji, narastającego napięcia społecznego i presji rusyfikacyjnej, gdy emocje wśród mieszkańców osiągały punkt wrzenia, dziekan grodzieński ks. Józef Majewski stanął wobec wyboru, który mógł zaważyć na losie ludzi, Kościoła i samego miasta. Jego decyzje – opisane trzydzieści lat później w jego własnych wspomnieniach – ukazują duchownego, który nie podżegał, lecz prowadził; nie wzywał do przemocy, lecz do godności; nie szukał konfrontacji, lecz bronił prawa ludzi do modlitwy i obecności Kościoła w życiu publicznym.

W Grodnie narastało wzburzenie. Tłum domagał się od duchowieństwa udziału w procesji, która w oczach mieszkańców była nie tylko aktem religijnym, lecz także manifestacją godności wobec zaborcy. Odmowa wikariuszy doprowadziła do otwartego konfliktu i bojkotu kościoła. Gdy wierni zwrócili się do dziekana, prosząc, by Kościół „stanął na czele”, Majewski odpowiedział spokojnie, ale stanowczo: „Kościół słucha jedynie Ducha Bożego… nie jest piłką posłuszną w rękach tych, którzy chcą nią grać według własnego uznania.”

Słowa te nie były ucieczką od odpowiedzialności. Przeciwnie — były zapowiedzią, że Kościół nie opuści wiernych w chwili próby.

W niedzielę ks. Majewski wygłosił kazanie, którego sens znamy z jego własnych zapisków. Tłumaczył, że procesja musi pozostać aktem religijnym, odbywanym „w duchu pojednania, chrześcijańskiego zjednoczenia i braterskiej miłości”, że nie wolno jej przekształcać w demonstrację polityczną ani śpiewać pieśni zakazanych przez władze. Ale jednocześnie – i to pamięć Grodna zachowała najmocniej – nie odmówił prowadzenia ludu.

W chwili, gdy wielu duchownych w innych miastach wycofywało się ze strachu przed represjami, Majewski powiedział: „Kościół was nie opuści.”

Gdy z Wilna nadeszła depesza: „Wszelkie nadzwyczajne procesje są najwyższą wolą zakazane”, dziekan grodzieński znalazł się w sytuacji dramatycznej. Z jednej strony – zakaz władzy. Z drugiej – obietnica złożona ludowi w imię Boga. Wiedział, że odmowa może doprowadzić do wybuchu. Wiedział też, że procesja nie może być demonstracją polityczną. Dlatego zdecydował się ją poprowadzić – nie jako akt buntu, lecz jako akt odwagi i odpowiedzialności.

W dniu procesji plac przed kościołem otoczyły wojska. Po zakończeniu nabożeństwa Majewski wszedł na ambonę i powiedział wiernym, że procesje są zakazane, ale że nie może zwolnić ich z obietnicy złożonej Bogu. „Niech każdy z was postąpi według własnego sumienia i własnego rozeznania” – dodał, przypominając, że nie wolno używać przemocy.

Procesja wyszła z kościoła. Lud uklęknął przed kordonem wojsk, odmawiając litanię. Generał Goldgöer (dowódca stacjonującego w Grodnie wojska rosyjskiego – red.), widząc krzyż, zdjął czapkę i nakazał to samo żołnierzom. Gdy demonstranci próbowali przejść dalej, generał powiedział: „I ja wierzę w Niego tak samo jak wy, ale każdy musi wypełnić swój obowiązek.”

Wtedy Majewski dał znak, że chce mówić:

„W swoim pragnieniu wypełnienia obietnicy złożonej Bogu napotkaliście przeszkodę, która nie zależy od was. Wobec tego uważam waszą obietnicę za spełnioną przed Bogiem.”

Procesja wróciła do kościoła w pokoju. Ale w pamięci Grodna pozostała jako akt duchowego sprzeciwu, jako moment, w którym kapłan stanął między ludem a wojskiem, broniąc prawa wiernych do modlitwy i obecności Kościoła w przestrzeni publicznej.

Kilka dni później Majewski został aresztowany i przewieziony do Wilna. Oskarżono go o „podburzającą propowiedź”, choć jego kazanie było aktem uspokojenia. Skazano go na zesłanie do Tobołska. W 1862 roku został ułaskawiony. Życie zakończył w Druskienikach.

Dziś, w 165. rocznicę tamtych wydarzeń, wspominamy ks. Józefa Majewskiego jako człowieka, który w chwili próby wybrał odwagę. Jego kazanie nie było manifestem politycznym – ale jego postawa była manifestem godności. Jego słowa nie były wezwaniem do buntu – ale jego czyn był sprzeciwem wobec przemocy administracyjnej. Jego decyzje nie były aktem rewolucji – ale jego obecność była aktem wolności.

Wspominając ks. Majewskiego, trudno nie zauważyć, że jego wybór – dokonany w Grodnie w 1861 roku – nie należy wyłącznie do przeszłości. W pamięci Grodzieńszczyzny jego postawa stała się symbolem duchownego, który w chwili napięcia społecznego stanął między ludem a władzą, próbując ocalić godność ludzi i zachować pokój.

Historia lubi powracać w nowych formach. W 2020 roku, gdy Białoruś ogarnęła fala protestów przeciwko przemocy państwowej, wielu duchownych – zarówno katolickich, jak i prawosławnych – znalazło się w sytuacji zadziwiająco podobnej do tej, przed którą w 1861 roku stanął dziekan grodzieński. Oni również musieli odpowiedzieć na pytanie, czy Kościół może milczeć, gdy lud szuka w nim oparcia; czy ma prawo odwrócić się od tych, którzy przychodzą do świątyni nie tylko po modlitwę, lecz także po nadzieję.

Tak jak w 1861 roku, także w 2020 roku duchowni stawali przed wyborem, który nie był polityczny, lecz moralny: czy w chwili społecznego napięcia Kościół ma pozostać jedynie obserwatorem, czy też – jak mówił ks. Majewski – „nie opuścić wiernych”.

Ta paralela nie służy ocenom współczesności. Służy zrozumieniu, że historia ks. Majewskiego jest świadectwem, które przekracza epokę: pokazuje, że w czasach niepokoju ludzie zawsze zwracają się ku Kościołowi, a Kościół zawsze musi odpowiedzieć – nie polityką, lecz sumieniem.

 Znadniemna.pl na podstawie Pawet.net oraz Naszapamiec.pl, na zdjęciu: Katedra pw. św. Franciszka Ksawerego, w której posługiwał śp. ks. Józef Majewski, fot.: Wikipedia

Brak komentarzy

Skomentuj

Przejdź do treści