Dziś, 12 maja 2026 roku, mija 77. rocznica śmierci ppor. Anatola Radziwonika „Olecha”, ostatniego komendanta Obwodu AK Szczuczyn, który poległ w walce z oddziałami NKWD w lasach między Raczkowszczyzną a Baksztami. Jego biografia – od prawosławnych korzeni po świadomy wybór służby Rzeczypospolitej – obala propagandowe mity o rzekomo „katolicko‑nacjonalistycznym” charakterze polskiego podziemia.
„Nic dla siebie, wszystko dla Ojczyzny” – te słowa najlepiej oddają sens życia Anatola Radziwonika. Wyrósł na ziemi, gdzie polskość była wyborem, a nie dziedziczoną etykietą. Pochodził z rodziny prawosławnej, głęboko zakorzenionej w tradycji lokalnej społeczności. Dopiero później, już jako dorosły człowiek, przeszedł na katolicyzm. Jego droga życiowa pokazuje, że polskość na Kresach nie była kwestią wyznania, lecz świadomej decyzji i poczucia odpowiedzialności za wspólnotę.
To właśnie dlatego jego biografia tak mocno uderza w sowiecką i współczesną propagandę, która próbowała przedstawiać polskie podziemie jako ruch „katolickich nacjonalistów”. Radziwonik – prawosławny z pochodzenia, Polak z wyboru – jest najlepszym dowodem, że ta narracja nie ma nic wspólnego z prawdą.
Gdy przyszła wojna, „Olech” nie wahał się ani chwili. Wstąpił do konspiracji, a dzięki naturalnemu autorytetowi szybko stał się jednym z najważniejszych dowódców na ziemi lidzkiej. Pod pseudonimami „Olech” i „Stary” prowadził swoich ludzi przez lata okupacji niemieckiej, a po 1944 roku – przez jeszcze trudniejszy czas sowieckiego terroru.
Jak podkreśla dr Kazimierz Krajewski, Radziwonik był jednym z tych dowódców, którzy nie złożyli broni, bo wiedzieli, że polska ludność na Kresach została pozostawiona sama sobie. NKWD prowadziło brutalne pacyfikacje, wywózki i aresztowania. „Olech” stanął między terrorem a bezbronnymi mieszkańcami – i to właśnie ta rola uczyniła go celem numer jeden dla sowieckich grup operacyjnych.
Jego oddział był dla okolicznych wsi ostatnią linią obrony. Ludzie wiedzieli, że dopóki „Olech” jest w lesie, dopóty nie są sami. Dlatego NKWD ściągało przeciwko niemu specjalne grupy pościgowe, prowadząc wielomiesięczne obławy.
12 maja 1949 r. w lasach między Raczkowszczyzną a Baksztami doszło do ostatniego starcia. Otoczony, walczył do końca. Poległ tak, jak żył – wierny swoim ludziom i swojej ziemi. Jego śmierć, jak zauważa Krajewski, zamknęła epokę polskiego podziemia na Kresach. Po nim nie było już nikogo, kto mógłby stanąć na czele rozbitej, ale wciąż wiernej Polsce społeczności.
Dziś pamiętamy o nim nie tylko jako o dowódcy, lecz jako o człowieku, który w czasach powszechnego strachu zachował niezłomność. O człowieku, który nie szukał chwały, nie zabiegał o zaszczyty, nie myślał o sobie. Jego życie – krótkie, lecz pełne – jest świadectwem, że wierność wartościom bywa trudniejsza niż sama walka.
W 77. rocznicę jego śmierci wspominamy ppor. Anatola Radziwonika „Olecha” jako jednego z ostatnich kresowych rycerzy – tych, którzy nie pozwolili, by na ich ziemi zgasła Polska.
Znadniemna.pl, zdjęcie Anatola Radziwonika „Olecha” pochodzi ze zbiorów dr Kazimierza Krajewskiego i było publikowane m.in. w miesięczniku „Pamięć.pl”, nr 2/2015.




