W połowie kwietnia na terenie Polskiego Cmentarza Wojennego w Katyniu pod Smoleńskiem, w miejscu upamiętniającym ofiary zbrodni NKWD z 1940 roku, otwarto wystawę „Dziesięć wieków polskiej rusofobii”, przygotowaną przez Rosyjskie Wojskowo‑Historyczne Towarzystwo. Ekspozycja stanęła tuż obok rosyjskiego Memoriału „Katyń” i według organizatorów ma dokumentować rzekomą nienawiść Polski do Rosji. W rzeczywistości stała się niezamierzonym świadectwem tego, jak Kreml, tropiąc rusofobię, odsłonił własną historię przemocy wobec Rosjan.
Za wystawę odpowiada Rosyjskie Wojskowo‑Historyczne Towarzystwo, instytucja państwowa kierowana przez Władimira Miedinskiego, byłego ministra kultury Rosji, dziś doradcę prezydenta i jednego z głównych architektów oficjalnej polityki historycznej Kremla. To środowisko od lat zajmuje się tworzeniem narracji zgodnych z politycznymi potrzebami władzy, a katyńska ekspozycja jest kolejnym przykładem takiej działalności.
Wystawa przedstawia Polskę jako kraj, którego elity od wieków miały żywić nienawiść do Rosji i narodu rosyjskiego. Jej autorzy przekonują, że polska „rusofobia” przejawiała się w rzekomych próbach zajmowania rosyjskich terytoriów oraz „niszczenia rosyjskiego, białoruskiego i małorosyjskiego narodu”. Dużą część ekspozycji poświęcono XX wiekowi i II wojnie światowej, przedstawiając Polskę jako państwo, które po 1999 roku — po wejściu do NATO, a następnie (w 2004 roku) do Unii Europejskiej — miało przejść gwałtowny wzrost nacjonalizmu i rzekomo kontynuować „neonazistowską” politykę. W materiałach towarzyszących wystawie podkreśla się, że Armia Czerwona „wyzwoliła Polskę”, że ZSRR poniósł ogromne ofiary, niosąc jej pomoc, a współczesna Polska ma prowadzić „agresywną antysowiecką i antyrosyjską politykę”, niszczyć pomniki Armii Czerwonej i dostarczać broń Ukrainie. Całość ma — według organizatorów — „przypominać o wspólnej historii obu narodów” i pokazywać fakty, o których rzekomo wcześniej nie mówiono.
Problem polega na tym, że wystawa została ustawiona w miejscu, które samo w sobie jest świadectwem zbrodni państwa sowieckiego — zarówno wobec Polaków, jak i wobec własnych obywateli. W Katyniu spoczywają nie tylko polscy oficerowie zamordowani w 1940 roku, lecz także tysiące Rosjan, Białorusinów i Ukraińców, ofiar Wielkiego Terroru z lat 1936–1938. W takim miejscu narracja o polskiej „nienawiści do Rosji” brzmi jak odwrócenie sensów. Jeśli bowiem trzymać się literalnego znaczenia słowa „rusofobia”, czyli nienawiści do Rosjan i ich systematycznego niszczenia, to trudno znaleźć w historii większego prześladowcę Rosjan niż sowieckie państwo. W latach Wielkiego Terroru rozstrzelano co najmniej 680 tysięcy obywateli ZSRR, przez system Gułagu przeszło ponad 20 milionów ludzi, a w jednym tylko 1942 roku w obozach zmarło tyle osób, ile żołnierzy straciła Wielka Brytania przez całą II wojnę światową. Żadne państwo sąsiednie — ani Polska, ani kraje bałtyckie — nie przeprowadziło wobec Rosjan operacji eksterminacyjnych porównywalnych z tym, co ZSRR zrobił własnym obywatelom. To nie są opinie, lecz fakty potwierdzone przez rosyjskie archiwa i rosyjskie śledztwa z początku XXI wieku.
Jeszcze w 2010 roku rosyjska Duma uznała, że zbrodnia katyńska została dokonana na bezpośredni rozkaz Stalina. W tym samym roku ówczesny premier Rosji mówił w Katyniu, że prawdy o tym przestępstwie nie wolno ukrywać. Dziś ta prawda została oficjalnie unieważniona, a Kreml odciął się od własnych słów, własnych dokumentów i własnych ustaleń. Wystawa RWIO jest elementem tej zmiany — próbą stworzenia alternatywnej wersji historii, w której Rosja zawsze była ofiarą, a nigdy sprawcą.
Tymczasem ziemia w Katyniu pamięta więcej, niż chciałby tego jakikolwiek propagandysta. W tych samych dołach śmierci, gdzie spoczywają polscy oficerowie, leżą także ofiary Wielkiego Terroru — Rosjanie, Białorusini, Ukraińcy, ludzie różnych narodowości, których łączy jedno: zostali zabici przez własne państwo. Próba zanegowania zbrodni na Polakach automatycznie oznacza zanegowanie zbrodni na obywatelach ZSRR. Jedno i drugie ma tego samego sprawcę, tę samą logikę i ten sam aparat przemocy.
Dlatego wystawa o „polskiej rusofobii” działa jak bumerang. Zamiast udowodnić wrogość Polski, przypomina o czymś zupełnie innym: że największym prześladowcą Rosjan w historii było państwo rosyjskie. Że to nie sąsiedzi, lecz własna władza doprowadziła do śmierci setek tysięcy obywateli. Że władza, która dziś oskarża innych o nienawiść, sama od lat wykorzystuje strach, represje i przemoc jako narzędzie polityki. W rosyjskim dowcipie z czasów Wielkiego Terroru śledczy mieli powtarzać, że najważniejsze w trakcie dochodzenia jest to, by nie wyjść na samych siebie. W Katyniu, otwierając wystawę o rzekomej rusofobii sąsiadów, Kreml właśnie wyszedł na samego siebie.
Znadniemna.pl, na zdjęciu: plansze wystawy o „polskiej rusofobii” fot.: rvio.ru




