HomeBiałoruśKat i patrioci: o rodzinnym paradoksie Feliksa Dzierżyńskiego w 100. rocznicę śmierci twórcy sowieckiego aparatu terroru

Kat i patrioci: o rodzinnym paradoksie Feliksa Dzierżyńskiego w 100. rocznicę śmierci twórcy sowieckiego aparatu terroru

Dokładnie 20 lipca 1926 roku w Moskwie zmarł Feliks Dzierżyński – twórca radzieckiego aparatu terroru, którego nazwisko stało się synonimem bezwzględnego okrucieństwa. Choć historia zapamiętała go jako „Żelaznego Feliksa” stojącego na czele zbrodniczych struktur Czeka, GPU i OGPU, jego własne korzenie, psychologiczne motywacje oraz losy jego rodzeństwa stanowią jeden z najbardziej uderzających paradoksów w dziejach Europy. Podczas gdy on budował totalitarną machinę śmierci, napędzaną osobistą żądzą zemsty, jego najbliżsi oddawali życie za wolną Polskę, walcząc w szeregach Armii Krajowej lub stając się ofiarami dwudziestowiecznych totalitaryzmów.

Krwawy pakt z wodzem rewolucji

Jedno z najbardziej wstrząsających i wiarygodnych świadectw dotyczących psychologicznych motywacji Dzierżyńskiego pozostawił Antoni Ferdynand Ossendowski – naoczny świadek i uczestnik rewolucyjnych wydarzeń w Rosji. W swojej głośnej powieści biograficzno-historycznej pt. „Lenin” autor opisał moment zapoznania się polskiego rewolucjonisty z wodzem przewrotu październikowego. Ścieżki obu mężczyzn skrzyżowały się dzięki rekomendacji Lwa Trockiego, który przedstawił Dzierżyńskiego jako sprawdzonego, doświadczonego i bezwzględnie lojalnego towarzysza partii bolszewickiej, gotowego do realizacji najtrudniejszych zadań.

Słysząc polsko brzmiące nazwisko, Włodzimierz Lenin szczerze się ucieszył i otwarcie przyznał, że niezwykle ceni Polaków za ich historyczną skłonność do wzniecania rewolucji oraz buntów przeciwko uciskowi. Dzierżyński natychmiast potwierdził swoje pochodzenie, jednak zrobił to w sposób, który obnażył jego mroczne wnętrze. Podkreślił z mocą, że nie jest zwykłym Polakiem, lecz człowiekiem całkowicie przepełnionym nienawiścią oraz niszczycielską żądzą zemsty. Zapytany przez zaskoczonego wodza, przeciwko komu kieruje tak potężne i skrajne emocje, „Żelazny Feliks” bez cienia wahania odpowiedział, że jego wrogiem jest Rosja – a dokładnie carat, który przez pokolenia upadlał jego naród i niszczył umiłowanie wolności.

Dostrzegając w swoim rozmówcy fanatyczną, graniczącą z obłędem żądzę zemsty, Lenin podjął decyzję, która przypieczętowała los milionów ludzi, mówiąc: „Oddamy w wasze ręce tropienie wrogów proletariatu i rewolucji”. Słysząc te słowa, polski szlachcic herbu Sulima wyprostował się dumnie i złożył mroczną, ostateczną obietnicę: „Utopię ich we krwi…”. Dzierżyński słowa dotrzymał, a powołany przez niego aparat terroru nie tylko zalał Rosję krwią, ale stał się także szkołą dla całej rzeszy równie bezwzględnych potworów i sadystycznych następców.

Religijny chłopak z polskiego dworku

Ta potworna, destrukcyjna nienawiść narodziła się w środowisku, które w niczym nie zapowiadało przyszłego kata i architekta czerwonego piekła. Feliks Dzierżyński przyszedł na świat 11 września 1877 roku w rodzinnym majątku ziemskim Oziembłowo, który w późniejszych latach przemianowano na Dzierżynowo, położonym w sercu Puszczy Nalibockiej na terenie dzisiejszej Białorusi. Wychowywał się w atmosferze głębokiego patriotyzmu, otoczony miłością ojca Edmunda, szanowanego nauczyciela matematyki i fizyki, oraz matki Heleny z Januszewskich, która zaszczepiła w dzieciach pasję do literatury, muzyki i tradycyjnych polskich wartości.

Zdjęcie przedstawiające młodego Feliksa Dzierżyńskiego z matką Heleną (z domu Januszewską) i braćmi przed domem w rodzinnym majątku Dzierżynowo, fot.: graptolite.net/Facta Biographica

Jako młody chłopak i uczeń gimnazjum w Wilnie, Feliks przejawiał silny opór wobec carskiego aparatu państwowego, co przełożyło się bezpośrednio na jego problemy w szkole. Demonstracyjnie nie potrafił i nie chciał opanować języka rosyjskiego, przez co został zmuszony do powtarzania pierwszej klasy. W tym samym okresie rówieśnicy i bliscy zapamiętali go jako chłopca niezwykle, wręcz chorobliwie religijnego, który całe godziny spędzał na żarliwej modlitwie w kościele i poważnie rozważał wstąpienie do seminarium duchownego, by zostać katolickim księdzem.

Dwór-muzeum w Dzierżynowie na Białorusi, fot.: vedaj.by

Tradycja rodzinna i historyczne przekazy wskazują, że młodzieńczą wiarę utracił bezpowrotnie pod wpływem głębokiej traumy, gdy jako nastolatek stał się świadkiem brutalnej rzezi dokonanej przez carskich kozaków na bezbronnych chłopach. To tragiczne wydarzenie zasiało w nim ziarno ślepego buntu, które zamiast w walkę o niepodległość ojczyzny, przepoczwarzyło się w radykalny, komunistyczny fanatyzm. Dodatkowym cieniem na jego wczesnej młodości położyła się śmierć siostry Wandy w 1892 roku, która zginęła od przypadkowego strzału z broni myśliwskiej podczas domowej zabawy – a tragiczne podejrzenie o nieumyślne pociągnięcie za spust padło właśnie na Feliksa.

Rodzeństwo w służbie Rzeczypospolitej

Podczas gdy Feliks realizował swoją krwawą i bezwzględną misję w Moskwie, ścieżki życiowe jego licznego rodzeństwa potoczyły się w diametralnie innym, pełnym heroizmu kierunku. Pierwszą ofiarą rewolucyjnego chaosu stał się brat Stanisław, który pod koniec 1917 roku został brutalnie zamordowany w rodzinnym majątku przez zbolszewizowanych żołnierzy, niosących hasła, którym patronował jego własny brat. Pozostali członkowie rodziny Dzierżyńskich związali swoje losy z walką o niepodległą i wolną Polskę, stając się wzorami patriotyzmu i poświęcenia.

Brat Kazimierz Dzierżyński, szanowany ziemianin, zaangażował się aktywnie w działalność konspiracyjną jako żołnierz Armii Krajowej, przekształcając rodowy dworek w Dzierżynowie w bezpieczną bazę dla polskich partyzantów. Razem z żoną Łucją z narażeniem życia ratował lokalną ludność przed niemieckimi wywózkami oraz masowymi egzekucjami. Ich patriotyczna misja zakończyła się tragicznie w 1943 roku, kiedy to oboje zostali rozstrzelani przez niemieckich okupantów podczas brutalnej pacyfikacji i blokady operacyjnej Puszczy Nalibockiej.

Równie dramatyczny los spotkał kolejnego brata, Władysława Dzierżyńskiego, który był wybitnym profesorem neurologii i psychiatrii, autorem blisko stu prac naukowych, a przed wybuchem wojny dumnym pułkownikiem Wojska Polskiego. Władysław został aresztowany przez hitlerowców i zamordowany 20 marca 1942 roku w Zgierzu, podczas największej publicznej egzekucji na ziemiach polskich wcielonych do III Rzeszy. Niezwykłą kartę zapisała też najstarsza siostra Aldona, której syn Jerzy Bułhak walczył z bolszewikami w wojnie 1920 roku i dostąpił zaszczytu bycia osobistym adiutantem Marszałka Józefa Piłsudskiego.

Siostra kata kontra system brata

Po zakończeniu II wojny światowej Aldona Bułhak-Kojałłowicz zamieszkała w Łodzi, znajdując się pod stałą i dyskretną obserwacją komunistycznego aparatu bezpieczeństwa – tej samej instytucji, której fundamenty dekady wcześniej wznosił jej rodzony brat. Mimo ogromnego ryzyka i zaawansowanego wieku, kobieta podjęła osobistą misję niesienia pomocy prześladowanym Polakom, w tym byłym żołnierzom Armii Krajowej. Doskonale rozumiała magię i strach, jaki w sercach komunistycznych dygnitarzy budziło nazwisko Dzierżyńska, i postanowiła bezwzględnie wykorzystać ten fakt przeciwko totalitarnemu systemowi.

Aldona zaczęła pisać osobiste, odważne listy do najważniejszych osób w państwie, w tym bezpośrednio do Bolesława Bieruta oraz marszałka Konstantego Rokossowskiego, domagając się sprawiedliwości i łaski dla skazanych. To właśnie jej bezpośrednia, uparta interwencja u Bieruta doprowadziła do ułaskawienia legendarnego mecenasa i oficera AK, Władysława Siły-Nowickiego, uchronionego w ten sposób przed wykonaniem zasądzonego wyroku śmierci. Z determinacją, choć niestety bezskutecznie, Aldona próbowała poruszyć komunistyczne władze, by uratować życie generała Emila Fieldorfa „Nila”.

Świadoma ogromu potwornych zbrodni, jakich dopuścił się Feliks, Aldona do końca swoich dni nosiła w sercu niezatarty ból, nieustannie czyniąc bratu wyrzuty w zachowanej korespondencji. W latach 50. i 60. stała się stałą, cichą postacią w warszawskim kościele Sióstr Wizytek, gdzie regularnie zamawiała msze święte za duszę „Żelaznego Feliksa”. Sto lat po śmierci dyktatora, historia jego rodu pozostaje memento o tym, jak skrajnie różne owoce może wydać jedno domowe gniazdo – gdy jeden syn z nienawiści stał się katem, reszta rodziny oddała życie za wolność bliźnich.

 Opr. Adolf Gorzkowski/Znadniemna.pl, na zdjęciu: Feliks Dzierżyński, źródło: domena publiczna

 

Brak komentarzy

Skomentuj

Przejdź do treści