Po piętnastu latach od podpisania i nigdy niewdrożenia umowy o małym ruchu granicznym Litwa zdecydowała o jej formalnym wypowiedzeniu. Dokument, który miał ułatwić życie mieszkańcom pogranicza, od początku pozostawał martwy – Mińsk nie wykonał żadnych kroków, by go uruchomić, a obecna sytuacja bezpieczeństwa całkowicie przekreśliła sens jego dalszego utrzymywania.
Litewski Sejm przyjął decyzję o wypowiedzeniu umowy jednogłośnie, uznając, że w warunkach zamkniętych przejść granicznych, braku współpracy ze strony reżimu Łukaszenki oraz trwających działań hybrydowych dokument nie ma już żadnej wartości praktycznej. Wiceminister spraw zagranicznych Vidmantas Verbickas przypomniał, że choć umowę podpisano w 2010 roku, a Litwa ratyfikowała ją rok później, Białoruś nigdy nie zakończyła własnych procedur – nie wdrożyła rozwiązań technicznych, nie przygotowała infrastruktury i faktycznie zablokowała cały projekt.
Decyzja Wilna wpisuje się w szerszy kontekst zaostrzonej polityki wobec Mińska. W ostatnich latach Litwa zamknęła większość przejść granicznych, ograniczyła ruch osobowy i towarowy, a także wprowadziła dodatkowe środki bezpieczeństwa w odpowiedzi na kryzys migracyjny wywołany przez Białoruś. W litewskich mediach szeroko komentowano również nowe formy przemytu – m.in. balony meteorologiczne przenoszące paczki papierosów, które doprowadziły do czasowego zamknięcia przestrzeni powietrznej nad Wilnem i Kownem.
Wypowiedzenie umowy o małym ruchu granicznym jest więc nie tylko formalnym domknięciem nieistniejącej współpracy, lecz także symbolicznym gestem: Litwa nie pozostawia już żadnych złudzeń co do możliwości normalizacji relacji z reżimem Łukaszenki w przewidywalnej przyszłości.
Znadniemna.pl na podstawie zw.lt, na zdjęciu: granica litewsko-białoruska fot.: Sputnik/RIA Novosti




