HomeHistoriaKazimierz Złocki, muzyk, żołnierz, konspirator – niezwykły białostoczanin rodem z Grodna

Kazimierz Złocki, muzyk, żołnierz, konspirator – niezwykły białostoczanin rodem z Grodna

Dziś, w dniu 80. urodzin Grażyny Złockiej‑Korzeniewskiej, wspominamy jej śp. ojca, Kazimierza Złockiego – urodzonego w Grodnie muzyka, żołnierza i konspiratora, którego życie stało się jedną z najpiękniejszych, a zarazem najbardziej dramatycznych historii polskiego Podlasia.

Kazimierz Złocki z rodzicami w Grodnie. Fot.: Archiwum rodzinne Grażyny Złockiej-Korzeniewskiej

Szeliga – polski herb szlachecki. Fot.: Archiwum rodzinne Grażyny Złockiej-Korzeniewskiej

Żył szybko, intensywnie i z pasją. Był jednym z tych ludzi, których losy mogłyby stać się kanwą filmu – utalentowany muzyk, żołnierz września, konspirator Armii Krajowej, więzień stalinowski, a po wyjściu na wolność twórca białostockiego życia muzycznego. Historia Kazimierza Złockiego to opowieść o talencie, odwadze i dramatycznym zderzeniu z realiami powojennej Polski.

Dzieciństwo, edukacja i narodziny talentu

Kazimierz Złocki. Fot.: Archiwum rodzinne Grażyny Złockiej-Korzeniewskiej

Kazimierz Złocki urodził się w 1916 roku w Grodnie, w rodzinie o silnych tradycjach muzycznych. Wychowywał się w Lipsku nad Biebrzą, gdzie ukończył szkołę powszechną, a następnie kontynuował naukę u ojców salezjanów w Różanymstoku. Już wtedy wyróżniał się wyjątkową wrażliwością i muzycznym słuchem, które szybko dostrzegli jego nauczyciele.

Kazimierz Złocki. Fot.: Archiwum rodzinne Grażyny Złockiej-Korzeniewskiej

W 1934 roku przeniósł się do Warszawy, gdzie rozpoczął naukę w Państwowym Konserwatorium Muzycznym. Grał w orkiestrze wojskowej i został ulubionym uczniem prof. Bierdiajewa, który widział w nim przyszłego asystenta. Złocki rozwijał się błyskawicznie – pracowity, ambitny, pełen radości życia i wiary w spełnienie marzeń.

Jego młodość zapowiadała karierę muzyczną, która mogła potoczyć się w wielkiej skali. Wojna brutalnie przerwała ten pierwszy, obiecujący akt jego życia.

Wojna, konspiracja i służba w Armii Krajowej

We wrześniu 1939 roku Kazimierz Złocki walczył jako kapral podchorąży. Dwukrotnie ranny, dostał się do niewoli niemieckiej, z której zdołał uciec dzięki pomocy zaprzyjaźnionych lekarzy. Po powrocie na Grodzieńszczyznę włączył się w działalność konspiracyjną Armii Krajowej, przyjmując pseudonim „Radziwiłł”.

W konspiracji działał jako łącznik i uczestnik akcji zbrojnych. Po raz trzeci został ranny, ale nie zrezygnował z walki. Współtowarzysze zapamiętali go jako człowieka odważnego, prawego i wrażliwego – nawet w lesie odmówił wykonania rozkazu zabicia cielaka przeznaczonego na żywność dla oddziału.

Po wejściu Sowietów i zmianie sytuacji na froncie Złocki próbował odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Na rozkaz przełożonych wstąpił do Milicji Obywatelskiej, by zdobywać informacje dla podziemia. Szybko jednak został usunięty jako „niepewny”, po czym trafił do orkiestry Komendy Wojewódzkiej MO w Białymstoku – stanowiska, które umożliwiało mu dalszą pomoc żołnierzom podziemia.

Białystok, Rynek Kościuszki, 1947 rok. Kapelmistrz Złocki prowadzi orkiestrę Komendy Wojewódzkiej MO

Aresztowanie, proces i lata stalinowskiego więzienia

Kazimierz Złocki z żoną Janiną. Fot.: Archiwum rodzinne Grażyny Złockiej-Korzeniewskiej

Noc sylwestrowa 1947/48 roku stała się początkiem tragedii. W mieszkaniu Złockich przeprowadzono brutalną rewizję, podczas której znaleziono pistolet z czasów partyzanckich – bez amunicji, ale wystarczający, by oskarżyć go o „działalność przeciwko państwu”.

Wyrok był surowy: sześć lat więzienia i degradacja. Złocki trafił kolejno do więzień w Warszawie, Rawiczu i Strzelcach Opolskich. Warunki były skrajnie ciężkie – zimno, izolacja, kary dyscyplinarne, praca w kamieniołomach. Z jego listów, pisanych do żony i córki przebija tęsknota, nadzieja i rozpacz człowieka, który mimo cierpienia starał się zachować godność.

W 1952 roku stan zdrowia Kazimierza Złockiego był dramatyczny. Świadkowie wspominali, że w styczniu 1953 roku przewieziono go w „stanie krańcowego wykończenia”. Mimo to przetrwał. Po pięciu latach i czterech miesiącach wyszedł na wolność – wyniszczony, ale nie złamany.

Odbudowa życia i ostatni akt – narodziny białostockiej orkiestry

Po powrocie do Białegostoku Złocki szybko odzyskiwał siły. Podjął pracę w Polskim Radiu jako doradca muzyczny, a następnie został dyrygentem orkiestry, działającej przy służbach łączności MO. Wrócił do komponowania – często nocami, przy biurku, z nutami spadającymi z łóżka, gdy przewracał się z boku na bok.

W 1954 roku doprowadził do powstania pierwszej w historii stolicy Podlasia orkiestry symfonicznej. Organizował muzyków, zdobywał instrumenty, sale prób, fundusze. Jego „Marsz uroczysty” i „Spacerkiem po plantach” zdobyły sympatię białostoczan. Profesor Bierdiajew zapraszał go do Warszawy, lecz Złocki odmówił – uważał, że Białystok potrzebuje go bardziej.

W lutym 1955 roku, w przeddzień ważnego koncertu, Kazimierz Złocki zmarł nagle na zawał serca. Miał zaledwie 39 lat. Pozostawił po sobie nie tylko muzykę, lecz także pamięć o człowieku szlachetnym, odważnym i pełnym pasji – jednym z tych, którzy mimo przeciwności potrafili tworzyć dobro.

Znadniemna.pl na podstawie tekstów prof. Adama Czesława Dobrońskiego w Kurierze Porannym 

Brak komentarzy

Skomentuj

Przejdź do treści