Wkroczenie Armii Czerwonej na terytorium Rzeczypospolitej 17 września 1939 roku było ciosem zadanym państwu walczącemu już od dwóch tygodni z Niemcami. Sowiecka agresja, dokonana wbrew paktowi o nieagresji i zasadom prawa międzynarodowego, przesądziła o IV rozbiorze Polski, o losie jej obywateli i o przyszłości całych pokoleń. Rocznica tamtego dnia jest momentem, w którym wspominamy nie tylko akt zdrady dwóch totalitaryzmów, lecz także jego tragiczne następstwa – w tym los Sybiraków, których tułaczka stała się jednym z najbardziej bolesnych rozdziałów polskiej historii.
Choć tamten wrześniowy poranek zapisał się w historii jako moment, w którym Polska została zaatakowana z dwóch stron, dla mieszkańców Kresów był przede wszystkim początkiem osobistego dramatu. Sowieckie oddziały wkraczały do miast i wsi, natychmiast przejmując administrację, rozbijając struktury państwowe i wprowadzając własne porządki. W ciągu kilku dni zniknęły polskie urzędy, szkoły, organizacje społeczne, a na ich miejsce pojawiły się komitety, milicje i funkcjonariusze NKWD. Zajęte ziemie zostały poddane sowietyzacji, a ich mieszkańcy – represjom, które miały złamać kręgosłup polskiego społeczeństwa i przygotować grunt pod masowe deportacje.
Z agresji dokonanej 17 września wynikały późniejsze deportacje. Sowieci przystąpili do systematycznego niszczenia polskich elit, struktur społecznych i lokalnych wspólnot. Aresztowania, konfiskaty majątków, likwidacja instytucji, zamykanie szkół i kościołów były pierwszym etapem. Kolejnym były wywózki – cztery wielkie fale deportacji w latach 1940–1941, które objęły setki tysięcy obywateli II RP. To właśnie oni stali się Sybirakami, a ich los był bezpośrednim skutkiem wydarzeń sprzed 87 lat.
W relacji Marii K., opublikowanej przez Związek Sybiraków, czytamy: „Przyszli o drugiej w nocy. Kazali się pakować. Mama płakała, ojciec milczał. Nie wiedzieliśmy, dokąd nas zabierają.” Ten moment – chwila, w której człowiek traci dom i przyszłość – jest jednym z najczęściej powtarzanych w świadectwach. Jadwiga S., której relację zarejestrowało Archiwum Historii Mówionej, wspomina drogę na Wschód: „W wagonie było pełno ludzi. Nie było gdzie usiąść. Dzieci płakały, starcy modlili się po cichu. Jechaliśmy tygodniami.” Władysław K., zesłany w lutym 1940 roku, mówił: „Najgorsze było to, że nie wiedzieliśmy, dokąd nas wiozą. Człowiek bał się nawet myśleć.”
Na zesłaniu życie podporządkowane było pracy, głodowi i walce o przetrwanie. Jan Z., którego wspomnienia opublikowało Muzeum Pamięci Sybiru, mówił: „Jak nie wyrobiłeś normy, nie jadłeś. A jak nie jadłeś, nie miałeś siły pracować. To było błędne koło.” Anna P., zesłana jako dziecko, wspominała: „Syberia nie była miejscem. Syberia była stanem. Stanem ciągłego strachu i zmęczenia.” Wspólnota zesłańców była jedyną tarczą przeciw nieludzkim warunkom. Zofia L. mówiła: „Kiedy ktoś miał kawałek chleba, dzielił się. Bo wiedział, że jutro może nie mieć nic.”
Powroty były równie trudne jak sama tułaczka. Stanisław M., którego relację opublikował IPN, wspominał: „Domu już nie było. Rodziny już nie było. Tylko pamięć została.”
W Polsce Ludowej świadectwa Sybiraków były przez lata przemilczane. Dopiero po 1989 roku zaczęli mówić otwarcie. Jak podkreślała Irena B.: „Przez lata milczeliśmy. Teraz mówimy, żeby nikt nie zapomniał.”
Dlatego 17 września jest dniem szczególnym. To nie tylko rocznica agresji ZSRR na Polskę, lecz także dzień, w którym pamięć o Sybirakach staje się częścią narodowego zobowiązania. Ich los jest nierozerwalnie związany z wydarzeniami sprzed 87 lat. Agresja z 1939 roku była początkiem ich tułaczki, a ich świadectwa są dziś jednym z najważniejszych dowodów na to, czym była sowiecka okupacja. W słowach jednego z zesłańców, zapisanych w Archiwum Historii Mówionej, kryje się sens tego dnia: „Nie chcemy zemsty. Chcemy pamięci.”
Opr. Emilia Kuklewska/Znadniemna.pl, na zdjęciu: Oficerowie Armii Czerwonej pod portretem Stalina i ich nazistowscy koledzy z Niemiec podczas niemiecko‑sowieckiej parady w Brześciu, Białoruś, 22 września 1939 r., fot.: Wikipedia




