HomeSportOd smażenia frytek do medali dla Polski — droga Marii Żodzik, która nie zna słowa „rezygnacja”

Od smażenia frytek do medali dla Polski — droga Marii Żodzik, która nie zna słowa „rezygnacja”

Sportowa redakcja Super Expressu, jednego z największych polskich tabloidów, opisała niezwykłą historię naszej krajanki Marii Żodzik — skoczkini wzwyż, która przeszła drogę od pracy w barze szybkiej obsługi do zdobywania medali dla Polski. Jej życiorys to opowieść o determinacji, odwadze i konsekwentnym budowaniu kariery sportowej w nowych warunkach, już poza Białorusią.

Zaczynała skromnie, pracując w gastronomii i próbując łączyć codzienne obowiązki z treningami, które nie dawały żadnej gwarancji sukcesu. W rozmowie z Super Expressem (SE) Żodzik przyznaje, że jej droga była pełna emocjonalnych zakrętów.

„Dzień przed eliminacjami płakałam chyba całą godzinę na treningu. Nie chciałam startować” — mówi wprost, odsłaniając kulisy walki z presją i własnymi słabościami przed ostatnimi Mistrzostwami Europy w Birmingham, na których zdobyła srebro.

Redakcja opisuje również moment, w którym Żodzik musiała podjąć decyzję o opuszczeniu Białorusi. To był krok, który wymagał odwagi większej niż kolejne starty. W Polsce znalazła stabilność, wsparcie i warunki, które pozwoliły jej wrócić na międzynarodowy poziom. W materiale SE podkreśla, że dopiero tutaj poczuła, iż sport może być dla niej znów źródłem radości, a nie tylko ucieczką od trudnej rzeczywistości.

Dziś Maria Żodzik reprezentuje Polskę, zdobywa medale i staje się jedną z najbardziej wyrazistych postaci młodego pokolenia lekkoatletek. Jej udział w jednej z najbardziej prestiżowych imprez w historii lekkiej atletyki — zaplanowanych na połowę września Mistrzostwach Świata Ultimate w Budapeszcie — nie został jeszcze oficjalnie potwierdzony, ale jeśli otrzyma zaproszenie, może stanąć do rywalizacji z absolutną światową czołówką.

Pełna relacja w Super Expressie — TUTAJ.

Znadniemna.pl na podstawie Supersport.se.pl, fot.: Super Express / supersport.se.pl

Brak komentarzy

Skomentuj

Przejdź do treści