To był triumf, który jeszcze niedawno wydawał się nieosiągalny. Maria Żodzik – nasza krajanka z Baranowicz, zmuszona do opuszczenia Białorusi przez reżim Łukaszenki – zdobyła srebrny medal Mistrzostw Europy w Birmingham, dopisując kolejny rozdział do swojej niezwykłej sportowej biografii.
Jej sukces jest tym większy, że zaledwie kilka tygodni temu walczyła nie tylko z bólem, lecz także z traumą po dramatycznym upadku podczas mityngu Diamentowej Ligi w Londynie, gdzie spadła obok materaca i uderzyła karkiem o jego twardą krawędź. Przez wiele dni nie mogła swobodnie obracać głowy, a treningi skoków były wykluczone. Trener Paweł Wyszyński przyznał, że przed mistrzostwami wykonała zaledwie dwa skoki.
Żodzik nie ukrywa, że decyzja o starcie była dla niej ogromnym obciążeniem psychicznym. W rozmowie z TVP Sport opowiedziała, jak dramatyczne były ostatnie godziny przed eliminacjami: „Dzień przed eliminacjami płakałam chyba całą godzinę na treningu, że nie chcę startować, że wszystko mnie boli.” Mimo strachu i bólu zdecydowała się jednak walczyć. „Dużo pracowaliśmy i musiałam to zrobić, bo jak to tak – odpuścić najważniejszy start? Trzeba było walczyć” – mówiła po konkursie.
Jej powrót na podium nie jest przypadkiem. Żodzik od kilku lat należy do absolutnej światowej czołówki skoku wzwyż. W Tokio wywalczyła srebro Mistrzostw Świata, pokazując, że potrafi rywalizować z najlepszymi nawet w najtrudniejszych warunkach. Od tamtej pory jej sportowa historia ma jeden stały punkt odniesienia: Jarosławę Mahuczich, rekordzistkę świata i ikonę ukraińskiej lekkoatletyki. W ostatnich latach Maria przegrywała właściwie tylko z nią – zarówno w Diamentowej Lidze, jak i na najważniejszych imprezach mistrzowskich. Mahuczich jest dziś poza zasięgiem większości zawodniczek, ale Żodzik konsekwentnie pozostaje jej najbliżej, regularnie zajmując drugie miejsca i budując reputację najbardziej stabilnej w Europie skoczkini wzwyż.
W Birmingham warunki były trudne – zimno, wilgoć, rozbieg, który „nie trzymał”. Sama zawodniczka przyznała: „Jest bardzo zimno, nie czułam swojego ciała, nie wiedziałam, co trzeba robić, ale jakoś złożyło się w porządku.” A jednak pokonała 1,95 m i sięgnęła po srebro. „To oznacza dla mnie, że Tokio to nie przypadek, że potrafię coś wywalczyć” – podsumowała.
Żodzik – urodzona w Baranowiczach, wychowana w realiach białoruskiego reżimu – musiała opuścić swój kraj, by móc żyć i trenować w wolności. W Polsce znalazła dom, trenerów, zaplecze i przestrzeń do rozwoju. Jej historia jest opowieścią o odwadze: o dziewczynie, która uciekła przed systemem, by móc skakać wyżej niż kiedykolwiek wcześniej. Srebro z Birmingham jest nie tylko sukcesem sportowym. To symboliczny triumf nad bólem, strachem i losem. Maria Żodzik znów pokazała, że potrafi pokonać nie tylko poprzeczkę, lecz także własne ograniczenia.
Znadniemna.pl na podstawie Sport.tvp.pl, fot.: facebook.com/sportowenewsypl




