405 lat temu, 24 września 1621 roku, w obozie pod Chocimiem, zakończył życie jeden z najświetniejszych dowódców w dziejach Rzeczypospolitej — Jan Karol Chodkiewicz, hetman wielki litewski, wojewoda wileński, hrabia na Szkłowie, Nowej Myszy i Bychowie. Jego śmierć, choć przyszła w chwili triumfu nad potęgą turecką, była dla Kresów ciosem, który odczuwano przez pokolenia.
Wspominając Chodkiewicza dziś, warto pamiętać, że był on nie tylko wodzem o niezwykłym talencie, lecz także człowiekiem głęboko zakorzenionym w tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego — tej samej, która przez wieki współtworzyła duchowy pejzaż ziem współczesnej Białorusi. Urodzony w rodzinie o wielkich zasługach dla państwa, wykształcony na Akademii Wileńskiej, od młodości łączył kresową twardość z europejską kulturą i szerokimi horyzontami.
Jego życie było nieustanną służbą Rzeczypospolitej. Gdy obejmował buławę hetmańską, kraj potrzebował dowódcy, który potrafi nie tylko zwyciężać, lecz także budować trwałe fundamenty obrony. Chodkiewicz rozumiał to doskonale. Ufortyfikował Lachowicze, w Bychowie wzniósł potężną warownię, a w swoich dobrach w Kretyndze ufundował wspaniały kościół i klasztor — obiekty, które do dziś przypominają o jego pobożności i trosce o rozwój kultury na rubieżach państwa.
Już jego współcześni dostrzegali wyjątkowość hetmana. Krzysztof Radziwiłł „Piorun”, sam wybitny dowódca, miał powiedzieć o nim: „Gdyby Rzeczpospolita miała dwóch takich mężów, żadna potęga nie zdołałaby jej poruszyć”. Z kolei naoczni świadkowie zmagań z Turkami pisali w relacjach, że wódz ten ma w sobie coś z dawnych bohaterów, których imiona zapisano w księgach starożytnych. A w XIX wieku Joachim Lelewel podkreślał, że Chodkiewicz był „jednym z tych, którzy nie tylko bronili granic, lecz także ducha narodu”.
Jednak największą próbą jego życia była wyprawa chocimska. W 1621 roku, stojąc na czele wojsk Rzeczypospolitej, zatrzymał potęgę Imperium Osmańskiego. Choć był już ciężko chory, nie opuścił żołnierzy. W ostatnich dniach życia, wspierany przez wiarę i poczucie obowiązku, kierował obroną obozu, który stał się symbolem niezłomności. Zmarł wśród swoich, w namiocie, który dla wielu był sercem całej armii. Jego śmierć nie osłabiła ducha obrońców — przeciwnie, stała się dla nich zobowiązaniem, by wytrwać do końca.
Pamięć o Chodkiewiczu trwała przez wieki. Do 1939 roku jego imię nosił 26. Pułk Ułanów Wielkopolskich stacjonujący w Baranowiczach — mieście, które dla Polaków na Kresach było jednym z ważnych punktów wojskowej tradycji. Ułani Chodkiewicza, podobnie jak ich patron, łączyli odwagę z wiernością Rzeczypospolitej, a ich historia jest częścią wspólnego dziedzictwa Polaków żyjących dziś na Białorusi.
W rocznicę śmierci hetmana warto przypomnieć sobie, że Chodkiewicz nie był bohaterem „z podręcznika”, lecz człowiekiem z krwi i kości — takim, który potrafił łączyć wojskową surowość z troską o kulturę, wiarę i rozwój swoich ziem. Jego życie pokazuje, że wielkość nie rodzi się z siły, lecz z odpowiedzialności.
Dla Polaków na Białorusi jego postać pozostaje szczególnie bliska. To bohater, który działał na ziemiach, po których dziś chodzimy; który budował twierdze i świątynie w miejscach, które wciąż są częścią naszego krajobrazu; który bronił Rzeczypospolitej takiej, jaką współtworzyli nasi przodkowie.
Wspominając go po 405 latach, pamiętamy nie tylko o wielkim wodzu, lecz także o człowieku, który wierzył, że siła państwa tkwi w jedności jego narodów i w wierności wartościom, które przetrwają każdą burzę.
Opr. Kazimierz Sadowski/Znadniemna.pl, ilustracja: Portret Jana Karola Chodkiewicza, pędzla Marcello Bacciarelli, 1781 r., źródło: Wikipedia




