Białoruski reżim wpisał oficjalną stronę największej polskiej agencji informacyjnej PAP na listę materiałów zakazanych. Decyzję podjął sąd rejonowy w obwodzie mohylewskim, co oficjalnie potwierdziło Ministerstwo Informacji w Mińsku. Szefostwo PAP traktuje ten krok jako próbę cenzury, podczas gdy białoruska opozycja widzi w nim dowód na strach i słabość totalitarnych władz, dla których prawda stanowi bezpośrednie zagrożenie.
Decyzja sądu z obwodu mohylewskiego oznacza objęcie domeny pap.pl restrykcjami cenzorskimi. Dla odbiorców na Białorusi niesie to za sobą poważne konsekwencje prawne, ponieważ udostępnianie materiałów, komentarze, a nawet polubienia mogą skutkować aresztem administracyjnym lub wysokimi grzywnami. W skrajnych wypadkach białoruskie służby kwalifikują dystrybucję takich treści jako wspieranie działalności ekstremistycznej, co grozi bezpośrednią odpowiedzialnością karną.
Władze agencji jednoznacznie zadeklarowały, że represje nie wpłyną na dotychczasową linię redakcyjną. Likwidator i dyrektor generalny agencji, Marek Błoński, oficjalnie oświadczył, że decyzję białoruskiego sądu traktuje jako próbę ograniczenia dostępu do rzetelnej i niezależnej informacji. Szef agencji stanowczo podkreślił, że Polska Agencja Prasowa będzie nadal relacjonowała wydarzenia na Białorusi zgodnie ze standardami profesjonalnego dziennikarstwa, dodając, iż ta decyzja nie zmieni zasad ani sposobu pracy PAP. Błoński zapewnił jednocześnie, że redakcja ze szczególną odpowiedzialnością podchodzi obecnie do bezpieczeństwa swoich źródeł oraz odbiorców zlokalizowanych na terytorium Białorusi.
Decyzję Mińska skomentowała także liderka białoruskiej opozycji demokratycznej, dostrzegając w działaniach reżimu paradoksalne potwierdzenie jakości pracy polskich dziennikarzy. Swiatłana Cichanouska wskazała, że dla Polskiej Agencji Prasowej to przede wszystkim uznanie dla pracy na rzecz rozpowszechniania rzetelnych i niezależnych informacji. Opozycyjna przywódczyni dodała, że jest to wyraźny znak, iż praca agencji ma realne znaczenie i dociera do Białorusinów, podczas gdy reżim Aleksandra Łukaszenki po raz kolejny pokazuje w ten sposób wyłącznie swoją słabość i absurdalność.
Krok ten stanowi element zorganizowanej i długofalowej kampanii niszczenia wolnego słowa, realizowanej przez białoruski aparat państwowy. Oficjalny rejestr materiałów ekstremistycznych prowadzony jest w tym kraju od 2008 roku i obejmuje już ponad 9 tysięcy obiektów, w tym witryny mediów międzynarodowych, niezależne kanały społecznościowe oraz książki. Tylko w lipcu 2026 roku do spisu dodano ponad 100 nowych pozycji, wśród których znalazły się między innymi zasoby wrocławskiego Kolegium Europy Wschodniej oraz działającej w Białymstoku organizacji Okno na Wschód. Wcześniej podobnym rygorem białoruskie sądy objęły m.in. Telewizji Biełsat oraz wybrane serwisy Polskiego Radia.
Prześladowania te od dawna uderzają bezpośrednio także w media polskiej mniejszości narodowej oraz organizacje wspierające demokratyzację regionu. Władze Białorusi na wcześniejszych etapach kampanii represyjnej uznały za ekstremistyczny portal Znadniemna.pl, będący jednym z kluczowych mediów, służących mniejszości polskiej na Białorusi. Podobny status nadano portalowi Kresy24.pl, dystrybuującemu niezależne wiadomości z Europy Wschodniej i wydawanemu przez polską Fundację Wolność i Demokracja.
Znadniemna.pl na podstawie Polska Agencja Prasowa, fot.: Facebook.com/PolskaAgencjaPrasowa




