Zabytkowy Cmentarz Tryszyński w Brześciu miał zostać uporządkowany w ramach miejskiego „miesięcznika czystości”. Zamiast odnowionego miejsca pamięci mieszkańcy zobaczyli jednak chaos: powalone drzewa, rozrzucone gałęzie i uszkodzone elementy nagrobków. W akcji uczestniczyli deputowani oraz młodzież z prorządowej Rady Młodzieży — a efekty ich działań wywołały więcej oburzenia niż zachwytu.
Brześć po raz kolejny pokazał, że lokalna administracja potrafi zaskoczyć skalą swojej gorliwości. Tym razem jej ambicje skupiły się na Cmentarzu Tryszyńskim — jednym z najstarszych zachowanych cmentarzy w mieście – miejscu, które samo w sobie jest fragmentem historii. Choć urzędnicy chwalili się „wzorowym porządkowaniem terenu”, na miejscu można było zobaczyć raczej skutki nieprzemyślanych działań niż troski o zabytkową przestrzeń. Świeżo ścięte drzewa zalegały między grobami, a alejki wyglądały tak, jakby ktoś prowadził tam intensywne prace leśne, nie zaś konserwatorskie.
W komunikatach brzeskiego przedsiębiorstwa komunalnego roiło się od zapewnień o „pielęgnacji zieleni” i „działaniach zgodnych z przepisami”. Jednak zdjęcia mieszkańców pokazały zupełnie inną rzeczywistość. Nic dziwnego, że w komentarzach dominowało oburzenie. Jedni domagali się odebrania pił „nieodpowiedzialnym wykonawcom”, inni przypominali wcześniejsze przypadki nieudolnych prac na innych cmentarzach. Nie brakowało też gorzkich uwag o tym, że „przodkowie nie mogą być dumni ze swoich potomków”. Padały również dosadne określenia, których trudno nie zrozumieć, patrząc na skalę bałaganu.
Największy paradoks polega na tym, że cała akcja odbywała się pod hasłem „zapobiegania uszkodzeniom pomników”. Gdyby nie dokumentacja fotograficzna, trudno byłoby uwierzyć, że to właśnie w imię ochrony zabytków doprowadzono do takiego spustoszenia. Deputowani i młodzież z Rady Młodzieży zorganizowali subotnik, zrobili pamiątkowe zdjęcia, ogłosili sukces, a potem zostawili po sobie teren, który wymagałby raczej interwencji konserwatorów niż kolejnej grupy wolontariuszy.
Cmentarz Tryszyński to nie tylko zbiór starych nagrobków. To miejsce spoczynku około 12 tysięcy osób: mieszkańców dawnego Brześcia, ofiar getta, żołnierzy armii carskiej i niemieckiej. Nekropolia ma status zabytku regionalnego, lecz nawet taki formalny parasol nie ochronił jej przed niekompetencją. Trudno zresztą oczekiwać, by władze, które od lat nie potrafią zadbać o własne historyczne cmentarze, nagle zaczęły otaczać troską miejsca pamięci innych narodów. Wystarczy przypomnieć los polskich kwater żołnierzy Armii Krajowej w Surkontach, Mikuliszkach i wielu innych miejscach, gdzie zamiast opieki pojawiły się buldożery.
Cała sytuacja sprawia wrażenie, jakby ktoś pomylił porządkowanie z rozbiórką. Czasem lepiej zostawić przestrzeń w spokoju, niż zabierać się za nią z zapałem, który przynosi więcej szkody niż pożytku. Jeśli intencją było pokazanie, że władza potrafi wejść obywatelowi w drogę, to cel osiągnięto. Szkoda tylko, że drogą tą okazały się zabytkowe nagrobki.
Znadniemna.pl na podstawie Nasza Niwa, na zdjęciach: następstwa aktywności brzeskich deputowanych i prorządowej młodzieży, fot.: Nashaniva.com




