Dziś, w 80. rocznicę śmierci Sługi Bożego ojca Fabiana Abrantowicza MIC (1884–1946), pochylamy się nad życiem człowieka, którego losy stały się symbolem niezłomności, wierności i duchowej odwagi w czasach, gdy zło próbowało odebrać ludziom nie tylko wolność, lecz także godność i nadzieję.
Ojciec Fabian wyrósł z prostych, nowogródzkich korzeni — z domu, w którym uczono, że prawda jest wartością większą niż jakikolwiek ludzki lęk. Ta lekcja dzieciństwa stała się osią całego jego życia. Od pierwszych lat kapłaństwa imponował powagą, intelektualną dojrzałością i pragnieniem służby. Studiował w Petersburgu i Leuven (Belgia), zgłębiał filozofię i teologię, ale nigdy nie traktował wiedzy jako celu samego w sobie. Dla niego zdobywana erudycja stawała się narzędziem prowadzenia ludzi ku dobru.
Jako rektor seminarium duchownego w Mińsku kształtował pokolenia duchownych, ucząc, że wychowanie zaczyna się od formowania serca i sumienia. W czasach zamętu narodowego i religijnego dbał o język, kulturę i duchową tożsamość swoich wiernych, łącząc wymagania z ojcowską troską i spokojną stanowczością.
Jego życie nabrało nowego wymiaru, gdy jako marianin został wysłany na misję do Mandżurii. W Harbinie, na krańcu świata. Tutaj budował szkoły, sierocińce, internaty — struktury, które miały nieść nie tylko edukację, lecz także nadzieję. Dla ludzi zagubionych w obcym kraju był pasterzem, nauczycielem i ojcem. Wierzył, że Kościół jest tam, gdzie człowiek potrzebuje światła.
A potem przyszła ciemność. Aresztowany przez NKWD w 1939 roku, poddany brutalnym przesłuchaniom, torturom i nieludzkiemu traktowaniu, pozostał wierny temu, co wyznawał od dziecka: prawdzie. Nie złamały go ani oskarżenia o szpiegostwo, ani próby wymuszenia fałszywych zeznań. Przebywając w więziennych celach modlił się sam i zarażał pragnieniem modlitwy innych. Jego cierpienie stało się świadectwem, a jego milczenie wobec kłamstwa — aktem odwagi większym niż jakiekolwiek słowa.
W styczniu 1941 roku został przewieziony do więzienia Butyrki w Moskwie. Dnia 23 kwietnia 1942 roku specjalna komórka NKWD skazała go na 10 lat łagru w Karagandzie (Kazachstan), ale – z niewiadomych powodów – nigdy więzienia nie opuścił.
2 stycznia 1946 roku zmarł w Moskwie ex aerumnis carceris (wskutek cierpień doznanych w więzieniu – tłum. z łac.). Wycieńczony, ale nie pokonany – umierając dał przejmujące świadectwo swojej wiary nie tylko wobec innych współwięźniów, ale nawet w stosunku do swoich oprawców, którzy go okrutnie dręczyli, doprowadzając do śmierci.
W roku 1992, w toku rewizji spraw sądowych celem rehabilitacji byłych więźniów politycznych na mocy decyzji z 24 grudnia wydanej przez Kolegium Orzekające w Sprawach Karnych Sądu Najwyższego Federacji Rosyjskiej, z powodu braku oznak przestępstwa w działalności Abrantowicza Fabiana, postanowienie NKWD ZSRR z dnia 23 września 1942 roku zostało uchylone, a sprawa zamknięta.
W maju 2003 roku z kolei Kościół rozpoczął proces beatyfikacyjny o. Fabiana i czterech innych księży, będących męczennikami czasów komunizmu.
Dziś pamiętamy Sługę Bożego o. Fabiana Abrantowicza MIC, jako męczennika komunizmu, człowieka, który nie zgodził się na kompromis z bezbożnością, który nie wyrzekł się wiary, choć kosztowało go to życie.
Wspominając błogosławionego o. Fabiana, wspominamy nie tylko historię jednego kapłana. Wspominamy świadectwo, które pozostawił: że prawda jest silniejsza niż przemoc, że wiara może przetrwać nawet w najciemniejszym więzieniu, a odwaga jednego człowieka może stać się światłem dla wielu.
Niech jego życie będzie dla nas przypomnieniem, że wierność wartościom nigdy nie jest anachronizmem. A jego męczeństwo — wezwaniem, byśmy i my nie rezygnowali z prawdy, nawet gdy świat proponuje łatwe kompromisy.
Opr. Walery Kowalewski, fot.: marianum.sklep.pl




