Wyniki tegorocznego egzaminu wstępnego do Wyższego Seminarium Duchownego w Grodnie potwierdzają trend, o którym w Kościele katolickim na Białorusi mówi się od kilku lat coraz głośniej. Na pierwszy rok formacji przyjęto w tym roku zaledwie sześciu kandydatów – najmniej od trzech lat. Jeszcze w 2022 roku było ich jedenastu, rok później dziesięciu. Teraz liczba ta spadła niemal o połowę.
Tegoroczni kandydaci reprezentują wszystkie cztery białoruskie diecezje, jednak rozkład geograficzny pokazuje wyraźne dysproporcje. Trzech pochodzi z diecezji grodzieńskiej, po jednym z archidiecezji mińsko-mohylewskiej, diecezji witebskiej i pińskiej. Jak poinformował biskup Andrzej Znoska, wśród przyjętych jest także młody człowiek z Homla – regionu, który w ostatnich latach rzadko pojawiał się w statystykach powołań.
Spadek liczby kandydatów nie jest zjawiskiem oderwanym od szerszego kontekstu. Kościół na Białorusi mierzy się z problemem ograniczania działalności duszpasterskiej, szczególnie w odniesieniu do księży z Polski, którzy przez dekady stanowili ważną część duchowieństwa w kraju. W ostatnich tygodniach wierni żegnali kolejnych kapłanów, którym nie przedłużono zezwoleń na posługę. Wśród nich znaleźli się m.in. ks. Marian Szerszeń ze Stołpców, ks. Bogusław Madżejewski ze Świru czy o. Zbigniew Draguła ze Starych Wasiliiszek. Wierni mówią o co najmniej kilku kolejnych duchownych, którzy również musieli opuścić parafie.
W takiej atmosferze młodzi ludzie rozważający drogę kapłańską widzą Kościół nie tylko jako przestrzeń służby, lecz także jako instytucję funkcjonującą pod presją administracyjną. W wielu parafiach to właśnie polscy księża byli naturalnymi przewodnikami duchowymi, animatorami wspólnot, organizatorami życia religijnego. Ich odejście oznacza nie tylko osłabienie struktur duszpasterskich, lecz także utratę wzorców, które przez lata inspirowały kolejne pokolenia.
Nie bez znaczenia jest również fakt, że część kapłanów – chcąc pozostać w kraju – decyduje się na krok bez precedensu: złożenie wniosku o białoruskie obywatelstwo. Wierni z Iwieńca, którzy w tym roku pielgrzymowali do Budsławia, ze smutkiem zauważyli nieobecność o. Lecha Bahanka, jednego z najbardziej znanych polskich duszpasterzy w regionie. Jak mówią, on także znalazł się w grupie księży, którym odmówiono przedłużenia pozwolenia na posługę, choć sam duchowny publicznie nie komentuje sprawy. Podobne decyzje podejmują inni kapłani, jednak nie wszyscy otrzymują pozytywną odpowiedź władz.
Wszystko to tworzy klimat niepewności, który – jak wskazują duchowni – może wpływać na decyzje młodych ludzi. Powołanie dojrzewa w konkretnym środowisku: w parafii, w relacji z księdzem, w doświadczeniu wspólnoty. Gdy te elementy zostają naruszone, proces rozeznawania staje się trudniejszy.
Spadek liczby powołań na Białorusi wpisuje się również w szerszy europejski trend. Jednak w przypadku tego kraju nakładają się na niego czynniki specyficzne: ograniczenia administracyjne, presja wobec Kościoła, migracja młodych, a także rosnąca rola świeckich w życiu parafialnym. W wielu miejscach to właśnie świeccy przejmują odpowiedzialność za katechezę, animację grup, przygotowanie liturgii – nie z wyboru, lecz z konieczności.
Sześciu nowych seminarzystów to wciąż znak nadziei. Każde powołanie jest wartością samą w sobie, a Kościół na Białorusi wielokrotnie udowadniał, że potrafi trwać mimo trudności. Jednak tegoroczne dane są sygnałem alarmowym, który wymaga refleksji: jak wspierać młodych w rozeznawaniu drogi życiowej, jak budować stabilne środowisko duszpasterskie i jak chronić przestrzeń wolności religijnej, bez której powołania nie mogą się rozwijać.
Znadniemna.pl na podstawie Instagram Grodzieńskiego Seminarium Duchownego, na zdjęciu: seminarzyści Wyższego Duchownego Seminarium w Grodnie z arcybiskupem Józefem Staniewskim, fot.: Instagram.com/vdsgrodna




