Syn uwolnionego chłopa i szlachcianki zagrodowej, samouk, który dzięki talentowi i pracy wszedł do świata literatury Wilna i Warszawy. Wierny uczeń Władysława Syrokomli, współtwórca jego legendy, płodny poeta i niezmordowany publicysta, który dosłownie umarł nad redakcyjnym biurkiem. 135 lat po jego śmierci jego życiorys wciąż brzmi jak opowieść o awansie społecznym, lojalności i odpowiedzialności za własną ziemię.
Od chłopskiej chaty do literackiego świata
Wincenty Korotyński przyszedł na świat w sierpniu 1831 roku we wsi Sieliszcze pod Nowogródkiem, w rodzinie o niezwykłym jak na XIX wiek statusie społecznym: ojciec był uwolnionym chłopem pańszczyźnianym, matka pochodziła ze szlachty zagrodowej. Data jego urodzenia jest umowna — gdy w 1858 roku potrzebował metryki chrztu, w dokumentach odnaleziono jedynie miesiąc, dlatego przyjęto 15 sierpnia jako datę symboliczną. W dzieciństwie stracił ojca, który utonął w Niemnie, a ciężar wychowania spadł na matkę.
Pierwsze nauki pobierał u miejscowego organisty, nie uczęszczając do żadnej szkoły. Mimo to zdobyta wiedza okazała się na tyle solidna, że mógł uczyć młodszych braci, a później dzieci z okolicznych wsi. Wkrótce został domowym nauczycielem w rodzinach ziemiańskich Nowogródczyzny, co otworzyło mu drogę do środowiska lokalnej inteligencji.
Jego życie mogłoby potoczyć się spokojnie i przewidywalnie, gdyby nie spotkanie z byłym unickim duchownym, ojcem Dawidowiczem. To on, usłyszawszy o poetyckich próbach młodzieńca, postanowił przedstawić go Ludwikowi Kondratowiczowi, znanemu jako Władysław Syrokomla. Ta chwila odmieniła los Korotyńskiego na zawsze.
Uczeń Syrokomli – narodziny literata
Syrokomla szybko dostrzegł talent młodego samouka i zaproponował mu rolę sekretarza oraz pomocnika. Korotyński przepisywał rękopisy, porządkował przekłady, odpowiadał na korespondencję i towarzyszył poecie niemal we wszystkich jego przedsięwzięciach. Wspólna praca, rozmowy i bliskość intelektualna sprawiły, że Korotyński dojrzewał literacko u boku jednego z najważniejszych twórców epoki.

Redakcja gazety „Kurier Wileński”. Jedyne zdjęcie na którym jest zarówno Wincenty Korotyński (pierwszy od prawej w dolnym rzędzie) jak też Władysław Syrokomla (pierwszy od prawej w górnym rzędzie), fot.: novychas.online
W 1856 roku zadebiutował wierszem „Nad kołyską”, a w tym samym roku ukazał się jego pierwszy tom poezji „Czym chata bogata…”. W kolejnych latach wydał następne książki, a jego twórczość spotykała się z życzliwymi recenzjami. Choć korzystał z protekcji Syrokomli, nie był jedynie jego cieniem — miał własny styl, wrażliwość i ambicje.

Strona tytułowa pierwszego tomu poezji Wincentego Korotyńskiego pt. „Czym chata bogata…”, wyd.1857 r., fot.: novychas.online
Wspólnie z Syrokomlą tłumaczył pieśni Pierre’a Jeana de Bérangera, a także planował wydanie tomu poezji w języku białoruskim. Ten projekt nigdy nie doszedł do skutku, choć wiadomo, że obaj twórcy pisali po białorusku znacznie więcej, niż zachowało się do naszych czasów. Ich wspólny „białoruski tom” pozostaje jedną z największych literackich zagadek epoki.
Wierność mistrzowi i droga przez burzliwą epokę
Po śmierci Syrokomli w 1862 roku Korotyński nie tylko opłakiwał przyjaciela, lecz także wziął na siebie obowiązek opieki nad jego rodziną. Organizował pomoc finansową dla wdowy i dzieci, a po latach przygotował monumentalne, dziesięciotomowe wydanie poezji mistrza. Cały dochód z publikacji trafił do rodziny Kondratowiczów — był to gest lojalności, który przeszedł do legendy.
Jednocześnie Korotyński znalazł się w trudnej sytuacji politycznej. Po powstaniu styczniowym władze carskie prowadziły rewizje, podejrzewały go o udział w tworzeniu nielegalnej prasy i ograniczały możliwości publikacji. Atmosfera represji i strachu sprawiła, że w 1866 roku zdecydował się opuścić Wileńszczyznę i przenieść do Warszawy.
W stolicy Królestwa Polskiego rozpoczął nowy etap życia. Co znamienne, przestał pisać poezję — całą energię skierował ku publicystyce. Jego artykuły, szkice historyczne i teksty krajoznawcze ukazywały się w najważniejszych gazetach epoki, a on sam stał się jednym z najbardziej pracowitych warszawskich dziennikarzy.
Ostatnie lata warszawskiego „brodatego Litwina”
W Warszawie Korotyński zyskał przydomek „brodatego Litwina”. Jego charakterystyczna sylwetka — mocna postura, gęsta broda i skupiony wzrok — była stałym elementem redakcji „Gazety Warszawskiej”. „Brodaty Litwin” pracował niemal bez wytchnienia, utrzymując liczną rodzinę: w 1859 roku ożenił się ze Stanisławą Jakubowicz, z którą miał dziesięcioro dzieci. Kilku jego synów poszło w ślady ojca i zostało znanymi dziennikarzami.
Jego publicystyka obejmowała szeroki wachlarz tematów: od biografii Mickiewicza i Domeyki, przez szkice o Tyszkiewiczach, po opisy Nowogródka, Słucka czy Stołpców. Był jednym z tych autorów, którzy dokumentowali kulturę i historię dawnej Litwy i Białorusi w czasach, gdy pamięć o tych krainach była systematycznie wypierana.
7 lutego 1891 roku Wincenty Korotyński zmarł tak, jak żył — przy biurku, pochylony nad kolejnym tekstem. Na jego pogrzebie nikt nie przemówił, ale prasa poświęciła mu pierwsze strony, żegnając go jako człowieka, który całe życie oddał słowu, pracy i pamięci o swojej ziemi.

Nekrolog po Wincentym Korotyńskim, fot.: novychas.online
Dziedzictwo „ostatniego Litwina”
Korotyński należy do pokolenia „ostatnich Litwinów” — ludzi urodzonych między powstaniem listopadowym a styczniowym, którzy wciąż myśleli kategoriami dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. W jego tekstach pobrzmiewa nostalgia za utraconą ojczyzną polityczną, ale też trzeźwe spojrzenie na współczesność i los prostego człowieka.
Jego droga — od syna uwolnionego chłopa do uznanego literata i redaktora — jest przykładem awansu możliwego dzięki pracy, talentowi i wsparciu środowiska. Kluczową rolę odegrała tu relacja z Władysławem Syrokomlą: najpierw jako mistrzem, potem jako przyjacielem, wreszcie jako kimś, komu Korotyński poświęcił ogromną część własnego życia zawodowego.
Dziś pamięć o Wincentym Korotyńskim wraca przede wszystkim dzięki badaczom i inicjatywom przypominającym „zapomnianych Litwinów” XIX wieku. Jego biografia pozostaje nie tylko ciekawą opowieścią o jednostce, lecz także kluczem do epoki, w której polska świadomość narodowa nabierała nowoczesnych form, a litewska i białoruska dopiero wyłaniały się z tradycji dawnego Wielkiego Księstwa.

Rodzinny grobowiec Korotyńskich na cmentarzu Powązkowskim. W tym grobie spoczywają także Wincenty Korotyński, Henryk Korotyński, Bruno Wincenty Korotyński, Elwira Korotyńska i troje innych członków rodziny, fot.: Wikipedia
Opr. Adolf Gorzkowski/Znadniemna.pl, Na zdjęciu: Wincenty Korotyński i jego autograf, fot.: Novychas.online




