
138 lat temu, 29 sierpnia 1887 roku, w Mohylewie nad Dnieprem urodził się Stanisław Cywiński – postać dziś niemal zapomniana, a niegdyś jeden z najbardziej wyrazistych intelektualistów II Rzeczypospolitej. Filozof, historyk literatury, publicysta, profesor uniwersytecki – ale przede wszystkim człowiek niezłomnego ducha, którego życie zakończyło się tragicznie w sowieckim łagrze. Jego historia to opowieść o tym, jak wiele można zapłacić za odwagę myślenia i niezależność sądu.
Od Mohylewa do Wilna – droga naukowa
Stanisław Cywiński urodził się 29 sierpnia 1887 roku w Mohylewie nad Dnieprem, jako syn Mariana Cywińskiego, który był lekarzem wojskowym, oraz Julii z domu Gintowt. Rodzina Cywińskich — z jednej strony związana zawodowo (ojciec jako wojskowy lekarz), a z drugiej ideowo — miała silne powiązania z Wileńszczyzną i była zaangażowana w działalność na rzecz utrzymania i rozwoju polskości w regionie. Atmosfera w domu Cywińskich charakteryzowała się silną tożsamością narodową oraz akcentem na edukację i odpowiedzialność społeczną. Tradycje patriotyczne i kultura wyniesione z rodzinnego domu pchnęły młodego Stanisława ku światu literatury, filozofii i publicystyki.
Po ukończeniu gimnazjum klasycznego w 1906 roku, nasz bohater podjął studia filozoficzne i literaturoznawcze na Uniwersytecie Jagiellońskim. Już wówczas interesował się romantyzmem polskim, a szczególnie postaciami Norwida i Słowackiego.
W 1924 roku obronił doktorat poświęcony twórczości Cypriana Kamila Norwida, a w cztery lata później uzyskał habilitację za pracę o „Samuelu Zborowskim” Juliusza Słowackiego. Związał się z Uniwersytetem Stefana Batorego w Wilnie, gdzie wykładał filozofię i teorię literatury. Wśród studentów i współpracowników uchodził za człowieka niezwykle pryncypialnego – wymagającego, ale też głęboko zaangażowanego w misję uniwersytetu jako przestrzeni wolności intelektualnej.
Dziennikarz bez kompromisów
Oprócz kariery naukowej, Cywiński od wczesnych lat 30. działał jako publicysta. Był redaktorem naczelnym „Dziennika Wileńskiego” – konserwatywnego dziennika, który często występował w opozycji do dominującej linii politycznej sanacji. Współpracował również z narodowo-demokratycznym „Słowem”, pismem znanym z niepokorności i ideowego rygoru.
Cywiński nie unikał tematów trudnych ani ostrych sformułowań. Szczególnie głośnym echem odbiła się jego recenzja z 1938 roku, w której skrytykował mitologizację osoby marszałka Józefa Piłsudskiego. Odważnie zakwestionował jego słynne porównanie Polski do „obwarzanka”, sugerując, że Piłsudski nie rozumiał istoty polskiego Wschodu. Użycie słowa „kabotyn” w odniesieniu do postawy Piłsudskiego stało się zarzewiem politycznej nagonki.
Proces, więzienie i polityczna zemsta
Władze nie pozostały obojętne. Na polecenie generała Dąba-Biernackiego Cywiński został pobity przez oficerów wojska, a następnie postawiony przed sądem za „obrazę narodu polskiego i znieważenie pamięci Marszałka”. Proces rozpoczął się 9 kwietnia 1938 roku i stał się symbolem ograniczania wolności słowa w ostatnich latach II RP.
Sam Cywiński podczas rozprawy twierdził, że słowo „kabotyn” według niego wcale nie było obraźliwe. Co więcej odnosiło się nie do Piłsudskiego, ale redaktora naczelnego „Słowa” Stanisława Cata-Mackiewicza. Sąd nie dał temu wiary i 11 kwietnia skazał profesora Uniwersytetu Stefana Batorego na trzy lata bezwarunkowego więzienia. Był to najwyższy możliwy wymiar kary. Jak pisała później prasa, w uzasadnieniu wyroku podkreślano, że:
(…) wyraz kabotyn jest bezsprzecznie wyrazem obraźliwym tym bardziej o ile został użyty przez docenta polonistyki. Słowo to użyte zostało zdaniem Sądu celowo i świadomie. Uderzenie zamaskowane zostało zadane z zasadzki. Twierdzenie zaś, że inkryminowany cytat przypisywał Cywiński Catowi jest zdaniem sądu kłamliwe i wykrętne.
Skazany na trzy lata więzienia, ostatecznie odsiedział pięć miesięcy, jednak presja środowisk akademickich i opinii publicznej sprawiła, że jego sprawa stała się głośna również poza granicami kraju. Sam Cywiński nigdy nie odwołał swoich słów. Wychodząc na wolność, miał powiedzieć: „Są wyroki państw, ale są też wyroki historii.”
Sowiecka okupacja i śmierć w łagrze
Po wkroczeniu Armii Czerwonej do Wilna we wrześniu 1939 roku, Cywiński – jako przedstawiciel polskiej inteligencji – został aresztowany przez NKWD (wraz z 350 przedstawicielami polskich elit). Trafił do łagru w zespole Wiatłag – w rejonie Kirowa (Wiatki), gdzie warunki bytowe były dramatyczne. W listach do znajomych, które cudem przetrwały, pisał o ciężkiej pracy, głodzie i zimnie, ale też o tym, że „jeszcze nie wyzbył się marzeń”.
Zmarł 30 marca 1941 roku – zaledwie kilka miesięcy przed wybuchem wojny niemiecko-sowieckiej, która mogła mu dać szansę na uwolnienie. Jego śmierć przeszła niemal bez echa. Po wojnie jego nazwisko było objęte milczeniem – najpierw z przyczyn politycznych, potem przez zapomnienie
W rocznicę jego urodzin przypomnijmy sobie: nie każda prawda jest wygodna, ale każda jest potrzebna.
Opr. Waleria Brażuk/Znadniemna.pl