1 marca Polska oddaje hołd żołnierzom powojennego podziemia niepodległościowego – ludziom, którzy po 1945 roku nie złożyli broni i nie pogodzili się z narzuconą siłą władzą komunistyczną. Data święta upamiętnia rozstrzelanie przywódców IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, jednego z najważniejszych symboli oporu przeciwko sowietyzacji kraju.
Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych ma swoje korzenie w dramatycznych wydarzeniach końca II wojny światowej i pierwszych lat powojennych. Gdy 19 stycznia 1945 roku gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek” rozwiązał Armię Krajową, wydawało się, że konspiracja dobiegła końca. Jednak szybko okazało się, że Polska nie odzyskała pełnej wolności – aresztowania przywódców Polskiego Państwa Podziemnego przez NKWD i ich wywiezienie do Moskwy pokazały, że nowy porządek oznacza kolejną okupację. W tej atmosferze powstawały kolejne struktury oporu: najpierw organizacja „NIE”, później Delegatura Sił Zbrojnych na Kraj, a wreszcie Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”, które stało się najważniejszą powojenną organizacją niepodległościową.
WiN, powołane 2 września 1945 roku, skupiło w swoich szeregach około 30 tysięcy działaczy i żołnierzy. Przez pięć lat istnienia organizacja prowadziła działalność wywiadowczą, propagandową i samoobronną, starając się przeciwstawić sowietyzacji kraju. To właśnie jej przywódcy – Łukasz Ciepliński, Adam Lazarowicz, Mieczysław Kawalec, Józef Rzepka, Franciszek Błażej, Józef Batory i Karol Chmiel – zostali zamordowani 1 marca 1951 roku w więzieniu mokotowskim. Ich śmierć symbolicznie zamknęła dzieje zorganizowanej konspiracji, która trwała od września 1939 roku.
Powojenna walka niepodległościowa była największą formą zorganizowanego oporu społecznego aż do powstania „Solidarności”. Według szacunków MSW z lat 70., w latach 1945–1955 zginęło około 9 tysięcy członków podziemia, choć liczby te są niepełne. Żołnierze ci musieli mierzyć się nie tylko z brutalną machiną represji, ale także z propagandą, która starała się ich zohydzić w oczach społeczeństwa, nazywając „bandami reakcyjnego podziemia”, „zaplutymi karłami reakcji”, czy „wrogami ludu”. Władza ludowa próbowała wymazać ich z pamięci, skazując na zapomnienie, a często także na bezimienne groby.
Termin „Żołnierze Wyklęci” pojawił się dopiero w 1993 roku, kiedy badacz dziejów polskiej konspiracji Leszek Żebrowski użył go jako tytułu wystawy poświęconej antykomunistycznemu podziemiu. Słowo „wyklęci” nawiązywało do listu, w którym komunistyczny dowódca informował rodzinę jednego z zamordowanych żołnierzy, że „wieczna hańba i nienawiść” towarzyszyć mu będzie nawet po śmierci. Z czasem określenie to stało się symbolem przywracania pamięci o ludziach, których PRL próbował wymazać z historii.
Po 1989 roku proces ten postępował powoli. Dopiero działania środowisk kombatanckich, historyków i organizacji patriotycznych – w tym inicjatywy prezesa IPN Janusza Kurtyki – doprowadziły do ustanowienia 1 marca Dniem Pamięci. W 2010 roku prezydent Lech Kaczyński skierował do Sejmu projekt ustawy, podkreślając, że święto ma być wyrazem hołdu dla „męstwa, niezłomnej postawy patriotycznej i krwi przelanej w obronie ojczyzny”. Rok później Sejm przyjął ustawę, a 1 marca na stałe wpisał się do kalendarza państwowych uroczystości.
Dzieje Żołnierzy Wyklętych nie kończą się jednak w 1951 roku. Ostatni z nich, Józef Franczak „Lalek”, zginął dopiero w 1963 roku podczas obławy pod Lublinem. Jego śmierć zamknęła epokę zbrojnego oporu antykomunistycznego, ale pamięć o tych, którzy walczyli o wolną Polskę, przetrwała mimo prób jej zatarcia.
Dziś 1 marca jest dniem refleksji nad losem ludzi, którzy – często samotnie, bez nadziei na zwycięstwo – zdecydowali się pozostać wierni przysiędze i walczyć o niepodległość. To także dzień przywracania im należnego miejsca w historii, miejsca, którego przez dziesięciolecia odmawiano im w oficjalnej narracji. Współczesna pamięć o Żołnierzach Wyklętych jest nie tylko hołdem dla ich odwagi, ale także przypomnieniem, że wolność nigdy nie jest dana raz na zawsze.
Znadniemna.pl




