HomeReligiaMsza, której prawie nie było — czyli „Moskwa 2042” w wersji mińskiej

Msza, której prawie nie było — czyli „Moskwa 2042” w wersji mińskiej

Gdyby Władimir Wojnowicz żył dziś i zajrzał do Mińska, zapewne zatarłby ręce: oto rzeczywistość znów dogoniła satyrę. W jego antyutopii pt. „Moskwa 2042” wszystko było jasne — władza, duchowieństwo i wojsko tworzyły jedną, szczelnie zgraną konstrukcję, w której Ojciec Gwiazdoni błogosławił rakiety, a rakiety błogosławiły Ojca Gwiazdonia. Każdy znał swoje miejsce, a kto nie znał, temu je wskazywano.

Tymczasem w Mińsku, w lutym 2026 roku, odbyła się Msza, która — jak wynika z milczenia oficjalnych mediów katolickich — odbyć się chyba nie powinna. A jednak się odbyła. I to w samym sercu miasta, w katedrze, gdzie biskup pomocniczy archidiecezji Mińsko-Mohylewskiej Jury Kosobucki modlił się o pokój w Ukrainie, Ziemi Świętej i na całym świecie. Brzmi to jak coś zupełnie normalnego, wręcz oczywistego. Ale nie w rzeczywistości, w której kalendarz liturgiczny musi być zsynchronizowany z kalendarzem politycznym, a każde słowo — z linią ideologiczną.

Wojnowicz przewidział takie sytuacje. W jego powieści modlitwy o pokój były dopuszczalne tylko wtedy, gdy pokój oznaczał „zwycięstwo naszej strony”. Wszelkie inne interpretacje były niebezpieczne, bo mogły sugerować, że świat jest bardziej skomplikowany niż jednowymiarowy komunikat z wieży kontrolnej.

W Mińsku wyglądało to podobnie. Msza o pokój została odprawiona, bo musiała — tak nakazała bowiem Rada Konferencji Episkopatów Europy, która alfabetycznie odprawienie Mszy o pokój na Białorusi wyznaczyła na 21 lutego. Ale już informowanie o niej? To co innego. Oficjalne media katolickie milczały o tej inicjatywie, jakby Msza była czymś wstydliwym, jakby modlitwa o pokój mogła zostać odczytana jako niebezpieczna aluzja. W „Moskwie 2042” takie rzeczy nazywano „ideologiczną mgłą”, która mogła wprowadzić obywateli w stan niepożądanego myślenia.

Za to informacja o Mszy za „obrońców Ojczyzny” (z okazji Święta Sowieckiej Armii, obchodzonego 23 lutego – red.), którą odprawił metropolita Józef Staniewski, pojawiła się bez zwłoki i to na głównym portalu katolickim kraju. Z czerwoną gwiazdą w tle — symbolem, który w powieści Wojnowicza świecił nad każdym urzędem, koszarami i świątynią. Ojciec Gwiazdoni byłby dumny: oto duchowny, który wie, co należy nagłaśniać, a co przemilczeć.

Wojnowicz pisał, że w przyszłości redakcje będą działać jak automaty: publikować to, co trzeba, i nie publikować tego, co nie trzeba. W Mińsku wygląda to dziś podobnie. Redaktorzy — jeśli jeszcze są — nie filtrują, nie wygładzają, nie tłumaczą. Po prostu wrzucają komunikaty, jak leci. A jeśli czegoś wrzucić nie wypada, to znika to w cyfrowej próżni.

Msza o pokój? Odbyła się, ale jakby jej nie było. Msza za obrońców Ojczyzny? Oczywiście, że odprawimy!  I wszyscy będą o tym wiedzieć!

W „Moskwie 2042” bohaterowie żyli w świecie, w którym prawda była jak wosk: miękka, podatna, łatwa do uformowania. W Mińsku roku 2026 wosk ma się dobrze. I wciąż daje się modelować.

A jednak — i tu Wojnowicz pewnie by się uśmiechnął — zawsze znajdzie się ktoś, kto zauważy, że coś tu nie gra. Że modlitwa o pokój nie powinna być powodem do wstydu. Że czerwona gwiazda na katolickim portalu wygląda jak ponury żart, który wymknął się spod kontroli. Że świat nie jest powieścią satyryczną, choć czasem bardzo próbuje nią być.

I że nawet w najbardziej groteskowych czasach ktoś musi odprawić Mszę, której nikt nie chciał zauważyć.

Walery Kowalewski/Znadniemna.pl, ilustracja: właśnie w ten sposób portal Kościoła Katolickiego na Białorusi Catholic.by zilustrował zapowiedź Mszy za „obrońców Ojczyzny” zawierającą życzenia pod adresem ministra obrony Białorusi z okazji święta 23 lutego, które obchodził celebrując okolicznościową Mszę św. w Mińsku arcybiskup metropolita Józef Staniewski, fot.: Catholic.by

Brak komentarzy

Skomentuj

Przejdź do treści