HomeHistoriaDziś mija rocznica wywiezienia ostatniego króla Polski. Jak wyglądała jego droga do Grodna?

Dziś mija rocznica wywiezienia ostatniego króla Polski. Jak wyglądała jego droga do Grodna?

Dokładnie 231 lat temu Stanisław August Poniatowski został zmuszony do opuszczenia Warszawy. W asyście rosyjskich wojsk wyruszył do Grodna, gdzie pod presją polityczną podpisał akt abdykacji. To wydarzenie zamknęło dzieje Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Wyjazd z Warszawy: początek końca

Stanisław August Poniatowski opuścił Warszawę na rozkaz Katarzyny II w dniu 5 stycznia 1795 roku. Jak podaje Muzeum Historii Polski, „opuścił na zawsze swoją ukochaną Warszawę i w asyście dragonów rosyjskich wyjechał do Grodna”. Dwa dni później był już w drodze, pozbawiony realnej władzy i politycznego znaczenia.

Wyjazd ten nie był decyzją dobrowolną. Po klęsce insurekcji kościuszkowskiej i przygotowaniach do III rozbioru Rzeczypospolitej Rosja dążyła do całkowitego unieszkodliwienia monarchy. Historycy podkreślają, że „król mógł przydać się już tylko do przypieczętowania losu podzielonego kraju abdykacją”.

W tym sensie podróż do Grodna była elementem szerszego planu politycznego. Król miał zostać odizolowany, pozbawiony wpływu na wydarzenia i przygotowany do podpisania aktu, który ostatecznie zakończy istnienie państwa polsko‑litewskiego.

Grodno: areszt domowy nazywany „opieką”

Po przybyciu do Grodna 12 stycznia 1795 roku król został umieszczony w Nowym Zamku, gdzie — jak podają źródła — pozostawał pod stałą strażą. Choć oficjalnie mówiono o „opiekuńczej trosce” Katarzyny II, faktycznie była to forma aresztu domowego. Król miał ograniczoną swobodę przemieszczania się nawet po mieście, kontrolowano jego korespondencję i ruchy, a każdy kontakt z zewnętrznym światem odbywał się pod nadzorem.

Współcześni królowi nie szczędzili mu krytyki, co dobrze oddaje atmosfera epoki. Jeden z obserwatorów wydarzeń sprzed ponad 230 lat, złośliwie drwił z króla, celowo zniekształcając dane o jego pochodzeniu: „Babka jego była siostrą Karola XII, matka córką Piotra Wielkiego, a jednak był to urodzony tchórz, pasibrzuch, i tak pocieszna figura, że widząc go, niepodobna było nie powiedzieć sobie w duszy: ‘toż to istny arlechino finto principe’” (włoskie wyrażenie „arlechino finto principe” po polsku oznacza: „arlekin przebrany za księcia” – red.). Choć opinia ta jest stronnicza, pokazuje, jak nisko oceniano monarchę w schyłkowym okresie jego panowania.

Mimo ograniczeń król starał się zachować pozory normalności. Utrzymywał niewielką świtę, prowadził korespondencję i próbował wpływać na swój los, choć jego działania miały już niewielkie znaczenie. Grodno stało się miejscem oczekiwania — na decyzję, która miała przesądzić o jego przyszłości i ostatecznie o losie państwa.

Abdykacja i ostatnie lata na obczyźnie

25 listopada 1795 roku, w dniu imienin Katarzyny II i w 31. rocznicę własnej koronacji, Stanisław August podpisał akt abdykacji. Dokument przygotował książę Nikołaj Repnin, a król — pod presją polityczną — zaakceptował jego treść. W akcie pisał: „opuścić należy tron w okolicznościach, w których rozumieliśmy, że oddalenie Nasze przyłoży się do powiększenia szczęścia współziomków Naszych”.

Abdykacja była formalnym zakończeniem istnienia monarchii w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Po jej podpisaniu król pozostał jeszcze w Grodnie, a jego los zależał od decyzji dworu petersburskiego. Dopiero po śmierci Katarzyny II nowy car, Paweł I, złagodził politykę wobec byłego monarchy.

W 1797 roku pozwolono mu przenieść się do Petersburga, gdzie otrzymał na rezydencję Pałac Marmurowy. Tam spędził ostatnie miesiące życia, zmarł w 1798 roku i został pochowany na rosyjskiej ziemi. Jego wyjazd z Warszawy w styczniu 1795 roku okazał się początkiem drogi, z której nie było już powrotu — drogi kończącej epokę polskiej państwowości.

 Opr. Adolf Gorzkowski/Znadniemna.pl

Brak komentarzy

Skomentuj

Przejdź do treści